30 lis 2021

Rozdział 45

 Witam wszystkich :) Wybaczcie mi, że znowu minął miesiąc, od ostatniego rozdziału, w dodatku znowu jest ostatni dzień miesiąca, ale... Przez jakiś czas może tak być. Mam teraz trochę więcej na głowie, przez co nie mam zbyt wiele czasu na pisanie, szczególnie, kiedy czasami rozdział zaczynam po kilka razy ^^'
No, ale już was nie zasmucam i do następnego (Mam nadzieję, że szybciej się wyrobię:))
Miłego czytania :3

Rozdział 45: 
 
Kouyou jeszcze zaspany usiadł na łóżku i spojrzał na śpiącą blondynkę. Powoli wstał i udał się do łazienki, ale gdy tylko przekroczył próg salonu, słyszał za sobą tuptanie psa. 
-Kiko, za chwilę. -Mruknął pod nosem, kiedy pies stanął przed nim. 
-Spokojnie, już z nim byłam. -Rzuciła Rin, na co gitarzysta kiwnął głową i zaraz zniknął w łazience. Przez pół nocy coś nie dawało mu spokoju, ale sam nie wiedział co. Czuł dziwny niepokój, którego sen nie powstrzymał. 
Kiedy wrócił do salonu, na stole czekała już na niego kawa. Podejrzliwie spojrzał na Katherine i Takanoriego.  
-Anett jeszcze śpi? -Zapytał, siadając obok nich. 
-Tak, ale to w końcu jej dzień, niech się wyśpi. -Rin jak gdyby nigdy nic upiła łyk pobudzającego napoju. 
-Jak to jej dzień? -Takanori szybko spojrzał na kalendarz. -Cholera, zapomniałem. To, dlatego tu przyjechaliśmy. 
-Dokładnie tak. -Odpowiedziała czerwonowłosa. -A ty Kyu, coś się tak zwiesił? Też zapomniałeś? -Kobieta uniosła brew ku górze.  
-Rin, masz mnie za idiotę? Jasne, że nie zapomniałem, tyle, że jej prezent utknął w Tokyo. Zresztą nie to mnie martwi.  
-Kiyomi czy Temari? -Takanori spojrzał kątem oka na przyjaciela.  
-Bardziej Kiyomi i Mitsutake. Wiem, że chcą zniechęcić Anett do powrotu do Japonii, a Ona staje się coraz bardziej spokojna... 
-To źle? Chyba dobrze, że to co wyprawia twoja była zaczyna po niej spływać... 
-Rin, znasz ją lepiej od nas i dobrze wiesz, że praktycznie nic po niej nigdy nie spływało, jak to nazwałaś. -Kouyou przerwał Katherine, patrząc w kierunku pokoju.  
-Racja, An zawsze i wszystkim się przejmuje. -Rin cicho westchnęła.  
-Kochanie, On raczej się boi, że Anett sobie jego odpuści. -Takanori cicho się zaśmiał, nie mając pojęcia, że w tym momencie w drzwiach pojawiła się ziewająca Anett.  
-Ruks, ty naprawdę chcesz zaliczyć kopniaka w cztery litery, co? -Blondynka przewróciła oczami i zaraz poszła do łazienki. 
-Bardziej to się boję, co Kiyomi wymyśli jako następne. -Szepnął Kouyou, patrząc w kierunku, gdzie przed chwilą zniknęła wokalistka.  
-Kouyou, ty lepiej myśl co zrobić, żeby się odczepiła. -Wokalista oparł się wygodnie. 
-Takanori, jedyne wyjście, to żebym do niej wrócił, ale to nie wchodzi w grę. Dowodów na jej winy też nie ma. Musimy po prostu poczekać, aż Kiyomi popełni błąd... 

     Wieczorem wrócił do mieszkania. Ku jego zaskoczeniu zastała go cisza, jakby nikogo nie było, a przecież rano Namiko twierdziła, że nie ma żadnych planów na wieczór. Aoi po przejrzeniu każdego z pokoi zasiadł spokojnie w salonie, a w planach miał tylko odpoczynek. Postanowił zadzwonić do kobiety, ale jedynie co usłyszał, to głos automatycznej sekretarki, co oznaczało, że jej telefon był wyłączony, co wydało mu się dziwne, bo Namiko zawsze pilnowała by jej telefon był naładowany.  
Poszedł do kuchni po coś do picia i dopiero w tym momencie zauważył na stole kartkę. Serce Yuu zabiło szybciej, ale pewnie to tylko wiadomość, gdzie poszła. Dopiero kiedy zaczął czytać dotarło do niego jak bardzo się mylił.  

“Yuu przepraszam, że nie miałam odwagi powiedzieć Ci tego w twarz, zarazem dziękuje Ci za wszystko co dla mnie zrobiłeś oraz że pomogłeś mi, kiedy najbardziej tego potrzebowałam. Jednak dla mnie to nie jest “to” i nie potrafię się zmusić. Wiem, nie wymagałeś tego ode mnie, ale nie mogę być z kimś, do kogo nic nie czuje. Ja i Ikki postanowiliśmy spróbować jeszcze raz, przez co muszę wyjechać. Nie szukaj mnie, bo to nie ma sensu. Jeszcze raz przepraszam i dziękuję. ~Namiko.” 

 Yuu stał przez chwilę nie wierząc w to co czyta. Mimo, że cały “liścik” przeczytał już może z pięćdziesiąt razy, nadal nie rozumiał, aż w końcu dotarło. Dotarło do niego, że Namiko nigdy nie była z nim szczera, wykorzystywała jedynie jego uczucia do niej, żeby jej pomagał i to zabolało najbardziej. Kawałek papieru wyrzucił do śmietnika i poszedł do sypialni by upewnić się, czy ten moment na pewno mu się nie śnił, ale nie. Część jej szafy była pusta, co oznaczało, że naprawdę go zostawiła. 

     Kilka godzin później Uruha starał się unikać niewygodnych pytań, ale Anett od razu zauważyła, jak niby dyskretnie jej unikał. Postanowiła po obiedzie wyciągnąć go na spacer z psem, by móc spokojnie porozmawiać. 
-Kouyou, o co Ci chodzi? -Anett zmrużyła niebezpiecznie powieki, patrząc na mężczyznę kątem oka. 
-O nic. Ruki tylko coś palnął bez sensu... 
-Nie o to mi chodzi. Widzę, jak od rana mnie unikasz. -Kobieta mu przerwała, unosząc brew ku górze. 
-A to... -Uruha zaśmiał się cicho, stając w miejscu i drapiąc się po głowie. -Twój prezent utknął w Tokyo bo nie zdążył by dotrzeć do naszego wyjazdu, a nie chciałem, żebyś pytała... -Kouyou szybko ugryzł się w język, chociaż wiedział, że i tak się wygadał. Anett jedynie się zaśmiała i podeszła bliżej niego. 
-Naprawdę, tylko tyle? -Ponownie się zaśmiała, kręcąc głową. -Chyba czuje się już za stara na dostawanie jakiś super prezentów, chociaż zaczynam się bać, co wymyśliłeś, ale... Cieszę się, że tu jesteś i naprawdę mi to wystarcza. -Blondynka delikatnie się uśmiechnęła, chociaż w myślach przeklinała swoje pomysły.  
-Pogadamy jak wrócimy. -Gitarzysta uśmiechnął się szeroko, po czym minął blondynkę i ruszył dalej. 
-Kyu.... -Anett zmrużyła oczy i ruszyła za nim, zaraz go doganiając. 
Kiedy wrócili do mieszkania, Mateusz, który w sumie też dopiero przyszedł, zaczął ich poganiać do wyjścia. 
-Ale gdzie ty chcesz nas wywieźć? -Anett uniosła brew ku górze. 
-Oj, zobaczysz, ale zbieraj się. -Mruknął bezradnie Mateusz. 
-Bez makijażu nigdzie nie idę. -Prychnęła Anett, zamykając się w pokoju.  
-Kobiety... -Westchnął Ruki kręcąc głową. -A w ogóle, to co wymyśliłeś?  
-W sumie to Kris wymyślił, ale zobaczycie na miejscu. Dziewczyny, tylko się pośpieszcie! -Krzyknął na koniec Mateusz siadając na kanapie. 
    Kiedy po godzinie w końcu dotarli na miejsce, Mateusz odwiązał oczy siostry, które jeszcze w mieszkaniu zawiązał, by nie psuć jej niespodzianki. Byli w lesie nad jakimś małym stawem, ale była tam jeszcze mała grupa osób, która przy rozmowie niosła drewno na ognisko. 
-No w końcu jesteście! -Zawołał Kris, podchodząc do nich. Anett szybko się rozejrzała, dostrzegając wśród swoich znajomych Marcina. 
-Nawet tu go zabrałeś ze sobą serio? Nie mogłeś... -Niestety nie zdążyła dokończyć, kiedy usłyszała za sobą kolejny znajomy głos. 
-Cześć. Mam nadzieję, że dużo się nie spóźniłem. -Słysząc te słowa wokalistka niepewnie się odwróciła. Przed nią stał wysoki, dobrze zbudowany długowłosy brunet z brodą, którego ręce pokryte były tatuażami. Blondynka stała tak przez chwilę, mając nadzieję, że serce jej zaraz nie wyskoczy. W końcu przełknęła głośno ślinę i całkowicie olewając mężczyznę, podeszła do reszty znajomych witając się z nimi.  
-Paweł, co ty tu robisz? -Zapytała nagle Rin. 
-Spokojnie, ja go zaprosiłem. -Powiedział Artur podchodząc do nich, chociaż tak naprawdę kłamał, nie miał pojęcia, że przez jedną rozmowę, brunet postanowi przyjść bez zaproszenia. 
-Akuma Cię zabije... -Warknęła czerwonowłosa.  

     Temari z racji tego, że została na chwilę sama, postanowiła zadzwonić do Anett. W końcu to urodziny jej ulubionej przyszłej macochy. Jak dziewczyna uwielbiała tym stwierdzeniem drażnić wokalistkę. Nagle w trakcie rozmowy usłyszała jak głos blondynki się zmienił, jakby posmutniała. 
-Anett, coś się stało? -Zapytała niepewnie Temari. 
-W sumie to nie, ale coś do mnie dotarło. -Anett odpowiedziała spokojnie, na końcu cicho wzdychając. -Tylko, że nie wiem, czy chcę teraz o tym myśleć. 
-Jeżeli coś Cię dręczy, powiedz. -Głos brunetki był łagodny, chociaż przeczuwając co może zaraz usłyszeć, cała drżała. 
-Kiyomi nadal do mnie wypisuje, ale dzisiaj... Napisała, że naprawdę coś między nimi się wydarzyło i ty o tym wiesz, czy to prawda? -Pytanie kobiety sprawiło, że Temari musiała usiąść. Przez tyle czasu zastanawiała się jak jej to powiedzieć, a Kiyomi tak po prostu...  
-Posłuchaj... Od początku chciałam Ci powiedzieć, ale nie wiedziałam jak i naprawdę nie chciałam robić tego przez telefon, ale tak, to prawda. Widziałam, jak się całowali i to nie był zwykły buziak, Kyu sam przyznał, że gdybym wtedy nie przyszła, pewnie skończyli by w łóżku. Przepraszam, że nie powiedziałam Ci wcześniej, ale nie chciałam niszczyć tego co jest między wami. On naprawdę Cię kocha i tyle razy od tego zdarzenia Ci to udowodnił, że jedyne o co Cię proszę, to żebyś go zrozumiała.  
-O dziwo go rozumiem, ale to nie zmienia faktu, że sam dał Kiyomi przewagę. Przepraszam, ale musze kończyć. -W tym momencie blondynka się rozłączyła, a Temari spojrzała na Akirę stojącego w drzwiach. 
-Rozmawiałaś z Anett? -Zapytał. 
-Tak i wszystko zniszczyłam. Kiyomi nawet mnie w to wciągnęła, przez co musiałam powiedzieć An, że wiem.  
-Dobrze zrobiłaś kochanie. Teraz to już zależy od nich co z tym zrobią. -Akira delikatnie objął dziewczynę, pozwalając jej się w siebie wtulić. 

     -Kto to jest? -Zapytał Kouyou, patrząc na wytatuowanego mężczyznę. 
-Paweł i sądząc po reakcji An, to nadal twoja konkurencja. Raczej nie bez powodu tu przyszedł, więc radziłabym Ci nic dzisiaj nie spieprzyć. -Na koniec Katherine mruknęła, również obserwując mężczyznę, jak i pozostałych gości, również tych, który powoli do nich dołączali. 
Anett w tym czasie wyszła z pomiędzy drzew i witając się z znajomymi podeszła do Kyu i Kathy.  
-Kyu, kochanie, możesz na chwilę? -Zapytała z miłym uśmiechem od razu chwytając jego rękę. Gitarzysta zaniepokojony jej pytaniem, a raczej stwierdzeniem “Kyu, kochanie” poszedł za nią na bok. Nawet gdy się zatrzymała i odwróciła się w jego stronę, starała się zachować spokój. W końcu cicho westchnęła, zamykając oczy. 
-Anett, coś się stało? -Kouyou spróbował zbliżyć się do niej bardziej, ale blondynka się odsunęła, otwierając oczy. 
-Tylko powiedz mi prawdę. Całowałeś się z Kiyomi? -Ton, jakim zadała to pytanie zaskoczył bruneta. Kouyou nie wyczuł złości ani smutku, tylko jakby... Dziecięcą ciekawość.  
-Tak, to prawda, ale, to nie... -Uruha próbował coś wytłumaczyć, jednak na marne. Anett nadal stała z przechyloną w bok głową i tym dziecięcym, słodkim wzrokiem wbitym prosto w jego osobę, w końcu mu przerwała.  
-Gdyby Kiyomi mi dzisiaj nie napisała, że Temari o tym wie, gdyby Temari w końcu się nie wygadała, nawet o tym, co sam stwierdziłeś, nadal o niczym bym nie wiedziała. Jeszcze jedno, czy wymykałeś się, żeby się z nią spotkać?  
-Tak, ale to było raz. Chciałem z nią pogadać, żeby dała wam spokój. -Kouyou odpowiedział bez zastanowienia. Dobrze wiedział, że nie było już sensu czegokolwiek ukrywać, a zarazem mógł się spodziewać, jak ta rozmowa się skończy. Widział, jak na twarzy Anett pojawiło się rozczarowanie, jak pokręciła głową, cicho wzdychając, jakby bezsilnie. 
-Czyli to przez siebie... -Anett spojrzała ponownie na gitarzystę. -Całując ją, udowodniłeś jej, że ma szanse. Spotykając się z nią dałeś jej idealną okazję do wypisywania czego chce, o czym wiem, że wiesz, z dnia na dzień z coraz pikantniejszymi szczegółami. Co do spotkania, nie wiem, któremu z was mam wierzyć, bo gdyby nie Temari, nie mielibyśmy nawet o czym rozmawiać. Gdybym dosłownie przed chwilą nie zobaczyła Pawła, nie zrozumiałabym, nie domyśliłabym się, że pomiędzy tobą, a Kiyomi naprawdę musiało coś być, skoro Ona pozwala sobie na wszystko. Tak, to prawda, Ona jest świetną manipulantką, ale to ty wpuściłeś ją do “gry”, wiedziałeś, że groziła mi i Miko, ale pojawiła się, wróciły wspomnienia i uczucia, a Ona wykorzystała okazję, żeby mieć pewność, że nadal coś do niej czujesz. Teraz idealnie manipuluje sytuacją między nami, wiedząc, że któreś z nas w końcu nie wytrzyma. Że albo ja odejdę, albo ty, żebyś z nią był. -Wokalistka na koniec posmutniała. Powoli oparła się o drzewo. Uruha podszedł do niej, na chwilę ją przytulając, by zaraz odsunąć się i spojrzeć jej w oczy.  
-Wiem co chcesz powiedzieć i masz rację. Anett, kocham Cię, ale nadal walczę z uczuciami do niej, a z każdym jej wybrykiem, coraz bardziej jej nienawidzę. Nigdy nie byłbym w stanie kochać jej tak jak kiedyś.  
-Kouyou, ale to przez Ciebie się boję. Tak, to prawda, boje się wrócić do Japonii, bo nie wiem, czy tam przeżyje chociażby dzień. Wiem, w tym przypadku od ręki dostałabym ochronę dwadzieścia cztery godziny na dobę, siedem dni w tygodniu, gdzie nawet palcem spokojnie nie ruszę, ale to udowodni jej, że się boję. Jak ty przy mnie będziesz, da to ten sam efekt... 
-Ty chyba nie... -Kouyou spojrzał na Anett zaskoczony. 
-Nie. Kocham Cię i wiem, że nie pozwolisz jej mnie skrzywdzić, a jedyne wyjście z tej sytuacji, to żyć dalej. Ona będzie, tylko następnym razem powiedz mi prawdę od razu, bo potem nie wiem na czym stoję, nie wiem, czy Ona przypadkiem nie mówi prawdy...  
-An, spokojnie. -Brunet jej przerwał, od razu ją przytulając. -Nie wiem, jak Kiyomi to sobie wyobraża, ale oboje wiemy, że musisz wrócić. W Tokyo będziemy dwa, licząc koncert, trzy dni, potem wyjeżdżamy, a Ona ma pracę, przez co musi zostać i nie jest głupia, by kogoś za nami wysłać, zbyt duże ryzyko, że wszystko się wyda. W trasie od niej odpoczniemy, a potem, obiecuje Ci, że coś wymyślę, a może jakimś cudem sama przez ten czas odpuści. -Nagle do ich uszu dotarła muzyka puszczona przez głośnik.  
-Masz rację, z trasie będzie spokój. Wracajmy, bo zaraz zaczną nas szukać. A... I nie mów nic Rin, bo Ona kiedyś rzeczywiście Cię wykastruje. -Rzuciła An, zmierzając w kierunku ogniska.  

     Nie do końca wiedział, co ma ze sobą w tej sytuacji zrobić. Od kilku godzin chodził po mieście, nawet nie miał ochoty pić, chciał po prostu z kimś pogadać. Jego nogi zaprowadziły go pod dom lidera. Zastanawiając się jeszcze chwilę, w końcu zadzwonił do drzwi. Już myślał, że po prostu ucieknie spod tych drzwi, kiedy Yutaka otworzył. 
-Yuu? A co ty tu robisz o tej porze? -Zaskoczony Kai patrzył na bruneta.  
-Chciałem pogadać. -Po gitarzyście od razu było widać, że coś go gryzie. 
-Wybacz, ale Ayuko uparła się na urządzanie pokoju dla dziecka i zaraz urwie mi łeb. -Kai uśmiechnął się słabo, wiedząc, że zawiódł przyjaciela. 
-Rozumiem... -Aoi już chciał się pożegnać, gdy za perkusistą pojawiła się jego żona. 
-Yuu, coś się stało? -Zapytała Ayuko. 
-Namiko wyjechała, praktycznie bez słowa. -Na te słowa gitarzysty Ayuko chwyciła go za rękę i od razu wciągnęła do środka.  
-Jak bez słowa? -Yutaka otworzył szeroko oczy, kiedy tylko znaleźli się w salonie.  
-Wróciłem, jej nie było. Na stole w kuchni zostawiła mi tylko kartkę. -Gitarzysta usiadł na kanapie, zaraz chowając twarz w dłoniach. -Stwierdziła, że nie miała odwagi powiedzieć mi w twarz, że postanowiła wrócić do swojego byłego i że wyjeżdża. Wykorzystała mnie, kiedy potrzebowała pomocy, a na koniec zniknęła bez słowa. -Yuu pokręcił głową, nie wierząc nawet we własne słowa.  
-Sam jeszcze niedawno mówiłeś, że coś przed tobą ukrywa. -Stwierdził Yutaka, przysiadając na stoliku, naprzeciw gitarzysty.  
-Ale nie myślałem, że tak po prostu odejdzie.  
-Yuu, wiem, to przykre, ale masz rację... Wykorzystała Cię. -Ayuko spojrzała na Yuu. -Tak, to okrutne, ale to prawda. Byłeś jej potrzebny, kiedy straciła pracę i nie miała gdzie mieszkać, a ty byłeś tylko kołem ratunkowym, na czas, aż czegoś nie wymyśli, ale wiesz co? W końcu sobie kogoś znajdziesz. -Na koniec delikatnie się uśmiechnęła. 
-Serio? Myślałem, że Namiko to właśnie ta jedyna, że zostanie, że to już koniec. Wszyscy wokół mnie już kogoś mają, a ja znowu jestem sam. -Aoi cicho westchnął, kręcąc głową. 
-Namiko to nie koniec świata i nie jest jedyną kobietą chodzącą po kuli ziemskiej. -Yutaka wzruszył lekko ramionami.  
-Kai, ty teraz tak poważnie? Myślałem, że ją kocham, myślałem o przyszłości z nią. Nikogo nie skrzywdziłem... 
-Jesteś zazdrosny. -Przerwał mu lider, mrużąc powieki. -Tak naprawdę, teraz chodzi Ci o Kouyou, jesteś zazdrosny, że jest z Anett.  
-Czy zawsze musi chodzić o nich? -Aoi nagle wstał.  
-Nie chodzi o nich, tylko o Ciebie. Starasz się na siłę sobie kogoś znaleźć, by zapomnieć. -Powiedziała spokojnie Ayuko. 
-O Akirze powiesz to samo? -Brunet spojrzał na nich oboje, zaciskając wargi w cienką kreskę.  
-Nie, ale widzę, co ty robisz. Ile znałeś Namiko, kiedy się do Ciebie wprowadziła? Widziałeś, że coś między wami się działo, ale ty nie dopuszczałeś do siebie myśli, że to może się skończyć. Ale się skończyło Yuu, Namiko wyjechała, a ty musisz żyć z tym dalej. -Ayuko na koniec lekko pokręciła głową patrząc na gitarzystę.  

     Blondynka postanowiła trochę odpocząć od tłumu i hałasu. Usiadła nieopodal przy stawie, patrząc w taflę wody. Jednak nie była długo sama. Zaraz przysiadła się do niej o kilka lat młodsza brunetka z niebeskimi pasemkami. 
-Coś nie tak? -Zapytała, patrząc na Anett. 
-Nie, chcę tylko trochę odpocząć. -Blondynka uśmiechnęła się słabo. 
-Za dużo alkoholu i ludzi co? Widzę, że nie umiesz się odnaleźć.  
-Gaja... -Jęknęła Anett, spoglądając na nią kątem oka. -Naprawdę chciałam przetrzeźwieć. Dobra, czuje się tutaj, jakby wyrwana z kontekstu, bo moje życie jest już teraz w Japonii. Nie wiem o czym czasami rozmawiają, bo mnie tutaj nie było i praktycznie z nikim stąd nie rozmawiam. Moi przyjaciele i znajomi, jak i moje życie jest tam. -Anett wzruszyła ramionami.  
-A widziałaś się z Domino? -Brunetka przechyliła głowę w bok. 
-Czasami go odwiedzam. Stwierdził ostatnio, że przeze mnie zatęsknił za graniem na scenie. -Blondynka wraz z brunetką się zaśmiały. -Ale nie rozumiem, co tutaj chcesz porównywać. Domino znam od lat, praktycznie tyle ile znam Krisa, był naszym menadżerem, a dobry kontakt mam z nim do teraz. Chcesz jego porównać do ludzi, których ostatni raz widziałam kilka miesięcy temu, a z niektórymi nie miałam kontaktu z kilka lat. Większość z was nawet nie miała odwagi się do mnie odezwać od kiedy jestem w Japonii i ty się dziwisz, że nie potrafię się odnaleźć? Dobrze mi, ale w moim towarzystwie. Kris sam żałuje tego pomysłu, chciał zorganizować małą imprezę wśród przyjaciół, ale każdy zaczął zapraszać każdego i większość nawet nie wie, dlaczego się spotkaliśmy. -Anett spojrzała błagalnie na dziewczynę, po czym wstała. -Idę się przejść, sama. -Jak powiedziała, tak po prostu się odwróciła i ruszyła przed siebie. Kiedy tylko z Kouyou wrócili do towarzystwa, obiecała sobie, że nie będzie myśleć o sprawie z Kiyomi i tak zrobiła. Zaczęła myśleć o tym, że najchętniej wróciłaby już do domu, ale Kris, czy Kouyou wraz z Takanorim dobrze się bawili, nawet Rin, znalazła wspólny język z niektórymi.  
    Kiedy w końcu zebrała myśli postanowiła wrócić i jakoś jeszcze wytrzymać wśród swoich starych znajomych. Nawet nie zwróciła uwagi, że ktoś ponownie postanowił do niej dołączyć. 
-Dawno się nie widzieliśmy. -Nagle usłyszała głos Pawła, który jakby znikąd pojawił się przed nią.  
-A ty tu jesteś, bo zaprosił Cię Artur, czy jest jeszcze jakiś powód? -Anett spojrzała na niego z widoczną w oczach złością, jednak mężczyzna mógł tego nie zauważyć przez panujący wokół półmrok.  
-Od kiedy ostatnio się widzieliśmy... Zmieniłaś się... 
-Naprawdę? Teraz po kilku latach Ci odpowiadam? Wybacz, ale jakbyś nie zauważył, to już z kimś jestem. -Wokalistka po tych słowach chciała go po prostu wyminąć, ale ten chwycił ją za rękę. 
-Zawsze możesz zmienić zdanie. -Paweł przyciągnął Anett bliżej siebie, niemalże przylegając do jej ciała. 
-Nie mam takiego zamiaru. Wiesz, między Krisem, Marcinem i tobą, a Kouyou jest ogromna różnica, której nie przeskoczysz, nie ważne jakbyś próbował. Jak ostatnio się widzieliśmy, miałeś mnie całkowicie gdzieś, mimo, że siedziałam obok, ty zajmowałeś się tylko swoimi sprawami, nie zwracając na mnie uwagi. Teraz nagle sobie o mnie przypomniałeś? Bo co? Jestem sławna? Daj mi spokój. -Na koniec Anett warknęła, wyrywając się mężczyźnie. Od razu wróciła do zebranej przy ognisku grupy ludzi, podchodząc do Kouyou. 
-Kochanie, coś się stało? -Zapytał zmartwiony gitarzysta, od razu obejmując blondynkę. 
-Nie, nic. Ale tak sobie myślę, że może dokończymy imprezę w domu? -Anett spojrzała na niego tym swoim słodkim spojrzeniem. 
-Na pewno nic się nie stało? -Uruha uniósł brew ku górze, patrząc na Anett.  
-Na pewno, po prostu... -Akuma cicho westchnęła. 
-Rozumiem. -Brunet lekko się uśmiechnął. W sumie też miał dość tych wszystkich ludzi. Szczególnie tych „przypadkowych”. Zaraz zwołał resztę i wspólnie ustalili, że najlepiej będzie wrócić do domu, nawet Kris, któremu obrót sytuacji się nie spodobał.  
Krystian poszedł po swoje rzeczy, po drodze żegnając się z niektórymi. 
-Na prawdę już się zbieracie? -Zapytał Artur, podchodząc do niego. 
-Tak. Wiesz, miało być maksymalnie piętnaście osób, a przyszło drugie tyle. Rozumiem, Paweł to przypadek, ale reszta zaprosiła kogo tylko chciała. Chciałem, żeby były tylko osoby bliskie dla An, a kilku nawet Ona nie zna. Siedzenie tutaj dłużej nie na sensu. -Kris wzruszył ramionami i zaraz dołączył do zbierającej się ekipy. 
-Wybacz An, inaczej to zaplanowałem. -Kris uśmiechnął się słabo, idąc obok blondynki. 
-Nic się nie stało, w końcu to nie twoja wina. -Odpowiedziała An uśmiechając się. 
    Kiedy wrócili do mieszkania, Anett odetchnęła z ulgą. W końcu była tylko wśród osób, z którymi chciała być. Wszyscy zasiedli w salonie z przekąskami i oczywiście alkoholem, a w dobrej atmosferze nie zwrócili nawet uwagi, kiedy nastała noc. 

31 paź 2021

Rozdział 44

 A no witam... Dawno mnie nie było, ale, że aż ponad miesiąc? Jak ten czas szybko leci, kiedy człowiek nie ma czasu na nic. No właśnie, dlatego mnie nie było - brak czasu, brak weny, brak pomysłów na powiązanie wątków i... Z tego powodu ten rozdział wyszedł krótki... Wiem o tym, że nawet na mnie jest krótki, nie bijcie, ale gdybym dalej kombinowała z pierdyliantem nowych pomysłów doczekalibyście się rozdziału dopiero za jakieś... Pół roku? No jakoś tak ^^'Ok, ok, wiem, długo czekaliście, więc już nie przeciągam...
Miłego czytania :3 

Rozdział 44: 

    W sumie to minęły już dwa tygodnie, od kiedy przylecieli do Polski. Kouyou nawet nie zauważył, kiedy ten czas zleciał. Nawet udało mu się, niby przypadkiem posłuchać, jak Anett gra. Niby przypadkiem, ponieważ akurat wyszedł po coś z Mateuszem, a że nie było ich dłużej, to blondynka postanowiła wykorzystać tą chwilę. No i kiedy wrócili, to Kouyou stanął w drzwiach ich pokoju i tak stał, słuchając, z zadowoleniem wymalowanym na twarzy. 
    Przez ostatnie kilka dni Anett zachowywała się nieco dziwnie. Jej ponury nastrój wywołany ostatnimi wydarzeniami w Tokyo, oraz walką z przeszłością nagle zniknął, a jego miejsce zastąpił wiecznie dobry humor i optymistyczne spojrzenie na wszystko. Uruha obserwując, jak jego ukochana nagle rozpromieniała, wiedział już co jest na rzeczy, jednak przeszkodą do całkowitego szczęścia był jej brat. No i tego dnia Mateusz wyjechał na dzień do stolicy, by pozałatwiać jakieś sprawy związane z jego pracą, w związku z tym Anett i Kouyou zostali sami na cały dzień, mając całe mieszkanie do swojej dyspozycji.  
Uruha od samego rana czuł, że coś się święci, kiedy niby to z powodu wysokiej temperatury na zewnątrz wokalistka ubrała na siebie czarny top z większym dekoltem niż zazwyczaj je nosiła, oraz krótkie szorty. Obserwując ją ciągle, nie potrafił się skupić na pracy, a przez tą nieszczęsną operacje, miał nad czym pracować. W końcu zaniósł gitarę do pokoju, odkładając ją na miejsce i zaraz wrócił do zajętej obiadem An.  
-Kochanie... -Objął ją delikatnie od tyłu, ale kobieta zaraz odwróciła się przodem do niego. -Powiedz mi, ale tak szczerze. Ty mi to dzisiaj robisz specjalnie, co? -Zapytał, sadzając wokalistkę na kuchennym blacie. 
-Yhym. -Anett odpowiedziała kiwnięciem głowy, zagryzając przy tym dolną wargę. Cholernie kusząco zagryzając tą dolną wargę. Uruha od razu zaserwował sobie mentalnego plaskacza w twarz dla opamiętania.  
-Widzę, że ładnie Cię wzięło. -Gitarzysta uniósł brew ku górze. 
-Agh, od kilku dni czekam, aż ta menda zostawi nas na dłużej samych. -Stwierdziła blondynka, z niecierpliwością odchylając się na kilka sekund w tył.  
-Na dłużej mówisz? No ja nie wiem. -Uruha pokiwał głową w udawanej zadumie. Z racji tego, że Anett w takich sytuacjach słodko się wkurzała, chciał się jeszcze chwilę z nią podroczyć. 
-Kyu, ty naprawdę chcesz w tej sytuacji dyskutować o tym? -An cicho jęknęła z niezadowoleniem i już chciała zejść z blatu, kiedy brunet ją przytrzymał. 
-No co? Moja ukochana złapała ogromną chcicę, a ja nie wiem, czy temu podołam. -Kouyou wzruszył lekko ramionami, widząc jak Anett patrzy na niego z politowaniem w oczach. 
-Ty sobie jaja robisz. Kyuuuuuu.... -Oburzona spojrzała na niego spod byka.  
-Ja? A skąd? Podchodzę do tego zadania z pełną powagą. -Nagle oboje się zaśmiali, a wokalistka oparła czoło o jego tors. Po chwili jednak podniosła głowę, patrząc mu w oczy.  
-Oj Panie Takashima, grabi Pan sobie. -Po tych słowach Anett poczuła jak Kouyou delikatnie ułożył dłoń na jej szyi i czule ją pocałował. Odwzajemniła z lekkim oporem, bo w końcu, skoro On może się z nim droczyć, to czemu Ona z nim nie? Jednak szybko poddała się pieszczocie, która niespodziewanie została przerwana przez dzwonek do drzwi. Anett zeskoczyła z blatu i psiocząc pod nosem poszła otworzyć. 
-A jak kupowałam to mieszkanie, matka zarzekała się, że w takich sytuacjach będzie warować pod drzwiami i pilnować by nikt nie przeszkadzał, to gdzie Ona teraz jest? -Kouyou słysząc to stwierdzenie z jej ust, zaśmiał się, oczywiście wiedząc, że to był jeden z dowcipów jej rodziny. Jednak szybko przyszło mu zmyć się do pokoju, kiedy tylko Anett otworzyła drzwi. Jak się okazało, nieproszonym gościem była Paulina, która bez słowa przywitania wparowała do środka. 
-Gdzie On jest?! -Brunetka spojrzała wściekle na zdezorientowaną An.  
-Mateusz? Wyjechał rano do Warszawy, przecież mówił Ci o tym od tygodnia. -Rzuciła wokalistka, lekko zdenerwowana.  
-Ta jasne, pewnie do kochanki pojechał, ale ja sobie na niego poczekam. -Paulina usiadła wygodnie na kanapie, od razu wyjmując z torebki pilnik do paznokci. 
-Em, no wiesz... Jesteśmy zajęci. -Anett zmarszczyła czoło, patrząc jak dziewczyna jej brata zaczęła piłować swoje długie paznokcie. Że też Ona swoje obcina dla gitary, a też kiedyś miała takie długie i to naturalne, a nie, że żele czy hybrydy.  
-Nie przeszkadzaj sobie. -Paulina nawet nie podniosła wzroku znad swoich paznokietków.  
-No, będziesz mi przeszkadzać i to tak trochę bardzo. -Ton blondynki lekko się zaostrzył. -Ja i Kyu od dawna nie byliśmy sami, wiesz, tak sam na sam i... No wiesz... -Anett złudnie miała nadzieję, że da kobiecie do zrozumienia, że lepiej, żeby wyszła, ale jej odpowiedź wyprowadziła wokalistkę z równowagi. 
-Nie mam zamiaru oglądać z wami tych waszych chińskich bajek, także naprawdę, za chwilę nie będziecie zwracać na mnie uwagi... -Słysząc te słowa Aneta zacisnęła wargi w cienką kreskę. “Kobieto, mam ochotę odstawić naprawdę niezłego Hentaica, więc rusz tymi swoimi szarymi komórkami i domyśl się, o co mi chodzi... A nie, dobra, nie bez powodu byłaś jedną z najgłupszych lasek w klasie. Jakim cudem ty w ogóle skończyłaś szkołę?” Pomyślała, po czym ciężko westchnęła. 
-Posłuchaj no! To moje mieszkanie i mam ochotę pieprzyć się ze swoim facetem, a twoja obecność będzie mi cholernie przeszkadzać, także... Wypierdalaj! -Od razu wskazała kobiecie kierunek do drzwi. Kouyou, który akurat wyjrzał z pokoju, widział jak Anett wręcz zagotowała się ze złości i nawet miał ochotę się z całej tej sytuacji śmiać, ale wolał obserwować niezauważenie dalszy rozwój sytuacji. 
Paulina na słowa Anety wstała i podeszła do niej, mierząc w jej stronę swoim pilniczkiem.  
-A kto wielce twierdził, że to mieszkanie, to nie burdel? -Brunetka zmrużyła powieki. 
-To moje mieszkanie i akurat ja będę tu robić co chcę. Także wyjdź w końcu, bo za chwilę zmarnujesz mi pół dnia kręcenia facetowi tyłkiem przed nosem. -Anett miała wrażenie, że zaraz złapie ją za te czarne, farbowane kudliska i wyprowadzi, jednak obyło się bez agresji. Paulina grożąc pod nosem, że poskarży się Mateuszowi, jak jego siostra go traktuje, w końcu wyszła.  
Anett słysząc zamykające się drzwi, poszła za nią, by pozamykać je na wszelkie możliwe zamki, by nikt niepowołany już im nie przeszkodził. Kiedy wróciła do salonu, odetchnęła jakby z ulgą.  
-No kochanie, tego bym się po tobie nie spodziewał. -Uruha cicho gwizdnął z podziwu, ale zaraz uniósł ręce w geście poddania, kiedy blondynka spojrzała na niego morderczym wzrokiem. -Ale Cię pocieszę. Twoje pół dnia kręcenia mi tyłkiem przed nosem nie pójdzie na marne, teraz już na pewno nie. -Dodał, obserwując jak Anett upiła łyk wody, patrząc na niego. Spokojnie do niej podszedł, przypierając jej ciało do lodówki. -To na czym skończyliśmy?  

     W końcu dotarł pod zapisany w telefonie adres. Nie sądził, że będzie się tak źle czuł po tak długim locie i jeszcze kilku dodatkowych godzinach za kierownicą, ale w końcu dotarł na miejsce. A to w sumie był dopiero początek podróży. Przed wejściem do klatki odczytał jeszcze sms od Kouyou, żeby trochę przedłużył wyjazd Rin. No, ta dwójka musi się nieźle bawić.  
W końcu pokonał schody na czwarte piętro i zapukał do drzwi. Kiedy czerwonowłosa je otworzyła, szybko trzasnęła nimi, po czym znowu je otworzyła.  
-T...Taka, co ty tu robisz? -Rin nie wierząc własnym oczom, otworzyła je szeroko.  
-Spodziewałem się po tobie więcej entuzjazmu, no ale... Jestem.  
-Takanori... -Niespodziewanie kobieta rzuciła się w ramiona wokalisty. -A już myślałam, że sobie gdzieś sam poleciałeś, kiedy wspominałeś o samolocie.  
-Kochanie, wiesz, że bez Ciebie bym nigdzie nie poleciał. -Ruki nawet cicho się zaśmiał.  
-Tylko wiesz... Moja mama i ojczym wyjechali na większe zakupy, więc ich trochę nie będzie, a ja zaraz musze wyjść na pociąg. -Rin, po wejściu wgłąb mieszkania, spojrzała na walizkę. 
-Wiem, ale nie idziesz na pociąg, tylko pojedziemy samochodem, ale muszę odpocząć. No i Kouyou coś pisał, że są z Anett zajęci i trochę im zajmie. -Wzrok Takanoriego zaraz utknął na widocznym pod cienkim ramiączkiem bluzki, tatuażu kobiety, który ta zaraz zasłoniła zakładając bluzę. Rin odwróciła się w jego stronę z widocznym zmartwieniem na twarzy. 
-No tak, An coś pisała, że Mateusz im ciągle siedzi na głowie, a dzisiaj wyjechał i ma zamiar to wykorzystać. Biedy Kouyou. -Katherine wręcz się zaśmiała. -Napijesz się czegoś. -W odpowiedzi Takanori jedynie kiwnął głową i zaraz poszedł za nią do kuchni. Tam objał ją od tyłu, wtulając się w jej plecy, a twarz schował z zagłębieniu jej szyi.  
-Tęskniłem. -Szepnął cicho. -Ale widzę, że coś Cię gryzie.  
-To nic, po prostu nie byłam przygotowana na to, że przylecisz. -Rin odwróciła się w stronę wokalisty, z lekkim uśmiechem. 
-To znaczy? -Takanori pytająco uniósł brew ku górze. 
-To znaczy, że mogłeś mi dać znać, że przylecisz, przesunęłabym wtedy wyjazd do An o kilka dni. 
-Nic nie mówiłem, bo w końcu to niespodzianka kochanie. Tutaj tylko Kouyou wie o moim przyjeździe. -Takanori wyszczerzył się, a Kathy spojrzała na niego z oczami niczym pięciozłotówki. 
-Przecież jak Anett Cię zobaczy, to Cię zamorduje. -Rzekła czerwonowłosa. -Tylko mi nie mów, że masz zamiar ją teraz jeszcze próbami męczyć.  
-Nie, spokojnie. W końcu jesteśmy na urlopie, co nie? -Ruki zaśmiał się głupkowato, lekko drapiąc się po głowie. W sumie to nawet o tym nie pomyślał. 

     Niepotrzebnie spędził godziny w samochodzie, jadąc tam i z powrotem. Gdyby poinformowali go wcześniej o zmianie terminu spotkania, pewnie od razu by zawrócił, ale nie... Poinformowali go dopiero gdy dotarł na miejsce, mimo, że wiedzieli wcześniej. Szlag by ich wszystkich trafił. W drodze powrotnej jeszcze telefon od jego dziewczyny, skarżącej się na zachowanie jego siostry. Jak On miał jej dość- dziewczyny oczywiście. Anett miała rację, powinien znaleźć sobie kogoś mądrzejszego. A odebrał tylko dlatego, że Paulina wydzwaniała do niego od samego rana i w końcu nie wytrzymał.  
Kiedy dotarł do mieszkania, wszedł cicho i już wiedział, dlaczego jego kochana siostrzyczka tak „brutalnie” wyprosiła Paulinę z mieszkania, w końcu mieli być sami. Z laptopem i słuchawkami na uszach usiadł w salonie. W końcu miał tydzień na dopracowanie swojego projektu. Nagle dotarła do niego cisza z pokoju blondynki. 
-Skończyliście już tam?! -Zawołał z wrednym uśmieszkiem na twarzy. Fakt, musiał chwilę poczekać, aż jego siostra wyszła z pokoju, ale jej mina od razu poprawiła mu cały dzień. 
-Kiedy wróciłeś? -Zapytała blondynka z wyraźnym zaskoczeniem na twarzy, no i oczywiście zażenowaniem. 
-Nie dawno, ale zdążyłem swoje wysłuchać. No siostra, nie wiedziałem... 
-Cicho bądź. -Warknęła Anett, przerywając bratu. 
-Spokojnie, nie powiem ojcu o waszych zabawach. A tak swoją drogą, to nie zapomniałaś o czymś, a właściwie o kimś? -Mateusz uniósł brew ku górze, obserwując jak cała para z blondynki nagle zeszła. 
-Cholera. Rin, miałam ją odebrać z dworca. -Po tych słowach wokalistka spojrzała na zegarek. -Za Chiny ludowe nie zdążę. – W tym momencie po mieszkaniu rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi. -A teraz kogo to licho niesie? -Z potworem nabuzowana An poszła otworzyć drzwi. Kiedy to zrobiła, z jednej strony się ucieszyła, ale z drugiej... Co ta mała wredna blond Chihuahua robiła przed jej drzwiami?! 
-R...Ru...Ruki? -Zaskoczona mina Anett była wystarczająco zabawna, żeby Rin parsknęła śmiechem. Anett wyglądała, jakby całe powietrze z niej uszło, a brew wraz z dolną wargą lekko drgały. 
-Tak, dokładnie. Twój Kat we własnej osobie przybył na miejsce egzekucji. - Wokalista uśmiechnął się szeroko i wszedł do mieszkania, mijając Anett, która odwróciła się za nim. 
-Na mnie nie patrz, sama nie wiedziałam, że przyleci. -Mruknęła Katherine, lekko klepiąc przyjaciółkę po ramieniu.  
-Mój urlop właśnie się skończył, a już zaczęło być tak miło. -Blondynka cicho westchnęła, patrząc jak Takanori powoli zmierza w kierunku salonu. Ten jednak po przywitaniu się z Mateuszem i Kouyou zaraz się wrócił, wychodząc, ponieważ przypomniał sobie o walizkach pozostawionych w samochodzie. 
-Wydaje mi się, że Ruks też chce odpocząć, także spokojnie. -Rzuciła Rin idąc z Anett do salonu. Blondynka jednak weszła do swojego pokoju by trochę tam posprzątać i zrobić miejsce w szafie. Ledwo skończyła, gdy do pokoju wszedł Kouyou wraz z dwójką nowych gości. 
-No Anett, ty jednak minęłaś się z powołaniem, bo byłby z Ciebie świetny dekorator wnętrz. Chociaż... Trochę za dużo Uruhy w tym pokoju. -Zaśmiał się wokalista, od razu czując na sobie wrogie spojrzenie blondynki. 
-A mi się tam podoba. -Kouyou wzruszył ramionami, zarazem posyłając w stronę przyjaciela wredny uśmieszek.  
-Narcyz z Ciebie Kouyou, to już pewne. -Westchnęła Katherine lekko kręcąc głową.   

     Gdy Rin z Takanorim się rozpakowali, dziewczyny udały się na wieczorny spacer z psem. Mateusz w sumie też gdzieś wyszedł, twierdząc, że musi coś załatwić. Kouyou i Takanori zasiedli na kanapie w salonie, mogąc w końcu spokojnie pogadać. 
-Martwisz się? - Zapytał wokalista, kątem oka spoglądając na gitarzystę.  
-W sumie to już nie. An wraca do siebie, z dnia na dzień jest w coraz lepszym humorze. Bardziej to Kiyomi ze swoimi pomysłami mnie przeraża. Nie mówiłem jej jeszcze tego, ale ta cała sprawa z Yakuzą to Mitsutake. -Kouyou cicho westchnął. 
-Kiedy o tym pisałeś, wyglądało to groźnie. - Takanori oparł się wygodnie, spoglądając w sufit. 
-Mikoto zbadał sprawę. Okazuje się, że mimo wyjazdu tej mendy, nadal ma kontakt z Kiyomi. Chyba --Chcieli nastraszyć An, żeby nie chciała wrócić do Japonii.  
-Co za idioci,  Akuma musi wrócić, trasa za niedługo. Przecież gdyby teraz zrezygnowała, to dopiero było by po nas... -Nagle Ruki zauważył, jak Kouyou spogląda na niego kątem oka. -Aaaa, że o to im chodziło, niezłe zagranie. A ty jak się trzymasz? 
-Wiesz... Pierwszy tydzień tutaj jeszcze mnie trzymało, ale chyba cała ta sytuacja z Anett mnie po prostu oderwała od tego. W tym jednym An ma rację, to też jej dotyczy, a wszyscy skupili się na mnie i na Miko. No, ale dość o mnie, lepiej mów, co Ci odbiło nagle tu przyjeżdżać. Rin pewnie chciała Cię zabić za tą niespodziankę. -Uruha cicho się zaśmiał. 
-Etto, no stęskniłem się za Rini. Polecieliście zostawiając nas z całym tym bałaganem przed trasą, więc zrobiłem swoje no i jestem. -Ruki zaśmiał się głupkowato. 
-No wzięło Cię stary, nieźle Cię wzięło. -Brunet wstał i podszedł do lodówki, śmiejąc się pod nosem. 
-A Ciebie to nie wzięło? Jakoś pamiętam jeszcze, jak chciałeś ją tylko przelecieć, a teraz chcesz zakładać z nią rodzinę. No i latasz za nią przez pół świata, bo Ona tego chce. -Blondyn uniósł brew ku górze, patrząc cały czas na przyjaciela. 
-Nie wracajmy do tego co było, a w dodatku ty przeleciałeś pół świata, bo się stęskniłeś za swoją lubą, a An chciała, żebym z nią leciał, niechętnie w dodatku, żeby mnie wyrwać od tego co się stało. -Nagle gitarzysta ponownie się zaśmiał. -Wiesz... W sumie to nas obu nieźle wzięło. 

     Anett i Katherine spacerowały po osiedlu. W tym czasie wokalistka opowiadała przyjaciółce co się działo przez ostatnie kilka dni. 
-... Ja rozumiem, że się zaprzyjaźnili, ale nie muszą wszędzie razem łazić, przez to Kris ciągle go przyprowadza. Ale w sumie ma to też swoje plusy. -Anett spojrzała w tym momencie przed siebie. 
-Czekaj, czekaj. Marcinek i plusy? No An, nie spodziewałam się. -Czerwonowłosa parsknęła śmiechem, a Anett spojrzała na nią kątem oka, unosząc brew ku górze. 
-Marcin chce, żebym do niego wróciła co nie? A to drażni Kouyou, więc Kyu stara się mu zrobić na złość, jeśli wiesz co mam na myśli. -Nagle na twarzy wokalistki zagościł ten jej wredny uśmieszek. 
-Oj, doskonale wiem co masz na myśli. -Kobieta przytaknęła głową. 
-No, a że Kouyou ma więcej za uszami niż nam się wydawało, to musi się starać.  
-Czy mi się wydaje, czy paskuda się z Ciebie robi? -Zapytała Rin, podchodząc z Anett pod dom. Blondynka odpowiedziała tylko krótkim “A no” i powoli otworzyła drzwi. 
Kiedy weszły do mieszkania, pies od razu uciekł w stronę salonu, zadowolony wskakując na kanapę między Takanorim, a Kouyou. 
-O, a co to za słodziaczek? -Ruki lekko się uśmiechnął i zaraz zaczął głaskać psa. 
-Pies Anett, ale z tym słodziakiem bym nie przesadzał, wredny jest. -Rzucił Kouyou, patrząc kątem oka na psa, a ten spojrzał na niego najsłodszym wzrokiem jakim tylko mógł. 
-Nie wredny, tylko inteligentny, ale już zaczyna Cię lubić kochanie. -W tym momencie przed nimi pojawiła się wokalistka, dzierżąca w rękach jakiś ręcznik. -Kiko, a łapki to kto umyje, co? Chodź. -Dodała, a pies niczym sarenka zeskoczył z kanapy i wesoło pobiegł za nią do łazienki.  
-Teraz Cię rozumiem stary, robisz psu konkurencję. -Takanori parsknął śmiechem, o mało samemu nie lądując pod stolikiem ze śmiechu. 
-Z tego co wiem, to Kiko nie jest u was codziennie, więc nie przesadzaj Kyu. -Wtrąciła Rin.  
-Od teraz, przez tydzień z nami będzie, to sami się przekonacie. -Gitarzysta przewrócił oczami. -Lubię tego małego futrzaka, ale ostatnio jest okropnie zazdrosny o nią, czasami nawet nie mogę się do niej zbliżyć, bo zaraz szczeka. 
-Wiesz Kouyou, nie chcę Cię martwić, ale jemu raczej chodzi o to, żebyś się w tym czasie z nim pobawił, a nie tylko mną się zajmował. -W tym momencie Anett ponownie weszła do salonu, a Kiko z rozbiegu wskoczył Kouyou na kolana.  
-An ma chyba rację. -Stwierdziła Katherine i zaraz wszyscy z wyjątkiem Uruhy zaczęli się śmiać.  

  W nocy Kouyou próbował zasnąć, jednak leżący na jego nogach Kiko skutecznie mu to uniemożliwiał. Nawet wolał się nie poruszać, by nie zbudzić śpiącego, jak mu się wydawało, psa. Kiedy w końcu czuł, jak odpływa w objęcia morfeusza, nieświadomie obrócił się w stronę Anett chcąc ją przytulić. Nagle się rozbudził ze strachu, kiedy coś poruszyło się w jego stronę, a nad uchem usłyszał ciche warczenie. Powoli podniósł powiekę, spoglądając na siedzącego obok jego głowy psa. Odetchnął z wielką ulgą, że to jednak tylko mały piesek, ale nie dawało mu spokoju, że Kiko reagował tak za każdym razem, gdy u nich nocował. Kiedy gitarzysta chciał przytulił An, pies zaraz do niego podbiegał i warczał.  
-O co Ci mały chodzi, co? -Kouyou cicho szepnął, drapiąc zwierzaka za uchem. Ten ku jego zdziwieniu położył się zadowolony obok. Brunet przewrócił oczami i sięgając ręką, by objąć An, objął również psa przytulając go do siebie, a Kiko polizał go po ręce i zaraz ułożył się wygodnie wtulając się w niego. No i oczywiście okazało się, że Anett, znowu miała rację, a może po prostu dobrze zna swojego zwierzaka, skoro od razu wiedziała, że ten mały, głupiutki piesek jakby się wydawało, naprawdę jest inteligentny na swój sposób, a przez ten cały czas chodziło mu tylko o odrobinę czułości ze strony gitarzysty. “Reszta na pewno padnie ze śmiechu, kiedy to odkryją” pomyślał Kouyou, w końcu zasypiając.

26 wrz 2021

Rozdział 43

 A no witam :) Wiem, znowu rozdział dodaje z opóźnieniem, ale mimo tego, że był wcześniej gotowy, musiałam go dopracować. I tak ogólnie, to chciałabym coś wyjaśnić przed rozdziałem, więc będzie trochę dłużej niż zazwyczaj.
Wiecie, bardzo zależy mi na waszych komentarzach i cieszę się, że ostatnio pokazało się ich trochę więcej (Mówię również o tych poza rozdziałami) i mam nadzieję, że idąc za przykładem coraz więcej z was zacznie komentować :)
Jednak do jednego komentarza chciałabym się odnieść: 
1. Dramy -No, takie opowiadanie no, które składa się z dram, bo inaczej byłoby nuuudno i w sumie gdzieś na 24 rozdziałach mogłabym skończyć. Mamy 43ci rozdział z zaplanowanych około 180ciu i uwierzcie mi, jeszcze nie raz będziecie chcieli mnie zamordować za moje pomysły. I oczywiście NIE będę przepraszać za gatunek, jaki wybrałam dla tego opowiadania...
2. Nazwanie babci Anett "gestapo" -Jeżeli ktoś się zaśmiał z tego stwierdzenia, proszę bardzo, nie potępiam, bo jak wpadłam na ten pomysł, też się nawet zaśmiałam, ale potem do pewności zajrzałam w te nasze magiczne internety. Tak, praktycznie zawsze, jak chcę użyć jakiegoś stwierdzenia, nazwy, czy o czymś napisać, robię sobie reaserach. I teraz do osób OBURZONYCH: Nie użyłam tego określenia w celach humorystycznych!! To, że coś wyjdzie zabawnie, lub wydaje się żartem nie zawsze nim jest! Użycie określenia "gestapo" miało na celu jedynie pokazać jaki bohaterka ma stosunek do danej osoby. Jak ktoś nie zauważył, to An nie cierpi swojej babci, plus to, dlaczego ją tak nazywa było opisane na samym początku poprzedniego rozdziału.
3. I teraz będzie brutalnie -Jeżeli nie chce wam się czytać tego opowiadania... NIE CZYTAJCIE! Przecież nikt was nie zmusza, nie przywiązuje do krzesła i nie każe czytać... Ja piszę hobbystycznie, nie zarabiam na tym i uwierzcie mi, nie, żeby nie zależało mi na cyferkach w statystykach, jednak wolałabym chyba mniej wejść, ale osób, które komentują. A i jeszcze jedno... Komentujcie proszę z sensem. Akurat komentarz do którego się odniosłam był według mnie i według jeszcze kilku osób bezsensowną krytyką, niewnoszącą niczego, a nie, przepraszam, wniósł... Ale tylko tyle, że ja i te kilka osób mieliśmy się z czego pośmiać, ale przecież nie o to w tym chodzi. 
Miłego czytania :3

Rozdział 43: 
 
Minęło zaledwie kilka dni, a Kouyou zdążył się przyzwyczaić do pobytu w Polsce, chociaż nadal nie wiedział, co Anett przed nim ukrywa. Jednak postanowił się tym nie przejmować, z nadzieją, że w swoim czasie się o wszystkim dowie. Tego ranka postanowił, że sam wyprowadzi Kiko, zarazem układając plan na ten dzień. Nie, żeby nie zwiedział, w tej kwestii Mateusz był bardzo aktywny, ale gitarzysta chciał spędzić trochę więcej czasu sam na sam z Anett.  
Blondynka w tym czasie siedziała przed komputerem, odczytując maile z wytwórni, które nazbierały się w ciągu tych kilku dni. Nagle zadzwonił jej telefon. Mimo nieznanego numeru, postanowiła odebrać, w końcu, skoro to z Japonii, to pewnie praca.  
-Słucham? 
-Uważaj, jesteś na celowniku Yakuzy... -Anett usłyszała nieznajomy, męski głos i w sumie, tylko tyle usłyszała, bo osoba po drugiej stronie natychmiast się rozłączyła.  
-Co jest grane? -Warknęła Anett pod nosem. 
-Coś się stało kochanie? -Zapytał Kouyou, który właśnie wrócił. Zmartwiony podszedł do blondynki. 
-Nie nic. Pewnie znowu jacyś ankieterzy. -Odpowiedziała spokojnie wokalistka, ale Kouyou jakoś nie chciał w to wierzyć. 
-No skoro tak twierdzisz. Co powiesz na małe zakupy dzisiaj? -Uruha się uśmiechnął.  
-Przecież lodówka jest pełna. -Rzuciła An.  
-Wiesz, że nie o to mi chodzi. 
-Naprawdę chce Ci się po wczorajszym latać po centrach handlowych? -Anett przewróciła oczami w niezadowoleniu. Dobrze wiedziała co ją czeka na zakupach z Uruhą. 
-Obiecałaś mi. -Mruknął Kouyou, pochylając się nad An.  
-Ty się lepiej ciesz, że ta menda Cię jeszcze do Auschwitz nie wywiozła. Chociaż nie, to akurat szkoda, bo po tym nie chciałoby Ci się iść na zakupy.  
-Słyszałem! -Rzucił Mateusz krzątający się po kuchni. No tak, Anett w ciągu tych kilku dni tak przywykła do tego, że Kouyou starał się mówić po polsku, że japońskiego używali tylko w przypadku “prywatnych” rozmów, gdzie lepiej, żeby nikt ich nie rozumiał.  
-Raczej myślałem o tym, że Mateusz na pewno nie pójdzie, więc będziemy mieli więcej czasu dla siebie. -Uśmiech z twarzy bruneta nie znikał, a Anett nagle odwróciła głowę w jego stronę. 
-Ty... Ty jednak dobrze kombinujesz. -Blondynka pokiwała głową. -Ale jak będzie tak jak ostatnio w Tokyo, to zawiśniesz na miejscu swojej gitary. -Dodała, po czym wstała i udała się do łazienki, bo przecież mimo wszystko powinna jakoś wyglądać.  

     Akira gryziony wyrzutami sumienia, postanowił sam spotkać się z Kiyomi i spróbować coś od niej wyciągnąć. Nie był pewien, czy przypadkiem nie pogorszy sprawy, ale przecież tu nie chodziło tylko o Kouyou, czy Anett.  
Czekał już w umówionym miejscu, na parkingu pod szpitalem, nieświadomy, że to był jedyny ślepy punkt dla kamer. W końcu dostrzegł brunetkę zmierzającą w jego stronę.  
-Nic się nie zmieniłaś. -Warknął basista, kiedy kobieta do niego podeszła.  
-A ty za to mnie zaskoczyłeś. Nie spodziewałam się, że odezwiesz się do mnie po tylu latach. -Kiyomi jak zwykle nabrała na twarz ten swój wykurzający każdego, wywyższający uśmieszek.  
-W co ty grasz? -Akira nie miał zamiaru ukrywać, dlaczego się z nią spotkał.  
-Ja? W nic. Staram się tylko odzyskać to co moje. -Warknęła Kiyomi, mrużąc niebezpiecznie powieki.  
-Wiem, że maczałaś palce przy wypadku Miko. I wiem o tobie i Kouyou. -Basista nie schodził z agresywnego tonu.  
-Ładnie, ładnie, ale nic na mnie nie masz. Ale za to ja coś wiem o tobie i bardzo mi się to nie podoba. Nie wiem czy Kouyou jest taki ślepy, czy udaje, że o niczym nie wie, ale raczej to pierwsze. W końcu sam lata za tą małą suką, niczym zakochany piesek, no chociaż tak się wam wydaje.  
-Skąd o tym wiesz. -Akura zacisnął pięść.  
-Nie jestem ślepa, a po drugie jakoś specjalnie się nie ukrywacie. Robisz to z zemsty, że zwinął Ci tą małą sprzed nosa, co? -Brunetka przechyliła lekko głowę w bok. 
-Kocham ją. -Warknął ponownie basista, wkurzony tym, jak kobieta zaczęła się nim bawić. 
-Taa, tak jak Kouyou kocha Anett. Ona pewnie się zastanawia, gdzie jej ukochany znika po nocach i szkoda, że biedaczka nie wie, że nasz drogi Kouyou najpierw pieprzy się z nią, a potem potulnie wraca do mnie. -Po tych słowach Kiyomi jak gdyby nigdy nic odwróciła się i poszła w swoją stronę. Akira potrzebował jeszcze chwili, by przetrawić w myślach słowa, które właśnie słyszał. Czyżby naprawdę, aż tak pomylił się co do swojego przyjaciela?  
-Fuck. -Mruknął pod nosem, powstrzymując się, by nie przywalić z pięści w swój ukochany samochód. 

    “Któż to wymyślił, żeby w jednym mieście znajdowały się trzy centra handlowe? Cholera” myślała Anett, pokonując labirynt wśród sklepów, a mimo, że to miejsce znała najlepiej, zawsze się tutaj gubiła. Odetchnęła z ulgą, kiedy w końcu udało im się wyjść na część jadalną. 
-Jakoś dziwnie się czuje... -Zaczął Kouyou, kiedy w końcu usiedli przy jakimś stoliku. 
-Tak anonimowo? Masz rację, to dziwne uczucie. -Anett nie spuszczała wzroku z grupy nastolatków siedzących nieopodal. -Ale jak się nie zamkniesz, to ja anonimowość się skończy. -W tym momencie spojrzała w stronę gitarzysty. 
-Mangowcy. Też kiedyś siedzieliśmy tak całymi dniami, dlatego daje im rok, góra dwa i każde pójdzie w swoją stronę. -Blondynka cicho westchnęła, zanurzając się myślami w wspomnieniach. W końcu się zaśmiała, kręcąc delikatnie głową.  
-Tęsknisz za tym. -Stwierdził brunet, dokładnie przyglądając się wokalistce.  
-Czasami. Człowiek był wtedy młody, nie myślał o tym, co będzie dalej, a kłopoty w które się pakowało, były błahe. -Anett spokojnie odłożyła kubek z napojem, którego łyk wcześniej upiła. Kiedy Akuma zaczynała mówić w ten sposób, Kouyou czuł niepokój. 
-Chodzi o ten telefon z rana? -Zapytał, nie będąc pewnym, czy dostanie odpowiedź. 
-Trzymałam się od tego najdalej jak się dało, pilnowałam Krisa, żeby nie pakował się w kłopoty, a i tak coś ode mnie chcą. -Akuma nie wychodziła z zamyślenia, tak jakby wszystko wokół okryte było mgłą, docierał do niej jedynie głos bruneta, ale nadal jej z tego nie wyrywał.  
-O czym ty mówisz? -Uruha zmarszczył czoło, próbując coś zrozumieć z tego bełkotu.  
-Dziwne, że ktoś z Japonii dzwonił na mój polski numer, skąd w ogóle go miał...  
-Anett, tutaj jestem. -Przerażony już Kouyou próbował zwrócić na siebie uwagę wgapionej w grupkę niezwracających na nikogo uwagi osób Anett, a Ona miała wrażenie, jakby wszystko jeszcze bardziej pokrywało się mgłą, jakby oderwała się od rzeczywistości, nie zwracając uwagi na to, że swoje myśli wypowiada na głos. 
-Yakuza. -Szepnęła blondynka, a Uruha przełknął głośno ślinę, wręcz momentalnie go sparaliżowało. -Kiyomi... -Szepnęła ponownie, jakby wracając. Spojrzała na Kouyou tymi swoimi lodowatymi tęczówkami. -Nie rozumiesz? -Zapytała, cicho wzdychając. 
-Co Kiyomi ma.... -Mężczyzna nagle przerwał, układając wszystko w głowie.  
-To tłumaczy to zacieranie śladów. -Anett zmrużyła powieki. -To tłumaczy, dlaczego jest tak pewna swego.  
-Dlaczego nie powiedziałaś mi od razu?  
-Nie chciałam Cię martwić. -Wokalistka wzruszyła ramionami. 
-Wcale się nie zmartwiłem, jak odleciałaś przed chwilą. Co się z tobą dzieje? -Uruha przyglądał się jej uważnie, czy przypadkiem zaraz znowu nie pochłonie się w myślach, tak jak przed chwilą. To nie był przyjemny widok. -Co to był za numer? -Anett zaraz podała mu odblokowany telefon. Brunet na spokojnie przejrzał listę ostatnich połączeń, a numer, który znalazł wydawał mu się dziwnie znajomy.  
-I co? -Blondynka uniosła brew ku górze, mając dośc tej niezręcznej ciszy. 
-Kojarzę ten numer. Pogadam z Mikoto, może coś znajdzie, ale mam wrażenie, że ktoś chce Cię nastraszyć, żebyś nie wracała do Tokyo. -Uruha oddał kobiecie telefon.  
-Kiyomi... -Szepnęła blondynka. -Kiedy to się skończy? -Dodała, a jej twarz wyglądała na zmartwioną.  
-Spokojnie kochanie, pewnie niedługo jej się znudzi i zrozumie, że nic z tego. -Kouyou słabo się uśmiechnął, ujmując dłoń wokalistki.  

     Kiedy przyjechał do Temari, nadal miał w głowie słowa brunetki. Czuł, jakby w tamtym momencie wszystko się rozpadło. Przecież wierzył, a przez głupi żart okazało się, że okłamywał nie tylko siebie. 
-Gdzie byłeś? -Zapytała młoda dziewczyna, otwierając mu drzwi. 
-Widziałem się z Kiyomi. -Mruknął Akira wchodząc do środka.  
-Zwariowałeś?  
-Prosto w twarz mi powiedziała, że On ją zdradza, rozumiesz? Nadal chcesz to ukrywać? -Basista nie ukrywał rozczarowania.  
-Ale... Jak? Przecież... -Zaskoczona Temari nie potrafiła się wysłowić.  
-Przecież twierdzi, że ją kocha, wiem. -Dokończył basista, powoli wchodząc na górę. -Kłamie. Okłamuje nas wszystkich. -W końcu usiadł na kanapie. -Tylko nie rozumiem, po cholerę to wszystko planował. No tak, dziecko.  
-O czym ty mówisz? -Dziewczyna usiadła obok niego.  
-Kouyou zabrał Anett ze sobą do rodziców z jeszcze jednego powodu. Chciał się jej oświadczyć. Zakłamana gnida.  
-Skąd ty o tym wiesz? -Zaskoczona Temari przez chwile nawet się ucieszyła, ale koniec końców przypomniała sobie, co Akira powiedział jej przed chwilą.  
-Widziałem ten pierścionek. Do dzisiaj mu wierzyłem, że ją kocha i to jest najgorsze, wiedzieć, że twój najlepszy przyjaciel tak oszukuje osobę, która go kocha. -Basista odchylił głowę w tył. 
-Ty też go oszukujesz. -Wtrąciła brunetka.  
-Ale nie oszukuje Ciebie, a to różnica. Musimy jej powiedzieć. -Reita ciężko westchnął. 
-Teraz? Są w Polsce. Co? Zadzwonisz do niej i powiesz jej, że Kouyou ją zdradza? Albo wyślesz jej wiadomość. Musimy poczekać, aż wrócą, a wtedy rozpęta się chyba jakieś piekło. -Temari rozsiadła się wygodnie, próbując coś wymyślić.  
-Masz rację, musimy poczekać, a potem na spokojnie jej powiedzieć, zanim Kiyomi to zrobi. -Akira spojrzał na Temari ze słabym uśmiechem na twarzy. 

      Ledwo przekroczyli próg mieszkania, gdy do ich uszu dotarły jednoznaczne dźwięki z pokoju Mateusza. Anett podeszła do drzwi, w które uderzyła z pięści.  
-Mati, nie rób mi z mieszkania burdelu! -Po tych słowach blondynka skierowała się do swojego pokoju, a Kouyou obładowany zakupami poszedł za nią. Kiedy rozpakowali zakupy, Anett niby zmęczona zasiadła przy komputerze ze słuchawkami na uszach, a Kouyou postanowił popracować nad powrotem do formy. Przez chwilę siedział wgapiony w tą jedną jedyną nieopisaną tabulaturę na ścianie, aż w końcu zaczął grać. Z każdą kolejną minutą coraz bardziej przekonywał się, że skądś to doskonale zna. 
-Sayonara... -Szepnął, kierując swój wzrok na siedzącą w bezruchu i patrzącą na niego z przerażeniem w oczach Anett. 
-Tak. -Odpowiedziała An. 
-Ale jak? -Kouyou obserwował, jak kobieta wstała i powoli podeszła, siadając zaraz obok niego. 
-Nie mówiłam wam, że gram, bo nie chciałam wtrącać się do waszej pracy, ale kiedy Takanori stwierdził, żebym zajęła się balladą, już to miałam.  
-Przecież mogłaś powiedzieć, nie musiałaś kombinować. -Uruha zmrużył powieki. 
-Gdyby nie Kris, nie musiałabym kombinować. Jak plan “A”, w którym miałam zająć Yuu, żeby nie miał czasu się tym zająć, nie wypalił, musiałam kręcić nosem, aż w końcu nie wyszło tak, jak ja chciałam. -Anett wiedziała, że Kouyou od razu połączy fakty i domyśli się, co miała na myśli. 
-Spałaś z Yuu, tylko po to, by twój pomysł przeszedł. Wykorzystałaś go. -Brunet wstał odkładając swoją gitarę.  
-Brawo, zgadłeś od razu. -Rzuciła An, po czym ciężko westchnęła. 
-Wykorzystałaś Yuu, dla jakiegoś swojego durnego planu, zamiast od razu powiedzieć o co chodzi. Wykorzystałaś Akire żebym był zazdrosny, więc czego chcesz ode mnie? -Na twarzy gitarzysty pojawiło się rozczarowanie 
-Wróć do tego, co powiedziałeś o Akirze, a po drugie, nie wykorzystałam go, sam chciał pomóc, to On wpadł na pomysł z zazdrością. -Kobieta lekko się uniosła, od razu wstając. 
-Ostatnio naprawdę Cię nie poznaje. -Rzucił Kouyou, patrząc jej w oczy. 
-Bo wiesz o mnie trochę więcej? Nie udawaj takiego zaskoczonego. -Warknęła Anett oschłym tonem głosu. 
-Po prostu... -Gitarzysta od razu ugryzł się w język.  
-Po prostu co? Masz kolejną rzecz, którą możesz mi wypominać? Chociaż, gdybyś się wtedy tak nie uparł, żeby się mnie pozbyć, gdybyś nie negował wszystkiego co było ze mną związane i gdybyś to ty mnie nie sprowadził do Japonii, nie miałbyś mi czego wypominać.  
-Jeżeli tak osiągasz swoje cele, to naprawdę jesteś zwykłą dziwką. -Po tych słowach Kouyou stał chwilę nieruchomo, całkowicie zaskoczony. Spodziewał się piekącego bólu na policzku, ale nie tym razem. Tym razem Anett nie przyłożyła mu z liścia, tylko po prostu wyszła, przy okazji zabierając ze sobą psa. Uruha wiedział, że przegiął i to bardzo przegiął, a jej wyjście zabolało go nawet bardziej. Wiedząc, że Anett mu szybko tego nie odpuści, usiadł z powrotem na łóżku, a po kilku minutach dołączył do niego Mateusz. 
-Co? Kłopoty w raju? -Zapytał młodszy, siadając obok gitarzysty. 
-Po prostu powiedziałem o dwa słowa za dużo. -Kouyou schował twarz w dłoniach. -I chyba czeka mnie spanie na kanapie, aż do wyjazdu. 
-No to grubo. Wole nie wiedzieć o co wam poszło ani co jej takiego powiedziałeś, ale musiałeś ją nieźle wkurzyć, skoro wyszła. -Mateusz rozsiadł się wygodnie.  
-Ostatnio jej nie poznaje, jakby to nie była Ona. W dodatku te jej odloty... -Uruha zamyślił się na chwilę. 
-Taa, to mnie też martwi. Miewała tak przy stanach depresyjnych, chociaż kto ją tam wie, co jej teraz po głowie chodzi. -Młodszy westchnął, zaraz się prostując. 
-A ja przyczepiłem się o głupotę, która od dawna nie jest istotna.  
-Stary, mam do Ciebie jedną prośbę. Uszanuj to, że wpuściła Cię do swojego świata, bo dla niej to nie jest łatwe. Tutaj wraca do niej pełno niemiłych wspomnień, ale widzę, że w końcu postanowiła walczyć z przeszłością, nawet unika znajomych, żeby to do niej nie wracało, dlatego, jeżeli jej nie pomożesz, Ona nie da sobie z tym rady. Ona znika w myślach, a ty jej nie poznajesz przez przeszłość, której lepiej, żebyś nie ruszał. -Mateusz na koniec poklepał Kouyou po ramieniu, po czym wstał i wyszedł.  

    Muzyka w słuchawkach, chłodne powietrze i wieczorny spacer, chociaż blondynka i tak do końca nie potrafiła się uspokoić, nawet kolejny odpalony papieros nie pomagał. Nagle zauważyła idącego w jej stronę Krystiana, tyle, że ten nie był sam. 
-Fuck, tylko nie teraz. -Warknęła Anett sama do siebie, patrząc na dwójkę osób, które w rozmowie nawet nie zwróciły na nią uwagi. 
-O An, hej. -Powiedział Kris, kiedy “przypadkiem” wpadł na blondynkę. 
-Ta menda co tu robi? -Kobieta głową kiwnęła w stronę Marcina.  
-Dobrze Cię widzieć. -Wydusił Marcin, przyglądając się temu, jak Anett przez te kilka lat się zmieniła. -A twierdziłaś, że nigdy nie zafarbujesz się na blond. -Dodał z lekkim uśmiechem na twarzy. 
-To przejściowe. -Rzuciła An, przewracając oczami. 
-Matko, a Ciebie co ugryzło? -Odezwał się Kris, wyczuwając, że Anett jest na coś zła. 
-Nic mnie nie ugryzło, po prostu jestem zmęczona. W sumie to już wracamy do domu, co nie Kiko? -Ostatnie słowa Akuma skierowała do swojego psa, który w swój słodki sposób próbował się przywitać z nowo poznanym mężczyzną.  
-O, to świetnie, akurat dawno nie widziałem się z Kyu. -Kris uśmiechnął się szeroko, mimo niezadowolenia blondynki. 
-Kris, to nie jest dobry pomysł. -Anett przechyliła głowę w bok, wskazując wzrokiem na Marcina. 
-Oj tam, nie przesadzaj. -Po tych słowach Krystian ruszył w stronę jej domu.  
    Kiedy weszli do mieszkania, Kouyou wraz z Mateuszem siedzieli w salonie i gadali o jakiś głupotach. Sądząc po tym jak siedzieli rozłożeni na kanapie, ewidentnie im się nudziło.  
-Jestem i jest ktoś jeszcze. -Mruknęła Anett z niezadowoleniem w głosie wchodząc do salonu, a za nią Kris razem z Marcinem, jednak wokalistka zaraz zniknęła w swoim pokoju.  
-A jej co? -Zapytał Krystian po dłuższej chwili, gdy w końcu każdy zasiadł z piwem w ręku. 
-Pokłócili się. -Rzucił Mateusz, kiwając niby ukradkiem w stronę Kouyou. 
-Ty chyba nie... -Kirs spojrzał na przytakującego mu gitarzystę. -No ja Cię kiedyś dojadę, ile jeszcze będziecie to wałkować? To było zanim byliście razem, ale może mam Ci przypomnieć, co ty wtedy odwalałeś. 
-Kris... -Zaczął Kouyou powoli wstając. -Wiem, ale pojawiły się kwestie, o których nawet ty nie wiedziałeś. -Po tych słowach Uruha podszedł do drzwi pokoju. 
-A ty, gdzie? -Szatyn uniósł brew ku górze. 
-Pogadać, póki jeszcze nie wypiłem, bo jak spróbuje później, to ta diablica mnie zabije. -Po tych słowach zniknął w pokoju. Od razu zauważył Anett siedzącą przy komputerze z słuchawkami na uszach. No przynajmniej nie słyszała o czym rozmawiał z Krisem. Cicho wzdychając podszedł do niej, kładąc delikatnie dłonie na jej ramionach.  
-Przepraszam... -Zaczął, kiedy kobieta odłożyła słuchawki, jednak nie odwróciła się do niego. -Nie powinienem tak mówić. To co było wcześniej między nami... Żałuję tego, ale w jednym miałaś rację, chciałem się wtedy Ciebie pozbyć. Miałaś być na chwilę, taki był mój plan. I po tym wszystkim nadal się dziwię, że jesteś ze mną, twierdząc, że mnie kochasz... 
-A ty nadal usilnie starasz się to zmienić. -Warknęła blondynka, odwracając się w jego stronę.  
-An, kochanie, to nie tak... -Niestety Kouyou nie było dane znowu dokończyć, kiedy wokalistka ponownie mu przerwała z wściekłością wymalowaną na twarzy. 
-A niby jak? Wiem, miałam być na trzy miesiące, ty miałeś się zabawić i zniknąć, jak tylko wróciłabym do Polski, ale bum! Nie udało Ci się, zostałam na stałe. I kto tu kogo wykorzystuje, co? - Anett nie chciała dać mu dość do słowa, jednak gitarzysta zasłonił jej usta dłonią, chociaż z lekką obawą, że ta go zaraz ugryzie. 
-Anett, posłuchaj. To, że zostałaś, wiele zmieniło. Wiem, byłem dla Ciebie okropny, ale w końcu dotarłem do tego, że Cię kocham i każda myśl, że ty... Z kimś innym, przeze mnie, sprawia, że się wściekam, sam na siebie. -Uruha spojrzał błagalnym wzrokiem na Anett, a ta ciężko westchnęła, kiedy w końcu odsłonił jej usta. 
-Spałeś ze mną, kiedy byłeś z Miko, potem okazało się, że byliście już zaręczeni, a na koniec zrobiłeś jej dziecko. -Nagle Anett skrzyżowała ręce z dziwnym uśmieszkiem na twarzy. -Chyba jesteśmy kwita, oboje mamy się o co wściekać... 

     Tym czasem w salonie Kris stał pod drzwiami podsłuchując. Nagle odbiegł od nich, zajmując swoje miejsce. 
-Remis, pozamiatała go pod najcięższy dywan świata i już są pogodzeni. -Rzucił, szybko chwytając za swoje piwo.  
-Stary, ale z nią się tak nie da, wiesz o tym. -Stwierdził Marcin, przewracając oczami. 
-No wiesz, Kyu ma trochę więcej za uszami niż my oboje razem wzięci, chociaż... Ty w porównaniu do niego powinieneś się już dawno smażyć w piekle, ale no. I jak się kłócą, to sobie tak wypominają swoje grzeszki, aż do momentu, dopóki An nie wyciągnie swojego asa z rękawa, który będzie działał już zawsze, a po tym Kyu zawsze przez kilka dni lata wokół niej na każde jej zawołanie, także no, nie chcesz być na jego miejscu. -Kris na koniec się zaśmiał.  
-Kto lata, ten lata. -Rzucił Kouyou, stojący nad Krisem. -An zaraz przyjdzie, tylko coś dokończy. -Dodał, siadając na kanapie.  
-No co? To nie mnie bierze pod pantofel, tylko Ciebie, a ty się nawet postawić nie umiesz. 
-Kris, nie teraz. I może nie chce się stawiać, nie chce się z nią kłócić? Szczególnie nie teraz, nie kiedy Kiyomi grasuje i nie wiem co znowu wymyśli, wystarczy, że próbuje ją nastraszyć. -Kouyou szybko przeszedł na japoński, by pozostała dwójka go nie zrozumiała. Szatyn na tą wieść zrobił oczy niczym pięciozłotówki, jednak nie zdążył nic powiedzieć, ponieważ do salonu weszła Anett.  
Blondynka rozejrzała się po chłopakach po czym podeszła do lodówki, którą otworzyła. 
-Który bezszczel zabrał moją koronę? - Spojrzała złowrogo po każdym z nich. 
-Spójrz na półkę na drzwiach, powinna jeszcze jedna być. -Rzucił szybko Mateusz.  
-A no tak, tu jest jeszcze jedno. -Stwierdziła An głosem niewiniątka, a reszta głośno się zaśmiała. Wyjęła piwo z lodówki, od razu je otwierając i podeszła do nich. Chcąc zrobić Marcinowi na złość, usiadła Kouyou na kolanach, lekko się w niego wtulając. Od razu zauważyła jak pewność siebie jej byłego nagle osłabła.  
-Ej, jest nas nawet spoko ekipa, może zrobimy sobie “Horror night”? -Pomysłem nagle, jakby znikąd rzucił Kris, patrząc ciekawsko po reszcie. 
-Nie, nie dzisiaj. -Zamarudziła An, zaraz przystawiając butelkę do ust.  
-Aneta przecież nie cierpi horrorów. -Wtrącił Marcin z dziwną satysfakcją w głosie. 
-No nie, nie przesadzajmy, jeden to akurat trawi i to całkiem dobrze, nawet sama gra. -Kris wyszczerzył się szeroko w stronę przyjaciela. 
-Nie chce mi się dzisiaj grać, serio. Wystarczy, że ten gra po nocach. -Palcem wskazała na Kouyou, na którego zaraz spojrzała, a ich wzrok nagle się spotkał. -Nie patrz tak na mnie. Myślisz, że nie wiem co robisz “po wszystkim” jak ja śpię? -Dodała, z zwycięską miną na twarzy, sięgając dłonią po paczkę papierosów.  
-No stary, tego bym się po tobie nie spodziewał. -Krystian głośno się zaśmiał.  
-Skąd ty w ogóle o tym wiesz? -Zapytał Kouyou, obserwując, jak An powoli zaciąga się dymem papierosowym. 
-No bo czasami w nocy robi mi się zimno, to sprawdzam, czy przypadkiem nie zszedłeś mi na zawał. -Wokalistka powiedziała to dziecięcym, niewinnym głosikiem, jakby chciała go udobruchać. 

    No i wieczór tak mijał w miarę przyjemnej atmosferze. Chociaż, Marcin czuł nutkę zazdrości patrząc na Anett i Kouyou. Mimo wszystko postanowił się nie poddawać i poczekać jeszcze na pijackie potknięcie jego “konkurenta”. 
Anett spojrzała do swojej paczki papierosów, z smutkiem stwierdzając, że powoli się kończą. Nagle spojrzała przed siebie pustym wzrokiem, myśląc, ile paczek jej jeszcze zostało schowanych przed wszystkimi. Spokojnie stwierdzając, że ma jeszcze spory zapas wzruszyła ramionami, po paczkę Kouyou, którą przed chwilą otworzył.  
-Ej. -Gitarzysta natychmiast się wyprostował, a blondynka z papierosem w ustach spokojnie na niego spojrzała, odpalając zapalniczkę. -Ja już więcej z tobą nie pije. -Mruknął Kouyou udając oburzenie. 
-Ty to w ogóle nie powinieneś pić po ostatnim. -Syknęła An z przekąsem w głosie. 
-A co było ostatnio? -Zapytał Mateusz, szybko mrugając. 
-Ogólnie to po prostu się dziwię, że nie wywieźli go dwa metry pod ziemię, po czym budzi mnie rano i oznajmia mi, że wyglądam jak jego była. No trzymajcie mnie narody.  
-To przez włosy. Ja naprawdę przez chwilę myślałem, że to Miko śpi na kanapie w salonie. Chociaż nadal nie rozumiem, dlaczego na kanapie, a nie w łóżku. -Uruha próbował się jakoś wybronić, jednak na marne.  
-W sumie to ty powinieneś spać na kanapie w tym stanie, ale jakoś było mi Cię szkoda i w końcu twój dom, więc... Nie rozwijajmy tego tematu. -Wokalistka starała się okrężną drogą wytłumaczyć Kouyou o co jej chodzi, nie chcąc wchodzić w szczegóły przy Marcinie. A ten uważnie ich obserwował, czekając, aż z tego rozwinie się jakaś kłótnia, ale nie. Wszyscy zareagowali zgodnie, jakby wiedząc o co chodzi, poza nim i po prostu zmienili temat, w sumie to Anett go zmieniła oznajmiając, że jest głodna.  
-… Ale chipsy się skończyły. -Odpowiedziała bratu, pokazując mu pustą miskę. -Popcorn też. W sumie w zamrażalniku jest pizza i to chyba trzy, więc na nas wszystkich wystarczy. -Tym razem odpowiedziała sama sobie po czym wstała i przeszła do części kuchennej. Mateusz nagle stwierdził, że musi iść tam, gdzie król chodzi piechotą, Kouyou wstał i podszedł do An, a Kris z Marcinem zajęli miejsca na kanapie.  
-Kochanie, ale Ona jest zamrożona. -Stwierdził Uruha, widząc na ile minut Anett ustawiła mikrofalówkę, bo z piekarnikiem nie chciało jej się bawić. Zaraz objął ją od tyłu.  
-Oj, jak dam za dużo, to nie da się tego jeść. -Odpowiedziała, odwracając się w jego stronę z lekkim uśmiechem na twarzy. 
-Racja i przez to w końcu się przyzwyczaję, że ty zawsze masz rację. -Kouyou szepnął cicho, patrząc kobiecie w oczy. 
-O nie i się okaże, że jestem nieomylna i co ja wtedy zrobię? -Anett się zaśmiała, ale zaraz poczuła na swoich ustach pocałunek, który z miłą chęcią odwzajemniła. Pogłębiając pieszczotę, kątem oka spojrzała na Marcina, który wyglądał, jakby gotował się ze złości. 
Kris już wcześniej groźnym wzrokiem dał Marcinowi do zrozumienia, że nie przetłumaczy tego śpiewu dwóch zakochanych gołąbków. 
-Daruj sobie. Wiem, że czekasz, aż się pokłócą czy coś, ale Oni oboje ewidentnie robią Ci teraz na złość. -Rzucił Kris, patrząc na migdalącą się parkę. 
-To może jeszcze na złość mnie pójdą do łóżka. -Marcin starał się jakoś przekazać Krystianowi, że ten wcale nie ma racji. 
-Raczej nie, An ma taki mały problem, wiesz... Ludzie... -Szepnął Kris, patrząc jak drugi zrobił duże oczy patrząc na niego.  
-Kiedyś jej to jakoś nie przeszkadzało.  
-Kiedyś i chyba zbyt przyjemnie to jej nie było. A może to po prostu kolejna trauma po tobie. -Kris rzucił w stronę przyjaciela pytającym spojrzeniem, a odpowiedź otrzymał, kiedy Marcin ponownie spojrzał na całującą się dwójkę.