8 paź 2022

Rozdział 59

 Ha Ha! Nie spodziewaliście się mnie tu dzisiaj! No jak widać, plany z godziny na godzinę się nagle zmieniły, ale powiedzmy, że się wyrobiłam. Mam nadzieję, że ilość treści was nie wystraszy i...
Miłego czytania :3

Rozdział 59: 
 
-Żeby odzyskać Kouyou i go zniszczyć, tak jak On zniszczył mnie. -Kiyomi nagle się uśmiechnęła, jednak w tym uśmiechu było coś przerażającego. 
-Chwila, jak to? -Meggy patrzyła na nią z przerażeniem w oczach. Wiedziała doskonale, że jedyne co ich łączy, to Temari.  
-Jeszcze się pytasz? Sama chcesz się zemścić za to, co zrobił twoim przyjaciółkom, a ja chcę się tylko zemścić za siebie. Ciąża z Asami pokrzyżowała mi wiele planów i mimo, że Kouyou starał się być jak najlepszym ojcem, to mnie wszyscy wytykali palcami, tylko dlatego, że byłam nastoletnią matką. Był moment, że udało mi się pozbyć ich obojga, ale Yuko tuż przed śmiercią chciała wyznać nasz mały sekret, więc zostałam zmuszona, by pozbyć się jej szybciej z tego świata. Niestety, Kouyou i Temari się spotkali i moja tajemnica wyszła za jaw. W międzyczasie Kouyou stał się sławny i można by rzec, że przez to czuje się bezkarny, ale ty coś o tym wiesz. Dlatego chcę tylko pozbyć się Anett i zniszczyć to, co osiągnął przez te wszystkie lata. -Wypowiedź Kiyomi zmroziła krew w żyłach szatynki, która właśnie zrozumiała, dlaczego inni ją przed nią ostrzegali. Przełknęła głośno ślinę. 
-Mówisz poważnie? Tylko dlatego, że kiedyś popełnił jeden błąd i poszedł z tobą do łóżka? Wydaje mi się, że przesadzasz. Chciałam tylko, żeby dostał nauczkę, żeby raz cierpiał, tak jak Lisa, czy Miko, a ty... Ty chcesz zniszczyć jego karierę? 
-Nie tylko karierę, ale i całe jego życie.  
-Nie, wiesz co? Ja się w to dłużej nie mam zamiaru bawić. -Rzuciła Meggy, wstając od stolika.  
-Jeszcze sama do mnie przyjdziesz. -Powiedziała szeptem Kiyomi, patrząc z uśmiechem na twarzy na wychodzącą Meggy.  

     Minęło kilka kolejnych dni i aż trudno pomyśleć, że to już rok od kiedy Miko zamknęła Anett na tarasie. Ale nie tylko dla Anett i Kouyou miał to być jeden z trudniejszych dni, ponieważ Ruki miał zacząć wprowadzać w życie swój plan... W sumie to był plan Akumy, ale Kathy nie musiała o tym wiedzieć.  
Byli umówieni na wspólny wieczór, ale Takanori zdołał wybłagać od Rin zapasowe klucze, kiedy tylko ta wspomniała, że ma w planach wyskoczyć na zakupy. Oczywiście swoją zdobyć wokalista wykorzystał, by dostać się do mieszkania czerwonowłosej z samego rana.  
Kiedy Katherine jeszcze smacznie spała, Takanori zabrał się za przygotowanie śniadania, oczywiście do łóżka, bo inaczej nie miało by to sensu. Musiał zachowywać się cicho, ponieważ gdyby zostałby zdemaskowany, połowa tego długiego planu mogłaby się rozsypać.  
Gdy tylko wszystko było już gotowe i usłyszał budzik czerwonowłosej, wraz z tacą pełną jedzenia udał się do jej pokoju. Katherine leniwie się rozciągnęła, z nadal zamkniętymi oczami, niczego się nie spodziewając.  
-Dzień dobry kochanie. -Kiedy usłyszała głos Takanoriego, zerwała się wystraszona do siadu.  
-Co ty tu robisz?!  
-Przecież sama dałaś mi klucze. -Odpowiedział blondyn z szerokim uśmiechem na twarzy.  
-Umawialiśmy się na wieczór. Katherine potarła twarz dłońmi, próbując się rozbudzić. Była zaskoczona obecnością Rukiego z samego rana, w dodatku z śniadaniem do łóżka. 
-A to jakaś duża różnica? -Wokalista cicho się zaśmiał, odkładając w końcu tacę z jedzeniem na stolik obok łóżka, gdy tylko widział, jak kobieta bierze zamach z poduszką w ręce w jego stronę. Jednak Kathy nie trafiła przez jego szybki unik i poducha wylądowała na podłodze. 
-Jeżeli to jakiś twój sprytny sposób, na dostanie się do mojego łóżka bez ubrań, to zapomnij. -Czerwonowłosa powoli wstała, kierując się w stronę drzwi. 
-Nie zjesz? -Takanori zaskoczony uniósł brew.  
-Zaraz wrócę no... -Kathy przewróciła oczami, kiedy jeszcze przez krótką chwilę patrzyła na mężczyznę.  

     Kouyou też miał plany na wieczór tego dnia, do którego musiał się przygotować. Niezbyt był zadowolony z tego, że sam z siebie kazał spędzić Temari noc poza domem, a był na milion procent pewien, że jego córka będzie wtedy u Akiry.  
Wstając, już myślał o tym, co musi zrobić i jak się wyrobić przed przybyciem Anett, a jeszcze nie wiedział, że ten dzień będzie o wiele cięższy niż się na to przygotował.  
Ledwo opuścił łazienkę i szedł korytarzem w stronę kuchni, gdy minęła go Temari.  
-Ktoś na Ciebie czeka w salonie. A jeżeli to jest to co ja myślę, to twój dzisiejszy wieczór z Anett to nie będzie rocznica, a koniec waszego związku. -Szepnęła Temari, od razu chowając się w swoim pokoju. Wolała nie być świadkiem tej rozmowy, zdecydowanie nie chciała nim być.  
Kouyou ciężko westchnął, ruszając dalej, by kilka kroków później znaleźć się w salonie i zobaczyć ją -Długowłosą brunetkę o typowo azjatyckiej urodzie, aczkolwiek dużych, niemalże czarnych oczach. Widząc kobietę, głośno przełknął ślinę, ponieważ Temari nie żartowała.  
-Lisa? -Zapytał, patrząc na nią szeroko otwartymi oczami, nie wierząc w to, kogo właśnie widzi. 
-No w końcu jaśnie królewicz wstał. -Kobieta, która wcześniej zdążyła się wygodnie rozsiąść na jego kanapie, w tym momencie chwyciła za szyjkę pustej butelki po wódce, która stała na stoliku. Pomachała lekko butelką, patrząc wymownie na gitarzystę, a kiedy ją już odłożyła, wstała i podeszła do niego. -Nie martw się, nie chcę się mieszać między Ciebie, a twoją narzeczoną. Chcę tylko wyjaśnić sprawę z Meggy.  
-Sprawę z Meggy? -Kouyou był jeszcze bardziej tym zaskoczony, ale też lekko zdenerwowany. -Ty myślisz, że tylko to masz mi do wyjaśnienia? To przez Ciebie wyszedłem na skończonego skurwysyna, który Cię tak po prostu, jak zwykle przeleciał, zebrał się i zostawił bez słowa wyjaśnienia... 
-To nie ja, to Mitsutake. -Brunetka szybko mu przerwała ostrym warknięciem, stając z gitarzystą twarzą w twarz. -I tak, tylko to, bo obie sprawy się ze sobą łączą.  
-O, Mitsutake? No proszę. -Uruha prychnął.  -To mów, bo nie mam dzisiaj za wiele czasu.  
-Wydaje mi się, że będziesz musiał zrezygnować z dzisiejszych planów, ponieważ to będzie długa rozmowa... 

     Takanori i Kouyou nie byli odosobnieni w planowaniu tego wieczoru, jednak Yuu miał nieco inne zamiary. Pech jednak chciał, że w nocy ze stresu nie mógł zasnąć i On również się nie spodziewał, że akurat jego plany całkowicie legną w gruzach. Siedział właśnie w kuchni, wypalając kolejnego papierosa do “porannej” kawy, kiedy usłyszał dzwonek do drzwi. 
Tsune stała przed drzwiami, jeszcze chwilę się zastanawiając, jednak nie chciała zostawiać tego wszystkiego bez słowa. Wiedziała, że najtrudniejsze jest właśnie przed nią i to była rozmowa z Yuu. Musiała chwilę poczekać, aż mężczyzna jej otworzy i przez ten czas miała ochotę po prostu stamtąd uciec. Ale w końcu się stało, zobaczyła przed sobą zaskoczonego Yuu, który wpuścił ją do mieszkania. -Coś się stało, że przyszłaś tak wcześnie? -Aoi zamknął drzwi i podszedł do brunetki, by ją pocałować na przywitanie, jednak Tsune się odsunęła. 
-Tak. Mój brat dzwonił i muszę wyjechać już dzisiaj. Ayuko już o wszystkim wie... 
-Chwila, jak to dzisiaj? Przecież miałaś zostać do finału. -Gitarzysta szybko jej przerwał, kładąc dłonie na jej ramionach. Z pytającym wzrokiem spojrzał jej w oczy i dostrzegł w nich smutek.  
-Miałam, ale mamie się pogorszyło, a brat ma dużo pracy i nie da rady przy niej być. Przepraszam. -Tsune lekko zadrżała, kładąc dłoń na jego policzku i powoli się od niego odsunęła. -Wiem o czym rozmawialiśmy i myślałam o tym dużo, ale ten związek na odległość się nie uda, a ja już nie wrócę do Tokyo. Przepraszam Yuu. -Dodała, odwracając się od niego. 
-Tsune... -Aoi patrzył jak brunetka niepewnie szła w stronę drzwi, jednak, gdy wypowiedział jej imię, zatrzymała się. Nadal stał w miejscu, z bólem w klatce piersiowej.  
-Yuu, ja... -Nie spodziewał się, że kobieta zareaguje i że znów odwróci się w jego stronę, prędzej stawiałby na to, że po prostu wyjdzie.  
-Przecież mogę przyjeżdżać, fakt, to daleko, ale... Ja Cię kocham. -Wiedział, że te słowa już nic nie zmienią, jednak chciał przekonać Tsune, by nie skreślała ich związku. Kobieta natomiast poczuła ścisk w gardle. Chciała wyznać gitarzyście prawdę, którą skrywała przed wszystkimi i która była powodem, dla którego Yuu nie mógł nigdy jej odwiedzić. Przecież gdyby przyjechał, od razu poznałby prawdę.  
-No właśnie, nie możesz przyjeżdżać. Mama nie lubi obcych w domu i wiem co powiesz, że nie jesteś obcy, ale i tak będzie mi truła, jak tylko się pojawisz... -Tsune wiedziała, że właśnie zaczęła kręcić, dlatego postanowiła to zakończyć. -To było naprawdę piękne Yuu, dziękuję. -Dodała, z nieśmiałym uśmiechem, niemalże przez łzy. Krótko ucałowała jego policzek i ostatecznie opuściła jego mieszkanie.  
Yuu stał nieruchomo, analizując każde jej słowo i niedowierzając, że to się właśnie wydarzyło. Znów został sam, a już miał nadzieję, że jeden gest z jego strony wszystko zmieni i zatrzyma Tsune przy sobie. Poszedł do sypialni, gdzie z szuflady komody wyjął schowane tam pudełeczko i powoli je otwierając usiadł na łóżku. Z nienawiścią patrzył na pierścionek, nie mając pojęcia, co teraz z nim zrobić, a po chwili przyszła mu do głowy tylko jedna myśl. Szybko znalazł się w kuchni tuż nad koszem na śmieci, jeszcze przez moment się wahał, aż w końcu pudełku wraz z zawartością znalazło się w kuble. 

     Oboje zasiedli na kanapie w salonie, a Kouyou z niecierpliwością czekał, aż Lisa mu wszystko wyjaśni.  
-Cała ta sprawa między nami, to od początku Mitsutake. Przed wylotem nawet nie mówiłam mu o tobie, żeby nie pomyślał, że to z twojego powodu lecę do Stanów, ale On miał już wszystko przemyślane.  
-Jak to On. Ale przecież mogłaś dać mi znać. -Kouyou wszedł kobiecie w słowo, nerwowo zaciskając pięści. 
-No właśnie nie mogłam. Mitsutake na lotnisku ukradł mi telefon i pewnie widział nasze wiadomości, odkrywając prawdę, że go oszukiwaliśmy z naszym “związkiem”. Wiesz, że nie mam pamięci do numerów, a notes, w którym miałam numer do Ciebie też nagle zniknął. Dlatego nie mogłam się odezwać, ja nawet o tej sprawie nie wiedziałam. Kilka miesięcy później Mitsutake mnie znalazł i już wtedy współpracował z Kiyomi, to Ona pomogła mu mnie znaleźć, jednak żadne z nich mi o tym nie powiedziało. Nawet próbowałam się z tobą skontaktować, ale mnie zlewałeś, więc sobie odpuściłam. 
-A jaki to ma związek z Meggy? -Uruha zmrużył oczy, spoglądając na kobietę.  
-No właśnie do tego chciałam przejść, ale wracając. -Lisa wiedząc, że Kouyou ciągle będzie jej przerywał, przewróciła oczami. -Nazwisko Kiyomi skądś kojarzyłam i nie chciałam się mieszać w ich towarzystwo, chociaż Mitsutake obiecywał złote góry i właśnie wtedy postanowił się na tobie zemścić. Gdzieś w tym czasie poznałam Meggy, a pewnego dnia przyszła do mnie ucieszona, że zaproponowaliście jej współpracę przy trasach. Wtedy poprosiłam ją, żeby wam nie wspominała, że się znamy, ale z tego powodu musiałam jej powiedzieć, dlaczego. Ale powiedziałam jej prawdę, że nic między nami nie było i że chodzi o Mitsutake. Jedna trasa wystarczyła, żeby się głupio w tobie zakochała, a na drugiej była już Miko, ale ty mimo tego nadal dawałeś jej nadzieję. Przed tą trasą wierzyła, że twój związek z Akumą do fake, żeby przyciągnąć fanów, ale kiedy się spotkaliście, okazało się, że jednak nie, jeszcze te wasze zaręczyny. -Tsune przyłożyła palce do nasady nosa, ciężko wzdychając.  
-Kocham An i chcę z nią spędzić resztę życia, czy tak trudno to zrozumieć? -Uruha spojrzał na nią, ale wcale nie oczekiwał odpowiedzi.  
-Postaw się na jej miejscu, co, gdyby An wcześniej dawała Ci nadzieję, ale nagle była by z kimś innym i Cię już odsuwała?  
-Właśnie to przechodziłem z An i nawet też, ja to zawaliłem. Po prostu nie powiedziałem jej od razu i Meggy też mogła mi powiedzieć. Nie wiem co by to zmieniło, ale może ściągnąłbym ją tutaj i nawet nie byłoby Miko, nie wiem. Po rozstaniu z Miko nawet nie chciałem być z kimkolwiek, dopóki nie pojawiła się Anett. Dlatego błagam, nie racz mnie historyjką o tym, że się zakochała i bała mi się to powiedzieć. Zaprzyjaźniła się z Miko, mimo, że praktycznie co wieczór wchodziła mi do łóżka, miała wiele okazji, żeby mi o tym powiedzieć, sam nawet je wtedy tworzyłem. Różnica między tymi dwiema trasami jest znacząca, ponieważ wtedy Miko wystarczająco działała mi na nerwy i potrzebowałem odskoczni, gdyby mi wtedy powiedziała, może byłoby inaczej, miałbym powód, żeby zostawić Miko, a nie kombinować jak głupek.  Teraz jest już Anett, jesteśmy zaręczeni i nie czuję potrzeby, żeby spędzać noce z kimś innym, wręcz przeciwnie. A Meggy doprowadziła sprawę do takiego stopnia, że po finale już więcej się nie zobaczymy. -Kouyou starał się nie atakować Lisy, ale jego oschły ton wyraźnie pokazywał, że całe to tłumaczenie, że szatynka jest w nim zakochana i tym podobne, działały mu na nerwy. 
-Kouyou, ja Cię rozumiem. Ona nawet nie wie, że tu jestem, ale to nie koniec, niestety. W trakcie pierwszej przerwy, kiedy była w Stanach, widywała się z Miko i ta powiedziała jej o wszystkim, nawet o waszym dziecku. Dla Meggy to było już za wiele. Historia o tym, że zdradziłeś Miko z Anett, że zostawiłeś Miko z jej powodu i że to z Anett miałeś wychowywać twoje dziecko z Miko po prostu ją przerosła. Meggy się załamała, ponieważ podejrzewała, że dla niej nigdy byś tego nie zrobił i wiem, rozumiem Cię, przez to, że Ci nie powiedziała, nie może wiedzieć co by było, nie musisz powtarzać, ale właśnie wtedy, nie wiem skąd pojawiła się Kiyomi. Możliwe, że nadal obserwuje Miko i tak trafiła na Meggy, problem w tym, że opowiedziała jej wersję Mitsutake co do końca naszego niby związku i pewnie wiele innych rzeczy. A wiem to, ponieważ Meggy przyszła do mnie, chcąc wyjaśnień, dlaczego ją okłamałam i nie rozumiałam o co jej chodzi, kiedy powiedziała, że się na tobie zemści za mnie, za siebie i za Miko.  
-Meggy chciała się na mnie zemścić za siebie, bo nic mi nie powiedziała, za Ciebie, bo uwierzyła w to co powiedziała Kiyomi, a za Miko, bo pewnie ta jej powiedziała, że zostawiłem ją samą z dzieckiem? -W tym momencie gitarzysta parsknął śmiechem.  
-Co do Miko, to naprawdę nie wiem, nie znam jej za dobrze i nie utrzymuje z nią kontaktu. -Lisa spojrzała na niego, lekko się krzywiąc.  
-To już nie jest ważne. Mam to za sobą i chcę się skupić na Anett, ale dobrze wiedzieć, w co Kiyomi tak naprawdę gra.  
-Czego Ona od Ciebie chce? -Pytanie Lisy oczywiście zabrzmiało naiwnie i głupio.  
-Nie wiem, naprawdę nie wiem. Z jakiegoś powodu chce, żebym do niej wrócił i boje się, do czego jest w stanie się posunąć, żeby to osiągnąć... 
    Całkowicie nieświadoma spotkania Kouyou z Lisą, Anett wieczorem zadzwoniła do drzwi gitarzysty. Kiedy Kouyou jej otworzył, wpuścił ją do środka, krótko całując jej usta. 
-Już myślałem, że w ogóle nie przyjdziesz. -Rzucił zaczepnie, pomagając zdjąć jej płaszcz.  
-A kto sam mi pisał jakieś trzy godziny temu, żebym się nie śpieszyła, bo jest w rozsypce?  
-Masz mnie, przyznaje. -W tym momencie Uruha ujął dłoń wokalistki, prowadząc ją po schodach. Kiedy weszli na górę, Anett zastała półmrok, rozświetlony jedynie płomieniami wielu świec, a do jej nozdrzy zaraz dotarł zapach róż.  
-No, no, Panie Takashima, z okazji na okazję zaskakuje mnie Pan coraz bardziej. -Zażartowała, widząc na stoliku butelkę wina wraz z kieliszkami, oraz bukiet róż, chociaż przez chwilę zastanowił ją fakt, że przecież jeden bukiet nie mógłby wydawać tak intensywnego zapachu. Dopiero kiedy jej wzrok przyzwyczaił się do mroku, zauważyła, że cały salon był ozdobiony wieloma, o wiele większymi bukietami, których w pierwszej chwili nie była w stanie zliczyć. -Kyu... 
-Posłuchaj An... Ostatnio myślałem o tym, co się działo wcześniej... -Kouyou zaczął spokojnie, obejmując wokalistkę w talii i zarazem przyciągając ją do siebie. -Wcześniej nawaliłem tyle razy, że wchodząc na ten taras rok temu, nie wierzyłem, że przez następne dwanaście miesięcy będziesz przy mnie. Do dzisiaj żałuję, że zamiast odesłać Krisa do diabła sam wtedy wyszedłem, że nie skorzystałem z tych wszystkich okazji i wepchnąłem Cię w ramiona Akiry, chociaż teraz wiem, że wasz związek był tylko po to, żebym był zazdrosny. Żałuje też, że wtedy w szpitalu, zamiast powiedzieć Ci od razu co czuję, chciałem się jakoś wykręcić, a wtedy po moim wyjściu... -Kouyou sam cicho się zaśmiał pod nosem na to wspomnienie. -Kiedy jechaliśmy do studia, chciałem tylko spotkać Miko, powiedzieć jej, że to koniec, ale Yutaka mnie uprzedził, wchodząc i gratulując mi przy tobie zaręczyn z nią. Nawet po naszej kłótni przed twoim wyjazdem, pojechałem na lotnisko, ale nie zdążyłem. I do dzisiaj mogę sobie tylko wyobrazić, ile przekleństw w twojej głowie się przewinęło, kiedy jechałaś do mnie, tylko dlatego, że po pijaku do Ciebie wydzwaniałem. Ale kilka godzin później, po wywiadzie znów pozwoliłem Ci po prostu odejść... Wchodząc na ten taras rok temu, czułem się skończony, ale kiedy się we mnie wtuliłaś, wiedziałem, że to była moja ostatnia szansa, by Ci powiedzieć, że Cię kocham.  
-Kouyou... -Anett cicho westchnęła, zaraz wtulając się w niego, w ten san sposób, co rok wcześniej, kiedy chciała po prostu się ogrzać. -Przez ten rok też wiele się działo i kilka razy prawie się rozstaliśmy. Też Cię kocham i nie wiem, co jeszcze musiałoby się wydarzyć, żeby to się zmieniło, skoro wytrzymałam ciąże Miko, ataki Kiyomi i ciągłe klejenie się do Ciebie Meggy.  
-Przecież to dopiero rok, jeszcze zdążysz mnie znienawidzić. -Kouyou lekko ujął jej podbródek palcami, podnosząc jej głowę i czule ją pocałował. 
-Już kiedyś Cię nienawidziłam i nie chcę do tego wracać. -Szepnęła cicho Anett, odwzajemniając pocałunek.  

     Późnym wieczorem, po kilku godzinach jazdy i wielu przerwach na powstrzymanie łez, w końcu dotarła na miejsce. Nie wyciągała walizek z samochodu, tylko od razu udała się do drzwi domu, przed którym zaparkowała, wyjmując klucze z torebki.  
Starając się być cicho, weszła do domu, jednak jej zachowanie i tak nic nie dało. 
-Mama! -Od razu rozległo się wołanie kilkuletniego chłopca, szybko schodzącego po schodach.
-Yoichi, ty jeszcze nie śpisz? -Zapytała zaskoczona Tsune, kiedy sześciolatek się do niej przytulił. 
-Czekał, aż jego mama w końcu łaskawie przyjedzie. -Zaraz też pojawiła się starsza kobieta, wyglądająca na okaz zdrowia.  
-Mamo, nie przy Yoichim, już Ci nie raz to mówiłam. -Warknęła brunetka, kucając. -Kochanie, cieszę się, że czekałeś, ale mógłbyś dać mi jeszcze chwilę i pójść do swojego pokoju? Musze porozmawiać z babcią. -W odpowiedzi chłopiec tylko kiwnął głową i pobiegł schodami na górę. Tsune westchnęła z bezsilności i się wyprostowała, kierując się wgłąb domu, a konkretnie do salonu.  
-Cieszę się, że w końcu podjęłaś decyzję, szkoda tylko, że trzeba było postawić Cię pod ścianą, żebyś w końcu się ruszyła. -Powiedziała matka Tsune, idąc za nią, a brunetka na te słowa odwróciła się do niej.  
-Tak, zagranie kartą odebrania praw wobec jedynego żywiciela rodziny to świetny pomysł! Tylko pomyślałaś, za co będziemy teraz żyć? To miał być ostatni koncert, w międzyczasie miałam znaleźć tu pracę, ale nie... 
-Gdyby nie ja, zapomniałabyś o jego urodzinach. 
-Nie zapomniałabym! Miałam przyjechać! Kilka dni by Cię nie zbawiło, do cholery. No tak, zapomniałabym, twoim jedynym celem jest rujnowanie mi życia. 
-Sama je sobie zrujnowałaś. A co do twojej pracy, to przynajmniej nie będę musiała się wstydzić, że moja córka zajmuje się malowaniem facetów. 
-Dość!! Wypominasz mi znów to, że Yoichi jest na świecie? To Ci przypomnę. Nie byłam głupią nastolatką, ba! Byłam po studiach i miałam pracę, byliśmy zaręczeni i to nie moja wina, że Sasamu na wieść o dziecku uciekł na drugi koniec kraju, a teraz może sobie co najwyżej z klawiszami pogadać. Yoichi nigdy go nie interesował, także nie masz prawa mi tego wypominać. A co do mojej pracy, to nie ma czego się wstydzić, wystarczyłoby, żebyś trochę się zainteresowała tym co robię! -Tsune poczuła, jak łzy znów cisną się do jej oczu.  
-Mówiłam Ci od samego początku, że to nie był facet dla Ciebie, trzeba było mnie posłuchać. -Starsza kobieta podeszła bliżej córki, ale ta tylko obróciła głowę.  
-Ciekawe, czy Yuu by ci pasował. -Warknęła Tsunę, odwracając się na pięcie. -A i może wyślij Takado do pracy... A no tak, znów zapomniałam, mój kochany braciszek nie musi pracować. -Dodała, po czym szybkim krokiem poszła w stronę schodów. Szybko schowała się w swoim pokoju, znów powstrzymując łzy. Wyjęła telefon z kieszeni, który wyciszyła, gdy wyjeżdżała z Tokyo. Kilkadziesiąt nieodebranych połączeń od Yuu sprawiło, że po jej policzku spłynęły łzy. Nie zostało jej już nic innego, jak zablokowanie jego numeru, co zrobiła od razu. W końcu nie bez powodu w Tokyo spaliła za sobą wszystkie mosty.  
 
Obudziła się w środku nocy w łóżku gitarzysty, jednak szybko odkryła, że była w nim sama. Ubrana jedynie w majtki i koszulkę bruneta wstała i udała się do kuchni. Uradowana sukcesem, że znalazła Kouyou od razu, spojrzała na niego. Uruha stał oparty o kuchenny blat, odpalając papierosa, chociaż Anett nie wiedziała, że to już któryś z kolei, ale od razu wyczuła, że coś go gryzie.  
-Kochanie, coś nie tak? -Zadając to pytanie, wokalistka poczuła, jak jej serce na chwilę zamarło. Miała przecież wrażenie, że to właśnie o nią chodzi.  
-Nie śpisz? -Szepnął Kouyou, kierując swój wzrok w jej stronę.  
-Dobrze wiesz, że bez Ciebie w tym łóżku jakoś tak zimno się robi. -Anett zabrzmiała jakby zmartwiona i chociaż oboje dobrze znali już ten żart, żadne się nie zaśmiało.  
-Chodź tu do mnie. -Brunet wyciągnął rękę w jej stronę, a kiedy Anett stanęła obok niego, objął ją ramieniem. 
-To co takiego nie daje Ci spać? -Zapytała ponownie wokalistka, zabierając Kouyou papierosa, którym się zaciągnęła.  
-Lisa tu była, dzisiaj rano, dlatego napisałem, że byłem w rozsypce. Długo rozmawialiśmy i... -Ta wieść sprawiła, że Anett zakrztusiła się dymem. Odkaszlując, zasłoniła usta zewnętrzną stroną dłoni i odwróciła głowę w jego stronę. 
-Dlaczego nie powiedziałeś mi wcześniej?  
-To nie tak, że nie chciałem. Nie chciałem po prostu psuć nastroju, a jak się to skończyło sama wiesz. No i nie było, kiedy. -Kouyou chciał odebrać Anett swojego papierosa, ale ta odsunęła jedynie rękę, wydmuchując dym prosto w jego twarz, z rozgniewaną miną. Zrezygnowany sięgnął po paczkę.  
-Masz rację, wieść o tym, że kolejna twoja była się pojawiła, zdecydowanie wszystko by zepsuło. Chociaż z tego co pamiętam, to nie byliście razem, tylko wkręcaliście Mitsutake, ale nie ważne. Czego chciała? -An musiała chwilę poczekać na odpowiedź. Kouyou spokojnie odpalił papierosa, od razu zaciągając się dymem, a wypuszczając go, spojrzał przed siebie.  
-Chciała tylko porozmawiać, wyjaśnić tą sprawę z zakończeniem naszego “związku” oraz zachowanie Meggy, specjalnie przyleciała, jak ta zapłakana do niej zadzwoniła i... 
-Przyjaciółka Meggy, świetnie! -Tak, ta informacja zadziałała na kobietę niczym czerwona płachta na byka, a Uruha obserwował, jak wkurzona Anett sięgnęła po popielniczkę i z jaką agresją gasiła papierosa. -I co? Bo psiapsiółka Meggy specjalnie przyleciała, mam jej teraz wybaczyć? Zapomnij, wszyscy zapomnijcie.  
-Anett, to nie o to chodzi... 
-To o co tym razem? -Kiedy wokalistka po raz kolejny mu przerwała, Kouyou westchnął, przewracając oczami.  
-Nikt nie każe Ci nikomu, czegokolwiek wybaczać, ja też nadal jestem na nią wściekły, a to co powiedziała Lisa, wcale jej nie usprawiedliwia, wręcz przeciwnie. No i okazało się, że Meggy też nie powiedziała jej wszystkiego.  -Wyjaśnił, chociaż czuł, że to nic nie da. 
-Nawet nie wiem, czy chcę wiedzieć... 
-Powinnaś. -Tym razem to Uruha przerwał wokalistce. - Okazuje się, że jest we mnie zakochana, od kiedy się poznaliśmy, tyle, że nic mi nie powiedziała. Gdyby to zrobiła wcześniej, kiedyś... To może by to coś zmieniło, ale nie teraz, a Ona gra wielką pokrzywdzoną. Po tej akcji z barze z lekami, zadzwoniła do niej zapłakana, ale nie powiedziała Lisie o Noritoshim, czy w ogóle o tym jak Ci skutecznie zatruwała życie, dlatego Lisa przyleciała, chciała się dowiedzieć, jak to było naprawdę.  
-Boje się tylko, że jej obecność to kolejne kłopoty.  
-Nie, Lisa nie jest taka. Zresztą jak ją znam, to opieprzy Meggy za jej kłamstwa i manipulacje, po czym lada dzień wróci do Stanów. -Kouyou wzruszył ramionami.  
-Obyś miał rację. A teraz nie wiem jak ty, ale ja idę spać. Na rano jestem umówiona z dziewczynami, a potem Takanori będzie mnie torturował. -Anett nie miała już siły, by ciągnąć ten temat, dlatego po tych słowach wróciła do sypialni gitarzysty, mając nadzieję, że szybko zaśnie. 

24 wrz 2022

Rozdział 58

 Witam! Zbyt wiele się u mnie przez ten tydzień nie zmieniło, ale chcę tylko przekazać, że jakby ktoś miał wątpliwości do pewnego akapitu, to wyjaśnienie jest pod rozdziałem. A postanowiłam to wyjaśnić ze względu na delikatność sprawy.
Miłego czytania :3

Rozdział 58: 

  -A tobie muszę pogratulować, jednak umknął Ci mały szczegół. -W tym momencie Anett wyciągnęła z torebki opakowanie, które znalazła w rzeczach szatynki i położyła je przed nią. 
-Grzebałaś mi w rzeczach? Do reszty Ci odbiło?! -Meggy omal nie wstała z oburzenia. 
-Dzięki tobie tak, trochę tak. Mogłabyś mi łaskawie powiedzieć co to jest i ile na dzień mi tego dawałaś? -Po tym pytaniu nastała niezręczna cisza. Meggy szybko próbowała wymyślić jakąś wymówkę, jednak im dłużej milczała, tym bardziej się pogrążała. 
-To moje... -Tyle zdołała wymyślić, ale dla Anett było pewnym, że to powie.
-Kłamiesz. Nie powiem głośno kto Ci to dał, ale ja wiem, że ich nie przyjmujesz. A teraz odpowiadając za Ciebie na pytania i wyjaśniając dla czego kłamiesz... -Anett przerwała na chwilę, gdyż przerażona mina szatynki zaczęła ją bawić. -Są to silne psychotropy, które przyjmuje się będąc pod stałą opieką psychiatry, a tobie w Japonii nikt by tego nie przepisał. Nawet jeśli udało by Ci się jakimś cudem tak szybko to załatwić, my powinniśmy wiedzieć, że przyjmujesz tego rodzaju substancje, by mieć na Ciebie oko, czy Ci pod czaszką coś się nie pokręciło, ponieważ... A nie, to powiem później. Druga sprawa to dawkowanie, które według moich wstępnych wyliczeń przekroczyłaś. Tego typu leki przyjmuje się zazwyczaj raz dziennie w określonej przez lekarza dawce i w dodatku tabletka powinna być w całości, a ty je kruszyłaś, dodając mi je co rusz miałaś okazję, które na moje nieszczęście sama Ci dawałam. A teraz zadam Ci pytanie, na które już musisz odpowiedzieć. Czy masz pojęcie, jak to mogło się skończyć? -Na koniec, po rozbawieniu Anett nie było już śladu. Z Powagą patrzyła na Meggy, która nie miała już możliwości się wykręcić.  
-Nic by Ci się nie stało. -Warknęła Meggy, próbując nie zwracać już uwagi na Anett.  
-Wiesz, dlaczego powiedziałam, że powinniśmy wiedzieć, gdybyś to ty je przyjmowała? Ponieważ jednym ze skutków ubocznych są samobójstwa. Osoba, która Ci to dała o tym wie i nie bez powodu akurat te leki wybrała. -Anett powoli wstała, niewzruszona, że każdy patrzył na nią z rozszerzonymi oczami. -Tobie pewnie też o tym powiedziała.* 
-Nic nie zmieni tego, że jesteś zwykłym śmieciem! -Meggy wstała, trzymając w dłoni szklankę z trunkiem, którym z satysfakcją oblała wokalistkę. Odkładając naczynie, szybko ruszyła w stronę wyjścia. 
   -Meg, poczekaj! -Kai krzyknął, od razu wstając i idąc za nią. 
-Oł... -Wszyscy próbowali zrozumieć, co właśnie się wydarzyło. Anett spokojnie zajęła wcześniej zajmowane przez Meggy miejsce, chowając twarz w dłoniach. Ta cisza między nimi trwała dla każdego w nieskończoność, a tak naprawdę, to było tylko kilka minut, aż nagle Kouyou nerwowo wstał, udając się do wyjścia. 
    Yutaka dogonił Meggy tuż przy wejściu. Chwytając ją za rękę, pociągnął ją na bok, by osoby wchodzące do lokalu ich nie słyszały. 
-To co powiedziała Anett, to prawda? -Zapytał, mrużąc przy tym oczy. 
-Może tak, może nie. -Makijażystka wzruszyła jedynie ramionami. 
-Meg do cholery! Pomijając już, że do reszty Ci odbiło, to musiałaś wiedzieć, jakie to może przynieść konsekwencje. Masz szczęście, że słyszeliśmy to tylko my, a nie na przykład menadżer, bo skończyłabyś jak Noritoshi.  
-Oh, naprawdę? Naprawdę mam się teraz przed tobą spowiadać? A może zaraz zadzwonisz do Ayuko, co? To nie jest wasza sprawa i nie powinno was interesować, o co w tym wszystkim chodzi.  
-Ale nas interesuje, bo to co wyprawiasz nie jest normalne. Gdyby nie fakt, że mamy braki w załodze, już dawno byśmy Ci podziękowali. I niestety, ale jestem zmuszony to powiedzieć, ale jeszcze jutrzejszy koncert, finał i nasza współpraca już na zawsze zostaje zakończona. Akuma jest częścią zespołu, czy Ci się to podoba, czy nie i przy nas wszystkich powinna czuć się bezpiecznie, a ty Meggy zachowujesz się wobec niej karygodnie. Nie muszę Ci przytaczać sytuacji, które o tym świadczą, wystarczy to, co zrobiłaś przed chwilą. -Słowa lidera zamurowały szatynkę. Stała nieruchomo, patrząc na niego i nawet nie mogąc wykrztusić słowa.  
Kouyou po wyjściu szybko zlokalizował tą dwójkę, od razu do nich podchodząc.  
-Zwariowałaś do reszty? -Lekko popchnął Meggy, stając między nią, a Yutaką.  
-To ja was lepiej zostawię samych. -Rzucił Kai, zmierzając w stronę wejścia.  
-Kiyomi kazała Ci to zrobić, prawda? To była cena za informacje od niej? Uprzedzaliśmy Cię, Miko, ja i An, żebyś nie kręciła z Kiyomi. -Uruha nie ukrywał wściekłości, doskonale wiedział, dlaczego szatynka to zrobiła i kto jej dał te tabletki.  
-Nadal nie rozumiem, dlaczego Anett jest dla was taka święta, wręcz nietykalna. -Meggy stała niewzruszona całą tą sytuacją. 
-Wytłumacz mi proszę, jak można być tak tępym? Tu nie chodzi o Anett, tylko o Ciebie. Ty od samego początku ją atakujesz, tylko dlatego, że jest ze mną. Kontaktujesz się z Kiyomi, która nie daje nam spokoju, wyciągasz jakieś brudy z mojej przeszłości i po co? Naprawdę nie rozumiem po co Ci to wszystko. Nie mam pojęcia, co sobie wymyśliłaś, co dokładnie zaplanowałaś i nie chcę wiedzieć. Po prostu odpuść. -Kouyou już miał odejść, ale gdy tylko się odwrócił, szatynka złapała go za rękę. 
-Naprawdę myślisz, że zawsze chodzi o Ciebie? Na początku owszem, chodziło o Ciebie, ale potem Miko wyznała mi całą prawdę, powiedziała wszystko, co jej zrobiłeś. Najpierw Lisa, potem Miko i co dalej? Doskonale wiem, że utrata Anett nawet Cię nie ruszy, ale znowu byłbyś sam, a tylko na to zasługujesz... 
-Czyli jednak chodzi o mnie, sama sobie zaprzeczasz Meg. -Brunet jej przerwał, kręcąc głową. -Skoro Miko powiedziała Ci o wszystkim, to doskonale wiesz, co zrobiła i że mimo wszystko nie zostawiłem jej z tym samej. Z Lisą też wszystko wyglądało inaczej, ale przecież moje słowo się nie liczy. -Warknął gitarzysta, w końcu zostawiając szatynkę samą. 
 
    Kiedy tylko weszli do pokoju, Kouyou objął Anett od tyłu. 
-Przepraszam. -Powiedział cicho, patrząc przed siebie.  
-Ale za co ty mnie przepraszasz? -Anett powoli odwróciła się w jego stronę. -Przecież to nie twoja wina, że Meggy w jakiś pokręcony sposób próbuje zbawić świat.  
-Trochę moja, ale to nie jest ważne. Ważne jest to, że w jednym się myli, cholernie by mnie zabolało, gdybym Cię stracił.  
-Oboje o tym wiemy... -Anett spojrzała mu w oczy, lekko się uśmiechając. -Ale nie mam już dzisiaj siły o tym myśleć.  
-Oh, naprawdę? -Kouyou spojrzał na nią z chytrym uśmieszkiem na twarzy, po czym ją pocałował. 
-Naprawdę. W dodatku, piłeś. -Mruknęła brunetka pod nosem, odsuwając się od niego.  
-Skoro tak, to zajmuje łazienkę. -Uruha cicho się zaśmiał, kierując się do wspomnianego pomieszczenia. 
-Ej! To ja śmierdzę wódą. -Rzuciła szybko Anett, pośpiesznie podążając za nim. 
 
    Następnego dnia, w wolnej chwili, Yutaka i Kouyou próbowali wybić Takanoriemu z głowy jego durny pomysł. W końcu oboje postanowili użyć cięższego działa i w trójkę udali się do Anett.  
-An, słuchaj, bo jest taka sprawa... -Zaczął Kouyou. 
-Nie, przecież Ona wszystko wypapla Kathy. -Oburzył się Takanori na pomysł pozostałej dwójki. Anett w tym czasie odwróciła się w ich stronę, a na słowa wokalisty, na jej twarzy zagościł promienny uśmiech. 
-No ja nie wierzę, Ruki. -Zaśmiała się cicho. -Spokojnie, nic jej nie powiem. To co to za sprawa?  
-Bo ta mała blond chihuahua wymyśliła sobie tatuaż podpowiadający Rin, o co mu chodzi. -Wyjaśnił Kai. Takanori tylko coś burknął z niezadowoleniem pod nosem, prawdopodobnie chodziło o to, jak lider go nazwał. Akuma natomiast na te słowa uniosła brwi do góry. 
-Od razu na dupie se zrób... -Anett cicho westchnęła z rezygnacją. -Zwariowałeś, prawda? Przecież Ona Cię prędzej zabije niż powie “tak” -Na koniec pokręciła głową z zrezygnowaniem. -No Panowie, rzeczywiście ciężki przypadek. 
-A najlepsze jest to, że nie potrafimy wybić mu tego pomysłu z głowy. -Dodał Uruha, patrząc gdzieś w bok.  
-A co w tym złego? -Oburzył się Takanori, spoglądając po nich. 
-A to, że to idiotyczny pomysł. Chyba, że chcesz, by się wkurzyła, a przecież nie o to chodzi.  
-O co niby miała by się wkurzyć? -Ruki wszedł Anett w słowo, krzyżując ręce.  
-Pomyśl chwilę nad tym. To jest tak, jakbyś wytatuował sobie jej imię czy coś. Ja rozumiem, że chodzi Ci o przekaz, że chcesz, żeby była z tobą już na zawsze, ale to głupie. Po prostu głupie. -Anett wręcz musiała usiąść, znów cicho wzdychając.  
-Skoro jesteś taka mądra, to sama coś wymyśl. -Takanori tylko zmrużył powieki. 
-Ja się dziwię, że od razu nie przyszedłeś z tym do mnie... 
-Mówiliśmy mu, w końcu się przyjaźnicie, ale nie, bo On się uparł, że wszystko jej wygadasz.  
-Dobra, dobra. -Anett przerwała liderowi, przewracając oczami. -Ale chyba mam pomysł. -Nagle zmrużyła powieki, z dziwnym uśmiechem na twarzy. 
-Niby jaki? -Ruki uniósł brew. 
-A od czego wszystko się zaczęło? -Anett wyglądała coraz to bardziej tajemniczo.  
-No od pączków. -Odpowiedział blondyn, bardziej pytając.  
-No właśnie, bo przecież dla Kathy pączki to życie... 
 
    Po powrocie do Japonii każdy marzył już tylko o wyczekiwanym odpoczynku. Dwa tygodnie wolnego, przed porządnymi przygotowaniami do finału na pewno przydać miały się każdemu. A najbardziej Ayuko, która mogła w końcu część swoich obowiązków związanych z małą Echiko oddać w ręce męża.  
-Yutaka, przewinąłeś ją już? -Zawołała Ayuko, idąc do pokoju córki. 
-Przewinięta, najedzona i gotowa do drzemki. -Powiedział Yutaka, stojąc nad łóżeczkiem córki. Ayuko cicho zachichotała na ten widok 
-Zdrzemnęłam się na dosłownie pół godziny, a ty w tym czasie ogarnąłeś wszystko? -Dopytała, krzyżując ręce. 
-A od czego mnie masz kochanie? Cholernie za wami tęskniłem. Wiem, to był tylko miesiąc, ale... 
-Ale dali Ci w kość, prawda? -Kobieta przerwała mężowi, który powoli do niej podszedł. 
-Raczej dali mi wiele do przemyślenia. Wiesz, że Anett i Kouyou planują dziecko?  
-Już? Przecież jeszcze nie zaczęli planować ślubu. -Ayuko pokręciła głową w zdziwieniu i oboje wyszli z pokoju.  
-Wydaje mi się, że bardziej śpieszy im się z dzieckiem, niż ze ślubem, ale to nie nasza sprawa. -Yutaka jedynie wzruszył ramionami, zamykając za sobą drzwi.  
-No kochanie, nie poznaje Cię.  
-Bo mam teraz dwa tygodnie wolnego od tych wariatów. No, chyba, że Takanori znowu coś wymyśli z zaręczynami. -Lider przypadkowo się wygadał, a widząc zachwyconą minę swojej żony, ciężko westchnął. 
-Takanori chce się oświadczyć Katherine? Poważnie? To sporo mnie ominęło.  
-Na twoim miejscu, to bym się cieszył, że Cię tam nie było. -Kai spojrzał na nią błagalnie.  
-Tak wiem, wojna między Meggy, a Anett. -Nagle entuzjazm Ayuko opadł, a Yutaka wolał jej nawet nie wspominać o sytuacji w przeddzień ostatniego koncertu.  
-A tak w ogóle, to chciałam z tobą porozmawiać. -Brunetka spokojnie zasiadła na kanapie w salonie. 
-Coś się stało? -Kai oczywiście usiadł zaraz obok niej. 
-Nie, ale chcę wrócić do pracy.  
-Rozmawialiśmy już przecież o tym. -Perkusista wydał się oburzony. 
-Tak wiem, ale z finałem będzie sporo pracy, a Rin będzie z tym sama. I dodam, że Ona miała być asystentką Anett, a nie całego zespołu. Te wszystkie wywiady, sesje, ktoś musi to przecież ogarnąć. -Ayuko wyjaśniła na spokojnie, chociaż wiedziała, że to na jej męża nie zadziała. 
-Chodzi Ci o ploteczki, prawda? W trasie trochę Cię ominęło i nie chcesz tracić więcej. -Kai nagle zmrużył oczy, patrząc na nią z wrednym uśmieszkiem. 
-Dobra, masz mnie. -Ayuko przewróciła oczami, jakby niewzruszona jego odkryciem. -Ale może mi uda się zapanować nad Meggy. Nie zapominaj, że Ona się mnie trochę boi.  
-Kochanie, wolałbym jednak, żebyś z tym jeszcze poczekała. Nie potrzebujesz dodatkowego stresu, związanego z pracą, a z dziewczynami zawsze możesz się spotkać. -Kai delikatnie się uśmiechnął, obejmując Ayuko. 
 
    -Cholera... Kouyou, co to za syf? -Zawołała Anett, gdy po raz kolejny potknęła się o coś w salonie. Dopiero wstała i musiała przyznać, że w swoim łóżku w Japonii spało jej się najlepiej.  
Gdy zajrzała do kuchni, zobaczyła Kouyou, widzącego nad telefonem, z kubkiem kawy w drugiej ręce. -Szukałem czegoś, przepraszam. -Powiedział, nie odrywając wzroku od ekranu.  
-Oh i musiałeś zrobić z salonu pole bitwy? Mogłeś wczoraj spokojnie wrócić do siebie. -Anett, podeszła do niego. 
-Ale tutaj mam bliżej, nie zapominaj. -Rzucił kąśliwie gitarzysta, zerkając kątem oka na kobietę.  
-Tak, co mi to posprzątasz. -Anett groźnie na niego spojrzała, po czym poszła do łazienki. Gdy po jakiś piętnastu minutach z niej wyszła, salon nadal wyglądał tak, jak przed chwilą. -Kouyou!! 
-Musisz się drżeć z rana? Zaraz to sprzątnę. -Uruha wyjrzał z kuchni.  
-Z samego rana? Jest czternasta. Czemu nie obudziłeś mnie wcześniej? -Anett spojrzała na niego z czymś w rodzaju litości. 
-Oho, widzę, że moja księżniczka wstała dzisiaj lewą nogą. -Kouyou cicho się zaśmiał i podszedł do niej. Objął ją w pasie i lekko ucałował jej czoło. -Tak słodko spałaś, że nie miałem serca, żeby Cię budzić i naprawdę już się biorę za sprzątanie i znikam.  
-Nie wyganiam Cię, ale wolałabym się nie potykać co krok o twoje rzeczy. -Anett lekko się w niego wtuliła. 
-Dobra, rozumiem, mam posprzątać, ale mnie nie wypuścisz, prawda? -Kouyou uniósł brew.  
-Najchętniej, to masz rację, nie wypuściłabym Cię, ale przecież Temari czeka.  
-Temari może poczekać, nie jest przecież dzieckiem i pewnie jest jeszcze na uczelni.  
-Mówiłam, że przez ten tydzień z nami może mieć zaległości, mówiłam. -Anett tylko przewróciła oczami, bo przecież jej nikt nigdy nie słucha i weszła do kuchni, od razu otwierając lodówkę.  
-Przecież da sobie radę. A co do lodówki, to masz pustki, tak Ci przypomnę. Zanim pojadę do siebie, to jeszcze zawiozę Cię na zakupy. -Uruha przystanął przy blacie, opierając się o niego. 
-Sama mogę pojechać, dam sobie radę. A ty coś ostatnio strasznie kąśliwy się zrobiłeś. -Anett z podejrzeniem spojrzała na niego i za chwilę się zaśmiała, zamykając lodówkę. -A no tak, starość Cię dopadła.  
-Wypraszam sobie. Ktoś w nocy strasznie się wiercił i nie dał mi spać, znowu.  
-Spałam, nie wiem co w czasie snu robię, więc mnie nie obwiniaj o wszystko. -Brunetka ułożyła dłonie na biodrach. 
-I to ty zaczęłaś się wszystkiego czepiać, jak tylko wstałaś. -Gitarzysta z politowaniem pokręcił głową. -I pomyśleć, że zgodziłam się za Ciebie wyjść... 
 
    Meggy nie potrafiła zasnąć, a stres wręcz ją zżerał od środka. Nie miała zielonego pojęcia o tym, jak ma kobiecie przekazać, że ich plan się nie udał. Dotarła na spotkanie o czasie, jednak strach powstrzymywał ją przed wejściem do umówionej kawiarni. Przez szybę widziała, że Ona już na nią czekała. W końcu wzięła głęboki wdech, bo przecież nie może być tak źle i weszła do środka.  
-Już myślałam, że nigdy nie wejdziesz. -Powitała ją chłodno Kiyomi, spoglądając na szatynkę kątem oka.  
-Wybacz, myślałam, jak Ci to przekazać... -Zaczęła, dosiadając się do stolika. 
-Niby co? -W tym momencie Kiyomi zmrużyła powieki, wyglądając jeszcze groźniej. 
-Nie wspomniałaś mi, że Anett jest psychologiem.  
-Musiał mi umknąć ten fakt. To co takiego chcesz mi powiedzieć?  
-Wystąpiły skutki ubocznie i się zorientowała. Twój plan trafił szlag. -Meggy z poczuciem zwycięstwa i wyższości, wyprostowała się, krzyżując ręce. 
-Co?! Ty naprawdę do niczego się nie nadajesz! -Brunetka momentalnie wstała, ale po chwili znowu usiadła. -Miałaś tylko jedno małe zadanie, podawać jej to i ją osłabić, a ty to spieprzyłaś.  
-Gdybym wiedziała o tym małym, ale najważniejszym szczególe, zrobiłabym to inaczej. -Nagle Meggy znów miała przed oczami wykład Anett, który wokalistka jej dała wtedy w barze przed wszystkimi. -Ale nie rozumiem jednego. Dlaczego tak bardzo chcesz się jej pozbyć. -Wiedziała, że to pytanie było naiwne, ale zdążyła się domyślić, że obie miały inny cel.  
-Żeby odzyskać Kouyou i go zniszczyć... 

__________
*Zanim ktoś zacznie mi płakać, że ja nic nie wiem, wzięłam to sobie z palca i zacznie tłumaczyć: Te informacje nie wzięły się znikąd. Coś pamiętam ze studiów, dodatkowo zrobiłam mały research o skutkach ubocznych danej grupy leków. Nie podałam żadnej nazwy ze względu na to, że trudno byłoby mi osobiście dobrać odpowiednie, więc postanowiłam podejść do tego ogólnikowo, tak samo ze składem (Rozdział 57). Jeżeli sobie poszukacie, jakie leki w skutkach ubocznych wywołują np. drżenie rąk, to znajdziecie też składniki danych leków, jak i dotrzecie do szerszych informacji dotyczących dawkowania i tym podobnych. "Zalecanego" dawkowania również nie podałam, ponieważ również można znaleźć tak jak było to wspomniane, że psychiatra określa jakie dokładnie dawki i ile razy dziennie powinno się przyjmować w zależności od leku i przypadku, oraz, że tabletka musi być w całości. Oczywiście jestem świadoma, że (mówiąc znów ogólnikowo) prawidłowa dawka to zazwyczaj 20mg raz dziennie przyjmowane przy pierwszym posiłku.
Jeżeli kogoś natomiast zaniepokoiła, bądź rozdrażniła informacja, że samobójstwa są skutkiem ubocznym... Nie wiem na ile specjaliści informują o tym pacjentów, oraz nie wiem jak w rzeczywistości naprawdę wygląda ta "czujna obserwacja"(Jeżeli ktoś wie, nie ważne z jakiego powodu, może się podzielić informacją, bo w sumie jestem ciekawa), ale z głowy nie potrafię wybić sobie tej informacji. Wiem tylko tyle, że te minimum pierwsze trzy tygodnie są "najgorsze" dla pacjenta i w właśnie w okolicach tego trzeciego tygodnia występuje najwięcej targnięć na własne życie. ~Przyszły niedoszły Psycholog.

17 wrz 2022

Rozdział 57

 A no witam, witam. Nie spodziewaliście się rozdziału tak wcześnie, co nie? A no widzicie. 
Z powodów zdrowotnych mam teraz sporo czasu na pisanie, tylko z weną jakoś nie umiem się dogadać. Ale jak widzicie, powoli zbliżamy się do końca tego sezonu i myślę, że jak na razie co tydzień będziemy widzieli się tutaj. Tak jak i wspominałam poprzednio, najbliższe rozdziały będą trochę krótsze, ale mam nadzieję, że do końca tego roku mi wybaczycie :)
Miłego czytania :3

Rozdział 57: 

     Kilka tygodni i kilka koncertów później, nic się nie zmieniało i mimo, że Anett ciągle zaprzeczała, każdy zaczynał się martwić. W dodatku ciągłe docinki Meggy w jej stronę, w ogóle nie pomagały, a stres, który wokalistka odczuwała rósł z każdym kolejnym dniem. 
-Nie rozumiem, dlaczego ciągle ją tak niańczycie. Jest dorosła. -Powiedziała Meg, słysząc rozmowę Yuu z Tsune.  
-Nie było Cię, kiedy to się działo. -Rzucił na odczepnego Yuu, nawet nie spoglądając w stronę szatynki.  
-Niby co takiego? -Meg wyraźnie niezadowolona z tego, w jaki sposób jej słowa zostały potraktowane, uniosła brew i skrzyżowała swoje ręce. 
-Aoi, nie warto. -Powiedziała szybko Tsune, kładąc dłoń na ramieniu Yuu, widząc, że ten miał ochotę coś powiedzieć.  
-Pogadamy w hotelu, może uda mi się wyciągnąć coś od Uruhy. -Yuu wstał w krzesła i wychodząc, rzucił spojrzeniem pełnym nienawiści w stronę szatynki. 
-O co im wszystkim chodzi?! -Meggy wzruszyła ramionami, skupiając swój wzrok na Tsune.  
-Oboje mają rację, nie było Cię przy tym i to nie twoja sprawa. -Zaczęła Hitomi, która wstała z kanapy. -W dodatku te twoje docinki każdego już nudzą. Możesz mi nie wierzyć, ale moja kuzynka potrafi zatruć życie, zresztą, jak nadal będziesz grzebać, sama się o tym przekonasz. -Słuchając słów młodszej, Tsune rozszerzyła oczy, w sumie Meggy również. Hitomi po raz pierwszy nazwała Kiyomi swoją kuzynką.  
-Czekaj, ty nie chcesz powiedzieć, że... 
-Chce. Znam Kiyomi i wszyscy tutaj wiemy do czego jest zdolna ta psychopatka. I wiem, że to ty raportujesz jej o wszystkim co się dzieje w trasie, na szczęście nie wiesz wszystkiego. -Hitomi rzuciła groźnym spojrzeniem w stronę Meggy. Tsune z podziwem patrzyła na młodą brunetkę, wiedząc ile wymagało to od niej odwagi, by na głos przyznać się do więzi rodzinnych z tą wariatką.  

     Kai właśnie ustalał coś z Anett i w trakcie rozmowy zauważył, jak jej ręce znów zaczęły się trząść.  
-Akuma, posłuchaj... -Lider ciężko westchnął i usiadł obok niej. -Trasa jeszcze trwa, ale już nawet menadżer się o Ciebie martwi. -W tym momencie spojrzał na mężczyznę rozmawiającego z Kathy.  
-To nic takiego, naprawdę. -Anett zaśmiała się głupkowato. 
-Nie wmówisz nam, że tak stresujesz się koncertem. 
-A ty nie masz się czym zajmować? -Anett nerwowo wstała i poszła przed siebie, na co Yutaka ponownie westchnął.  
    Takanori od czasu rozmowy z Kouyou, zaczął się coraz częściej zastanawiać nad swoim związkiem z Katherine. W tych rozmyślaniach doszedł do wniosku, że sam powinien wykonać jakiś krok w przód.  
Wokalista właśnie stał, gapiąc się bez celu przed siebie, myśląc o tym, komu mógłby się wygadać. Nagle jego uwagę zwróciła scena, gdy zdenerwowana Anett uciekła przed rozmową z liderem i nagle go oświeciło. Z chytrym uśmieszkiem podszedł do perkusisty, opierając się ręką o jego ramię. 
-Hej Kai. Masz chwilę? 
-Czego chcesz? -Kai nawet nie musiał na niego patrzeć, by wiedzieć, że wokalista właśnie uśmiecha się od ucha do ucha. Jakby Yutaka miał za mało problemów.  
-Chodzi o Kathy, dużo razem pracujecie i pomyślałem, że mógłbyś mi pomóc. -Ruki usiadł obok niego, nadal się uśmiechając w ten swój powoli przerażający sposób. 
-Jeżeli chodzi o Kathy to lepiej pogadaj z An, w końcu się przyjaźnią. -Skomentował perkusista. 
-Ale An mnie wyda... 
-No nie gadaj. -Kai rozszerzając oczy spojrzał na wokalistę, który w odpowiedzi pokiwał jedynie głową. -Nie za szybko? 
-Kouyou dał mi ostatnio sporo do myślenia i zdałem sobie sprawę, że Katherine to kobieta, z którą chce spędzić resztę swojego życia. Czas nie gra roli, ale jednak przydałoby się ruszyć do przodu. -Yutaka słuchając blondyna jedynie pokiwał głową, całkowicie go rozumiejąc.  
-Nie znam dobrze Rin, więc trudno mi powiedzieć co mógłbyś... 
-Może tatuaż? 
-Co?! -Kai znów na niego spojrzał, tym razem z przerażeniem w oczach. -Wybij sobie ten pomysł z głowy. Chyba, że chcesz, żeby się na Ciebie wściekła.  
-Ale niby czemu... 
-Gadałeś z Anett? -Nagle rozmowę przerwał im Uruha, który się dosiadł.  
-Tak, ale Ona nie puści pary z ust. -Odpowiedział Lider. 
-Nikomu nie chce nic powiedzieć. -Gitarzysta ciężko westchnął. -A co takiego Takanori ma sobie wybić z głowy? -Nagle na jego twarzy zagościł złośliwy uśmiech. 
-Nic takiego. -Ruki próbował jakoś wykręcić się z rozmowy z Kouyou na ten temat. Przecież ta gadatliwa menda zaraz pobiegłaby z wieściami do Anett. 
-Ruki ma zamiar się oświadczyć. -Ogłosił Kai.  
-Ej! To miało być między nami. 
-Za późno. -Lider tylko wzruszył ramionami.  

     Po koncercie, gdy w końcu dotarli do hotelu, wszyscy rozeszli się po swoich pokojach. No, prawie wszyscy, ponieważ Tsune nie chcąc słuchać kłótni między Meggy, a Hitomi, uciekła do pokoju Yuu.  
-Nie, żeby mi to przeszkadzało, ale co tu robisz? -Zapytał Soi, wpuszczając kobietę do środka. 
-Wiedziałeś o tym, że Hitomi to kuzynka Kiyomi? -Tsune zaraz podzieliła się z nim tą nowiną. 
-Mówisz poważnie? -Aoi pokręcił głową ze zdziwienia. 
-Ale najlepsze jest to, że to nie Ona jest wtykom Kiyomi, tylko Meggy. Ja nie wiem jak Ona się w to wkręciła, ale u nas w pokoju teraz trwa wojna.  
-To o to chodzi. -Gitarzysta zamyślił się na chwilę. -Kochanie, poczekaj tu chwilę. -Yuu zaraz wyszedł, kierując się do pokoju Kouyou.  
-Co jest? -Warknął Uruha, otwierając drzwi. 
-Jest Anett?  
-Pod prysznicem... 
-To dobrze. -Starszy od razu mu przerwał wchodząc do środka. -To Meggy jest wtykom Kiyomi. -Dodał już szeptem. 
-Wiem. Sama mi się do tego przyznała. -Kouyou tylko przechylił głowę w bok, patrząc ze zdziwieniem na niego. 
-I naprawdę nie domyślasz się o co chodzi?  
-Ale ja wiem o co chodzi. Anett obawia się powrotu do Japonii. -Uruha całkowicie niewzruszony odkryciem Yuu spojrzał tylko w stronę drzwi do łazienki.  
-Skąd? Przecież ostatnio prawie z nikim nie rozmawia na ten temat. 
-Domyśliłem się. Próbuje też dowiedzieć się czegoś więcej, ale zajmujesz mi czas. -Kouyou skinięciem głowy wskazał na laptopa wokalistki.  
-Obyś coś znalazł. -Szepnął Yuu i zaraz wyszedł z pokoju. Kiedy wszedł do siebie, nikogo w środku nie zastał. Dopiero po chwili ktoś zasłonił mu oczy dłońmi. 
-Naprawdę myślałeś, że sobie poszłam? -Zapytała Tsune, nagle stając przed nim. 
-On o wszystkim wie, nie wie jedynie, dlaczego Anett tak się boi. -Nagle Yuu pokręcił głową. -Ale wiesz co? Nie mam ochoty się tym przejmować, szczególnie, że mamy dla siebie coraz mniej czasu. -Po tych słowach Aoi się uśmiechnął, obejmując Tsune i czule ją pocałował.  
-W tym jestem zmuszona się z tobą zgodzić.  

     -Ktoś był? -Zapytała Anett wychodząc z łazienki, jednak widząc narzeczonego, grzebiącego przy jej laptopie, coś wręcz jakby ją uderzyło.  
-Yuu chciał tylko o coś zapytać. -Kouyou odpowiedział, w ogóle nie zwracając jeszcze uwagi na stojącą obok niego Anett. 
-I dlatego rozmawialiście szeptem?! -Dopiero w tym momencie do gitarzysty dotarło, że został przyłapany. Spanikowany zamknął laptopa i spojrzał na kobietę. 
-To nie tak jak myślisz. -Powiedział, zaraz wstając. 
-Czyli jednak tak jak myślę... Kouyou... -Brunetka pokręciła głową, cicho przy tym wzdychając. -Już mnie to męczy, a tam nic nie znajdziesz. 
-Kochanie, jeżeli coś się stało, to przecież możesz mi powiedzieć. -Uruha powoli do niej podszedł, lekko sunąc dłońmi po jej rękach.  
-Ale nic się nie dzieje i to jest problem. Niepotrzebnie się martwicie, bo nic mi nie jest. Fakt, mam złe przeczucia co do powrotu do Japonii, ale to nie jest związane z Kiyomi. Ona milczy, więc nie masz czego szukać ani na laptopie, ani w telefonie. Sama nie wiem o co chodzi. Jeżeli natomiast mowa o tym, że trzęsą mi się ręce to też nie wiem, dlaczego, po prostu czasami tak się dzieje, a że prawie się nie odzywam, to właśnie dlatego, że ciągle pytacie o jedno i to samo. Ja rozumiem, że się martwcie, ale chociaż raz mi uwierzcie, że nic się złego nie dzieje. -Wyjaśniła Anett na spokojnie. Spojrzała na Kouyou błagalnym wzrokiem, chociaż wiedziała, że gitarzysta i tak nie odpuści.  
-Masz złe przeczucia, dobra, ale to, że przy tym trzęsą Ci się ręce i to nie tylko przed koncertami...  
-Kyu, przejdzie. -Anett szybko mu przerwała.  
-Powinnaś to sprawdzić. Nie wmówisz mi, że Cię to nie męczy. -Kouyou dokończył, patrząc jak wokalistka odwróciła głowę.  
-Po prostu przestańcie mnie tym męczyć. -Powiedziała wokalistka, znów kierując wzrok na gitarzystę. -Chociaż... -Tu na chwilę się zamyśliła. -Jeżeli przed następnym koncertem nic się nie wydarzy, to już wiem co się dzieje i na pewno przejdzie.  

     Tak jak podejrzewała, przez następne dni nic się nie działo, a wystarczyło tylko trzymać się z daleka od Meggy i pod żadnym pozorem nic od niej nie przyjmować.  
Następnego dnia miał odbyć się kolejny koncert, ale wokalistka nie chciała czekać, żeby zdobyć dowody swojej racji. Reszta zespołu postanowiła przejść się na miasto w wiadomym celu, a Anett wykręcając się złym samopoczuciem, zwołała do siebie Tsune i Katherine.  
-Co jest takie ważne, że nie mogłyśmy iść z chłopakami? -Wymamrotała Tsune wchodząc za czerwonowłosą do pokoju. 
-Źle się czuje i potrzebuje towarzystwa. -Odpowiedziała Kathy. 
-Jeżeli moja teoria się potwierdzi, to za niedługo do nich dołączymy. -Rzuciła Anett, wyglądająca jakby właśnie miała gdzieś wychodzić.  
-Mówiłaś, że gorzej się czujesz i chcesz zostać, co jest? -Rin uniosła brew, domyślając się, że przyjaciółka kłamała.  
-Tsune jest mi potrzebna, żeby dostać się do ich pokoju, a ty dla większej wiarygodności. Nie zauważyliście ostatnio czegoś dziwnego? Na przykład, że od ostatniego koncertu nie trzęsą mi się ręce, czy nie wpadam w panikę na myśl o powrocie do Japonii? -Anett stanęła przed nimi, krzyżując ręce i patrząc na nie z wymowną miną na twarzy.  
-Znając Ciebie, założę się, że chcesz przeszukać rzeczy Meggy. -Kathy przewróciła oczami. Działanie Anett w tej sytuacji było dla niej zbyt przewidywalne, ale Tsune potrzebowała chwili, żeby zrozumieć, co wokalistce chodzi po głowie.  
-Anett, ja wiem, że Meggy ostatnio jest twoją dziewczynką na posyłki i jej nie lubisz, ale podejrzewać ją o coś takiego? -Tsune niezbyt pozytywnie była nastawiona do pomysłu Akumy.  
-I właśnie to, że jest moją dziewczynką na posyłki, to błąd, ponieważ miała wiele możliwości, by mi coś dosypać, a ja nawet domyślam się co to takiego było.  
-A co z Hitomi? W końcu to kuzynka Kiyomi. -Tsune spojrzała na wokalistkę z politowaniem.  
-One niezbyt za sobą przepadają, w dodatku Hitomi z tego co wiem, nie chce się w to mieszkać. Meggy natomiast zdążyła się pochwalić, że jest szczurem Kiyomi i za nic w świecie nie chce nam uwierzyć, że pracując dla niej, wpadła w kłopoty. -Anett mówiąc to lekko gestykulowała, na koniec uśmiechnęła się wrednie, ukazując swoje poczucie wygranej.  
-Niech Ci będzie, ale jeżeli niczego nie znajdziesz... -Zaczęła Kathy, ale Anett się zaśmiała.  
-Zakład, że znajdę? Jeszcze nie wiem dokładnie co, ale znajdę.  

     Kathy stanęła na czatach, a Anett i Tsune zabrały się za przeszukanie rzeczy Meggy.  
-Esu, ile Ona ze sobą rzeczy pozabierała. -Mruknęła Anett pod nosem, mając nadzieję, że to, czego szuka, nie znajduje się w torebce szatynki, którą miała ze sobą. Ale przecież nie ryzykowałaby, że ktoś to przypadkiem znajdzie. W końcu, przeszukując jej walizkę, natrafiła na opakowanie z lekami, które jak się po otworzeniu okazało, było już w połowie zużyte. 
-Co to jest? -Tsune odebrała opakowanie od Anett, kiedy ta jej to podała.  
-Jakbyś mogła mi powiedzieć, bo wiesz, że w znakach, to niezbyt mi idzie. -Powiedziała Anett, patrząc przed siebie. Jednak nazwa leku, którą podała Tsune nic jej nie mówiła, dopiero skład zwalił Anett z nóg. -Idiotki. -Warknęła, wstając na równe nogi.  
Wraz z lekami udały się w trójkę z powrotem do pokoju wokalistki, która usiadła od razu na łóżku, próbując się uspokoić. Tsune i Kathy zaraz usiadły obok niej, spoglądając na siebie pytająco.  
-Co znalazłyście? -Zapytała w końcu Rin po chwili niewygodnej ciszy.  
-Leki na zaburzenia depresyjne, stany lękowe i tak dalej. -Odpowiedziała Anett, patrząc przed siebie. -Co za idiotki. -Warknęła.  
-Skąd pewność, że to nie jej? -Tsune zmarszczyła czoło.  
-Stąd, że wątpię, by w Japonii ktoś by jej to przepisał, a co dopiero wydał. To silne substancje psychoaktywne, które należy przyjmować pod okiem specjalisty, przynajmniej przez pierwsze kilka tygodni, ponieważ potrafią nieźle zryć beret, a Kiyomi o to właśnie chodziło. -Wyjaśniła Anett, ciężko wzdychając. -Nie chcę nawet pomyśleć, co by się stało, gdyby ciągnęła to dalej.  
-Z twoimi stanami depresyjnymi, to masz rację, nieciekawie mogłoby się skończyć. -Dodała Kathy. 
-Skąd ty niby to wszystko wiesz? -W głowie Tsune było więcej pytań niż odpowiedzi.  
-Po coś kończyłam psychologię i co nie co jeszcze pamiętam, a Kiyomi musiała zapomnieć o tym tycim szczególiku. -Akuma znów się uśmiechnęła, chociaż prędzej wyglądało to na grymas, niż uśmiech.  
-Dobra, to co teraz? Znając Ciebie, masz ochotę ją zdemaskować w jakiś spektakularny sposób. Czerwonowłosa spojrzała na przyjaciółkę.  
-No właśnie się zastanawiam, jak to zrobić. Teraz pewnie siedzi obok Kouyou i się do niego klei, co mnie dodatkowo wkurza, ale nie jestem pewna, czy to dobry pomysł, by demaskować ją w aż tak spektakularny sposób. -Anett spojrzała na nich, dając im do zrozumienia, co właśnie ma ochotę zrobić. Kathy i Tsune zgodnie kiwnęły głowami i w trójkę przeszły do omówienia planu. 

     Lekko ponad godzinę później były już przed barem, w którym zespół się “schował”. Lokalizację znały dzięki Katherine, bo przecież Takanori musiał jej grzecznie powiedzieć, gdzie się zaszyli. Tak jak wokalistka się spodziewała, pierwsze co zobaczyła, po znalezieniu chłopaków w tłumie, to Meggy siedzącą obok Uruhy, próbującą, o dziwo skutecznie się w niego wtulić. Jako że siedzieli tyłem, Kouyou nie mógł zobaczyć trójki znajomych kobiet, a pozostałym, którzy je zobaczyli, razem pokazały, że mają siedzieć cicho.  
-Widzę, że świetnie się bawisz kochanie. -Powiedziała Anett, stojąc za Kouyou, którego zaraz objęła od tyłu i ucałowała jego policzek.  
-Co wy tu robicie? Przecież mówiłaś, że źle się czujesz. -Gitarzysta spojrzał za siebie, jednak na krótko, bo Anett zaraz usiadła mu na kolanach.  
-Ale teraz czuje się wyśmienicie. -Wokalistka się uśmiechnęła, ale kiedy przy tym zmrużyła powieki, każdy wyczuł powstałe napięcie, zwiastujące kłopoty. 
-W tak dobrym humorze to Cię jeszcze nie widziałem. -Uruha z podejrzeniem spojrzał na narzeczoną. -Oj, widziałeś, widziałeś. -Anett chichocząc machnęła ręką, po czym spojrzała na Meggy. -A tobie muszę pogratulować, jednak...