27 sie 2022

Rozdział 55

Witam moi kochani! Jak część z was już wie, wróciłam już z urlopu i działam pełną parą (Na ile praca mi pozwoli oczywiście >.>). Po zakończeniu "Undead Hearts" zaczęłam pracować nad czymś innym, ale wiadomo PIORYTETY... Rozpiska na Wrzesień jeszcze nie jest gotowa, ale myślę, że do końca sierpnia jakiś wstępny koncept na publikacje we wrześniu się pojawi na grupie. Może być też tak, że będą tylko dwa rozdziały w przyszłym miesiącu, ale wszystko zależy od weny w najbliższych dniach.
Także, ja już nie przedłużam i...
Miłego czytania :3 

Rozdział 55: 

    Przez ostatnie tygodnie Anett i Kouyou nie poruszali już tematu Lisy i tym podobnych, po prostu unikając tego jak ognia.
Nastał okres świąteczny, chłopaki wrócili na krótką przerwę do Japonii, a Anett i Kathy zgodnie z planem wróciły do Polski. Z racji tego, że Mateusz z powodu pracy się przeprowadził, Anett miała spokój i nikomu nie musiała się tłumaczyć z nieprzespanych nocy.   
Akurat wyszła z Kiko na popołudniowy spacer. Potrzebowała zimnego, świeżego powietrza, żeby się rozbudzić i zebrać myśli. Fakt, że Kouyou nie odzywał się od kilku dni, ją martwił, szczególnie, że nikt nic nie wiedział.  

    -No szwagier... Wiesz, że przyleciałeś na własną śmierć? -Zapytał Mateusz, widząc Kouyou zmierzającego w jego stronę. 
-Aż tak źle? -Gitarzysta uniósł brew. 
-Już mi się poskarżyła, że nie odzywasz się do niej od kilku dni, dlatego tylko Cię podwożę i spadam. Nie chcę być świadkiem twojej tragicznej śmierci. 
-Tyle, że to wszystko, to część niespodzianki. -Uruha odpowiedział spokojnie, z wrednym uśmiechem na twarzy, widząc minę Mateusza, zwiastującą nieszczęście.
-Stary, ale Ona Cię zabije! Nie odzywasz się prawie tydzień, a potem się pojawiasz, jakby nic się nie stało. -Młodszy otworzył bagażnik, nadal twierdząc, że pomysł gitarzysty do najlepszych nie należał.
-Bo nic się nie stało. A! I twoja siostra nie może mnie zabić, doskonale wiemy, dlaczego. -Kouyou po włożeniu walizki do bagażnika samochodu, wzruszył ramionami.
-Pierścionek nie daje Ci immunitetu, mój drogi. -Brat wokalistki przewrócił jedynie oczami i po zamknięciu bagażnika, wsiadł za kierownicę.  

  Niczego niespodziewająca się Anett, postanowiła zabrać się za pracę. Niestety, ale po niedługim czasie musiała odłożyć stertę kartek i gitarę, gdy usłyszała dzwonek do drzwi, które otworzyła z wyraźnym niezadowoleniem, kiedy odkryła, że to jej kuzynka wraz z córką* postanowiła zakłócić jej spokój. 
Siedziały przy kawie rozmawiając, a kilkuletnia dziewczynka rysowała przy stole, ciągle nasłuchując rozmawiających kobiet. 
-… Już prawie tydzień się nie odzywa, a ja nie mam ochoty się do niego ciągle dobijać. -Powiedziała Anett, tłumacząc, dlaczego nie czuje się ostatnio najlepiej.
-A mi się wydaje, że rzeczywiście ma inną na boku i poszłaś w odstawkę. -Rzuciła kuzynka z wrednym uśmieszkiem na twarzy.
-Monia, wypluj te słowa! On po prostu coś kombinuje i chyba wolę nie wiedzieć co. -Anett cicho westchnęła, po raz kolejny sprawdzając telefon. -Ale mógłby się odezwać.
-Chłopacy są dziwni... -Mruknęła pod nosem dziewczynka, nie odrywając wzroku od kartki.
-Laura, jeszcze sporo przed tobą, skarbie. -Monika cicho się zaśmiała, patrząc w stronę córki, która z naburmuszoną miną wstała od stołu i podeszła do kobiet.
-Ale Ana ma rację. Niby Cię lubią, ale ciągle dokuczają. To niesprawiedliwe. -Oburzyła się dziewczynka, lekko przytupując nogą, na co Anett wraz z kuzynką się zaśmiały.
-W przedszkolu już się pochwaliła, że jej ciocia jest sławna, ma sławnego narzeczonego i tak dalej, a nikt biedaczce nie wierzy, a taki jeden ciągle jej dokucza, więc wiesz. -Wyjaśniła Monika.
-No to jak jutro Cię odprowadzę, to mi pokażesz, który to. -Anett cicho się zaśmiała. 
-Tak w ogóle to dzięki, że młoda może u Ciebie zostać na noc. Z Grześkiem nie mamy ostatnio za dużo czasu dla siebie, a dzisiaj wypada rocznica...
-Rocznica czego? Bo chyba nie ślubu. On był jakoś na wiosnę... Czy na jesień? -Wokalistka udając, że nie pamięta, roześmiała się. Szybko uniknęła ręki kuzynki, która chciała ją pacnąć w głowę za ten żart. 
-Jak się poznaliśmy, halo, nie pamiętasz? -Monika z zadowoleniem obserwowała, jak jej córka bez słowa poszła do pokoju wokalistki, by spokojnie się pobawić zabawkami, które tam zostawiła. -A tak w ogóle, to myśleliście już z tym twoim Kyu o jakimś terminie? Bo o dziecku to już chyba myślicie. 
-Co? -Zaskoczona Anett, spojrzała na nią.
-No kilka dni po twoim przylocie znalazłam u Ciebie test ciążowy, na twoje nieszczęście jak miewam, negatywny. Wiem, że nie bierzesz tabletek od jakiegoś czasu i zagadka sama się rozwiązuje.
-To nie tak... -Ruda rozsiadła się wygodniej, patrząc w sufit. -Po prostu okres mi się spóźniał. To, że nie biorę tabletek, nie oznacza, że się nie zabezpieczamy, a z własnego przykładu wiesz, jak jest, chciałam się tylko upewnić. A tak szczerze, to jeszcze z Kyu nie rozmawialiśmy o tym, tak wiesz... Żeby podjąć konkretną decyzję. 
-To może pora poruszyć ten temat? Widzę, że zegar biologiczny Ci tyka na bobasa. -Monika sama po chwili się zaśmiała.
-Bo tak jest, tylko, to nie takie proste jak Ci się wydaje. Za tydzień dalej ruszamy z trasą, za jakiś miesiąc kończymy światową i wracamy do Japonii. Przed finałem będzie trochę czasu, ale raczej zajmiemy się organizacją ślubu i nie wiem, czy Kyu chciałby myśleć o tym przed ślubem. 
-No to z nim pogadaj, kobieto. A no tak, zapomniałam, olał Cię. W sumie może to i lepiej, bo masz okazję znaleźć sobie młodszego, ale to niweczy twoje plany macierzyńskie. No, chyba, że to ty masz rację i ten twój cały Azjata coś kombinuje, to jak nie chcesz poruszać tego tematu, to go wrób i postaw przed faktem dokonanym. 
-Monika! Jesteś gorsza od Rin, tyle, że w drugą stronę. -Nagle po mieszkaniu rozległ się dzwonek do drzwi. -Kogo znowu niesie? No ja nie skończę dzisiaj tego fragmentu. -Anett leniwie wstała i poszła do przedpokoju, a Monika powoli kroczyła za nią. Ruda nie sprawdzając kto stoi po drugiej stronie, przekręciła zamek i agresywnym ruchem otworzyła drzwi, prędzej spodziewając się któregoś ze swoich znajomych, niż osobę z walizkami, ukrywająca się za bukietem róż. 
-Kyu... Co ty tu... -Wydukała Anett.
-Pomyślałem, że przylecę trochę wcześniej... -Kouyou nawet nie zdążył dokończyć, kiedy Anett się odpaliła. 
-Chwila, moment! Najpierw przez blisko tydzień się nie odzywasz, a teraz przyjeżdżasz sobie do Polski jakby nic się nie stało? Nawet nie potrafiłeś odebrać cholernego telefonu i myślisz, że wszystko jest w porządku?! Mylisz się. -Na koniec ruda zamknęła drzwi, wiedząc, że ma tylko kilka sekund, żeby przeanalizować sytuację. 
-Nic z nie zrozumiałam z tego co mówiliście, ale wnioskuje, że to ten twój pedzio? -Monika uniosła brew. -Czyli nici z planów, spoko, rozumiem, zawiozę Laurę do rodziców, niczym się nie przejmuj, ale ty masz z nim pogadać. 
-O czym? -Nagle oczy Moniki rozszerzyły się, słysząc łamany polski z ust gitarzysty, który właśnie wszedł do mieszkania. Kouyou zdziwiony spojrzał na stojącą brunetkę, po czym cicho westchnął. -Ale nie powiem, niezłe przedstawienie i tak, zasłużyłem sobie.
-Chwila, On... 
-Jego kuzyn jest moim tłumaczem, halo... -Anett przewróciła oczami i powoli odwróciła się w stronę gościa. -Ten, który Cię tu przywiózł bez uprzedzenia mnie, że żyjesz jest martwy.
-Mamo, ale ja nie chcę do dziadków. -Nagle z pokoju wyszła Laura, podchodząc do trójki dorosłych. -A to kto? -Zapytała pięciolatka, patrząc na obcego mężczyznę. 
-Jej dziecko, nie moje! -Rzuciła szybko Anett, widząc zmieszanie na twarzy Kouyou. 
-No ja mam nadzieję. -Uruha cicho się zaśmiał. 
-Ej! Ty masz prawie dorosłą córkę, grabisz sobie. -Miauknęła wokalistka. 
-To jest właśnie chłopak cioci. -Powiedziała Monika, spoglądając na córkę. 
-Aaaa, ale On wcale nie wygląda tak jak na zdjęciach. -Rzuciła Laura, zdecydowanie niezadowolona z odkrytego przez siebie właśnie faktu, a wszyscy pozostali parsknęli śmiechem.  

    Kiedy Monika wraz z Laurą w końcu poszły, mimo, że Anett przekonywała kuzynkę, że pięciolatka może zostać, wokalistka usiadła na kanapie, odpalając papierosa.
-Możesz mi wyjaśnić, co to miało być? -Zapytała, po czym wypuściła dym.
-Myślałem, że się chociaż trochę za mną stęsknisz, jak nie będę się odzywał. -Kouyou usiadł spokojnie obok niej. 
-Martwiłam się! Nawet myślałam, że ty...
-Że kogoś mam? Zwariowałaś? To była część niespodzianki. 
-Bardzo zabawna część. -Ruda lekko się od niego odsunęła, ale Kouyou zaraz znów się do niej przysunął. 
-Kochanie, nie złość się. A o czym miałaś ze mną porozmawiać? -Zapytał, lekko obejmując kobietę ramieniem.
-O niczym. Znaczy... To nie jest odpowiedni moment na tego typu rozmowy. -Anett szybko uciekła wzrokiem od niego. Że też jej kuzynka musiała w międzyczasie pięć razy jej przypomnieć, że ma z nim pogadać o wiadomo czym. 
-An, za chwilę to wariactwo znowu się zacznie i znowu nie będziemy mieli nawet kiedy porozmawiać. Też, dlatego przyjechałem wcześniej, żebyśmy mogli spędzić trochę czasu razem, sam na sam. 
-Ale nie ma o czym rozmawiać. -Mruknęła Anett pod nosem wstając z kanapy. Zgasiła papierosa i przeszła do części kuchennej aneksu, opierając się o blat. Kouyou zaraz podszedł do niej, obejmując ją. 
-A ja widzę, że coś jest. Chodzi o to, co było ostatnio? -Uruha spojrzał jej w oczy, ale An znowu uciekła wzrokiem w bok.
-Mówiłam Ci, nie jestem w ciąży, wszystko się wyjaśniło i jest po sprawie. -Anett ułożyła dłoń na jego torsie, próbując się od niego odsunąć. 
-A mi się wydaje, że właśnie o to chodzi. Czułem, że jest coś na rzeczy, kiedy mi o tym mówiłaś. Anett, naprawdę, możesz mi powiedzieć.
-Wydaje mi się, że to nie jest odpowiedni moment, na poruszanie tej kwestii. -Ruda cicho westchnęła, wiedząc, że teraz od tego nie ucieknie. Kouyou w odpowiedzi ujął palcami jej podbródek i kierując jej twarz w swoją stronę, czule ją pocałował. 
-Myślałem o tym ostatnio i to dość sporo. -Powoli przesunął dłonią po jej policzku. -I doszedłem do wniosku, że nie wiadomo, kiedy nam się uda i wiem, że młodszy już nie będę. 
-Też o tym myślałam i to nie tak, że tego nie chcę. Nie chcę też unikać tej rozmowy, tylko wydaje mi się, że powinniśmy poczekać, aż wrócimy do Japonii. -Wyjaśniła spokojnie ruda. 
-Czyli chodzi Ci o trasę? 
-Między innymi też o trasę. Kouyou, posłuchaj... Tam będziemy wiedzieć więcej. Na razie jesteśmy po prostu zaręczeni, jeszcze nic nie zaczęliśmy załatwiać i nie chcę starać się o dziecko na siłę, szczególnie przed ślubem. 
-Chwila... -Nagle na twarzy blondyna pojawił się dziwny uśmiech. -Nie na siłę, ale się zgadasz. -Jego słowa oświeciły Anett, o co naprawdę chodziło. 
-Ty wredna mendo! -Kobieta lekko go popchnęła, a gitarzysta zaraz się zaśmiał.
-Myślałem, że trochę dłużej Ci zajmie dojście do tego, albo że nie wpadniesz na to w ogóle. 
-Dobra, niech Ci będzie. -Kobieta wskazała palcem w jego stronę z złowrogą miną. -Ale pomyślałeś o tym, co będzie, jak nam się uda przed ślubem?
-A pomyślałem. -Kouyou znów podszedł do niej bliżej, obejmując ją. -I mogę Ci zapewnić, że nie powinnaś się tym martwić, bo to niczego nie zmieni. 
-I przyleciałeś tylko po to, prawda? Czasami jesteś prawdziwą paskudą.  

    Następnego ranka, Anett nie potrafiła się rozbudzić. Snuła się leniwie po mieszkaniu, szukając czegoś, co ją trochę ożywi, a przecież miała dużo do zrobienia. Na szczeście Krystian porwał Kouyou, żeby pozałatwiać jakieś sprawy między nimi. Nagle przypomniała sobie, co obiecała pięciolatce dzień wcześniej. Także siedząc na kanapie i dzierżąc kubek z kawą w dłoni i papierosa w drugiej, patrzyła z nienawiścią w oczach na zegar. W końcu nadeszła pora, że musiała ruszyć swoje cztery litery z kanapy, chociaż najchętniej by nie wychodziła. 
Nie miała daleko, dlatego nawet nie zabierała ze sobą kluczyków do samochodu, a chłodne powietrze od razu ją rozbudziło. Będąc na miejscu, od razu wyczuła na sobie wzrok innych matek czekających na swoje pociechy. Pewnie to ze względu na to, że nikt jej tam prawie nie znał, ale czuła się wystarczająco nieswojo. 
-Ana! -Z rozmyślań, czy ktoś jej przypadkiem nie poznał, wyrwał ją głos podbiegającej do niej Laury. 
-No cześć mała. -Rzuciła, podchodząc do dziewczynki. -Ubieraj się, bo mama pewnie już czeka z obiadem. O ile już wróciła z pracy. -Anett zamyśliła się na chwilę, po czym przykucnęła przy Laurze, by pomóc jej z ubraniem się. Na szczęście pięciolatka była w dobrym humorze i postanowiła współpracować, dzięki czemu bez problemu obie w miarę sprawnie opuściły przedszkole. 
        Monika na szczęście była już w domu, w sumie jej mąż Grzegorz również, ale On po obiedzie schował się w jednym z pokoi, żeby trochę popracować. No i oczywiście nie mogło się przecież obyć bez ploteczek kobiet przy kawie. 
-Zapomniał gumek, czy jak? -Zapytała Monika, kiedy Aneta opowiedziała jej o rozmowie z Kouyou. 
-Nie, nie zapomniał. Tak zdążyłam przeszukać jego rzeczy, tylko wiesz... Faceci niezbyt to lubią. 
-Czekaj, dobrze rozumiem? Powiedział Ci, że chce mieć z tobą dziecko, nie ważne czy przed ślubem, czy po, tylko po to, żeby się nie zabezpieczać, a ty dałaś się w to wkręcić? -Mina Moniki była w tym momencie zabawna, ta jej uniesiona brew i mina bez przekonania. 
-W tym co mówił coś jest. Ja niebezpiecznie zbliżam się do trzydziestki, Kyu jakby nie patrzeć jest sporo ode mnie starszy i raczej nie chodzi mu o to, żeby uwolnić się od prezerwatyw, a o to, że i jemu zegar tyka. 
-Czy ja dobrze słyszę? Ty i pedzio planujecie już dziecko? -Zapytał Grzegorz, schodząc po schodach. 
-Mógłbyś tak o nim nie mówić? -Ruda przesunęła dłonią po swoim czole w zażenowaniu. 
-Halo, facet się maluje. -Grzegorz przysiadł się do nich z satysfakcją wymalowaną na twarzy.
-Ale te uda... A i palce, potrafią zdziałać cuda, oj potrafią. -Anett rozmarzyła się na niby. 
-W sumie, nigdy nie próbowałam z gitarzystą. -Odezwała się Monika, próbując powstrzymać śmiech.
-Gdyby nie fakt, że jesteś zamężna, to bym Ci poleciła, ale skoro wybrałaś sobie biznesmena, żałuj. -Anett również trudno było powstrzymać się od śmiechu.
-Dobra, ja w twoje preferencje seksualnie nie wnikam, ale to na jakim etapie jesteście? -Grzegorz został pokonany przez kobiety, wiedząc, że to co mówiły, mówiły specjalnie by go zdenerwować. 
-Na takim, że zaczęliśmy o tym rozmawiać, nie podjęliśmy konkretnej decyzji, ale zaczęliśmy działać. -Anett nagle głupkowato się uśmiechnęła.
-Ukryłaś przede mną fakt, że po tej rozmowie wylądowaliście w łóżku? -Monika wydała się zbulwersowana tym odkryciem.
-Nie ukryłam, tylko nie zdążyłam dokończyć, bo mi przerwałaś. 
-No dobra, przepraszam. -Monika uniosła lekko ręce do góry i całą trójką zaczęli się śmiać.
-Ale tak szczerze. -Zaczął Grzegorz z poważną miną. -Wydaje mi się, że jemu nie chodzi ani o gumki, ani o dziecko, tylko o Ciebie. Monika zdążyła mi już zdradzić część waszego “życia” i z tego co wiem, to jeszcze do niedawna to nie wychodzilibyście z łóżka, ale przyszła trasa, nie macie zbyt wielu możliwości, więc ja będąc na jego miejscu, w tej sytuacji, też przyleciałbym wcześniej, trochę poużywać, póki bym mógł. 
-Może i masz rację, ale On nie musi mi tego mówić i tak wiem, że myśli o tym od jakiegoś czasu. Kyu trochę żałuje czasu, który stracił z Temari i nie ma już jak tego nadrobić. W dodatku ja już wcześniej zrobiłam krok w tą stronę, nawet mu o tym nie mówiąc, więc mam wrażenie, że Kouyou próbuje odzyskać kontrolę nad tym, co się między nami dzieje. No i jest coś jeszcze, dlaczego o tym myśli. -Anett rozsiadła się wygodniej, spoglądając w sufit. 
-Chodzi o ten wypadek jego byłej? -Zapytała Monika.
-Wydaje mi się, że tak. -An ciężko westchnęła.  

       Kiedy wróciła do mieszkania, drzwi były otwarte. Spokojnie weszła, ale przed sobą w ciemności widziała światło świec wydobywające się z jej pokoju oraz z aneksu. Szybko ściągnęła kurtkę oraz buty i poszła w kierunku światła.
-Kouyou? -Zajrzała w stronę kuchni, gdzie gitarzysta coś przygotowywał. 
-O, już jesteś. -Kouyou podszedł do niej i czule ucałował jej usta na przywitanie, a ruda od razu wyczuła zapach jego perfum. 
-Co jest grane? -Pełna podejrzeń, odsunęła się od niego na krok. 
-Nic, po prostu myślałem, że... -Kouyou ledwo zdążył ułożyć dłoń na jej policzku, kiedy Anett mu przerwała.
-To miłe, naprawdę, ale ja nadal Cię nie rozumiem. Najpierw nie odzywasz się przez prawie tydzień, później przylatujesz tutaj wcześniej, zaczynamy rozmawiać o dziecku i ja po prostu się pogubiłam. 
-Nie odzywałem się, bo nie chciałem Cię martwić. Przez święta dużo się działo, a później chciałem zdemontować w końcu ten przeklęty pokój i coś tam zrobić i wtedy to do mnie wróciło, że przecież miało być całkowicie inaczej. Zacząłem się zastanawiać, czy ma sens, żebym przyleciał wcześniej i zrozumiałem jak bardzo za tobą tęsknie, jak bardzo tęsknie za nami sprzed tego wypadku. 
-Mogłeś mi powiedzieć, zrozumiałabym, przecież wiesz. -Anett spojrzała mu w oczy. 
-Chciałem być z tym sam, poukładać sobie to wszystko. W końcu poza rozłożeniem łóżeczka nie zrobiłem nic, ale jest coś jeszcze. Po tym wszystkim co przeszliśmy, nadal jesteśmy razem i to jest dla mnie najważniejsze. Prawda jest taka, że ten wypadek nas uratował, bo nie przyznasz mi tego w twarz, ale to dziecko przeszkadzało Ci od początku, a za kilka lat odeszłabyś ode mnie, twierdząc, że nie tego chciałaś. Fakt, twoja decyzja o tabletkach była nie fair, ale to był dla mnie sygnał, że o tym myślisz, a skoro tego chcesz, to ja tym bardziej. Chce iść do przodu, nie chce czekać na coś, co i tak się wydarzy. -Gitarzysta lekko ją objął, cały czas patrząc jej w oczy. 
-Po prostu się boję, że coś pójdzie między nami nie tak i zostanę z tym sama. Nie zapominaj, że jest jeszcze Kiyomi, która ciągle coś wymyśla. Ale w jednym masz rację, dziecko samo zdecyduje, kiedy się pojawi.
-Kocham Cię i nie jestem idiotą, żeby Cię zostawić. A teraz jakbyś mogła w końcu przestać o tym myśleć, zrelaksować się i pozwolić mi działać. -Po tych słowach, Kouyou czule ją pocałował, przyciągając kobietę bliżej siebie.  

       Minęło kilka dni, a następny koncert zbliżał się wielkimi krokami. Anett oświecona weną i geniuszem w każdej wolnej od Kouyou chwili pracowała nad piosenką, żeby trochę nadrobić do terminu. Akurat tego dnia musiała odłożyć pracę na później. Już wcześniej obiecała kuzynce i siostrze, że tego popołudnia zajmie się ich dziećmi i miała nadzieję, że Kouyou jej pomoże, ale po jakieś godzinie z tą dwójką musiał nagle wyjść w pilnej sprawie. Wokalistka od razu domyśliła się, że chodzi o Krisa. Oj jak się myliła...
Zabawa właśnie trwała w najlepsze. Fabian, mimo że był dwa lata starszy od Laury i niezbyt przekonany do cioci, po odrobieniu lekcji przyłączył się do zabawy, którą przerwał dzwonek do drzwi. Zdezorientowała Anett, bo przecież Kouyou miał zapasowe klucze, poszła otworzyć, w ogóle nie przejmując się tym, że jej twarz, włosy i sweter umazane były farbą. Kiedy tylko otworzyła drzwi, przełknęła głośno ślinę, widząc znajome twarze.
-No cześć młoda, co tam? -Yuu cicho się zaśmiał. Razem z nim stał Takanori i Kathy, a Akira, Temari, Kouyou i Yutaka walczyli z walizkami. 
-U mnie w porządku, ale co wy tu robicie? Nie mieliście być dopiero jutro? -Anett patrzyła na nich z lekkim przerażeniem w oczach. W końcu jej mieszkanie wyglądało teraz jak po jakieś bitwie. 
-Ale jesteśmy dzisiaj, żeby Cię odwiedzić. -Takanori jedynie się uśmiechnął i od razu wszedł do środka, a za nim cała reszta. 
-Jeżeli chcecie tu nocować, to odpada, nie mam na tyle miejsca. 
-Przecież pokój Mateusza jest wolny, jest kanapa i z tego co pamiętam masz materac, wystarczy napompować. -Rzucił pośpiesznie Kouyou, od razu czując na sobie złowrogi wzrok rudej. 
-Na którym ty za chwilę będziesz spał. Zapomniałeś, że Kiko ma być u nas na noc? A dobrze wiesz, jak On każdego obcego pilnuje. -Anett patrzyła na narzeczonego, jakby ten zwariował.
-Ten słodziak będzie? Świetnie! Chociaż z tego co pamiętam, to ostatnio z Kouyou byli nie rozłączni. -Takanori się wtrącił, a reszta od razu domyśliła się kim był Kiko. 
-E tam, pies nikomu nie przeszkadza, ale ja mam nadzieję, że ten złom pod blokiem to nie Reita. -Powiedział Akira, zbierając na sobie wzrok wszystkich zgromadzonych.
-Uuu, stary, teraz to masz przesrane... -Powiedziała szeptem Kathy, widząc jak Anett zaciska pięści.
-Jak go nazwałeś? -Ruda podeszła do basisty, który zaczął się wycofywać. 
-E no... Przejęzyczyłem się, miałem powiedzieć, że to niezła fura, no... -Reita głupkowato się zaśmiał.
-I tak to sobie zapamiętam i módl się, żeby odpalił, jak będziesz chciał przewieźć nim swój zacny tyłeczek, ta menda jest bardziej mściwa od Ciebie. -Anett niebezpiecznie zmrużyła oczy, po czym się odsunęła, wracając do aneksu.
-A ja widzę, że tu macie niezłe przedszkole. -Skomentował Kai, idący za Rudą.
-Dwójka, w wieku pięciu i siedmiu lat. Jak dobrze, że sobie za niedługo idą, ale wy jesteście. -Anett na początku brzmiała na zadowoloną, ale później ton jej głosu się zmienił, na wręcz rozpaczliwy. 
-Nie martw się, damy sobie radę. -Nagle odezwała się Temari. 
-A ty w ogóle co tu robisz? Co z studiami? -Anett spoglądając na nią, uniosła brew ku górze.
-Kouyou, słyszałeś to? Nie jesteście nawet po ślubie, a Ona już mi matkuje. -Na te słowa córki, Uruha miał ochotę się zaśmiać, ale musiał się powstrzymać, żeby groźby Anett o jego nocy na dmuchanym materacu nie stały się prawdą. -Ale uspokoję Cię, wszystko mam załatwione, nie masz się o co martwić... Mamo. -Złośliwy uśmieszek z twarzy dziewczyny nie znikał, kiedy to mówiła.
-Temari! -Anett poczuła jak ręce jej opadają i już wiedziała, że to będą ciężkie dwa dni przed koncertem. 

__________
* Ja wiem, na koniec pierwszego sezonu, dokładnie w rozdziale 20 była mowa o kilkuletniej kuzynce. Jeżeli ktoś ma właśnie Mindfuck, że coś kojarzy, ale coś nie pasuje, to tłumaczę- To po prostu błąd. Już wtedy to miała być "córka kuzynki", ale Akuma z przeszłości coś pochrzaniła i napisała "kuzynka". 

30 lip 2022

Rozdział 54

 A no dzień dobry, w dzień, kiedy to czytacie! 
Z dobrych wieści, mam tylko tyle, że podczas mojego urlopu w sierpniu mogą pojawiać się jakieś rozdziały. Wszystko w sumie zależy od tego, jak pójdzie mi dzisiaj i przez cały następny tydzień z pisaniem, dlatego będę was o wszystkim informować na bieżąco, na grupie. 
No to ja nie przedłużam
Miłego czytania :3

Rozdział 54: 

     Kilka koncertów później wszystko było niby normalnie. Niby, ponieważ Meggy i Noritoshi naprawdę się dogadali i mieli wspólny plan zatrucia wszystkim życia. Zgodnie z ich planem, Meggy miała wzbudzić czujność Anett zmianą nastawienia do niej, wręcz miała być obrzydliwie miła, a gdzieś kiedyś w tle, tak, żeby nawet się nikt nie zorientował, że wyszło to od Meg, miała rzucić małą plotką, która z czasem miała narastać. A Noritoshi? Miał spokojnie poczekać na odegranie swojej roli w tym planie, nikomu nie zawadzając i tylko zajmując się swoją robotą. A czemu tak? A właśnie dlatego, żeby wszystko wyszło bardzo “rzeczywiście”.  
Początkowym plotkom, że niby Anett zdradza Kouyou z Akirą nikt nie uwierzył, wręcz każdy zaczął z tego żartować. Ale prawdziwa bomba miała dopiero nadejść. Anett wyczuła również fałsz w zachowaniu Meggy, bo nagle szatynka chciała na siłę wkupić się w jej łaski, jakby myślała, że wokalistka zacznie przez to coś podejrzewać. Fakt, Uruha był przy niej cały czas, ale przecież nie wiedziała co się działo, kiedy spała. No i Noritoshi ostatnio strasznie dziwnie się zachowywał, jak nie On, co zauważyli wszyscy i każdy zaczął już spekulować, skąd u niego taka przemiana.  
Tego dnia Anett to wszystko nie dawało już spokoju, jednak nadal nie dawała się ponieść podejrzeniom. Po próbie siedziała na skraju sceny, machając nogami, by jakoś uspokoić się przed koncertem.  
-Tu jesteś! -Zawołał Kris, wyrywając ją z myśli. Ruda odwróciła głowę w jego stronę, unosząc brew w pytającym wyrazie twarzy. 
-A gdzie mam być? Nie mam nic do roboty. -Wzruszyła ramionami, a szatyn usiadł obok niej. 
-Nie wierzę, że podchodzisz do tego z takim spokojem.  
-O czym ty mówisz? -Nagle w głowie Anett zapaliła się czerwona lampka, która natychmiast zniknęła. 
-No chodzi mi o Kouyou. Dowiedziałaś się, że zdradzał Miko i że to nie był ten raz z tobą, tylko, że regularnie zdradzał ją z Meggy, a ty nic. -Kris wręcz się zaśmiał. 
-Bo nawet przez myśl mi nie przeszło, że Kyu mógłby mnie zdradzić. To dotyczyło Miko, nie mnie... 
-Nawet jak się okazało, że ktoś widział go wychodzącego w nocy z pokoju? -Kris nagle jej przerwał. 
-O czym ty mówisz? Ja wiem, że Meggy ostatnio dziwnie się zachowuje, ale Kouyou by mi tego nie zrobił. -Anett zmarszczyła czoło, będąc pewną tego co mówi.  
-A ty jemu? Bo Noritoshi też się ostatnio dziwnie zachowuje, a to raczej twoja zasługa.  
-Niby co masz na myśli? -Ruda nagle spanikowała.  
-Czyli to prawda. Nie dość, że Cię pieprzy, to jeszcze Ci płaci. Nie spodziewałem się tego po tobie An. -Kris nagle wstał, jakby załamany. 
-O czym ty pieprzysz, Kris! -Anett wstała zaraz z nim.  
-Po prostu tak mówią, a po tobie widzę, że to prawda. Nie przejmujesz się Kouyou, bo sama masz coś na sumieniu.  
-Posłuchaj! To z Akirą, okej, było zabawnie, ale Noritoshi?! -Anett nagle poczuła zbierające się łzy. -Przez cały czas próbuje się temu nie ponieść, odrzucam od siebie każdą myśl, że może to prawda, że może Kouyou mnie zdradza tak jak Miko, a ty podejrzewasz mnie o coś takiego? Serio jesteś najgorszym przyjacielem. -Rzuciła An, po czym poszła przed siebie. Szybko schowała się w toalecie, by jakoś się uspokoić i nie zepsuć makijażu, gdy drzwi nagle się otworzyły, a czerwona lampka wróciła. 
-Tutaj jesteś skarbie... 

     Wszyscy od jakiś dwóch godzin dziwnie milczeli, jakby nie chcieli, by czegoś się dowiedział. Ba! Wszyscy byli jakby w szoku. Kouyou dobrze wiedział, że nie chodziło o niego, jak i nie wierzył w nic co podejrzanego usłyszał, wiedząc, że to pewnie Meggy spiskuje. Nawet z nią nie rozmawiał, żeby dodatkowo nie nakręcać Anett w tym wszystkim. 
-Tsune, co jest grane? -Zapytał, kiedy na chwile zostali sami, a kobieta wręcz podskoczyła. 
-Kouyou, posłuchaj, ja chyba nie powinnam. -Brunetka próbowała jakoś wykręcić się z tej rozmowy.  
-Po prostu mi powiedz, co tym razem zapodali i miejmy to za sobą. -Uruha przewrócił teatralnie oczami.  
-Tyle, że to nie plotka Kouyou. Noritoshi i Anett, oni... -Tsune przerwała na chwilę. -Najlepiej będzie, jak Ona sama Ci to powie.  
-Oni co? Tsune, błagam Cię, mam już dość tych waszych plotek. -Zdenerwowany Kouyou wstał.  
-Oni sypiają ze sobą. Sama w to nie wierzyłam, aż nie zobaczyłam, jak Noritoshi wchodził za Anett do toalety. Zresztą jak nie wierzysz, to powinni tam jeszcze być. -Słowa brunetki sprawiły, że Kouyou się zagotował ze złości. 
-I nie poszłaś za nim! Czy wyście powariowali wszyscy! -Jak poparzony pobiegł w wskazanym przez Tsune kierunku, od razu otwierając drzwi... 

     Kiedy tylko usłyszała jego głos, od razu się odwróciła, jednak stał zbyt blisko, a Anett poczuła się sparaliżowana. 
-Skarbie, nie mów, że się mnie wystraszyłaś. -Noritoshi cicho się zaśmiał, kładąc dłoń na jej policzku. 
-Odwal się. -Anett spróbowała go od siebie odsunąć, jednak na marne.  
-Ostatnio byłaś milsza. -Brunet lekko się uśmiechnął, patrząc jej w oczy, a jej przerażenie, jeszcze bardziej go cieszyło.  
-Jakie ostatnio? Zostaw mnie w spokoju, słyszysz. -Ruda spróbowała się jakoś wyrwać, ale tym tylko sprawiła, że wpadła w jego objęcia. 
-Kochanie, przecież mówiłaś mi, że to lubisz. -Noritoshi wyszeptał jej do ucha, czując jak zadrżała z przerażenia, a każdy jej ruch by się uwolnić wykorzystywał przeciwko niej. 
-Puść mnie!  
-Przecież Kouyou się nie dowie, jest zajęty... 
-A co, jeśli Kouyou się dowie? -Nagle oboje spojrzeli na wściekłego gitarzystę.  
    Nawet nie nasłuchiwał, po prostu otworzył drzwi. Nagle przed sobą zobaczył Anett wtuloną w Noritoshiego, który mocno ją obejmował, dłonią ściskając jej pośladek. Kiedy się odezwał, brunet nawet nie odskoczył od kobiety, a nawet uśmiechnął się szerzej. 
-Czyli to prawda. -Kouyou udał załamanego, ale szybko do nich podszedł, rozdzielając ową dwójkę i stając przed Anett. -Wynoś się!  
-No co ja mam Ci powiedzieć? Sama do mnie przyszła i masz rację, niezła jest. -Noritoshi puścił do niego oczko, po czym spokojnie wyszedł, zadowolony, że jego plan się powiódł.  
-Kouyou, to nie tak... -Szepnęła Anett łamiącym się głosem. 
-Nie wierzę... -Kouyou zacisnął wargi, odwracając się do niej.  
-Ja...Ja nie... -Anett próbowała coś wydukać, jednak nagle załkała, chowając twarz w dłoniach. Wiedziała, że nie ważne co powie, Uruha jej w to nie uwierzy, kiedy stało się coś, czego się nie spodziewała. Kouyou po prostu ją przytulił, sprawiając, że już całkiem się rozkleiła. 
-Już dobrze kochanie, jestem tutaj. -Kouyou szepnął cicho, po czym ucałował jej czoło.  
-Ale przecież... -Ruda spojrzała na niego.  
-Nie wierze, że to zrobili. Przez te kilka tygodni Meggy i Noritoshi współpracowali, a te wszystkie plotki, to Oni.  
-Myślałam, że ty też uwierzyłeś.  
-Kochanie, przez ten cały czas nie zwątpiłaś we mnie, więc czemu ja miałbym zwątpić? Jemu tylko nie mogłem pokazać, że nie wierzę, bo by nie odpuścił i znowu musiałbym go niepotrzebnie uszkodzić. Chociaż trochę szkoda, bo nie wie, że niezła, to za mało powiedziane. -Uruha cicho się zaśmiał i delikatnie ją pocałował.  
Nagle do środka wbiegł Kai wraz z menadżerem, Rukim, Rin i całą resztą. 
-Tu jesteście. -Wysapał zadyszany perkusista.  
-Spokojnie, Noritoshi jest cały. -Rzucił szybko Kouyou. 
-A Anett?! -Odezwała się cała gromada jednym chórkiem. 
-Żyje, jak widzicie, jeszcze. -Anett przewróciła oczami. 
-Całe szczęście. No ja wiedziałem, że tak będzie, wiedziałem! -Wrzasnął menadżer, gdzieś odchodząc. -Dobra, koncert za niedługo, a Ciebie młoda trzeba ogarnąć. -Wtrącił Kai, wyciągając Anett za sobą za rękę.  

     Po koncercie w hotelu każdy rozszedł się do swoich pokoi, chociaż zespół był umówiony, by się spotkać w pokoju lidera i omówić zaistniałą sytuację. Kouyou nie chciał zostawiać sam Anett, ale wiedział, że lepiej będzie, kiedy dołączy do nich nieco później. 
-Kyu, dam sobie radę. -Mruknęła Anett, rozczesując mokre włosy.  
-Jak coś to... 
-Tak wiem, telefon mam pod ręką.  
-Dobra, zadzwonię do Ciebie, jak już coś ustalimy. -Kouyou krótko ją pocałował i pełen obaw wyszedł z pokoju. Kiedy dotarł na miejsce, kilka pokoi dalej, pozostała trójka już tam była. Czekali już tylko na lidera, który miał przekazać im wieści. 
-Jeżeli chodzi o Meggy -Zaczął spokojnie Kai, kiedy tylko zamknął za sobą drzwi. -Nie mamy żadnego dowodu, że również za tym stała, także musi zostać... 
-A Noritoshi? -Zapytał Uruha, siadając obok Akiry i Yuu na łóżku. 
-O niego nie musisz się już martwić. My jutro lecimy dalej, a On wraca do Japonii. Po dzisiejszej akcji nie ma już czego zbierać. Jesteśmy w pracy, a trasa to wystarczający stres, nie potrzebujemy dodatkowych nerwów, a On udowodnił, że nadal jest zagrożeniem dla Anett. -Wyjaśnił Yutaka, chodząc w kółko.  
-Ale to nie zmienia faktu, że zostajemy znowu bez asystenta. -Mruknął Aoi pod nosem.  
-Kathy i Takao świetnie dawali sobie radę, teraz też sobie poradzą. -Kai w końcu usiadł, ale nadal wyglądał na zdenerwowanego. 
-Miejmy tylko nadzieję, że Meggy nie nawali jeszcze bardziej. -Mruknął Kouyou pod nosem, patrząc przed siebie. Po chwili przypomniał sobie, że miał zadzwonić do Anett. Wstał nerwowo przeszukując kieszenie. -Cholera, zapomniałem telefonu.  
-No właśnie dziwi mnie, że Anett tu nie ma. -Mruknął Akira cicho pod nosem. 
-Bo się z nią umówiłem, że zadzwonię, jak już coś ustalimy. -Kouyou przewrócił teatralnie oczami, podchodząc do drzwi.  

     Anett siedziała w pokoju, w sumie to leżała na łóżku i gapiła się w sufit. Szybko zorientowała się, że gitarzysta o czymś zapomniał, więc nawet nie wiedziała, czy jest sens czekać. Jednak z wiadomych powodów nie chciała wychodzić z pokoju. Zmęczenie dawało się jej we znaki, kiedy usłyszała pukanie do drzwi. Od razu się zerwała z łóżka, myśląc, że to Kouyou, ale kiedy otworzyła drzwi, przekonała się, jak bardzo się myliła.  
-Meg, a cóż Cię do mnie sprowadza? -Mruknęła wokalistka, wyraźnie niezadowolona z tego widoku. 
-Wiele, ale szczególnie to, jak oboje nawzajem się oszukujecie. -Warknęła Meggy i popychając lekko Anett, weszła wgłąb pokoju, zamykając za sobą drzwi. 
-Niby skąd to wnioskujesz? Wiem, że te wszystkie plotki i sprawa z Noritoshim, to twoja zasługa. -Anett zmrużyła oczy, patrząc na szatynkę.  
-Zastanawia mnie, czy Kouyou kiedykolwiek wspomniał Ci o Lisie... -Meggy przerwała na chwilę, patrząc z satysfakcją, jak ruda lekko przechyliła głowę, próbując sobie coś przypomnieć. -Nie powiedział Ci i mu się nie dziwię. Też bym się tym nie chwaliła, gdybym była takim skurwysynem. 
-Poczekaj. -Anett cicho się zaśmiała. -Nie było Cię na początku naszej znajomości, więc nie wiesz, ale ja doskonale wiem jaki jest Kouyou.  
-Naprawdę? Jesteście zaręczeni, a nadal ma przed tobą tajemnice. Fakt, Miko ostrzegała mnie przed Kiyomi, ale okazuje się, że Ona wie dość sporo. -Meggy w tym momencie ze zwycięskim wyrazem twarzy patrzyła, jak oczy Anett się rozszerzyły, kiedy tylko usłyszała to imię. 
-Żartujesz sobie teraz, prawda? Skoro Miko Cię przed nią ostrzegała, to raczej nie bez powodu. -Ruda szybko skrzyżowała ręce. 
-Spokojnie, znam Lisę dłużej niż Miko, niż kogokolwiek stąd, to Ona mnie tu wkręciła. Fakt, w tej sprawie dzięki Kiyomi wyszły nowe okoliczności i już nie wiem, która historia jest prawdziwa, ale uwierz, że to wszystko co robię, to nie robię tego dla siebie. Miko ostrzegała mnie przed Kiyomi, a ja po prostu ostrzegam Cię przed Kouyou, ty myślisz, że to na poważnie, a On się tobą bawi, jak każdą z nas. 
-Chwila, bo mówisz teraz jakimiś zagadkami. Jeżeli masz coś do mnie, to mi po prostu to powiedz. -Niestety, ale Anett nie otrzymała odpowiedzi, gdy w drzwiach pokoju pojawił się Uruha.  
-Pamiętaj o tym, co Ci powiedziałam. -Rzuciła oschle Meggy i wyszła z pokoju, mijając zaskoczonego gitarzystę. 
-Czego Ona chciała? -Zapytał Kouyou, patrząc z podejrzeniem na Anett. 
-Nic takiego, jakieś głupoty. -Ruda wzruszyła ramionami. Nie chciała mówić Kouyou o tym co mówiła Meggy, głównie ze względu na to, że sama nie rozumiała jej bełkotu. -A jak spotkanie? Bo wiem, że zapomniałeś telefonu. -Przechyliła lekko głowę w bok. 
-Tak, tak wiem, przepraszam. W sumie i tak nie był mi potrzebny, ponieważ postanowiliśmy, że Ci po prostu przekaże, że... -Kouyou przerwał na chwilę z dziwacznym uśmieszkiem na twarzy. -Noritoshi wraca jutro do Japonii. 
-A Meggy? -Anett zapytała jakby z wyrzutem w głosie. 
-Ona niestety zostaje, ale nie powinnaś się nią przejmować. -Kouyou podszedł bliżej niej, od razu ją obejmując.  
-Akurat nie nią się przejmuję, tylko tym, co siedzi w jej głowie... 

     Dla Temari to był ciężki dzień. Najpierw długie godziny na uczelni, a później kilka chwil w pracy. I właśnie to praca była dla niej najbardziej męcząca ze względu na ciągle wściekłą Panią Kierownik. Był już wieczór, młoda dziewczyna zakończyła wszystkie swoje obowiązki i już zbierała się do domu, kiedy po raz kolejny długowłosa brunetka w przesadnym makijażu i z paznokciami przypominającymi szpony, po raz kolejny się przyczepiła.  
-Temari, prosiłam Cię o coś. -Usłyszała brunetka, zakładając swój plecak. 
-Zrobiłam to dwie godziny temu, w sumie zdążyłam zrobić już wszystko. -Rzuciła Temari, nawet się nie odwracając. Chciała już tylko wrócić do domu.  
-Nie wyjdziesz, dopóki... 
-Dopóki co?!- Wściekła dziewczyna zacisnęła pięści, odwracając się na chwilę, tylko po to, by wycedzić kilka słów. -Właśnie wychodzę i przyjmij do wiadomości, że nie wrócę. Znajdź sobie innego niewolnika, ponieważ ja mam dość! -I mijając zaskoczoną kobietę, wyszła. Jeszcze zaczął dzwonić jej telefon, którym miała ochotę rzucić, gdyby się okazało, że to jej ojciec, albo Akira, ciągle sprawdzający, czy dziewczyna jeszcze żyje. Ale nie, kiedy spojrzała na urządzenie, na wyświetlaczu zobaczyła napis “Ikano”.  
-Świetnie, jeszcze ona. -Mruknęła pod nosem, odbierając połączenie. 
-No co z tobą? Gdzie ty jesteś? -Zapytała przyjaciółka.  
-Jak to, gdzie, idę do domu. -Temari się rozejrzała, czując się, jakby ktoś ją obserwował. 
-Przecież mieliśmy się spotkać, zapomniałaś? No nic, to my przyjedziemy do Ciebie, w końcu z tego co wiem, masz wolną chatę, a chłopaki skołowali alkohol.  
-Nie, Ikano, to zły pomysł... Ikano? Ikano! -Załamana brunetka usłyszała tylko dźwięk zerwanego połączenia, kiedy jej przyjaciółka się rozłączyła. A chciała tylko odpocząć w ciszy i samotności.  
Gdy tylko wróciła do domu, szybko zaczęła chować rzeczy, które mogłyby naprowadzić jej znajomych na to, z kim Temari teraz mieszka. Jej tajemnice znała tylko Ikano, która na szczęście jeszcze nikomu się nie wygadała, a dziewczyna miała nadzieje, że to “jeszcze” nadal trwa.  
I nastał ten w ogóle nie wyczekiwany przez nią moment, kiedy rozdzwonił się dzwonek do drzwi. Przewróciła oczami, schodząc na dół, a kiedy tylko tworzyła drzwi, Ikano rzuciła jej się w ramiona. 
-No Temi, tak długo się nie widziałyśmy. A miałaś mnie odwiedzać!  
-No, no, nieźle się urządziłaś. -Powiedział jeden z dwójki chłopaków, którzy weszli wraz z Ikano do środka.  
-Regi, już nie przesadzaj, dom jak dom. -Temari w zakłopotaniu cicho się zaśmiała. Błagając w duchu, żeby tylko ta szalona trójka nie zaczęła przeszukiwać tego domu, zaprowadziła wszystkich na górę do salonu.  
Kiedy już tak sobie siedzieli w piątkę, opróżniając kolejne butelki przyniesione przez gości, Nakato zaczął drażliwy dla brunetki temat jej byłego. Ikano starała się odwieźć chłopaków od tej rozmowy, ponieważ wiedziała, że to może ujawnić tajemnice Temari, jednak na próżno.  
-Wiesz, że ja zbytnio z nim nie gadam, ale z tego co mi raz mówił, to ty go zdradziłaś z w dodatku z jakimś starszym gościem. -Skomentował wspomniany wyżej Nakato, a Temari, starała się w tym momencie by kogoś nie udusić z zimną krwią i miał to być nieobecny Daisuke. 
-To On mnie zdradził i dlatego z nim zerwałam, zresztą... -Brunetka ugryzła się w język, ale Ikano musiała dodać swoje niepotrzebne trzy grosze.  
-No tak, sama mówiłaś, że na twoich oczach dobierał się do Akumy.  
-Do kogo?!- Wyszczerzone oczy chłopaków skierowały się na Temari, czekając na wyjaśnienia. 
-Dzięki Ikano. -Warknęła Temari, wiedząc, że ta wariatka zawsze w jakiś sposób musi puścić parę z ust.  
-No to teraz Ci nie odpuścimy. -Rzucił Regi, udając obrażonego.  
-Ale naprawdę nie ma o czym mówić. -Temari próbowała jakoś ukrócić ten temat, mając nadzieję, że chłopaki uwierzą w to, że się przesłyszeli, ale po chwili dyskusji między nimi z pomocą znów przybyła Ikano, chcąc urwać ten temat, tyle, że niepotrzebnie. 
-A tak w ogóle, to dotarły mnie wieści, że Akuma i twój ojciec są zaręczeni. -Jak to wyznanie wybrzmiało z ust przyjaciółki, Nakato wraz z Regi’m omal nie spadli z kanapy, oczywiście z wrażenia. 
-Ale chwila, ta Akuma? Przecież Ona jest z... Ał. -Nakato natychmiast poczuł kopnięcie w kostkę od Regi’ego, który spojrzał na niego ostrym wzrokiem.  
-Tak, ta Akuma o której myślicie jest z Uruhą, czyli moim biologicznym ojcem. -Wyznała zrezygnowana Temari, na koniec ciężko wzdychając. 
-Przecież mogłaś nam wcześniej o tym powiedzieć normalnie, po co te tajemnice? - Zapytał Regi, patrząc na brunetkę, która z zażenowania zakryła włosami twarz. 
-Bo wiem jak ludzie reagują na takie wieści. Zaraz pojawią się jakieś durne pytania i... 
-Ej, Regi, a myślisz, że Oni tu, na tej kanapie? -Nakato przerwał wypowiedź Temari, ruszając w jakiś dziwny sposób brwiami w stronę przyjaciela. 
-Tak i to nie raz. -Mruknęła brunetka, przykładając palce do nasady swojego nosa. -Właśnie o tym mówiłam.  
-Serio się przejmujesz? Przecież to Nakato, zawsze musi strzelić czymś w nieodpowiednim momencie. -Rzuciła Ikano, próbując uspokoić przyjaciółkę. 
-A mam przypomnieć Ci, o co mnie wypytywałaś, kiedy Ci powiedziałam? -Temari uniosła brew ku górze patrząc na przyjaciółkę. 
-Wypraszam sobie, pytałam jaki Reita jest w łóżku. O Uruhe zapytam Akumy, jak w końcu mnie z nią poznasz. -Ikano się wyszczerzyła. Nagle obie spojrzeli na pozostałą dwójkę, bladych jak ściana. 
-Nie no, Temi szacun, to całkowicie zmienia postać rzeczy. -Powiedział spokojnie Nakato, a Temari w myślach przysięgła sobie, że ich wszystkich kiedyś powybija dla świętego spokoju. 

     Kouyou przebudził się, kiedy Anett po raz kolejny przewróciła się na drugi bok. 
-An, śpisz? -Zapytał szeptem, jednak wiedział, że jeżeli Anett się kręci, to znaczy, że coś dręczy jej myśli i na pewno nie śpi. Z tą wiedzą spokojnie ją objął, a kiedy ruda otworzyła oczy, pomógł jej usiąść. -Co jest? -Zapytał ponownie. 
-To co powiedziała Meg nie daje mi spokoju. -Mruknęła Anett, opierając głowę o jego ramię. 
-A pytałem... -Uruha cicho westchnął. -Co tym razem? 
-O co chodzi z Lisą? -Anett spojrzała ślepo przed siebie. 
-Ja pieprze... -Kouyou powoli wstał, podchodząc do okna. Dla niego ta sprawa była już dawno zakończona i nie chciał do tego wracać, szczególnie nie chciał mówić o tym Anett, nie będąc pewnym jej reakcji.  
-Kouyou, o co chodzi z Lisą? O co Meggy chodzi z tym, że nie robi tego dla siebie? Co jest grane tym razem? -Ruda spojrzała na gitarzystę kątem oka, gdy ten opierając się dłońmi o parapet, patrzył przez okno.  
-Lisa... -Blondyn cicho westchnął i wrócił do łóżka, siadając na nim. -To było lata temu, nawet nigdy nie byliśmy razem. Po prostu się przyjaźniliśmy jeszcze od szkoły, później Ona poznała Mitsutake i tak się z nim zaprzyjaźniłem. Jednak w ich relacji był pewien haczyk: Mitsutake wręcz za nią szalał, a Ona nie chciała z nim być, po prostu, wiedziała, że pod tym względem nie pasują do siebie. Pewnego razu poprosiła mnie o pomoc, przynajmniej do czasu jej wyjazdu do Stanów, który planowała od dawna, a ja głupi się zgodziłem. -Uruha schował twarz w dłoniach. -Gdybym wiedział, jak to się skończy, nigdy bym na to nie poszedł. 
-Ale co się stało? -Anett zbliżyła się do niego i lekko wtuliła się w jego plecy. 
-To był moment, kiedy wszystko było mi jedno, a Ona chciała tylko, żebyśmy przed Mitsutake udawali, że jesteśmy razem. Nie był to dla mnie problem, bo ja niczego od niej nie chciałem, a to były tylko pojedyncze godziny raz czy dwa razy w tygodniu, kiedy pozwalałem jej na więcej, aż do tego felernego wieczoru. Miałem ją tylko odprowadzić, a wylądowaliśmy w jej łóżku. Po tym stwierdziłem, że to zaszło za daleko i chcę to zakończyć, że to nie ma sensu. Mieliśmy tylko udawać, a Ona wykorzystywała sytuację. Po wszystkim wróciłem do siebie, a wtedy mieszkałem jeszcze w mieszkaniu, upiłem się i poszedłem spać. Rano byłem skończony.  
-To za to Mitsutake tak bardzo chciał się na tobie zemścić? -Anett usiadła obok niego. -Przecież to bez sensu. 
-Ona dodała swoje do tej historii, że niby ją wykorzystywałem przez ten cały czas, że to niby nie był jedyny raz i inne bajki o tym, jakim jestem skurwysynem. Oczywiście Mitsu podał to dalej, a ja nie miałem siły tego negować, więc tylko przytaknąłem. Kiedy chciałem z nią to wyjaśnić, okazało się, że w nocy wyjechała, nie zostawiając po sobie śladu. -Kiedy skończył, spojrzał na wokalistkę, która wydawała się być niezbyt specjalnie przejęta tym, co właśnie usłyszała. 
-To o to chodziło Meggy, z tym, że nie wie, która historia jest prawdziwa. -Anett zamyśliła się na chwilę. 
-Przepraszam, wiedziałem wcześniej, że Meggy zna prawdę. To właśnie tym chciała mnie szantażować, ale nie sądziłem, że powie Ci cokolwiek tak szybko. No i mogłem Ci powiedzieć o Lisie wcześniej, ale... 
-To mogło by być za dużo. -Wtrąciła wokalistka, przerywając mu. -I masz rację, ale Meggy nie wie, że ta historia między nami i tak by nigdy nic nie zmieniła. Bo jak? Mam sądzić Cię za coś, co było lata temu i doszukiwać się prawdy jak Ona? Meg jedynie wpuściła mnie na trop, co będzie chciała zrobić dalej... 

26 cze 2022

Rozdział 53

Witam was wszystkich bardzo serdecznie i... Od czego by tu zacząć.
Jak niektórzy już wiedzą, rozpiska na najbliższe tygodnie jest już gotowa, czyli to moje pisanie chociaż trochę ruszyło do przodu. No, ale dobrze wiecie, że zawsze jest jakieś "ale". No i tym "ale" jest fakt, że skupiłam się na kończeniu Undead Hearts, bo zostało nam dosłownie kilka rozdziałów, z tego powodu "Just a moment to discover your mind..." nadal będzie pojawiać się raz w miesiącu, a W Potrzasku będę publikować wtedy, kiedy na dany tydzień już naprawdę nic nie będę miała.
Drugą sprawą jest Undead Hearts właśnie, ponieważ, werble poproszę... Będą jeszcze dwie części. Nie, nie będą One publikowane od razu jedna po drugiej, raczej dopiero kiedy będę je kończyć, a to może zająć z rok-dwa, ale kiedyś będą. Wiem, że się cieszycie.
Miłego czytania :3 


Rozdział 53: 
Wszyscy zmęczeni po podróży pochowali się po swoich pokojach, by wypocząć przed koncertem następnego dnia. Nikt nawet nie zwracał większej uwagi na wtrącającego się do wszystkiego Noritoshiego, no poza Meggy, którą zaintrygowało podejście reszty do tego mężczyzny. Nawet Kathy z Takao czuli się poirytowani zachowaniem nowego asystenta. 
Jedynie Yuu wydawał się nie przejmować tą sprawą. W sumie myślał ostatnio tylko o jednej osobie. Gdy tylko usłyszał pukanie do drzwi, bez większego namysłu je otworzył.
-Po co pisałeś, żebym przyszła? -Zapytała Tsune, unosząc wysoko brew. 
-Żeby pobyć z tobą trochę sam na sam? Wiesz dobrze, że jak to wariactwo się zacznie... Zresztą, nie mamy za dużo czasu, sama wiesz. - Aoi uśmiechnął się delikatnie.
-Yuu, jesteś gorszy od mojego... -Nagle Tsune ugryzła się w język, wchodząc do środka. Przecież obiecała sama sobie, że przed nigdy przed nikim się nie wygada z swojej tajemnicy. 
-Od kogo? -Gitarzysta uniósł brew, niezbyt rozumiejąc, kogo kobieta mogłaby mieć na myśli.
-Nie ważne. -Rzuciła szybko brunetka, jednak wystarczająco spokojnie, by uśpić czujność gitarzysty.
-Kochanie, Oni przecież o nas wiedzą. -Yuu podszedł do niej, od razu ją obejmując. -Nie musisz mnie unikać na pokaz. 
-Wiem Yuu, wiem. Przecież przed tą ciekawską gromadą nic się nie ukryje. -Tsune cicho się zaśmiała.
-No właśnie. -Yuu delikatnie pogłaskał jej policzek, by zaraz ją pocałować.

    Meggy nie do końca rozumiała zaistniałej sytuacji, w końcu znalazł się ktoś, do kogo naprawdę nikt nie żywi sympatii i nawet mieli do tego poważny powód, jednak nikt o tym nawet nie wspominał. Już na lotnisku wyczuła napiętą atmosferę między zespołem, a nowym asystentem, ale Meg postanowiła zostawić sobie tą sprawę na później, bo w sumie ten jeden człowiek mógłby jej sporo pomóc. Wiedziała, że Kouyou i Anett są w oddzielnych pokojach, co dało jej świetną okazję, by porozmawiać na spokojnie z gitarzystą, bez wściekania się wokalistki. A o czym? W trakcie przerwy zdołała pociągnąć Miko za język, by dowiedzieć się więcej o związku gitarzysty z rudowłosą, w dodatku te ich zaręczyny... Meg miała coraz większe wrażenie, że mężczyzna robił to wszystko na pokaz. Jak dobrze, że Miko nadal nie znała ich słodkiej tajemnicy.
Niewiele myśląc szatynka postanowiła skorzystać z okazji i odwiedzić blondyna, nawet nie musiała długo czekać, by ten otworzył jej drzwi. 
-Meggy? -Kouyou przewrócił oczami, kręcąc przy tym głową, a kobieta w tym czasie weszła do jego pokoju. 
-Spokojnie, chcę tylko pogadać. Dowiedziałam się wielu rzeczy i równie wiele z tego mi nie pasuje. -Meggy uśmiechnęła się wrednie, opierając się o ścianę. Uruha w tym czasie zamknął drzwi.
-Posłuchaj, nie mam siły na rozmowy, a na rozmowy z tobą nawet nie mam ochoty...
-Wiem o ciąży Miko i jak ją straciła. Wiem o Kiyomi i już wiem kim dla Ciebie była Lisa i dlaczego potraktowałeś ją tak jak potraktowałeś. -Tak, Miko uprzedzała Meggy by ta nie mieszała się w te sprawy, jednak szatynka czuła, że potrzebuje czegoś mocnego, by mieć haka na mężczyznę. Z tym swoim uśmieszkiem zwiastującym zwycięstwo, Meggy stała oparta, patrząc na spanikowanego mężczyznę. 
-Miko pewnie Ci wspominała, byś trzymała się z daleka od spraw związanych z Kiyomi. Najlepiej, żebyś zajęła się pracą i od wszystkich moich spraw się po prostu odczepiła. -Uruha nie ukrywał zdenerwowania. Nie potrzebował kolejnej osoby grzebiącej w jego życiu, a co gorsza, w jego przeszłości. 
-Nie moja wina, że wszystko jest powiązane z twoją byłą, w sumie to z matką twojego dziecka, no i Anett, oczywiście. –W tym momencie Meg zaśmiała się kpiąco. Odsunęła się od ściany, podchodząc do niego. -W dodatku mam wrażenie, że ten wasz związek jest tylko na pokaz, ponieważ chcesz coś przed wszystkimi ukryć, a te wasze zaręczyny... Jeszcze większe widowisko, przez co tym bardziej nie rozumiem tej niby różnicy między mną, Miko i teraz jeszcze twojej małej, słodkiej An. 
-Meggy... -Kouyou potrzebował chwili, by zebrać myśli, w jaki sposób dotrzeć do kobiety, by ta w końcu zrozumiała i się odczepiła. -Z tobą chodziło tylko o seks, zresztą sama o tym wiesz. Wtedy nie chciałem niczego więcej od nikogo. Kiedy to się zmieniło, a raczej to ja chciałem to zmienić, pojawiła się Miko, tylko, że jak sama wiesz, po czasie zaczęła zachowywać się jak Kiyomi, czym strasznie mnie drażniła. I jeżeli jakiś mój związek był na pokaz, to właśnie ten drugi z Miko, by odwaliła się od Anett. No i jeżeli o nią chodzi to wszystko jest inaczej, niż Ci się wydaje. Nie chciałem z nikim być, aż nagle An pojawiła się w moim życiu i nawet trochę mi zajęło, zanim zrozumiałem, że naprawdę ją kocham i to z nią chcę być, więc jak widzisz, różnica jest ogromna.
-Tyle, że nawet nie wspomniałeś, że pomiędzy mną, a Miko była jeszcze twoja wielka miłość do Lisy, dla której byłeś w stanie nawet poświęcić swoją przyjaźń z Mitsutake. Anett pewnie nie wie o jej istnieniu, a nikt, nawet ten nędzny dziennikarzyna nie wie, jak to było naprawdę z waszym rozstaniem. A i dodajmy do tego nasz mały sekret, że Anett nie jest jedyną kobietą, z którą zdradzałeś Miko i to nie raz, o tym raczej nie chcesz by obie się dowiedziały, także sam wiesz co robić. -Meggy spojrzała mu w oczy po czym delikatnie go pocałowała, ale jedynie co poczuła to chłód z jego strony. Kouyou stał niewzruszony, wiedząc, że nawet jeżeli się odsunie, to nic nie da.
-Kouyou? -Szatynka niepewnie się odsunęła, unosząc brew.
-Naprawdę prześwietliłaś mnie na wylot, tylko po co? Chcesz pogrywać w jakiś durny szantaż, tyle, że na mnie to już nie działa Meggy i lepiej, jak już sobie pójdziesz. -Patrząc na gitarzystę, który nadal nawet nie drgnął, postanowiła jednak opuścić posłusznie jego pokój i pomyśleć, co robić dalej. 

    Anett natomiast jak zwykle wyczuwała kłopoty w powietrzu, wręcz ją nosiło. Wiedziała, że najlepiej będzie jak zostanie w pokoju, ale nie potrafiła usiedzieć w miejscu. Postanowiła podejść kilka pokoi dalej do Kouyou, ale szybko tego pożałowała, odkrywając, że z tymi kłopotami miała rację. Ledwo wyszła, gdy zobaczyła Meggy wychodzącą z pokoju Uruhy. “Co jest grane?” pomyślała wokalistka, widząc mijającą ją bez słowa szatynkę. Obserwowała ją, gdy ta szła w stronę schodów, a gdy tylko Meg zniknęła, Anett się odwróciła w właściwą stronę i od razu tego pożałowała. 
Odskoczyła niemal natychmiast, rozumiejąc, jak duży błąd popełniła, wychodząc z tego cholernego pokoju. 
-Chyba nie myślałaś, że zapomniałem? -Noritoshi uśmiechnął się z wielką satysfakcją na twarzy, podchodząc do rudej. 
-Nie wiem jak Ci się to udało, ale jeżeli myślisz, że się Ciebie boję...
-Tak jak myślałem, udajesz nieustraszoną. -Mężczyzna się zaśmiał, podchodząc jeszcze bliżej Anett, która się nie poruszyła. 
-Niby dlaczego mam się Ciebie bać? Przecież nie możesz mnie tknąć i to z wielu powodów. -Wokalistka uniosła kącik ust do góry, krzyżując ręce. Noritoshi był już blisko, wręcz za blisko, przez co ruda poczuła się jakoś tak niewygodnie. Jednak nie musiała długo czekać na wybawienie.
    Po rozmowie z Meggy nie do końca wiedział, co ma robić z tą sprawą dalej. Postanowił podejść do pokoju Anett, żeby po prostu porozmawiać, bo to wszystko już nie mieściło mu się w głowie. Meggy, Noritoshi, Kiyomi... Chociaż na szczęście Miko miał już z głowy. 
Ledwo co wyszedł z pokoju, a już zastał bardzo ciekawy widok. Noritoshi stał blisko Anett, wręcz za blisko, a wokalistka starała się być niewzruszona na tą sytuację. Podchodząc spokojnie bliżej, zdołał nawet usłyszeć groźby ze strony mężczyzny. 
-… I tak będziesz moja. -Noritoshi ujął podbródek wokalistki w palce, a ta jedynie się uśmiechnęła widząc Kouyou stojącego za nim. 
-Tak, na pewno. -Anett uśmiechnęła się jeszcze szerzej, obserwując malujące się na twarzy napastnika przerażenie, gdy poczuł czyjąś dłoń na swoim ramieniu.
-Czy ja muszę rozkwasić Ci całą buźkę, żebyś odczepił się od mojej narzeczonej? -Kouyou odczekał kilka sekund, zanim się odezwał. Młodszy przełykając głośno ślinę, niechętnie się odwrócił w stronę gitarzysty. 
-A ty zawsze musisz się wpieprzyć Takashima, prawda? 
-Opuść. Dobrze Ci radzę. -Ponownie odezwała się Anett, krzyżując swoje ręce ze sobą. Uruha podszedł do niej, od razu ją obejmując.
-I wy naprawdę myślicie, że coś możecie? -Noritoshi zaśmiał się pod nosem. -Kouyou, ty naprawdę nie zdajesz sobie sprawy, że wystarczy jeden przeciek, by zakończyć tą twoją wielką karierę.
-Wiesz co? Nie przejmuję się tym. Nie pozwolę Ci skrzywdzić An, ani nikogo innego, więc lepiej trzymaj się z daleka. 
-No nie wierzę, wielki Takashima nie przejmuje się swoją sławą? Jakoś nie wierzę, żeby to była zasługa tej małej dziw... -Noritoshi nie zdołał dokończyć, kiedy poczuł uderzenie na policzku, wymierzone przez rudą. -Ty mała suko. 
-Powiedz to jeszcze raz, a dopiero zaboli. -Warknęła Anett, mrużąc oczy. 
-A uwierz mi na słowo, to było nic, jeszcze. -Dodał Kouyou z wrednym uśmiechem na twarzy. 
-Oboje tego pożałujecie. -Noritoshi w końcu ich ominął idąc przed siebie. Anett i Kouyou niewiele myśląc weszli do pokoju wokalistki.
-Co Ci mówiłem? -Warknął gitarzysta, coraz bardziej niezadowolony z obecnej sytuacji.
-Wy naprawdę myślicie, że będę siedzieć na czterech literach tylko z jego powodu?! Jeżeli mu pokaże, że się go boję, to uwierzy w to, że wygrał, tego chcesz? -Anett z niedowierzaniem pokręciła głową patrząc w bok.
-Nie, po prostu za dużo tego. Przed chwilą była u mnie Meggy i Ona robi to samo co Kiyomi, tylko nie rozumiem po co. Prześwietliła mnie jakimś cudem na wylot i wie o sprawach, o których... -Uruha nagle przerwał gryząc język. 
-O których co? -Anett spojrzała na niego podejrzliwie. -Chodzi o Miko prawda? Prawda... -Ruda w tym momencie się zaśmiała. 
-An, posłuchaj...
-Nie mam czego słuchać, bo już wiem o co chodzi. Zdradzałeś ją już wcześniej.
-Jesteś jakimś pieprzonym mistrzem dedukcji, czy jak? -Kouyou nie wierzył w to co właśnie usłyszał, ale postanowił nie wypierać się prawdy, która i tak mogła lada moment ujrzeć światło dzienne. 
-Nie, to po prostu zbyt banalne, kochanie. Meggy usilnie próbuje znów wskoczyć Ci do łóżka, uprzykrzając mi przy tym życie, a z Miko się o dziwo zaprzyjaźniła. Wystarczy zadać sobie pytanie, dlaczego tak się stało i odpowiedź jest jasna- Miała to co chciała, czyli Ciebie, Miko nie była dla niej żadnym zagrożeniem. -Anett po minie gitarzysty wiedziała, że trafiła w punkt. Kouyou stał przed nią blady, jakby właśnie usłyszał z jej ust jakiś poważny wyrok. 
-An, ty chyba nie myślisz, że ja... Teraz... Wtedy chodziło o Miko, nie wiesz, jak było... -Uruha w jakiś pokręcony sposób próbował się wytłumaczyć, kręcąc przy tym głową, a Anett? Anett usiadła spokojnie na łóżku patrząc na niego jak na wariata. 
-Wtedy już miałeś jej dość. I nie myślę, że wy coś tam robicie, ale zacznę, jak Meggy zmieni front, oboje jesteście zbyt przewidywalni. A nie, przepraszam, troje, bo Noritoshi też robi doskonale to, czego można się po nim spodziewać. 
-Wiedziałaś o tym, że się pojawi, jak tylko wyjdziesz? -Kouyou usiadł obok niej.
-Po nim bardziej bym się spodziewała, że poczeka kilka dni, by zapoznać się z sytuacją i uśpić naszą czujność, ale wyczuwałam kłopoty i oto są. -Ruda spojrzała na gitarzystę.
-W dodatku podwójne...- Kouyou cicho westchnął, myśląc o tym, jak się z tego wszystkiego wyplątać. 

    `Następnego ranka wszyscy spotkali się na śniadaniu, chociaż większość chętnie by jeszcze spała, ze względu na hałasy poprzedniej nocy. Takanori, Akira i Yutaka cały czas podejrzliwie patrzeli w stronię równie niewyspanych Anett i Kouyou. 
-Jeżeli myślicie, że to nasza sprawka, to nie tym razem. -Wtrąciła wokalistka, kątem oka spoglądając w stronę Yuu. 
-A ja na przykład wiem, że Kouyou został u Ciebie na noc i co? -Takanori lekko przechylił głowę w bok. 
-My naprawdę byliśmy grzeczni. -Kouyou uśmiechnął się wrednie w stronę przyjaciela, a wzrok wszystkich skupił się na milczącym do tej pory Yuu. 
-Czemu nikt nie bierze pod uwagę Rukiego i Rin, co? -Zapytał oburzony brunet, patrząc na każdego po kolei. 
-Ponieważ pokój Kathy jest na innym piętrze, a Ona jakbyś nie zauważył, chodzi wyspana, w przeciwieństwie do nas. -Warknął Takanori.
-Dobra, macie mnie... I Tsune. -Aoi przewrócił teatralnie oczami. 
-Yuu, jeżeli chodzi Ci o sprawiedliwość, to wystarczy, że cofniesz się w czasie o 10 sekund, kiedy podejrzenia spadły na nas. -Warknęła pod nosem Anett, uciekając wzrokiem w bok.
-Kou, ty się jeszcze lepiej zastanów nad tym ślubem, bo Anett jak jest niewyspana, jest cholernie złośliwa. -Wtrącił nagle Takanori.
-Wiesz... Jest inaczej, kiedy jest niewyspana z mojego powodu. -Odrzekł Kouyou jak gdyby nigdy nic, jednak nagle głupkowato się zaśmiał, czując na sobie groźne spojrzenie wokalistki. 
-No, to z dobry miesiąc masz z głowy, staraj się dalej kochanie. -Stwierdziła Anett z tym swoim wrednym uśmieszkiem numer pięć na twarzy, po czym słysząc, jak ktoś ją woła, odeszła od stołu. Kouyou spojrzał po reszcie, jakby miał ich zaraz zamordować, jednak jego chęci mordu na pozostałych członkach zespołu zostały przerwane, kiedy pojawiła się Rin. 
-Mam dobre i złe wieści. -Rzuciła szybko, siadając na zajmowanym wcześniej przez Anett miejscu. -An nie ma? A to dowie się później. -Kathy wzruszyła ramionami, po czym złośliwie uśmiechnęła się w stronę Uruhy. -Przegadaliśmy tą sprawę, oczywiście bez Noritoshiego, bo ten nigdy by się na to nie zgodził i większością głosów mnie przegłosowali, że w sumie to jesteście już zaręczeni, trasa trwa, a jak coś narozrabiacie, to już trudno, więc masz nasze błogosławieństwo, żeby mieć Anett na oku nawet w nocy, ale... Uprzedzam, lepiej trzymaj swoje krocze na wodzy, co? Kaczuszko... -Kouyou w odpowiedzi tylko zacisnął wargi, czując powracającą chęć mordu. 
-Dobra, a te złe wieści? -Wtrącił szybko Akira, widząc minę gitarzysty.
-No to są dobre wieści dla tej dwójki, dla reszty mogą to być złe wieści. -Odpowiedziała Kathy. 
-Dla Kouyou to też nie są najlepsze wieści, bo przed chwilą dostał szlaban. -Takanori się zaśmiał, ale szybko spoważniał, kiedy dotarło do niego co właśnie powiedział i do kogo.
-Kochanie, ty też ostatnio się porządnie prosisz. 
-Rin, odpuść mu, nie wyspał się chłopak i nie wie co bredzi. -Yuu próbował jakoś obronić przyjaciela, ale znów wzrok wszystkich skupił się na nim.
-Odezwał się winny. -Mruknął Takanori. 
-Już dobra, ale pośpieszcie się, nie mamy całego dnia. -Rzuciła Katherine wstając od stołu. 
-Wiesz Taka... Ja jednak wolę niewyspaną Anett, ją chociaż można jakoś udobruchać. -Kouyou się wyszczerzył, wiedząc, że teraz to jego wokalista będzie chciał udusić. 

    Hitomi od razu poczuła się niepewnie, kiedy Kouyou podszedł do niej, kiedy była sama.
-To możemy w końcu pogadać? -Uruha wskazał głową, żeby wyszli na zewnątrz. 
-A ty co? Boisz się, że Anett nas podsłucha? -W tym momencie zadzwonił telefon Hitomi, który kobieta szybko schowała.
-Odbierz, nie masz przecież nic do ukrycia. -Kouyou podszedł bliżej niej, spodziewając się, kto wydzwaniał do brunetki. 
-Mówiłam Ci już, że to nie jest tak. Chodź. -Hitomi chwyciła Kouyou za rękę i tak jak sam tego chciał, wyszli na zewnątrz. -Myślisz, że ja nie ryzykuję, pracując z wami, ale nie dla niej? Wzięłam tą pracę nie wiedząc, że Kiyomi w ogóle jest w Tokyo. Dopiero po wypadku Miko zorientowała się, że z wami pracuje i postanowiła dołączyć mnie do swojego planu, tyle, że mnie to nie bawi. Wtedy, kiedy nas widziałeś, Kiyomi próbowała mnie przekonać, żebym jednak dla niej szpiegowała, żebym informowała ją o wszystkim, co się między wami dzieje, ale się nie zgodziłam. I macie rację, wypadek Miko to jej sprawka, ale nie mieszajcie mnie w wasze sprawy, ja tu tylko pracuję. -Hitomi groźnym wzrokiem spojrzała na Kouyou. 
-I ty myślisz, że tak po prostu Ci uwierzę? -Gitarzysta cicho się zaśmiał. 
-Możesz mi nie wierzyć, masz do tego pełne prawo, jednak jak już wspomniałam, lepiej zajmij się Anett, a nie Kiyomi, bo to o nią jej teraz chodzi. Zresztą, nadal masz wybór, nadal możesz zagwarantować jej i sobie święty spokój, ale wtedy raczej Cię znienawidzi. -Uruha doskonale wiedział, co Hitomi miała na myśli i miała rację, ale to przecież było ostatnie, na co mógłby się zgodzić. 
-Obie wiecie, że nie ma takiej opcji. -Rzucił Kouyou, patrząc przed siebie. -Nawet jeżeli jakimś cudem rozstałbym się z An, nie wróciłbym do Kiyomi. 
-No to sam widzisz, że sam prosisz się o kłopoty, ale nawet mnie nie proś, żebym się dowiedziała, co ta idiotka kombinuje. -Hitomi tak po prostu wzruszyła ramionami i mijając Kouyou, wróciła do pracy. 

    W trakcie koncertu Meggy próbowała zebrać myśli i dopracować z najmniejszymi szczegółami swój plan. Chociaż musiała przyznać, że coś nie do końca jej wyszło. Tak jak planowała, Kouyou zaraz pobiegł do Anett i wiedziała, że wokalistka wie już o tym, z kim jej ukochany zdradzał Miko, a jednak to z jakim spokojem ruda do tego podeszła, całkowicie zaskoczyło szatynkę. Niemalże, jakby Anett w ogóle się nie przejęła tym, że jej narzeczony regularnie zdradzał swoją byłą, a przecież z nią też mogło tak być i nawet jej to przez myśl nie przeszło. O Lisie wolała jeszcze nikomu nie wspominać, z tym czekała na odpowiednią okazję, która miała nadejść już niebawem, a wtedy Anett miała całkowicie stracić zaufanie do Kouyou. Jednak Meggy przeszła pewna myśl przez głowę, ale nawet nie zdążyła jej ułożyć, gdy ktoś się do niej przysiadł.
-Ciebie też każdy unika jak ognia, czym się takim naraziłaś? -Zapytał Noritoshi, z tym swoim nonszalanckim uśmiechem na twarzy.
-Nie twoja sprawa, zresztą... To Ciebie każdy unika, nie mnie. -Warknęła Meg, nawet na niego nie spoglądając. 
-A jednak mamy coś ze sobą wspólnego. Ty chcesz się pozbyć Anett, by odzyskać Kouyou, a ja się pozbyć Kouyou, by dobrać się do Anett. Możemy sobie nawzajem pomóc. -Słysząc te słowa, w głowie Meggy ponownie coś zaświtało.
-Niby jak chcesz mi pomóc? Ta dwójka jest nierozłączna. -Meggy starała się ukryć zainteresowanie propozycją mężczyzny. 
-Nie są tacy nierozłączni jak myślisz, ale sama tego nie osiągniesz. To jak, pomożemy sobie nawzajem? -Noritoshi unosząc brew, wyciągnął rękę w stronę szatynki, która spojrzała na niego jak na wariata.
-Nie tak oficjalnie idioto, bo zaraz wszyscy się dowiedzą. -Stwierdziła, znowu patrząc przed siebie. 
-Masz rację, tutaj plotki szybko się rozchodzą. -Pewne słowo Noritoshi specjalnie podkreślił w swojej wypowiedzi, dając szatynce do zrozumienia, jak chce zadziałać na samym początku. W końcu sam miał w głowie swój wspaniały plan zemsty za tamten bankiet.