11 wrz 2021

Rozdział 41

 A no witam w ten jakże słoneczny dzień. Wiem, że czekaliście z niecierpliwością, ale w końcu wracam, chociaż na jakiś czas ^^" Nie no, żart, obiecuję się poprawić jeżeli chodzi o moją regularność w dodawaniu rozdziałów. 
No to co? Z odświeżonym wyglądem bloga i niedokończonymi wątkami z drugiego sezonu, zaczynamy sezon trzeci, bo może w końcu wszystko się powyjaśnia... No powiem wam już, że nie, raczej to pomiesza się jeszcze bardziej, buahahahaha.
Miłego czytania :3

Rozdział 41: 
 
-...On Cię naprawdę kocha i za wszelką cenę nie pozwól mu odejść. Sama zrobiłam wiele złego, przez co go straciłam, ale zrozumiałam, dlaczego pokochał Ciebie. Byłaś gotowa odejść, by był przy mnie i dziecku. Byłaś gotowa się dla niego poświęcić i zająć się tym dzieckiem. Jeżeli On tego kiedykolwiek nie doceni, to oznacza, że jest kompletnym kretynem i nie zasługuje na Ciebie. Mimo wszystko, zaopiekuj się nim. I przepraszam Cię za wszystko co zrobiłam, mimo tego, że dzięki temu jesteście razem, naprawdę przepraszam... -Te słowa Miko, kiedy Anett odwiozła ją na lotnisko, ciągle siedziały w głowie młodej blondynki, a szczególnie, kiedy w trakcie lotu do Polski, próbowała poukładać myśli i przygotować się na to, co ją tam czeka. 

     Tak, od tamtego dnia minęły dwa tygodnie. Kouyou wtedy za namową Anett pojechał do Miko do szpitala, ale następnego dnia wrócił, twierdząc, że nie jest tam teraz potrzebny. To z jakim spokojem mężczyzna podszedł do utraty dziecka niepokoiło Anett. W sumie już po kilku dniach zauważyła, że zaczęło się to na nim odbijać. Tuż po tym jak wrócili do Tokyo, Kouyou zamknął się w sobie, unikał każdego. Niby jedna sesja z najlepszym dla niego terapeutą, czyli alkoholem, pomogła mu się pozbierać, ale Anett i tak się martwiła. 
A Miko? Miko załatwiła szybsze rozpoczęcie stażu i już po kilku dniach od wyjścia ze szpitala poleciała wraz z Amane do Stanów. Jak to możliwe? Okazało się, że Miko tak naprawdę nic się nie stało. Tak, ta blond menda wyszła z tego wypadku prawie bez szwanku. Żadnego złamania, żadnego urazu. Jedyne co straciła, to dziecko, którego przecież i tak chciała się pozbyć, właśnie po to by wyjechać. Lekarze nie widzieli przeciwskazań, pod warunkiem, że będzie pod kontrolą Amerykańskich lekarzy przez jakiś czas. Miko chciała po prostu wyjechać by zostawić to wszystko i zapomnieć.  
    Wraz z Takanorim ustalili, że Akuma w sumie mogłaby trochę zmienić swój wygląd na czas trasy, tak jak i reszta zespołu. Postanowili, ekhem... Anett postawiła na swoim, że zafarbuje się na rudo. W sumie to miał być marchewkowy rudy, ale powstał pewien problem. Naturalny kolor włosów wokalistki był za ciemny by uzyskać taki odcień, więc postanowiła najpierw rozjaśnić włosy, a po powrocie z polski przefarbować się na wybrany przez siebie kolor.  
Tuż po wyjściu spod pędzla Hitomi, mimo, że był wieczór, postanowiła pojechać do Kouyou. W sumie była ciekawa jak mężczyzna zareaguje, widząc ją w blondzie. No i oczywiście się martwiła, od dwóch dni nie miała z Uruhą żadnego kontaktu. Jednak to był wieczór jego terapii. Temari jak zwykle gdzieś zwiała, chociaż Anett doskonale wiedziała do kogo młoda bruneta uciekała wieczorami. Po tym wszystkim co się stało stwierdziła, że nie będzie mówić gitarzyście o nowej miłości Temari.  
Drzwi do domu były otwarte, a gdy blondynka weszła na górę, widok jaki zastała nawet ją uspokoił. Puste butelki walające się po stoliku w salonie, pełno brudnego szkła po trunkach i Kouyou opróżniający kolejną butelkę wódki prosto z butelki. W końcu od dnia wypadku usłyszała jego szloch, a na jego twarzy zauważyła łzy. Fakt, alkohol nie był rozwiązaniem, ale Anett wiedziała, że dzięki temu w końcu do niego dotarło to, co się stało. Nawet chciała wyjść niezauważenie, by mu nie przeszkadzać, ale dzwoniący do niej telefon ją zdradził.  
-An, co ty tu robisz? -Kobieta prawie go nie zrozumiała, przez jego stan “upojenia”.  
-Już idę. -Anett uśmiechnęła się słabo i już miała się odwrócić w stronę schodów, kiedy usłyszała: 
-Zostań. Nie daje sobie już z tym rady. -Jego głos brzmiał jak błaganie. Blondynka podeszła do niego i usiadła obok, cały czas mu się przyglądając. Pozwoliła mu się w nią wtulić i delikatnie ułożyła dłoń na jego głowie. 
-To było moje dziecko... -Te słowa Kouyou powtarzał w kółko, nie potrafiąc opanować płaczu, aż w końcu zasnął, a An spokojnie siedziała, podejmując w głowie pewną decyzję, którą wiedziała, że może pożałować.  
Kiedy gitarzysta zasnął, z trudem zaprowadziła go do sypialni, a sama zabrała się za sprzątanie. Salon, a w sumie całe mieszkanie wyglądało, jakby Uruha całe te dwa dni po prostu pił. Nic dziwnego, że Temari zwiała na czas “terapi”. 
Kiedy w końcu wyniosła ostatni wór z butelkami, których nawet nie miała siły zliczyć, sama postanowiła położyć się spać. Cicho weszła do sypialni, by zabrać jakąś koszulkę gitarzysty, po czym udała się do łazienki, a stamtąd z powrotem do salonu. Tak, postanowiła przespać się na kanapie dla własnego świętego spokoju.  

    -Anett, co ty tu robisz? -Nagle obudził ją męski głos. Gdy otworzyła oczy, jasne światło dochodzące z okna przez chwilę raziło ją po oczach, a zaraz zauważyła Kouyou pochylającego się nad nią. -I dlaczego wyglądasz jak Miko?  
-O wypraszam sobie, nie obrażaj mnie. -Warknęła Anett, powoli się podnosząc. -Musiałam rozjaśnić włosy, na jakiś czas będę blondynką, ale nie wyglądam jak Miko. -Blondynka ziewnęła, po czym się rozejrzała. Kouyou stał przy sofie już odświeżony, ale i tak widziała po jego minie, że kac to nie odpuści mu przez tydzień.  
-Dobra, ale co tu robisz? -Gitarzysta ponowił pytanie. 
-Przyjechałam wczoraj, martwiłam się. Nawet chciałam wyjść, ale zadzwonił mi telefon i chciałeś, żebym została. -Czyżby Anett zobaczyła jak Kouyou spalił buraka na twarzy?  
-No tak, przepraszam, miałaś się przefarbować. Nie powinnaś mnie widzieć w takim stanie. Nawet nie zauważyłem, że minął dodatkowy dzień, naprawdę przepraszam. -Kouyou miał powody, dla których nie chciał, żeby Anett go wtedy widziała i nie chodziło o łzy. Przecież obiecał sobie, że przystopuje z alkoholem.  
-Pytanie raczej brzmi skąd miałeś tyle alkoholu i jakim cudem po tym żyjesz. Pomijając butelki po piwie, czy innym alkoholu, ale samej wódki było z pięć czy sześć butelek. No i kolejne pytanie, czy Ci to pomogło. -Akuma uśmiechnęła się słabo. 
-Bo to zaplanowałem, czułem, że pękam. Zrobiłem zapasy plus w barku zebrała mi się niezła kolekcja przez kilka ładnych lat. I fakt, ledwo żyje, sam się dziwie, że mnie nigdzie nie wywieźli nogami do przodu. -Uruha pokręcił głową i usiadł obok Anett. -Ale w końcu do mnie dotarło co się stało, w końcu to poczułem. To było gorsze od informacji o tym, że Asami nie żyje. Ale już mi lepiej. -Kyu delikatnie ucałował jej czoło.  
-Tak sobie myślałam wczoraj... -Anett zacisnęła powieki, próbując to z siebie wydusić. W końcu miała być sama w swoim świecie, a ten pomysł wszystko przekreślał. -Może polecisz ze mną do Polski? Oboje oderwiemy się na miesiąc od tego wszystkiego, co się tutaj dzieje... 

     Kouyou początkowo był przeciwny pomysłowi Anett, która nawet go nie namawiała, ale koniec końców postanowił polecieć razem z nią.  
I tak właśnie blondynka analizowała słowa Miko, spoglądając na spokojnie drzemiącego Kouyou. Trzynaście godzin lotu to jakiś koszmar.  
Ale w końcu wylądowali, a An odetchnęła z ulgą, wiedząc, że Japonia jest gdzieś cholernie daleko i równie daleko jest od tego “stanu umysłu”.  
W trójkę, bo przecież Kris również leciał, spotkali się z Mateuszem przed lotniskiem.  
-W końcu Polska. -Rzuciła Anett, rozciągając się.  
-Em, An... Nie mówiłaś, że Kouyou też przylatuje. -Powiedział Mateusz, widząc mały problem logistyczny, szczególnie widząc gitarę Uruhy.  
-Zdecydował się dwa dni przed wylotem i tak cud, że się załapał. A, dobra rozumiem. Kluczyki, bo papierów i tak pewnie nie masz. -Aneta wyciągnęła dłoń w stronę brata. Po jego minie od razu domyśliła się, że to nie Kouyou był problemem, a to, którym samochodem jej brat przyjechał. Mateusz zrezygnowany pokręcił głową i podał Anett kluczyki. 
-An-Chan, na pewno chcesz prowadzić po tylu godzinach lotu? -Zapytał Kris, czując, że to zły pomysł. 
-Przecież nie dam temu imbecylowi prowadzić, jak ja jestem. Chociaż problem jest w tym, że nawet moja walizka nie bardzo wejdzie do bagażnika, ale damy radę. -Blondynka zakręciła kluczykami na palcu. -Gdzie zaparkowałeś? -To pytanie skierowała do swojego brata.  
-Chodźcie. -Mruknął Mateusz i ruszył, a pozostała trójka za nim. Nagle Anett wystrzeliła do przodu jak poparzona. 
-Reita!! -Zawołała biegnąc w stronę samochodu. -Moje kochanie ty, moje najdroższe.  
-Sławny Reita wersja 2.0? -Zapytał Kouyou, idąc z tyłu razem z Krisem.  
-Tak, ale zapomnij, że kiedykolwiek siądziesz za kierownicą. Anett nikomu nie daje prowadzić swojego cudeńka. -Stwierdził Kris, podchodząc do samochodu. Kiedy Uruha zobaczył owe “cudeńko” niemal nie opadła mu szczęka z wrażenia. Nagle przypomniał sobie rocznik samochodu, jedynie rok starszego od ich zespołu, ponieważ samochód był utrzymany naprawdę w idealnym stanie. No ale i tak problem logistyczny naprawdę zaistniał. Bagażnik nadawał się co najwyżej na średniej wielkości zakupy, a Oni mieli trzy walizki, futerał z gitarą i sami musieli się pomieścić, ale An jakoś szybko to ogarnęła. Krystian wraz z Mateuszem zasiedli z tyłu, a Anett między nimi umieściła gitarę. Dwie walizki jakimś cudem udało jej się wrzucić do bagażnika, a trzecią kazała Kouyou wziąć do swoich nóg, dzięki czemu Mateusz siedział ściśnięty, bo fotel pasażera trzeba było odsunąć maksymalnie do tyłu.  
-Gotowe. -Stwierdziła Anett wsiadając za kierownicę.  
-Anett, jesteś pewna, że chcesz tym jechać? -Zapytał Kouyou, chociaż mógł spodziewać się reakcji. 
-Czy ty właśnie obraziłeś Reite? Wspomaganie kierownicy jest, klimatyzacja jest, elektryczne lusterka, są. Samochód świeżutko po remoncie, na który wydałam masę kasy, żeby sprowadzić niektóre części, a ty chcesz go nazwać gratem? To mój Japoński złom i tylko ja mogę go tak nazywać. -Anett nadęła usta i zabrała się za ustawienie lusterek. Z tyłu przez chwilę było słychać śmiech, ponieważ Krystian odważył się wszystko przetłumaczyć. 
-Ale mi chodziło raczej o wielkość tego samochodu i to, jak jest zapakowany... -Kouyou westchnął bezradnie 
-No szwagier, tak trochę sobie nagrabiłeś. Mogłem Cię uprzedzić. -Mateusz nie mógł się powstrzymać, ale zaraz i On oberwał od Anety, która z przodu trafiła w jego rękę. -Ała! A to za co?  
-Za poziom inteligencji poniżej normy. -Warknęła wokalistka po czym odpaliła silnik, połączyła telefon z radiem i w akompaniamencie śmiechu i jakieś wesołej muzyki ruszyła.  
Ledwo wyjechali na autostradę, a na twarzy Anett pojawił się jakiś dziwny uśmieszek. 
-Mateusz, jak myślisz, jakie mamy obciążenie? -Zapytała, blondynka, skupiając się na drodze. 
-Takie, że nic nie powiem ojcu. -Taka odpowiedź wystarczyła Anett, która podśpiewując, nagle zjechała na lewy pas. Kouyou spojrzał na licznik, a widząc, że jadą już prawie 150km/h zrobił duże oczy.  
-Tak, jestem piratem drogowym, nie wiedziałeś? Pytałam o obciążenie, żeby się upewnić, że żaden tir nas nie zdmuchnie. -Powiedziała An widząc minę gitarzysty, po czym wzruszyła ramionami i odpaliła papierosa.  
-To, ile to waży?  
-Teraz Ci nie powiem, bo zaczniesz panikować. -Te słowa blondynki wcale go nie uspokoiły. Kouyou wbił się w fotel, mając nadzieję, że jak przeżyje tą podróż, to nazwie ją najlepszym kierowcą na świecie. W końcu w Japonii Anett prowadziła przy nim, ale nigdy nie rozwijała takich prędkości, tym bardziej małą, wysoką puszką na kółkach. Kiedy zobaczył na liczniku prędkość powyżej 160 km/h, zbladł. 
-Spokojnie stary, poczekaj, jak zacznie przeklinać za kierownicą. A tak w ogóle to witamy w Polsce, kraju absurdów. -Powiedział Kris, klepiąc bruneta po ramieniu.  

     Gdy dojechali na miejsce, Uruha cały spocony wysiadł z samochodu. Nigdy nie podejrzewał, że kobieta może tak prowadzić.  
-Dobra, przyznaję, jesteś mistrzem kierownicy. -Stwierdził, unosząc ręce do góry.  
-Może i jest to stare Suzuki, ale daje radę. -Anett się zaśmiała, otwierając bagażnik. Zaraz zauważyła, że niektóre sąsiadki z bloku naprzeciwko zaczęły patrzeć przez okno, a jedna nawet wyszła na balkon- niby na papierosa, a fakt, że Kouyou mówił po japońsku, wcale nie pomagał.  
-Na tym zakręcie na autostradzie myślałem, że walniesz w barierki, albo w tego tira. -Gitarzysta zaraz podszedł, by pomóc z walizkami.  
-Umiem jeździć swoim samochodem i wiem na co mogę sobie pozwolić. -Wokalistka przewróciła oczami. Oj już ją uszy piekły od tych plotek na osiedlu.  
-Dobra, to ja zwijam do siebie, na razie. -Rzucił nagle Kris zabierając swoje rzeczy, po czym machając im na pożegnanie, poszedł.  
-A my do mnie. -Aneta cicho westchnęła, po czym zamykając samochód chwyciła za swoją walizkę i weszła do bloku. Zaraz otworzyła drzwi do mieszkania na parterze, do którego w trójkę weszli. Kouyou nagle znalazł się w niewielkim przedpokoju prowadzącym do aneksu kuchennego. Po drodze znajdowało się dwoje drzwi, a w aneksie jeszcze jedne.  
-Po lewej jest łazienka, po prawej miało być moje biuro, ale Mateusz tu mieszka jak akurat nie jest w Warszawie. -Powiedziała blondynka, wchodząc wgłąb mieszkania. Nagle podeszła do ostatnich drzwi. -A tu śpię ja i aktualnie też ty, chyba, że wolisz kanapę. Jest wygodna. -Dodała, otwierając drzwi. Uruha rozejrzał się po mieszkaniu. W pomalowanym na piaskowy kolor przedpokoju nie znajdowało się zbyt wiele, jedynie półka na buty, wieszak na ubrania, mała komoda i krzesło. Od razu zajrzał do małej beżowej łazienki, gdzie poza kabiną prysznicową, toaletą i umywalką znajdowała się jedynie mała wisząca szafka. Idąc do salonu zauważył, że jedna z ścian w pokoju Mateusza była pomalowana na czerwony kolor, ale wolał tam na razie nie zaglądać. Ściany aneksu pomalowane były na jasny kolor trawy cytrynowej, który idealnie komponował się z jasnymi meblami, oraz ciemno-brązową kanapą i fotelem w tym samym kolorze. W części kuchennej znajdował się jeszcze mały, kwadratowy stół z dwoma stylowymi krzesłami w kolorze brudnej oliwki.  
-Em, nie chcę się czepiać, ale... Gdzie jest pralka albo zmywarka? -Kouyou zapytał niepewnie, wiedząc, że na pewno bez tego drugiego urządzenia Anett nie mogła żyć. Kobieta natomiast w odpowiedzi uniosła jedynie palec ku górze.  
-Zmywarki akurat jeszcze nie kupiłam, może w końcu to zrobię. A pralka piętro wyżej u twoich “teściów”, a i ogrzewanie jest na piec, ale to nie zima, więc nie będziesz musiał co chwilę biegać po węgiel do piwnicy. -Wredny uśmieszek nie znikał z twarzy Akumy. -Właśnie, muszę iść po Kiko.  
-Po co? -Uruha uniósł brew ku górze. Ta sytuacja chyba lekko go przerastała.  
-Po psa. Tylko przypominam, że to jej mała dzidzia. - Rzucił Mateusz wychodząc ze swojego pokoju. -A i Aneta, zapomniałaś o małym, takim malutkim szczególiku w twoim pokoju. Jakbyś dała mi znać wcześniej, to bym to pościągał.  
-A no tak, Uruhocepcja. Trudno, Kouyou nie będzie potrzebował lustra. -Anett wzruszyła ramionami i otworzyła drzwi do pokoju.  
-Wow. -Uruha nie mógł się powstrzymać, kiedy wszedł do środka. Węższe ściany pokoju były w kolorze szarości, a pozostałe dwie w kolorze ciemno-niebieskim. Pod jedną z szarych ścian stała ogromna, czterodrzwiowa szafa, a obok niej stało dwuosobowe, metalowe, czarne łóżko. Po drugiej stronie łóżka znajdował się niewielki regał na książki, a wzrok gitarzysty utknął w miejscu tuż za regałem. W końcu zrozumiał, o co chodzi z Uruhocepcją. W tym rogu pokoju stało niewielkie rogowe biurko, nad którym w rogu wisiał duży monitor. Na ścianie przy regale wisiał również obraz z napisem “Warning, Genius at work”, a pod nim jedno z kilku jego zdjęć. Z kilku, ponieważ reszta przyczepiona była do tablicy korkowej, wiszącej na ścianie nad biurkiem. W sumie naliczył ich osiem, do tego kilka innych rzeczy związanych z zespołem, jak bilet na koncert czy kartki noworoczne, które wysyłane są dla członków fanclubu. Przyglądając się temu kątowi Kouyou znalazł jeszcze jedno swoje zdjęcie przyklejone do deski regału, a kolejne pod tablicą, zasłonięte kalendarzem, czyli w sumie było ich dziesięć. Rozglądając się dalej dotarł wzrokiem do komody znajdującej się pod drugą węszą ścianą, wysoką do parapetu okna, które się tam znajdowało. W sumie ta komoda wyglądała na coś w rodzaju “przedłużenia biurka”. Jednak to, co zobaczył następne dopiero go zamurowało. On chciał uczyć Anett grać na gitarze? Chyba o czymś nie wiedział, na pewno o czymś nie wiedział!  
Pod ostatnią już ścianą znalazł pufę, a zaraz obok niej stojak na gitarę, z gitarą, a jakże by inaczej. Tym razem akustyczno-elektryczną, tuż obok niej znajdował się niewielki stolik, na którym znajdował się kilku calowy wzmacniacz i ku jego zaskoczeniu procesor do efektów. Nad stolikiem znajdował się uchwyt na jeszcze jedną gitarę, ten akurat był pusty, a Uruha domyślił się, że pewnie tutaj wisiał jej akustyk. Ściana dodatkowo ozdobiona była kilkoma kartkami z różnymi tabulaturami. Dopiero po chwili zwrócił uwagę na jeszcze jedną gitarę, tym razem elektryczną, stojącą po drugiej stronie stolika. Piękny, błękitny Schecter przykuł całą jego uwagę.  
-Jeszcze jest bas, ale On jest u Mateusza w pokoju. -Nagle Anett stanęła w drzwiach, trzymając na rękach psa rasy Shih tzu. -A to właśnie jest Kiko. -W tym momencie się uśmiechnęła, i położyła psa na podłodze.  
-Chwila. Omijając fakt, że jestem chyba w jakimś raju... To. -W tym momencie Kouyou wskazał ręką w stronę biurka. -Na to byłem przygotowany, ale to. -Tym razem wskazał na gitary. -Nie mówiłaś, że grasz. 
-Od dziecka. Fakt, z kilkuletnią przerwą, ale tak, gram. Na gitarze, bo na basie zaczęłam się uczyć jakieś pół roku przed wyjazdem. -Kobieta stała niewzruszona, patrząc jak brunet podszedł do niej i ją objął.  
-Dlaczego nam nie powiedziałaś? Przecież Akira spokojnie... 
-Właśnie dlatego. Nie byłam wtedy przygotowana, w dodatku od miesiąca miałam jakąś blokadę twórczą. - Po tych słowach brunet przyjrzał się jednej kartce na ścianie, której zapis skądś znał. Jako jedyna nie była podpisana, ale postanowił na razie o to nie pytać.  
-Mogłaś mi chociaż powiedzieć, jak przyniosłem Ci gitarę.  
-Fajnie było poudawać, że nic nie wiem i nic nie umiem. Chociaż czasami myślałam, że padnę ze śmiechu. -Anett pokręciła głową i poszła do salonu po walizkę. Gitarzysta w końcu zwrócił uwagę na biegającego wokół niego psa, którego niepewnie pogłaskał po tym jego łaciatym łebku. Następnie usiadł na łóżku rozglądając się jeszcze raz po pokoju, zaraz odpływając myślami. 
Anett wróciła z walizką i zaczęła się rozpakowywać. Mówiła coś do Kouyou, ale ten nie reagował. Nawet kiedy mówiła mu o miejscu w szafie, On nawet nie drgnął. 
-Kyu, kochanie... -Blondynka właśnie chciała coś powiedzieć, kiedy przerwał jej dzwonek do drzwi. -Kogo to licho niesie? -Anett wstała, ale wychodząc z pokoju spojrzała na Kouyou, który siedział na łóżku w bez ruchu, a po jego policzku spłynęła łza.  
-O już jesteście. -An usłyszała głos swojej mamy dobiegający z przedpokoju. 
-Mamo, to nie jest dobry moment. Ale Aneta przyleciała z Kyu.. -Powiedział Mateusz, który zdążył otworzyć drzwi. Aneta zdążyła jedynie do nich podejść, po czym wprowadziła ich oboje do pokoju brata.  
-Mati ma rację, to nie jest dobry moment, chcemy odpocząć. Dodatkowo Kouyou jest w rozsypce. Dwa tygodnie temu Miko miała wypadek i stracili to dziecko... -Dalej Anett postanowiła mówić szeptem. -Pierwszy tydzień był dla mnie koszmarny, bo Kouyou zachowywał się, jakby to się w ogóle nie stało, wiedziałam, że jak to w końcu do niego dotrze, to się na nim odbije. I tak się stało, najpierw zamknął się w sobie, nie chciał z nikim rozmawiać, potem dwa dni pił, a potem ciągle tylko by pracował. Chciałam, żeby przyleciał ze mną, bo myślałam, że ten wyjazd pomoże mu się od tego oderwać.  
-Kochanie, nic nie mówiłaś przed lotem, że jest między wami źle. Ale ładnie Ci w tym kolorze. -Mama Anett próbowała jakoś rozweselić atmosferę, jednak na marne. 
-Nie między nami, tylko z nim. Najgorsze jest to, że chyba nie do końca przemyślałam ten jego przylot tutaj, bo przecież to co widział w Japonii, jeżeli chodzi o tatę, to jakaś pieprzona iluzja. Przecież jak Oni się zgadają, to ta pijacka impreza nie wiem, ile potrwa. -Załamana An schowała twarz w dłoniach. 
-Niczym się nie martw. Najlepiej się połóż, bo jesteś zmęczona. Przyjdę wieczorem. -Matka Anett wstała i posyłając im uśmiech wyszła, opuszczając mieszkanie.  
-On nie wie, że masz zakaz przychodzenia na górę? -Zapytał Mateusz, obejmując siostrę. 
-On o niczym nie wie i to jest najgorsze... 

     Takanori przedstawił Kaiowi swój plan, jednak lider nie był z tego zadowolony. Temari z racji tego, że miała za Kouyou zanieść jakieś dokumenty, trafiła na spotkanie reszty zespołu. 
-Dziewczyny poleciały, no i Kris też, bo wiza, Kouyou poleciał wszyscy wiemy, dlaczego, a teraz ty nagle chcesz lecieć. -Yutaka nie ukrywał swojego niezadowolenia. 
-Sprawdzałem swój grafik, te dwa tygodnie, kiedy chce lecieć nie mam nic, nawet małego wywiadu. Chcę tylko zrobić Rin niespodziankę, a Kouyou już tam jest, więc może być ciekawie. -Takanori nie dawał za wygraną. 
-Ruki, jest sezon wywiadów przed trasą, Uruhy nie ma cały miesiąc, my jesteśmy zajęci, jak coś wypadnie to kto pójdzie? Plus papierkowa robota. -Kai rozsiadł się wygodniej na kanapie.  
-To nic nie umawiajcie. Przecież między ich powrotem a trasą jest jeszcze trochę czasu, wtedy wszyscy razem odbębnimy te wywiady. Kouyou wystrzelił dwa dni wcześniej, że leci na cały miesiąc.  
-Taka, na miejscu Kouyou, osobiście, nie wiem jak, dorwałbym tego kierowcę i własnoręcznie ukatrupił w męczarniach. Widziałeś w jakim był stanie przez ostatnie dni. Może ten czas sam na sam im pomoże to jakoś poukładać. Ale dobra, leć i daj mi spokój. Jakbym nie miał wystarczająco roboty. -Yutaka pokręcił w zrezygnowaniu głową.  
-Jeżeli o Uruhe chodzi, to mam dziwne wrażenie, że jego problemy zaczęły się jak tylko Anett się tu pojawiła. -Nagle odezwał się Yuu.  
-Coś w tym jest. -Stwierdził Akira patrząc przed siebie.  
-No chyba jej teraz nie będziecie obwiniać. -Wtrąciła oburzona Temari.  
-Nikt jej nie obwinia... -Zaczął basista. -Po prostu twój ojczulek sprowadził ją dla siebie, po to, by się zabawić. Kiedy okazało się, że zostaje na stałe narobił sam sobie bałaganu, a teraz wielką miłością próbuje to naprawić.  
-Jakby nie patrzeć to artykuły były o niej. -Stwierdził Yuu. 
-Ale gdyby nie sprawa z Lisą, Mitsutake nie miałby się za co mścić, a Kiyomi zawsze była jakaś dziwna, a Miko mogła odpuścić, kiedy był na to czas. -Akira zagryzł wargę. 
-Czyli to jego wina? -Zapytała brunetka. 
-Wychodzi na to, że tak. Kiedy widziałem go przed lotem, wyglądał tak samo, jak wtedy, kiedy dowiedział się o twojej rzekomej śmierci, Asami. O niczym nie masz pojęcia. Od tamtego momentu był, jest i zawsze będzie dupkiem, pieprzonym skurwysynem, szczególnie jeżeli chodzi o kobiety. Nie wierze, że miłość do An tak go zmieniła, skrzywdzi ją jeszcze nie raz, a mógł odpuścić. Mógł odpuścić, kiedy się pojawiła, mógł odpuścić, kiedy chciała odejść ze względu na jego dziecko z Miko. To On wprowadził ją na tą całą mine z twoją matką. Najpierw chciał, żeby go nienawidziła, potem mu się odwidziało, zaciągnął ją do łóżka kilka godzin po tym, jak oświadczył się Miko. Mógł to już zostawić, ale nie, znowu włączyła mu się faza na nienawiść i obrażanie jej. To, że wcześniej spała ze mną czy Akirą nie było wtedy istotne, nie miał prawa wyzywać jej od dziwek, tylko dlatego, że wykorzystał fakt, że coś do niego czuła. Wykorzystał ją, a potem obrażał, nic dziwnego, że nie chciała wrócić. Jak w końcu wróciła, nawet się do niej nie odezwał i nagle na pstryknięcie palcami zaczęli być razem. Dlatego stwierdziłem, że jego problemy zaczęły się od kiedy pojawiła się Anett. Twój ojciec chciał się po prostu zabawić, jak to miał w zwyczaju, a potem kombinował, tylko szkoda, że nie w tą stronę, żeby jego zamiary nigdy nie wyszły na jaw. -Yuu na koniec swojego wywodu ciężko westchnął.  
-Tylko, że na ile ich znam, na tyle wiem, że są razem szczęśliwi, a z tego co mówicie, w ogóle nie powinni być razem. -Temari patrzyła na każdego z kolei. -Przecież sami chcieliście, żeby zakończyli tą grę i się związali w końcu.  
-Tak, to prawda, ale to było zanim okazało się, że Miko była w ciąży i zanim twoja matka się pokazała. Czyli zanim wyszły te wszystkie komplikacje. To nie tak, że Anett jest idiotką, że z nim jest, nie. Kochają się, są razem, są szczęśliwi, ale ich związek generuje ciągle same problemy. Cieszymy się, że są razem, ale Kouyou musi w końcu ponieść konsekwencje tego co robił. -Tym razem wypowiedział się Kai. 
-Jestem w stanie założyć się o to, jak to się skończy. Albo zostawi ją w najbardziej nieodpowiednim momencie, albo w najgorszy możliwy sposób, albo będzie ją zdradzał. -Reita spokojnie wymienił wszystkie trzy “albo”, jak gdyby nigdy nic, a do Temari coś dotarło. 
-Już ją zdradza. -Szepnęła dziewczyna pod nosem. 
-Co? - Zapytał Takanori. 
-Nie, nic. -Temari się speszyła. Przecież obiecała, że nikomu nie powie. 
-Dobra, nie ma co gdybać, zbieramy się. -Zarządził lider i zniknął za drzwiami, jak i Takanori i Yuu. Temari i Akira zostali sami.  
-Nie wierze, że taki jesteś. -Rzuciła nagle brunetka. 
-O co Ci chodzi? -Akira zmarszczył czoło zaskoczony.  
-Zakład o to, jak się rozstaną, serio?! Spoko, załóżmy się i już Ci powiem jaki jest wynik. Zdradza ją, i co najlepsze, to zdradza ją z Kiyomi. No i co tak patrzysz? -Temari dopiero po chwili zrozumiała, dlaczego basista tak nagle szeroko otworzył oczy. -Cholera, miałam nikomu nie mówić.  
-Temari, skąd ty to niby wiesz? -Akira nie wierzył w to co usłyszał, przecież to przed chwilą, to był tylko głupi żart.  
-Widziałam ich jak się całowali. W sumie jakbym nie przyszła, to pewnie skończyli by w łóżku, tak to wyglądało. Błagał mnie, żebym nic nikomu nie mówiła, w sumie jak Anett się dowie, to się załamie. Ale z drugiej strony powinna wiedzieć, przecież Kouyou tą swoją wielką miłością może się co najwyżej podetrzeć.  

     Anett weszła do pokoju z szklanką wody, którą podała gitarzyście. 
-Kouyou, mam taki pomysł, że może pójdziemy spać, chociaż na chwilę? Jestem padnięta, ty pewnie też. -Słowa wokalistki zostały bez reakcji. Uruha nawet się nie ruszył, by spojrzeć w jej stronę. -Kochanie, to nie twoja wina, przecież nie mogłeś przewidzieć... 
-Czego? Że Miko będzie miała ten cholerny wypadek? Czułem to, ale uparłem się, żeby spotkać się z Hiroto, myślałem, że Kiyomi skupi się na tobie i chciałem pogadać o tamtym wypadku, więc zaproponowałem, żebyś jechała ze mną. Dopiero pamiętnik Yumi uświadomił mi, że to Miko jest w niebezpieczeństwie. Ledwo co o tym rozmawialiśmy, a po chwili dostałem wiadomość ze szpitala. A miałem tyle okazji, by tego uniknąć. 
-O czym ty mówisz? -Blondynka usiadła obok niego. 
-Mogłem do niej nie wracać, potem mogłem z nią zostać, bylibyśmy już po ślubie i było by po wszystkim. Mogłem Cię posłuchać i być z nią ze względu na dziecko, a na koniec, mogłem po prostu nie jechać. -Brunet westchnął, a Anett wiedziała, że to co za chwilę powie, nie będzie odpowiednie do tej sytuacji, ale miała dziwne przeczucie, że powinna nim wstrząsnąć.  
-Kouyou, ale to było i nic na to nie poradzisz. Nie cofniesz czasu, dlatego błagam Cię, wróć do teraźniejszości, do rzeczywistości, bo jeszcze jestem ja i też Cię potrzebuje. Mam Ci przypomnieć, że jesteśmy w tym razem? Mam Ci przypomnieć, że oboje czekaliśmy na to dziecko? Że zgodziłam się być z tobą i je wychowywać? Razem czekaliśmy, razem urządzaliśmy pokój, razem zastanawialiśmy się, co dla niej będzie najlepsze. Tak, miałam Ci tego przez jakiś czas nie mówić, ale Miko nawet zdradziła mi płeć, kiedy tylko się dowiedziała. Przez te dwa tygodnie nikt poza Miko nie zapytał się mnie, jak ja się czuję, wszyscy skupili się na was, nawet ja na tobie. Wszyscy odsuwają mnie na bok, bo to nie moje dziecko, ale przecież to my mieliśmy stworzyć rodzinę. Mimo, że mnie to przerażało, czekałam z nadzieją, że wszystko się ułoży, ale nie mam już siły w to brnąć. Przestań się obwiniać za coś, na co nie miałeś wpływu. Jeśli naprawdę tego nie widzisz, to rzeczywiście byłeś, jesteś i zawsze będziesz dupkiem. -Po tych słowach Anett wstała, przeszła na drugą stronę łóżka i po prostu się położyła. Kouyou spojrzał na zegarek, uświadamiając sobie, że przesiedział nieruchomo prawie godzinę, oraz że An miała rację. W końcu się podniósł i poszedł się przebrać w coś wygodniejszego. Sen to nie był głupi pomysł. Szybko wrócił do pokoju i położył się obok blondynki, przytulając ją do siebie.  
-Wszystko się ułoży, zobaczysz. -Szepnął cicho, a kobieta jedynie obróciła głowę w jego stronę.  
-Mam do Ciebie jedną, jedyną prośbę na czas jak tu jesteśmy. Pod żadnym pozorem nie pij z moim ojcem, nawet niech Ci to przez myśl nie przejdzie. Później wytłumaczę Ci, o co chodzi, teraz naprawdę nie mam siły. Mam nadzieję, że to przeklęte gestapo da mi chociaż trochę pospać zanim przyjdzie. -Anett od razu wtuliła się w Kouyou, ale zaraz poczuli, jak coś małego wskoczyło na łóżko.  
-O nie, nie ma opcji. -Uruha spojrzał na psa idącego w stronę jego twarzy.  
-Jak to nie? -W tym momencie można by powiedzieć, że Anett i Kiko mieli takie same miny, a kiedy pies położył się obok blondynki, spojrzeli na niego wzrokiem zbitego szczeniaczka. -Patrz jaki jestem śliczny i słodki, zaraz naprawdę sobie pójdę. -Powiedziała An. 
-Przyszło mi spać z psem, świetnie. -Kouyou nagle poczuł, jak pies kopnął go tylnymi łapami. 
-Wybacz, ma taki tik nerwowy. -Wokalistka uśmiechnęła się głupkowato. 
-Świetnie... -Mruknął Kouyou pod nosem i w końcu zamknął oczy. Na szczęście oboje szybko zasnęli, a Kiko po kilku minutach znudzony leżeniem po prostu sobie poszedł.  

18 sie 2021

Rozdział 40

 A no witam moi mili :) 
Co, nie spodziewaliście się, że tym razem dotrzymam słowa? A no widzicie, jednak nie jestem taka niesłowna, jakby się niektórym wydawało. 
Jak już pewnie wiecie, po raz kolejny zobaczymy się dopiero najpóźniej za miesiąc. Tak jak pisałam przy poprzednim rozdziale, jest to PLANOWANA przerwa. Przy końcu pierwszego sezonu wspominałam, że co sezon będą kilkutygodniowe przerwy, głównie po to, bym miała chwilę, na ogarnięcie spraw wizualnych i technicznych związanych z blogiem. Myślałam, że te przerwy to będę maksymalnie dwa tygodnie, ale tym razem mogę potrzebować więcej czasu (A i tak nie jest powiedziane, że zrealizuje to, co planuje zrobić, po prostu nie wiem, czy mi wyjdzie.) I cóż mogę więcej powiedzieć? Poza ścianami tekstu na początku trzeciego sezonu, nie mogę wam na razie nic więcej zdradzić. Także ten no... Do zobaczenia niebawem :)
Miłego czytania :3

Rozdział 40: 

     Mimo, że nie wiedział, co go czeka, zjawił się przed domem Hiroto o umówionej godzinie. Nawet nie zdążył zadzwonić do drzwi, kiedy mężczyzna je otworzył.  
-Dobrze, że jesteś. Sprawa jest poważna.  
-Powiesz mi w końcu o co chodzi? Już przez telefon mówiłeś, że sprawa jest poważna, ale nadal nie wiem, dlaczego chciałeś się spotkać. Prosiłem, żeby nie ruszać tej sprawy. -Kouyou wszedł do środka i zaraz poszedł za mężczyzną do salonu.  
-Bo to nie była rozmowa na telefon, sam musisz to zobaczyć. -Hiroto podał Kouyou jakiś stary notes. 
-Co to jest? -Gitarzysta niepewnie wziął zeszyt do ręki. 
-Pamiętnik Yumi. Chodzi o dwa ostatnie wpisy. Przedostatni jest z dnia, w którym zginęła Temari, a drugi napisała chyba kilka godzin przed śmiercią. Powinieneś to przeczytać. -Mężczyzna po tych słowach, zostawił Kouyou samego. Gitarzysta spokojnie usiadł na kanapie przeglądając notes. 

 “ 22.10.04r. 

    Kochanie, przepraszam, nie mogłam inaczej. Nie mogłam pozwolić, by Hiroto dowiedział się o moim romansie, a teraz żałuję. Nie mogę Cię opłakać, nie mogę przyznać się do żałoby po tobie. Siedzę teraz obok Asami, udając, że to ty. Temari, mam nadzieję, że kiedyś mi wybaczysz mój wybór. Kiedy Kiyomi zaproponowała zamianę, myślałam, że to dobry pomysł, jednak wierzyłam, że przeżyjesz. To wszystko dotarło do mnie za późno, dotarło do mnie co zrobiłam, kiedy dowiedziałam się, że już Cię nie ma, że już Cię nie przytulę, że już nigdy Cię nie zobaczę. Pomogłam jej pozbyć się Kouyou, ale mój ból zostanie ze mną już na zawsze. Nie rozumiem, dlaczego Ona tak go nienawidzi, dlaczego wszystkie swoje genialne pomysły zawsze zrzucała na mnie. Mówiłam jej tyle razy, by mu odpuściła, że przecież go kocha, a Ona zawsze powtarzała, że jestem przeciwna ich związkowi. Kiedy powiedziała mi o ciąży, nie chciałam jej wspominać o swojej, nie chciałam wysłuchiwać jej żali, nie po to wyjechałam. Teraz to już wszystko skończone, a ja obiecałam sobie, że zajmę się Asami najlepiej jak tylko potrafię, byle by już nigdy w życiu jej nie spotkać... 

 

20.10.21r.  

    Ona tu jest i wie, że nie mogę już dłużej trzymać naszej tajemnicy w sobie, w końcu pilnowała mnie przez te wszystkie lata. Ja wiem, że próbuje się mnie pozbyć, wiem, że dodaje czegoś do kroplówki, a ja z dnia na dzień czuje się coraz gorzej, z dnia na dzień mam coraz mniej siły, ale mam nadzieję, że zdążę wyznać Hiroto i Asami prawdę. Kiyomi zrobi wszystko, by nikt nie odkrył tego, co stało się siedemnaście lat temu. Przez te siedemnaście lat stała się bezwzględna w dążeniu do swoich celów i to dzięki mnie. To ja jej pomogłam taką się stać, gdybym się wtedy nie zgodziła... 
Temari, kochanie, wiem, że za niedługo się spotkamy, Kiyomi nie pozwoli mi przeżyć.  
Hiroto, jeżeli to czytasz, przepraszam, zawiodłam Cię jako żona, oraz jako matka twojego dziecka. 
Asami, przepraszam, że wtedy nie walczyłam o was obie, że nie powiedziałam prawdy wcześniej. To przeze mnie teraz nie wiesz kim naprawdę jesteś.  
Kouyou, przepraszam, że wplątałam Cię w to wszystko. Mam nadzieję, że jeżeli kiedykolwiek się dowiesz, wybaczysz mi. Byłeś naprawdę wspaniałym ojcem i nie miałam prawa Ci tego odbierać...” 

 Kouyou odłożył notes i zaraz zasłonił twarz dłonią, łącząc ze sobą fakty. To Kiyomi wpadła na pomysł z podmianą, ale to ten ostatni wpis wyjaśnił mu, czego kobieta tak naprawdę od niego chce.  
-To Kiyomi... 
-Zabiła Yumi. -Dokończył Hiroto, siadając w fotelu. -Teraz rozumiesz, dlaczego nie chciałem Ci mówić tego przez telefon.  
-To, dlatego Kiyomi tak nagle się pojawiła i dlatego tak bardzo chce, byśmy znowu byli razem. -Kouyou wstał. -Chce zatrzeć ślady.  
-O czym ty mówisz? -Hiroto zmrużył brwi, przyglądając się gitarzyście. 
-Jeżeli bym do niej wrócił, mogłaby kręcić, że to co napisała Yumi, to bzdury, bo przecież cały czas byliśmy razem. 
-Ale ja, ty i Temari wiemy, że tak nie było. Uspokój się. -Mężczyzna wskazał dłonią, żeby Kouyou usiadł. 
-Ten wyjazd to był zły pomysł. Anett jest ze mną, ale Miko została sama w Tokyo. A Kiyomi odgrażała się, że jeżeli do niej nie wrócę, to się ich pozbędzie. Teraz wiem, że nie żartowała, że jest do tego zdolna. -Uruha zanim usiadł, przeszedł jeszcze kółko po salonie.  
-Spokojnie, Kiyomi nie może się wychylać. Nie może sobie pozwolić, by policja zaczęła węszyć, a my nie chcemy, by prokuratura się zainteresowała sprawą wypadków. A jak w ogóle ta sprawa z Miko? -Hiroto próbował uspokoić gitarzystę. Oboje nikomu nie mówili, że nadal utrzymują kontakt, w sumie mężczyzna nadal martwił się o Temari, mimo, że ta postanowiła zamieszkać ze swoim biologicznym ojcem. 
-Mikoto zajmuje się tą sprawą, ale nie widzi możliwości by pozbawić Miko praw tak całkowicie, a bez tego może być problem, by Anett je przysposobiła.  
-Czyli się zgodziła na twój pomysł. Naprawdę musi Cię kochać. -Mężczyzna poprawił okulary, lekko się uśmiechając. 
-Tak, a ja mam wrażenie, że coraz bardziej to niszczę. Mogłem jej posłuchać, pozwolić jej odejść. -Kouyou cicho westchnął. 
-Nie przejmuj się Kiyomi, tylko zajmij się Anett, zanim ją stracisz. Uwierz mi, że jak pojawi się to dziecko, będzie jej jeszcze trudniej... 

     Po rozmowie z Hiroto, Kouyou czuł się jeszcze bardziej przybity. Świadomość tego, czego Kiyomi tak naprawdę od niego chce dodała mu wielu kolejnych zmartwień. W dodatku fakt, że kobieta jest odpowiedzialna za śmierć swojej “przyjaciółki” potwierdziły jego obawy o życie Miko i Anett.  
-Jestem. -Rzucił Kouyou po wejściu do domu swoich rodziców. Zaraz do jego uszu dotarł chichot jego ukochanej z salonu, gdzie od razu zajrzał. 
-To świetnie, właśnie oglądamy twoje zdjęcia z dzieciństwa. -Powiedziała Anett, uśmiechając się w jego stronę. 
-Mamo... -Gitarzysta poczuł jak ramiona mu opadły, ta kobieta naprawdę to zrobiła. 
-Oj, kochanie, słodko wyglądałeś, szczególnie w tej różowej sukience. -Wokalistka cicho się zaśmiała.  
-A gdzie ojciec? -Kouyou zapytał jakby niepewnie. 
-Poszedł się przejść, ostatnio codziennie wychodzi. -Odpowiedziała starsza kobieta. -Kouyou, coś się stało? Jesteś strasznie blady. -Dodała, obserwując, jak jej syn zajął miejsce obok Anett zaraz ją obejmując. Kouyou czule ucałował czoło wokalistki.  
-Nie, wszystko w porządku. -Kouyou dla potwierdzenia pokiwał głową, uśmiechając się, jednak obie kobiety nie uwierzyły w jego słowa. Postanowiły jednak nie dopytywać. Zaraz dołączył do nich ojciec Kouyou, który wrócił z spaceru i zając miejsce w swoim fotelu. 
    Rozmowa nawet się kleiła, jednak Anett czuła, że z każdym pytaniem, ojciec Kouyou coraz bardziej ją atakował. Uruha jednak się nie wtrącał, wiedział, że jego ojciec specjalnie próbuje zdenerwować Anett.  
-A niby co takiego macie w Polsce? Poza historią.  
-Spodek. Fakt, nie latający, ale na turystach robi wrażenie. -Odpowiedziała Anett na kolejną zaczepkę dotyczącą jej pochodzenia, a to było pierwsze co przyszło jej do głowy. -A tak swoją drogą, co z tego, że jestem z Polski? Dla mnie Japonia to jeden wielki stan umysłu. Co z tego, że macie tu wszystko, historię, kulturę czy technologię, skoro u nas większość na Anime mówi Chińskie porno bajki, a sprzęt jest tak drogi, że wolą chiński szajs. Już nie wspominając o samochodach, bo albo rdzewieją, albo są cholernie drogie w utrzymaniu. Tym u nas dla większości jest Japonia, kolejnym krajem, z którego można się pośmiać. -Po słowach Anett zapadła niezręczna cisza, przerwana jedynie cichym gwizdem Kouyou, który wiedział, że szatynka musiała się już naprawdę wkurzyć. Anett natomiast wiedziała, że nie wszystko co powiedziała to prawda, albo taka trochę prawda, jednak nie mogła się powstrzymać. 
-W końcu! Kobieta z głową na karku! -Nagle zawołał ojciec Kouyou wyraźnie z czegoś zadowolony. -A już myślałem, że mój syn znowu wybrał sobie cichą, grzeczną, poukładaną dziewczynkę bez własnego zdania. -Dodał, a uśmiech nie znikał z jego twarzy.  
-Chwila, to wszystko było specjalnie? -Anett uniosła brew ku górze to patrząc na gitarzystę, a to na jego ojca. 
-Dlatego się nie wtrącałem. Chociaż przy temacie o drugiej wojnie światowej, kiedy stwierdziłaś, że Japonia była, jak Niemcy myślałem, żeby wam przerwać tą przyjemną dyskusję. -Kouyou cicho się zaśmiał.  
-Przepraszam Cię za nich dziecko. Mój mąż każdą dziewczynę Kouyou tak testuje. -Tym razem odezwała się matka gitarzysty. -Ktoś chce herbaty? -Po tych słowach kobieta wstała i poszła do kuchni.  
-Tylko teraz synu dobrze się nią opiekuj. O kobiety z charakterem trzeba dbać, zresztą, jakbyś swojej matki nie znał. O, przepraszam was na chwilę. -Starszy mężczyzna nagle wstał i poszedł odebrać swój telefon, który nagle zadzwonił. Kouyou korzystając z okazji rzucił krótkie “chodź” i chwytając Anett za rękę, wyszedł z nią do ogrodu. Na spokojnie podszedł z nią do dużej ogrodowej huśtawki, na której spokojnie usiedli. 
-Mogłeś mi powiedzieć, że będzie mnie testował. -Powiedziała Anett, patrząc na bruneta.  
-Mówiłem Ci, że Cię polubi. Wiedziałem, że w końcu pękniesz i pokażesz mu, że nie dasz sobie wejść na głowę. -Uruha niby słabo się uśmiechnął, ale wokalistka od razu przypomniała sobie jego minę, gdy wrócił. 
-Kouyou, coś się stało, wiem to. Gdzie ty byłeś? -Zapytała szeptem, nie ukrywając zmartwienia. 
-Spotkałem się z Hiroto. -Gitarzysta cicho westchnął. -Nie chciałem nikomu mówić, bo sam nie wiedziałem, dlaczego nagle chciał się ze mną spotkać. Okazało się, że znalazł pamiętnik Yumi, według którego wynika, że to Kiyomi jest odpowiedzialna za jej śmierć.  
-Ale przecież się przyjaźniły. Po drugie z tego co wiem, Yumi zmarła z powodu choroby. -Anett nie ukrywała przerażenia wywołanego tym, co przed chwilą usłyszała.  
-Yumi pisała, że Kiyomi dodawała jej coś do kroplówki, przez co czuła się coraz gorzej. Była lekarzem w tym szpitalu, miała dostęp do każdego z pacjentów oraz do wszystkich leków, nagle po śmierci Yumi przeniosła się do Tokyo. Wiedziała, że Yumi chce wyznać prawdę o śmierci Asami i musiała ją uciszyć... 
-I chce się do Ciebie za wszelką zbliżyć, żeby coś ukryć. Wiedziałam. -Tym razem to Anett westchnęła. -Kiyomi się odgrażała, a Miko została w Tokyo sama. 
-Amane obiecał mi, że nigdzie nie puści ją samą. Mam nadzieję, że rozumie powagę sytuacji.  
-Amane? To ten facet z kawiarni? -Anett uniosła brew. 
-Tak, są razem. To, dlatego Miko zgodziła się na nasz układ, no i dlatego od kilku dni nie odzywałem się do Miko. Spotkałem go ostatnio przypadkiem i chwilę pogadaliśmy. Sam stwierdził, że najlepiej dla nas wszystkich będzie, jak na jakiś czas się odsunę, że może wtedy Kiyomi jej odpuści. W końcu chodzi o nasze dziecko. Jednak Amane chciał, żeby Miko na razie nie wiedziała, że nie odzywam się specjalnie, w sumie obiecał, że się nią zaopiekuje przez ten czas.  
-Rozumiem. -Anett spojrzała przed siebie.  
-A tak swoją drogą, jak już rozmawiamy... -Kouyou nie był pewien, czy to na pewno odpowiedni moment, by poruszać to, o czym dowiedział się dzień wcześniej, ale znał swoich rodziców i wiedział, że później mogą nie mieć okazji do poważnej rozmowy. Anett jedynie spojrzała na niego, nie spodziewając się tego, co za chwilę usłyszy i że znowu będzie musiała zmierzyć się z przeszłością, od której przecież nieustannie ucieka. -Rozmawiałem wczoraj z Krisem i powiedział mi, czym Kiyomi Cię szantażuje. Dlaczego nie powiedziałaś mi o tym wypadku na torach? -Kouyou zauważył zmieszanie na twarzy ukochanej, kiedy zaczęła kręcić głową, nie wierząc, że już o tym wie. 
-Bo nie chcę do tego wracać, nie chcę tego ruszać. -Głos An brzmiał na spanikowany. 
-Okłamaliście wszystkich, nie tylko policję. Wmówiliście wszystkim, że to było samobójstwo. -Uruha mimo wszystko starał się brzmieć łagodnie. -W dodatku wiecie kto sprzedał temu dzieciakowi prochy.  
-Myślisz, że ktokolwiek uwierzyłby w wypadek? I jak myślisz, co by nam zrobili, gdybyśmy powiedzieli, kto sprzedał mu to gówno? Jeszcze by się dowiedzieli, że Kris był wtykom. Nie było Cię tam... 
-Anett, ale ja Cię za nic nie obwiniam. Po prostu chcę wiedzieć od Ciebie, chcę, żeby Kiyomi już nic na Ciebie nie miała. -Brunet starał się uspokoić wokalistkę.  
-Byliśmy wtedy w naszej miejscówce, w sumie ostatni raz ja tam byłam. Nagle chłopak na oko dwadzieścia lat zaczął się dziwnie zachowywać. Nikt ze stałej ekipy go nie znał, udało nam się tylko dowiedzieć, że wziął coś podejrzanego, w dodatku pił. Kris i Artur próbowali go ogarnąć, ale kiedy On wybiegł, poszłam za nimi. Niedaleko są tory kolejowe, ale to już wiesz. Pobiegliśmy tam za nim, chciał się rzucić pod pociąg, który było już widać z daleka. Ja stałam z boku, Kris z Arturem się z nim szarpali, próbując go odciągnąć i wrócić z nim do baru. Nagle ten chłopak odepchnął Artura z całej siły, a sam wpadł na tory, w tym momencie nadjechał pociąg.... -Anett przerwała na chwilę, powstrzymując łzy. -Od razu zadzwoniliśmy na pogotowie i policję, a czekając na nich ustaliliśmy, że gdy przyszliśmy, było już za późno, że to było samobójstwo. Łyknęli to, bo w tym miejscu nie łapał kolejowy monitoring, więc nie mieli nic oprócz naszych zeznań, a nie powiedzieliśmy kto sprzedał mu prochy, bo się po prostu baliśmy. Jakiś miesiąc później Kris wyjechał. Ale to nie koniec. Kilka kolejnych miesięcy później, jak pracowałam już w poradni, przyszedł chłopak z depresją. Ja miałam tylko załatwić diagnozę i wysłać do psychiatry. No i tak zrobiłam, nawet jego historia o samobójstwie brata nie oświeciła mi żadnej lampki w głowie. Paweł nie mówił o szczegółach śmierci brata, mówił tylko, że nie żyje. Kilka dni po jego pierwszej wizycie u psychiatry, idąc do pracy zobaczyłam go na dachu budynku. Nie wiem co mi odbiło, wiedziałam, że ktoś z interwencji kryzysowej może dotrzeć za późno, więc tam pobiegłam, to był błąd. Próbowałam z nim rozmawiać i kolejnym błędem było, że go chwyciłam, ale nie odciągnęłam od krawędzi. Wtedy powiedział mi, że jego brat zginał pod pociągiem tamtej nocy, połączyłam fakty, zrozumiałam, że bratem Pawła był chłopak, którego śmierć widziałam. Straciłam czujność, a On to wykorzystał. Przywalił mi z całej siły w brzuch, tak, że go puściłam i skoczył. Nie przeżył... -Przerwała na chwilę, chowając twarz w dłoniach. -Nikomu nie mówiłam o tym, że Paweł był bratem tego chłopaka, powiedziałam to Krisowi dopiero wtedy, gdy Kiyomi mi oznajmiła, że o wszystkim wie. Nie wiem co konkretnie wie i nie wiem skąd o tym wie, ale nikt w Polsce nie może poznać prawdy o tym wypadku. 
-Kochanie. -Szepnął Kouyou, przytulając kobietę. Przyłożył wargi do jej czoła, czując jak drży, rozumiał, że powrót do tych wspomnień musiał być dla niej trudny. Nagle zadzwonił jego telefon, kiedy spojrzał na ekran, zobaczył obcy numer, który skądś kojarzył. -Za chwilę wrócę. -Mówiąc to wstał i odbierając połączenie, wrócił do domu.  

    Kris nie był do końca przekonany do pomysłu jego przyjaciela, z którym właśnie rozmawiał przez komunikator. Nie mówił mu, że złamał obietnicę i powiedział An o tym, że się znają. 
-Wiesz, że jej nie odzyskasz. Tak naprawdę, to powinienem obić Ci mordę za to, co jej zrobiłeś. -Kris nie ukrywał złości na przyjaciela. 
-Ja nie wiedziałem, że się znacie. Zresztą ty też nie wiedziałeś, że ją znam. Ale od kiedy wiem, ciągle mam ją w głowie. Po prostu za nią tęsknie.  
-Marcin, wykorzystywałeś ją, nie patrząc na to, czy chciała, czy nie, zachowywałeś się jak zwykłe bydle, nie robiłeś nic, żeby ją przy sobie zatrzymać. A nie chwila, robiłeś, jak Cię rzuciła. Wtedy to potrafiłeś za nią biegać i mówić jej, jak to bardzo ją kochasz. -Szatyn powoli miał już dość tej rozmowy. 
-Nadal ją kocham, a to co mówi, to nie do końca prawda. -Marcin szedł w zaparte w swoich “zeznaniach” na temat jego związku z Anett. 
-Ale nie tylko Ona tak twierdzi. Po drugie, wiesz co trzeba zrobić człowiekowi, który Cię kocha, żeby Cię naprawdę znienawidził? Tak, Aneta Cię nienawidzi, nie chce o tobie nawet słyszeć, a teraz ty mnie posłuchaj. Ona jest z kimś i jest szczęśliwa, może między nimi nie jest kolorowo, ale On ją kocha i to widać z daleka, więc naprawdę, nie wtrącaj się w jej życie. To zły pomysł, byście się spotkali.  
-Wtedy nie wiedziałem, ale opowiadałeś mi o jej związku i z tego co wiem od Ciebie, to wątpię, by była naprawdę szczęśliwa z kolesiem, którego dziecko ma niańczyć. -Krystian słysząc te słowa nie wiedział już jak ma wyjaśnić Marcinowi, by odpuścił. Gdyby wcześniej wiedział, że to były Anett, nie wspominałby Marcinowi o dwójce jego przyjaciół, którzy jakimś cudem zaczęli być razem. Nagle Kris wpadł na pewien pomysł, ale nie był przekonany czy jest dobry. Postanowił spróbować, w końcu nigdy nie wspominał kim jest jego japoński przyjaciel. 
-Kyu nigdy nie zrobiłby niczego, czego Aneta by nie chciała, to po pierwsze. Po drugie oboje wzajemnie się kochają i robią wszystko, by przetrwać tą burzę. Po trzecie i dla Ciebie najważniejsze, pamiętasz, jak byłeś zazdrosny o tego całego Uruhe z the GazettE? Nawet zabroniłeś jej ustawiać jego zdjęć na tapecie. -Kris wręcz się zaśmiał. 
-No i co to ma wspólnego? -Marcin nie rozumiał do czego szatyn chciał dążyć.  
-Bo ten cały Kyu, to właśnie Uruha. Akuma i Uruha naprawdę są razem, to nie fake dla mediów, tylko prawda. I jeżeli nadal chcesz się wtrącać w ten związek, to jesteś idiotą. -Krystian wiedział, że za to Anett na pewno go zabije. Nie dość, że z powodu nieświadomości mówił jej byłemu o szczegółach jej relacji z Kouyou, to na koniec wyznał mu, kim naprawdę jest facet, którego tak kocha.  
-Sam mówiłeś, że się w nim podkochujesz... 
-Marcin, Ona do Ciebie nie wróci, a ja nie zaaranżuje waszego spotkania. Sam Kyu by mnie zabił, gdyby się dowiedział, że An spotkała swojego byłego, którego, uwaga powtórzę, nienawidzi, dzięki mnie. A by się dowiedział, to na pewno. Także koniec tematu. -Na koniec szatyn warknął, rozłączając się.  

     Z racji tego, że był już wieczór, na zewnątrz zrobiło się chłodniej. Kouyou nie wracał już jakieś pół godziny, a Anett nadal siedziała na huśtawce. Nawet nie zauważyła, kiedy ktoś okrył ją kocem a przed nią ukazała się ręka, która podała jej kubek z zieloną herbatą.  
-Dziękuję. -Powiedziała Anett chwytając kubek i spojrzała na starszą kobietę, która usiadła obok niej.  
-Najpierw Kouyou, teraz ty. Co się z wami dzieje dziecko? -Matka Kouyou spokojnie odgarnęła kosmyk włosów Anett za ucho, przyglądając się jej.  
-Kouyou po prostu martwi się o Miko, a mnie dopadła przeszłość, z którą muszę się w końcu rozprawić. -Anett odpowiedziała spokojnie, patrząc w swoje odbicie w herbacie. 
-Przepraszam, ale słyszałam co nieco z waszej rozmowy. Domyślam się, że to tylko jedna z twoich historii, ale ucieczka od przeszłości to zły pomysł, w końcu sama o tym wiesz. Pamiętam jak Kouyou zaczął o tobie wspominać. Na początku myślałam, że zwariował, skoro chce się związać z kimś takim jak ty, ale im więcej o tobie mówił, zauważyłam, że po raz pierwszy od lat naprawdę się zakochał. No i zrozumiałam za co Cię tak bardzo kocha. Każda matka chce dla swojego syna, żeby znalazł idealną żonę i ty właśnie jesteś moim wymarzonym ideałem dla mojego Kouyou. Wiem, że nie pozwolisz mu wejść sobie na głowę, tak jak inne, a zarazem pozwolisz mu się rozwijać. -Kobieta nagle się zaśmiała. -Zabawnie mówić tak o facecie po czterdziestce, ale jeszcze długa droga przed wami, nie tylko w miłości.  
-Ma Pani rację... 
-Jaka Pani, bo zaraz Ci przyłożę. Przecież możesz mi mówić mamo, skoro mamy być rodziną. -Reakcja Pani Takashima nawet rozbawiła szatynkę. 
-No i właśnie to mnie przeraża. Jesteśmy razem od zaledwie trzech miesięcy, powinniśmy dopiero docierać do siebie, a już muszę myśleć o ślubie. W końcu Kouyou chce, żebym przysposobiła to dziecko i może o tym nie mówi, ale oboje wiemy, że bez ślubu jest to niemożliwe. -Anett spojrzała w niebo, które powoli przybierało ciemnogranatowy kolor.  
-Doskonale rozumiem o co Ci chodzi. Każdy związek powinien przejść przez konkretne etapy, a u was wszystko dzieje się zbyt nagle i zbyt szybko. Ale spokojnie kochana, mój synalek pewnie nie zdaje sobie z tego sprawy, ale ja z jego ojcem brałam ślub po pół roku znajomości, bo w drodze była jego najstarsza siostra i jakoś przez tyle lat nie dałam sobie wejść na głowę temu wariatowi. I powiem Ci to z własnego doświadczenia dziecko, jeżeli naprawdę się kochacie, to nie ważne w jakiej kolejności to wszystko się dzieje, na wszystko przyjdzie odpowiednia pora i dziecko wam w tym nie przeszkodzi, nie ważne, czy to jego dziecko, czy wasze. -Kobieta uśmiechnęła się, ale rozmowę przerwała głowa rodziny.  
-Kouyou dalej siedzi w pokoju? -Zapytał Pan Takashima, jakby zmartwiony. 
-Zajrzę do niego. -Anett powoli wstała, zsuwając z siebie koc. -Może to coś z pracy. -Po tych słowach szatynka lekko się uśmiechnęła i poszła do domu.  
    Kiedy zapukała do drzwi, nic nie usłyszała. Nie była pewna, czy powinna wchodzić, ale minęło naprawdę dużo czasu, od kiedy gitarzysta odebrał ten telefon. Jeszcze przez kilka minut stała przed drzwiami, aż w końcu postanowiła zaryzykować i otworzyć drzwi. Wchodząc do pokoju, zobaczyła Kouyou siedzącego na łóżku, który chował twarz w dłoniach.  
-Kyu, coś się stało? -Anett bez namysłu usiadła obok niego. 
-Dzwonili ze szpitala. Miko miała wypadek, nie znam szczegółów. Wiem tylko, że ktoś ją potrącił rozpędzonym samochodem na przejściu... 
-Kiyomi... -Szepnęła szatynka, po czym zacisnęła wargi w cienką kreskę z przerażenia.  
-Miko jest w krytycznym stanie, ale wyjdzie z tego. Dziecko nie przeżyło. -Uruha powiedział to tak niesamowicie spokojnie, jakby bez żadnych emocji.  
-Kyu... -Anett spojrzała na niego, a sama poczuła, jak łzy napłynęły jej do oczu.  
-To było moje dziecko, a czuje się, jakby kamień spadł mi z serca, jakby cały ten ciężar w końcu odpuścił. -Kouyou nagle wstał, uderzając pięścią w ścianę. -Co jest ze mną nie tak?  
Anett bez słowa wstała i podeszła do niego. Po prostu wtuliła się w niego, a Uruha poczuł, że właśnie tego potrzebował.  
-Będzie dobrze skarbie, wszystko się ułoży, w końcu wszystko się ułoży. Miko wyjedzie i zostawi nas w spokoju, a jeżeli to naprawdę Kiyomi za tym stoi to tym razem zapłaci mi za to. -Kouyou po tych słowach, jak gdyby nigdy nic przyłożył wargi do czoła szatynki... 

Koniec sezonu drugiego.... 

15 sie 2021

Rozdział 39

 Dzień dobry, wieczór :) Wiem, wracam do was znowu po miesiącu, ale mam nadzieję, że mi kiedyś wybaczycie, bo od kwietnia u mnie naprawdę wiele się dzieje. No co ja mogę wam powiedzieć? Następny rozdział w ramach zadość uczynienia za wasze czekanie pojawi się w okolicach środy. Pewnie część z was domyśla się co wiąże się z publikacją następnego rozdziału... Nie, nie, opowiadanie się nie kończy, ale pamiętacie jak marudziłam kiedyś, że w drugim sezonie nie wyrobie się w 20 rozdziałów ze wszystkim? No to teraz mam ten problem z trzecim sezonem ^^'. Ale wracając, tak jednak wyrobiłam się w 20 rozdziałów i razem z publikacją następnego rozdziału, nastąpi planowana przerwa w publikacji. Ile ona potrwa, nie wiem, ponieważ mam pewien pomysł nad którym pracuję już od kilku dni. Jednak wszystko zależy od tego kiedy się z tym wyrobię, bo czeka mnie dużo pracy i czy w ogóle wyjdzie tak, jakbym tego chciała. Ale mam w planach wrócić do was najpóźniej pod koniec września. A jeżeli jesteście ciekawi co tam będę dla was szykować, to planuję na grupie publikować małe spoilerki z mojej pracy nad tym projektem. Także zapraszam was o >TUTAJ<.
I tak sobie ostatnio myślę, że moje poprzednie SKOŃCZONE opowiadanie miało tylko 33 rozdziały, a tutaj jestem już w trakcie pisania czterdziestego któregoś, więc nie jest źle, a co za tym idzie? Na pewno do was wrócę :)
Miłego czytania :3

Rozdział 39: 

     Jak szybko Aneta i Krystian obmyślili genialny plan, tak szybko z niego zrezygnowali, uważając, że nie warto zrzucać sobie kolejnych kłopotów na głowę. Ale ku zaskoczeniu dosłownie wszystkich zainteresowanych, lekarz Kouyou zmienił się już następnego dnia. Może Kiyomi przestała w końcu knuć... Marzenie... 

     Kwiecień minął zdecydowanie zbyt szybko, a zaraz po nim nastał maj. Anett odliczała już dni do wyjazdu do Polski- W końcu czekał ją miesiąc „świętego spokoju”. Kouyou pilnowany przez wszystkich wokół, a szczególnie przez An, mocno wziął sobie do serca rehabilitację, dzięki czemu jego dłoń wracała już do pełnej sprawności, jednak potrzebował jeszcze czasu, żeby wrócić do grania. 

    Tego ranka Kouyou krzątał się po mieszkaniu wokalistki, zbierając swoje rzeczy, które pozostawiał u niej przez kilka poprzednich dni. Anett siedziała w kuchni nad kubkiem porannej kawy, próbując się rozbudzić. Bo przecież co za idiota wymyśla nocną sesję zdjęciową?  
-An-chan, widziałaś gdzieś moją bluzę, tą czarną? -Zapytał gitarzysta wchodząc do kuchni, a zaraz zauważył, że jego bluza została ubrana przez szatynkę.  
-Nie chce mi się tam dzisiaj iść. -Mruknęła kobieta, zasłaniając dłonią ziewnięcie. Brunet jedynie uśmiechnął się pod nosem, wiedząc, co miało wydarzyć się tego dnia w studiu. 
-Ale musimy, taka praca. Wiedziałaś na co się piszesz skarbie. -Jednak jego słowa zostały skrytykowane błagalnym wzrokiem wokalistki, która dodatkowo przechyliła głowę lekko w bok.  
-Takanoriego pogrzało. To, że On nie potrzebuje snu, nie znaczy, że mi wystarczy godzina. 
-Powiedziała to osoba, która potrafi nie spać po kilka dni. -Uruha oczywiście zażartował. 
-A potem przez kilka dni śpię, kiedy i gdzie się tylko da. -Mruknęła An pod nosem, wstając od stołu. -Nic, trzeba się zbierać. -Dodała mijając Kouyou w przejściu. Zaraz zebrała swoje rzeczy i po chwili była gotowa do wyjścia.  
-Ej, a moja bluza? -Uruha podniósł brew ku górze. 
-Pożegnaj się z nią, jest mega wygodna. -Rzuciła Akuma z wrednym uśmieszkiem na twarzy. 

    W studiu praktycznie nikogo nie było. No tak, większość spała po nocnej sesji, jedynie zespół został zmuszony by przyjść z samego rana. Anett i Kouyou rozłożeni na kanapie, próbowali coś odespać, lecz na marne, gdy do środka wszedł Yutaka wraz z Takanorim. 
-No Anett, w końcu nastał moment, żebyś się o czymś dowiedziała... -Zaczął blond skrzat, uśmiechając się od ucha do ucha. Kai podał wokalistce jakieś kartki, a Akuma patrzyła na nich dwóch jak na kompletnych debili.  
-Dzisiaj jest dzień ogłoszenia światowej trasy, ale chcieliśmy, żebyś ty zobaczyła to pierwsza. -Dokończył lider, który również nagle zaczął się szczerzyć w jej stronę. Szatynka unosząc brew ku górze spojrzała na Kouyou, który wzruszył ramionami, z całej siły powstrzymując chichot. W końcu An spojrzała na kartki, powoli przeglądając daty i miejsca, gdzie mają występować. Nagle jej wzrok utknął w jednym miejscu na liście... -Polska. Wokalistka spojrzała jeszcze raz po pozostałej trójce i znowu utkwiła swój wzrok na tym miejscu w papierze.  
-W końcu. Czy naprawdę tyle trzeba było się was prosić?!- Jej reakcja zaskoczyła każdego, gdy szatynka nagle się podniosła, przytulając Takanoriego.  
-Em... Ale to sprawka twojego ukochanego Kouyou. W końcu musimy zobaczyć, gdzie uchowała się nasza mała wredota. -Lider się zaśmiał, ale zaraz poczuł na sobie groźny wzrok wokalistki. - No co? Głupio by było ominąć kraj, z którego pochodzi członek naszego zespołu. -Kai szybko się poprawił, z głupkowatym uśmiechem na twarzy.  
-Tylko nie mów, że się nie cieszysz. -Powiedział Kouyou, obejmując Anett od tyłu.  
-Cieszę się, tylko ten koncert jest w środku trzytygodniowej przerwy w trasie. -Anett spojrzała na bruneta kątem oka.  
-Wiza Anett. Bez wizy przecież nie wrócisz z nami. -Odpowiedział Takanori. 
-No tak, racja. -Anett pokiwała lekko głową. Oni jednak obmyślili wszystko zbyt dokładnie... 

     -Dobrze wiesz, że On o niczym nie może się dowiedzieć. Zamorduje nas oboje, jak się dowie. -Temari spojrzała na mężczyznę kątem oka, po czym cicho westchnęła, odwracając się w jego stronę.  
-Kiedyś i tak się dowie. Z tego co wiem, to na tydzień wyjeżdża, więc możesz być spokojna kochanie. -Młoda brunetka poczuła jak mężczyzna delikatnie ją objął. 
-Ale jest jeszcze Anett... 
-Nią się nie przejmuj. Słyszałem, że Shima chce ją zabrać ze sobą -Mężczyzna mocniej przytulił Temari do siebie. 
-A ja za kilka dni mam do nich przyjechać, też chcę zobaczyć się z dziadkami... Tymi prawdziwymi. A jak nie Anett, to nadal jest Miko. Ojciec przez nią w każdej chwili może wrócić, a jak nie będzie nas oboje, to może się zorientować, że coś jest na rzeczy.  
-Masz rację kochanie, przełóżmy ten wyjazd. -Mężczyzna cicho westchnął, nadal nie puszczając brunetki ze swoich objęć.  

     Kobieta po spotkaniu w studiu, jak się nagle okazało, miała zajęty cały dzień, a to Rin chciała się spotkać, a to Ayuko czegoś potrzebowała, a to zakupy trzeba było zrobić. Jedyne czego najmniej się spodziewała, to wizyta Miko tuż po tym, gdy Anett w końcu dotarła do mieszkania.  
-Coś się stało? -Zapytała zaskoczona szatynka, gdy wpuściła przerażoną Miko do środka. 
-Znowu ktoś mnie śledzi. Naprawdę. -Blondynka spojrzała błagalnie na wokalistkę, gdy ta przewróciła oczami słysząc co ta właśnie powiedziała.  
-I myślisz, że w momencie, jak ktoś Cię śledzi, przychodzenie do mnie to świetny pomysł? Powinnaś porozmawiać z Kouyou.  
-Problem w tym, że nie mam z nim kontaktu od kilku dni. Od operacji strasznie się zmienił. -Zmartwiona Miko ponownie spojrzała na Anett, mając nadzieję, że ta jej jakoś pomoże.  
-Kouyou stara się szybko wrócić do formy. Nie wiem czemu się z tobą nie kontaktuje, nie mam z tym nic wspólnego. Jutro wyjeżdża do rodziców na tydzień, ma jakieś sprawy do załatwienia. Problem w tym, że prasa ma nas na celowniku, a Kiyomi i Mitsutake wiedzą, że to dziecko jest jego. Jeżeli zobaczyli by nas obie razem, zaraz zaczęły by się plotki o jakimś trójkącie między nami. Chociaż to prawda, to jest jakiś chory trójkąt. -Anett cicho westchnęła siadając na kanapie.  
-Może pora przestać to ukrywać? -Blondynka usiadła obok Anett.  
-No tak, Uruha jest ze mną, ale ma dziecko z inną. Miko... Czy ty naprawdę chcesz zrobić ze mnie potwora? -Wokalistka zasłoniła oczy dłonią, próbując zebrać myśli.  
-No tak, bronisz swojego nadszarpniętego wizerunku. Ale sam fakt, że jesteś z Uruhą w związku stawia Cię w niekorzystnym świetle.  
-Obie wiemy co mówią o Kouyou i mogę być dla nich kolejną jego dziwką, okej. Kiedyś w końcu odpuszczą, ale nie mogę być kobietą, która odbiera dziecku ojca, w dodatku, że przecież tak nie jest... -Anett na chwilę odchyliła głowę w tył. -Ale im tego nie wytłumaczysz. Nie wytłumaczysz im, że od samego początku pchałam Kouyou w twoją stronę, by nie zostawiał tego dziecka, chciałam odejść, by był z wami. Póki Kiyomi i Mitsutake w tym grzebią, nikomu nic nie wyjaśnisz. Mitsutake ma znajomości by puścić w świat wszystko co chce, a Kiyomi jak się okazuje jest świetna w zbieraniu informacji.  
-Boisz się Kiyomi? -Miko lekko uniosła brew ku górze, zaskoczona postawą wokalistki. 
-Nie boje się jej, tylko boję się o Kouyou. Ona świetnie potrafi manipulować ludźmi, a On nadal coś do niej czuje, wiem to. Jej nagłe pojawienie się raczej oznacza, że chce coś ukryć. Coś o wiele gorszego niż podmiana dziecka z żywego na martwe...  

     Kouyou po rozmowie z Krystianem postanowił się przejść. Wiedział, że Anett coś przed nim ukrywała i wiedział, że Kiyomi o tym wie. Może lepiej, że dowiedział się w końcu o tym od ich wspólnego przyjaciela, niż od swojej byłej, ale musiał nad tym pomyśleć. Musiał przemyśleć to, czy powinien od razu powiedzieć wokalistce, że wie, czy jednak lepszym rozwiązaniem będzie poczekać na odpowiedni moment. Nie był zawiedziony tym, że mu nie powiedziała, w sumie po tym co usłyszał, sam wolałby nie wiedzieć.  
W końcu idąc ulicą wśród tłumu wpadł na pomysł, że okazję do tej rozmowy stworzy sam. Od razu zawrócił w stronę okolicy, w której mieszkał, układając w głowie plan.  
Wrócił do domu dosłownie na chwilę. Nie był pewien czy jego plan się uda, ale postanowił zaryzykować i jako że na wyjazd spakował się wcześniej, wysłał Temari wiadomość, że ma coś do załatwienia i wyjedzie z samego rana, a torbę wrzucił do samochodu. W sumie zastanawiał się, gdzie ostatnio Temari spędza całe dnie, a nawet noce, ale przez ostatnie dni nawet nie miał, kiedy jej o to zapytać. Pewnie i tak by mu nie powiedziała. Odjeżdżając, spojrzał kątem oka w kierunku swojego domu i cicho westchnął, mając nadzieję, że wszystko się w końcu poukłada.  
    Kiedy w końcu Anett otworzyła mu drzwi, wyglądała na przerażoną. Najpierw myślał, że jest po prostu na coś zła, ale gdy wszedł do środka, a kobieta bezsilnie upadła na kanapę, zrozumiał, że coś musiało się stać.  
-Kochanie, co się dzieje? -Zapytał, odkładając swoją torbę i zaraz do niej podszedł. 
-Miko tutaj była. Znowu ją śledzą, w dodatku Ona twierdzi, że od kilku dni nie ma z tobą kontaktu. -Anett lekko pokręciła głową, próbując zebrać myśli.  
-Wiem, że jesteś już tym zmęczona. A Miko... Po prostu staram się trzymać ją jak najdalej od tego burdelu, który się zrobił przez Kiyomi. -W tej chwili Kouyou delikatnie ułożył dłoń na policzku szatynki, kierując jej twarz w swoją stronę. -Ale tak sobie pomyślałem, że może pojechałabyś ze mną? Tydzień spokoju dobrze nam zrobi.  
-Jesteś pewien, że powinnam z tobą pojechać? Twoi rodzice pewnie też wierzą w te brednie. -Ta nutka niepewności w głosie wokalistki lekko rozbawiła Kouyou, ale ten jedynie delikatnie się uśmiechnął, zaraz przytulając Anett do siebie. 
-Oni akurat w to nie wierzą, wiedzą o wszystkim, zresztą tak jak już wszyscy. Mama chce Cię poznać, a ojciec... Z natury nie cierpi obcokrajowców, ale polubi Cię, zobaczysz.  
-Tym ostatnim jakoś mnie nie pocieszyłeś. -Anett powoli odsunęła się od gitarzysty. -Ale masz rację, trochę spokoju dobrze nam zrobi.  
-Czyli się zgadzasz? -Uruha w odpowiedzi dostał jedynie kiwnięcie głową.  
-To ja idę się spakować. -Po tych słowach Anett wstała i poszła do swojego pokoju. Oczywiście Kouyou zaraz poszedł w jej stronę. 

     Katherine wraz Takanorim właśnie wyszli z kina. Oboje w świetnych nastrojach postanowili jeszcze pospacerować, zanim zamkną się w czterech ścianach. Ruki cieszył się, że Rin tego dnia była w nad wyraz dobrym nastroju.  
-No co jest? -Zapytała czerwonowłosa, cały czas czując na sobie wzrok wokalisty. 
-Po prostu jeszcze Cię nie widziałem w tak dobrym humorze. -Takanori sam cicho się zaśmiał. -Wręcz zarażasz. 
-Wszystko jakoś się układa. -Rin uśmiechnęła się szeroko. 
-Czuję podstęp. -Blondyn objął Rin, przyciągając ją bliżej siebie. 
-To żaden podstęp kochanie. Po prostu, jestem szczęśliwa. -Katherine na chwilę przystanęła na palcach, by ucałować policzek wokalisty. 
-Ale obiecujesz, że wrócisz? -Takanori wiedział, że Rin po wyjeździe do Polski i tak będzie musiała wrócić. 
-Obiecuję, w końcu z wami pracuje głuptasie. Ale mamy jeszcze dwa tygodnie.  
-Wiem, a potem miesiąc Cię nie będzie.  
-Ruki... No nie poznaje Cię. -Czerwonowłosa się zaśmiała.  
-Masz rację, przy tobie też się nie poznaje. -Wokalista uśmiechnął się szeroko. Jak dobrze, że kobieta nie wiedziała o jego nikczemnym planie. 

     Kiedy Anett się spakowała, by rano nie biegać po całym mieszkaniu, oboje z Kouyou zasiedli wtuleni w siebie na kanapie, oglądając jakiś film. W sumie, w tym momencie niczego więcej nie potrzebowali, po prostu byli blisko siebie i to wystarczyło. Żadne nie wykonywało jakiegokolwiek ruchu, by pokazać, że chce czegoś więcej.  
Jednak ich spokój nie mógł trwać długo. Już myśleli, by położyć się spać, bo przecież rano trzeba było wstać- Kouyou o dziwo chciał wcześniej wyjechać, niż to planował jeszcze kilka dni wcześniej.  
Nagle rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi. Muzycy zaskoczeni spojrzeli na siebie, unosząc wysoko brwi, a potem skierowali swoje głowy w stronę drzwi, z jeszcze większym zaskoczeniem. W końcu, gdy dzwonek zadzwonił po raz kolejny, oboje wstali, udając się do drzwi, a kiedy Anett je otworzyła, zobaczyli Krisa.  
-Cześć. Jesteście zajęci? -Zapytał szatyn, zaglądając wgłąb mieszkania. 
-Nie. -Odpowiedziała Anett, z morderczym uśmieszkiem na twarzy. 
-A, to mogę zostać. -Krystian chciał właśnie przekroczyć próg, ale Kouyou szybko chwycił za drzwi, ręką torując szatynowi drogę. 
-Nie. -Stwierdził gitarzysta, patrząc jak Krystian pochylając się, sprawnie minął jego rękę i wszedł do środka. 
-A planujecie coś? -Szatyn uśmiechnął się szeroko, patrząc na załamaną z powodu jego obecności dwójkę.  
-Nie. -Anett i Kouyou odpowiedzieli razem jakby chórkiem. 
-No właśnie widzę. Żadnych świec, kadzidełek, żadnej romantycznej muzyki. Nawet alkoholu nie macie... 
-Kris... -Warknęła Anett. 
-No, ale fajnie w końcu trafić was razem, jak akurat się nie pieprzycie... No co? Was to przez drzwi nawet słychać. -Dodał szybko młodszy mężczyzna, widząc na sobie morderczy wzrok przyjaciół. -W sumie to mam sprawę do Anett, ale cieszę się Kyu, że jesteś, bo Ona mnie zamorduje. Obronisz mnie, prawda kochanie? -Krystian w tym momencie wtulił się w rękę Kouyou, który pokręcił głową w rozbawieniu.  
-Ja rozumiem, że mamy tutaj jakoś czworokąt, ale Kris, nie przesadzaj. -Anett przewracając oczami wróciła na swoje miejsce na kanapie. 
-Czworokąt? -Dopytał zaskoczony brunet. 
-No, ja, ty, twoja była, która jest z tobą w ciąży i mój były, który jest szaleńczo w tobie zakochany. -Wokalistka zacisnęła wargi, patrząc jak Kouyou powoli usiadł obok niej. -Ale dobra, Kris, o co Ci chodzi? -Krystian w tym czasie, cicho śmiejąc się pod nosem, usiadł w fotelu. Kiedy szatynka zwróciła się do niego, nagle spoważniał. 
-No bo... Jak ostatnio byliśmy w Polsce, to poznałem pewnego typa i w sumie się zaprzyjaźniliśmy. Nie, spokojnie, On jest hetero, ale dzisiaj się dowiedziałem, że wy się znacie. -Kris mówiąc to, cały czas uciekał wzrokiem przed Anett.  
-Czekaj, mówiłeś o morderstwie... -Szatynka nagle niebezpiecznie zmrużyła oczy, łącząc fakty. -Na świecie jest tyle ludzi, a ty musiałeś się zaprzyjaźnić akurat z nim?! -Wokalistka nie ukrywała swojego oburzenia.  
-Chciałem, żebyś wiedziała, gdybyśmy mieli się kiedyś przypadkiem spotkać, a byłbym wtedy z Marcinem.  
-Ja nie chcę widzieć tego człowieka na oczy. -Anett warknęła po polsku. 
-Wiem, że za to co Ci zrobił powinienem mu obić mordę, ale tak ogółem, to spoko gościu. -Odpowiedział Krystian, w ogóle nie przejmując się tym, że Uruha ich w tej chwili nie rozumiał. 
-Dla Ciebie, nikt z naszej ekipy tak nie uważa, nikt nie chce go znać. -Anett nagle wstała. -Wybaczcie, ale jestem naprawdę zmęczona, a rano wyjeżdżamy. -Dodała, ale już po japońsku.  
-Czekaj, Kouyou, ty zabierasz ją ze sobą? -Szatyn wskazał palcem w kierunku wokalistki, patrząc na Uruhe.  
-Czemu nie? Jesteśmy razem i chce, żeby poznała moich rodziców, najlepiej jeszcze przed trasą. -Stwierdził Kouyou, wzruszając ramionami, a An patrzyła, jak Kris schyla się w jego stronę. 
-Czyli ty z tym pierścionkiem, to tak serio? -Szepnął szatyn tak, by kobieta nic nie usłyszała. 
-Cicho bądź. -Warknął Kouyou. 
-Co? -Zapytała Anett, nachylając się nad nimi.  
-Nie nic, nie ważne. To ja już sobie idę. -Kris po tych słowach wstał i tak sobie po prostu wyszedł.  
Anett stała nieruchomo, próbując opanować gotujący się w niej gniew. Nie był On wywołany tym, co powiedział Krystian, tylko wspomnieniami, które właśnie zaatakowały jej myśli. Kouyou powoli wstał, podszedł do kobiety, po czym ją objął. 
-Kochanie, co się dzieje?  
-Nic Kyu, naprawdę nic. -Anett delikatnie się w niego wtuliła. 
-A o co chodzi z tym całym Marcinem? -Kouyou nie do końca był pewien, czy powinien pytać.  
-To mój były. Proszę, nie rozmawiajmy o tym. -Kobieta cicho westchnęła. 
-Ale z tym czworokątem nieźle Ci wyszło. -Uruha cicho się zaśmiał.  
-Tak to wygląda. Miko jest z nami związana przez dziecko, a Kris cały czas do Ciebie podbija, a przyznał się do znajomości z Marcinem, tylko po to, by do tej porąbanej relacji dodać jeszcze jego.  
-Anett, naprawdę kocham tylko Ciebie. -Kouyou delikatnie się uśmiechnął, z nadzieją, że zaraz usłyszy, że Ona również go kocha.  
-Szczerze, gdyby nie ty, to wolałabym być sama. Po związku z nim czułam się jak zabawka, jeszcze próbowałam coś poczuć, ale gdy ktoś zranił mnie po raz kolejny, wolałam być już sama. Nawet było mi z tym dobrze, nie chciałam nic czuć, nie chciałam po raz kolejny przez to przechodzić, ale nagle w moim życiu pojawiłeś się ty. -Anett spojrzała Kouyou w oczy, ale widząc jego zawiedzioną minę, czule pocałowała jego usta, a następnie wtulając się w niego, schowała twarz w zagłębieniu jego szyi. Dla gitarzysty dotyk jej delikatnych warg znaczył więcej niż jakiekolwiek słowa. Delikatnie wplótł palce w jej włosy. 
-Po rozstaniu z Miko obiecałem sobie, że nigdy już nie zwiąże się z kobietą, ale pojawiłaś się ty. Czasami się zastanawiam, czy gdyby to wszystko potoczyło się inaczej, to czy naprawdę dałbym Krisowi szansę. -W tym momencie Kouyou poczuł jak An powoli się od niego odsuwa. 
-Ty i Kris? Serio? -Anett cicho się zaśmiała. 
-No co? Czasami jest słodki. Ale jesteś ty i wiem, że gdybym Cię stracił, byłbym sam już do końca. -Uruha ułożył dłoń na policzku szatynki. -Za niedługo wszystko wróci do normy. -Dodał, uśmiechając się.  
-Do jakiej normy Kyu? -Anett powoli zsunęła jego dłoń i spojrzała mu w oczy. -Między nami nigdy nie było “normalnie”. Najpierw kłótnie i ciągłe mijanie się, potem jak nam się udało, pojawiło się dziecko. Mieliśmy chwilę, by nacieszyć się sobą, ale teraz czekamy, aż Miko urodzi, by zająć się dzieckiem, w międzyczasie korzystając z każdej chwili, jaką mamy dla siebie. To nie jest normalne. Rin w jednym ma rację, nie powinniśmy być razem. 
-Ale jesteśmy razem i nie mów mi, że żałujesz. -Kouyou powoli odsunął się od Anett, lekko kręcąc głową. 
-Nie żałuję, cieszę się. Rin może i ma rację, ale mam to gdzieś, mam gdzieś co myślą wszyscy i nawet jestem gotowa, żeby pół świata mnie znienawidziło, ale Cię kocham i nie chcę stracić tego, co jest między nami. -Anett delikatnie ujęła rękę gitarzysty. 
-Ma rację, zbyt wiele razy Cię zraniłem, zbyt wiele razy już przeze mnie płakałaś i wiem, że wymagam od Ciebie niemożliwego, wiem, że nie pokochasz tego dziecka tak jakbym tego chciał, ale nie wyobrażam sobie tego bez Ciebie. -Powiedział Kouyou z maleńką iskierką nadziei w oczach. 
-Przecież jestem i będę. -Akuma uśmiechnęła się lekko, a zaraz poczuła na swoich wargach jego pocałunek. 

     Mimo wszelkich starań nie ominęło ich poranne zamieszanie. Oczywiście Kouyou przez sen wyłączył budzik, przez co zaspał. Fakt, nie mieli umówionej godziny czy coś, ale z jakiegoś powodu Kouyou chciał jechać najszybciej jak się da. Gitarzysta nie chciał nikomu mówić, że był umówiony z Hiroto- mężem Yumi. Kiedy ten tylko zadzwonił, że w rzeczach zmarłej żony znalazł coś, co bruneta zainteresuje, Kouyou nie wahał się ani chwili, by zgodzić się na spotkanie. 
Kiedy Uruha wszedł do kuchni, Anett siedziała na parapecie, paląc papierosa. Pierwszy raz od dawna wyglądała na spokojną.  
-Gotowy? -Zapytała wokalistka, zerkając w jego stronę kątem oka.  
-Tak, możemy się zbierać. Tylko mam prośbę, będziesz prowadzić? -Kouyou uśmiechnął się pod nosem. 
-Coś się stało? Coś z ręką? -Anett zaraz zgasiła papierosa i podeszła do niego.  
-Nie, po prostu uwielbiam, jak prowadzisz, skarbie. -Gitarzysta chicho się zaśmiał i ucałował czoło kobiety.  
-Wyczuwam podstęp, po drugie, wiesz, że nie znam drogi. -Kobieta zrobiła mię zbitego szczeniaczka. 
-No już dobrze, dobrze. Zbierajmy się, bo czas ucieka. 
-I kto to mówi, co? -Anett zaśmiała się i zaraz zebrali się do wyjścia. 
    W samochodzie panowała dziwna cisza. Szczególnie od momentu, kiedy An zauważyła coś dziwnego. Gdy jechali jeszcze przez miasto zauważyła Temari, tyle, że dziewczyna nie była sama, a z tego co było widać, była w dość bliskiej relacji z mężczyzną, którego Anett rozpoznała po chwili. Szatynka miała nadzieję, że skupiony na drodze Uruha ich nie zauważył, a sama zaczęła się zastanawiać, czy powinna mu powiedzieć o tym co widziała, a raczej o tym, kogo widziała całującego jego córkę. Nagle uciekła myślami gdzieś z daleka od rzeczywistości i tak siedziała zamyślona, gapiąc się przez szybę, nawet nie zwracając uwagi, że Kouyou coś do niej mówił.  
-C-co? -Anett zareagowała dopiero po dłuższej chwili.  
-Mówiłem, żebyś się tak nie stresowała. -Kouyou uśmiechnął się, spoglądając na kobietę kątem oka. 
-A...Aha... -Ja się nie stresuję, chociaż...  
-Kochanie, jeśli chodzi o mojego ojca, to po prostu nie wchodź z nim w dyskusję. -Kouyou, powiedział to z takim spokojem, jakby był do tych słów przyzwyczajony. 
-Wiesz, że jeżeli mnie wkurzy to mu się odgryzę. -Na to stwierdzenie szatynki, gitarzysta się zaśmiał. 
-No tak, ty i ten twój charakterek. Dlatego właśnie twierdzę, że Cię polubi. I w sumie już jesteśmy. -Mówiąc to, Kouyou zaparkował pod niewielkim, piętrowym domem, a Anett dopiero poczuła, jak ścisnęło ją w żołądku.  
-No ja nie wiem, czy to dobry pomysł, żebym tu była. -Stwierdziła szatynka, patrząc na uroczy, zachowany w japońskim stylu dom, otoczony dużym, pięknym ogrodem.  
-Przecież Cię nie zjedzą. -Rzucił Kouyou, wysiadając z samochodu.  
-No ja nie wiem. -Burknęła Anett pod nosem i zaraz poszła w ślady gitarzysty, również wysiadając z samochodu. Nawet nie zdążyli wyjąć bagażu, kiedy drzwi domu się otworzyły, a ich oczom ukazała się niewiele niższa od Anett, starsza kobieta, a szatynka zrozumiała, po kim jej ukochany odziedziczył “urodę”.  
-Przyjechaliście idealnie na obiad. A ty pewnie jesteś Anett, Kouyou tyle nam o tobie opowiadał. -Powiedziała kobieta, zaraz po przywitaniu się z synem, a za nią, jak gdyby znikąd pojawił się ojciec Kouyou. 
-Myślałem, że przyjedziesz z Miko.  
-Tato, tłumaczyłem Ci, że z Miko łączy mnie tylko dziecko. -Odpowiedział Kouyou i nagle dało się wyczuć niesamowicie napiętą atmosferę.  
-Kochanie, prosiłam Cię o coś, prawda? Miałeś nie wspominać o Miko. -Mama Kouyou zaraz skarciła męża, spoglądając w jego stronę kątem oka. -Chodźcie dzieci, nie będziemy przecież tak stali przed domem. Nawet nie wiecie, jak się cieszę, że przyjechaliście oboje...