15 sie 2021

Rozdział 39

 Dzień dobry, wieczór :) Wiem, wracam do was znowu po miesiącu, ale mam nadzieję, że mi kiedyś wybaczycie, bo od kwietnia u mnie naprawdę wiele się dzieje. No co ja mogę wam powiedzieć? Następny rozdział w ramach zadość uczynienia za wasze czekanie pojawi się w okolicach środy. Pewnie część z was domyśla się co wiąże się z publikacją następnego rozdziału... Nie, nie, opowiadanie się nie kończy, ale pamiętacie jak marudziłam kiedyś, że w drugim sezonie nie wyrobie się w 20 rozdziałów ze wszystkim? No to teraz mam ten problem z trzecim sezonem ^^'. Ale wracając, tak jednak wyrobiłam się w 20 rozdziałów i razem z publikacją następnego rozdziału, nastąpi planowana przerwa w publikacji. Ile ona potrwa, nie wiem, ponieważ mam pewien pomysł nad którym pracuję już od kilku dni. Jednak wszystko zależy od tego kiedy się z tym wyrobię, bo czeka mnie dużo pracy i czy w ogóle wyjdzie tak, jakbym tego chciała. Ale mam w planach wrócić do was najpóźniej pod koniec września. A jeżeli jesteście ciekawi co tam będę dla was szykować, to planuję na grupie publikować małe spoilerki z mojej pracy nad tym projektem. Także zapraszam was o >TUTAJ<.
I tak sobie ostatnio myślę, że moje poprzednie SKOŃCZONE opowiadanie miało tylko 33 rozdziały, a tutaj jestem już w trakcie pisania czterdziestego któregoś, więc nie jest źle, a co za tym idzie? Na pewno do was wrócę :)
Miłego czytania :3

Rozdział 39: 

     Jak szybko Aneta i Krystian obmyślili genialny plan, tak szybko z niego zrezygnowali, uważając, że nie warto zrzucać sobie kolejnych kłopotów na głowę. Ale ku zaskoczeniu dosłownie wszystkich zainteresowanych, lekarz Kouyou zmienił się już następnego dnia. Może Kiyomi przestała w końcu knuć... Marzenie... 

     Kwiecień minął zdecydowanie zbyt szybko, a zaraz po nim nastał maj. Anett odliczała już dni do wyjazdu do Polski- W końcu czekał ją miesiąc „świętego spokoju”. Kouyou pilnowany przez wszystkich wokół, a szczególnie przez An, mocno wziął sobie do serca rehabilitację, dzięki czemu jego dłoń wracała już do pełnej sprawności, jednak potrzebował jeszcze czasu, żeby wrócić do grania. 

    Tego ranka Kouyou krzątał się po mieszkaniu wokalistki, zbierając swoje rzeczy, które pozostawiał u niej przez kilka poprzednich dni. Anett siedziała w kuchni nad kubkiem porannej kawy, próbując się rozbudzić. Bo przecież co za idiota wymyśla nocną sesję zdjęciową?  
-An-chan, widziałaś gdzieś moją bluzę, tą czarną? -Zapytał gitarzysta wchodząc do kuchni, a zaraz zauważył, że jego bluza została ubrana przez szatynkę.  
-Nie chce mi się tam dzisiaj iść. -Mruknęła kobieta, zasłaniając dłonią ziewnięcie. Brunet jedynie uśmiechnął się pod nosem, wiedząc, co miało wydarzyć się tego dnia w studiu. 
-Ale musimy, taka praca. Wiedziałaś na co się piszesz skarbie. -Jednak jego słowa zostały skrytykowane błagalnym wzrokiem wokalistki, która dodatkowo przechyliła głowę lekko w bok.  
-Takanoriego pogrzało. To, że On nie potrzebuje snu, nie znaczy, że mi wystarczy godzina. 
-Powiedziała to osoba, która potrafi nie spać po kilka dni. -Uruha oczywiście zażartował. 
-A potem przez kilka dni śpię, kiedy i gdzie się tylko da. -Mruknęła An pod nosem, wstając od stołu. -Nic, trzeba się zbierać. -Dodała mijając Kouyou w przejściu. Zaraz zebrała swoje rzeczy i po chwili była gotowa do wyjścia.  
-Ej, a moja bluza? -Uruha podniósł brew ku górze. 
-Pożegnaj się z nią, jest mega wygodna. -Rzuciła Akuma z wrednym uśmieszkiem na twarzy. 

    W studiu praktycznie nikogo nie było. No tak, większość spała po nocnej sesji, jedynie zespół został zmuszony by przyjść z samego rana. Anett i Kouyou rozłożeni na kanapie, próbowali coś odespać, lecz na marne, gdy do środka wszedł Yutaka wraz z Takanorim. 
-No Anett, w końcu nastał moment, żebyś się o czymś dowiedziała... -Zaczął blond skrzat, uśmiechając się od ucha do ucha. Kai podał wokalistce jakieś kartki, a Akuma patrzyła na nich dwóch jak na kompletnych debili.  
-Dzisiaj jest dzień ogłoszenia światowej trasy, ale chcieliśmy, żebyś ty zobaczyła to pierwsza. -Dokończył lider, który również nagle zaczął się szczerzyć w jej stronę. Szatynka unosząc brew ku górze spojrzała na Kouyou, który wzruszył ramionami, z całej siły powstrzymując chichot. W końcu An spojrzała na kartki, powoli przeglądając daty i miejsca, gdzie mają występować. Nagle jej wzrok utknął w jednym miejscu na liście... -Polska. Wokalistka spojrzała jeszcze raz po pozostałej trójce i znowu utkwiła swój wzrok na tym miejscu w papierze.  
-W końcu. Czy naprawdę tyle trzeba było się was prosić?!- Jej reakcja zaskoczyła każdego, gdy szatynka nagle się podniosła, przytulając Takanoriego.  
-Em... Ale to sprawka twojego ukochanego Kouyou. W końcu musimy zobaczyć, gdzie uchowała się nasza mała wredota. -Lider się zaśmiał, ale zaraz poczuł na sobie groźny wzrok wokalistki. - No co? Głupio by było ominąć kraj, z którego pochodzi członek naszego zespołu. -Kai szybko się poprawił, z głupkowatym uśmiechem na twarzy.  
-Tylko nie mów, że się nie cieszysz. -Powiedział Kouyou, obejmując Anett od tyłu.  
-Cieszę się, tylko ten koncert jest w środku trzytygodniowej przerwy w trasie. -Anett spojrzała na bruneta kątem oka.  
-Wiza Anett. Bez wizy przecież nie wrócisz z nami. -Odpowiedział Takanori. 
-No tak, racja. -Anett pokiwała lekko głową. Oni jednak obmyślili wszystko zbyt dokładnie... 

     -Dobrze wiesz, że On o niczym nie może się dowiedzieć. Zamorduje nas oboje, jak się dowie. -Temari spojrzała na mężczyznę kątem oka, po czym cicho westchnęła, odwracając się w jego stronę.  
-Kiedyś i tak się dowie. Z tego co wiem, to na tydzień wyjeżdża, więc możesz być spokojna kochanie. -Młoda brunetka poczuła jak mężczyzna delikatnie ją objął. 
-Ale jest jeszcze Anett... 
-Nią się nie przejmuj. Słyszałem, że Shima chce ją zabrać ze sobą -Mężczyzna mocniej przytulił Temari do siebie. 
-A ja za kilka dni mam do nich przyjechać, też chcę zobaczyć się z dziadkami... Tymi prawdziwymi. A jak nie Anett, to nadal jest Miko. Ojciec przez nią w każdej chwili może wrócić, a jak nie będzie nas oboje, to może się zorientować, że coś jest na rzeczy.  
-Masz rację kochanie, przełóżmy ten wyjazd. -Mężczyzna cicho westchnął, nadal nie puszczając brunetki ze swoich objęć.  

     Kobieta po spotkaniu w studiu, jak się nagle okazało, miała zajęty cały dzień, a to Rin chciała się spotkać, a to Ayuko czegoś potrzebowała, a to zakupy trzeba było zrobić. Jedyne czego najmniej się spodziewała, to wizyta Miko tuż po tym, gdy Anett w końcu dotarła do mieszkania.  
-Coś się stało? -Zapytała zaskoczona szatynka, gdy wpuściła przerażoną Miko do środka. 
-Znowu ktoś mnie śledzi. Naprawdę. -Blondynka spojrzała błagalnie na wokalistkę, gdy ta przewróciła oczami słysząc co ta właśnie powiedziała.  
-I myślisz, że w momencie, jak ktoś Cię śledzi, przychodzenie do mnie to świetny pomysł? Powinnaś porozmawiać z Kouyou.  
-Problem w tym, że nie mam z nim kontaktu od kilku dni. Od operacji strasznie się zmienił. -Zmartwiona Miko ponownie spojrzała na Anett, mając nadzieję, że ta jej jakoś pomoże.  
-Kouyou stara się szybko wrócić do formy. Nie wiem czemu się z tobą nie kontaktuje, nie mam z tym nic wspólnego. Jutro wyjeżdża do rodziców na tydzień, ma jakieś sprawy do załatwienia. Problem w tym, że prasa ma nas na celowniku, a Kiyomi i Mitsutake wiedzą, że to dziecko jest jego. Jeżeli zobaczyli by nas obie razem, zaraz zaczęły by się plotki o jakimś trójkącie między nami. Chociaż to prawda, to jest jakiś chory trójkąt. -Anett cicho westchnęła siadając na kanapie.  
-Może pora przestać to ukrywać? -Blondynka usiadła obok Anett.  
-No tak, Uruha jest ze mną, ale ma dziecko z inną. Miko... Czy ty naprawdę chcesz zrobić ze mnie potwora? -Wokalistka zasłoniła oczy dłonią, próbując zebrać myśli.  
-No tak, bronisz swojego nadszarpniętego wizerunku. Ale sam fakt, że jesteś z Uruhą w związku stawia Cię w niekorzystnym świetle.  
-Obie wiemy co mówią o Kouyou i mogę być dla nich kolejną jego dziwką, okej. Kiedyś w końcu odpuszczą, ale nie mogę być kobietą, która odbiera dziecku ojca, w dodatku, że przecież tak nie jest... -Anett na chwilę odchyliła głowę w tył. -Ale im tego nie wytłumaczysz. Nie wytłumaczysz im, że od samego początku pchałam Kouyou w twoją stronę, by nie zostawiał tego dziecka, chciałam odejść, by był z wami. Póki Kiyomi i Mitsutake w tym grzebią, nikomu nic nie wyjaśnisz. Mitsutake ma znajomości by puścić w świat wszystko co chce, a Kiyomi jak się okazuje jest świetna w zbieraniu informacji.  
-Boisz się Kiyomi? -Miko lekko uniosła brew ku górze, zaskoczona postawą wokalistki. 
-Nie boje się jej, tylko boję się o Kouyou. Ona świetnie potrafi manipulować ludźmi, a On nadal coś do niej czuje, wiem to. Jej nagłe pojawienie się raczej oznacza, że chce coś ukryć. Coś o wiele gorszego niż podmiana dziecka z żywego na martwe...  

     Kouyou po rozmowie z Krystianem postanowił się przejść. Wiedział, że Anett coś przed nim ukrywała i wiedział, że Kiyomi o tym wie. Może lepiej, że dowiedział się w końcu o tym od ich wspólnego przyjaciela, niż od swojej byłej, ale musiał nad tym pomyśleć. Musiał przemyśleć to, czy powinien od razu powiedzieć wokalistce, że wie, czy jednak lepszym rozwiązaniem będzie poczekać na odpowiedni moment. Nie był zawiedziony tym, że mu nie powiedziała, w sumie po tym co usłyszał, sam wolałby nie wiedzieć.  
W końcu idąc ulicą wśród tłumu wpadł na pomysł, że okazję do tej rozmowy stworzy sam. Od razu zawrócił w stronę okolicy, w której mieszkał, układając w głowie plan.  
Wrócił do domu dosłownie na chwilę. Nie był pewien czy jego plan się uda, ale postanowił zaryzykować i jako że na wyjazd spakował się wcześniej, wysłał Temari wiadomość, że ma coś do załatwienia i wyjedzie z samego rana, a torbę wrzucił do samochodu. W sumie zastanawiał się, gdzie ostatnio Temari spędza całe dnie, a nawet noce, ale przez ostatnie dni nawet nie miał, kiedy jej o to zapytać. Pewnie i tak by mu nie powiedziała. Odjeżdżając, spojrzał kątem oka w kierunku swojego domu i cicho westchnął, mając nadzieję, że wszystko się w końcu poukłada.  
    Kiedy w końcu Anett otworzyła mu drzwi, wyglądała na przerażoną. Najpierw myślał, że jest po prostu na coś zła, ale gdy wszedł do środka, a kobieta bezsilnie upadła na kanapę, zrozumiał, że coś musiało się stać.  
-Kochanie, co się dzieje? -Zapytał, odkładając swoją torbę i zaraz do niej podszedł. 
-Miko tutaj była. Znowu ją śledzą, w dodatku Ona twierdzi, że od kilku dni nie ma z tobą kontaktu. -Anett lekko pokręciła głową, próbując zebrać myśli.  
-Wiem, że jesteś już tym zmęczona. A Miko... Po prostu staram się trzymać ją jak najdalej od tego burdelu, który się zrobił przez Kiyomi. -W tej chwili Kouyou delikatnie ułożył dłoń na policzku szatynki, kierując jej twarz w swoją stronę. -Ale tak sobie pomyślałem, że może pojechałabyś ze mną? Tydzień spokoju dobrze nam zrobi.  
-Jesteś pewien, że powinnam z tobą pojechać? Twoi rodzice pewnie też wierzą w te brednie. -Ta nutka niepewności w głosie wokalistki lekko rozbawiła Kouyou, ale ten jedynie delikatnie się uśmiechnął, zaraz przytulając Anett do siebie. 
-Oni akurat w to nie wierzą, wiedzą o wszystkim, zresztą tak jak już wszyscy. Mama chce Cię poznać, a ojciec... Z natury nie cierpi obcokrajowców, ale polubi Cię, zobaczysz.  
-Tym ostatnim jakoś mnie nie pocieszyłeś. -Anett powoli odsunęła się od gitarzysty. -Ale masz rację, trochę spokoju dobrze nam zrobi.  
-Czyli się zgadzasz? -Uruha w odpowiedzi dostał jedynie kiwnięcie głową.  
-To ja idę się spakować. -Po tych słowach Anett wstała i poszła do swojego pokoju. Oczywiście Kouyou zaraz poszedł w jej stronę. 

     Katherine wraz Takanorim właśnie wyszli z kina. Oboje w świetnych nastrojach postanowili jeszcze pospacerować, zanim zamkną się w czterech ścianach. Ruki cieszył się, że Rin tego dnia była w nad wyraz dobrym nastroju.  
-No co jest? -Zapytała czerwonowłosa, cały czas czując na sobie wzrok wokalisty. 
-Po prostu jeszcze Cię nie widziałem w tak dobrym humorze. -Takanori sam cicho się zaśmiał. -Wręcz zarażasz. 
-Wszystko jakoś się układa. -Rin uśmiechnęła się szeroko. 
-Czuję podstęp. -Blondyn objął Rin, przyciągając ją bliżej siebie. 
-To żaden podstęp kochanie. Po prostu, jestem szczęśliwa. -Katherine na chwilę przystanęła na palcach, by ucałować policzek wokalisty. 
-Ale obiecujesz, że wrócisz? -Takanori wiedział, że Rin po wyjeździe do Polski i tak będzie musiała wrócić. 
-Obiecuję, w końcu z wami pracuje głuptasie. Ale mamy jeszcze dwa tygodnie.  
-Wiem, a potem miesiąc Cię nie będzie.  
-Ruki... No nie poznaje Cię. -Czerwonowłosa się zaśmiała.  
-Masz rację, przy tobie też się nie poznaje. -Wokalista uśmiechnął się szeroko. Jak dobrze, że kobieta nie wiedziała o jego nikczemnym planie. 

     Kiedy Anett się spakowała, by rano nie biegać po całym mieszkaniu, oboje z Kouyou zasiedli wtuleni w siebie na kanapie, oglądając jakiś film. W sumie, w tym momencie niczego więcej nie potrzebowali, po prostu byli blisko siebie i to wystarczyło. Żadne nie wykonywało jakiegokolwiek ruchu, by pokazać, że chce czegoś więcej.  
Jednak ich spokój nie mógł trwać długo. Już myśleli, by położyć się spać, bo przecież rano trzeba było wstać- Kouyou o dziwo chciał wcześniej wyjechać, niż to planował jeszcze kilka dni wcześniej.  
Nagle rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi. Muzycy zaskoczeni spojrzeli na siebie, unosząc wysoko brwi, a potem skierowali swoje głowy w stronę drzwi, z jeszcze większym zaskoczeniem. W końcu, gdy dzwonek zadzwonił po raz kolejny, oboje wstali, udając się do drzwi, a kiedy Anett je otworzyła, zobaczyli Krisa.  
-Cześć. Jesteście zajęci? -Zapytał szatyn, zaglądając wgłąb mieszkania. 
-Nie. -Odpowiedziała Anett, z morderczym uśmieszkiem na twarzy. 
-A, to mogę zostać. -Krystian chciał właśnie przekroczyć próg, ale Kouyou szybko chwycił za drzwi, ręką torując szatynowi drogę. 
-Nie. -Stwierdził gitarzysta, patrząc jak Krystian pochylając się, sprawnie minął jego rękę i wszedł do środka. 
-A planujecie coś? -Szatyn uśmiechnął się szeroko, patrząc na załamaną z powodu jego obecności dwójkę.  
-Nie. -Anett i Kouyou odpowiedzieli razem jakby chórkiem. 
-No właśnie widzę. Żadnych świec, kadzidełek, żadnej romantycznej muzyki. Nawet alkoholu nie macie... 
-Kris... -Warknęła Anett. 
-No, ale fajnie w końcu trafić was razem, jak akurat się nie pieprzycie... No co? Was to przez drzwi nawet słychać. -Dodał szybko młodszy mężczyzna, widząc na sobie morderczy wzrok przyjaciół. -W sumie to mam sprawę do Anett, ale cieszę się Kyu, że jesteś, bo Ona mnie zamorduje. Obronisz mnie, prawda kochanie? -Krystian w tym momencie wtulił się w rękę Kouyou, który pokręcił głową w rozbawieniu.  
-Ja rozumiem, że mamy tutaj jakoś czworokąt, ale Kris, nie przesadzaj. -Anett przewracając oczami wróciła na swoje miejsce na kanapie. 
-Czworokąt? -Dopytał zaskoczony brunet. 
-No, ja, ty, twoja była, która jest z tobą w ciąży i mój były, który jest szaleńczo w tobie zakochany. -Wokalistka zacisnęła wargi, patrząc jak Kouyou powoli usiadł obok niej. -Ale dobra, Kris, o co Ci chodzi? -Krystian w tym czasie, cicho śmiejąc się pod nosem, usiadł w fotelu. Kiedy szatynka zwróciła się do niego, nagle spoważniał. 
-No bo... Jak ostatnio byliśmy w Polsce, to poznałem pewnego typa i w sumie się zaprzyjaźniliśmy. Nie, spokojnie, On jest hetero, ale dzisiaj się dowiedziałem, że wy się znacie. -Kris mówiąc to, cały czas uciekał wzrokiem przed Anett.  
-Czekaj, mówiłeś o morderstwie... -Szatynka nagle niebezpiecznie zmrużyła oczy, łącząc fakty. -Na świecie jest tyle ludzi, a ty musiałeś się zaprzyjaźnić akurat z nim?! -Wokalistka nie ukrywała swojego oburzenia.  
-Chciałem, żebyś wiedziała, gdybyśmy mieli się kiedyś przypadkiem spotkać, a byłbym wtedy z Marcinem.  
-Ja nie chcę widzieć tego człowieka na oczy. -Anett warknęła po polsku. 
-Wiem, że za to co Ci zrobił powinienem mu obić mordę, ale tak ogółem, to spoko gościu. -Odpowiedział Krystian, w ogóle nie przejmując się tym, że Uruha ich w tej chwili nie rozumiał. 
-Dla Ciebie, nikt z naszej ekipy tak nie uważa, nikt nie chce go znać. -Anett nagle wstała. -Wybaczcie, ale jestem naprawdę zmęczona, a rano wyjeżdżamy. -Dodała, ale już po japońsku.  
-Czekaj, Kouyou, ty zabierasz ją ze sobą? -Szatyn wskazał palcem w kierunku wokalistki, patrząc na Uruhe.  
-Czemu nie? Jesteśmy razem i chce, żeby poznała moich rodziców, najlepiej jeszcze przed trasą. -Stwierdził Kouyou, wzruszając ramionami, a An patrzyła, jak Kris schyla się w jego stronę. 
-Czyli ty z tym pierścionkiem, to tak serio? -Szepnął szatyn tak, by kobieta nic nie usłyszała. 
-Cicho bądź. -Warknął Kouyou. 
-Co? -Zapytała Anett, nachylając się nad nimi.  
-Nie nic, nie ważne. To ja już sobie idę. -Kris po tych słowach wstał i tak sobie po prostu wyszedł.  
Anett stała nieruchomo, próbując opanować gotujący się w niej gniew. Nie był On wywołany tym, co powiedział Krystian, tylko wspomnieniami, które właśnie zaatakowały jej myśli. Kouyou powoli wstał, podszedł do kobiety, po czym ją objął. 
-Kochanie, co się dzieje?  
-Nic Kyu, naprawdę nic. -Anett delikatnie się w niego wtuliła. 
-A o co chodzi z tym całym Marcinem? -Kouyou nie do końca był pewien, czy powinien pytać.  
-To mój były. Proszę, nie rozmawiajmy o tym. -Kobieta cicho westchnęła. 
-Ale z tym czworokątem nieźle Ci wyszło. -Uruha cicho się zaśmiał.  
-Tak to wygląda. Miko jest z nami związana przez dziecko, a Kris cały czas do Ciebie podbija, a przyznał się do znajomości z Marcinem, tylko po to, by do tej porąbanej relacji dodać jeszcze jego.  
-Anett, naprawdę kocham tylko Ciebie. -Kouyou delikatnie się uśmiechnął, z nadzieją, że zaraz usłyszy, że Ona również go kocha.  
-Szczerze, gdyby nie ty, to wolałabym być sama. Po związku z nim czułam się jak zabawka, jeszcze próbowałam coś poczuć, ale gdy ktoś zranił mnie po raz kolejny, wolałam być już sama. Nawet było mi z tym dobrze, nie chciałam nic czuć, nie chciałam po raz kolejny przez to przechodzić, ale nagle w moim życiu pojawiłeś się ty. -Anett spojrzała Kouyou w oczy, ale widząc jego zawiedzioną minę, czule pocałowała jego usta, a następnie wtulając się w niego, schowała twarz w zagłębieniu jego szyi. Dla gitarzysty dotyk jej delikatnych warg znaczył więcej niż jakiekolwiek słowa. Delikatnie wplótł palce w jej włosy. 
-Po rozstaniu z Miko obiecałem sobie, że nigdy już nie zwiąże się z kobietą, ale pojawiłaś się ty. Czasami się zastanawiam, czy gdyby to wszystko potoczyło się inaczej, to czy naprawdę dałbym Krisowi szansę. -W tym momencie Kouyou poczuł jak An powoli się od niego odsuwa. 
-Ty i Kris? Serio? -Anett cicho się zaśmiała. 
-No co? Czasami jest słodki. Ale jesteś ty i wiem, że gdybym Cię stracił, byłbym sam już do końca. -Uruha ułożył dłoń na policzku szatynki. -Za niedługo wszystko wróci do normy. -Dodał, uśmiechając się.  
-Do jakiej normy Kyu? -Anett powoli zsunęła jego dłoń i spojrzała mu w oczy. -Między nami nigdy nie było “normalnie”. Najpierw kłótnie i ciągłe mijanie się, potem jak nam się udało, pojawiło się dziecko. Mieliśmy chwilę, by nacieszyć się sobą, ale teraz czekamy, aż Miko urodzi, by zająć się dzieckiem, w międzyczasie korzystając z każdej chwili, jaką mamy dla siebie. To nie jest normalne. Rin w jednym ma rację, nie powinniśmy być razem. 
-Ale jesteśmy razem i nie mów mi, że żałujesz. -Kouyou powoli odsunął się od Anett, lekko kręcąc głową. 
-Nie żałuję, cieszę się. Rin może i ma rację, ale mam to gdzieś, mam gdzieś co myślą wszyscy i nawet jestem gotowa, żeby pół świata mnie znienawidziło, ale Cię kocham i nie chcę stracić tego, co jest między nami. -Anett delikatnie ujęła rękę gitarzysty. 
-Ma rację, zbyt wiele razy Cię zraniłem, zbyt wiele razy już przeze mnie płakałaś i wiem, że wymagam od Ciebie niemożliwego, wiem, że nie pokochasz tego dziecka tak jakbym tego chciał, ale nie wyobrażam sobie tego bez Ciebie. -Powiedział Kouyou z maleńką iskierką nadziei w oczach. 
-Przecież jestem i będę. -Akuma uśmiechnęła się lekko, a zaraz poczuła na swoich wargach jego pocałunek. 

     Mimo wszelkich starań nie ominęło ich poranne zamieszanie. Oczywiście Kouyou przez sen wyłączył budzik, przez co zaspał. Fakt, nie mieli umówionej godziny czy coś, ale z jakiegoś powodu Kouyou chciał jechać najszybciej jak się da. Gitarzysta nie chciał nikomu mówić, że był umówiony z Hiroto- mężem Yumi. Kiedy ten tylko zadzwonił, że w rzeczach zmarłej żony znalazł coś, co bruneta zainteresuje, Kouyou nie wahał się ani chwili, by zgodzić się na spotkanie. 
Kiedy Uruha wszedł do kuchni, Anett siedziała na parapecie, paląc papierosa. Pierwszy raz od dawna wyglądała na spokojną.  
-Gotowy? -Zapytała wokalistka, zerkając w jego stronę kątem oka.  
-Tak, możemy się zbierać. Tylko mam prośbę, będziesz prowadzić? -Kouyou uśmiechnął się pod nosem. 
-Coś się stało? Coś z ręką? -Anett zaraz zgasiła papierosa i podeszła do niego.  
-Nie, po prostu uwielbiam, jak prowadzisz, skarbie. -Gitarzysta chicho się zaśmiał i ucałował czoło kobiety.  
-Wyczuwam podstęp, po drugie, wiesz, że nie znam drogi. -Kobieta zrobiła mię zbitego szczeniaczka. 
-No już dobrze, dobrze. Zbierajmy się, bo czas ucieka. 
-I kto to mówi, co? -Anett zaśmiała się i zaraz zebrali się do wyjścia. 
    W samochodzie panowała dziwna cisza. Szczególnie od momentu, kiedy An zauważyła coś dziwnego. Gdy jechali jeszcze przez miasto zauważyła Temari, tyle, że dziewczyna nie była sama, a z tego co było widać, była w dość bliskiej relacji z mężczyzną, którego Anett rozpoznała po chwili. Szatynka miała nadzieję, że skupiony na drodze Uruha ich nie zauważył, a sama zaczęła się zastanawiać, czy powinna mu powiedzieć o tym co widziała, a raczej o tym, kogo widziała całującego jego córkę. Nagle uciekła myślami gdzieś z daleka od rzeczywistości i tak siedziała zamyślona, gapiąc się przez szybę, nawet nie zwracając uwagi, że Kouyou coś do niej mówił.  
-C-co? -Anett zareagowała dopiero po dłuższej chwili.  
-Mówiłem, żebyś się tak nie stresowała. -Kouyou uśmiechnął się, spoglądając na kobietę kątem oka. 
-A...Aha... -Ja się nie stresuję, chociaż...  
-Kochanie, jeśli chodzi o mojego ojca, to po prostu nie wchodź z nim w dyskusję. -Kouyou, powiedział to z takim spokojem, jakby był do tych słów przyzwyczajony. 
-Wiesz, że jeżeli mnie wkurzy to mu się odgryzę. -Na to stwierdzenie szatynki, gitarzysta się zaśmiał. 
-No tak, ty i ten twój charakterek. Dlatego właśnie twierdzę, że Cię polubi. I w sumie już jesteśmy. -Mówiąc to, Kouyou zaparkował pod niewielkim, piętrowym domem, a Anett dopiero poczuła, jak ścisnęło ją w żołądku.  
-No ja nie wiem, czy to dobry pomysł, żebym tu była. -Stwierdziła szatynka, patrząc na uroczy, zachowany w japońskim stylu dom, otoczony dużym, pięknym ogrodem.  
-Przecież Cię nie zjedzą. -Rzucił Kouyou, wysiadając z samochodu.  
-No ja nie wiem. -Burknęła Anett pod nosem i zaraz poszła w ślady gitarzysty, również wysiadając z samochodu. Nawet nie zdążyli wyjąć bagażu, kiedy drzwi domu się otworzyły, a ich oczom ukazała się niewiele niższa od Anett, starsza kobieta, a szatynka zrozumiała, po kim jej ukochany odziedziczył “urodę”.  
-Przyjechaliście idealnie na obiad. A ty pewnie jesteś Anett, Kouyou tyle nam o tobie opowiadał. -Powiedziała kobieta, zaraz po przywitaniu się z synem, a za nią, jak gdyby znikąd pojawił się ojciec Kouyou. 
-Myślałem, że przyjedziesz z Miko.  
-Tato, tłumaczyłem Ci, że z Miko łączy mnie tylko dziecko. -Odpowiedział Kouyou i nagle dało się wyczuć niesamowicie napiętą atmosferę.  
-Kochanie, prosiłam Cię o coś, prawda? Miałeś nie wspominać o Miko. -Mama Kouyou zaraz skarciła męża, spoglądając w jego stronę kątem oka. -Chodźcie dzieci, nie będziemy przecież tak stali przed domem. Nawet nie wiecie, jak się cieszę, że przyjechaliście oboje... 

17 lip 2021

Rozdział 38

 Dzień dobry. Wiem, znowu była niezapowiedziana przerwa, za co was przepraszam, ale sprawy związane z pracą i remontem całkowicie zabrały mi jakikolwiek czas wolny. 
Miłego czytania :3

Rozdział 38: 

    Już od kilku lat w koszmarach nie wracał do niego tamten wypadek sprzed lat, więc dlaczego teraz? Obudził się nad ranem z myślą, że przez siedemnaście lat żył z świadomością, że jego córka nie żyje, co okazało się kłamstwem, ale nadal, mimo wyjaśnień Kiyomi, nie rozumiał, jak to mogło się stać. Po wieczornej wiadomości od Mikoto wiedział, że znowu musi się z nią spotkać. Spoglądając na zegarek powoli wstał, by nie obudzić szatynki. Wiedział, że brunetka za niedługo kończy nocną zmianę, dlatego postanowił nie czekać. Starając się nie obudzić Anett ogarnął się, zebrał swoje rzeczy i wyszedł. 
    O odpowiedniej godzinie stał już przed wejściem do szpitala. Nie musiał długo czekać. Poszedł za Kiyomi w stronę jej samochodu, a kiedy już był blisko, odezwał się. 
-Jak miło Cię widzieć Kiyomi. -Powiedział to z jadem w głosie, a kobieta odwróciła się w jego stronę. 
-Wiedziałam, że w końcu sam przyjdziesz, kochanie. -Kiyomi uśmiechnęła się na jego widok, jakby naprawdę spodziewała się jego wizyty. 
-Yumi nie żyje, więc od niej się nie dowiem, co się wtedy stało, ale wiem, że kłamiesz. -Syknął Uruha, przylegając do kobiety, by ta oparła się o samochód. -Ale ja nie w tej sprawie. Wiem, że spiknęłaś się z Mitsutake i że ty też maczałaś palce w tych jego artykułach.  
-Trochę Ci to zajęło. Ale nie ma opcji, by ta mała dziwka mi Ciebie zabrała, a ta druga przeszkodziła dzieckiem. -Warknęła Kiyomi, patrząc gitarzyście w oczy.  
-Patrząc na to co zrobiłaś, nie masz prawa żadnej z nich obrażać. Artykuł został zdjęty, a oficjalne przeprosiny już poszły. Jedyne czego od was chcę, a szczególnie od Ciebie, to żebyście dali nam święty spokój. Nie mam zamiaru dłużej ukrywać mojego związku z An. A jeżeli się dowiem, że coś kombinujesz, albo coś stanie się Anett, albo Miko, pożałujesz tego.  
-Ta powaga jakoś do Ciebie nie pasuje, skarbie. -Kiyomi powiodła dłonią po torsie mężczyzny, zagryzając dolną wargę. -Sam musisz się przekonać, że twoja ukochana Cię okłamuje i wiele przed tobą ukrywa. Tylko co jej powiesz jak wrócisz? Bo ja chętnie jej przekaże, że po upojnej nocy z nią, uciekłeś, by umilić mi czas. -Uśmiech z twarzy Kiyomi nie znikał, a Kouyou znowu poczuł, jak gotuje się ze złości. 
-Niby skąd to wszystko wiesz? Po drugie, nie odważysz się. Nie wrócę do Ciebie. -Kouyou zmrużył powieki, przyciskając kobietę swoim ciałem jeszcze bardziej. 
-Wiem, że tego chcesz. -Szepnęła brunetka. -Kochanie, przejrzyj na oczy. Najpierw Yuu, potem Akira, a na końcu ty, Anett od każdego z was czegoś chce. Wiem wszystko, wiem, że nawet z twojej wygodnej posadki gitarzysty byłaby w stanie Cię wywalić, gdyby tylko chciała. W końcu sam ukrywasz przed nią problemy z ręką.  
-O czym ty do cholery mówisz? -Kouyou uniósł brew ku górze. 
-Mówiłam, że wiem wszystko. Przez zaniedbanie rehabilitacji zaczynasz tracić czucie, a Ona tylko na to czeka. -Kobieta westchnęła czując bliskość jej ukochanego. -Odpuść sobie ją, dobrze Ci radzę i wróć do mnie. Nie pożałujesz.  
-Nie ma takiej opcji. A ty chociaż spróbuj się zbliżyć. -Kouyou ponownie warknął, odsuwając się od niej. 
-Jeszcze się okaże... -Kiyomi szybko wsiadła do samochodu, patrząc jak Uruha odchodzi. Zadowolona z siebie, że wzbudziła w nim niepewność, przekręciła kluczyk.  

     Kiedy Anett się obudziła, ku swojemu zaskoczeniu, była sama. Powoli wstała i rozglądając się po mieszkaniu, doszła do wniosku, że Kouyou po prostu wyszedł, nie zostawiając jej żadnych informacji. Odkładając telefon po nieudanej próbie dodzwonienia się do gitarzysty, poszła do łazienki, by w końcu się ogarnąć.  
Ledwo wyszła, kiedy zauważyła Kouyou wchodzącego do mieszkania z siatkami. Przez chwilę się zawiesiła, patrząc jak Uruha zamyka za sobą drzwi, używając do tego nogi, bo ręce przecież miał zajęte.  
-O, już wstałaś kochanie. -Mężczyzna się uśmiechnął na jej widok i delikatnie ucałował jej czoło, kiedy do niej podszedł.  
-Dzwoniłam do Ciebie. -Anett uniosła brew ku górze, dokładnie przyglądając się gitarzyście. 
-Wiem, akurat nie mogłem odebrać. Miałem z rana spotkanie z Mikoto, a potem postanowiłem kupić coś na śniadanie. -Uśmiech z twarzy Kouyou nie znikał i bez dalszych wyjaśnień poszedł do kuchni. Szatynka jedynie wzruszyła ramionami i poszła do swojego pokoju. Gdy w końcu ułożyła włosy, dotarł do niej sygnał nowego powiadomienia w telefonie. Sięgnęła po urządzenie i jedynie zdążyła się zorientować, że dostała wiadomość z nieznanego numeru, gdy usłyszała dźwięk tłuczonego szkła z kuchni. Rzucając telefon na biurko, pobiegła tam, skąd wydobył się ten dźwięk. 
-Kyu! -Zawołała wystraszona, patrząc jak gitarzysta stał bez ruchu, trzymając się za rękę i krzywiąc z bólu. -Kochanie, co się dzieje? -Zapytała patrząc na niego. Powoli ujęła jego dłoń w swoje i zaczęła masować. Do gitarzysty teraz dopiero dotarło, że w tym jednym Kiyomi naprawdę miała rację. Ale On nie oszukiwał An, po prostu o niczym jej nie mówił, by ta się nie martwiła. Chciał jej powiedzieć, ale chciał jak najbardziej skrócić jej czas niepokoju, jednak, skoro Anett widziała go teraz w takim stanie, musiał jej powiedzieć.  
-Tracę czucie w tej dłoni. Przepraszam, nie chciałem Cię martwić. -Powiedział Uruha, siadając przy stole.  
-Ale jak to? -Zapytała Anett, sięgając po miotłę, by zebrać szkło. 
-Pamiętasz, jak rozwaliłem rękę i wylądowałem w szpitalu? Jestem idiotą, bo myślałem, że cała ta rehabilitacja nie będzie mi potrzeba, a teraz czasami nawet kostki nie umiem utrzymać.  
-Zwariowałeś?! -Anett oczywiście, że nie wyglądała na zadowoloną. -Wiedziałeś, że tak to może się skończyć. -Dodała po chwili namysłu i podeszła do niego.  
-Wiem, wiedziałem, ale tak dużo się wtedy działo. -Kouyou spojrzał na wokalistkę błagalnym wzrokiem. -Chciałem Ci powiedzieć za kilka dni, tuż przed operacją, albo nie mówić Ci wcale, nie chciałem Cię martwić, zrozum, proszę. -Anett słysząc te słowa ukryła na chwilę twarz w dłoniach.  
-I myślałeś, że ja naprawdę się nie zorientuję, jak znikniesz na kilka dni? Albo że w ogóle nie będę się martwić, jak wyślesz mi wiadomość, że znowu biorą Cię na stół operacyjny? Dopiero bym spanikowała. -Anett bezsilnie westchnęła i wróciła do sprzątania szkła, a Kouyou po raz kolejny zaczął myśleć o słowach Kiyomi. Przecież Anett nie zrobiła by tego, nie zajęła by jego miejsca w zespole. 
-Ty też o wielu rzeczach mi nie mówisz, prawda? -Uruha spojrzał na wokalistkę, gdy ta się wyprostowała.  
-Ale to nie ma żadnego związku z twoją karierą, ani naszym związkiem. -Anett nie rozumiała, o co gitarzyście teraz chodziło, a jego oczy, jak po prostu wgapione w jej osobę wyglądały, jakby był na nią za coś zły. 
-Czyli nie zajęłabyś mojego miejsca w zespole, jakbym nie mógł grać. -Kouyou w tym momencie zmrużył oczy, a Anett słysząc jego pytanie, się zaśmiała. 
-Kyu, ty dobrze się czujesz? Jeszcze będziesz grał, a jak już, to przypomnę Ci, że Takanori nie puści mnie z wokalu. -Anett nadal się śmiejąc poszła z powrotem do swojego pokoju. Tam przypomniała sobie o wiadomości, którą nie zdążyła przeczytać. Jednak po chwili dowiedziała się, czyj był ten nieznany numer. 

 “Jeśli się zastanawiasz, gdzie Kouypu wywiało w środku nocy, to był u mnie i muszę Ci przyznać, że było miło. 
                                                                                                                                              ~Kiyomi.” 

Anett po przeczytaniu treści wiadomości poczuła, jak traci grunt pod nogami. Jednak z tyłu głowy cały czas miała zapewnienia Kouyou, że nic go nie łączy z Kiyomi. Postanowiła nie poruszać na razie tematu dziwnej wiadomości, nie miała ochoty ani sił ponownie kłócić się z gitarzystą. Czekał ją naprawdę trudny wywiad, chociaż wiedziała, że dzięki Mitsutake jest już skończona. 

     Ayuko od rana siedziała w pracy, zajmując się swoją częścią papierkowej roboty, zerkając na coraz to nowsze komentarze, pojawiające się po wywiadzie. Nagle do pokoju wparował Kai. 
-Słyszałaś? -Zapytał, wchodząc do środka. 
-Tak, cały czas słuchałam, świetnie im poszło. A teraz przeglądam komentarze. -Brunetka delikatnie się uśmiechnęła, spoglądając na męża. 
-Anett się tak ręce trzęsły, że myślałem, że nie wejdzie, albo nic nie powie... 
-Nic dziwnego, to był trudny wywiad i trudne pytania, ale Yutaka, już po wszystkim. -Kobieta usiadła wygodnie. -A gdzie nasze gołąbeczki? 
-Grzecznie zabrały się za swoją robotę. A tak swoja drogą... -Lider przykucnął obok Ayuko. -Takao i Katherine naprawdę dadzą sobie radę ze wszystkim, powinnaś pomyśleć o zwolnieniu.  
-Kai, tylko, że ja chcę pracować tyle, ile dam radę. Czuję się naprawdę dobrze, w przeciwieństwie do Miko nie mam żadnych przeciwskazań by nie zajmować się pracą. -Ayuko tym razem szerzej się uśmiechnęła, starając się przekonać perkusistę, że nie ma się o co martwić. 
-Wiem, jeszcze będę miał czas, żeby się martwić. Po prostu myślę, że to już chyba pora.  
-Kochanie, najwcześniej, jak Anett wróci z Polski, czyli za jakieś dwa miesiące wrócimy do tej rozmowy. -Ayuko pomachała w stronę Kaia, jakby chcąc mu pokazać, żeby wyszedł. 
-Jak sobie życzysz kochanie. -Yutaka przewrócił oczami, lekko kręcąc głową. Ale skoro Ayuko się uparła... Czemu One wszystkie są tak uparte? 

    Anett idąc korytarzem trafiła na Miko i Hitomi, które nie przerywając swojej fascynującej rozmowy, przeszły obok niej, jakby w ogóle jej nie zauważając. Wokalistka jedynie wzruszyła ramionami, z myślą, że Miko w końcu znalazła godną siebie koleżankę. Jednak była ciekawa o czym rozmawiały. Z tego urywku rozmowy kobiet wiedziała jedynie, że chodzi o Kouyou. Anett przystanęła na chwilę, cicho wzdychając. Wiedziała, że ten wywiad niczego nie zmieni, a jej osoba od samego początku ściąga cały zespół w dół. Gdyby tylko mogła cofnąć czas... 
No nie, nie mogła, bo przecież wtedy nie była by z Kouyou. Akuma szybko pokręciła głową, odganiając czarne chmury znad swoich myśli i zaraz dołączyła do reszty zespołu na sali prób. 
Kiedy tylko minęła próg, zaskoczyła ją napięta atmosfera i cisza dobiegająca z każdej strony. Wszyscy siedzieli z nosami w telefonach, czasami chichocząc pod nosem.  
-Em, a wy co? -Anett uniosła brew ku górze, patrząc na piątkę mężczyzn, gapiących się w ekrany telefonów, niczym małe dzieci.  
-Czytamy komentarze. Te oficjalne przeprosiny i ten wywiad naprawdę sporo dały, ludzie Cię uwielbiają. -Takanori powoli wstał podchodząc do wokalistki.  
-No nie wiem, nic nie zatuszuje tego, co wypisywał Mitsutake. Ludzie będą to pamiętać. -Anett powiedziała zrezygnowanym głosem, siadając obok Uruhy. 
-Anett... Ale sama to powiedziałaś. Powiedziałaś, że nie mogliście mieć romansu wcześniej, bo byłaś w Polsce. Zareagowałaś prawdą na każdy atak na twoją osobę, a fani to chwycili. A to jak Kouyou opowiedział całą tą historię... No nawet nam serduszka zmiękły. -Ruki usiadł zaraz obok Anett i lekko ją objął. -No, głowa do góry.  
-Coś się stało? -Zapytał nagle Kouyou, widząc niezadowoloną minę wokalistki. 
-Idąc tutaj trafiłam na Miko i Hitomi, rozmawiały o tobie... 
-Aaa i boisz się, że Miko nagada coś nowej, a ta to rozniesie? Nie martw się, Miko też musi chronić siebie w tej fali plotek. -Stwierdził Akira, chwytając za swój bas.  
-Może weźmy się już do roboty co? Nie mam siły myśleć. -Rzuciła Anett, wstając na równe nogi. 

    Kilka dni później, gdy cała sprawa z artykułem już powoli cichła, nadszedł długo dla Anett wyczekiwany czas. Dosłownie trzy dni wolnego od prób, sesji, wywiadów i czego świat by jeszcze chciał. Jednak to wolne nie wzięło się przecież z niczego i przez to wszystko, młoda wokalistka całkowicie zapomniała o wiadomości, którą otrzymała od Kiyomi. Nawet nic nikomu nie powiedziała, zostawiając sprawę samej sobie.  
    Wraz z Temari czekały na szpitalnym korytarzu, aż operacja Kouyou w końcu się zakończy. Okazało się, że młoda brunetka też do samego końca nie wiedziała, że takowa będzie w ogóle potrzebna.  
-...Ale jak On sobie to wyobrażał? Co On sobie myślał? -Temari chodziła w kółko, a Anett stała oparta o ścianę, przyglądając się jej. 
-Temari, uspokój się. Nie wiem o co dokładnie chodzi. Źle zrośnięte ścięgno czy mięsień, naprawdę nie rozumiem tej medycznej gadki, a Takao nie chciał wchodzić w szczegóły. Bardziej mnie martwi, żeby wyszedł z tego do trasy. -Wokalistka spojrzała w sufit, cicho wzdychając. 
-No tak, bo Ciebie interesuje tylko to, czy będzie mógł grać. -Młoda dziewczyna spojrzała z wyrzutem w oczach na szatynkę.  
-Nie, nie tylko to. Ale twój ojciec jest w dobrych rękach i nie obwiniaj mnie za to co się stało. To nie ja rozwaliłam mu tą rękę, to nie ja postanowiłam, że rehabilitacja mu nie jest potrzebna i to nie ja ukrywałam wszystko do samego końca. Idę zapalić, jak coś, dzwoń. -Anett lekko poddenerwowana udała się w kierunku windy.  
Gdy wyszła przed szpital, zobaczyła ją. Ostatnią osobę, jaką miała ochotę oglądać w życiu -Kiyomi. Jak gdyby nigdy nic odeszła na bok, nie rzucając się kobiecie w oczy, jednak miała złe przeczucia, oj cholernie złe przeczucia.  
-Nie sądziłam, że jeszcze się tobą bawi. -Anett zaciągając się dymem, za sobą usłyszała znajomy już jej głos. A miała taką nadzieje, że kobieta jej nie zauważyła. 
-Odpuść. -Wokalistka odwróciła się w stronę Kiyomi. -Naprawdę nie widzisz, że On Cię nawet nie chce znać? A tak swoją drogą, nie wiem co mu nagadałaś, ale nic przed nim nie ukrywam. -Anett zmarszczyła czoło, by zaraz szeroko otworzyć oczy. 
-Kochana, sprawdziłam Cię na wylot. Wiem wszystko o tobie, twojej rodzinie, jak i karierze, nieudanej zresztą. Wiem też o wypadku na torach i o samobójstwie twojego podopiecznego, mam mówić dalej? -Kiyomi zaśmiała się czując, że ma Anett w garści. 
-Nie obchodzi mnie skąd to wiesz. -Warknęła Akuma przez zaciśnięte zęby. -Daj nam w końcu spokój. 
-Oh, po co te nerwy? A no tak, nic mu nie powiedziałaś. To takie zabawne, jak On totalnie nic o tobie nie wie i wierzy w miłość, która nie istnieje. -Uśmiech z twarzy Kiyomi nie znikał, tym bardziej, że miała coraz to większe poczucie wyższości nad An. 
-To naprawdę są sprawy, które jego nie dotyczą i w które nie chcę go mieszać.  
-Odpuść sobie mała, zanim Cię znienawidzi. Przynosisz same kłopoty, a jego operacja jest Ci na rękę, przyznaj. -Po tych słowach brunetka powoli odeszła od wokalistki z ogromnym zadowoleniem na twarzy.  
Anett cicho odetchnęła i spojrzała na telefon, który wyjęła z kieszeni. W trakcie rozmowy z Kiyomi, szatynka dostała wiadomość od Temari, że operacja gitarzysty już się zakończyła.  
    Jakieś dwie godziny później, Kouyou powoli otworzył oczy, dopiero po chwili, gdy jego oczy przywykły do światła, zauważył siedzącą obok niego Anett.  
-Hej, jak się czujesz? -Szepnęła szatynka z słabym uśmiechem na twarzy. 
-Boli, ale jest okey. -Uruha cicho syknął, próbując się podnieść. 
-Leż, pójdę po lekarza. -Anett powoli wstała i już miała wychodzić, gdy okazało się, że lekarze byli szybsi. Jednak ku jej zaskoczeniu, było ich dwóch- Lekarz, który operował gitarzystę oraz nie kto inny jak Kiyomi.  
-Cholera. -Warknęła Akuma zaraz po tym jak wyszła z sali. Chwilę później mogła już wrócić, jednak wzrok Kiyomi, jakim ta obdarzyła szatynkę, wywołał u niej niepokój. 
-I jak?  
-Gorzej niż myślałem. Przez kilka dni będę miał Kiyomi na głowie, świetnie. -Warknął Kouyou, próbując zacisnąć pięść, ale to wywołało u niego jedynie nieznośny ból. 
-No to teraz będzie miała pełno okazji by mi wypisywać, co robicie po nocach. -Powiedziała bez namysłu Anett i dopiero mina Uruhy przypomniała jej, że przecież On nie wie o smsie. -Wiem, że nie spotkałeś się wtedy z Mikoto, tylko z nią. Ale spokojnie, mimo jej zapewnień wiem, że do niczego między wami nie doszło... Bo nie doszło, prawda?  
-Musiałem z nią pogadać, a akurat kończyła nocny dyżur, stąd taka pora. Wolałem się z nią spotkać na neutralnym gruncie. Wiesz, że pracuje z Mitsutake? -Kouyou spojrzał tym swoim zmartwionym wzrokiem na An, a ta jedynie westchnęła. 
-Tak, wiem.  Mówiłeś mi, jak dostałeś wiadomość od Mikoto. -Nagle Akuma zmrużyła oczy, myśląc nad czymś, nagle jakby ją olśniło... Przecież Kouyou nie będzie kilka dni, a to idealna okazja, by się w końcu wyluzować i “pobawić”. Postanowiła wykorzystać swój pomysł, by odciągnąć gitarzystę od rozmowy o Kiyomi i Mitsutake. 
-A tobie co? -Uruha spojrzał zaskoczony, kiedy szatynka spojrzała na niego z wielkim uśmiechem na twarzy.  
-A bo sobie tak teraz pomyślałam... Skoro i tak będziesz tutaj te kilka dni, to może dałbyś mi dostęp do twojego sanktuarium, którego tak pilnujesz? -Głos Anett był tak słodki, że Kouyou od razu domyślił się o co kobiecie chodzi. Westchnął cicho, chwilę myśląc. 
-Niech Ci będzie, ale nie wpuszczaj tam Temari. Za dużo drogiego sprzętu tam teraz trzymam. -Czyżby Uruha zobaczył taki dziwny błysk w oczach ukochanej? An siedziała w ciszy szybko mrugając.  
-Ty mówisz poważnie?  
-Tak, ale nie martwię się i tak się nie znasz. -Gitarzysta uśmiechnął się wrednie w stronę szatynki. 
-W bajki wierzysz... -Mruknęła Anett po polsku, z nadzieją, że jej teraz nie zrozumiał. Ale... Kouyou miało nie być kilka dni, cały jego sprzęt był w domu, zostało tylko się dowiedzieć... 
-To, gdzie są klucze? -Zapytała Anett szczerząc się, a Kouyou zaczął się poważnie zastanawiać nad tym, na co właściwie się przed chwilą zgodził. 

    Aoi miał w planach ten dzień spędzić samotnie w domu. W końcu przydałby się chociaż jeden dzień na kilka miesięcy, kiedy nie będzie musiał wychodzić. Nawet dzień wcześniej się do tego przygotował. Rozłożony na kanapie w salonie już obmyślał w jaką grę sobie zagrać, gdy niespodziewanie usłyszał dzwonek do drzwi. “Kogo to cholera niesie” pomyślał otwierając drzwi, ale ku jego zaskoczeniu przed drzwiami zobaczył zapłakaną Namiko. Ale jak? Przecież barmanka miała być tego dnia w pracy. Zdziwiony Yuu wpuścił blondynkę do środka. 
-Namiko, co się stało? -Zapytał, prowadząc ją do salonu, gdzie oboje usiedli.  
-Zwolnili mnie. -Rzuciła kobieta przez łzy, chowając twarz w dłoniach.  
-Jak to Cię zwolnili? -Yuu znał ją już na tyle, by wiedzieć, że wystarczająco się u niej nie przelewało, a bez pracy będzie musiała wrócić w swoje rodzinne strony.  
-Tak po prostu, bez podania powodu. W dodatku nie zapłacą mi za ten miesiąc. -Namiko cisnęła przed siebie chusteczką, którą trzymała w dłoni. -Jestem w dupie! Już zalegam przez tego dupka z czynszem, bo zabierał mi z pensji za jakieś głupoty. -Kobieta cicho westchnęła, a Yuu delikatnie ją objął. 
-Nie mówiłaś mi o tym. -Powiedział zamyślony gitarzysta.  
-Bo nie było o czym mówić. Nie chciałam, żebyś pomyślał, że przykleiłam się do Ciebie dla kasy. A temu dupkowi chodziło tylko o to, by dobrać mi się do tyłka. -Blondynka cicho westchnęła, starając się wymyślić co dalej, w ogóle nie spodziewając się tego, co miała za chwilę usłyszeć. 
-A jakbyś zamieszkała ze mną? Mogłabyś na spokojnie poszukać sobie czegoś nowego, nie zaprzątając sobie głowy resztą spraw. -Yuu spojrzał na nią z lekkim uśmiechem na twarzy, a Namiko patrzyła na niego przez chwilę, zaskoczona jego propozycją. 
-Nie chcę siedzieć na twoim utrzymaniu. -Kobieta powoli odsunęła się od niego.  
-Przecież szybko coś znajdziesz.  
-Mówisz poważnie? -Namiko nie do końca była pewna, czy powinna przyjąć jego propozycję, w końcu znali się tak krótko, ale z drugiej strony Yuu ratował jej życie.  
-Najpoważniej jak się da. -Odpowiedział gitarzysta z uśmiechem na twarzy. 

    Młoda brunetka po umówionym wcześniej spotkaniu, wieczorem wróciła do domu. Ku jej zaskoczeniu, drzwi do pomieszczenia, do którego jej ojciec nikogo nie wpuszczał były otwarte. W dodatku wydobywał się z niego dźwięk gitary, ale przecież jej ojciec był w szpitalu.  
Kiedy zajrzała do środka, zobaczyła bawiącą się efektami w najlepsze Anett. Jako że nie została przez szatynkę zauważona, oparła się o framugę drzwi, przyglądając się jej.  
-Wow. -Wyrwało się dziewczynie, kiedy Anett skończyła grać jeden z utworów Gazette. Wokalistka zauważając brunetkę zaraz odłożyła gitarę.  
-Tylko nic nie mów ojcu, okey? -Mina szatynka mówiła jasno, że jej umiejętności doskonale ukrywała przed Kouyou. -Chciałam tylko palce rozruszać. -Dodała, uśmiechając się od ucha do ucha. 
-Ale jak? To On nic nie wie? Znaczy wiem, że widziałam akustyka u Ciebie w pokoju, ale to... -Temari patrzyła szeroko otwartymi oczami na wokalistkę. 
-I tylko o nim Kouyou wie. Trzymam go w świadomości, że nie znam się na elektrykach, całym tym sprzęcie i tak dalej. Nie pytaj mnie, dlaczego. -Anett cicho westchnęła.  
-Nie rozumiem tego. Grasz świetnie i ukrywasz to przed nim? -Brunetka usiadła obok niej.  
-Przyjeżdżając tutaj, zrobiłam sobie długą przerwę, Oni wszyscy o tym nie wiedzą i jakoś mi tak wygodniej jak nie wiedzą. -Szatynka wzruszyła ramionami. -No i co mam im powiedzieć, szczególnie Kouyou?  
-Prawdę Anett, prawdę. -Wtrąciła Temari, klepiąc starszą po ramieniu. 
-No bo wiecie, chciałam robić ‘specjalizację z Gazette” -Akuma robiąc cudzysłów w powietrzu spojrzała na młodszą. 
-Aaa, to wszystko jasne.  
-Ale to nie jedyne co Kiyomi o mnie wie, a teraz ma idealną okazję, by się wygadać. -Anett nagle wstała.  
-Wiem, że zajmuje się ojcem, ale niby co takiego wie? -Temari uniosła brew ku górze.  
-Wie o mnie rzeczy, o których ja chcę zapomnieć. Nie chcę nikogo w to wciągać, tłumaczyć się, dlaczego tak nagle zgodziłam się zostać. To już przeszłość, za późno, by cokolwiek odkręcić. Dwa razy popełniłam błąd i naprawdę, nie chcę do tego wracać.  
-Boisz się jego reakcji, prawda? -Brunetka lekko przechyliła głowę, patrzącą na chodzącą w kółko Anett.  
-Nie, nie chcę by to się rozeszło. Gdyby tak się stało, nie tylko ja miałabym kłopoty, a Kiyomi pewnie o tym wie... -Nagle An jakby olśniło. -Chyba wiem, jak zamknąć jej usta. -Zmrużyła oczy, zaczynając myśleć nad planem. 
-Ja się tam nie mieszam... -Temari uniosła ręce, jakby się poddawała, zarazem wstając. -Ale życzę powodzenia, bo sama mam dość tej jędzy. -Mówiąc to dziewczyna wyszła, a Anett zabrała się za robienie porządku, zarazem do kogoś dzwoniąc. Temari nawet nie zwróciła uwagi, kiedy ta wyszła, zaraz odjeżdżając spod domu. 
    Po niedługim czasie Anett siedziała już w pokoju Krystiana. Szatyn od razu zauważył jej zdenerwowanie, ale starał się spokojnie dowiedzieć o co chodzi. 
-Kiyomi wie o wypadku na torach i o samobójstwie Pawła. -Wystrzeliła szatynka bez wcześniejszego uprzedzenia. 
-A, to ta historia co mi ostatnio opowiadałaś o tym chłopaku, co go diagnozowałaś? 
-Kris... Ciebie powinno zainteresować to pierwsze. -Wtrąciła An, patrząc z wyrzutem na przyjaciela. 
-Racja. Cholera, jak to się wyda... -Kris zaraz usiadł obok niej.  
-Po cholerę Artur się z nim jeszcze szarpał. Gdyby ten idiota się wtedy nie wyrwał, nie wleciałby pod ten pieprzony pociąg. Jak się dowiedzą, że wiemy, kto mu to sprzedał, to nie dadzą nam spokoju. -Anett cały czas patrzyła przed siebie, wypierając sceny wypadku z pamięci.  
-Szary w szczególności. Wiem, że sprawdza każdy nasz ruch tutaj. -Kris zamyślił się na chwilę, nie wiedząc, że podsunął Anett kolejny pomysł. 
-Posłuchaj, Kiyomi jest lekarzem Kyu, ma wiele okazji by mu o tym powiedzieć. Co gorsza, może pójść z tym dalej, trzeba ją uciszyć. -Na twarzy szatynki Krystian zauważył dziwny, chytry uśmieszek. 
-Myślisz o tym, żeby ją nastraszyć? -Kris uniósł brew ku górze, spodziewając się, co w głowie wokalistki właśnie może się dziać.  
-I nawet wiem jak... 

26 cze 2021

Rozdział 37

Em, no... Dzień dobry :) Mam nadzieję, że ten tydzień był dla was przyjemny, a upał nie dał wam za bardzo w kość :) No cóż, ja za wiele do napisania nie mam, więc...
Miłego czytania :3

Rozdział 37: 

     Gdy tylko dojechali do studia, udali się na spotkanie z pozostałymi członkami zespołu. Każdy już czekał, zastanawiając się co dalej. Ten artykuł może i dotyczył tylko Akumy i Uruhy, ale zagrażał całemu zespołowi. 
-Czyli już wiecie. -Powiedziała Anett, tuż po wejściu do pokoju.  
-Tym razem Mitsutake nie szczędził papieru na kłamstwa. -Stwierdził Takanori, patrząc przed siebie. 
-Postanowiliśmy z Anett, że opublikujemy w mediach informację, że to prawda, że jesteśmy razem, ale, że reszta artykułu to brednie. -Powiedział Uruha, siadając na swoim miejscu. 
-Dobry pomysł, ale to nie wystarczy. -Stwierdziła Ayuko, siedząca obok męża. 
-A oficjalny wywiad? -Zaproponowała zrezygnowana wokalistka. 
-W sumie od momentu ukazania się artykułu, ciągle mam telefony w sprawie jakiegoś wywiadu z wami, pewnie da się coś zorganizować na szybko, zanim fani uwierzą w te kłamstwa. -Ayuko pokiwała głową, po czym wstała. -To ja idę coś załatwić. A, prawie bym zapomniała, dzisiaj zaczyna pracę ta dziewczyna, która ma być za Miko. -Kobieta lekko się uśmiechnęła do reszty, po czym wyszła. 
-Wiecie coś o tej nowej? -Zapytał Akira, jakby przerażony, że pojawił się ktoś nowy, w dodatku w takim momencie.  
-Poza tym, że nazywa się Hitomi i jest nawet lepsza od Miko, to niewiele. -Rzucił Kai. -A i chyba szaleje za Ślicznym. -Dodał, wrednie się uśmiechając. 
-A ja idę na pierwszy ogień, świetnie. -Mruknęła Akuma, z myślą, że jeżeli nowa przeczytała artykuł, to nie wokalistce żyć. 
-Będzie dobrze, Miko was przypilnuje. -Wredny uśmieszek nie schodził z twarzy Yutaki, a An niepewnie chwyciła za klamkę, po czym pełna niechęci wyszła, kierując się w stronę ich jakże cudownego “salonu urody” 
    Kiedy wolnym krokiem, dotarła na miejsce, niezauważona stanęła w drzwiach, słuchając rozmowy Miko i Hitomi.  
-Myślisz, że to prawda? -Zapytała nowa, która okazała się szczupłą brunetką, niewiele niższą od wokalistki. “Czy w Japonii naprawdę większość ludzi ma czarne włosy? Okazuje się, że tak” pomyślała An w międzyczasie. 
-Prawdą jest tylko to, że są razem, reszta to bzdury. Akuma dostała się do zespołu w sprawiedliwy sposób i naprawdę ma talent. Chociaż... Jest wredną suką. -Miko nie ukrywała swojej niechęci wobec wokalistki, ale nie chciała wchodzić w szczegóły.  
-Miko, weź przestań w końcu. -Powiedziała Anett, wychodząc z “ukrycia” -Wredną suką, to jesteś ty. -W tym momencie wokalistka uśmiechnęła się chytrze.  
-Jeszcze czego? Pojawiasz się znikąd i się rządzisz. -Miko przewróciła oczami.  
-Ja się nie rządzę, to ty się mścisz. Ty zniszczyłaś sukienkę, ty zamknęłaś mnie na tarasie i to ty wrobiłaś Kyu w dziecko, mam wymieniać dalej? -Anett cały czas niebezpiecznie mrużyła oczy, jednak nie poruszyła się ani o krok.  
-To dziecko Uruhy? -Zapytała Hitomi, wydając się zaskoczona rozmową kobiet. 
-Ups... Nowa jeszcze nic nie wie? Jak mi przykro, już wie. -Skomentowała szatynka, zajmując miejsce na krześle.  
-Za to ty oczywiście wiesz wszystko. -Warknęła Miko, po czym wyszła. Anett wraz z Hitomi patrzyły jeszcze przez chwilę w stronę drzwi, po czym bez słowa brunetka zabrała się do pracy. Nowa przez cały czas w ogóle się nie odzywała, a wokalistka czuła się jakoś dziwnie. Wcześniej Hitomi z Miko nadawały prawie cały czas, a teraz brunetka jakoś tak podejrzanie milczała. Chociaż Anett nawet się cieszyła. W ciszy mogła pomyśleć, jak wyjść z tej całej sytuacji z artykułem.  
-Tu jeszcze jesteś. -Nagle po pomieszczeniu rozległ się głos Uruhy. Akuma spojrzała na niego kątem oka, a Hitomi jakby zastygła w miejscu. “Oho, kolejna...” pomyślała Anett i zaraz zrozumiała, czemu brunetka cały czas się do niej nie odzywała- ten przeklęty artykuł.  
-Przepraszam, że tak długo... 
-Tak wiem, Miko miała Ci pomóc. -Kouyou przerwał nowej, podchodząc do kobiet.  
-Niech zgadnę, już się poskarżyła, że byłam dla niej wredna. -Wtrąciła szatynka, patrząc przed siebie, prosto w stronę lustra.  
-Taa, ale chyba zdążyłem się już pogodzić z myślą, że nigdy się nie dogadacie. -Uruha się zaśmiał i zaraz zajął miejsce na kanapie, a Hitomi jak gdyby nigdy nic wróciła do pracy. -A tak w ogóle, to stroje przyjechały.  
-Co? -Anett od razu odwróciła się w stronę gitarzysty. -Tylko nie ta przeklęta kiecka. -Warknęła wracając do swojej poprzedniej pozycji. Postanowiła z odpowiednią reakcją poczekać, aż Hitomi skończy z makijażem. W końcu nie miała zamiaru latać z jakimkolwiek pędzelkiem w oku.  
-No niestety kochanie, ta przeklęta kiecka też. I nie marudź, przecież wiadomym było, że Takanori choćby miał wysyłać ją na miliony poprawek, to Cię w nią wciśnie. -Kouyou się zaśmiał na samo wspomnienie, ile razy wokalistce coś nie pasowało.  
-Dobra, skończone. -Rzuciła brunetka, a Anett przejrzała się w lustrze. Musiała przyznać, że nowa wykonała kawał dobrej roboty. Górne warstwy jej włosów zostały spięte w staranny kok, a reszta włosów pozostała rozpuszczona i dokładnie wyprostowana, wedle życzeń Pana Matsumoto. W sumie od samego początku, gdy myśleli nad stylizacją wokalistki, Ruki chciał zostawić jak najwięcej z jej naturalnego stylu. -Częściowo spięte włosy, nie za mocny makijaż... Chociaż co do tego drugiego, to Anett nadal nie przyzwyczaiła się do tak grubej warstwy kosmetyków na swojej twarzy. No, zostały jeszcze stroje i tego akurat Anett bała się najbardziej.  
-Dziękuję. -Powiedziała An, delikatnie uśmiechając się do brunetki, po czym powoli wstała. -Dobra, to pora pobawić się w modelkę. -Szatynka cicho westchnęła, patrząc jak Kouyou niechętnie wstał i oboje bez słowa wyszli. 
    Stała przed piątką facetów, ubrana w długą, czerwoną koszulę w kratę, pod którą znajdowała się koszulka zaprojektowana oczywiście przez Takanoriego i obcisłe, skórzane spodnie. Anett chyba gdzieś umknęła ta mała zmiana dotycząca dolnej części garderoby.  
-… A ta menda będzie mi się cały czas gapić na tyłek, jeszcze się pomyli. -Rzuciła wokalistka w trakcie dyskusji o spodniach. 
-Od pomyłek jestem tutaj ja. -Wtrącił lider, zaraz karcąc się w myślach za te słowa. 
-Oj, przecież nie chciałaś się zgodzić na dekolt, a nogi masz idealne. Każda chciała by takie mieć. -Powiedział Takanori, po raz kolejny obchodząc wokalistkę dokoła i dokładnie się przyglądając. 
-Od idealnych nóg to jest Uruha. -Warknęła Akuma. 
-Przepraszam, ale ja ten etap mam już za sobą. -Kouyou podniósł ręce jakby w geście poddania się. 
-Nie pomagasz. -Anett spojrzała błagalnie na ukochanego. 
-Nie chcę dostać w twarz. -Uruha posłał wokalistce wredny uśmiech, a ta cicho westchnęła.  
-Dobra, to dajcie tą sukienkę. -Szatynka przewróciła oczami, wiedząc, że przy piątce facetów jest na przegranej pozycji. Zaraz sięgnęła po wieszak i poszła się przebrać.  
Na szczęście tym razem sukienka znajdująca się pod warstwą tiulu okazała się dłuższa. Sięgała wokalistce do polowy uda, na co w końcu mogła się zgodzić. Żeby tyle czasu protestować, że nie będzie świecić tyłkiem...  
Kiedy w końcu wyszła, ukazując się reszcie zespołu, usłyszała gwizd, a patrząc na Kouyou, zauważyła jak ten przełknął ślinę, robiąc krok w bok, jakby siedzący przed nim Akira miał coś zasłonić. Anett miała kolejną okazję by przewrócić oczami i nawet nic nie powiedziała. Gdy wszyscy podziwiali reakcję, ta poruszyła jedynie wargami w stronę gitarzysty, jakby chciała mu coś przekazać.  
-No to, skoro wszystkim już wszystko pasuje, wracamy do roboty. -Powiedział Kai po dłuższej chwili wstając z miejsca, a reszta grzecznie ruszyła za nim by się z powrotem przebrać. Anett jednak zrzuciła z siebie jedynie tiulową warstwę i poszła w “umówione” miejsce.  
    Czekała już przy drzwiach damskiej toalety i w sumie nie musiała długo czekać. Kouyou zaraz podszedł do niej i lekko się pochylając w jej stronę, ręką oparł się o ścianę.  
-Te spodnie jednak okazały się za ciasne? -Anett uśmiechnęła się wrednie.  
-Za dobrze mnie znasz kochanie. -Szepnął Kouyou. -Chociaż przez chwilę się zastanawiałem, o co Ci chodzi z tą “toaletą” -Mężczyzna cicho się zaśmiał, ale natychmiast został jakby skarcony błagalnym wzrokiem Anett.  
-Przecież od razu by zauważyli, że nas nie ma, jakbyśmy pojechali do mnie. -Wokalistka zagryzła lekko dolną wargę, patrząc brunetowi oczy. 
-W sumie masz rację. -Kouyou pokiwał lekko głową i zaraz chwycił Anett za rękę, by od razu razem z nią zniknąć za drzwiami.  

     Ayuko w końcu udało się załatwić jakiś sensowny wywiad. Idąc korytarzem, by poinformować Anett i Kouyou o porannym wywiadzie następnego dnia, zauważyła jak ta dwójka znika w damskiej toalecie. Kobieta najpierw westchnęła kręcąc głową, a po chwili się zaśmiała, przypominając sobie, że Ona i Yutaka w sumie też święci nie byli. Brunetka postanowiła wrócić do swoich spraw i poczekać, aż wokalistka będzie wolna, jednak wcześniej dla pewności wysłała Anett sms’a, że chce się z nią widzieć.  
Zajęta swoimi sprawami, całkowicie zapomniała o wiadomości, którą wysłała wokalistce. Przypomniała sobie dopiero kilka godzin później, kiedy zobaczyła ja na korytarzu po próbie zespołu.  
-Szukałam Cię, ale nigdzie Cię nie było, a wiesz jaki jest Ruki. -Powiedziała Anett podchodząc do brunetki.  
-Przepraszam, zapomniałam, że macie jeszcze próbę. -Ayuko uśmiechnęła się jakby głupkowato i poszła z Anett do pomieszczenia zespołu. Gdy były już w środku, zamknęła drzwi i zaraz wygodnie usiadła. -Jutro rano macie z Kouyou wywiad w radiu, wszelkie informacje macie już na mailu, tylko nie spieprzcie tego. A druga sprawa, wy tak przypadkiem nie przesadzacie? -Ayuko uniosła brew, a Anett spokojnie usiadła, przez chwilę się zastanawiając, o co asystentce chodzi. Po chwili do niej dotarło.  
-Ayuko... 
-Spokojnie, może i jestem po ślubie i w ciąży, ale pamiętam, jak to jest. Tak między nami, to my z Kaiem też nie byliśmy święci... -Brunetka przerwała na chwilę, widząc jak wokalistka otworzyła szeroko oczy. -Też nam się zdarzało, nawet tutaj... Ale wróć. To była inna sytuacja. Chodzi mi tylko o to, byście uważali. No wiesz, Miko jeszcze pracuje, cała ta sprawa z artykułem plus ta Hitomi jest jakaś... Dziwna. -Kobieta spojrzała w bok, jakby się zastanawiając. 
-Tak między nami, nie masz się o co martwić. Takie miejsca to jednak nie moja bajka. Kouyou wczoraj coś rzucił, że w trasie będzie szlaban i chciałam wykorzystać okazję, żeby sprawdzić, czy dałabym radę. -Anett zacisnęła wargi, uciekając wzrokiem w bok. 
-W trasie jest inaczej, macie więcej prywatności. W ostateczności Kouyou po prostu Cię zaknebluje. -Ayuko cicho się zaśmiała, a Anett zasłoniła oczy dłonią kręcąc głową.  
-Tak wiem, dodaj jeszcze, że oczywiście bez żadnych dzieci i tak dalej. Zostawmy już tą sprawę, bo dowiesz się za dużo. -Rzuciła Anett, cicho wzdychając. -Wspomniałaś o Hitomi i może masz rację. Z Miko rozmawiała normalnie, a kiedy została ze mną sam na sam, cały czas milczała, jakby się mnie bała, a jak nagle pojawił się Kyu, na chwilę zastygła w miejscu. -Wokalistka oparła się wygodniej. 
-Kolejna z wielkich fanek Uruhy, co się dziwisz? Po tym artykule nie zdziwię się, jak większość z nich Cię znienawidzi. -Stwierdziła Ayuko z spokojem w głosie. 
-Ten artykuł wszystko zniszczył. Nawet jak jutro oboje przyznamy, że “Tak, jesteśmy razem”, to dalej będę wrogiem publicznym numer jeden dla setek czy nawet tysięcy fanów. A chcieliśmy to załatwić spokojnie. Najpierw, żeby ludzie zaczęli coś podejrzewać, co się nawet udało i tak powoli do oficjalnej informacji, że no sorry, Uruha jest zajęty. -Anett gwałtownie wstała, zarazem zrzucając z kanapy torbę Kouyou, którą mężczyzna rano tam zostawił. Wśród rzeczy, które z niej wypadły, jedna przykuła uwagę wokalistki.  
-Wiem, ale nikt nie przewidział, że Mitsutake wyda was pierwszy, w dodatku okłamując wszystkich fanów. -Powiedziała brunetka, obserwując jak wokalistka powoli się podniosła, trzymając w ręku buteleczkę jakby z jakimiś lekami. -Co to jest? -Dopytała z ciekawością w głosie. 
-Nie wiem, pierwszy raz to widzę na oczy, a Kouyou poza problemami z ręką na nic się nie skarżył. -Anett spojrzała w stronę drzwi, upewniając się, że nikt teraz nie wejdzie. Szybko zebrała rzeczy gitarzysty z podłogi, wrzucając je od razu do jego torby, którą odłożyła na miejsce. Podchodząc do Ayuko otworzyła pojemnik, a zaraz jakby zbladła. -Co za... -Przerwała, zaciskając wargi. Ayuko szybko zabrała jej buteleczkę i zajrzała do środka, a jej oczom ukazały się małe, niebieskie tabletki.  
-Ale to chyba nie są...  
-Narkotyki? Nie. Viagra albo jakieś inne chujstwo na potencje. - Powiedziała Anett, czując jak jej poczucie własnej wartości spada poniżej zera. Bezsilnie usiadła obok Ayuko. 
-Nie zauważyłaś nic wcześniej? -Zapytała niepewnie Ayuko, patrząc na wokalistkę. 
-Coś zauważyłam, ale... Od dwóch tygodni praktycznie nie wychodzimy z łóżka, fakt, zauważyłam ostatnio, jakiś spadek formy z jego strony, ale myślałam, że albo to ten etap, albo już się mną znudził. A patrząc na to, że zostało ich kilka, okazuje się, że musi się wspomagać, żeby iść ze mną do łóżka. Świetnie. -Anett zaraz sięgnęła palcami swojej dolnej wargi, głowiąc się nad tym, jakim cudem nic nie zauważyła.  
-Powinnaś z nim porozmawiać, ale na spokojnie. Znając Kouyou, też to dla mnie dziwne. -Brunetka westchnęła, podając Anett zamknięta już buteleczkę. 
-Chłopaki załatwiają jeszcze coś ze sprzętem, pewnie trochę czasu im to zajmie. Musze pomyśleć, także nie będziesz zła, jak już pójdę? I błagam, nie mów Kouyou, że wiem. -Anett uśmiechnęła się słabo i powoli wstała, zbierając swoje rzeczy.  
-Jasne, idź. I tak dzisiaj już nie masz nic do roboty i nic mu nie powiem. Jakby pytał, powiem, że gorzej się poczułaś. A nie, bo zacznie świrować, że czemu mu nie powiedziałaś, by cię odwiózł... 
-Powiedz mu po prostu, że musiałam coś załatwić. -Rzuciła An, po czym zaraz wyszła, a Ayuko westchnęła, mając nadzieję, że Uruha nie będzie dopytywał.  

    Katherine zajęta papierkową robotą, nawet nie zwróciła uwagi, że zespół skończył już próbę. Kiedy do nich dołączyła w ich pokoju, zauważyła brak wokalistki. W sumie nie tylko Ona. 
-Anett już poszła? -Zapytał zdziwiony Kouyou, sięgając po swoją torbę.  
-Tak, mówiła, że musi jeszcze coś załatwić. A i jutro macie wywiad. -Odpowiedziała asystentka, próbując uśmiechem ukryć, że kłamie.  
-Tak, widziałem, że coś wysłałaś. -Kouyou powiedział, zaglądając do torby, w poszukiwaniu kluczyków od samochodu. Nagle zmarszczył czoło, spoglądając ukradkiem na Ayuko, gdy odkrył, że czegoś brakuje. Ufał Anett i był pewien, że ta nie grzebałaby w jego rzeczach, a gdyby chciała dostać się do samochodu, przecież by mu powiedziała.  
Ayuko zaczęła się stresować, kiedy Kouyou przeklinał pod nosem szukając tych nieszczęsnych kluczyków. Nie wiedziała, czy powinna powiedzieć, że widziała, jak jego torba spadła, ale wtedy Uruha domyśliłby się, dlaczego wokalistka na niego nie poczekała... Albo już się domyślił.  
-Są. -Gitarzysta udawanie odetchnął z ulgą. Bez dalszych pytań po prostu się pożegnał i pognał w stronę windy. Miał nadzieję, że zostawił je w domu, bezpiecznie schowane, niżeli Anett miałaby je znaleźć. Przecież kobieta urządzi mu piekło, kiedy odkryje jego mały sekret. W drodze do samochodu próbował dodzwonić się do szatynki, ale na marne. Cały w nerwach wsiadł do samochodu i zaczął jeszcze raz przeszukiwać torbę, ale to było na nic. Postanowił od razu pojechać do An i przekonać się, czy to Ona je zabrała. Ale jeżeli tak, to był pewien, że zawiodła jego zaufanie.  

     Szatynka wróciła do domu pieszo, cały czas myśląc o tym, co znalazła. Przez to, że nie była pewna, jak długo to trwa, nie potrafiła znaleźć żadnego punktu zaczepienia, dla jakiegokolwiek logicznego wyjaśnienia, dlaczego gitarzysta w ogóle trzyma przy sobie coś takiego. Przez chwilę pomyślała nawet, że to może z powodu różnicy wieku jaka jest między nimi, ale przecież nie wiedziała jak długo i dlaczego Kouyou w ogóle po nie sięgał.  
Gdy wróciła do mieszkania, nie musiała długo czekać, aż zadzwonił jej telefon. Nie chciała odbierać, nie chciała swoim głosem rzucić podejrzeń, że coś wie, kiedy tylko zobaczyła, że to gitarzysta do niej dzwonił. Miała tylko nadzieję, że ten się nie zorientował, że coś z jego rzeczy zniknęło.  
Nie odbierając, wiedziała też, ile ma mniej więcej czasu, na przemyślenie tego, jak powinna bruneta w ogóle o to zapytać.  
Siedziała w salonie i tak jak się spodziewała, po jakiś dwudziestu minutach usłyszała otwierający się zamek w drzwiach. Szybko schowała buteleczkę pod poduszką i poszła w stronę drzwi. 
-Kochanie, przecież mogłaś na mnie poczekać. -Powiedział Kouyou wchodząc do środka, gdy tylko zauważył Anett. 
-Przepraszam, musiałam jeszcze pójść na zakupy. I przepraszam, że nie odebrałam, nie miałam jak. -Akuma uśmiechnęła się delikatnie.  
-Tym nie odbieraniem zmartwiłaś mnie jeszcze bardziej. Myślałem, że coś się stało. -Gitarzysta objął kobietę, delikatnie całując jej czoło. -Po drugie przecież pojechałbym z tobą. -Dodał zmartwionym głosem. 
-Ale dałam sobie radę, a jakbyś pojechał ze mną, tylko stracilibyśmy czas. -Anett powoli odsunęła się od niego. Miała o wiele za mało czasu by się przygotować. -A tak w ogóle, to wszystko w porządku? -Zapytała niepewnie. “Tak Anett, brawo! A gdzie twoje wykształcenie psychologiczne? Przecież nie tak się zaczyna takie rozmowy!” skarciła sama siebie, widząc zmieszanie na twarzy Kouyou. Ten jedynie poczuł się zawiedziony, ponieważ wiedział, co wokalistka miała na myśli. 
-Nie, wszystko w porządku. -Kouyou uśmiechnął się głupio, udając, że nie wie o co chodzi. 
-Bo... -Anett nie wiedziała, jak powinna była to powiedzieć, w końcu postanowiła powiedzieć prawdę. -Rozmawiałam z Ayuko i przypadkiem zrzuciłam twoją torbę. Kilka rzeczy z niej wypadło, między innymi to. -W tym momencie kobieta wyjęła zza poduszki białą, nieoznakowaną buteleczkę na leki. -Możesz mi powiedzieć co to jest? Nie, inaczej. Ja wiem co to jest, więc powiedz mi, na cholerę Ci One? -Anett w tym momencie nie ukrywała swojej złości połączonej z rozczarowaniem, a Kouyou nie był pewien, czy powinien wierzyć w to, że “przypadkiem” je znalazła. 
-Kochanie, to nie tak jak myślisz. - Mężczyzna westchnął, myśląc jak powinien jej to powiedzieć. Powoli do niej podszedł i ostrożnie objął. -Ostatnio jest między nami dość... Intensywnie. Bałem się, że nie dam rady, że za tobą nie nadążę. Nagle dotarło do mnie, że między nami jest trzynaście lat różnicy i po prostu nie chciałem Cię zawieść... -Kouyou delikatnie przesunął dłonią po jej policzku, a An lekko się zaśmiała. 
-Czekaj, czy ja dobrze rozumiem? Boisz się, że nie nadążysz za mną, kiedy ja się boję, że nie nadążę za tobą? -Anett ponownie się zaśmiała, chowając twarz w dłoniach.  
-Chwila. O czym ty mówisz? -Gitarzysta uniósł brew ku górze.  
-Dla mnie przez ostatnie dni było tego trochę za dużo. Nie wiedziałam, jak Ci to powiedzieć, chciałam przeczekać. -Wokalistka uciekła wzrokiem w bok. -Ale teraz rozumiem skąd u Ciebie taki spadek formy, zmuszasz się tabletkami. A mówiłam Ci, że chcę prawdziwego Ciebie, nawet jeżeli miałoby to być rzadziej. -Anett spojrzała błagalnym wzrokiem na gitarzystę.  
-Wiem, powinienem Ci powiedzieć, w sumie tak jak ty mi. Ale to nie daje Ci pozwolenia na grzebanie w moich rzeczach.  
-Ale Ona naprawdę spadła. Nie wierzysz, zapytaj Ayuko, była przy tym. -Szatynka przewróciła oczami, a zaraz poczuła, jak mężczyzna objął ją ciaśniej.  
-To teraz rozumiem, dlaczego Ayuko tak nagle spanikowała, jak szukałem kluczyków. -Uruha cicho się zaśmiał. -Ale nadal czegoś nie dokończyliśmy. Przysięgam, nie ruszyłem dzisiaj ani jednej. 
-Hymm... No skoro tak... Ale i tak je rekwiruje. I ani się waż znowu o tym pomyśleć. -Po tych słowach Anett czule musnęła jego wargi swoimi. 
-Już nigdy o tym nie pomyślę. -Rzucił Kouyou, zaraz odwzajemniając jej pocałunek. 

     Po powrocie do domu, postanowiła się położyć. Nie sądziła, że była tak zmęczona, żeby zasnąć, a jednak. Gdy się obudziła, w całym domu panował półmrok. Powoli przeszła się po pomieszczeniach, szukając męża, którego dostrzegła dopiero wychodząc na taras.  
-Znowu palisz? -Zapytała Ayuko, podchodząc bliżej. Yutaka siedział w fotelu, zaciągając się dymem, ale kiedy zobaczył kobietę, zakaszlał, krztusząc się. 
-Przepraszam. Wiem, że obiecałem, ale ta sytuacja mnie przerasta. -Kai cicho westchnął, spoglądając na Ayuko.  
-Dadzą radę. -Brunetka spokojnie usiadła naprzeciw niego.  
-A jeżeli znowu pytaniami zaczną atakować Anett? Nie pamiętasz tego ostatniego wywiadu? 
-Tego, co Takanori chciał go przerwać? Pamiętam. Kouyou też się wtedy nieźle wściekł za te pytania, ale pamiętaj, że An udało się z tego wyjść obronną ręką, da radę. -Ayuko po tych słowach zamyśliła się na chwilę. -Ale to drugi artykuł napisany przez Mitsutake, w którym jest pełno kłamstw. Powiesz mi, o co chodzi z tym człowiekiem? -Ayuko miała wrażenie, że pyta dość naiwnie, ale wolała wiedzieć, z kim mają do czynienia. 
-Oh, to było dawno... -Zaczął Kai, powoli sobie przypominając. -Pamiętam, że Kouyou i Mitsutake nawet się przyjaźnili, tyle, że Kou był wtedy z taką Lisą... Tak nazywała się Lisa. Nie trwało to długo, zaledwie kilka miesięcy, ale to było jeszcze, kiedy Kouyou dopiero zaczął się zbierać po utracie Asami i Kiyomi, wtedy właśnie powstała ta opinia o nim i to dzięki Mitsutake. Kouyou nie myślał o niej poważnie, po prostu się nią zabawiał i nawet tego nie ukrywał. Lisa zakochana po uszy tego nawet nie zauważała, nic do niej nie docierało. Zdradzał ją, wiedziała o tym, ale nic z tym nie robiła. Wiem, że to, czego Kouyou najbardziej żałuje, to fakt, że rozstał się z nią w okrutny sposób. Po prostu ją przeleciał, po czym powiedział jej, że to koniec. Lisa po tym wyjechała za granicę, a jak się okazało, zakochany w niej Mitsutakę postanowił polecieć z nią, na odchodne obiecując Kouyou, że nigdy nie zapomni, jak ją traktował i kiedyś go zniszczy. To kiedyś jest teraz. -Opowiedział Yutaka cały czas mówiąc spokojnym głosem. 
-Nie sądziłam, że Uruha był kiedyś takim gnojem. -Ayuko cicho szepnęła, lekko kręcąc głową. 
-W sumie nadal jest. Przypomnij sobie sprawę z Miko i Anett. Fakt, związek z Miko go zmienił. Ale nadal mam wrażenie, że w tym wszystkim dodatkowo miesza Kiyomi. -Lider zastanowił się chwilę. -Nie bez powodu Mitsutake wybrał sobie ten moment, by wszystko zniszczyć.  
-Nadal nie rozumiem tego, co się wtedy wydarzyło z Kiyomi, jednak co Ona ma wspólnego z tym wszystkim? -Brunetka zmarszczyła czoło, przyglądając się mężowi. 
-Wiem, że Kiyomi coś kombinuje i Mitsutake też nagle stał się bardzo aktywny... Mam tylko nadzieję, że to nie skończy się źle. -Kai z nadzieją w oczach spojrzał w nocne niebo. -I mam nadzieję, że Kiyomi nie namiesza, tak jak wtedy... 

     “Nie potrafił się doczekać, by zobaczyć córkę, z którą miał spędzić cały weekend. Dziewczyna powoli odsuwała ich od siebie, coraz rzadziej pozwalając mu na widywanie się z dzieckiem. Wściekał się, jednak próbował zrozumieć. W końcu kariera jego zespołu się rozkręcała, dziewczyna pewnie chciała przygotować córkę na rzadsze widywanie się z ojcem. 
Kiedy dojechał na miejsce, zobaczył przed drzwiami walizki, a jego serce zabiło mocniej. W końcu nie po to jechał taki kawal drogi. Szybko wysiadł z samochodu, by dowiedzieć się, co jest grane.  
-Jadę do rodziców na weekend. Przepraszam, zapomniałam, że miałeś zabrać małą. -Powiedziała Kiyomi  z tym swoim wrednym uśmieszkiem na twarzy.  
-W sumie też tam jadę, możecie jechać ze mną. -Zaproponował Kouyou, mając nadzieję, że po drodze przekona Kiyomi, żeby zostawiła Asami pod jego opieką. W końcu przez półtora roku to On głównie się nią zajmował.  
-Niech Ci będzie. -Rzuciła jakby od niechcenia Kiyomi i zaraz z jego pomocą zapakowała walizki do bagażnika samochodu. 
    Dwuletnia Asami spała już słodko w swoim foteliku na tylnym siedzeniu. Kouyou starał się skupić na drodze, w końcu do domu rodziców Kiyomi zostało już tylko kilkanaście kilometrów, jednak mrok i ulewa nie były najlepszymi warunkami do jazdy. 
-Kiedy z tym skończysz? -Zapytała spokojnie Kiyomi, patrząc przez okno.  
-O czym mówisz? -Młody gitarzysta spojrzał kątem oka na brunetkę. 
-O gitarze i tym cholernym zespole. Kiedy z tym skończysz i w końcu zabierzesz się za normalną pracę?  
-To jest moja praca. -Kouyou starał się zachować spokój, mocniej ściskając kierownicę. 
-To nie jest praca. Te makijaże, fryzury, stroje. Robisz z siebie dziwadło i naprawdę twoja córka ma na to wszystko patrzeć i może być jeszcze dumna? -W głosie Kiyomi można było usłyszeć żal. 
-Dlaczego nie potrafisz zrozumieć? Od kiedy zaszłaś w ciąże, negujesz całą moją ciężką pracę. A jak w końcu nam się z chłopakami udało, chcesz mnie zmusić, bym to zostawił. -Kouyou nie był zadowolony z takiego obrotu spraw, to mogło wiele skomplikować.  
-Bo cały ten zespół jest dla Ciebie ważniejszy od twojej córki Panie Śliczny! -Krzyknęła brunetka, ukazując złość.  
-Wiesz, że tak nie jest. Po porodzie po prostu mi ja zostawiłaś, bo studia. Przyjeżdżałaś raz na miesiąc, przez półtora roku i nagle ją zabrałaś, zabraniając mi się z nią widywać! Ja w tym czasie pracowałem i zajmowałem się nią! -Uruha też nie potrafił powstrzymać złości. Jednak ich krzyki sprawiły, że mała Asami się obudziła i zaczęła płakać.  
-I wszystko byłoby w porządku, gdybyś mnie posłuchał, ale nie! Gitara i koledzy najważniejsi! -To były ostatnie słowa, jakie Kouyou usłyszał. Nie zdążył odpowiedzieć, gdy poczuł silne uderzenie w tył samochodu, ale przecież nie hamował, a płacz dziecka z tyłu nagle ucichł. 
-Asami!! -Wykrzyczał gitarzysta, wybiegając z samochodu... 

     Kiyomi była już w szpitalu razem z Asami, a Kouyou musiał zostać na miejscu wypadku. To nie tak, że go nie rozumiała, jednak nie takiego życia chciała dla siebie i jej małej córeczki. Nie chciała prasy ani mediów wtrącających się w ich życie, chciała po prostu spokojnego, normalnego życia. Chodząc tak w kółko po szpitalnym korytarzu, nagle zauważyła swoją przyjaciółkę ze szkoły. 
-Yumi, co ty tutaj robisz? -Brunetka podeszła do zrozpaczonej przyjaciółki, siadając obok niej. 
-Mieliśmy wypadek. Wpadliśmy w poślizg i nie wiadomo, czy Temari to przeżyje. Hiroto nie może się dowiedzieć, że go zdradzam... -Słowa Yumi sprawiły, że Kiyomi wpadła na pewien pomysł. 
-Ja próbuję się pozbyć Kouyou, ale On nie daje za wygraną. Ale właśnie coś przyszło mi do głowy, coś szalonego.  
-O czym ty mówisz? -Yumi spojrzała na młodszą przyjaciółkę.  
-Też mieliśmy wypadek z Shimą. Jakiś pijany idiota postanowił nas przywitać z tylnego siedzenia. Ale wiesz co? Znam tu kilka ważnych osób, a dziewczynki są przecież do siebie tak podobne. Możemy ogarnąć podmianę. W razie, gdyby Temari przeżyła, odkręcimy to z łatwością. Jeśli jednak nie, wyjdzie na to, że Asami nie żyje. Twoja tajemnica się nie wyda, a ja będę miała spokój od tego gitarzyny. Ale do tego potrzebne też są twoje znajomości, muszą zatrzymać Kouyou na jakiś czas. -Objaśniła Kiyomi zadowolona z swojego pomysłu.  
-Wiesz, brzmi to sensownie. -Yumi kiwnęła jedynie głową i zaraz obie poszły w swoim kierunku, załatwiając to co miały załatwić. 
Kiyomi myślała, że to poszło zbyt łatwo, jednak dotarło do niej co zrobiła dopiero w momencie, gdy nieświadomy niczego lekarz podszedł do niej, informując ją o tym, że jej córka nie żyje. Stała oparta o ścianę i nawet się rozpłakała, ale nie miała już możliwości odwrotu. Nagle podeszła do niej Yumi. 
-Załatwione, ale mogą go potrzymać maksymalnie tydzień. Zdążysz wszystko załatwić? -Zapytała przyjaciółka. 
-Powinnam zdążyć z pogrzebem, zanim go wypuszczą, ale nie może się o niczym dowiedzieć, zanim nie wyjdzie. -Dopiero po tych słowach zrozumiała, że właśnie przekazała Yumi, że jej córka nie żyje. -Yumi, przepraszam, nie tak... 
-Moja mała Temari nie żyje... -Yumi usiadła, chowając twarz w dłoniach i zalewając się łzami, a Kiyomi jedynie patrzyła na nią, wiedząc, że będzie musiała brnąć w to dalej. W końcu sama tego chciała... 

    Kouyou myślał, że już po wszystkim, że będzie mógł w końcu dołączyć do Kiyomi w szpitalu, że dowie się, co się dzieje z jego córką. Jednak, gdy policjanci już mieli wsiadać do radiowozu, nagle dostali jakąś dziwną informację. Kouyou nie rozumiał o co chodzi, kiedy tych dwóch policjantów wróciło do niego, praktycznie bez podania powodu go aresztując.  
W areszcie siedział tydzień, nikt go o niczym nie informował, nikt nie mógł go odwiedzić, nawet rodzina. Policja, a nawet adwokat nie podawali mu żadnych szczegółów dotyczących zatrzymania, cały czas odpowiadając wymijająco na jego pytania. Niby to dotyczyło wypadku, ale przecież nie hamował i to nie On był pijany.  
    Kiedy w końcu wychodził, nikt nawet nie został o tym poinformowany. Udało mu się jakoś z tej dziury dostać do domu jego rodziców. Tuż po przekroczeniu progu udał się od razu do kuchni, mając nadzieję, że jego rodzice są w pracy. 
-Kouyou, już Cię wypuścili? -Nagle upijając łyk wody usłyszał głos swojej matki. 
-Tak, nie mieli podstaw, by mnie dłużej trzymać. W ogóle nie mieli podstaw by mnie zatrzymać. -Kouyou warknął, ale to co stało się potem go zaskoczyło. 
-Kouyou, tak mi przykro... -Jego mama zaraz go przytuliła, a gitarzysta po chwili powoli ją od siebie odsunął. 
-Ale o czym ty mówisz? -Zapytał, niczego nie rozumiejąc. 
-To ty nie wiesz? Asami nie żyje, wczoraj był pogrzeb. Kiedy mieliśmy ją zobaczyć po tak długim czasie... -Wywód zapłakanej kobiety przerwał dźwięk rozbitego szkła. Kouyou słysząc te słowa, całkowicie zapomniał, że nadal trzymał szklankę w dłoni. Po prostu ją puścił, a szkło roztrzaskało się w drobny mak przy uderzeniu z podłogą. 
-Ale jak to nie żyje? -Dopytał, zauważając swojego ojca stojącego w wejściu do kuchni. Nagle jakby wszystko zrozumiał. -Kiyomi. -Warknął i pobiegł do swojego pokoju. Tam próbował dodzwonić się do brunetki, jednak na marne, jej telefon był wyłączony. Niewiele myśląc wziął bluzę i pobiegł do domu rodziców Kiyomi, ale tam dowiedział się jedynie, że dziewczyna wyjechała od razu po pogrzebie, oraz gdzie została pochowana jego córka. 
Wolnym krokiem dotarł na cmentarz, nie musiał długo szukać grobu, w końcu był świeży. Padł przed nim na kolana, a po jego policzkach spłynęły łzy. Jego mała kochana Asami nie żyje...”