19 cze 2021

Rozdział 36

 A no dzień dobry :) Wiem, trochę mi to zajęło, a i tak nie skończyłam :/ Jednak postanowiłam, że będąc trochę już do przodu, zacznę dodawać rozdziały, żebyście nie musieli nie wiadomo ile czekać, aż skończę jeden rozdział X'D Także no ten... Wracam do regularności, chociaż do końca tego sezonu. Cieszycie się? Oj wiem, że tak :)
Miłego czytania :3

Rozdział 36: 
 
-Dlatego chciałbym, żebyś była matką dla tego dziecka. -Kouyou powiedział to z pełną powagą, cały czas patrząc szatynce w oczy.  
-Kouyou, ja... -Anett zacisnęła wargi, kręcąc przez chwilę głową. Miała pojęcie, że Uruha dokładnie to przemyślał i wiedział, na co Ona się pisze, zgadzając się, ale sama nie była pewna, czy powinna. Zaraz poczuła, jak mężczyzna delikatnie ujął jej podbródek, podnosząc jej głowę do góry, by złożyć na jej wargach czuły pocałunek.  
-A Miko co na to? -Anett natychmiast przerwała pocałunek, odsuwając Kouyou od siebie.  
-Jeszcze nic nie wie. -Uruha westchnął, widząc zrezygnowanie ze strony wokalistki. -Chciałem najpierw porozmawiać z tobą. Zrozum, jedyne co mi zostało, by pozbyć się Miko, to zająć się tym dzieckiem z nadzieją, że Ona nigdy nie wróci, a bez Ciebie tego nie widzę.  
-Kyu... -Akuma spojrzała na niego kątem oka, po czym ułożyła dłoń na jego policzku. -A co, jeśli się nie zgodzę? -Zapytała, tym razem patrząc mu w oczy.  
-Nie wiem. Pewnie wykombinuje coś, żeby nie mieć kontaktu z tym dzieckiem. Nie mogę Cię stracić przez jej głupotę. -Słysząc te słowa Anett chciała coś powiedzieć, ale w ostatniej chwili ugryzła się w język. Jednak to było silniejsze od niej, musiała wystrzelić: 
-To trzeba było pomyśleć o tym, z kim chcesz sypiać. Sypiałeś z nią z własnej nieprzymuszonej woli... -Na szczęście An nie dokończyła tego co chciała powiedzieć. Patrzyła tylko jak wargi Kouyou zmieniły się w cienką kreskę.  
Uruha wiedział, że za każdym razem, każdy będzie wyciągał tą zdradę. Nawet go to nie zabolało, przecież sam był sobie winny. Jednak postanowił coś sprawdzić. Bez dalszego zastanowienia, jakby chcąc zamknąć jej usta, by dalej nie mówiła, objął szatynkę i ją pocałował. Sam był zdziwiony, że Anett odwzajemniła ten pocałunek, ale zaraz go pogłębił, po chwili całując ją tak, jak jeszcze nie dawno całował Kiyomi. Tym razem nie poczuł nic, jakby żadne uczucie do wokalistki nie istniało. Nie rozumiejąc, powoli się od niej odsunął, zarazem odwracając się od niej.  
-Może i z własnej woli, ale jednak z przymusu. -Brunet warknął, uderzając pięścią o drzewo stojące przed nim i odwrócił się w stronę wokalistki. Z jakiegoś powodu czuł złość, ale to była złość na siebie. Wiedział, że ją kocha, ale dlaczego tego nie czuł? - Byłem z nią, byliśmy zaręczeni, więc co niby miałem jej powiedzieć? Że dlaczego nie chce iść z nią do łóżka? Starałem się, żeby to było jak najrzadziej, ale nie mogłem dać jej poznać, że coś jest nie tak. Nie wiedziałem o jej genialnym pomyśle, nie wiedziałem, że chce zajść w ciąże, ale to ja ponoszę najcięższą karę. Nie każ mi żałować tej zdrady... Największą karą jest to, że Cię tracę. - Mężczyzna powoli odgarnął kosmyk jej włosów z twarzy, zakładając go za jej ucho, po czym od razu ułożył dłoń na jej policzku i wtedy zrozumiał. Patrząc w te jej błękitne oczy zrozumiał, że pocałunek z Kiyomi to był po prostu impuls, odskocznia od tego, co działo się między nim, a Anett, ale nie chciał tego powtarzać. Przy tym nagłym pocałunku z An nie poczuł nic, ponieważ czuł to cały czas. Przecież od kilku miesięcy żył tym uczuciem. Brunet uśmiechnął się delikatnie pod nosem. -Czy to źle, że chcę założyć z tobą rodzinę? Wiem, że to nie nasze dziecko, ale przecież kiedyś... -Kouyou uśmiechnął się szerzej na samą myśl, że może za kila lat ich rodzina się powiększy. Powoli powiódł kciukiem po delikatnej skórze jej twarzy, a widząc, że ta chce coś powiedzieć, po prostu ją przytulił.  
Stali tak wtuleni w siebie w milczeniu przez dłuższą chwilę. Znowu nic poza nimi nie miało znaczenia, jakby nic nie istniało. 
-Miko nie będzie zadowolona, ale musisz jej powiedzieć. -Wyszeptała cicho Anett, a gitarzysta wiedział, że jej słowa, były również odpowiedzią.  

        Kobieta krzątała się po ich nowym mieszkaniu, powoli chowając rzeczy po szafkach. Od czasu do czasu spoglądała kątem oka w stronę narzeczonego, który ze stosem kartek siedział jakby przyklejony do swojego laptopa. 
-Takao, może byś mi trochę pomógł? -Zapytała Mino, próbując sięgnąć z talerzami do jednej z wiszących szafek w kuchni.  
-Zaraz przyjdę, mówiłem Ci, żebyś z tym poczekała. Tylko to dokończę. -Rzucił Takao, nie odrywając wzroku od ekranu, ale nagły hałas z kuchni oderwał go od pracy. Szybko pobiegł do pomieszczenia, skąd wydobył się dźwięk tłuczonego szkła. Gdy wszedł do kuchni zobaczył Mino stojącą przy szafkach, a wokół niej pełno roztrzaskanego szkła. Brunet cicho się zaśmiał, kręcąc głową. -Naprawdę tak Ci się śpieszy? -Podszedł do niej spokojnie i powoli ją objął.  
-Po prostu ty ciągle tylko pracujesz. -Mino spojrzała na narzeczonego z oburzeniem na twarzy.  
-Kochanie, tłumaczyłem Ci. Ciąża Ayuko sprawiła, że jej sprawy spadły również na mnie, bo Rin nie da sobie ze wszystkim rady i naprawdę muszę się wyrobić z moją częścią, bo Kouyou wraz z menadżerem urwą mi jaja. -Takao z niezadowoloną miną spojrzał na chwilę w bok, próbując dać kobiecie do zrozumienia, że sprawa jest poważna.  
-Ostatnio zajmujesz się tylko pracą. -Mino odsunęła się od Takao i przykucnęła, zbierając szkło. Mężczyzna cicho westchnął i zaraz poszedł w jej ślady, pomagając jej.  
-Mino, kochanie, to nie tak. Przecież jestem przy tobie, tylko akurat dzisiaj, kiedy mam nawał pracy, ty postanowiłaś zająć się rozpakowywaniem pudeł, to naprawdę mogło poczekać jeszcze godzinę. -Po głosie bruneta można było usłyszeć, że nie był zadowolony i nie chciał wysłuchiwać od narzeczonej kolejnych pretensji o jego pracę. Ale ją kochał i zawsze starał się na czas reagować na jej zazdrość. Był moment, że kobieta nawet zaczynała być zazdrosna o Katherine, ale chyba przypomnienie jej o pierścionku zaręczynowym na jej palcu ją uspokoiło.  
-Po prostu mam wrażenie, że praca jest dla Ciebie ważniejsza. -Odburknęła Mino, wyrzucając kawałki talerzy do śmietnika. Takao stojąc za nią, przewrócił oczami, mając nadzieję, że po ślubie nie będzie gorzej.  
-Bo nie jest, po prostu teraz jest dużo spraw do załatwienia, ile razy mam Ci to mówić? Trasa, wywiady, sesje i wiele innych. -Brunet starał się mówić najspokojniej jak się da, jednak Mino od razu wyczuła o co mu chodzi.  
-I ty myślisz, że to się uspokoi? -Zapytała, jakby naiwnie, spoglądając na narzeczonego kątem oka, zarazem się prostując. 
-Jak tylko Rin się wdroży, w końcu Ayuko też kiedyś wróci do pracy na pełnych obrotach. -Takao ponownie spróbował przytulić kobietę, tym razem z sukcesem. 
-Trzymam Cię za słowo, a teraz bierz się za pudła. -Rzuciła Mino, odrywając się po chwili od niego. 
-Tak jest! 

         Tym razem Kouyou nie został u Anett na noc. Postanowił dać jej czas na zastanowienie się, jednak martwił się, że wywoła u szatynki kolejną nieprzespaną noc. Koniec końców nie odpowiedziała mu wprost czy się zgadza z jego pomysłem, ale postanowił poczekać, no i porozmawiać z Miko.  
Z samego rana, przed rozmową z Miko, postanowił jeszcze porozmawiać z Mikoto, by upewnić się, czy jego plan prawnie jest w stanie zadziałać. Fakt, okazało się, że będzie z tym sporo roboty, ale to i tak dało gitarzyście zielone światło do działania. Od razu po spotkaniu udał się do blondynki, nie byli umówieni, więc mina Miko, kiedy go zobaczyła, wcale jej nie zaskoczyła. 
-Myślałam, że spędzasz czas ze swoją nową niunią. -Rzuciła Miko wpuszczając go do mieszkania.  
-Możesz przestać ją obrażać? W końcu to Ona zajmie się twoim dzieckiem razem ze mną, kiedy ty wyjedziesz. -Początkowo na słowa Uruhy, Miko wydała się zezłościć, ale zaraz w jej oczach jakby pojawiła się nadzieja. 
-Czyli jednak się zdecydowałeś? -Zapytała niby naiwnie.  
-Tak, to prawda, myślałem o tym sporo i dobrze, zgadzam się, ale pod jednym warunkiem. Zajmę się dzieckiem, ale ty pozbędziesz się wszelkich praw... -W tym momencie oczy blondynki wyglądały jak pięciozłotówki, a szczękę spokojnie mogła zbierać z podłogi. Patrzyła tak na gitarzystę, dokładnie analizując każde jego słowo. 
-Ale jak to? Przecież to nasze dziecko... 
-Nasze dziecko, które ty chcesz zostawić. -Warknął Kouyou, potwierdzając jej tym, że nie żartuje.  
-Ale nadal to ja jestem jego matką, a nie ta szmata. -Słowa Miko sprawiły, że Kouyou zacisnął wargi, jak i pięści, powstrzymując się z całych sił. Miko naprawdę ostatnio przesadzała.  
-Posłuchaj, jeżeli chcesz wyjechać na ten staż, to nie masz wyjścia. Ty urodzisz, my wrócimy z trasy, załatwimy szybko to co trzeba i możesz lecieć. Może pozwolę Ci je widywać, nie mówię, że nie, ale to już zależy od Ciebie. Jeżeli nadal będziesz tak traktować Anett, to możesz zapomnieć, że po wylocie, kiedykolwiek je zobaczysz. -Kouyou stał niewzruszony, chociaż w środku gotował się ze złości. Było do przewidzenia, że blondynka tak po prostu się nie zgodzi, ale On nie mógł się zgodzić, by ta ciągle obrażała wokalistkę.  
-I co? Mam tak po prostu pozwolić, żeby ta dziwka zajęła się moim dzieckiem? Zapomnij! Co? Przyleciała, namieszała Ci w głowie, zaciągnęła Cię do łóżka i myśli, że może wszystko? - Jakim cudem, słuchając jej słów Uruha nadal po prostu stał niczym niesamowita oaza spokoju, sam tego nie rozumiał.  
-Po pierwsze, to ja zaciągnąłem ją do łóżka, jak już musisz to tak nazywać, po drugie, to jest mój pomysł. Anett też ma wątpliwości co do tego, ale One dotyczą tylko i wyłącznie twojej osoby.  
-Nie ma opcji, że się na to zgodzę. Ta mała, wredna suka nie zajmie się naszym dzieckiem... -Miko w ostatniej chwili odskoczyła, patrząc z przerażeniem na Kouyou, który nie wytrzymał. Nawet nie celował w nią, celował w ścianę obok niej. Uderzył z całej siły pięścią w ścianę, mając już dość, nie mógł już spokojnie słuchać tego, jak Miko tak po prostu obraża Anett. Na nieszczęście to była prawa pięść. Od razu poczuł ból, ale zbytnio się tym nie przejął. Powoli pochylił się w stronę blondynki, kierując usta na wysokość jej ucha.  
-W takim razie spotkamy się w sądzie. Zapomnij o wyjeździe i o jakiejkolwiek pomocy przy dziecku z mojej strony, poza alimentami, bo wiem, że tego mi nie odpuścisz. -Po tych słowach brunet po prostu się wyprostował i skierował w stronę wyjścia. Otwierając drzwi, spojrzał jeszcze raz w stronę Miko, po czym wyszedł trzaskając drzwiami.  

         Z samego rana z wizytą przybyła Rin. Ku swojemu niezadowoleniu, Anett wpuściła ją do środka. A niezadowolenie z odwiedzin jej przyjaciółki wywołane było kolejną nieprzespaną nocą. W sumie udało jej się zasnąć dopiero jakąś godzinę wcześniej. Rin wchodząc głębiej mieszkania do salonu, od razu zwróciła uwagę na pełną popielniczkę i kilka butelek bezalkoholowego piwa, chociaż te z zawartością alkoholu również się znalazły.  
-Znowu problemy z Kaczuszką? -Zapytała czerwonowłosa, z zawiedzioną miną patrząc na wokalistkę.  
-Z nim nie, z Miko. -Mruknęła Anett, zabierając się za sprzątanie pustych butelek.  
-Mówiłam Ci, żebyś dała sobie spokój i nie wiązała się z nim... 
-A jemu doradzałaś, żeby mnie przeleciał. -Warknęła An, kierując ostry wzrok w stronę przyjaciółki.  
-Chciałam Ci pomóc, ale nadal uważam, że wasz związek jest bez sensu. Co tym razem? -Katherine usiadła bezsilnie na kanapie, nie spuszczając wzroku z Akumy.  
-To tak, jakbym ja Ci powiedziała, że twój związek z Takanorim nie ma sensu. -Anett ponownie mruknęła, siadając obok niej. -Kouyou wymyślił, że zajmie się tym dzieckiem, ale pod warunkiem, że Miko pozbędzie się praw do niego. Haczyk dla mnie polega na tym, że On chce, żebym, cytuje: “Była matką dla tego dziecka”. -Anett pokręciła głową.  
-Tylko mi nie mów, że się zgodziłaś?!- Katherine natychmiast wstała.  
-Jeszcze nie dałam mu konkretnej odpowiedzi, ale chcę z nim być, w dodatku bez Miko. -Odpowiedziała szatynka jakby bez przekonania. 
-Zwariowałaś! Najpierw zrobił jej dzieciaka, a teraz tobie każe się babrać w pieluchach. -Rin westchnęła głęboko, myśląc sobie, że Anett naprawdę zgłupiała. 
-Jeśli się nie zgodzę, to Miko nie wyjedzie i nie zostawi nas w spokoju, a to dziecko nie będzie miało ojca. Oboje nie mamy wyjścia. -Szatynka zakryła twarz dłońmi. Nagle ich rozmowę przerwał dzwonek do drzwi. Akuma przeklinając pod nosem, że kogo to licho znowu niesie, otworzyła drzwi, w których zobaczyła Kouyou. Czerwonowłosa od razu zrozumiała, że mimo, że dopiero przyszła, to odpowiedni moment, by zostawić ich samych.  
-Dobra, to ja się zbieram, a ty pamiętaj. Nie warto... -Rzuciła Rin w stronę Anett i nie zwracając uwagi na Kouyou, wyszła. 
-Ona tak zawsze? -Zapytał brunet, patrząc jak Anett zamyka drzwi za swoją przyjaciółką. 
-Ogólnie to chyba Cię lubi, ale przez to wszystko między nami i że jesteśmy razem, to jednak Cię nie lubi. -Stwierdziła Anett i wróciła do sprzątania, jednak na marne. Kouyou zaraz chwycił za jedną z butelek.  
-Piłaś? -Spojrzał na nią błagalnym wzrokiem.  
-Zero, bo lepiej się myśli, a procenty, żeby zasnąć. Naprawdę? Ty, największy alkoholik w zespole będziesz mnie krytykował? Mam Ci przypomnieć, jak raz nie potrafiłeś wejść po schodach? Ah, co ten alkohol robi z wami Azjatami. -Ostatnie zdanie Anett wypowiedziała po polsku, cicho się śmiejąc.  
-Odezwała się Pani mocna głowa, która picie ma niestety w genach. -Mruknął Kouyou pod nosem, a An patrzyła na niego zaskoczona, nie spodziewając się, że ją zrozumie. No tak, Takao to jego kuzyn, a Kouyou uparł się, że nauczy się polskiego... “Cholera, japoński nie, angielski nie, polski też już nie, chyba tylko niemiecki mi już tylko zostaje, ale ta gnida też go nauczy...” Myślała wokalistka, nie umiejąc wyjść z podziwu.  
-Co? Kris opowiedział Ci już wszystko? -Anett nałożyła na twarz wredny uśmieszek numer pięć, ćwiczony specjalnie na takie okazje. -Nie ważne, o co chodzi? -Nagle spoważniała, przypominając sobie, że przecież byli umówieni, że gitarzysta się do niej odezwie, zanim się pojawi. Kouyou tylko spojrzał ponownie na butelkę, którą trzymał i ciężko westchnął.  
-Znowu nie spałaś... Wiedziałem, że tak będzie. - Gitarzysta odłożył szkło, podchodząc do niej.  
-Dlatego nie chciałam, żebyś został. Naprawdę musiałam pomyśleć. -Anett w tej chwili naprawdę wyglądała na zmęczoną, ale nie tyle, że brakiem snu, a całą tą sytuacją. 
-Rozmawiałem z Miko. Nie zgodziła się... -Kouyou nagle przerwał, kierując wzrok w bok. Przez chwilę się zastanawiał, czy powinien jej powiedzieć, ale nie miał komu, a sam siebie nie poznawał. -Jak nigdy w życiu nie uderzyłbym kobiety, tak nie wytrzymałem. Gdyby nie odskoczyła, przywaliłbym jej. -Uruha zacisnął pięść, ponownie czując ból.  
-Zwariowałeś? Ona jest w ciąży! -Anett lekko się uniosła.  

-I teraz wolałbym, żeby tego dziecka nie było. Że też wcześniej się uparłem, żeby je urodziła. -Warknął Uruha, po czym podszedł do wokalistki, delikatnie ją obejmując. -Ale nie mogę spokojnie słuchać, jak Cię obraża. Nie jesteś dziwką, szmatą, ani suką... Chociaż to ostatnie... W łóżku... -Kouyou przez chwilę lekko kiwał głową w zadumie, kiedy w końcu zobaczył ten błagalny wzrok kobiety, która patrzyła na niego spode łba. -No, ale wracając. Po prostu nie wytrzymałem, przestałem się kontrolować... 
-A myślałam, że tylko w łóżku się nie kontrolujesz. -Nagle Anett wybuchła śmiechem.  
-A mnie to się karci. -Rzucił oburzony gitarzysta, krzyżując ręce.  
-Dobra, ale jeśli się nie zgodziła, to co teraz?  
-Nie wiem, będę próbował ją jakoś przekonać. Tylko nadal nie wiem, czy jest sens ją przekonywać. -W tym momencie mężczyzna spojrzał na wokalistkę, jakby czekając na odpowiedź. 
-Kouyou, wiesz, że chcę z tobą być i oboje wiemy, że to dziecko nas nie rozdzieli. W dodatku ty naprawdę nie dasz sobie rady sam. -Anett odpowiedziała z wrednym uśmieszkiem na twarzy.  
-Jesteś cudowna. -Kouyou od razu ujął jej twarz w dłonie i ją pocałował.  

        Minął kolejny miesiąc ciężkiej pracy, prób, sesji i wywiadów. Ale mimo tego kwiecień tego roku był piękny, nawet święto Hanami* wydawało się wyjątkowo udane. W końcu Anett mogła podziwiać wśród tych tysięcy ludzi zebranych w parku Ueno, jak kwitnące wiśnie zamieniły to miejsce tak, by park wyglądał niczym z bajki. Nawet udało jej się wymknąć na cmentarz Ayoama, gdzie również nie mogła wyjść z zachwytu. 
        Miko przerażona wizją, że nie będzie mogła wyjechać i w dodatku będzie musiała włóczyć się po sądach, by Kouyou łaskawie zajmował się dzieckiem, postanowiła się zgodzić na jego warunki. Kouyou i Anett postanowili od razu zabrać się za urządzanie pokoju dla dziecka, przecież później nie będzie czasu. A co do tych dwóch gołąbków, przez ostatnie dwa tygodnie najchętniej nie wychodzili by z łóżka. Zakochani po uszy zapominali o całym świecie. 
Tak też było tej nocy. Temari wyszła na imprezę, więc byli pewni, że do rana będą sami. Jednak młoda dziewczyna wróciła o wiele wcześniej. Słysząc charakterystyczne odgłosy z sypialni jej ojca, od razu domyśliła się, co się dzieje. Kiedy szła do swojego pokoju, nagle posmutniała. Szybko schowała się u siebie, jednak zalewając się łzami, nie potrafiła zasnąć. 
Anett obudziła się w środku nocy. Już miała udać się do kuchni, by się napić, gdy przypomniała sobie, że prawdopodobnie słyszała, jak Temari wróciła do domu wcześniej niż szósta nad ranem, jak to młoda miała w zwyczaju. Próbując się rozbudzić, powoli uwolniła się z objęć gitarzysty, starając się go nie obudzić. Kiedy w końcu jej się to udało, usiadła na łóżku, rozglądając się po pokoju. No tak, przecież większość ich ubrań została w salonie. Cicho wzdychając podeszła cichutko do ogromnej szafy gitarzysty. Chociaż szafa to za mało powiedziane... To była ogromna garderoba. Po ciemku wyszukała jakąś jego koszulkę i shorty, a po chwili była już gotowa, by wyjść z pokoju. Przechodząc przez salon szybko zebrała ich ubrania w jedno miejsce, chowając je pod jedną z poduszek, z myślą, że potem zaniesie je do sypialni. Ziewając weszła w końcu do kuchni, gdzie omal nie dostała zawału. 
-Temari... -Szepnęła wystraszona wokalistka. Czyli jednak jej się nie wydawało. Dobrze, że było ciemno, ponieważ Temari nie mogła zauważyć, jak Anett nagle spaliła największego buraka w życiu. “Cholera, tylko mi nie mówcie, że wszystko słyszała” pomyślała An i podeszła do dziewczyny. 
-Przepraszam, nie chciałam Cię wystraszyć. -Temari powoli zeszła z parapetu, na którym siedziała, a Anett sięgnęła po butelkę wody i szklankę.  
-Coś się stało? -Zapytała starsza, nalewając sobie wody.  
-Dlaczego wszyscy faceci myślą tylko o jednym? -Zapytała Temari, jakby niewinnym głosem, ale było też usłyszeć w nim smutek. 
-Wypraszam, nie wszy... A nie dobra, twój ojciec też. -Wokalistka przewróciła oczami na samo wspomnienie ostatnich dwóch tygodni.  
-Jak to między wami jest? Wiesz, nie chcę wchodzić w szczegóły, ale jakoś nie słyszałam... -Temari nagle przerwała, nie wiedząc jak powinna się wyrazić. “Cholera, czyli słyszała” Anett pomyślała szybko, analizując, jak wyjść z tej sytuacji.  
-Żebym się na coś nie zgadzała? -Zapytała Anett, zaraz orientując się, na jaką minę weszła.  
-Coś w tym stylu. Wiesz, raz zdarzyło mi się was podejrzeć i... 
-Temari... -Wtrąciła Anett nie wierząc w to co usłyszała. Przełknęła głośno ślinę, patrząc w stronę brunetki. 
-Przepraszam, wiem, że nie powinnam, ale to było... Dziwne... -Temari wzruszyła ramionami, nie wiedząc, jakiego innego słowa mogła by użyć. 
-Że twój ojciec związuje mi ręce paskiem od spodni, albo czasami zawiąże mi oczy? Oj to już chyba wiem, co widziałaś. -Anett zagryzła wargę, unosząc brwi ku górze.  
-Obie wiemy, że to nie wszystko...  
-Ej, miałaś nie wchodzić w szczegóły. -Wtrąciła Akuma, po czym upiła łyk wody.  
-Uwierz, naprawdę nie chcę. Nawet nie chcę wiedzieć co wyście dzisiaj tam robili. -Brunetka cicho mruknęła.  
-Oj, dzisiaj to akurat grzecznie było. -Wokalistka, aż cicho się zaśmiała.  
-Chodzi mi o to, że... Czy Kouyou Cię do czegoś zmusza? -Dziewczyna postanowiła w końcu zapytać wprost. Anett przez chwilę zastanawiała się nad tym pytaniem, nawet drapiąc się po szyi, ale nagle zrozumiała sens słow młodej. Z przerażeniem patrzyła na nią przez chwilę, ale postanowiła odpowiedzieć na jej pytanie.  
-Kouyou... Jeszcze się nie zdarzyło, ale Temari... Jeżeli Daisuke Cię zmusza, zakończ to, nie wchodź w to głębiej, to nie skończy się dobrze. 
-Już się skończyło. -Młodsza cicho chlipnęła, siadając przy stole. Anett zaraz usiadła naprzeciw niej.  
-Co tam się stało? -Zapytała An z troską w głosie. 
-Dasuke jak zwykle zaczął się do mnie dobierać. Kiedy powiedziałam mu, że nie chcę, wściekł się, że po raz kolejny odmawiam, a przecież skoro z nim jestem, to mam się z nim pieprzyć, kiedy On tylko chce. Pół godziny później spotkałam go w damskiej toalecie z przypadkową dziewczyną. -W tym momencie młoda brunetka zaniosła się płaczem. -Ja nie rozumiem. Czy naprawdę tak jest? Że jak jesteś z kimś, to masz mu dawać na każde jego zachowanie? -Szatynka słysząc te słowa zamyśliła się na chwilę, a bardziej to wróciła do wspomnień sprzed kilku lat.  
-Temi, nie jest tak. Zdarzał się, że nie chcę, ale Kouyou to rozumie, Akira też rozumiał. W związku, to oboje powinniście mieć ochotę na seks. Ale wiem, jak to jest, przechodziłam przez to i też się zastanawiałam, czy tak musi być. Na początku miało być bez obrazy, ale później... Kiedy ja nie chciałam, sprawiał, że nie miałam nawet ochoty go widzieć, przez to go znienawidziłam... -Anett nagle posmutniała. -Kilka miesięcy po tym, jak z nim zerwałam, okazało się, że mnie zdradzał, dlatego mówiłam, że to nie skończy się dobrze. Pamiętaj. Nigdy nie daj sobie wmówić, że jest inaczej. -Ostatnie słowa wypowiedziała szeptem, słysząc kroki zmierzające w ich stronę. 
-A wy nie śpicie? -Zapytał Kouyou, zapalając światło.  
-Pytanie powinno brzmieć, dlaczego ty nie śpisz. -Anett odwróciła się w jego stronę, mrużąc oczy z powodu rażącego ją jeszcze światła. Uruha ubrany w jakąś zwykłą koszulkę i w bokserkach podszedł do nich.  
-Bo w łóżku jakoś zimno się zrobiło. -Szatynka od razu wyczuła lekki podtekst w słowach gitarzysty. Z pewnych względów oraz trochę na pokaz, spojrzała błagalnie na niego, wiedząc, że nawet nie będzie musiała używać słów. Kouyou lekko przewrócił oczami, niszcząc plany wokalistki, ale widząc jak jej mina się zmienia, jakby chciała mu coś przekazać, nagle zrozumiał. -Ale naprawdę tylko o temperaturę chodzi kochanie. -Podszedł no niej i pochylając się nad nią, ją objął. -W dodatku musimy rano wstać. 
-Tak, wiem, już idę. -Mruknęła szatynka, po czym poczekała, aż gitarzysta postanowi wrócić do sypialni. -Widzisz? 
-Tak, widzę, że nie umiesz udawać. Głupi by się nie nabrał, że nie chcesz. -Temari cicho się zaśmiała. -Spokojnie, mam zatyczki do uszu.  
-Nie ratujesz, a naprawdę za kilka godzin musimy wstać. -Warknęła cicho An.  
-Oj, to nie będziecie spać, mi to nie przeszkadza. -Temari wstała od stołu i poszła do swojego pokoju. Akuma cicho westchnęła i poszła zaraz za nią, jednak rozstały się tuż przy drzwiach do sypialni gitarzysty.  
-Coś się stało? -Zapytał zmartwiony Kouyou, od razu przytulając Anett, kiedy ta usiadła na łóżku obok niego. 
-Lepiej, jak sama Ci powie. -An spojrzała na niego, delikatnie kładąc dłoń na jego policzku. -Jak dobrze, że mam to już dawno za sobą. A teraz idziemy spać. -Szatynka lekko się uśmiechnęła, składając buziaka na jego ustach. 
-No nie wiem. Tak seksownie wyglądasz w moich ubraniach... -Wargi Kouyou zaraz znalazły się na szyi wokalistki, która kładąc dłoń na jego torsie, odsunęła go od siebie. 
-Domyślam się, ale jak rano oboje będziemy nieżywi, to nas ukatrupią. W dodatku Temari jest... No wiesz... 
-Tobie to naprawdę przeszkadza. No to w trasie będzie szlaban... Ale okej, nic nie mówiłem. Tyle, że będziesz musiała to kiedyś powtórzyć. -Uruha cicho się zaśmiał, a An lekko pacnęła go w ramie, kładąc się. -No co? Jeszcze będzie wiele okazji. -Gitarzysta położył się obok, od razu ją obejmując, a po chwili oboje zasnęli.  

         -Rin, wstawaj, bo się spóźnimy. 
-Najpierw pół nocy mnie męczysz, a teraz każesz wstawać, wredna menda. -Zająknęła czerwonowłosa, powoli się podnosząc.  
-Śniadanie czeka. -Dodał Takanori, podchodząc bliżej łóżka. 
-No i co z tego, ja chcę spać. -Rin usiadła na łóżku, próbując się rozbudzić. Samo wspomnienie tego, co działo się w nocy, sprawiło, że kobieta lekko się zarumieniła, co Takanori zaraz zauważył, jednak postanowił tego nie komentować.  
-Niestety, praca czeka, a z tego co widziałem, będzie ostro. -Stwierdził Ruki, podając Katherine swój telefon. Kobieta spojrzała na ekran, szybko rozpoznając, że wokalista pokazuje jej artykuł. Zaraz wzięła urządzenie do ręki i z pomocą translatora zaczęła czytać. 
-Cholera, ale nikt miał jeszcze oficjalnie nie wiedzieć. Żaden wywiad tego nie dotyczył... -Rin zaraz wstała jak poparzona i oddając mężczyźnie telefon, pobiegła do łazienki, by się przygotować. Po jakiś dwudziestu minutach była już gotowa. Lekko zdenerwowana weszła do kuchni. 
-Kochanie, ale przecież to nie dotyczy nas. -Skomentował Takanori, podając jej kubek z kawą. 
-Wiem, ale to niszczy cały plan, nad którym siedzimy wszyscy razem. W dodatku wypisali tam takie brednie... 
-Wiem kochanie, wiem, ale nic już na to nie poradzimy. Najpierw się naradźmy wszyscy razem co mamy z tym zrobić... 

         Kiedy An wstała, Temari i Kouyou byli już na nogach, krzątając się po piętrze. W sumie Kouyou chodził ciągle między parterem, gdzie był jego gabinet, a salonem na piętrze. Anett, jak gdyby nigdy nic udała się do kuchni.  
Kouyou zajęty swoimi sprawami nagle usłyszał dzwonek do drzwi. Bez zastanowienia je otworzył, a jego oczom ukazał się Daisuke- chłopak jego córki. 
-Dzień dobry, jest Temari? -Zapytał chłopak, mając nadzieję, że ojciec Temari jeszcze o niczym nie wie.  
-Jest, ale musisz chwilę poczekać, bo jest zajęta. Wejdź. -Nieświadomy Kouyou wpuścił chłopaka do środka i wrócił do swoich spraw.  
Anett krzątała się po kuchni, zbierając się do zjedzenia śniadania, ale najpierw kawa. Tak, kawa to był doskonały pomysł. Nawet nie zwróciła uwagi, kiedy ktoś wszedł, stając obok niej. 
-Nie wiedziałem, że Temari ma takie ładne koleżanki. -Nagle do uszu wokalistki dotarł nieznany męski głos. Kiedy spojrzała w stronę chłopaka, zaraz domyśliła się kim On jest.  
-A ty przypadkiem nie jesteś za młody? -Mruknęła z niezadowoleniem Anett pod nosem, na tą próbę podrywu.  
-No nie bądź taka nieśmiała. -Chłopak uśmiechnął się pod nosem, sięgając dłonią na jej pośladek. 
-Kochanie, widziałaś może... -Kouyou, wiedząc, że wokalistka już wstała, wszedł do kuchni. Nagle zobaczył, jak Daisuke dostaje od Anett z liścia w twarz. Niewiele myśląc, podszedł do tej dwójki, obejmując ukochaną. -Coś się stało? -Dopytał głupio. 
-Najpierw zdradza Temari, a teraz myśli, że może mnie bezkarnie obmacywać. -Warknęła Anett, a Kouyou wręcz zagotował się w środku.  
-Że co? -Gitarzysta zmrużył niebezpiecznie oczy, powoli zbliżając się do chłopaka, ale szatynka złapała go za rękę, zarazem go odciągając. Daisuke patrzył na tą dwójkę i dopiero po chwili poznał An. Musiał przyznać, że bez makijażu wyglądała o wiele inaczej, na pewno młodziej i mniej poważnie niż na zdjęciach z sesji, czy w teledysku.  
-Wynoś się i lepiej nie wracaj. Temari nie chce z tobą rozmawiać, a nawet jak zatęskni, to sama wybije jej ten pomysł z głowy. -Powiedziała Anett, nie spuszczając wzroku z chłopaka. 
-Ona ma rację, wynoś się. -Nagle wszyscy usłyszeli głos Temari, która również dołączyła do ich małego spotkania w kuchni. Daisuke jedynie warknął coś pod nosem, że Oni wszyscy są powaleni i grzecznie wyszedł. Temari podążyła za nim, jedynie po to, by zamknąć za nim drzwi i zaraz wróciła. -A wy lepiej zobaczcie to. -Powiedziała szybko Temari, podając im tablet. Oczom Anett i Kouyou pojawił się artykuł dotyczący muzyków, a konkretniej tej dwójki.  
-Cholera... -Mruknęła An po polsku, chociaż z artykułu niewiele rozumiała, ale zamieszczone zdjęcia wyjaśniły jej wszystko. Nagle Temari zabrała tablet i zaczęła czytać. 
-Uruha i Akuma jednak naprawdę są parą. Starają się robić z fanów debili, zarzekając się, że to nie prawda. Jednak na pewno prawdą jest, że młoda wokalistka dostała się do zespołu tylko i wyłącznie przez łóżko nikogo innego, jak samego Uruhy. Ich romans na pewno trwa już długo...  
-Dobra, rozumiem o co chodzi. -Nagle Anett przerwała Temari, zaraz siadając przy stole. 
-Te zdjęcia zostały zrobione z ukrycia. -Kouyou westchnął, analizując, kiedy i kto mógł je zrobić. Przecież uważali... No dobra, nie zawsze. 
-Mitsutake tym razem nawet się podpisał. -Rzuciła Temari, a pozostała dwójka zaraz na nią spojrzała. 
-Co za szuja. -Warknęła Anett, domyślając się, dlaczego dziennikarz nagle zamieszkał w mieszkaniu naprzeciw niej i dlaczego tak nagle zniknął. -Nagle zniknął, bo miał gotowy materiał.  
-Nie zostaje nam nic innego, jak oficjalnie ogłosić, że jesteśmy razem i spróbować jakoś wyprostować jego kłamstwa. -Stwierdził Kouyou z rezygnacją w głosie... 
__________ 
* https://pl.wikipedia.org/wiki/Hanami 

30 maj 2021

Rozdział 35

 Dzień dobry/wieczór, w zależności o której porze dnia to czytacie. Przepraszam was za tak długą nieobecność, jednak wiecie... Sprawy związane z przeprowadzką i ciągły brak czasu uniemożliwiły mi pisane na ponad miesiąc. Ale już jestem i mam nadzieję, że nie wyszłam z wprawy. Dla osób, które nie dołączyły jeszcze do Grupy na FB, mam małą informację. Z racji wyżej wspomnianych powodów, postanowiłam, że kolejny rozdział pojawi się, kiedy już skończę pisać ten sezon, by móc spokojnie wrócić do regularności. Ale jest małe "ale", jak na razie z pisaniem idzie mi zbyt dobrze (Zarywając noce, bo magiczna godzina, kiedy nawiedza mnie wena to jakaś 1-1:30 w nocy xD), więc może nie będziecie musieli długo czekać :)
A tak w ogóle to jak podoba wam się "Mass"? Bo ja osobiście nie potrafię przestać przesłuchiwać tej płyty :)
Miłego czytania :3

Rozdział 35: 

           -Mówiłam Ci już, żebyś dała mi spokój! -Krzyknęła, myśląc, że to Kiyomi wróciła się by jeszcze bardziej ją dobić, jednak, gdy spojrzała przed siebie zobaczyła Kouyou stojącego z bukietem ciemnych róż.  
-Kouyou, co ty tu robisz? -Zapytała zaskoczona, wpuszczając go do mieszkania. 
-Miałaś rację, przepraszam. -Powiedział skruszony gitarzysta.  
-Z czym? Już wszystko wiem. Mogłeś mi powiedzieć o Kiyomi i że jestem dla Ciebie tylko zabawką. -Anett nie ukrywała swojego żalu do gitarzysty. Kouyou uniósł brew, nie wiedząc o czym szatynka mówi. 
-Kochanie, ale o czym ty mówisz? -Uruha odłożył kwiaty i zaraz objął szatynkę, jednak na marne, ponieważ ta się od niego odsunęła.  
-Kiyomi była tutaj. Powiedziała mi o was. -Anett westchnęła, kręcąc głową. -Mogłeś powiedzieć mi wprost, a nie wymyślać, żeby się mnie pozbyć.  
-An... Ja nie widziałem Kiyomi na oczy od lat. -Kouyou patrzył na wokalistkę z zmartwieniem w oczach. 
-Ale była tutaj. Dosłownie dziesięć minut temu wyrzuciłam ją z mieszkania. -Anett była wyjątkowo wzburzona. Najpierw sprawa z Miko, kłótnia z Kouyou, a na koniec przybycie Kiyomi. Gorszego dnia nie miała od dawna. -Nawet stwierdziła, że mam zakończyć nasz romans, bo gorzko tego pożałuje. -Dodała, od razu zagryzając wargę ze złości. 
-Spokojnie... -Kouyou po raz kolejny spróbował przytulić kobietę, tym razem skutecznie. Anett jakoś pod wpływem jego bliskości zaczęła się uspokajać. -Kiyomi to przeszłość, naprawdę poza Temari nie mam z nią nic wspólnego, nie przejmuj się. Ale to mi wiele wyjaśnia. -Kouyou zastanowił się chwilę, po czym zaprowadził Anett do sofy, by usiadła.  
-Niby co wyjaśnia? -Szatynka niezbyt rozumiała, co gitarzysta miał na myśli i chyba nie chciała rozumieć. Jednak spokojnie obserwowała jak Uruha usiadł obok niej. 
-To Kiyomi jest odpowiedzialna za śledzenie Miko. A właśnie, jeśli o Miko chodzi... -Uruha przerwał na chwilę zbierając myśli. -Miałaś rację. Wymyśliła to wszystko, żebyś nie zdążyła mi powiedzieć o jej planach, które są prawdziwe. Dostała się na staż, o który zabiegała od dawna, dla niej to naprawdę okazja, ale... Nie ma opcji, żeby zostawiła dziecko.  
-Więc to tak. -Kobieta mruknęła pod nosem.  
-Anett, ja nie chcę, żeby to między nami tak się skończyło. -Brunet objął wokalistkę, ponownie ją przytulając. -Jakoś to wszystko załatwię. -Dodał, przykładając wargi do jej czoła.  
-Tylko dlaczego twierdzisz, że Kiyomi jest odpowiedzialna za śledzenie Miko? -Kobieta spojrzała na gitarzystę, powoli i niechętnie się od niego odsuwając.  
-Nie zauważyłaś, że Mitsutake nagle jakby wyparował? I nagle pojawia się Kiyomi. Pojawiła się również w momencie, kiedy Miko rzuciła podejrzenia na Ciebie. Nie uważasz, że to podejrzane? -Kouyou oparł się wygodnie, zamykając oczy.  
-Ja nie chcę już o tym myśleć. -Szatynka wstała. -Nie chcę myśleć, słyszeć... 
-Spokojnie. -Uruha jej przerwał zaraz wstając i ujmując jej dłonie w swoje. -Zajmę się tym. Ze strony Kiyomi nic Ci nie grozi, nie odważy się, a Miko... No to już jest grubsza sprawa i sam muszę nad tym pomyśleć. -Stwierdził, patrząc Anett w oczy. -Wybacz mi, proszę. -Dodał skruszonym głosem, nie odrywając wzroku od tych przepięknych, lodowato-błękitnych oczu szatynki.  
-Następnym razem mnie po prostu posłuchaj. Nie bez powodu chciałam przełożyć tą rozmowę. -Anett powiedziała spokojnie, wtulając się w gitarzystę.  
-Wiem, teraz już wiem. -Odpowiedział Kouyou, kładąc dłoń na tyle jej głowy, przytulając ją do siebie. 

           W końcu jakimś cudem udało mu się wyrwać z tego spotkania. Nie wytrzymałby dłużej, gdyby miał słuchać tej dziewczyny. Fakt, szukał kobiety swojego życia, ale na pewno nie chciał by była nią głupia, pusta lalunia, a jak na razie tylko na takie trafiał.  
Yuu odpalił papierosa, idąc powoli przed siebie i tak idąc, cały czas myślał. Zazdrościł tym z zespołu, którym się udało, chociaż w sumie tylko Yutaka był po ślubie. Ale może Akira ma rację- Wystarczy poczekać na odpowiednią chwilę. No niezbyt miał czas czekać, miał już do cholery 43 lata na karku, to chyba ostatni dzwonek na zakładanie rodziny. 
Z tą myślą westchnął, gasząc papierosa. Spojrzał na szyld pubu, przed którym stał, a w głowie gitarzysty zrodziła się myśl, że czemu by się nie napić? Nie zastanawiając się dłużej wszedł do środka, się spodziewając się, że tam może kogoś poznać. 

           Anett i Kouyou postanowili spędzić wieczór na oglądaniu jakiś filmów. Jednak nieprzespana noc dawała się we znaki wokalistce i już w połowie pierwszego filmu walczyła sama ze sobą, by nie zasnąć. 
-Wiesz Kyu, ja chyba nie dam rady. -Szatynka powoli wstała, rozciągając się. 
-Coś się stało? -Zmartwiony Kouyou wstał zaraz za nią, obejmując szatynkę.  
-Nie, po prostu cholernie chce mi się spać. -Miauknęła wokalistka wtulając się w mężczyznę. Powoli zamknęła oczy. Zaraz jednak odsunęła się od niego leniwie. -Rób co chcesz, ale idę odwiedzić prysznic i do łóżka.  
-Znowu nie spałaś. -Kouyou wydał się zmartwiony i tym zmartwionym wzorkiem obserwował jak szatynka powoli udaje się w stronę łazienki. W końcu drzwi się za nią zamknęły. Gitarzysta wiedział, że to jego wina, to przez niego Anett nie spała.  
Szybko wyjął telefon z kieszeni wybierając numer do Temari. Chciał dziewczynę o coś zapytać, ponieważ naszła go pewna myśl. Jednak dziewczyna nie odbierała, pewnie znowu wyszła na jakąś imprezę. Czy Temari nie przesadza z tym imprezowaniem? Uruha zaśmiał się pod nosem uświadamiając sobie, że w wieku Asami też taki był.  
Skoro jego córka nie odbierała, postanowił przenieść „kino” z salonu do sypialni i przygotować jakieś kanapki. Ledwo co zaczął w kuchni, kiedy usłyszał kroki Anett zmierzające w jego stronę.  
-A ty się nie zbierasz? -Szatynka uniosła brew, opierając się o framugę.  
-Przecież muszę Cię pilnować, bo ktoś mi Ciebie ukradnie, skarbie. -Gitarzysta obrócił się w stronę kobiety, która spokojnym krokiem podeszła do niego i objęła go w szyi.  
-Zaniedbujesz Temari kochanie. -Anett nałożyła na twarz swój wredny uśmieszek numer pięć, lekko przy tym marszcząc nos.  
-Powiedzmy, że Temari jest dorosła i to Ona zaniedbuje starego ojca. -Kouyou sam się zaśmiał z własnych słów. 
-Temari znowu na imprezie? -Anett uniosła brew ku górze. 
-A jak żeby inaczej. -Uruha ucałował czoło ukochanej i wrócił do przygotowywania kanapek. Zaraz jednak poczuł, jak kobieta objęła go od tyłu, wtulając się w jego plecy.  
-Przeszkadzasz. -Stwierdził brunet z uśmiechem na twarzy. 
-Gdzieś to już od Ciebie słyszałam... A już wiem. -Anett cicho się zaśmiała, ale musiała “odkleić” się od gitarzysty, gdy ten odwrócił się w jej stronę, podając talerz z kanapkami. 
-Tylko coś mi zostaw głodomorku. Teraz ja idę “odwiedzić prysznic” -Kouyou gdy kobieta odebrała od niego talerz, zrobił cudzysłów w powietrzu cytując jej słowa. Nawet bawiły go niektóre powiedzenia wokalistki.  
Jak powiedział, tak zrobił. Chociaż Anett nie musiała na niego długo czekać, bo po zaledwie piętnastu minutach, gdy leżała już w łóżku, przeglądając coś na laptopie, poczuła, jak ktoś siada obok niej.  
-To co? Oglądamy dalej, zanim znowu będę zasypiać? -Wokalistka spojrzała na bruneta kątem oka, a Uruha kiwnął jedynie głową, ładując kanapkę do ust.  Wiecie... Pary mają zwyczaj oglądać film do połowy, a potem to wiadomo, czym dwójka osób się zajmuje... Nie tym razem. 
Anett po jakiś dwudziestu minutach odpłynęła do krainy sennych marzeń, pomrukując czasami coś pod nosem, a Kouyou został sam z pełnym dostępem do jej komputera. W sumie jakoś nie chciało mu się jeszcze spać, więc zabrał laptopa i cicho wychodząc z sypialni, na palcach by nie obudzić An, poszedł do jej pokoju. Nie miał zamiaru szperać w jej komputerze. Po prostu nie chciało mu się przeglądać internetu na telefonie. Jednak jego uwagę przykuła jedna ikona na pulpicie, a nazwa pliku wydawała mu się dziwnie znajoma. Postanowił spróbować się dowiedzieć, o czym An wraz z Krisem czasami mówią. Gdyby tylko wcześniej wiedział, że spędzi nad tym cholerstwem pół nocy, czasami tłumiąc krzyki.  

           Brunet siedział przy barze, podziwiając niesamowitej urody barmankę. Piękna, mądra i w dodatku zabawna- Gdyby tylko Yuu wierzył w miłość od pierwszego wejrzenia. Siedział, popijając kolejne piwo i rozmawiając z Namiko, bo tak niewiaście było na imię. Gitarzysta był pod wielkim wrażeniem wszystkich zbiegów okoliczności tego dnia. Przecież wszedł do tego baru, by się napić, po nieudanej “randce”, a prawdopodobnie spotkał miłość swojego życia. Jednak ta sielanka nie mogła trwać wiecznie. Zauroczony barmanką Aoi nawet nie zwrócił uwagi na niezdarnego klienta, który odbierając zamówiony przez siebie kolejny trunek, niby przypadkiem wylał go na gitarzystę. Yuu warkną pod nosem, ale postanowił zachować spokój, mimo, że był mokry i śmierdział alkoholem.  
-… Zadzwoń jak będziesz miał chwilę. -Usłyszał brunet, zbierając się z miejsca. Spoglądając w stronę kobiety, zauważył, jak ta podaje mu karteczkę.  
-Na pewno się odezwę. -Odpowiedział z uśmiechem, odbierając z jej delikatnej dłoni kawałek papieru. Już nie mógł się doczekać następnego dnia, gdy znajdzie chwilę, by umówić się z kobietą. Jednak, gdy wyszedł z baru, pogoda przywróciła go na ziemię. Znowu padało, a Yuu przeklinał sam siebie, że postanowił nie brać ze sobą parasola.  

           Jakieś pięćdziesiąt zawałów później, gitarzysta położył się w końcu spać. Nie miał problemu z zaśnięciem, ale z rozbudzeniem się rano już tak. Anett okazała się tak kochaną osobą, że obudziła go śniadaniem do łóżka, szkoda tylko, że ponownie prawie dostał zawału, kiedy go budziła.  
-Kyu, co z tobą? -Szatynka spokojnie usiadła obok niego, ale nie mina nie należała do tych pytających. Uruha miał wrażenie, jakby Anett o wszystkim wiedziała, ale przecież spała.  
-Nie nic, jakiś durny koszmar. Nie przejmuj się. -Kouyou cicho się zaśmiał pod nosem, robiąc przy tym głupkowatą minę.  
-Mam się nie przejmować twoimi koszmarami? No skoro sam je sobie zafundowałeś... -Szatynka przerwała, śmiejąc się pod nosem. Kobieta wstała, rozciągając się. -A teraz się zbieraj, bo za godzinę mamy być na sesji. -Ah, jak Kouyou uwielbiał ten jej wredny uśmieszek, który właśnie posłała w jego stronę. Kiedy tylko Anett wyszła z sypialni, Uruha w biegu zjadł śniadanie, zgarnął swoje rzeczy i pobiegł do łazienki, by za pół godziny wyjść gotowym. Spojrzał na szatynkę, która siedziała na kanapie w salonie, przeglądając coś na telefonie.  
-Idziemy? -Anett lekko podniosła wzrok znad telefonu, patrząc na gitarzystę.  
-Tak, idziemy. -Rzucił Kouyou, kiwając głową w kierunku wyjścia. W drodze na parking oboje postanowili, że pojadą samochodem mężczyzny, mając nadzieję, że nie trafią na poranne korki.  
          Kiedy tylko dotarli na miejsce i weszli do środka, zaraz dopadł ich nie kto inny jak... Miko.  
-Kouyou, znowu całą noc nie spałeś? -Blondynka westchnęła z zrezygnowaniem kręcąc głową. 
-Aż tak widać? -Kouyou podrapał się po głowie, nie wiedząc jak wyjść z tej sytuacji najlepiej. 
-Ja nie mam z tym nic wspólnego. -Wtrąciła Anett, unosząc ręce w geście poddania się, a później spojrzała na gitarzystę, wzrokiem dając mu do zrozumienia, że wie, co robił w nocy. 
-Dobra, jakoś to zakryjemy. A tak swoją drogą Kou, mógłbyś nie nasyłać na mnie swoich byłych? - Anett już miała skierować się w stronę reszty zespołu, ale słysząc pytanie Miko, zaraz zrobiła kilka kroków w tył, wracając na miejsce, gdzie stała. 
-U Ciebie też była? -Kouyou otworzył szeroko oczy.  
-Tak, jakąś godzinę po tym jak wyszedłeś. -Pytanie gitarzysty zaskoczyło blondynkę.  
-U mnie też była, tyle, że wcześniej. -Wtrąciła Anett. -Najpierw była u mnie, potem u Ciebie, co za... -Wokalistka szybko zagryzła dolną wargę, by nie wyrazić swego zdania o Kiyomi.  
-Czyli za niedługo pojawi się u mnie. -Kouyou skrzyżował ręce, spoglądając w bok. -Tylko czego Ona chce... -Kouyou zastanawiając się, odszedł od kobiet w stronę, w którą wcześniej chciała udać się An.  
-Anett, co jest grane? -Miko niepewnie spojrzała na szatynkę. 
-Miko, posłuchaj mnie teraz uważnie... -Zaczęła Anett, cały czas patrząc za Kouyou, po czym przeniosła swój wzrok na blondynkę. -Najlepiej dla Ciebie i dziecka będzie, jak nie będziesz się wtrącała w tą sprawę. Kyu nie wybaczy sobie, jak coś wam się stanie, a mam dziwne wrażenie, że Kiyomi jest... Nieobliczalna. Także, ty nic nie wiesz i nie chcesz wiedzieć. -Anett cały czas mówiła z pełną powagą, a gdy skończyła, po prostu, jak gdyby nigdy nic minęła Miko, idąc w swoją stronę.  

           Po udanej sesji, Kouyou odwiózł Anett do domu, a sam pojechał, jak twierdził “Coś załatwić”. Wokalistka po przekroczeniu progu mieszkania miała ogromną nadzieję, że tym razem nikt nie zakłóci jej spokoju. Jednak po niecałej godzinie jej nadzieja prysła jak bańka mydlana, kiedy usłyszała dzwonek do drzwi. Była niemalże pewna, że to Uruha czegoś zapomniał, jednak, gdy otworzyła drzwi, zobaczyła Akirę.  
-Cześć młoda, masz chwilę? -Powiedział basista, wchodząc do mieszkania.  
-No chwilę to może i mam. Co się dzieje? -Szatynka zamknęła drzwi i zaraz usiadła obok Reity na kanapie. 
-Właściwie, to ja się powinienem zapytać, co się dzieje. Przedwczoraj Kouyou do mnie dzwoni nawalony i się żali, że to raczej koniec, dzisiaj widzę, że już się pogodziliście. -Akira spojrzał na wokalistkę, unosząc brew ku górze. 
-Nic takiego. Małe nieporozumienie, ale już się dogadaliśmy. -Stwierdziła Anett, ale jakoś tak bez przekonania.  
-O co chodzi młoda? Przecież widzę, że coś Cię gryzie. -Basista uśmiechnął się słabo, a An jedynie westchnęła. 
-Kouyou po raz kolejny dał mi do zrozumienia, że bardziej ufa Miko niż mnie. -Anett po tych słowach oparła się wygodnie, lekko mrużąc powieki. -Nie wiem, ile dam rady jeszcze z nią walczyć. 
-Kou raczej chodzi o dziecko, nie chce go stracić. Sama przecież wiesz, jak było z Temari. -Akira lekko przechylił głowę w bok jakby się zastanawiając nad własnymi słowami.  
-Wiem Akira i ja to rozumiem, ale mimo, że Miko wyjedzie, to kiedyś wróci i nie da nam spokoju. 
-Miko wyjeżdża? -Zaskoczony słowami szatynki, basista otworzył szeroko oczy.  
-Taa, dostała się na jakiś staż i chcę wyjechać zostawiając Kouyou dziecko. -Akuma cicho westchnęła. -Ale wiem, że wróci, a Uruha zrobi wszystko, by nie odsunęła go od dziecka.  
-Anett... -Zaczął spokojnie basista, szukając odpowiednich słów. -Kouyou Cię kocha i jestem naprawdę pewien, że zrobiłby wszystko, byle by Cię nie stracić. Jesteś dla niego ważniejsza od tego dziecka... 
-Wiesz, ile razy już to słyszałam? -Nagle Anett mu przerwała. -Ale słyszę jedno, a widzę drugie. Był gotowy się rozstać tylko dlatego, że Miko mu coś wmówiła. Nawet wcześniej się nad tym nie zastanowił, od razu mnie zaatakował.  
-Akuma, uspokój się. -Akira wydał się zmartwiony, patrząc na szatynkę. -Proszę, uwierz mi na słowo. Uruha praktycznie płakał mi do słuchawki, że Cię stracił, że nie wie co będzie dalej bez Ciebie. -Słysząc te słowa, kobieta uniosła brew ku górze.  
-Upił się i gadał głupoty. -Szatynka uciekła wzorkiem w bok.  
-Teraz, to ty gadasz głupoty. Po prostu mu zaufaj, a Miko się nie przejmuj. -Akira ponownie uśmiechnął się słabo, lekko szturchając Anett ramieniem.  
Rozmawiali jeszcze długo, żadne z nich nie sprawdzało godziny, a minęło ich kilka, aż Anett dostała wiadomość od Kouyou, że ten chcę się spotkać.  

           Po drodze do domu, Uruha podskoczył jeszcze na szybkie zakupy, jednak cały czas czuł się obserwowany. Kiedy wrócił, widział jak samochód, który praktycznie spod bloku Anett cały czas jechał za nim, zaparkował przed jego domem i długi czas po prostu stał. Spodziewał się tego spotkania, jednak nie spodziewał się go tak szybko. Mężczyzna zajął się swoimi sprawami, tym bardziej, że Temari jak zwykle gdzieś wywiało, miał święty spokój. Minęła godzina, może dwie, aż w końcu usłyszał wyczekiwany dzwonek do drzwi. Specjalnie się ociągał z zejściem na dół. A może nie specjalnie, czuł jakby się bał tego spotkania. Kiedy otworzył drzwi, prawie jej nie poznał, ale w końcu, ile to lat minęło, od kiedy ostatnio miał okazję się z nią widzieć. 
-Kiyomi... -Szepnął, jakby nie wierząc swoim oczom. Tylko dlaczego jego serce nagle zaczęło bić jakby szybciej. -Wejdź. -Dodał wpuszczając brunetkę do środka.  
-Nic się nie zmieniłeś. -Po pomieszczeniu rozległ się słodki głos kobiety, kiedy tylko Kouyou zamknął drzwi.  
-Ty też nic się nie zmieniłaś, dalej jesteś tak samo nieprzewidywalna. -Mruknął gitarzysta kierując się na górę. Kiyomi bez wahania udała się za nim.  
-Chciałam po prostu porozmawiać. Tęskniłam. -Brunetka uśmiechnęła się pod nosem, patrząc jak Kouyou walczył sam ze sobą, a może raczej ze swoimi uczuciami.  
-Przez tyle lat się nie odezwałaś, a teraz wtrącasz się w moje życie, jakbym był Ci coś winien. -Uruha spojrzała ze złością na Kiyomi. -Ale to raczej ty jesteś mi winna wyjaśnienia.  
-Shima, to nie tak jak myślisz. Ja nie miałam wyboru... -Kiyomi nagle jakby posmutniała. 
-Jakiego wyboru? Oddałaś ją, pozwoliłaś mi przez prawie osiemnaście lat wierzyć, że Asami nie żyje. Nawet nie wiem, co się tam wtedy wydarzyło. -Uruha był nad wyraz spokojny. Miał okazję w końcu poznać prawdę, nie chciał spłoszyć brunetki, kiedy w końcu sama do niego przyszła. Nagle ta zaniosła się płaczem. 
-To nie ja... To wszystko przez Yumi... -Wybełkotała brunetka przez łzy, zaraz wpadając w ramiona mężczyzny. Kouyou powoli, chociaż niechętnie odsunął się od niej, spoglądając na nią pogardliwym wzrokiem.  
-Tak, oczywiście, Yumi, jakbym mógł się nie domyślić. -Gitarzysta zakpił, krzyżując ręce. -Nasze rozstanie? Oczywiście przez nią, bo nagadała Ci głupot... 
-Gdybym wiedziała jak bardzo była dwulicowa... -Kiyomi przerwała Kouyou, próbując powstrzymać się od łez. -Wyjechała, bo sama była w ciąży. A ja wtedy jej posłuchałam, bo nie umiałam Ci wybaczyć, że wybrałeś gitarę. Tylko, że ja cały czas Cię kocham.  
-Nie wybrałem gitary, ale ty nigdy nie chciałaś mnie słuchać. Kochałem was, ale ty mi to odebrałaś, a teraz jak zwykle zrzucasz winę na mnie. -Uruha westchnął, lekko kręcąc głową. Nie potrafił się na nią wściekać, nie kiedy w końcu stała przed nim. Czyżby nadal ją kochał? Nie, przecież był z Anett. 
-Shima, posłuchaj. Byłam młoda i głupia. Przez wypadek Yumi wydało by się, że zdradzała męża. Ona wiedziała, że mam znajomości w tym szpitalu, a dziewczynki były do siebie tak bardzo podobne. Wtedy było jakieś spore zamieszanie, przekonała mnie, że to między nami nie wyjdzie, a ja głupia zgodziłam się, żeby załatwić podmianę dokumentacji. – Kiyomi zaraz uciekła wzorkiem, cicho pochlipując. 
-Razem z Temari postanowiliśmy nie ruszać tej sprawy, także możesz być spokojna, nikt się nie dowie. Ale nie masz prawa nachodzić ani Anett, ani Miko. -Słowa kobiety jakoś nie przekonały Kouyou, wiedział, że Kiyomi coś przed nim ukrywa, ale nie chciał już w to wnikać. Dowiedział się tego, czego chciał.  
-Ty nie rozumiesz prawda? Mi nadal na tobie zależy. -Powiedziała brunetka półszeptem. Kouyou stał niewzruszony, chociaż miał ogromną ochotę ją przytulić. Zaraz jednak uświadomił sobie, że to po prostu była tęsknota, ale nic nie mogło zmienić tego, że to przez nią najbardziej cierpiał. 
-Tak jak już zdążyłaś się dowiedzieć, jestem z Anett. Nie wiem co byś musiała zrobić, żebym przestał ją kochać i żebym chciał w ogóle do Ciebie wrócić... -Kouyou nawet nie zdążył pomyśleć co powinien jeszcze jej powiedzieć, kiedy poczuł usta kobiety na swoich. Sam nie rozumiał, dlaczego, ale odwzajemnił ten pocałunek. Powoli ułożył dłoń na jej policzku, pogłębiając pieszczotę, a jego serce waliło jak nienormalne. Nie wiedział, ile to trwało, całkowicie zapomniał o An, o Temari i o tym wszystkim co się działo. Po prostu czuł jak jego uczucia do brunetki wracają, w końcu była w jego objęciach. Oboje byli tak pochłonięci pocałunkami, że nawet nie usłyszeli, jak ktoś wszedł do domu. 
-Nie wierzę. -Oderwał ich od siebie głos Temari, która stała, patrząc na nich z zawiedzioną miną. -Nie wierzę, że możesz jej to robić! - Wykrzyczała młoda dziewczyna, a Kouyou wiedział, że mówiła o Anett. 
-Temari, to nie tak...  -Uruha ruszył w jej stronę, ale młoda brunetka odwróciła się od niego i pobiegła w stronę schodów, a po kilku sekundach rozległ się trzask drzwi. Kouyou westchnął, zaciskając pięści. -Wyjdź. -Wycedził przez zęby. -Lepiej, żebyś też wyszła i już nigdy nie wracaj. 
-Kouyou, nie oszukasz sam siebie. -Kiyomi ułożyła dłoń na ramieniu, którą mężczyzna zdjął szybkim ruchem, nawet się do niej nie odwracając.  
-Nie, to ty oszukujesz mnie. Wykorzystujesz moją słabość do Ciebie, ale tego uczucia już dawno nie ma. -Uruha zacisnął powieki, mając nadzieję, że to co wydarzyło się przed chwilą, to tylko jakiś cholerny sen.  
-Jeszcze sam będziesz chciał, żebym wróciła kochanie. -Brunetka powiedziała to tym swoim słodkim głosem powoli podchodząc do niego. Delikatnie ucałowała jego policzek na pożegnanie jak to kiedyś miała w zwyczaju i skierowała się w stronę wyjścia. Sama nie spodziewała się takiej reakcji ze strony gitarzysty, który w ostatniej chwili ujął jej rękę by przyciągnąć ją do siebie i pocałować... 

           Cały dzień siedział z nosem w telefonie, pisząc z poznaną poprzedniego dnia barmanką. Z każdą kolejną wiadomością z jej strony, miał wrażenie, że Namiko to odpowiednia osoba na odpowiednim miejscu. Prawie oszalał ze szczęścia, kiedy kobieta zgodziła się z nim spotkać, w dodatku tego wieczora. Przecież spotkanie z znajomą w kawiarni wcale nie jest zobowiązujące, czyż nie?  
Sam nie wiedział, czego może się spodziewać, jednak postanowił spróbować. Przecież siedząc w domu nigdy nie znajdzie miłości swojego życia. Już po niecałej godzinie był gotowy do wyjścia, jednak nadal się wahał, czy to nie za szybko na spotkanie, przecież dopiero co się poznali... Ale gdy dotarł na miejsce, nie żałował. Czas z Namiko mijał przyjemnie, a po “kawie” udali się na spokojny spacer po parku, cały czas rozmawiając. Yuu nie ukrywał kim jest, że jest sławny, ale kobieta zachowywała się wobec niego neutralnie. Może tym razem naprawdę się uda? Kto wie... 

           Kouyou powstrzymał się w ostatniej chwili, odsuwając się od Kiyomi i puszczając jej rękę.  
-Wyjdź, po prostu już wyjdź i nie wracaj. -Wycedził gitarzysta przez zęby, odwracając się od kobiety. Był wściekły na siebie, że nie potrafił opanować uczuć sprzed lat, a przecież dopiero co pogodził się z An. 
-Jeszcze będziesz błagał, żebym do Ciebie wróciła. -Po raz ostatni rozległ się głos brunetki, a po chwili ta wyszła z jego domu.  
Uruha usiadł na kanapie, chowając twarz w dłoniach. W myślach błagał, by Temari nigdy nie wspomniała Anett o tym co widziała, nie mógł przez chwilę słabości jej stracić. Nie kochał Kiyomi, tego był pewien.  
Gdy tak siedział, do jego głowy wpadł pewien pomysł związany z Miko, jednak musiał najpierw ustalić to z An. Już miał sięgnąć po telefon, by zadzwonić do kobiety, gdy po salonie rozległ się głos jego córki. 
-Nie powiem jej, nie martw się. Ale nadal nie wierzę... 
-Temari, nie rozumiesz. Kiyomi zawsze potrafiła manipulować ludźmi i wykorzystywać okazję. Tęskniłem za nią, to prawda, ale nie potrafię jej wybaczyć tego co zrobiła. -Mężczyzna jej przerwał, kierując wzrok w jej stronę.  
-To czemu ją całowałeś? Chociaż znając Ciebie, pewnie chciałeś zaciągnąć ją do łóżka... -Temari mówiąc to, usiadła obok niego. Kouyou chciał zostawić to bez komentarza, ale wiedział, że milcząc, utwierdzi ją w jej przekonaniu.  
-To był jakiś cholerny impuls. Kiedyś ją kochałem i nie potrafię o tym zapomnieć, ale kocham Anett i nie potrafiłbym jej skrzywdzić w taki sposób. -Uruha czuł się zrezygnowany. Miał wrażenie, że Temari mu nie wierzy, może u słusznie, sam przecież nie rozumiał własnych uczuć. -A teraz mam coś do załatwienia. -Mówiąc to, sięgnął w końcu po telefon leżący na stole i wysłał Anett wiadomość, żeby się spotkali. 
-Jeżeli ją zdradzisz, to własnoręcznie Cię wykastruje. -Mruknęła młoda brunetka, po czym poszła do swojego pokoju.  
Brunet nie chciał teraz o tym myśleć. Kiedy tylko dostał odpowiedź od szatynki, zebrał się i wyszedł. Postanowił się przejść i po drodze jeszcze raz przemyśleć sprawę z Miko. Nie był do końca przekonany, czy to dobry pomysł, ale wiedział, że to jedyne słuszne rozwiązanie. Jednak był jeden haczyk, Anett musiałaby się zgodzić.  
          Czekał już w umówionym miejscu, w parku, tam, gdzie jeszcze niedawno stało lodowisko. Ledwo co zgasił papierosa, gdy ją zobaczył. Jego ukochana szła spokojnym krokiem słuchając muzyki, jeszcze nieświadoma tego, że On może zaraz zrujnować jej cały świat. Dokładnie obserwował, jak Anett zbliżając się do niego, zdjęła słuchawki i schowała je do torby. 
-Co to za sprawa, która nie może czekać? -Po tych słowach Anett delikatnie pocałowała jego usta, jednak Kouyou nagle miał przed oczami jego pocałunek z Kiyomi, przez co przełknął głośno ślinę. -Coś się stało? -Dopytała niczego nieświadoma szatynka, patrząc na niego ze zmartwieniem w oczach.  
-Nie, nic takiego. Po prostu chciałem porozmawiać... No i spędzić z tobą miły wieczór. -Uruha uśmiechnął się, delikatnie ujmując jej dłoń po czym ruszył w głąb parku. Może i to było dziecinne, ale potrzebował czuć, że Anett jest blisko niego.  
Udali się w bardziej zalesioną część parku. Anett spoglądała na Kouyou kątem oka, widząc, że coś go gryzie, ale nie pytała. Jego milczenie jeszcze bardziej wzbudzało jej niepokój, tym bardziej, że czuła, jak od czasu do czasu gitarzysta mocniej ściskał jej dłoń, jakby chcąc się upewnić, że nadal jest obok niego. Kiedy zeszli ze ścieżki, gdzieś bardziej wgłąb lasu, szatynka wyczuła, że to odpowiedni moment by przerwać milczenie. Przecież nie bez powodu wyciągnął ją w środek lasu, gdzie nie będzie nikogo w okolicy, a tym bardziej, nikt ich nie usłyszy... “Nie An, nie panikuj... “wokalistka powtarzała w myślach, odganiając z myśli czarne scenariusze. W końcu oparła się plecami o jedno z drzew, przyciągając Kouyou bliżej siebie. 
-Kyu, kochanie, co się dzieje? -Zapytała z troską w głosie patrząc mu w oczy.  
-Chodzi o Miko... -Zaczął Uruha, dłonią opierając się o drzewo tuż nad jej głową, a An obserwowała, jak gitarzysta zacisnął wargi, odwracając głowę w bok. Po chwili spojrzał kobiecie w oczy, delikatnie ujmując jej dłonie w swoje. -Kocham Cię i nic tego nie zmieni. Wiem, że bez Ciebie nie dam sobie rady, ale pomyślałem, że jeżeli Miko chce zostawić mi to dziecko, niech tak będzie. -Kouyou w tym momencie jakby odetchnął z ulgą, a Anett otworzyła szerzej oczy z wyraźnym przerażeniem. -Ale będzie musiała zrzec się wszelkich praw. -Dokończył, jednak już wiedział, że ten pomysł nie podoba się szatynce.  
-Kouyou, ale Ona i tak wróci. -Wokalistka tak naprawdę nie wiedziała co myśleć. Jedyne co było dla nich ważne, to dobro tego dziecka. Tak, mimo wszystko, Anett też martwiła się o to nienarodzone jeszcze maleństwo.  
-Dlatego chciałbym, żebyś była matką dla tego dziecka... 

3 kwi 2021

Rozdział 34

 A no witam :)
No i w sumie nic do powiedzenia nie mam, bo wyrobiłam się w czasie i tak jak obiecałam, tym razem rozdział jest dłuższy. 
W sumie zostaje mi życzyć wam Zdrowych i Wesołych Świąt :)
Miłego czytania :3

Rozdział 34: 

    Minęło zaledwie kilka dni, a rodzina Anett szykowała się już do powrotu do Polski. Jednak tydzień to cholernie krótki czas. 
Tego ranka z racji, że miała ostatni dzień wolnego, które dostała by spędzić czas z rodziną, wraz z bratem udała się do pobliskiej kawiarni po kawę, by potem odbyć przyjemny spacer po parku. Oboje roześmiani w świetnych nastrojach weszli do środka Jednak za chwilę ten wesoły czar prysł. Dlaczego? A no dlatego, że Anett już wcześniej zauważyła, że Miko coś kombinuje. Z nikim nie dzieliła się swoimi podejrzeniami, póki nie miała dowodów. Z jakiegoś powodu widok blondynki siedzącej przy stoliku z obcym dla wokalistki mężczyzną, sprawił, że jej podejrzenia wróciły z ogromną siłą.  
-Zamów kawę, ja muszę coś załatwić. -Powiedziała szatynka, odchodząc od brata. Z racji, że Miko jej nie zauważyła, Anett usiadła przy stoliku za nią, tak, by nikt nie zorientował się, że to Ona, a tym bardziej, że podsłuchuje. A to co usłyszała wyprowadziło ją z równowagi. 
-Miko, wiesz, że druga taka okazja się nie zdarzy. Musisz przyjąć tą propozycję. -Usłyszała troskliwy głos mężczyzny. 
-Wiem, ale Kouyou się wścieknie jak się dowie. Jedyny sposób to podrzucić mu dziecko po porodzie i wyjechać. Inaczej nigdy się nie zgodzi, żebym zostawiła dziecko i wyjechała za granicę na tyle czasu. Wiesz Amane, On jest teraz z tą młodą i świata poza nią nie widzi. -Miko cały czas mówiła spokojnie, jednak w jej głosie była nutka niepewności. 
-No to tak zrób, nie będzie miał wyjścia. Będzie musiał zająć się dzieckiem... -To były ostatnie słowa mężczyzny, które usłyszała, kiedy Mateusz podszedł do niej z papierowymi kubkami w dłoniach. Wokalistka bez słowa wstała i wraz z brunetem udała się do wyjścia.  
-Aneta, co jest grane? -Zapytał zaskoczony zachowaniem siostry Mateusz. 
-To była ex Kouyou. Będę musiała z nim porozmawiać. Nie wiem co wymyśliła, ale to nie brzmiało dobrze. -Kobieta spojrzała na brata z zmartwieniem w oczach.  
-A co wymyśliła tym razem? Bo myślałem, że zamknięcie Cię w mróz na tarasie to maksimum jej możliwości. -Brunet spojrzał na kobietę kątem oka. Anett milczała przez chwilę do czasu, aż nie byli wystarczająco daleko od kawiarni. 
-Chce zostawić dziecko Kouyou i wyjechać, tak bez słowa. -W głosie An słychać było zdenerwowanie. 
-Co za idiotka. -Skomentował brunet chichocząc pod nosem i kręcąc głową w rozbawieniu. 
-I Ciebie to śmieszy? 
-Tak. Nie wiem z jakiego powodu chce wyjechać, ale tak po prostu tego nie zrobi. Na pewno jakoś się wyda. -Stwierdził Mateusz, przystając na chwilę, a wzrok spod przymrużonych powiek skierował na swoją siostrę. 
-Dlatego mówiłam, że muszę porozmawiać z Kouyou. -Nagle do uszu wokalistki dotarł dźwięk jej telefonu. Po wyjęciu urządzenia z kieszeni spodni zorientowała się, że dostała wiadomość, właśnie od gitarzysty. 
-Kyu zarezerwował stolik na dzisiaj, zaprasza nas do restauracji.  
-No, to będziesz miała okazję, by z nim porozmawiać. -Mateusz uśmiechnął się chytrze. 
-Nie, wolę to zrobić jak będzie spokojniej. Wiesz, jutro rano wylatujecie, nie będzie takiego zamieszania. Wtedy mu powiem. -Powiedziała szatynka, układając w głowie plan. 

    W mieszkaniu Kathy również tego dnia panował chaos, głównie z powodu wyjazdu Gabrieli i Takemi. Tak, dziewczyny następnego dnia również miały wylecieć do Polski wraz z rodziną Anett. Rin w sumie nigdy nie wnikała w czyjąś orientację, ale od kilku dni miała wrażenie, że Gigi i kuzynka Uruhy są razem. W sumie jakoś tego nie ukrywały, mimo, że też otwarcie się nie przyznawały.  
Katherine w sumie też miała co robić- musiała się wyszykować na randkę z Takanorim. Tak, w końcu po kilku dniach błagania przez mężczyznę zgodziła się z nim spotkać, w sumie... Przecież tak jej radziła An.  
-Wychodzisz dzisiaj? -Zapytała Gigi, widząc biegająca między swoim pokojem, a łazienką Rin.  
-Tak, jestem umówiona z Takanorim. -Czerwonowłosa nie miała zamiaru już ukrywać z kim i po co się spotyka. Te kilka dni naprawdę pomogły jej zrozumieć co czuje do mężczyzny. 
-W sumie... Ruki jest słodki. -Skomentowała Gigi. 
-Ty jesteś słodsza skarbie. -Odpowiedziała Takemi, a Rin postanowiła się ewakuować z tej niezręcznej sytuacji. Zaraz schowała się w swoim pokoju, by dalej wybierać, w co się ubrać na spotkanie. Chociaż Takanori uprzedzał, żeby nie wpadła na pomysły z elegancją itd. Nie chciał powiedzieć, co wymyślił, ale skoro mężczyzna stwierdził, że na sportowo, to będzie na sportowo. No ale przecież Kathy nie mogła wyglądać byle jak. 
-Coś ty wymyślił ty złe człowiecze. -Zajęknęła czerwonowłosa przeglądając zawartość swojej szafy. Po chwili sięgnęła za swój telefon by sprawdzić ile zostało jej jeszcze czasu. 

     Kobieta po powrocie do domu miała ochotę rozłożyć się na kanapie w salonie. Najpierw badania, a później zakupy sprawiły, że czuła się wykończona. Kiedy weszła do kuchni, jej mąż rozpakowywał już zakupy. Chciała mu pomóc, ale Kai zaraz ją objął, odciągając ją od jej zamiarów. 
-Kochanie, dam sobie radę, ty może się połóż? Nie powinnaś się przemęczać. -Yutaka uśmiechając się, zaprowadził Ayuko do salonu. 
-I tak będę musiała sobie radzić jak wyjedziecie. -Odpowiedziała kobieta, spoglądając na męża. 
-To Cię tak cały dzień martwi? Ayu, skarbie, przecież jest tyle osób, które Ci pomogą. Zresztą do trasy jest jeszcze sporo czasu. -Kai próbował uspokoić brunetkę, jednak widział po jej minie, że na marne.  
-A potem miesiącami Cię nie będzie. -Ayuko mówiąc to, usiadła na sofie, spoglądając na stertę papierów, leżących na stoliku obok. 
-Tak trasa wydaje się taka długa. Przecież będziemy mieli trochę przerw, więc co kilka tygodni będę w domu. -Yutaka usiadł obok niej. -Niczym się nie martw. 
-Staram się, ale to jest silniejsze ode mnie. -Kobieta spokojnie rozsiadła się wygodniej. -A Anett już wie? -Zapytała, spoglądając kątem oka na lidera. 
-Jeszcze nie. Raczej się dowie przy ogłoszeniu światowej trasy. -Kai dobrze wiedział, co jego żona miała na myśli. 
-Chcę zobaczyć jej minę, jak się dowie. -Ayuko cicho się zaśmiała, wtulając w Kaia, który właśnie ją objął. 
-Pewnie będzie szczęśliwa. -Perkusista zaśmiał się na samą myśl. -A teraz odpoczywaj i nie myśl o pracy. -Delikatnie ucałował czoło ukochanej i powoli wrócił do swoich obowiązków. 

     W końcu udało jej się dostać w umówione miejsce. Kathy nie znała tej części miasta i miała coraz większe wątpliwości, czy na pewno trafiła pod dobry adres. Kiedy rozglądała się po okolicy, nagle ktoś zasłonił jej oczy od tyłu. 
-Spóźniłaś się skarbie. -Nagle usłyszała wesoły głos Takanoriego, który po chwili odwrócił ją w swoją stronę. Tak słodko się uśmiechał, że Rin miała wrażenie, że zaraz się rozpłynie. „Nie, chwila! Dość!” pomyślała, próbując wrócić na ziemię. 
-Coś ty znowu wymyślił? -Kathy spojrzała błagalnie na wokalistę, nie będąc pewną, czy chce poznać odpowiedź.  
-Trochę ruchu nam nie zaszkodzi. -Ruki ponownie rzucił w stronę Rin tym swoim uśmiechem i ruszył w stronę hali, która stała nieopodal. Budynek okazał się ogromnym torem wrotkarskim.  
-Na kilka godzin mamy spokój. -Słysząc te słowa Katherine zatrzymała się na chwilę. Takanori naprawdę wynajął całą tą halę tylko dla ich dwójki? Chociaż z jakiegoś powodu się zarumieniła na myśl, że zrobił to dla niej. 
-Ty naprawdę nie masz czego z pieniędzmi robić. -Rzuciła czerwonowłosa, idąc za wokalistą. 
-No jak widać, nie. -Zaśmiał się Takanori, kątem oka spoglądając na kobietę. 
    Kiedy już znaleźli się na torze, Kathy nie czuła się zbyt pewnie z powodu wrotek na jej stopach, ale przecież była z Takanorim, który zdążył objechać kółko, zanim kobieta wykonała jakikolwiek ruch. Blondyn zaraz podjechał do niej, od razu ujmując jej dłoń. 
-No chodź, samemu to nie zabawa. -Delikatnie pociągnął ją za sobą, jednak nie zbyt gwałtownie, by Kathy nie straciła równowagi. 
-To prawda, że faceci to mentalne dzieciaki. -Mruknęła czerwonowłosa pod nosem, jadąc za wokalistą. Po chwili gdy nabrała pewności, dorównała jego tempa.  
Jeździli tak razem w kółko długi czas, czasami się ścigając. Uśmiechy nie schodziły im z twarzy, a śmiech nie ucichał. Nagle Katherine poczuła jak zakręciło jej się w głowie. Już miała upaść, gdy szybko znalazła się w objęciach wokalisty. Dopiero po kilku sekundach zdała sobie sprawę w tego, że jej dłoń znajduje się na jego torsie, a zarumieniona twarz była zbyt blisko jego twarzy. 
-Mówiłem, że nie pozwolę by coś Ci się stało. -Szepnął Ruki, opierając czoło o jej, cały czas patrząc jej w oczy.  
-Taka, ja... -Kathy już miała coś powiedzieć, kiedy Ruki jej przerwał. 
-Nic nie mów. Dopóki nie jesteś pewna, nie musisz nic mówić. Po prostu chcę być blisko Ciebie. -Słowa Takanoriego wydawały się kobiecie takie szczere, a jej serce zaczęło bić szybciej.  
-Tylko, że ja chcę. -Odpowiedziała kobieta, delikatnie się uśmiechając. Ruki na chwilę szerzej otworzył oczy, jakby nie dowierzając w to, co przed chwilą usłyszał. Powoli przesunął dłonią po jej policzku, by za chwilę złożyć na jej wargach czuły pocałunek, który bez zastanowienia został przez Rin odwzajemniony. Jednak ponownie nie na długo, gdyż kobieta ostrożnie uwolniła się z objęć mężczyzny, odjeżdżając od niego kawałek. 
-No ruchy Panie Matsumoto, bo noc nas zastanie. -Zawołała, oddalając się od wokalisty. 
-I tak jestem szybszy. -Rzucił Ruki, ruszając za czerwonowłosą.  

     Nastał wieczór. Walizki już prawie spakowane zajmowały połowę salonu, ale przynajmniej nie torowały już nikomu drogi. Przygotowania do wyjścia przerwał dzwonek do drzwi. Anett jak zwykle poszła otworzyć. Widząc gitarzystę, uśmiechnęła się. 
-Już jesteś? -Zapytała, wpuszczając Kouyou do środka.  
-Wiem, wcześniej, ale nie miałem nic do roboty. -Kouyou zaśmiał się głupkowato, po czym ucałował policzek ukochanej. 
-Em, no ok. -Anett otworzyła szeroko oczy. Wiedziała, że Kouyou miał tego dnia napięty grafik i mieli spotkać się dopiero w restauracji.  
-A tak ogólnie, masz chwilę? -Zapytał gitarzysta, a szatynka zauważyła, jak ten lekko zmrużył powieki. 
-Możemy porozmawiać jutro? Też mam Ci coś do powiedzenia. 
-To dlaczego chcesz czekać? -Wtrącił Kouyou, jakby ze złością. 
-Chcę, żeby było trochę spokojniej. Widzisz co się tutaj dzieje. -Anett kiwnęła głową w kierunku salonu. 
-O, cześć Kyu. -Nagle odezwał się Mateusz, który pojawił się tuż za nimi.  
-Dobra, gotowi? -Powiedziała Anett, próbując wyjść z tej niezręcznej sytuacji.  
    Kolacja mijała w wesołej atmosferze, a Anett z racji tego, że nie było z nimi Takao i musiała bawić się w tłumacza, nawet nie miała czasu myśleć o tym, jak powinna powiedzieć gitarzyście o tym co usłyszała rano w kawiarni. Chociaż cały czas czuła napięcie między nią a Kouyou. Miała dziwne wrażenie, że mężczyzna jest na nią za coś zły, ale idealnie to ukrywał.  
W pewnym momencie odeszła od stolika, by udać się do toalety, a gdy z niej wyszła, zauważyła, że Kouyou na nią czeka. 
-O co Ci dzisiaj chodzi? -Zapytała szeptem, patrząc na gitarzystę z zmartwieniem o oczach. 
-Ty naprawdę cały czas chcesz udawać, że nic się nie stało? Wiem o wszystkim. -Słysząc te słowa, serce Anett na chwilę zamarło. Ale, że o czym gitarzysta wiedział? Przecież nic takiego nie zrobiła, ani nie powiedziała, a przez cały tydzień widywała się tylko z nim i oczywiście rodziną, jakoś tak wyszło, że wspólnie w piątkę spędzali sporo czasu.  
-Kouyou, nie wiem o czym mówisz, ale nie przy nich. -Powiedziała szatynka proszącym głosem. -Porozmawiajmy jutro. -Dodała, chociaż miała co do tego pomysłu coraz więcej wątpliwości, ale nie chciała nikogo więcej mieszać w sprawy między nią, Kouyou, a Miko. 
-Skoro tak uważasz, to chyba nie mamy o czym rozmawiać. -Rzucił Uruha, kierując się w stronę pozostałych. Gdy wrócili do stolika, oboje udawali, że nic się między nimi nie stało, jednak wokalistka przeczuwała najgorsze. To miał być wspaniały wieczór spędzony z jej ukochanym i jej rodziną, a z nieznanego jej powodu, chciała już jak najszybciej wyjść.  

    Kathy i Takanori postanowili jeszcze pospacerować po parku, mimo późnej godziny. Chodzili beztrosko, ciesząc się wzajemnie swoją obecnością. Nic nie było w stanie zepsuć ich dobrych humorów, nawet psująca się pogoda. Kiedy zaczęło padać, Takanori zaproponował by schować się pod jedną z parkowych altan i spróbować przeczekać deszcz. Rin na to zaraz wyjęła parasol, z wrednym uśmieszkiem na twarzy.  
-Jednak nie jesteś przygotowany zawsze na wszystko mój drogi. -Powiedziała czerwonowłosa, podając mężczyźnie otwarty już parasol. Takanori odebrał go i obejmując Rin, osłonił ich oboje przed spadającymi kroplami wody.  
-Na część przygotowuje się ja, na część ty. Widzisz idealnie się uzupełniamy. -Zaśmiał się wokalista, idąc nadal wolnym tempem. Nie miał ochoty kończyć tego wieczoru, jednak pora była by kierować się już w stronę bloku w którym mieszkała Rin.  
Czerwonowłosa szła, wtulając się w wokalistę. Czasami zdarzyło się, że lekko zmrużyła powieki, rozgrzewając się jego ciepłem. Kiedy koniec końców dotarli pod drzwi jej mieszkania, odsunęła się od niego niechętnie, szukając kluczy w kieszeniach kurtki. 
-O, są. -Wyszeptała kobieta, odwracając się w stronę drzwi. Kiedy otworzyła zamek, Takanori nagle odwrócił ją w swoją stronę by ją pocałować. Tym razem pocałunek był dłuższy, powoli przechodząc z czułego w namiętny. W końcu Rin odsunęła się od wokalisty, swoje niezadowolenie ogłaszając cichym mruknięciem.  
-Dobranoc kochanie. -Szepnął blondyn. Szybko jeszcze ucałował jej usta i skierował się w kierunku windy. Kathy stała jeszcze przez chwilę, patrząc za mężczyzną, nie mogąc już się doczekać ich kolejnego spotkania. 

     Na szczęście udało im się wrócić do domu przed deszczem. Anett wraz z Kouyou idealnie udawali, że wszystko jest w porządku, chociaż wokalistka miała ochotę rzucić to wszystko w cholerę. Po co postanowiła poczekać?  
Kouyou tłumacząc się nadmiarem pracy, nie skorzystał z zaproszenia, kiedy dotarli do mieszkania. „Wiele pracy? A przecież nie miałeś nic do roboty” pomyślała Anett, żegnając się z gitarzystą. 
Tej nocy nie potrafiła zasnąć. Nie budząc nikogo siedziała na parapecie okna w swoim pokoju, obserwując spływające po szybie krople deszczu. Nadal nie miała pojęcia, o co poszło gitarzyście, cały czas analizowała w głowie wydarzenia z ostatniego miesiąca i nadal nic. Czuła w sercu charakterystyczny ból, a w jej głowie panowała niepewność. Nie zasnęła, nie spała w ogóle, nie mogła. 
    Rano odwiozła rodzinę na lotnisko. Gabriela i Takemi dotarły na miejsce taksówką, a Anett nabrała coraz większych podejrzeń do związku obu kobiet. „Chociaż im się układa” pomyślała, starając się ukryć smutek. Po czułych pożegnaniach, pełnych przytulania i wysłuchiwania, że ma o siebie dbać, a szczególnie na siebie uważać, w końcu została sama. W końcu polecieli.  
Wokalistka szybko udała się na spotkanie z Takanorim, z którym miała udać się na wywiad w radiu. A czas mijał jej niesamowicie wolno. W dodatku to zmęczenie wywołane brakiem snu. Na szczęście przez makijaż Ruki nie zauważył jej niewyspania.  
    Ale wróćmy do wolno mijającego czasu. W trakcie wywiadu wokalistka myślała, że zwariuje. Nie dość, że każda sekunda w jej odczuciu trwała wieczność, to ponownie odpowiadała na te same, powtarzające się co wywiad pytania, tylko dobierała inne słowa, by nie mówić ciągle jednego i tego samego. Nikt na szczęście nie zauważył jej podenerwowania, czy nawet poirytowania. Jednak brak snu to bardzo zły pomysł, ale co miała zrobić, skoro mimo jej usilnych prób w nocy, nie potrafiła zasnąć. Dobrze, że nie zebrało jej się na łzy, wtedy każdy by zauważył, że coś jest nie tak, a nie chciała ani rodzinie, ani nikomu innemu niczego tłumaczyć. 
Gdy wywiad dobiegł końca, postanowiła coś z tym zrobić. Jednak po pożegnaniu się z Takanorim na parkingu, stała jeszcze chwilę, patrząc na logo zespołu widniejące na masce jej samochodu. W końcu wsiadła i po chwili ruszyła. Wiedziała, że gitarzysta o tej porze powinien być w domu. Nie wiedziała jednak czego może się spodziewać, kiedy pojawi się u jego drzwi. Ale jak to mówią „Kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana”.  
Po długich dla niej kilkunastu minutach stania w korkach i powolnej jazdy, w końcu zaparkowała przed jego domem. Zanim wysiadła, zastanawiała się jeszcze, czując jak jej dłonie drżą. Ale czego się tak bała? Przecież nic gorszego już nie mogło się wydarzyć. Po kolejnych minutach westchnęła głęboko i zadzwoniła do drzwi gitarzysty. Kiedy ten długo nie otwierał, spojrzała do pewności na zegarek, upewniając się, czy nie pomyliła godziny. No nie, jego wywiad dla jakiegoś pisma o gitarach dawno się skończył, a samochód mężczyzny stał na podjeździe.  
-Cholera. -Mruknęła praktycznie niesłyszalnie pod nosem i już miała się odwrócić by ruszyć w kierunku samochodu, kiedy usłyszała otwierające się drzwi. Z powodu czasu, jaki minął od kiedy wcisnęła ten przeklęty dzwonek, jej serce zamarło. 
-Co ty tu robisz? -Usłyszała za sobą głos Kouyou. Powoli na palcach obróciła się w jego stronę. Jego mina nie wyglądała na zadowoloną z powodu jej obecności. 
-Chyba musimy porozmawiać, nie uważasz? -Anett zmarszczyła czoło, udając jakaś cholerną odwagę.  
-Mówiłem, że już nie mamy o czym. Przegięłaś. -Głos Kouyou był oschły, a szatynka w ogóle nie rozumiała dlaczego. W sumie z tego powodu nie przespała nocy. 
-Przy nich chciałeś rozmawiać? Naprawdę? To nie był odpowiedni moment, a naprawdę mam Ci coś ważnego do powiedzenia. -Szatynka była nie ugięta w swojej decyzji. Jednak wcześniej miała nadzieję, że ta rozmowa odbędzie się w bardziej sprzyjającej atmosferze.  
-Wejdź. -Rzucił krótko gitarzysta, wpuszczając kobietę do środka. -Rozumiem, że Miko może coś kombinować, ale ty? -Zaczął, zanim wokalistka zdążyła cokolwiek powiedzieć. 
-Właśnie o Miko chodzi. -Powiedziała szatynka, całkowicie spokojnie. 
-Wiem, że to ty kazałaś komuś ją obserwować, zresztą sama zaczęłaś za nią chodzić. Co Ci odbiło?! -Kouyou niemal wykrzyczał jej to prosto w twarz. Czyli jednak Miko widziała ją w tej cholernej kawiarni. Kobieta zagryzła wargę, próbując się uspokoić, ponieważ oskarżenia bruneta wyprowadziły ją z równowagi. 
-Dobrze wiesz, że nie mam tutaj takich znajomości, by wynajmować ludzi do obserwowania jej. Byłam w tej kawiarni, prawda, ale nie byłam sama. Nawet nie zauważyłam, że tam była, po prostu usiadłam za nimi, czekając, aż Mateusz przyjdzie z kawą. Poznałam ją po głosie oraz po tym, że mówiła o tobie i waszym dziecku. Nie mówili szeptem, każdy mógł usłyszeć ich rozmowę! -Anett zacisnęła pięści, mając ochotę się wycofać. Naprawdę Uruha wierzył Miko tak po prostu na słowo? 
-Miko jest przerażona, nie miała by powodu, by kłamać... 
-A powiedziała Ci, że chcę po porodzie zostawić Ci dziecko i wyjechać bez słowa za granicę?! -Szatynka nie wytrzymała, po prostu wykrzyczała to co usłyszała z ust samej Miko.  
-Nie zrobiła by tego. -Kouyou skrzyżował ręce, patrząc ze złością na wokalistkę.  
-A wierz jej, mam to już gdzieś. Masz rację, to koniec. -Mówiąc to, Anett chwyciła za klamkę i od razu wyszła, trzaskając za drzwiami. W biegu wsiadła do samochodu i bez zastanowienia odjechała.  

     Gitarzysta po wyjściu Anett z całej siły kopnął w ścianę, przeklinając pod nosem. Jeszcze ten cholerny ból głowy wywołany kacem. Prawda była taka, że rano ledwo zwlekł się z łóżka, by dotrzeć na wywiad, w trakcie którego tylko marzył o powrocie do domu, ale w sumie to nie pierwszy raz. Kiedy w końcu wrócił do domu, postanowił zrealizować swój plan i położył się spać, jednak obudził go dzwonek do drzwi. Kiedy tylko zobaczył w drzwiach ukochaną, zaraz sobie przypomniał, dlaczego poprzedniego wieczora wlał w siebie tyle alkoholu. Po prostu czuł się zawiedziony, że Anett kombinuje za jego plecami jak jeszcze bardziej pogorszyć jego relację z Miko, której przecież praktycznie już nie było. Łączyło ich tylko dziecko 
Jednak teraz, gdy wyszła, jej słowa wciąż odbijały się echem w jego głowie. Przecież Miko nie wymyśliła by czegoś takiego. Z drugiej strony Anett też by sobie tego nie wymyśliła. Westchnął zrezygnowany, wiedząc, że musi wyjaśnić tą sprawę najszybciej jak się da. Po raz kolejny sięgnął po jakieś prochy na ból głowy, przebrał się i udał do mieszkania blondynki. W drodze cały czas myślał nad tym wszystkim. To prawda, Miko już wcześniej wspominała mu, że ktoś ją obserwuje, a An raczej nie miała powodu by posunąć się do takich rzeczy. Szatynka po prostu żyła z myślą, że On i jego była będą mieli dziecko, nie chciała się w to wtrącać.  
Kiedy stał już pod drzwiami do mieszkania kobiety, nie musiał długo czekać, żeby ta mu otworzyła. 
-Kouyou? Nie byliśmy umówieni. -Miko była zaskoczona obecnością Uruhy, ale od razu wpuściła go do środka. 
-Jest coś, co nie daje mi spokoju. Może ty mi to wyjaśnisz? -Zapytał Kouyou, idąc za blondynką do salonu. 
-Niby co? Przecież powiedziałam Ci wszystko wczoraj. Ona mnie przeraża. Przecież jesteście razem, czego Ona jeszcze chce? -Kouyou na te słowa musiał ugryźć się w język, by nie wygadać się, że najprawdopodobniej rozstali się z An. 
-Ona ma imię. Anett powiedziała mi coś bardzo ciekawego... -Uruha specjalnie przerwał wypowiedź, obserwując reakcję blondynki, która jakby się wystraszyła. -Chcesz wyjechać, prawda? Zostawić mi dziecko i wyjechać? -Zmrużył niebezpieczne powieki, robiąc krok w stronę Miko.  
-Kouyou, to nie tak... -Miko jakoś automatycznie się zaśmiała, nie wierząc, że szatynka naprawdę słyszała jej rozmowę z Amane.  
-A jak?  
-Widzisz, podsłuchiwała! -Blondynka głośno przełknęła ślinę, mając nadzieję, że odciągnie Kouyou od tego tematu.  
-Każdy mógł was usłyszeć, a to, że ją spotkałaś, to po prostu przypadek. Odpowiedz mi, to prawda? -Brunet jednak nie miał zamiaru odpuszczać, w końcu od tego zależało, na ile może ufać swojej ukochanej. Miko jedynie pokręciła głową w zrezygnowaniu.  
-Tak. Przyjęli mnie na ten staż do Stanów. Sam wiesz ile czasu się o niego starałam, jednak nie przyjmą mnie z dzieckiem. -Miko spojrzała na Kouyou z niepewnością w oczach, obserwując, jak ten po prostu się zaśmiał. 
-Nie wierzę... Chciałaś na siłę skłócić mnie z Anett, żebym nie dowiedział się prawdy. -Mężczyzna jeszcze przez chwilę się śmiał z niedowierzania, aż nagle całkowicie spoważniał. -Nie zrobisz tego. Po moim trupie. -Kouyou powiedział to ostro, a zarazem oschle. 
-Gdyby nie ta dziwka, cała ta sytuacja wyglądała by zupełnie inaczej! -Wykrzyczała blondynka, swoimi słowami wyprowadzając gitarzystę z równowagi.  
-Sama jesteś dziwką. Gdyby nie ty i twoje genialne pomysły, w ogóle nie było by tej sytuacji. -Uruha od razu poczuł piekący ból na policzku. -No co? Sama tego chciałaś, sama do tego doprowadziłaś. -Nie musiał długo czekać na kolejny policzek wymierzony przez Miko. Widział jak ta gotowała się ze złości.  
-Nie masz prawa... -Zaczęła kobieta, ale przerwał jej śmiech mężczyzny. 
-Mam, w końcu to moje dziecko, prawda? -Kouyou nie miał już ochoty ciągnąć tej rozmowy. Zrezygnowany pokręcił głową i udał się do wyjścia. Mimo błagań kobiety, żeby został, że ta mu wszystko wyjaśni po prostu wyszedł. Nie miał wątpliwości co do swojego ojcostwa, jednak ten pomysł blondynki przerósł jego najśmielsze oczekiwania.  

     Anett jeszcze długo jeździła po mieście by się uspokoić. Jednak  po powrocie do mieszkania nadal nie wierzyła w to, co się wydarzyło. Miała już tylko ochotę schować się w jakimś ciemnym kącie i dać upust swoim emocjom, czego jednak nie mogła zrobić od razu. Po zaledwie kilku minutach usłyszała dzwonek do drzwi. Przeklinając, że kogo to licho niesie, podeszła do drzwi i spojrzała przez wizjer. Zobaczyła kobietę, którą skądś kojarzyła, jednak nie była pewna skąd. Mając nadzieję, że kobieta po prostu pomyliła mieszkania, otworzyła drzwi. 
-Anett, prawda? -Zapytała uśmiechnięta, długowłosa brunetka. Szatynka stała zaskoczona, a nawet nie zdążyła odpowiedzieć, jak kobieta wprosiła się do jej mieszkania. -Jestem Kiyomi i chyba mamy do porozmawiania. -Dodała brunetka, a uśmiech z jej twarzy nie znikał. Anett gdy tylko usłyszała jej imię, od razu domyśliła się kim kobieta jest. Naprawdę nie miała ochoty na rozmowy, a tym bardziej nie z kolejną byłą Kouyou. Wokalistka już miała wyprosić kobietę, kiedy ta po prostu usiadła w salonie. Anett niechętnie zamknęła drzwi i poszła w jej stronę.  
-O czym? -Zapytała ostro, mając nadzieję, że da kobiecie do zrozumienia, że nie ma ochoty na rozmowy. 
-Nie podoba mi się, że kręcisz się koło mojego Kouyou. -Każde słowo Kiyomi było starannie dobrane, tak, by wytrącić wokalistkę z równowagi. 
-O czym ty mówisz? -Anett poczuła ponownie dziwną nutkę niepewności. Czyżby Kouyou uknuł całą tą kłótnie, by wrócić do swojej byłej? Nie, nie zrobiłby tego, przecież jej nienawidził za całą tą sprawę z Temari.  
-Wiem o twoim romansie z Kouyou i radziłabym Ci go szybko zakończyć. Już niedługo ja i Kouyou znowu będziemy razem. -Głos brunetki działał na nerwy Anett, w dodatku ten jej nie znikający wredny uśmiech. Wokalistka była już niemal pewna, co do swoich podejrzeń, jednak nie chciała pokazać kobiecie, że pomiędzy nią, a gitarzystą coś się wydarzyło. 
-Ja i Kouyou jesteśmy razem i jakoś nie wspominał, by pałał do Ciebie szczególną sympatią. -Odpowiedziała Anett poważnym, lecz oschłym głosem, mrużąc oczy. Powoli wstała podchodząc do drzwi, które otworzyła. -A teraz wyjdź. Nie mam czasu i ochoty na bezsensowne rozmowy. -Szatynka cały czas uważnie obserwowała kobietę, która o dziwo bez żadnego sprzeciwu wstała i udała się w stronę wyjścia. 
-Lepiej się mnie posłuchaj dziecko, albo tego pożałujesz. Gorzko pożałujesz. -Dodała Kiyomi wychodząc. Anett bez zastanowienia zamknęła za nią drzwi, czując jak łzy napływają do jej oczu. Jak On mógł jej to zrobić? Jak Kouyou mógł tak po prostu ją okłamać.  
Szatynka chwyciła za stojącą na pobliskiej półce figurkę, którą cisnęła przed siebie, patrząc jak ta roztrzaskuje się w drobny mak poprzez spotkanie z podłogą. Wyłączyła telefon i udała się do kuchni, by sprawdzić, czy po wizycie jej rodziny, został jej jeszcze jakiś alkohol. ‘No co? To niby pomaga” pomyślała, chwytając za butelkę wina. Nie mogła jednak nacieszyć się samotnością. Ledwo zasiadła w salonie z pustym jeszcze kieliszkiem, gdy usłyszała ponownie ten cholerny dzwonek do drzwi. Odłożyła szkło na stoliku i podeszła do drzwi od razu je otwierając. 
-Mówiłam Ci, żebyś dała mi spokój! -Krzyknęła, myśląc, że to Kiyomi się wróciła by jeszcze bardziej ją dobić, jednak gdy spojrzała przed siebie zobaczyła...