31 paź 2021

Rozdział 44

 A no witam... Dawno mnie nie było, ale, że aż ponad miesiąc? Jak ten czas szybko leci, kiedy człowiek nie ma czasu na nic. No właśnie, dlatego mnie nie było - brak czasu, brak weny, brak pomysłów na powiązanie wątków i... Z tego powodu ten rozdział wyszedł krótki... Wiem o tym, że nawet na mnie jest krótki, nie bijcie, ale gdybym dalej kombinowała z pierdyliantem nowych pomysłów doczekalibyście się rozdziału dopiero za jakieś... Pół roku? No jakoś tak ^^'Ok, ok, wiem, długo czekaliście, więc już nie przeciągam...
Miłego czytania :3 

Rozdział 44: 

    W sumie to minęły już dwa tygodnie, od kiedy przylecieli do Polski. Kouyou nawet nie zauważył, kiedy ten czas zleciał. Nawet udało mu się, niby przypadkiem posłuchać, jak Anett gra. Niby przypadkiem, ponieważ akurat wyszedł po coś z Mateuszem, a że nie było ich dłużej, to blondynka postanowiła wykorzystać tą chwilę. No i kiedy wrócili, to Kouyou stanął w drzwiach ich pokoju i tak stał, słuchając, z zadowoleniem wymalowanym na twarzy. 
    Przez ostatnie kilka dni Anett zachowywała się nieco dziwnie. Jej ponury nastrój wywołany ostatnimi wydarzeniami w Tokyo, oraz walką z przeszłością nagle zniknął, a jego miejsce zastąpił wiecznie dobry humor i optymistyczne spojrzenie na wszystko. Uruha obserwując, jak jego ukochana nagle rozpromieniała, wiedział już co jest na rzeczy, jednak przeszkodą do całkowitego szczęścia był jej brat. No i tego dnia Mateusz wyjechał na dzień do stolicy, by pozałatwiać jakieś sprawy związane z jego pracą, w związku z tym Anett i Kouyou zostali sami na cały dzień, mając całe mieszkanie do swojej dyspozycji.  
Uruha od samego rana czuł, że coś się święci, kiedy niby to z powodu wysokiej temperatury na zewnątrz wokalistka ubrała na siebie czarny top z większym dekoltem niż zazwyczaj je nosiła, oraz krótkie szorty. Obserwując ją ciągle, nie potrafił się skupić na pracy, a przez tą nieszczęsną operacje, miał nad czym pracować. W końcu zaniósł gitarę do pokoju, odkładając ją na miejsce i zaraz wrócił do zajętej obiadem An.  
-Kochanie... -Objął ją delikatnie od tyłu, ale kobieta zaraz odwróciła się przodem do niego. -Powiedz mi, ale tak szczerze. Ty mi to dzisiaj robisz specjalnie, co? -Zapytał, sadzając wokalistkę na kuchennym blacie. 
-Yhym. -Anett odpowiedziała kiwnięciem głowy, zagryzając przy tym dolną wargę. Cholernie kusząco zagryzając tą dolną wargę. Uruha od razu zaserwował sobie mentalnego plaskacza w twarz dla opamiętania.  
-Widzę, że ładnie Cię wzięło. -Gitarzysta uniósł brew ku górze. 
-Agh, od kilku dni czekam, aż ta menda zostawi nas na dłużej samych. -Stwierdziła blondynka, z niecierpliwością odchylając się na kilka sekund w tył.  
-Na dłużej mówisz? No ja nie wiem. -Uruha pokiwał głową w udawanej zadumie. Z racji tego, że Anett w takich sytuacjach słodko się wkurzała, chciał się jeszcze chwilę z nią podroczyć. 
-Kyu, ty naprawdę chcesz w tej sytuacji dyskutować o tym? -An cicho jęknęła z niezadowoleniem i już chciała zejść z blatu, kiedy brunet ją przytrzymał. 
-No co? Moja ukochana złapała ogromną chcicę, a ja nie wiem, czy temu podołam. -Kouyou wzruszył lekko ramionami, widząc jak Anett patrzy na niego z politowaniem w oczach. 
-Ty sobie jaja robisz. Kyuuuuuu.... -Oburzona spojrzała na niego spod byka.  
-Ja? A skąd? Podchodzę do tego zadania z pełną powagą. -Nagle oboje się zaśmiali, a wokalistka oparła czoło o jego tors. Po chwili jednak podniosła głowę, patrząc mu w oczy.  
-Oj Panie Takashima, grabi Pan sobie. -Po tych słowach Anett poczuła jak Kouyou delikatnie ułożył dłoń na jej szyi i czule ją pocałował. Odwzajemniła z lekkim oporem, bo w końcu, skoro On może się z nim droczyć, to czemu Ona z nim nie? Jednak szybko poddała się pieszczocie, która niespodziewanie została przerwana przez dzwonek do drzwi. Anett zeskoczyła z blatu i psiocząc pod nosem poszła otworzyć. 
-A jak kupowałam to mieszkanie, matka zarzekała się, że w takich sytuacjach będzie warować pod drzwiami i pilnować by nikt nie przeszkadzał, to gdzie Ona teraz jest? -Kouyou słysząc to stwierdzenie z jej ust, zaśmiał się, oczywiście wiedząc, że to był jeden z dowcipów jej rodziny. Jednak szybko przyszło mu zmyć się do pokoju, kiedy tylko Anett otworzyła drzwi. Jak się okazało, nieproszonym gościem była Paulina, która bez słowa przywitania wparowała do środka. 
-Gdzie On jest?! -Brunetka spojrzała wściekle na zdezorientowaną An.  
-Mateusz? Wyjechał rano do Warszawy, przecież mówił Ci o tym od tygodnia. -Rzuciła wokalistka, lekko zdenerwowana.  
-Ta jasne, pewnie do kochanki pojechał, ale ja sobie na niego poczekam. -Paulina usiadła wygodnie na kanapie, od razu wyjmując z torebki pilnik do paznokci. 
-Em, no wiesz... Jesteśmy zajęci. -Anett zmarszczyła czoło, patrząc jak dziewczyna jej brata zaczęła piłować swoje długie paznokcie. Że też Ona swoje obcina dla gitary, a też kiedyś miała takie długie i to naturalne, a nie, że żele czy hybrydy.  
-Nie przeszkadzaj sobie. -Paulina nawet nie podniosła wzroku znad swoich paznokietków.  
-No, będziesz mi przeszkadzać i to tak trochę bardzo. -Ton blondynki lekko się zaostrzył. -Ja i Kyu od dawna nie byliśmy sami, wiesz, tak sam na sam i... No wiesz... -Anett złudnie miała nadzieję, że da kobiecie do zrozumienia, że lepiej, żeby wyszła, ale jej odpowiedź wyprowadziła wokalistkę z równowagi. 
-Nie mam zamiaru oglądać z wami tych waszych chińskich bajek, także naprawdę, za chwilę nie będziecie zwracać na mnie uwagi... -Słysząc te słowa Aneta zacisnęła wargi w cienką kreskę. “Kobieto, mam ochotę odstawić naprawdę niezłego Hentaica, więc rusz tymi swoimi szarymi komórkami i domyśl się, o co mi chodzi... A nie, dobra, nie bez powodu byłaś jedną z najgłupszych lasek w klasie. Jakim cudem ty w ogóle skończyłaś szkołę?” Pomyślała, po czym ciężko westchnęła. 
-Posłuchaj no! To moje mieszkanie i mam ochotę pieprzyć się ze swoim facetem, a twoja obecność będzie mi cholernie przeszkadzać, także... Wypierdalaj! -Od razu wskazała kobiecie kierunek do drzwi. Kouyou, który akurat wyjrzał z pokoju, widział jak Anett wręcz zagotowała się ze złości i nawet miał ochotę się z całej tej sytuacji śmiać, ale wolał obserwować niezauważenie dalszy rozwój sytuacji. 
Paulina na słowa Anety wstała i podeszła do niej, mierząc w jej stronę swoim pilniczkiem.  
-A kto wielce twierdził, że to mieszkanie, to nie burdel? -Brunetka zmrużyła powieki. 
-To moje mieszkanie i akurat ja będę tu robić co chcę. Także wyjdź w końcu, bo za chwilę zmarnujesz mi pół dnia kręcenia facetowi tyłkiem przed nosem. -Anett miała wrażenie, że zaraz złapie ją za te czarne, farbowane kudliska i wyprowadzi, jednak obyło się bez agresji. Paulina grożąc pod nosem, że poskarży się Mateuszowi, jak jego siostra go traktuje, w końcu wyszła.  
Anett słysząc zamykające się drzwi, poszła za nią, by pozamykać je na wszelkie możliwe zamki, by nikt niepowołany już im nie przeszkodził. Kiedy wróciła do salonu, odetchnęła jakby z ulgą.  
-No kochanie, tego bym się po tobie nie spodziewał. -Uruha cicho gwizdnął z podziwu, ale zaraz uniósł ręce w geście poddania, kiedy blondynka spojrzała na niego morderczym wzrokiem. -Ale Cię pocieszę. Twoje pół dnia kręcenia mi tyłkiem przed nosem nie pójdzie na marne, teraz już na pewno nie. -Dodał, obserwując jak Anett upiła łyk wody, patrząc na niego. Spokojnie do niej podszedł, przypierając jej ciało do lodówki. -To na czym skończyliśmy?  

     W końcu dotarł pod zapisany w telefonie adres. Nie sądził, że będzie się tak źle czuł po tak długim locie i jeszcze kilku dodatkowych godzinach za kierownicą, ale w końcu dotarł na miejsce. A to w sumie był dopiero początek podróży. Przed wejściem do klatki odczytał jeszcze sms od Kouyou, żeby trochę przedłużył wyjazd Rin. No, ta dwójka musi się nieźle bawić.  
W końcu pokonał schody na czwarte piętro i zapukał do drzwi. Kiedy czerwonowłosa je otworzyła, szybko trzasnęła nimi, po czym znowu je otworzyła.  
-T...Taka, co ty tu robisz? -Rin nie wierząc własnym oczom, otworzyła je szeroko.  
-Spodziewałem się po tobie więcej entuzjazmu, no ale... Jestem.  
-Takanori... -Niespodziewanie kobieta rzuciła się w ramiona wokalisty. -A już myślałam, że sobie gdzieś sam poleciałeś, kiedy wspominałeś o samolocie.  
-Kochanie, wiesz, że bez Ciebie bym nigdzie nie poleciał. -Ruki nawet cicho się zaśmiał.  
-Tylko wiesz... Moja mama i ojczym wyjechali na większe zakupy, więc ich trochę nie będzie, a ja zaraz musze wyjść na pociąg. -Rin, po wejściu wgłąb mieszkania, spojrzała na walizkę. 
-Wiem, ale nie idziesz na pociąg, tylko pojedziemy samochodem, ale muszę odpocząć. No i Kouyou coś pisał, że są z Anett zajęci i trochę im zajmie. -Wzrok Takanoriego zaraz utknął na widocznym pod cienkim ramiączkiem bluzki, tatuażu kobiety, który ta zaraz zasłoniła zakładając bluzę. Rin odwróciła się w jego stronę z widocznym zmartwieniem na twarzy. 
-No tak, An coś pisała, że Mateusz im ciągle siedzi na głowie, a dzisiaj wyjechał i ma zamiar to wykorzystać. Biedy Kouyou. -Katherine wręcz się zaśmiała. -Napijesz się czegoś. -W odpowiedzi Takanori jedynie kiwnął głową i zaraz poszedł za nią do kuchni. Tam objał ją od tyłu, wtulając się w jej plecy, a twarz schował z zagłębieniu jej szyi.  
-Tęskniłem. -Szepnął cicho. -Ale widzę, że coś Cię gryzie.  
-To nic, po prostu nie byłam przygotowana na to, że przylecisz. -Rin odwróciła się w stronę wokalisty, z lekkim uśmiechem. 
-To znaczy? -Takanori pytająco uniósł brew ku górze. 
-To znaczy, że mogłeś mi dać znać, że przylecisz, przesunęłabym wtedy wyjazd do An o kilka dni. 
-Nic nie mówiłem, bo w końcu to niespodzianka kochanie. Tutaj tylko Kouyou wie o moim przyjeździe. -Takanori wyszczerzył się, a Kathy spojrzała na niego z oczami niczym pięciozłotówki. 
-Przecież jak Anett Cię zobaczy, to Cię zamorduje. -Rzekła czerwonowłosa. -Tylko mi nie mów, że masz zamiar ją teraz jeszcze próbami męczyć.  
-Nie, spokojnie. W końcu jesteśmy na urlopie, co nie? -Ruki zaśmiał się głupkowato, lekko drapiąc się po głowie. W sumie to nawet o tym nie pomyślał. 

     Niepotrzebnie spędził godziny w samochodzie, jadąc tam i z powrotem. Gdyby poinformowali go wcześniej o zmianie terminu spotkania, pewnie od razu by zawrócił, ale nie... Poinformowali go dopiero gdy dotarł na miejsce, mimo, że wiedzieli wcześniej. Szlag by ich wszystkich trafił. W drodze powrotnej jeszcze telefon od jego dziewczyny, skarżącej się na zachowanie jego siostry. Jak On miał jej dość- dziewczyny oczywiście. Anett miała rację, powinien znaleźć sobie kogoś mądrzejszego. A odebrał tylko dlatego, że Paulina wydzwaniała do niego od samego rana i w końcu nie wytrzymał.  
Kiedy dotarł do mieszkania, wszedł cicho i już wiedział, dlaczego jego kochana siostrzyczka tak „brutalnie” wyprosiła Paulinę z mieszkania, w końcu mieli być sami. Z laptopem i słuchawkami na uszach usiadł w salonie. W końcu miał tydzień na dopracowanie swojego projektu. Nagle dotarła do niego cisza z pokoju blondynki. 
-Skończyliście już tam?! -Zawołał z wrednym uśmieszkiem na twarzy. Fakt, musiał chwilę poczekać, aż jego siostra wyszła z pokoju, ale jej mina od razu poprawiła mu cały dzień. 
-Kiedy wróciłeś? -Zapytała blondynka z wyraźnym zaskoczeniem na twarzy, no i oczywiście zażenowaniem. 
-Nie dawno, ale zdążyłem swoje wysłuchać. No siostra, nie wiedziałem... 
-Cicho bądź. -Warknęła Anett, przerywając bratu. 
-Spokojnie, nie powiem ojcu o waszych zabawach. A tak swoją drogą, to nie zapomniałaś o czymś, a właściwie o kimś? -Mateusz uniósł brew ku górze, obserwując jak cała para z blondynki nagle zeszła. 
-Cholera. Rin, miałam ją odebrać z dworca. -Po tych słowach wokalistka spojrzała na zegarek. -Za Chiny ludowe nie zdążę. – W tym momencie po mieszkaniu rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi. -A teraz kogo to licho niesie? -Z potworem nabuzowana An poszła otworzyć drzwi. Kiedy to zrobiła, z jednej strony się ucieszyła, ale z drugiej... Co ta mała wredna blond Chihuahua robiła przed jej drzwiami?! 
-R...Ru...Ruki? -Zaskoczona mina Anett była wystarczająco zabawna, żeby Rin parsknęła śmiechem. Anett wyglądała, jakby całe powietrze z niej uszło, a brew wraz z dolną wargą lekko drgały. 
-Tak, dokładnie. Twój Kat we własnej osobie przybył na miejsce egzekucji. - Wokalista uśmiechnął się szeroko i wszedł do mieszkania, mijając Anett, która odwróciła się za nim. 
-Na mnie nie patrz, sama nie wiedziałam, że przyleci. -Mruknęła Katherine, lekko klepiąc przyjaciółkę po ramieniu.  
-Mój urlop właśnie się skończył, a już zaczęło być tak miło. -Blondynka cicho westchnęła, patrząc jak Takanori powoli zmierza w kierunku salonu. Ten jednak po przywitaniu się z Mateuszem i Kouyou zaraz się wrócił, wychodząc, ponieważ przypomniał sobie o walizkach pozostawionych w samochodzie. 
-Wydaje mi się, że Ruks też chce odpocząć, także spokojnie. -Rzuciła Rin idąc z Anett do salonu. Blondynka jednak weszła do swojego pokoju by trochę tam posprzątać i zrobić miejsce w szafie. Ledwo skończyła, gdy do pokoju wszedł Kouyou wraz z dwójką nowych gości. 
-No Anett, ty jednak minęłaś się z powołaniem, bo byłby z Ciebie świetny dekorator wnętrz. Chociaż... Trochę za dużo Uruhy w tym pokoju. -Zaśmiał się wokalista, od razu czując na sobie wrogie spojrzenie blondynki. 
-A mi się tam podoba. -Kouyou wzruszył ramionami, zarazem posyłając w stronę przyjaciela wredny uśmieszek.  
-Narcyz z Ciebie Kouyou, to już pewne. -Westchnęła Katherine lekko kręcąc głową.   

     Gdy Rin z Takanorim się rozpakowali, dziewczyny udały się na wieczorny spacer z psem. Mateusz w sumie też gdzieś wyszedł, twierdząc, że musi coś załatwić. Kouyou i Takanori zasiedli na kanapie w salonie, mogąc w końcu spokojnie pogadać. 
-Martwisz się? - Zapytał wokalista, kątem oka spoglądając na gitarzystę.  
-W sumie to już nie. An wraca do siebie, z dnia na dzień jest w coraz lepszym humorze. Bardziej to Kiyomi ze swoimi pomysłami mnie przeraża. Nie mówiłem jej jeszcze tego, ale ta cała sprawa z Yakuzą to Mitsutake. -Kouyou cicho westchnął. 
-Kiedy o tym pisałeś, wyglądało to groźnie. - Takanori oparł się wygodnie, spoglądając w sufit. 
-Mikoto zbadał sprawę. Okazuje się, że mimo wyjazdu tej mendy, nadal ma kontakt z Kiyomi. Chyba --Chcieli nastraszyć An, żeby nie chciała wrócić do Japonii.  
-Co za idioci,  Akuma musi wrócić, trasa za niedługo. Przecież gdyby teraz zrezygnowała, to dopiero było by po nas... -Nagle Ruki zauważył, jak Kouyou spogląda na niego kątem oka. -Aaaa, że o to im chodziło, niezłe zagranie. A ty jak się trzymasz? 
-Wiesz... Pierwszy tydzień tutaj jeszcze mnie trzymało, ale chyba cała ta sytuacja z Anett mnie po prostu oderwała od tego. W tym jednym An ma rację, to też jej dotyczy, a wszyscy skupili się na mnie i na Miko. No, ale dość o mnie, lepiej mów, co Ci odbiło nagle tu przyjeżdżać. Rin pewnie chciała Cię zabić za tą niespodziankę. -Uruha cicho się zaśmiał. 
-Etto, no stęskniłem się za Rini. Polecieliście zostawiając nas z całym tym bałaganem przed trasą, więc zrobiłem swoje no i jestem. -Ruki zaśmiał się głupkowato. 
-No wzięło Cię stary, nieźle Cię wzięło. -Brunet wstał i podszedł do lodówki, śmiejąc się pod nosem. 
-A Ciebie to nie wzięło? Jakoś pamiętam jeszcze, jak chciałeś ją tylko przelecieć, a teraz chcesz zakładać z nią rodzinę. No i latasz za nią przez pół świata, bo Ona tego chce. -Blondyn uniósł brew ku górze, patrząc cały czas na przyjaciela. 
-Nie wracajmy do tego co było, a w dodatku ty przeleciałeś pół świata, bo się stęskniłeś za swoją lubą, a An chciała, żebym z nią leciał, niechętnie w dodatku, żeby mnie wyrwać od tego co się stało. -Nagle gitarzysta ponownie się zaśmiał. -Wiesz... W sumie to nas obu nieźle wzięło. 

     Anett i Katherine spacerowały po osiedlu. W tym czasie wokalistka opowiadała przyjaciółce co się działo przez ostatnie kilka dni. 
-... Ja rozumiem, że się zaprzyjaźnili, ale nie muszą wszędzie razem łazić, przez to Kris ciągle go przyprowadza. Ale w sumie ma to też swoje plusy. -Anett spojrzała w tym momencie przed siebie. 
-Czekaj, czekaj. Marcinek i plusy? No An, nie spodziewałam się. -Czerwonowłosa parsknęła śmiechem, a Anett spojrzała na nią kątem oka, unosząc brew ku górze. 
-Marcin chce, żebym do niego wróciła co nie? A to drażni Kouyou, więc Kyu stara się mu zrobić na złość, jeśli wiesz co mam na myśli. -Nagle na twarzy wokalistki zagościł ten jej wredny uśmieszek. 
-Oj, doskonale wiem co masz na myśli. -Kobieta przytaknęła głową. 
-No, a że Kouyou ma więcej za uszami niż nam się wydawało, to musi się starać.  
-Czy mi się wydaje, czy paskuda się z Ciebie robi? -Zapytała Rin, podchodząc z Anett pod dom. Blondynka odpowiedziała tylko krótkim “A no” i powoli otworzyła drzwi. 
Kiedy weszły do mieszkania, pies od razu uciekł w stronę salonu, zadowolony wskakując na kanapę między Takanorim, a Kouyou. 
-O, a co to za słodziaczek? -Ruki lekko się uśmiechnął i zaraz zaczął głaskać psa. 
-Pies Anett, ale z tym słodziakiem bym nie przesadzał, wredny jest. -Rzucił Kouyou, patrząc kątem oka na psa, a ten spojrzał na niego najsłodszym wzrokiem jakim tylko mógł. 
-Nie wredny, tylko inteligentny, ale już zaczyna Cię lubić kochanie. -W tym momencie przed nimi pojawiła się wokalistka, dzierżąca w rękach jakiś ręcznik. -Kiko, a łapki to kto umyje, co? Chodź. -Dodała, a pies niczym sarenka zeskoczył z kanapy i wesoło pobiegł za nią do łazienki.  
-Teraz Cię rozumiem stary, robisz psu konkurencję. -Takanori parsknął śmiechem, o mało samemu nie lądując pod stolikiem ze śmiechu. 
-Z tego co wiem, to Kiko nie jest u was codziennie, więc nie przesadzaj Kyu. -Wtrąciła Rin.  
-Od teraz, przez tydzień z nami będzie, to sami się przekonacie. -Gitarzysta przewrócił oczami. -Lubię tego małego futrzaka, ale ostatnio jest okropnie zazdrosny o nią, czasami nawet nie mogę się do niej zbliżyć, bo zaraz szczeka. 
-Wiesz Kouyou, nie chcę Cię martwić, ale jemu raczej chodzi o to, żebyś się w tym czasie z nim pobawił, a nie tylko mną się zajmował. -W tym momencie Anett ponownie weszła do salonu, a Kiko z rozbiegu wskoczył Kouyou na kolana.  
-An ma chyba rację. -Stwierdziła Katherine i zaraz wszyscy z wyjątkiem Uruhy zaczęli się śmiać.  

  W nocy Kouyou próbował zasnąć, jednak leżący na jego nogach Kiko skutecznie mu to uniemożliwiał. Nawet wolał się nie poruszać, by nie zbudzić śpiącego, jak mu się wydawało, psa. Kiedy w końcu czuł, jak odpływa w objęcia morfeusza, nieświadomie obrócił się w stronę Anett chcąc ją przytulić. Nagle się rozbudził ze strachu, kiedy coś poruszyło się w jego stronę, a nad uchem usłyszał ciche warczenie. Powoli podniósł powiekę, spoglądając na siedzącego obok jego głowy psa. Odetchnął z wielką ulgą, że to jednak tylko mały piesek, ale nie dawało mu spokoju, że Kiko reagował tak za każdym razem, gdy u nich nocował. Kiedy gitarzysta chciał przytulił An, pies zaraz do niego podbiegał i warczał.  
-O co Ci mały chodzi, co? -Kouyou cicho szepnął, drapiąc zwierzaka za uchem. Ten ku jego zdziwieniu położył się zadowolony obok. Brunet przewrócił oczami i sięgając ręką, by objąć An, objął również psa przytulając go do siebie, a Kiko polizał go po ręce i zaraz ułożył się wygodnie wtulając się w niego. No i oczywiście okazało się, że Anett, znowu miała rację, a może po prostu dobrze zna swojego zwierzaka, skoro od razu wiedziała, że ten mały, głupiutki piesek jakby się wydawało, naprawdę jest inteligentny na swój sposób, a przez ten cały czas chodziło mu tylko o odrobinę czułości ze strony gitarzysty. “Reszta na pewno padnie ze śmiechu, kiedy to odkryją” pomyślał Kouyou, w końcu zasypiając.

26 wrz 2021

Rozdział 43

 A no witam :) Wiem, znowu rozdział dodaje z opóźnieniem, ale mimo tego, że był wcześniej gotowy, musiałam go dopracować. I tak ogólnie, to chciałabym coś wyjaśnić przed rozdziałem, więc będzie trochę dłużej niż zazwyczaj.
Wiecie, bardzo zależy mi na waszych komentarzach i cieszę się, że ostatnio pokazało się ich trochę więcej (Mówię również o tych poza rozdziałami) i mam nadzieję, że idąc za przykładem coraz więcej z was zacznie komentować :)
Jednak do jednego komentarza chciałabym się odnieść: 
1. Dramy -No, takie opowiadanie no, które składa się z dram, bo inaczej byłoby nuuudno i w sumie gdzieś na 24 rozdziałach mogłabym skończyć. Mamy 43ci rozdział z zaplanowanych około 180ciu i uwierzcie mi, jeszcze nie raz będziecie chcieli mnie zamordować za moje pomysły. I oczywiście NIE będę przepraszać za gatunek, jaki wybrałam dla tego opowiadania...
2. Nazwanie babci Anett "gestapo" -Jeżeli ktoś się zaśmiał z tego stwierdzenia, proszę bardzo, nie potępiam, bo jak wpadłam na ten pomysł, też się nawet zaśmiałam, ale potem do pewności zajrzałam w te nasze magiczne internety. Tak, praktycznie zawsze, jak chcę użyć jakiegoś stwierdzenia, nazwy, czy o czymś napisać, robię sobie reaserach. I teraz do osób OBURZONYCH: Nie użyłam tego określenia w celach humorystycznych!! To, że coś wyjdzie zabawnie, lub wydaje się żartem nie zawsze nim jest! Użycie określenia "gestapo" miało na celu jedynie pokazać jaki bohaterka ma stosunek do danej osoby. Jak ktoś nie zauważył, to An nie cierpi swojej babci, plus to, dlaczego ją tak nazywa było opisane na samym początku poprzedniego rozdziału.
3. I teraz będzie brutalnie -Jeżeli nie chce wam się czytać tego opowiadania... NIE CZYTAJCIE! Przecież nikt was nie zmusza, nie przywiązuje do krzesła i nie każe czytać... Ja piszę hobbystycznie, nie zarabiam na tym i uwierzcie mi, nie, żeby nie zależało mi na cyferkach w statystykach, jednak wolałabym chyba mniej wejść, ale osób, które komentują. A i jeszcze jedno... Komentujcie proszę z sensem. Akurat komentarz do którego się odniosłam był według mnie i według jeszcze kilku osób bezsensowną krytyką, niewnoszącą niczego, a nie, przepraszam, wniósł... Ale tylko tyle, że ja i te kilka osób mieliśmy się z czego pośmiać, ale przecież nie o to w tym chodzi. 
Miłego czytania :3

Rozdział 43: 
 
Minęło zaledwie kilka dni, a Kouyou zdążył się przyzwyczaić do pobytu w Polsce, chociaż nadal nie wiedział, co Anett przed nim ukrywa. Jednak postanowił się tym nie przejmować, z nadzieją, że w swoim czasie się o wszystkim dowie. Tego ranka postanowił, że sam wyprowadzi Kiko, zarazem układając plan na ten dzień. Nie, żeby nie zwiedział, w tej kwestii Mateusz był bardzo aktywny, ale gitarzysta chciał spędzić trochę więcej czasu sam na sam z Anett.  
Blondynka w tym czasie siedziała przed komputerem, odczytując maile z wytwórni, które nazbierały się w ciągu tych kilku dni. Nagle zadzwonił jej telefon. Mimo nieznanego numeru, postanowiła odebrać, w końcu, skoro to z Japonii, to pewnie praca.  
-Słucham? 
-Uważaj, jesteś na celowniku Yakuzy... -Anett usłyszała nieznajomy, męski głos i w sumie, tylko tyle usłyszała, bo osoba po drugiej stronie natychmiast się rozłączyła.  
-Co jest grane? -Warknęła Anett pod nosem. 
-Coś się stało kochanie? -Zapytał Kouyou, który właśnie wrócił. Zmartwiony podszedł do blondynki. 
-Nie nic. Pewnie znowu jacyś ankieterzy. -Odpowiedziała spokojnie wokalistka, ale Kouyou jakoś nie chciał w to wierzyć. 
-No skoro tak twierdzisz. Co powiesz na małe zakupy dzisiaj? -Uruha się uśmiechnął.  
-Przecież lodówka jest pełna. -Rzuciła An.  
-Wiesz, że nie o to mi chodzi. 
-Naprawdę chce Ci się po wczorajszym latać po centrach handlowych? -Anett przewróciła oczami w niezadowoleniu. Dobrze wiedziała co ją czeka na zakupach z Uruhą. 
-Obiecałaś mi. -Mruknął Kouyou, pochylając się nad An.  
-Ty się lepiej ciesz, że ta menda Cię jeszcze do Auschwitz nie wywiozła. Chociaż nie, to akurat szkoda, bo po tym nie chciałoby Ci się iść na zakupy.  
-Słyszałem! -Rzucił Mateusz krzątający się po kuchni. No tak, Anett w ciągu tych kilku dni tak przywykła do tego, że Kouyou starał się mówić po polsku, że japońskiego używali tylko w przypadku “prywatnych” rozmów, gdzie lepiej, żeby nikt ich nie rozumiał.  
-Raczej myślałem o tym, że Mateusz na pewno nie pójdzie, więc będziemy mieli więcej czasu dla siebie. -Uśmiech z twarzy bruneta nie znikał, a Anett nagle odwróciła głowę w jego stronę. 
-Ty... Ty jednak dobrze kombinujesz. -Blondynka pokiwała głową. -Ale jak będzie tak jak ostatnio w Tokyo, to zawiśniesz na miejscu swojej gitary. -Dodała, po czym wstała i udała się do łazienki, bo przecież mimo wszystko powinna jakoś wyglądać.  

     Akira gryziony wyrzutami sumienia, postanowił sam spotkać się z Kiyomi i spróbować coś od niej wyciągnąć. Nie był pewien, czy przypadkiem nie pogorszy sprawy, ale przecież tu nie chodziło tylko o Kouyou, czy Anett.  
Czekał już w umówionym miejscu, na parkingu pod szpitalem, nieświadomy, że to był jedyny ślepy punkt dla kamer. W końcu dostrzegł brunetkę zmierzającą w jego stronę.  
-Nic się nie zmieniłaś. -Warknął basista, kiedy kobieta do niego podeszła.  
-A ty za to mnie zaskoczyłeś. Nie spodziewałam się, że odezwiesz się do mnie po tylu latach. -Kiyomi jak zwykle nabrała na twarz ten swój wykurzający każdego, wywyższający uśmieszek.  
-W co ty grasz? -Akira nie miał zamiaru ukrywać, dlaczego się z nią spotkał.  
-Ja? W nic. Staram się tylko odzyskać to co moje. -Warknęła Kiyomi, mrużąc niebezpiecznie powieki.  
-Wiem, że maczałaś palce przy wypadku Miko. I wiem o tobie i Kouyou. -Basista nie schodził z agresywnego tonu.  
-Ładnie, ładnie, ale nic na mnie nie masz. Ale za to ja coś wiem o tobie i bardzo mi się to nie podoba. Nie wiem czy Kouyou jest taki ślepy, czy udaje, że o niczym nie wie, ale raczej to pierwsze. W końcu sam lata za tą małą suką, niczym zakochany piesek, no chociaż tak się wam wydaje.  
-Skąd o tym wiesz. -Akura zacisnął pięść.  
-Nie jestem ślepa, a po drugie jakoś specjalnie się nie ukrywacie. Robisz to z zemsty, że zwinął Ci tą małą sprzed nosa, co? -Brunetka przechyliła lekko głowę w bok. 
-Kocham ją. -Warknął ponownie basista, wkurzony tym, jak kobieta zaczęła się nim bawić. 
-Taa, tak jak Kouyou kocha Anett. Ona pewnie się zastanawia, gdzie jej ukochany znika po nocach i szkoda, że biedaczka nie wie, że nasz drogi Kouyou najpierw pieprzy się z nią, a potem potulnie wraca do mnie. -Po tych słowach Kiyomi jak gdyby nigdy nic odwróciła się i poszła w swoją stronę. Akira potrzebował jeszcze chwili, by przetrawić w myślach słowa, które właśnie słyszał. Czyżby naprawdę, aż tak pomylił się co do swojego przyjaciela?  
-Fuck. -Mruknął pod nosem, powstrzymując się, by nie przywalić z pięści w swój ukochany samochód. 

    “Któż to wymyślił, żeby w jednym mieście znajdowały się trzy centra handlowe? Cholera” myślała Anett, pokonując labirynt wśród sklepów, a mimo, że to miejsce znała najlepiej, zawsze się tutaj gubiła. Odetchnęła z ulgą, kiedy w końcu udało im się wyjść na część jadalną. 
-Jakoś dziwnie się czuje... -Zaczął Kouyou, kiedy w końcu usiedli przy jakimś stoliku. 
-Tak anonimowo? Masz rację, to dziwne uczucie. -Anett nie spuszczała wzroku z grupy nastolatków siedzących nieopodal. -Ale jak się nie zamkniesz, to ja anonimowość się skończy. -W tym momencie spojrzała w stronę gitarzysty. 
-Mangowcy. Też kiedyś siedzieliśmy tak całymi dniami, dlatego daje im rok, góra dwa i każde pójdzie w swoją stronę. -Blondynka cicho westchnęła, zanurzając się myślami w wspomnieniach. W końcu się zaśmiała, kręcąc delikatnie głową.  
-Tęsknisz za tym. -Stwierdził brunet, dokładnie przyglądając się wokalistce.  
-Czasami. Człowiek był wtedy młody, nie myślał o tym, co będzie dalej, a kłopoty w które się pakowało, były błahe. -Anett spokojnie odłożyła kubek z napojem, którego łyk wcześniej upiła. Kiedy Akuma zaczynała mówić w ten sposób, Kouyou czuł niepokój. 
-Chodzi o ten telefon z rana? -Zapytał, nie będąc pewnym, czy dostanie odpowiedź. 
-Trzymałam się od tego najdalej jak się dało, pilnowałam Krisa, żeby nie pakował się w kłopoty, a i tak coś ode mnie chcą. -Akuma nie wychodziła z zamyślenia, tak jakby wszystko wokół okryte było mgłą, docierał do niej jedynie głos bruneta, ale nadal jej z tego nie wyrywał.  
-O czym ty mówisz? -Uruha zmarszczył czoło, próbując coś zrozumieć z tego bełkotu.  
-Dziwne, że ktoś z Japonii dzwonił na mój polski numer, skąd w ogóle go miał...  
-Anett, tutaj jestem. -Przerażony już Kouyou próbował zwrócić na siebie uwagę wgapionej w grupkę niezwracających na nikogo uwagi osób Anett, a Ona miała wrażenie, jakby wszystko jeszcze bardziej pokrywało się mgłą, jakby oderwała się od rzeczywistości, nie zwracając uwagi na to, że swoje myśli wypowiada na głos. 
-Yakuza. -Szepnęła blondynka, a Uruha przełknął głośno ślinę, wręcz momentalnie go sparaliżowało. -Kiyomi... -Szepnęła ponownie, jakby wracając. Spojrzała na Kouyou tymi swoimi lodowatymi tęczówkami. -Nie rozumiesz? -Zapytała, cicho wzdychając. 
-Co Kiyomi ma.... -Mężczyzna nagle przerwał, układając wszystko w głowie.  
-To tłumaczy to zacieranie śladów. -Anett zmrużyła powieki. -To tłumaczy, dlaczego jest tak pewna swego.  
-Dlaczego nie powiedziałaś mi od razu?  
-Nie chciałam Cię martwić. -Wokalistka wzruszyła ramionami. 
-Wcale się nie zmartwiłem, jak odleciałaś przed chwilą. Co się z tobą dzieje? -Uruha przyglądał się jej uważnie, czy przypadkiem zaraz znowu nie pochłonie się w myślach, tak jak przed chwilą. To nie był przyjemny widok. -Co to był za numer? -Anett zaraz podała mu odblokowany telefon. Brunet na spokojnie przejrzał listę ostatnich połączeń, a numer, który znalazł wydawał mu się dziwnie znajomy.  
-I co? -Blondynka uniosła brew ku górze, mając dośc tej niezręcznej ciszy. 
-Kojarzę ten numer. Pogadam z Mikoto, może coś znajdzie, ale mam wrażenie, że ktoś chce Cię nastraszyć, żebyś nie wracała do Tokyo. -Uruha oddał kobiecie telefon.  
-Kiyomi... -Szepnęła blondynka. -Kiedy to się skończy? -Dodała, a jej twarz wyglądała na zmartwioną.  
-Spokojnie kochanie, pewnie niedługo jej się znudzi i zrozumie, że nic z tego. -Kouyou słabo się uśmiechnął, ujmując dłoń wokalistki.  

     Kiedy przyjechał do Temari, nadal miał w głowie słowa brunetki. Czuł, jakby w tamtym momencie wszystko się rozpadło. Przecież wierzył, a przez głupi żart okazało się, że okłamywał nie tylko siebie. 
-Gdzie byłeś? -Zapytała młoda dziewczyna, otwierając mu drzwi. 
-Widziałem się z Kiyomi. -Mruknął Akira wchodząc do środka.  
-Zwariowałeś?  
-Prosto w twarz mi powiedziała, że On ją zdradza, rozumiesz? Nadal chcesz to ukrywać? -Basista nie ukrywał rozczarowania.  
-Ale... Jak? Przecież... -Zaskoczona Temari nie potrafiła się wysłowić.  
-Przecież twierdzi, że ją kocha, wiem. -Dokończył basista, powoli wchodząc na górę. -Kłamie. Okłamuje nas wszystkich. -W końcu usiadł na kanapie. -Tylko nie rozumiem, po cholerę to wszystko planował. No tak, dziecko.  
-O czym ty mówisz? -Dziewczyna usiadła obok niego.  
-Kouyou zabrał Anett ze sobą do rodziców z jeszcze jednego powodu. Chciał się jej oświadczyć. Zakłamana gnida.  
-Skąd ty o tym wiesz? -Zaskoczona Temari przez chwile nawet się ucieszyła, ale koniec końców przypomniała sobie, co Akira powiedział jej przed chwilą.  
-Widziałem ten pierścionek. Do dzisiaj mu wierzyłem, że ją kocha i to jest najgorsze, wiedzieć, że twój najlepszy przyjaciel tak oszukuje osobę, która go kocha. -Basista odchylił głowę w tył. 
-Ty też go oszukujesz. -Wtrąciła brunetka.  
-Ale nie oszukuje Ciebie, a to różnica. Musimy jej powiedzieć. -Reita ciężko westchnął. 
-Teraz? Są w Polsce. Co? Zadzwonisz do niej i powiesz jej, że Kouyou ją zdradza? Albo wyślesz jej wiadomość. Musimy poczekać, aż wrócą, a wtedy rozpęta się chyba jakieś piekło. -Temari rozsiadła się wygodnie, próbując coś wymyślić.  
-Masz rację, musimy poczekać, a potem na spokojnie jej powiedzieć, zanim Kiyomi to zrobi. -Akira spojrzał na Temari ze słabym uśmiechem na twarzy. 

      Ledwo przekroczyli próg mieszkania, gdy do ich uszu dotarły jednoznaczne dźwięki z pokoju Mateusza. Anett podeszła do drzwi, w które uderzyła z pięści.  
-Mati, nie rób mi z mieszkania burdelu! -Po tych słowach blondynka skierowała się do swojego pokoju, a Kouyou obładowany zakupami poszedł za nią. Kiedy rozpakowali zakupy, Anett niby zmęczona zasiadła przy komputerze ze słuchawkami na uszach, a Kouyou postanowił popracować nad powrotem do formy. Przez chwilę siedział wgapiony w tą jedną jedyną nieopisaną tabulaturę na ścianie, aż w końcu zaczął grać. Z każdą kolejną minutą coraz bardziej przekonywał się, że skądś to doskonale zna. 
-Sayonara... -Szepnął, kierując swój wzrok na siedzącą w bezruchu i patrzącą na niego z przerażeniem w oczach Anett. 
-Tak. -Odpowiedziała An. 
-Ale jak? -Kouyou obserwował, jak kobieta wstała i powoli podeszła, siadając zaraz obok niego. 
-Nie mówiłam wam, że gram, bo nie chciałam wtrącać się do waszej pracy, ale kiedy Takanori stwierdził, żebym zajęła się balladą, już to miałam.  
-Przecież mogłaś powiedzieć, nie musiałaś kombinować. -Uruha zmrużył powieki. 
-Gdyby nie Kris, nie musiałabym kombinować. Jak plan “A”, w którym miałam zająć Yuu, żeby nie miał czasu się tym zająć, nie wypalił, musiałam kręcić nosem, aż w końcu nie wyszło tak, jak ja chciałam. -Anett wiedziała, że Kouyou od razu połączy fakty i domyśli się, co miała na myśli. 
-Spałaś z Yuu, tylko po to, by twój pomysł przeszedł. Wykorzystałaś go. -Brunet wstał odkładając swoją gitarę.  
-Brawo, zgadłeś od razu. -Rzuciła An, po czym ciężko westchnęła. 
-Wykorzystałaś Yuu, dla jakiegoś swojego durnego planu, zamiast od razu powiedzieć o co chodzi. Wykorzystałaś Akire żebym był zazdrosny, więc czego chcesz ode mnie? -Na twarzy gitarzysty pojawiło się rozczarowanie 
-Wróć do tego, co powiedziałeś o Akirze, a po drugie, nie wykorzystałam go, sam chciał pomóc, to On wpadł na pomysł z zazdrością. -Kobieta lekko się uniosła, od razu wstając. 
-Ostatnio naprawdę Cię nie poznaje. -Rzucił Kouyou, patrząc jej w oczy. 
-Bo wiesz o mnie trochę więcej? Nie udawaj takiego zaskoczonego. -Warknęła Anett oschłym tonem głosu. 
-Po prostu... -Gitarzysta od razu ugryzł się w język.  
-Po prostu co? Masz kolejną rzecz, którą możesz mi wypominać? Chociaż, gdybyś się wtedy tak nie uparł, żeby się mnie pozbyć, gdybyś nie negował wszystkiego co było ze mną związane i gdybyś to ty mnie nie sprowadził do Japonii, nie miałbyś mi czego wypominać.  
-Jeżeli tak osiągasz swoje cele, to naprawdę jesteś zwykłą dziwką. -Po tych słowach Kouyou stał chwilę nieruchomo, całkowicie zaskoczony. Spodziewał się piekącego bólu na policzku, ale nie tym razem. Tym razem Anett nie przyłożyła mu z liścia, tylko po prostu wyszła, przy okazji zabierając ze sobą psa. Uruha wiedział, że przegiął i to bardzo przegiął, a jej wyjście zabolało go nawet bardziej. Wiedząc, że Anett mu szybko tego nie odpuści, usiadł z powrotem na łóżku, a po kilku minutach dołączył do niego Mateusz. 
-Co? Kłopoty w raju? -Zapytał młodszy, siadając obok gitarzysty. 
-Po prostu powiedziałem o dwa słowa za dużo. -Kouyou schował twarz w dłoniach. -I chyba czeka mnie spanie na kanapie, aż do wyjazdu. 
-No to grubo. Wole nie wiedzieć o co wam poszło ani co jej takiego powiedziałeś, ale musiałeś ją nieźle wkurzyć, skoro wyszła. -Mateusz rozsiadł się wygodnie.  
-Ostatnio jej nie poznaje, jakby to nie była Ona. W dodatku te jej odloty... -Uruha zamyślił się na chwilę. 
-Taa, to mnie też martwi. Miewała tak przy stanach depresyjnych, chociaż kto ją tam wie, co jej teraz po głowie chodzi. -Młodszy westchnął, zaraz się prostując. 
-A ja przyczepiłem się o głupotę, która od dawna nie jest istotna.  
-Stary, mam do Ciebie jedną prośbę. Uszanuj to, że wpuściła Cię do swojego świata, bo dla niej to nie jest łatwe. Tutaj wraca do niej pełno niemiłych wspomnień, ale widzę, że w końcu postanowiła walczyć z przeszłością, nawet unika znajomych, żeby to do niej nie wracało, dlatego, jeżeli jej nie pomożesz, Ona nie da sobie z tym rady. Ona znika w myślach, a ty jej nie poznajesz przez przeszłość, której lepiej, żebyś nie ruszał. -Mateusz na koniec poklepał Kouyou po ramieniu, po czym wstał i wyszedł.  

    Muzyka w słuchawkach, chłodne powietrze i wieczorny spacer, chociaż blondynka i tak do końca nie potrafiła się uspokoić, nawet kolejny odpalony papieros nie pomagał. Nagle zauważyła idącego w jej stronę Krystiana, tyle, że ten nie był sam. 
-Fuck, tylko nie teraz. -Warknęła Anett sama do siebie, patrząc na dwójkę osób, które w rozmowie nawet nie zwróciły na nią uwagi. 
-O An, hej. -Powiedział Kris, kiedy “przypadkiem” wpadł na blondynkę. 
-Ta menda co tu robi? -Kobieta głową kiwnęła w stronę Marcina.  
-Dobrze Cię widzieć. -Wydusił Marcin, przyglądając się temu, jak Anett przez te kilka lat się zmieniła. -A twierdziłaś, że nigdy nie zafarbujesz się na blond. -Dodał z lekkim uśmiechem na twarzy. 
-To przejściowe. -Rzuciła An, przewracając oczami. 
-Matko, a Ciebie co ugryzło? -Odezwał się Kris, wyczuwając, że Anett jest na coś zła. 
-Nic mnie nie ugryzło, po prostu jestem zmęczona. W sumie to już wracamy do domu, co nie Kiko? -Ostatnie słowa Akuma skierowała do swojego psa, który w swój słodki sposób próbował się przywitać z nowo poznanym mężczyzną.  
-O, to świetnie, akurat dawno nie widziałem się z Kyu. -Kris uśmiechnął się szeroko, mimo niezadowolenia blondynki. 
-Kris, to nie jest dobry pomysł. -Anett przechyliła głowę w bok, wskazując wzrokiem na Marcina. 
-Oj tam, nie przesadzaj. -Po tych słowach Krystian ruszył w stronę jej domu.  
    Kiedy weszli do mieszkania, Kouyou wraz z Mateuszem siedzieli w salonie i gadali o jakiś głupotach. Sądząc po tym jak siedzieli rozłożeni na kanapie, ewidentnie im się nudziło.  
-Jestem i jest ktoś jeszcze. -Mruknęła Anett z niezadowoleniem w głosie wchodząc do salonu, a za nią Kris razem z Marcinem, jednak wokalistka zaraz zniknęła w swoim pokoju.  
-A jej co? -Zapytał Krystian po dłuższej chwili, gdy w końcu każdy zasiadł z piwem w ręku. 
-Pokłócili się. -Rzucił Mateusz, kiwając niby ukradkiem w stronę Kouyou. 
-Ty chyba nie... -Kirs spojrzał na przytakującego mu gitarzystę. -No ja Cię kiedyś dojadę, ile jeszcze będziecie to wałkować? To było zanim byliście razem, ale może mam Ci przypomnieć, co ty wtedy odwalałeś. 
-Kris... -Zaczął Kouyou powoli wstając. -Wiem, ale pojawiły się kwestie, o których nawet ty nie wiedziałeś. -Po tych słowach Uruha podszedł do drzwi pokoju. 
-A ty, gdzie? -Szatyn uniósł brew ku górze. 
-Pogadać, póki jeszcze nie wypiłem, bo jak spróbuje później, to ta diablica mnie zabije. -Po tych słowach zniknął w pokoju. Od razu zauważył Anett siedzącą przy komputerze z słuchawkami na uszach. No przynajmniej nie słyszała o czym rozmawiał z Krisem. Cicho wzdychając podszedł do niej, kładąc delikatnie dłonie na jej ramionach.  
-Przepraszam... -Zaczął, kiedy kobieta odłożyła słuchawki, jednak nie odwróciła się do niego. -Nie powinienem tak mówić. To co było wcześniej między nami... Żałuję tego, ale w jednym miałaś rację, chciałem się wtedy Ciebie pozbyć. Miałaś być na chwilę, taki był mój plan. I po tym wszystkim nadal się dziwię, że jesteś ze mną, twierdząc, że mnie kochasz... 
-A ty nadal usilnie starasz się to zmienić. -Warknęła blondynka, odwracając się w jego stronę.  
-An, kochanie, to nie tak... -Niestety Kouyou nie było dane znowu dokończyć, kiedy wokalistka ponownie mu przerwała z wściekłością wymalowaną na twarzy. 
-A niby jak? Wiem, miałam być na trzy miesiące, ty miałeś się zabawić i zniknąć, jak tylko wróciłabym do Polski, ale bum! Nie udało Ci się, zostałam na stałe. I kto tu kogo wykorzystuje, co? - Anett nie chciała dać mu dość do słowa, jednak gitarzysta zasłonił jej usta dłonią, chociaż z lekką obawą, że ta go zaraz ugryzie. 
-Anett, posłuchaj. To, że zostałaś, wiele zmieniło. Wiem, byłem dla Ciebie okropny, ale w końcu dotarłem do tego, że Cię kocham i każda myśl, że ty... Z kimś innym, przeze mnie, sprawia, że się wściekam, sam na siebie. -Uruha spojrzał błagalnym wzrokiem na Anett, a ta ciężko westchnęła, kiedy w końcu odsłonił jej usta. 
-Spałeś ze mną, kiedy byłeś z Miko, potem okazało się, że byliście już zaręczeni, a na koniec zrobiłeś jej dziecko. -Nagle Anett skrzyżowała ręce z dziwnym uśmieszkiem na twarzy. -Chyba jesteśmy kwita, oboje mamy się o co wściekać... 

     Tym czasem w salonie Kris stał pod drzwiami podsłuchując. Nagle odbiegł od nich, zajmując swoje miejsce. 
-Remis, pozamiatała go pod najcięższy dywan świata i już są pogodzeni. -Rzucił, szybko chwytając za swoje piwo.  
-Stary, ale z nią się tak nie da, wiesz o tym. -Stwierdził Marcin, przewracając oczami. 
-No wiesz, Kyu ma trochę więcej za uszami niż my oboje razem wzięci, chociaż... Ty w porównaniu do niego powinieneś się już dawno smażyć w piekle, ale no. I jak się kłócą, to sobie tak wypominają swoje grzeszki, aż do momentu, dopóki An nie wyciągnie swojego asa z rękawa, który będzie działał już zawsze, a po tym Kyu zawsze przez kilka dni lata wokół niej na każde jej zawołanie, także no, nie chcesz być na jego miejscu. -Kris na koniec się zaśmiał.  
-Kto lata, ten lata. -Rzucił Kouyou, stojący nad Krisem. -An zaraz przyjdzie, tylko coś dokończy. -Dodał, siadając na kanapie.  
-No co? To nie mnie bierze pod pantofel, tylko Ciebie, a ty się nawet postawić nie umiesz. 
-Kris, nie teraz. I może nie chce się stawiać, nie chce się z nią kłócić? Szczególnie nie teraz, nie kiedy Kiyomi grasuje i nie wiem co znowu wymyśli, wystarczy, że próbuje ją nastraszyć. -Kouyou szybko przeszedł na japoński, by pozostała dwójka go nie zrozumiała. Szatyn na tą wieść zrobił oczy niczym pięciozłotówki, jednak nie zdążył nic powiedzieć, ponieważ do salonu weszła Anett.  
Blondynka rozejrzała się po chłopakach po czym podeszła do lodówki, którą otworzyła. 
-Który bezszczel zabrał moją koronę? - Spojrzała złowrogo po każdym z nich. 
-Spójrz na półkę na drzwiach, powinna jeszcze jedna być. -Rzucił szybko Mateusz.  
-A no tak, tu jest jeszcze jedno. -Stwierdziła An głosem niewiniątka, a reszta głośno się zaśmiała. Wyjęła piwo z lodówki, od razu je otwierając i podeszła do nich. Chcąc zrobić Marcinowi na złość, usiadła Kouyou na kolanach, lekko się w niego wtulając. Od razu zauważyła jak pewność siebie jej byłego nagle osłabła.  
-Ej, jest nas nawet spoko ekipa, może zrobimy sobie “Horror night”? -Pomysłem nagle, jakby znikąd rzucił Kris, patrząc ciekawsko po reszcie. 
-Nie, nie dzisiaj. -Zamarudziła An, zaraz przystawiając butelkę do ust.  
-Aneta przecież nie cierpi horrorów. -Wtrącił Marcin z dziwną satysfakcją w głosie. 
-No nie, nie przesadzajmy, jeden to akurat trawi i to całkiem dobrze, nawet sama gra. -Kris wyszczerzył się szeroko w stronę przyjaciela. 
-Nie chce mi się dzisiaj grać, serio. Wystarczy, że ten gra po nocach. -Palcem wskazała na Kouyou, na którego zaraz spojrzała, a ich wzrok nagle się spotkał. -Nie patrz tak na mnie. Myślisz, że nie wiem co robisz “po wszystkim” jak ja śpię? -Dodała, z zwycięską miną na twarzy, sięgając dłonią po paczkę papierosów.  
-No stary, tego bym się po tobie nie spodziewał. -Krystian głośno się zaśmiał.  
-Skąd ty w ogóle o tym wiesz? -Zapytał Kouyou, obserwując, jak An powoli zaciąga się dymem papierosowym. 
-No bo czasami w nocy robi mi się zimno, to sprawdzam, czy przypadkiem nie zszedłeś mi na zawał. -Wokalistka powiedziała to dziecięcym, niewinnym głosikiem, jakby chciała go udobruchać. 

    No i wieczór tak mijał w miarę przyjemnej atmosferze. Chociaż, Marcin czuł nutkę zazdrości patrząc na Anett i Kouyou. Mimo wszystko postanowił się nie poddawać i poczekać jeszcze na pijackie potknięcie jego “konkurenta”. 
Anett spojrzała do swojej paczki papierosów, z smutkiem stwierdzając, że powoli się kończą. Nagle spojrzała przed siebie pustym wzrokiem, myśląc, ile paczek jej jeszcze zostało schowanych przed wszystkimi. Spokojnie stwierdzając, że ma jeszcze spory zapas wzruszyła ramionami, po paczkę Kouyou, którą przed chwilą otworzył.  
-Ej. -Gitarzysta natychmiast się wyprostował, a blondynka z papierosem w ustach spokojnie na niego spojrzała, odpalając zapalniczkę. -Ja już więcej z tobą nie pije. -Mruknął Kouyou udając oburzenie. 
-Ty to w ogóle nie powinieneś pić po ostatnim. -Syknęła An z przekąsem w głosie. 
-A co było ostatnio? -Zapytał Mateusz, szybko mrugając. 
-Ogólnie to po prostu się dziwię, że nie wywieźli go dwa metry pod ziemię, po czym budzi mnie rano i oznajmia mi, że wyglądam jak jego była. No trzymajcie mnie narody.  
-To przez włosy. Ja naprawdę przez chwilę myślałem, że to Miko śpi na kanapie w salonie. Chociaż nadal nie rozumiem, dlaczego na kanapie, a nie w łóżku. -Uruha próbował się jakoś wybronić, jednak na marne.  
-W sumie to ty powinieneś spać na kanapie w tym stanie, ale jakoś było mi Cię szkoda i w końcu twój dom, więc... Nie rozwijajmy tego tematu. -Wokalistka starała się okrężną drogą wytłumaczyć Kouyou o co jej chodzi, nie chcąc wchodzić w szczegóły przy Marcinie. A ten uważnie ich obserwował, czekając, aż z tego rozwinie się jakaś kłótnia, ale nie. Wszyscy zareagowali zgodnie, jakby wiedząc o co chodzi, poza nim i po prostu zmienili temat, w sumie to Anett go zmieniła oznajmiając, że jest głodna.  
-… Ale chipsy się skończyły. -Odpowiedziała bratu, pokazując mu pustą miskę. -Popcorn też. W sumie w zamrażalniku jest pizza i to chyba trzy, więc na nas wszystkich wystarczy. -Tym razem odpowiedziała sama sobie po czym wstała i przeszła do części kuchennej. Mateusz nagle stwierdził, że musi iść tam, gdzie król chodzi piechotą, Kouyou wstał i podszedł do An, a Kris z Marcinem zajęli miejsca na kanapie.  
-Kochanie, ale Ona jest zamrożona. -Stwierdził Uruha, widząc na ile minut Anett ustawiła mikrofalówkę, bo z piekarnikiem nie chciało jej się bawić. Zaraz objął ją od tyłu.  
-Oj, jak dam za dużo, to nie da się tego jeść. -Odpowiedziała, odwracając się w jego stronę z lekkim uśmiechem na twarzy. 
-Racja i przez to w końcu się przyzwyczaję, że ty zawsze masz rację. -Kouyou szepnął cicho, patrząc kobiecie w oczy. 
-O nie i się okaże, że jestem nieomylna i co ja wtedy zrobię? -Anett się zaśmiała, ale zaraz poczuła na swoich ustach pocałunek, który z miłą chęcią odwzajemniła. Pogłębiając pieszczotę, kątem oka spojrzała na Marcina, który wyglądał, jakby gotował się ze złości. 
Kris już wcześniej groźnym wzrokiem dał Marcinowi do zrozumienia, że nie przetłumaczy tego śpiewu dwóch zakochanych gołąbków. 
-Daruj sobie. Wiem, że czekasz, aż się pokłócą czy coś, ale Oni oboje ewidentnie robią Ci teraz na złość. -Rzucił Kris, patrząc na migdalącą się parkę. 
-To może jeszcze na złość mnie pójdą do łóżka. -Marcin starał się jakoś przekazać Krystianowi, że ten wcale nie ma racji. 
-Raczej nie, An ma taki mały problem, wiesz... Ludzie... -Szepnął Kris, patrząc jak drugi zrobił duże oczy patrząc na niego.  
-Kiedyś jej to jakoś nie przeszkadzało.  
-Kiedyś i chyba zbyt przyjemnie to jej nie było. A może to po prostu kolejna trauma po tobie. -Kris rzucił w stronę przyjaciela pytającym spojrzeniem, a odpowiedź otrzymał, kiedy Marcin ponownie spojrzał na całującą się dwójkę.  

19 wrz 2021

Rozdział 42

  A no dzień dobry wieczór. Jak też czas szybko leci, co nie? Wiem, nastąpiło małe opóźnienie, ale... Są sprawy ważne i ważniejsze, a składanie mebli należy do tych ważniejszych, wybaczcie ^^'
Do osób nienależących do grupy na FB (Do której serdecznie zapraszam) mam informację, że w zakładce "Bohaterowie" zaszło kilka zmian :)
No i mogłabym teraz wam płakać, że po ostatnim rozdziale chciałam się pobawić w An, ale wyszedł mi jakiś dziki blond i muszę teraz czekać, żeby rudy w końcu zrobić, ale wiecie co... Się chyba przyzwyczaiłam do wyglądania jak Miko xD (Tak Rin, nie wybaczę Ci tego!). Także no ten tego...
Miłego czytania :3

Rozdział 42: 
 
Niestety, tak jak blondynka się spodziewała, wredne Gestapo nie dało im pospać dłużej niż dwie godziny. Mateusz próbował powstrzymać starszą kobietę przed wejściem do pokoju Anett, ale bezskutecznie. 
-Babciu, ale naprawdę. Ja ją obudzę, ogarnie się i wszystko Ci opowie.  
-A czyja to walizka? To nie jest jej walizka, czemu są dwie? -Dociekliwa babka nie dawała za wygraną. 
-Naprawdę, Aneta Ci wszystko zaraz wyjaśni... -Mateuszowi nie udało się koniec końców zatrzymać starszej kobiety, a z racji tego, że przez półtora godziny nie było go w mieszkaniu, sam wolał nie wiedzieć, czy ta dwójka coś robiła czy nie, a jeżeli tak, to lepiej, żeby babcia nie odkryła tego sama. Niestety, kobieta z impetem otworzyła drzwi do pokoju. 
-Chryste Panie! A tu co się dzieje?!?! -Anett słysząc głos babci, najpierw otworzyła oczy, mówiąc: 
-Kurwa, Gestapo. - Po czym powoli się podniosła. -Cześć babciu. -Powiedziała z uśmiechem. 
-Dziecko kochane, co ty tu robisz? Z obcym facetem w łóżku?! -Na te słowa starszej kobiety Mateusz stojący za nią parsknął śmiechem.  
-Jaki On obcy? -Zapytał młody brunet, ale jego słów przez śmiech nikt nie zrozumiał. 
-C...Co się dzieje? -Zapytał Kouyou półprzytomny.  
-Nic, nic, śpij dalej. -Odpowiedziała Anett, a z racji tego, że odpowiedziała po japońsku, to nie spodobało się starszej Pani.  
-Co tam mamroczesz? Mów żesz po ludzku, a nie jakieś cin ciang ciong. -W odpowiedzi Anett jedynie wciągnęła głośno powietrze, by zaraz jak nie parsknąć śmiechem.  
-Ona chce mnie obrazić? -Zdezorientowany Kouyou próbował rozeznać się w sytuacji. 
-N...Nie... Wiesz... Idź już... Do łazienki... Lepiej... -Wydusiła z siebie An w salwie śmiechu jaka ją opanowała. -Cin, ciang, ciong... Muszę to zapamiętać. - Blondynka nadal nie potrafiła opanować ataku śmiechu.  
-Aneta, jesteś w Polsce, mów po Polsku. -Kobieta stała oburzona całą sytuacją.  
Kouyou postanowił posłuchać An i wstał, ale nie zdążył nawet wyjść z pokoju, gdy usłyszał charakterystyczne “Chrum”. Kolejna rzecz, której nie wiedział-Anett chrumka niczym świnka, gdy za mocno się śmieje.  
-Mateusz! Chodź tu szybko! Aneta ma chyba jakiś atak, albo naćpało się to czegoś, biednie dziecko. -Zawołała babka. 
-O nie! Świnka i kaczka w jednym mieszkaniu. Ale ja poczekam, aż Ona zrobi Hong Kong. -Mateusz w rozbawieniu oglądał całą sytuację. -Ale spokojnie, to tylko 48 godzin bez snu i jedynie dwie godziny spania po długim locie samolotem babciu. -Dodał, a kiedy usłyszał swoje wyczekiwane “Hong Kong”, wiedział, że trzeba zacząć działać. Mateusz podszedł do Anety, mimo, że ta przez chwilę nawet zaczęła się uspokajać 
-Dzięki, dałam radę sama. Już mi lepiej. -Anett wstała i wyszła z pokoju, a jej zdezorientowana babcia poszła za nią.  
-Kto to jest? Ledwo przyleciałaś, już sobie facetów sprowadzasz?  
-Babciu, po pierwsze, jakbyś nie zauważyła, byliśmy ubrani. Ja i Kouyou jesteśmy razem i przyleciał ze mną. Po prostu spaliśmy po podróży. -Aneta odpowiedziała bardzo spokojnie, chociaż cała sytuacja nadal ją bawiła.  
-No tak, twoja mama mi mówiła, że znalazłaś sobie jakiegoś faceta o trzynaście lat starszego. -Kobieta pokręciła głową w niezadowoleniu. 
-Em... No trafiłam sławnego, bogatego faceta to co? Mam nie korzystać? -Anett rozchyliła ręce, jakby nie do końca wiedziała co powinna powiedzieć w tej sytuacji.  
-A to czym zajmuje się ten twój cały Ko... Nawet imienia nie idzie normalnie wypowiedzieć.  
-Kyu, po prostu Kyu. I... -W tym momencie blondynka uciekła wzrokiem w bok. -Gra na gitarze. 
-A zawodowo? -Dopytała babcia, nie zwracając uwagi, że jej starszy wnuk, składa się ze śmiechu na kanapie. 
-No gra na gitarze. 
-Aneta, dziecko moje drogie, nie żartuj sobie ze mnie. 
-Ale ja nie żartuję. Jesteśmy w jednym zespole. -Młodsza starała się zachować spokój.  
-Muzyk, serio? Nie mogłaś sobie jakiegoś biznesmena wziąć albo informatyka? Chociaż twarz wydaje się znajoma. Ale ja nie znam się na tych waszych chińskich czy japońskich muzykach. -Kobieta machnęła ręką. Akurat w tym momencie Kouyou wyszedł z łazienki już odświeżony i ubrany.  
-Wiesz babciu po prostu wejdź do mojego pokoju.  
-Ten babochłop!  
-O! I teraz Cię obraziła. -Powiedziała Anett, orientując się, że Uruha stoi obok niej.  
-Spokojnie, do tego już się przyzwyczaiłem. -Odpowiedział Kouyou, czekając na reakcję An. 
-Ale w tej sukience naprawdę ślicznie wyglądałeś. -Powiedziała Anett używając japońskiego, ale nagle się zawiesiła, analizując to, co gitarzysta powiedział, a raczej po jakiemu powiedział.  
-Widzisz kochanie, On mówi po polsku, a ty nie potrafisz. -Babcia Anett uśmiechnęła się wrednie.  
-Jego kuzyn jest moim tłumaczem, a Kyu wziął sobie za punkt honoru, że nauczy się polskiego, w efekcie czego ja już nawet nie rozróżniam, kiedy mówi po polsku, a kiedy po japońsku. -Aneta sprytnie skłamała. Przecież nie mogła przyznać, że mężczyzna ją po prostu zaskoczył. -Ale wiecie co? Mam pomysł. Ja idę się ubrać i pójdę wyprowadzić psa, bo już chodzi w kółko, a wy sobie pogadajcie. -Jak powiedziała, tak z uśmiechem na ustach zrobiła.  

     Yuu wrócił ze studia niesamowicie zmęczony. Fakt, że Namiko z nim mieszkała ułatwiało wiele rzeczy, jak na przykład gotowanie, sprzątanie czy zakupy. Aoi od razu padł na kanapę, ciężko wzdychając. 
-Już jesteś? -Do jego uszu dobiegł głos kobiety, wychodzącej z kuchni.  
-Taa. Że też musieli wyjechać właśnie teraz. Szczególnie Kouyou. -Gitarzysta odchylił głowę w tył. -Jeszcze Takanori chce do nich dołączyć.  
-Martwisz się. -Namiko usiadła obok niego.  
-Nie. Akuma nie pozwoli mu odpuścić rehabilitacji, mimo, że już praktycznie wrócił do formy. A ten miesiąc przerwy wszystkim dobrze zrobi. Tylko te wywiady... 
Nagle rozległ się dźwięk telefonu kobiety. Ta zerwała się z miejsca i uciekła odebrać do pokoju, zamykając za sobą drzwi. Yuu został w salonie, chociaż słyszał, że kobieta z kimś się kłóciła przez telefon.  
-Coś się stało kochanie? -Zapytał brunet, kiedy kobieta wyszła. 
-Nie, to nic. -Namiko uśmiechnęła się delikatnie, a Yuu wiedział, że kłamie. Już od kilku dni miał wrażenie, że Namiko coś przed nim ukrywa. Nie chciał jednak poruszać kwestii dziwnych telefonów oraz jej zachowania, głównie z obawy, że ją straci. 
-Mówiłeś coś o wywiadach. -Kobieta przechyliła lekko głowę w bok. 
-Nie masz czym się martwić kochanie. -Yuu mimo złych przeczuć, powoli wstał, podszedł do Namiko i delikatnie ją przytulił. 

     Anett spokojnie spacerowała po osiedlu, starając się zebrać myśli, a piękna słoneczna pogoda tylko temu sprzyjała.  
Przecież spodziewała się, że ludzie nie będą zadowoleni z jej związku z Kouyou, w końcu to polska. I szybko przekonała się, że miała rację. Akurat przechodziła za ławką, na której siedziały dwie kobiety grubo po pięćdziesiątce, a jedną z nich była sąsiadka, która specjalnie wyszła na balkon, kiedy rano przyjechali.  
-...No i mówię Ci, że nie przyjechała sama. Jakiś skośnooki z nimi był i razem weszli do klatki. Chyba to jej jakiś facet albo kto ją tam wie.  
-Jakby porządnych chłopaków w Polsce nie było... -Kobiety pewnie rozmawiały by dalej, gdyby Aneta powoli do nich nie podeszła, niby za prowadzącym ją psem. Jako że blondynka sąsiadki dobrze znała, uśmiechnęła się tylko wrednie. 
-No jak widać nie, skoro musiałam polecieć aż do Japonii, żeby kogoś porządnego znaleźć. A tak w ogóle, to dzień dobry. -Powiedziała wokalistka, a kobiety zamilkły, uciekając wzrokiem.  
-A no dzień dobry Anetko. Nie wiedziałam, że tu jesteś. -Na odpowiedź jednej z kobiet, blondynka przewróciła oczami, wiedząc, że zaczęły jej temat, kiedy tylko zobaczyły ją wychodzącą z bloku. Z racji, że Kiko zwrócił uwagę na innego psa, zaczął biec wesoło w jego stronę, ciągnąć Anett za sobą, przez co ta jedynie machnęła ręką na pożegnanie i pobiegła za psem.  
    Kiedy weszła do mieszkania, z salonu wydobywał się radosny gwar. Kiedy tam zajrzała zobaczyła, że to towarzystwa dołączyła jej mama- na szczęście, jak to stwierdziła w myślach wokalistka.  
-A ty co masz taką minę? -Zapytał Mateusz.  
-Już siedzą na swojej ławeczce i obgadują. -Mruknęła Anett pod nosem.  
-Bożenka z Ulą? -Zapytała mama wokalistki.  
-Taa, Pani Bożenka niby na papierosa wyszła za balkon jak przyjechaliśmy, to teraz mają temat do rozmów. -Aneta dołączyła do pozostałych, zajmując miejsce na kanapie. 
-A czego się spodziewałaś? -Pytanie babci zaraz zostało skrytykowane krzywym spojrzeniem każdego z pozostałych zebranych. No poza Kouyou, który nie do końca rozumiał sytuację.  
-Zrobiłam Ci kawę. -Powiedziała rodzicielka podając blondynce kubek.  
-Dziękuje. -Aneta od razu upiła łyk gorącego napoju. 
-W sumie to właśnie rozmawialiśmy o tym, że blok nam się jakiś multikulti robi. -Stwierdził Mateusz, cicho chichocząc. 
-No tak, Mateusz, sąsiad, nie ten kretyn, jest z Ukrainką... 
-Amerykanka się nawet pojawiła. -Wtrącił Mateusz. 
-Ooo, to już wiadomo, po co młody tak do tych Stanów co roku lata. No i ty. -Anett kiwnęła głową w stronę Kouyou. - Ale za to, że jesteś Azjatą i jesteś starszy, oberwie mi się najbardziej.  
-Przejmujesz się starymi plotkarami. Pogadają kilka dni i im się znudzi. -Stwierdziła mama Anett, wzruszając ramionami. 
-Czekam na moment, aż dojdzie do nich, że chodzi o kasę. -Na samą myśl, Aneta się zaśmiała.  
-Ty tak na poważnie? -Uruha uniósł brew ku górze.  
-Nie pamiętasz komentarzy pod artykułem? A nie, przepraszam, tam wtedy o łóżko chodziło. -Akuma się roześmiała, ale zaraz zauważyła minę swojej babci, która zaraz odezwała się z oburzeniem: 
-Aneta, wy chyba nie... 
-Chwila. -Wokalistka od razu jej przerwała. -Kto mi tłumaczył, że sprzęt trzeba najpierw wypróbować? Wy obie tłukłyście mi to do głowy, więc teraz wara od mojego łóżka. Phi. -Aneta udając oburzenie, skrzyżowała ręce.  
-A więc to tak. -Szepnął Kouyou, który w rozbawieniu pokiwał głową, jednak szybko poczuł na sobie morderczy wzrok wokalistki.  
-Po drugie, my przyjeżdżamy do niej, a Ona otwiera w samym ręczniku, Kyu też zaraz wychodzi z łazienki owinięty w ręcznik, a w salonie świeczki, kieliszki z niedopitym winem. Niestety, już było za późno na interwencje. -Mateusz zaraz się roześmiał. 
-Powiedział ten, co jego dziewczyna ma na imię Ręka, a na nazwisko Prawa. -Warknęła Anett. 
-Spokój. -Wtrąciła rodzicielka owej dwójki, wyczuwając kłótnie. 
-Akurat moja dziewczyna nazywa się Paulina i w sumie znacie się. Chodziłyście do jednej klasy w gimnazjum. -Oznajmił z zadowoloną miną Mateusz. 
-O kurwa...  
-Aneta, jak ty się wyrażasz. -Tym razem wtrąciła babka. 
-Przepraszam, za przeproszeniem, kurwa, lepiej? A ty Mati, naprawdę mądrzejszych to już nie ma? -Aneta pokręciła głową.  
-A ty w końcu skończ przeklinać, jak to wygląda, żeby... 
-Tak babciu, wiem. -Wokalistka przewróciła oczami, a zaskoczona mina gitarzysty zwróciła uwagę jej brata. 
-No Kyu, poczekaj, jak poleci z wiązanką. -Mateusz w szerokim uśmiechu aż pokazał ząbki.  
-Już słyszałem. -Kouyou wzruszył ramionami.  
-Aa, to czyli już się nasłuchałeś o chujach. -Mimo morderczego wzroku siostry, Mateusz kontynuował.  
-Nadal nie rozumiem o co w tym chodzi, ale tak. -Kouyou nadal niewzruszony patrzył w stronę młodszego.  
-Chuj, to mnie zaraz strzeli przy waszej dwójce. -Warknęła blondynka, rzucając w brata jakimś papierkiem, który miała akurat pod ręką.  
-Dobra, ja idę zrobić jakiś obiad. Mamo, idziesz ze mną? -Mama Anett i Mateusza powoli wstała i zaraz obie opuściły mieszkanie w akompaniamencie śmiechu.  
-Nawet wesoło tutaj macie. -Stwierdził Kouyou, kiedy Aneta wróciła do salonu.  
-Bo ojca nie było. -Rzuciła Anett, kierując się do pokoju, a gitarzysta poszedł za nią. 
-Wytłumaczysz mi w końcu, o co z nim chodzi? -Uruha zaraz objął Anett.  
-Kiedy Sylwia wróciła, On wrócił do picia. Teraz to albo pracuje, albo pije, albo śpi, albo leczy kaca. Pokłóciliśmy się i nie gadamy ze sobą, ja nawet mam zakaz przychodzenia na górę, jak jest w domu, bo zaraz robi awantury. Zdziwiłam się, kiedy przyleciał do Japonii, ale to nic nie zmieniło. Dlatego, to co widziałeś, to była tylko iluzja. -Anett na koniec jedynie wzruszyła ramionami, a Uruha poczuł, jak poczucie winy wręcz go skręca. Nadal gryzło go sumienie za to, że Anett go wtedy widziała.  
-Rozumiem. -Gitarzysta delikatnie ucałował jej czoło.  

     -Ona nie może się o tym dowiedzieć. -Stwierdziła Temari, siadając obok Akiry.  
-Powinna wiedzieć. Wiem, głupio wystrzeliłem i cała ta gadka była bez sensu, ale jeżeli Kouyou naprawdę ciągnie do innych... -Basista zacisnął wargi. Naprawdę żałował tego co powiedział wcześniej. Wyrzuty sumienia skłoniły go do spotkania się z Temari, by mieć pewność w to co od niej usłyszał. 
-Ojciec właśnie napisał, że wylądowali. -Młoda brunetka odłożyła telefon, cicho wzdychając. -Myślałam nad tym, nawet chciałam jej powiedzieć, ale zrozumiałam, że to bez sensu.  
-Temari, oszukujemy ich oboje. Kouyou nie wie, ale to lepiej, a Anett... Rozumiem, że go kocha, ale jeżeli jest tak jak mówisz, to po prostu ją wykorzystuje.  
-Kouyou na razie nie wie, bo by Cię zamordował na miejscu. Ale nie wykorzystuje jej, przecież inaczej nie chciałby wychowywać tego dziecka z nią. -Brunetka ułożyła głowę na ramieniu basisty. 
-Ona zajmowała by się dzieckiem, a On bawiłby się w najlepsze, tak to chyba miało działać. -Akira patrzył przed siebie bez ruchu. -Znam go i naprawdę wierzyłem, że się zmienił. Ale nie, On się nigdy nie zmieni. -W tym momencie pokręcił głową. 
-I tak uważam, że nie powinniśmy tego ruszać. Kiyomi robi co chce, w końcu go zmusi, żeby ją zostawił. Nie komplikujmy tego bardziej, rozstaną się, a ta suka będzie miała drogę wolną. 
-Mówisz o swojej matce. -Reita spojrzał na dziewczynę. 
-Moja matka nie żyje i to dzięki niej. Bez wahania zaproponowała tą podmianę, to Yumi mnie wychowywała, nie Kiyomi. Oddała mnie, żeby pozbyć się ojca, a teraz miesza w jego życiu, bo boi się, że wszystko się wyda. -Temari na samą myśl zagotowała się ze złości. Nagle wstała, zaciskając pięści. -Właśnie dlatego nie chcę mówić An o tym co widziałam. To Kiyomi miesza, manipuluje wszystkimi, żeby dostać to czego chce. Nie wiem skąd, ale wie o Anett wszystko i jest gotowa wykorzystać każdą informacje. Wszyscy wiemy, że wypadek Miko to jej sprawka, ale nikt z tym nic nie zrobi, bo przecież za kierownicą był ktoś inny. Nienawidzę jej.  
-Rozumiem Cię... -Akira powoli wstał, podchodząc do dziewczyny, po czym ją objął. -I masz rację, tylko byśmy jej pomogli... 

     I w Polsce nastał w końcu wieczór. Zmęczona dniem Anett w końcu doczekała się wieczornego spaceru z psem, ale nie dane było jej iść samej. Do spaceru dołączył Kouyou, który mimo zmęczenia, uparł się, że po godzinie 21ej nie puści jej samej i tak oto spokojnym krokiem chodzili po okolicy.  
-Muszę Ci przyznać, że ładnie tutaj. -Kouyou uśmiechnął się pod nosem. 
-Tak wiem, myślałeś, że to wiocha zabita dechami. -Anett się zaśmiała. 
-Bardziej mnie zastanawia, dlaczego tak nagle zmieniłaś zdanie. -Uruha zamyślił się na chwilę, a kiedy weszli na mały plac między blokami, stanął przed wokalistką. 
-Chciałam Cię wyrwać od tego co dzieje się w Tokyo. Nie powiesz mi, że jest w porządku, widzę to. -Akuma spojrzała na niego zmartwiona.  
-Masz rację, nie jest, ale... Najpierw uparłaś się, że polecisz sama, jak zmieniłaś zdanie, widziałem, że Ci to nie pasuje. A teraz wiem, że nie minął nawet dzień, ale widzę, że Ci przeszkadzam.  
-To nie tak. Mam tutaj kilka nie do końca zamkniętych spraw. I jest wiele rzeczy, o których nikt w Japonii nie powinien wiedzieć, tym bardziej ty. Szczególnie, że Kiyomi nadal węszy, a Mitsutake może sprzedać jakikolwiek materiał byle komu. -Anett głośno westchnęła.  
-Czyli ty też uważasz, że to Kiyomi stoi za tym wszystkim? -Zmartwiony Kouyou objął delikatnie wokalistkę.  
-Kouyou, Oni mieli to zaplanowane. To mnie przesłuchiwali przez kilka godzin, to ja miałam mieć motyw, Kiyomi nawet nie wzięli pod uwagę. Znikąd niby mieli dowody, że to ja śledziłam Miko i że to ja nasłałam na nią tego gościa. Gdyby nie Amane, nikt by mi nie uwierzył, a kiedy sama Miko powiedziała jak było, policja nagle zaczęła zacierać ślady. Nie wydaje Ci się to dziwne? -Blondynka uniosła brew ku górze, a na twarz nabrała pytającą minę. 
-Tak, to jest dziwne, ale dlaczego uważasz, że zacierają ślady? -Nieświadomy Kouyou, zaczął się zastanawiać, o co wokalistce chodzi.  
-No tak, Miko niczego Ci nie mówiła. -Akuma cicho westchnęła. -Nagle nikt nie wie nic o sprawie. Jakby tego wypadku nie było. Policja nic nie wie, a szpital nie ma żadnych dokumentów. Kiedy Miko zgłosiła się, żeby odebrać papiery, które miała zabrać ze sobą do stanów, okazało się, że nie ma nic, żadnej kartoteki, żadnego wypisu, żadnego śladu, że tam w ogóle była. Co najlepsze, zniknęła nawet historia ciąży, jakby jej nie było.  
-Dlaczego Miko mi o tym nie powiedziała? -Gitarzysta zmarszczył czoło. 
-Bo nie chciała Ci dodawać i nie chciała, żebyś zaczął szukać. Chciała po prostu wyjechać i zapomnieć. A ja nawet nie wiem czego się spodziewać po Kiyomi, Ona mnie przeraża.  
-Anett, skarbie, nie martw się. Wiesz, że nie pozwolę Cię skrzywdzić. -Kouyou delikatnie ucałował czoło Anett, przytulając ją do siebie. 
Jaka na złość całą sytuację widziała Pani Bożenka z Panią Ulą, które teraz o tej porze postanowiły wyprowadzić swoje pieski na spacer. Z racji odległości nic nie słyszały z rozmowy Anett i Kouyou, a nawet jeśli, to i tak by nic nie zrozumiały.  
-Nawet urocza z nich para. -Rzekła z uśmiechem na twarzy Pani Urszula. 
-Na śmierć bym zapomniała Ci powiedzieć. Wiesz, że Oni w tej Japonii to sławni są? Mój Piotruś coś w tych internetach wyszukał i w sumie On jest od niej sporo starszy. -Pochwaliła się informacjami Pani Bożenka wyciągając z kieszeni bluzy telefon i zaraz zaczęła pokazywać koleżance jakieś zdjęcia. 
-To serio On? O matko, taki stary chłop a się maluje. No, ale to już wiadomo, że to o kasę chodzi. -Pani Ula pokiwała głową, patrząc na ową dwójkę.  
Anett w tym czasie, słysząc czyjąś rozmowę, spojrzała z niezadowoleniem na twarzy w kierunku starszych kobiet. 
-No nie, jeszcze te dwie. Mogłyby rozmawiać ciszej, ale chociaż w końcu dotarły do tego, że chodzi o kasę. -Roześmiała blondynka z powrotem spojrzała a gitarzystę, który chytrze się uśmiechnął.  
-To ja już wiem, czemu nie chciałaś, żebym leciał z tobą. -Kouyou sam się zaśmiał, kładąc dłoń na policzku wokalistki.  
-Chcesz im zadziałać na nerwy? -Aneta uniosła brew ku górze, a w odpowiedzi usłyszała ciche “yhym”, a zaraz poczuła czuły pocałunek na swoich wargach.  
-No, ale żeby tak na środku placu się obściskiwać? Przecież obok plac zabaw dla dzieci jest. -Stwierdziła Pani Ula, patrząc na całującą się dwójkę, której nawet siedzący obok i szczekający Kiko nie przeszkadzał w namiętnym pocałunku. 
    Kiedy w końcu wrócili do mieszkania, do ich uszu dotarł krzyk jakieś kobiety.  
-Cały dzień?! Jasne! Pewnie byłeś u innej, dlatego nie miałeś czasu się odezwać! 
-Paula, mówiłem Ci, że Aneta dzisiaj przyleciała, w dodatku nie sama. Zrobiło się zamieszanie, nie miałem czasu, a potem pracowałem. Nawet nie zauważyłem, że pisałaś... -Nagle po mieszkaniu rozległ się głos Mateusza. Anett spokojnie weszła do salonu. 
-O hej, kopę lat. -Powiedziała z uśmiechem blondynka, patrząc jak niewiele wyższa od niej farbowana brunetka, otworzyła szeroko oczy na jej widok. 
-Aneta, cześć. -Zaczęła zaskoczona. -To nawet miło, że Mateusz pozwala Ci u siebie mieszkać. -Te słowa Pauliny sprawiły, że Anett zakrztusiła się własną śliną. 
-Co? Chwila. Wybacz moja droga, ale to mieszkanie jest moje. -Powiedziała Anett, marszcząc czoło i spoglądając na brata. 
-Ale to On tu mieszka, myślałam... 
-To źle myślałaś. To moje mieszkanie i to ja pozwalam mu tu mieszkać, głownie ze względu na to, że na stałe mieszkam w Japonii, więc na ogół mnie nie ma. -Warknęła wokalistka, przerywając brunetce. 
-Ja jej nie mówiłem, że to moje mieszkanie, to Ona sama. -Rzucił szybko Mateusz, unosząc ręce ku górze, jakby się poddawał. -Teraz mi wierzysz kochanie?  
-Niech Ci będzie, ale mówiłeś, że nie przyleciała sama, a nikogo poza nią nie widzę. -Brunetka nie dawała za wygraną, patrząc ze złością na młodego bruneta. 
-Kyu akurat telefon zadzwonił i pewnie słysząc twoje krzyki, zwiał do pokoju. A teraz was przepraszam, ale padam. -Anett ostentacyjnie ziewnęła i poszła do swojego pokoju. 

     Kris zgodził się spotkać z Marcinem, mimo, że nie miał jakieś większej ochoty go widzieć. Ciągły temat Anett powoli już przytłaczał szatyna.  
-To się nie uda. -Stwierdził znudzony Krystian, po wysłuchaniu jakże genialnego pomysłu Marcina. 
-Niby czemu nie? Przecież Ciebie przy tym nie będzie. -Stwierdził zaskoczony, młodszy przyjaciel.  
-Ty jej się lepiej na oczy nie pokazuj, dobrze? Nie rozumiesz, że Ona nie chce Cię znać? I w sumie ja też mam już dość tej twojej chorej gadki. -Kris momentalnie wstał. 
-No weź, stary. Miałeś mi pomóc. 
-Ale to było zanim się dowiedziałem, że chodzi o An-chan. -Krystian ciesząc się, że jeszcze niczego nie zamówił, bez słowa pożegnania opuścił Marcina.  
Chodził spokojnie po mieście, zbierając myśli. Że też był takim idiotą i zaprzyjaźnił się z tym debilem, że mówił mu o tym co się działo. Że też nie wiedział, że chodzi o jego przyjaciółkę, w sumie to też byłą.  
Nagle z myśli wyrwał go znajomy głos. Kiedy się odwrócił, zobaczył Artura –w sumie tego samego wzrostu, blond chłopaka idącego w jego stronę. 
-A ty jak zwykle kręcisz się wieczorem po mieście. -Zażartował szatyn, witając się z kumplem. 
-No jak zwykle. A ty co? Nieudane spotkanie. -Artur uśmiechnął się słabo. 
-Za dobrze mnie znasz. Ale może nie gadajmy o tym na środku miasta, co? 
-Jasne. To co? Piwo i nasza miejscówka? -Artur poklepał Krisa po ramieniu. 
-Może być, tylko się pośpieszmy, bo zaraz prohibicja się zaczyna i nici z planów. -Zaśmiał się Kris i ruszył na blondynem. 
    Kiedy byli już na miejscu, czyli pod mostem przy rzece gdzieś na obrzeżach miasta, po trzech piwach rozwiązały im się języki, w skutek czego, Kris na spokojnie opowiedział o całej sytuacji z Marcinem. 
-Mówisz, że spiknąłeś się z Marcinem. Akuma musiała się wściec jak się o tym dowiedziała. -Blondyn pokiwał lekko głową. 
-Raczej się wystraszyła. Ta cała Kiyomi daje im mocno popalić, a An pewnie nie chce drugiej takiej sytuacji z Marcinem w roli głównej. Wiesz, w Japonii się zmieniła, w sumie to wróciła stara dobra An, ta zimna, wyrachowana podła suka. Fakt, po czasie spotulniała, jednak dopiero tam zauważyłem, że nie ma siły udawać. -Krystian po tych słowach upił łyk piwa, po czym spojrzał na mur przed sobą, na którym widniał napis “Jeszcze tu wrócimy i zawładniemy światem”, a pod nim kilka podpisów osób z ekipy. Mimo, że napis był wynikiem pijackiej, żartobliwej dyskusji, jednym z podpisów pod nim, był podpis Akumy. W tym momencie Kris cicho westchnął. 
-Oboje dobrze wiemy jaka Ona jest. Nie zostawia bliskich sobie osób, aż do końca. Nie wiem, jak to było z wami, ale Ona jako jedyna została przy mnie, kiedy wszyscy się poddali. Pamiętam, jak mnie wkurzała, kiedy po raz ęty tłukła mi do głowy, żebym z tym skończył i wziął się do roboty, bo to do niczego dobrego nie prowadzi. Wiesz, kiedy przestałem ćpać? Po tej imprezie w styczniu, po tym jak widziałem, jak ostatnia osoba, która walczyła o mnie do końca, pełna energii i pasji zgasła, potrafiąc jednego wieczoru się tak zniszczyć. Dalej nie wiem co takiego się stało, ale to mnie przerosło. -Artur pokręcił głową, patrząc pustym wzrokiem w puszkę z piwem. 
-Teraz mogę Ci powiedzieć, że chodziło o Kyu. Tak, An doprowadziła się do takiego stanu przez faceta i Rin do teraz nie wie, że to nie był tylko alkohol. Ale spokojnie, to była jednorazowa akcja w jej wykonaniu i szczerze... Po tej imprezie widziałem, jak stanęła na nogi, jak bardzo tego potrzebowała, żeby zrozumieć to, co się wokół niej dzieje. Teraz trzyma się najlepiej ze wszystkich, mimo, że cholernie boi się Kiyomi, mimo, że tego nie pokazuje. Ale to tylko Ona wróciła i zawładnęła światem.  
-Czekaj. Kiyomi nie ma przypadkiem na nazwisko Nomada? -Zapytał nagle Artur z miną, jakby go właśnie oświeciło.  
-Nie jestem pewien, bo tylko coś mi się obiło o uszy przy ostatniej sprawie, ale raczej tak, a co? -Krystian spojrzał na kumpla, unosząc brew ku górze. 
-No to wpadła w niezłe bagno. Szary poprosił mnie jakiś czas temu o pomoc, bo zaczęły dziwnie wyciekać informacje o Akumie i nie tylko, nawet te zaszyfrowane. Osobą odpowiedzialną za to zamieszanie jest właśnie Kiyomi Nomada, nie wiem czego od niej chce... 
-Chodzi o szantaż i o faceta, mówiłem Ci przed chwilą. -Kris spojrzał błagalnie na kumpla. 
-No tak, racja. -Artur sam z siebie się zaśmiał. 
-Ktoś jeszcze o tym wie? 
-Nie i lepiej, żeby nikt więcej nie wiedział. -Artur w tym momencie spojrzał w stronę muru. -Ale masz rację, Akuma jako jedyna z całego zespołu wróciła do gry i zawładnęła światem...