15 lut 2021

Rozdział 31

 Witam moi mili. Wiem, długo czekaliście na rozdział, jednak o wszystkim co powodowało opóźnienia pisałam na grupie O TUTAJ. Także jeżeli chcecie być na bieżąco ze sprawami dotyczącymi rozdziałów to zapraszam :) 
Nie będę się już rozpisywać co wywołało u mnie tak nagłą, długą przerwę (Uwierzcie, niczego takiego nie planowałam), wystarczy, że dołączycie do grupy i dowiecie się wszystkiego. 
Jeszcze jedna uwaga. Wiem, że będziecie mi marudzić, że rozdział jest krótki... Wybaczcie, ale z pewnych powodów, które będą w kolejnym rozdziale, nie mogłam go przedłużyć o kolejne treści. Ale postaram się, żeby kolejne były już dłuższe :)
Miłego czytania :3

Rozdział 31: 
   
       -Czekaj... Radzisz mi, żebym zaciągnął twoją najlepszą przyjaciółkę do łóżka?  
-Może... Tak... -Kathy wymownie spojrzała na Uru i skierowała się w stronę drzwi. -A i szykujemy dla An niespodziankę na jutro. Tak mówię, żebyś nie był zdziwiony, jakby nie miała dla Ciebie czasu przez najbliższy tydzień. -Po tych słowach czerwonowłosa wyszła, a Kouyou stał jak stał z tym swoim kubkiem pełnym kawy, a gdy wyszła, ciężko westchnął.  
 
        Przez fakt, że pewna zapominalska gapa znowu czegoś zapomniała, musieli się wrócić. Anett czekała na Kaia na korytarzu i przez przypadek do jej uszu dotarła rozmowa Katherine z Kouyou. Na szczęście Yutaka zdążył zabrać to czego zapomniał i udali się razem do wyjścia, zanim Kathy wyszła z pomieszczenia.  
        Po powrocie do mieszkania, wokalistka cieszyła się samotnością. Mogła w końcu na spokojnie przebrać się w coś luźnego, wyjąc alkohol i w spokoju, bez niczyjego gadania się upić. O tak, to był plan idealny. Już kobieta zmierzała do swojego pokoju w celu przebrania się, gdy zadzwonił dzwonek do drzwi, co ją zaskoczyło, ponieważ nie była z nikim umówiona. Tak, nawet z Kouyou się nie umawiała. Po prostu chciała spędzić ten wieczór sama. No, ale najwyraźniej nie było jej dane. Z ciężkim westchnięciem podeszła do drzwi, ale gdy je otworzyła, przeżyła kolejne, niemałe zaskoczenie.  
-Mitsutake? -Szepnęła, patrząc na mężczyznę.  
-Cześć Anett. Dawno Cię nie widziałem. -Szatyn bez żadnych skrupułów wszedł do mieszkania z niby “miłym” uśmiechem na twarzy.  
-Bo ostatnio jestem bardzo zajęta i... Co ty tu w ogóle robisz? -Anett nie ukrywała niezadowolenia z obecności mężczyzny. 
-Mówiłem, dawno Cię nie widziałem i chciałem porozmawiać. -Mitsutake niebezpiecznie zbliżył się do wokalistki.  
-Teraz nagle chcesz się przyjaźnić? -Zachowanie sąsiada przerażało szatynkę, jednak postanowiła zachować zimną krew i jakoś pozbyć się nieproszonego gościa z mieszkania. 
-A myślałem, że będziesz bardziej grzeczna. -Dłoń szatyna nagle znalazła się na policzku kobiety. Anett zaraz ściągnęła jego dłoń i odsunęła się. 
-Bo co? Znowu napiszesz jakiś cholerny artykuł na mój temat?  
-Nie mów mi, że to nie była prawda moja droga. O tobie i Kouyou też wiem. -Mitsutake nie dając za wygraną podążył za Anett, próbując znowu się zbliżyć.  
-Może i prawda, ale przedstawiona w nieodpowiedni sposób. A co do mnie i Kouyou... Nic między nami nie ma, zresztą, nie powinno Cię to interesować. -Anett już miała ruszyć w stronę drzwi, ale kiedy tylko się odwróciła, Mitsutake chwycił ją za rękę, przyciągając do siebie. 
-I tak wiem. Może i między wami nic nie ma, ale wiem po co prawie codziennie tu przychodzi. Nawet przed przyjaciółkami się nie kryjesz. -Szatyn się zaśmiał, mocno chwytając jej podbródek. -Przyznaj się, że dostałaś się do zespołu, tylko dlatego, że dałaś dupy komu trzeba, a teraz regularnie obsługujesz naszego drogiego Kou.  
-Nikomu nic nie dawałam! -W tym momencie szatynka wyrwała się z jego uścisku. -I nie daje... I gówno Cię obchodzi, kiedy i po co Kouyou do mnie przychodzi, to jego mieszkanie, nie zapominaj. -Anett pomasowała swoją obolałą szczękę, patrząc na gotującego się ze złości dziennikarza.  
-Moja droga, chcesz czy nie i tak będziesz moja...  
-Coś ty powiedział? -Ani Anett, ani Mitsutake nie zauważyli, kiedy drzwi do mieszkania się otworzyły, a stał w nich sam Kouyou. Spokojnie zamknął za sobą drzwi i z wściekłą miną podszedł do młodszego. Ale nagle się zatrzymał, spoglądając na Anett, po czym ją objął. -To bez sensu An, kiedyś i tak się dowiedzą. Posłuchaj Mitsu, to moje mieszkanie i mogę tutaj być, kiedy i ile chcę. I tak, to prawda, ja i Anett jesteśmy razem, ale... -W tym momencie podszedł do szatyna, chwytając go za koszulkę. -Po starej dobrej znajomości wiem, że nikomu nie piśniesz o tym słówka. -Puścił go, nadal patrząc mu w oczy. -A jak zobaczę jakikolwiek artykuł na ten temat, to od razu będę wiedział do kogo uderzyć. A i jeszcze jedno, co do tego co już napisałeś. Ładnie wyskrobiesz oświadczenie z wyjaśnieniem każdego zarzutu, chyba, że stać Cię na odszkodowania, bo wydawca właśnie przed chwilą Cię wydał.  
-Kouyou, nie sądziłem, że jesteś taki głupi. Lepiej uważaj, bo ta twoja sielanka za niedługo może się skończyć. -Po tych słowach Mitsutake po prostu wyminął gitarzystę i wyszedł.  
-Kyu, co ty tu robisz? -Rzuciła Anett, patrząc na gitarzystę. 
-Chciałem pogadać i widzę, że wybrałem odpowiedni moment. -Uruha delikatnie się uśmiechnął i objął kobietę.  
-Poradziłabym sobie. -Anett odwzajemniła uśmiech, obejmując go w szyi.  
-Właśnie widziałem. Każdy do Ciebie po prostu lgnie. Chyba, że już szukasz sobie innego. -Te słowa bardzo nie spodobały się Anett. Kobieta od razu odsunęła się od gitarzysty. Patrzyła na niego przez chwilę, czując jak jej szczęka drży.  
-Naprawdę? Przy tym wszystkim wyjeżdżasz mi tu jeszcze z jakąś cholerną zazdrością! Serio?! -Szatynka zasłoniła twarz dłonią, którą zaraz zdjął Kouyou, podnosząc lekko jej głowę za podbródek. 
-Kochanie, przepraszam. Po prostu nie potrafię sobie wyobrazić, co by było gdybyś mnie zostawiła, a co dopiero... -Uruha na chwilę zacisnął wargi, po czym westchnął. -Wiem, nawaliłem po całości, ale chcę być przy tobie, a zarazem Cię chronić. Trzymam Miko z dala od Ciebie jak tylko mogę, ale cierpi na tym nasz związek. Nic nie poradzę na to, że z ciążą jest coś nie tak i w sumie do teraz myślałem, że ma jakąś paranoje, ale naprawdę ktoś ją obserwuje. Robię to wszystko, żeby Cię chronić, ale też mam już tego dość, nie potrafię znieść, kiedy się tak ode mnie odsuwasz.  
-Kouyou, gdybym chciała Cię zostawić, zrobiłabym to już dawno. Fakt, nadal nad tym myślę, ale tylko ze względu na Miko. Może po prostu przestań to robić, przestań mnie chronić. Po prostu w końcu bądź... 
 
        Katherine mimo zmęczenia cieszyła się na spotkanie z Takanorim. Już trzy godziny wcześniej zaczęła się przygotowywać. Gabriela zajmowała się swoimi sprawami, chociaż głownie było to pisanie z Takemi. Kiedy ciemnowłosa zobaczyła Kathy w sukience, ślęczącą nad makijażem, zaczęła się zastanawiać, czy o czymś nie zapomniała. 
-Nie mówiłaś, że wychodzisz. -Rzuciła Gigi stając w drzwiach do pokoju Rin.  
-Umówiłam się. Ale nic więcej Ci nie powiem. -Kathy spojrzała kątem oka na ciemnowłosą, zastanawiając się, dlaczego zgodziła się, by te dwa tygodnie pomieszkała mu niej. A no tak, chciała, żeby Anett i Kouyou mieli jednak trochę przestrzeni dla siebie, a Gigi... Jak Rin zdążyła zauważyć, bardzo lubi wtrącać się w nie swoje sprawy i wpychać się w nieodpowiednie momenty, no cóż.  
-Po prostu myślałam, że o czymś zapomniałam. Ale wyglądasz cudownie. Randka? -Gabriela uśmiechnęła się do Kathy, przyglądając jej się.  
-Może tak, może nie. Nie twoja sprawa. -Rin przewróciła oczami.  
-Jak chciałaś, żebym została u An, mogłaś powiedzieć. -Ciemnowłosa wzruszyła ramionami.  
-A nie uważasz, że Aneta i Kouyou potrzebują trochę spokoju i przestrzeni? Wystarczy, że Miko przeszkadza.  
-A więc to o to Ci chodzi. -Gigi weszła w głąb pokoju i usiadła na łóżku czerwonowłosej.  
-An nie powie wprost o co jej chodzi. Po prostu chce być teraz sama, nie zdziwiłabym się, gdyby nawet Uru dzisiaj wygoniła. -Rin spojrzała na Gigi. 
-Po prostu chyba przyjechałam w nieodpowiednim momencie.  
-To nie tak. Żadna z nas, nawet An nie wiedziała, że tak będzie. Po prostu Ona chce sobie poradzić z tym po swojemu. -Nagle Rin spojrzała na swój telefon w celu sprawdzenia godziny. -Cholera, muszę już iść. 
-A powiesz mi chociaż gdzie idziesz? -Gabi w zabawny sposób zacisnęła swoje wargi ze sobą i spojrzała na Rin robiąc duże oczy.  
-Jak wszystko się uda, to opowiem Ci jutro. -Kathy mówiąc to podeszła do drzwi, pokazując kobiecie kiwnięciem głową, że czas by wyszła. Kiedy opuściły jej pokój, Rin chwyciła za swój płaszcz, torebkę i zaraz wyszła bez jakichkolwiek wyjaśnień.  
 
        Mitsutake usłyszał dzwonek do drzwi. Wiedział kto przyszedł i dlatego poszedł szybko otworzyć, by nikt z sąsiadów nie widział jego gościa. Kobieta, wyglądająca na nieco starszą od niego, bez ogródek weszła do jego mieszkania.  
-I jak tam nasze sprawy. -Zapytała kobieta, kierując się w stronę salonu.  
-Przyznał się, że jest z tą młodą, ale zaczął mi grozić.  Tylko, że nadal nie rozumiem, dlaczego tak Ci zależy, żeby mu to rozwalić.-Mitsutake po chwili usiadł naprzeciw niej. 
-Po prostu zaczął interesować się sprawą, która, jeśli wyjdzie na jaw, pozbędzie nas luksusowego życia. -Kobieta uśmiechnęła się wrednie pod nosem. 
-Kto żyje w luksusach, ten żyje. -Warknął szatyn, pokazując swoje niezadowolenie. 
-Mitsutake, siedzenie całymi wieczorami w samochodzie też mnie nie bawi, tym bardziej, że ta blondi się zorientowała, że ktoś ją obserwuje. -Kobieta się zamyśliła, wygodniej opierając się plecami o sofę. -Nawet nie wiesz, jak bardzo żałuje, że wtedy posłuchałam Yumi, a tym bardziej, że postanowiłam jej pomóc. Ale jeszcze ich odzyskam, tylko muszę znaleźć odpowiedni moment, by namieszać mu w życiu. 
-Zrozum, nie wiem czy to dobry pomysł. On do Ciebie nie wróci... 
-Nie będzie miał wyjścia... -Kobieta ponownie wysłała w kierunku Mitsutake swój chytry uśmieszek. 
 
        Kouyou wypuścił w końcu Anett z swoich objęć. Nie chciał tego, ale przecież nie mógł dyskutować z jej głodem. Mimo, że wokalistka nie miała ochoty na towarzystwo, postanowił w końcu o nią zadbać, tym bardziej, że nie wiedział, co knuje Mitsutake.  
-Ale kochanie, mówiłam Ci już, że dam sobie radę. -Szatynka delikatnie uśmiechnęła się w jego stronę.  
-O nie, nie. Dzisiaj jestem cały twój... -Gitarzysta cicho się zaśmiał, idąc za kobietą w stronę kuchni. 
-Czyżby na pewno? -Anett spojrzała na niego, gdy usłyszała dzwonek jego telefonu. Kouyou wyciągnął urządzenie z kieszeni, od razu odrzucając połączenie. Jak oboje się domyślali, dzwoniła Miko.  
-Mówiłem. Miko sobie poradzi. -Brunet wzruszył ramionami, a Anett cicho westchnęła mamrocząc po swojemu pod nosem. 
-Ja przy was się nawet w samotności upić nie mogę. -Szatynka pokręciła głową, przewracając oczami. 
-Co ty tam znowu marudzisz kochanie? -Uruha minął kobietę w przejściu, uśmiechając się.  
-Marudzę, że wolałabym jednak zostać sama. Miałam już plany. -Anett skrzyżowała swoje ręce, patrząc na gitarzystę. Ten spojrzał na butelkę wina stojącą na kuchennym blacie.  
-Takie plany? Randka z winem? Zaskakujesz mnie. -Brunet zmrużył niebezpiecznie powieki, jakby chciał pokazać, że jest zazdrosny. Szatynka ponownie westchnęła, wiedząc, że będzie musiała tłumaczyć się mężczyźnie. 
-Chciałam w końcu, w spokoju pomyśleć. Tym bardziej, że słyszałam twoją rozmowę z Kathy. -Kobieta na chwilę uciekła wzrokiem. -Czasami mam wrażenie, że Ona zna mnie lepiej, niż ja sama siebie.  
-An-chan... Ja nie jestem tutaj... -Kouyou próbował coś z siebie wydusić, patrząc na szatynkę. W końcu przysunął ją do siebie, delikatnie kładąc dłonie na jej talii.  
-Wiem. Chodzi po prostu o to, że ma rację, a ja tak po prostu nie potrafię się przestawić. -Wokalistka ponownie uciekła wzrokiem, ale Kouyou ujął lekko jej podbródek, kierując twarz kobiety w swoją stronę.  
-Po prostu powinnaś porządnie odpocząć. -Mężczyzna stwierdził krótko, uśmiechając się. Powoli w głowie układał plan doskonały, gdy nagle zrobiło się całkowicie ciemno. Oboje rozejrzeli się, stwierdzając, że znowu nastąpiła nagła awaria prądu.  
-Dobra, ja i tak idę się przebrać. -Rzuciła Anett, włączając latarkę w swoim telefonie i skierowała się do łazienki, a Kouyou? A Kouyou jakby olśniło, gdy ponownie spojrzał w kierunku alkoholu. Postanowił wykorzystać brak prądu na swoją korzyść.  
 
        Czerwonowłosa czekała przed galerią, rozglądając się dookoła. Jak długo czekała, tak nigdzie w okolicy nie widziała wokalisty. Lekko tupała nogami, przeklinając pod nosem, że postanowiła ubrać sukienkę w ten zimny wieczór.  
-Piękna jak zawsze. -Nagle usłyszała znajomy głos. Gdy spojrzała przed siebie, zobaczyła wesoło uśmiechającego się blondyna.  
-Spóźniłeś się. -Mruknęła, trzęsąca się z zimna Kathy.  
-Nie, to ty przyszłaś za wcześnie. -Takanori jedynie cicho się zaśmiał i zaraz obejmując kobietę, poprowadził ją do środka.  
        Wewnątrz roiło się od wielu obrazów różnych artystów. Katherine w spokoju i w wielkim skupieniu przemierzała kolejne pomieszczenia galerii, pełne wspaniałych prac. Takanori natomiast z pełną uwagą przyglądał się kobiecie. Podziwiał każdy jej najmniejszy ruch, jakby chciał nauczyć się ich na pamięć. Starał się, by kobieta nie zauważyła z jakim pożądaniem ją obserwował, jednak coraz trudniej mu było ukryć fakt, jak bardzo mu się podobała.  
-Takanori... -Nagle do jego uszu dotarł jej głos. Musiał szybko się otrząsnąć z wrażenia, jakie na nim wywoływała. -Mógłbyś przestać się tak na mnie gapić. To jest okropnie... Krępujące. -Czyżby wokalista zauważył rumieniec na jej twarzy. Pokręcił w rozbawieniu głową.  
-Katherine, dla mnie jesteś najpiękniejszym arcydziełem w wszechświecie. -No tak, musiał się wysilić na najgorszy możliwy tekst w tej sytuacji. Kathy stała, patrząc z zaskoczeniem na Rukiego. Nie spodziewała się, że z ust człowieka piszącego tak wspaniale teksty usłyszy tak błachy tekst. Wręcz się zaśmiała, nie wiedząc co powinna odpowiedzieć.  
-Takanori... Ja... -Kathy uciekła wzrokiem, czując jak policzki jej płoną od rumieńców. Zaraz poczuła jego dłoń na swojej rozgrzanej do czerwoności skórze.  
-Spokojnie, to tylko spotkanie. -Ruki uśmiechnął się delikatnie, zaraz zabierając dłoń z jej policzka.  
 
        Jak postanowił, tak zrobił. Wiedział, gdzie Anett trzyma swoje ulubione świeczki i nie zawahał się ich użyć do oświetlenia salonu. Zaraz na stoliku pojawiły się puste kieliszki i schłodzone wino. Oby tylko Rin miała rację. Miał nadzieję, że w końcu uda mu się zbliżyć do ukochanej.  
Anett przebrała się w coś luźniejszego i wyszła z łazienki. Zaskoczona rozejrzała się po pomieszczeniu. Światło świec wprowadziło ten miły, romantyczny, lecz kojący nastrój. Nawet nie zdążyła dostrzec szkła na stoliku, gdy mężczyzna podszedł do niej od tyłu i ją objął.  
-Kouyou, naprawdę nie musisz tu ze mną siedzieć. -Wyszeptała, wtulając się plecami w jego tors. 
-Ale chcę. Ty masz się tylko zrelaksować, w końcu na to zasłużyłaś. -Kouyou uśmiechnął się pod nosem i powoli zaprowadził Anett do sofy, po czym napełnił kieliszki. Jeden z nich podał kobiecie i usiadł obok niej, -Zasłużyłaś kochanie. -Wyszeptał uśmiechając się do niej.  
-Niby czym takim? -Szatynka się zaśmiała, słuchając odgłosu jaki wydobyło stykające się ze sobą szkło.  
-Ciężką pracą, oczywiście. No i oczywiście twoją bezgraniczną miłością do mnie.  
-No ja nie wiem czy moja miłość do Ciebie jest taka bezgraniczna. -Anett się zaśmiała, po czym upiła łyk wina, uważnie przyglądając się gitarzyście. Obserwowała jak mężczyzna po wypiciu wina odłożył kieliszek, wstał i podszedł do niej od tyłu. Położył dłonie na jej ramionach i zaczął ja masować.  
-Jesteś strasznie spięta. –Uruha miał wrażenie, że masuje kamienie, a nie mięśnie kobiety.  
-Praca, Miko, ty... Długo by wymieniać. -Wokalistka zmrużyła oczy, skupiając się na jego dotyku.  
-Potrafisz chociaż na chwilę się zamknąć i odprężyć. -Kouyou warknął na chwilę przykładając dłoń do jej ust. Po chwili wrócił do masowania jej ramion. -No od razu lepiej...  
 
        Po obejrzeniu wystawy, postanowili przejść się po mieście. Przez większość czasu milczeli. Ponieważ obojgu zabrakło odwagi. Chociaż w przypadku wokalisty, to ta odwaga dotyczyła raczej tego, żeby znowu nie palnął czegoś głupiego. Rin czuła się już powoli zmęczona tą ciszą, dlatego postanowiła ją przerwać.  
-A nie martwi Cię, że ktoś nas zobaczy? 
-Niby kto taki? -Takanori uniósł brew ku górze, zaskoczony pytaniem czerwonowłosej. Zaraz jednak domyślił się, o co kobiecie chodzi.  -Nie, spokojnie. Gdyby ktoś nas obserwował, to bym zauważył. Ale ciekawscy to raczej polują na Anett, nie na mnie. -Ruki cicho się zaśmiał.  
-No i co Cię tak śmieszy? Przecież Ona jest z Kouyou. -Kathy od razu spojrzała w jego stronę.  
-Tak, a Kouyou nie da jej zrobić krzywdy, o to się nie bój. A nawet jakby “ktoś” nas zauważył, to co z tego? Poza pracą też mam życie. -Wokalista pewny siebie wyszczerzył kły, od razu słysząc śmiech kobiety. Sam również się roześmiał.  
-W sumie to dobrze, można by zwariować, spodziewając się, że na każdym kroku ktoś celuje w twoją stronę z aparatu. -Kobieta po tych słowach zamyśliła się na chwilę. 
-Jakbym miał się tym ciągle przejmować, to musiałbym zapomnieć o prywatnym życiu, romansach... 
-Nagle wokalista ugryzł się w język. Jednak Rin dokładnie wsłuchiwała się w jego słowa.  
-Czyli to też traktujesz jak romans. -Kobieta jakby trochę posmutniała.  
-To nie tak... -Takanori zatrzymał się, chwytając ją za rękę. -To, że tu jesteś, to podobna historia co z Anett, tyle, że przeze mnie. Anett wspominała o tobie, a kiedy zobaczyłem twoje zdjęcia... No sama wiesz... -Takanori szybko uciekł wzrokiem.  
-Nie, nie wiem. -Głos Rin był jakby oschły. Chciała po prostu usłyszeć wszystko, co wokalista miał jej do powiedzenia, nie lubiła niedomówień. Ruki pokręcił głową i podszedł do niej bliżej.  
-Co mam Ci mówić więcej? Zakochałem się i naprawdę traktuje to poważnie. -Ponownie ułożył dłoń na policzku kobiety. Delikatnie przesunął kciukiem po jej skórze, zbliżając się do niej jeszcze bardziej.  
-Taka, tylko, że ja nie wiem, czy powinniśmy. Przecież pracujemy razem. -Rin spojrzała blondynowi w oczy. Całkowicie nie spodziewała się takich wyznań z jego strony. Nie była też pewna swoich uczuć. Przecież starała się zbytnio nie zwracać swojej uwagi na niego, a jednak dała mu się zaprosić.  
-I co z tego? W dodatku pracujesz z Anett, nie ze mną... -Blondyn postanowił nie tłumaczyć nic dalej. Po prostu bez zastanowienia ją pocałował. 
 
        Kobieta zamruczała cicho, mrużąc oczy. Czuła jak cała się rozpływa pod wpływem dotyku mężczyzny, a przecież to był zwykły masaż, co nie?  Kiedy jednak poczuła jak Kouyou zdejmuje dłonie z jej ramion, miauknęła z niezadowoleniem. 
-Pusta. -Uruha pomachał butelką, tuż po tym jak reszta jej zawartości napełniła ponownie kieliszki.  
-Chcesz mnie udobruchać, upić i wykorzystać. -Anett zaśmiała się pod nosem, obierając kieliszek od mężczyzny, po czym upiła łyk czerwonego trunku.  
-Po prostu chcę Cię rozpieszczać moja droga. -Kouyou przesunął dłonią po jej policzku, spoglądając jej w oczy.  
-Wątpliwe są twoje słowa. -Szatynka wzruszyła ramionami, delikatnie się uśmiechając. Kouyou przyglądał jej się uważnie, próbując wyrzucić z tyłu głowy słowa Katherine, przecież nie chciał tak po prostu... Jednak szatynka nadal tak cholernie na niego działała.  
-Żałuję tylko, że straciłem tyle czasu na te głupie gierki i oszukiwanie samego siebie. 
-O czym teraz mówisz? -Wokalistka uniosła brew ku górze. Myślała, że teraz już pójdzie z górki.  
-Chodzi o to, że gdyby nie moja głupota, gdybym powiedział Ci od razu co do Ciebie czuje, nie było by tej całej sprawy z Miko. -Brunet pochylił się, całując delikatnie jej czoło.  
-Ale jest i już tego nie zmienimy. Ale chyba już zapomniałeś co było w między czasie. -Anett powoli tracąc cierpliwość, uśmiechnęła się kusząco.  
-Co takiego? Bo chyba zapomniałem. -Tym razem to Kouyou uniósł brew, nie spodziewając się takiej reakcji ze strony Anett, która wahała się jeszcze przez chwilę odkładając kieliszek, by następnie usiąść okrakiem na jego kolanach.  
-Przecież oboje wiemy do czego to prowadzi, więc już nic nie mów.... 

3 sty 2021

Rozdział 30

Zapraszam was do przyłączenia się do grupy na facebook'u TUTAJ oraz żeby zajrzeć TUTAJ :)

Rozdział 30: 
 
          Dwa tygodnie minęły wszystkim w zatrważającym tempie. Sprawa z artykułem nadal trwała, ponieważ nikt nie chciał ujawnić autora, a Anett i Kouyou postanowili zostawić sobie tą wiedzę dla siebie, jak i zachowywać się neutralnie wobec sąsiada szatynki. No właśnie, a co do tej dwójki, to nie było kolorowo. W sumie przez te dwa tygodnia nie mieli chwili by pobyć sam na sam. Za każdym razem albo coś komuś wypadało, albo Miko dzwoniła do Kouyou, że potrzebuje jego pomocy. Akuma, mimo, że postanowiła, dać tej sytuacji szasnę, czuła się coraz bardziej poirytowana tym faktem. Nie wiedziała, jak Miko dowiadywała się o ich spotkaniach, ale za każdym razem musiała zadzwonić, a zaniepokojony Kouyou zaraz do niej jechał. Tego wieczoru było podobnie. Kathy i Gigi wyszły na miasto, zostawiając Anett wolną chatę. Kobieta nawet cieszyła się z tego powodu, ponieważ nikt nie będzie ich podsłuchiwał, ani im przeszkadzał. Tak oczywiście...  
Kouyou przez popołudniowy wywiad przyjechał wieczorem do szatynki, która miała dużo czasu by się przygotować.  
-Piękna jak zawsze. -Powiedział gitarzysta, obejmując kobietę i delikatnie całując jej usta.  
-Oh, już nie przesadzaj. -Anett się uśmiechnęła, powoli odsuwając się od niego i idąc w głąb salonu. Gitarzysta do dodatkowej pewności, że nikt im nie będzie przeszkadzał, wyciszył telefon, ale nawet nie zdążyli dobrze się rozgościć, kiedy Uruha trzymał urządzenie w dłoni.  
-Miko... Odbierz. -Rzuciła szatynka siadając na kanapie. Potrzebna była jej tylko mina Kouyou, żeby wiedzieć kto dzwoni.  
-A nie sądzisz, że Ona przesadza? -Kouyou westchnął poirytowany kolejnym telefonem od blondynki.  
-A niech naprawdę coś się stanie? Wiesz, jak jest, nie chcę mieć potem wyrzutów sumienia... 
-Raczej nie chcesz potem od niej wysłuchiwać, że to twoja wina. -Kouyou przerwał kobiecie, odbierając połączenie. -… Dobra, zaraz będę. -Warknął zły sam na siebie. 
-Co tym razem? -Anett uniosła brew ku górze, wiedząc, że mężczyzna zaraz ucałuje jej czoło i po prostu wyjdzie.  
-Dowiem się na miejscu. Przepraszam Cię An... -Uruha spojrzał na kobietę tym swoim błagalnym wzrokiem i tak jak Anett wcześniej przewidziała, ucałował jej czoło, żegnając się z nią, po czym wyszedł. Szatynka jedynie głośno westchnęła, rozsiadając się na kanapie. No przecież wiedziała, że tak będzie.  
 
          Następnego dnia, cały kierat zaczął się od początku. Od samego rana próba, próba i jeszcze raz próba. Anett po wyjściu Kouyou miała sporo czasu na przemyślenia, ale ta sprawa nadal nie dawała jej spokoju, przez co nie potrafiła się skupić.  
-Kochanie, co się dzieje? -Zapytał Kouyou, kiedy w przerwie w końcu ją złapał na korytarzu. -Od rana mnie unikasz. -Już chciał ją objąć, kiedy szatynka się tak po prostu się od niego odsunęła. Zanim cokolwiek powiedziała, poczekała aż kilka osób zmierzających w ich kierunku po prostu przejdą, po czym cicho westchnęła.  
-Po prostu mam już tego dość. Nie chodzi o Ciebie, tylko o nią, zresztą sam wiesz. Nie ma sensu... 
-Nie mów tak. -Brunet jej przerwał, próbując chociaż ułożyć dłoń na jej policzku, ale znowu bezskutecznie.  
-Daj mi dokończyć Kyu. Nie ma sensu pokazywać innym, że jest dobrze. Może jak zaczniemy udawać, że jest inaczej, to Miko w końcu odpuści. -Akuma z zrezygnowaniem wzruszyła ramionami.  
-Może masz rację. -Kouyou uśmiechnął się słabo, chwilę się zastanawiając nad słowami szatynki.  
-Dobra, naprawdę muszę iść, Ayuko jeszcze coś chciała. -Wokalistka odwzajemniła uśmiech i szybko złożyła buziaka na policzku gitarzysty, po czym poszła w swoją stronę. Kouyou skierował się do pomieszczenia socjalnego, cały czas myśląc o tym, jak wyjść z tego całej sytuacji. Nagle na stole zauważył opakowanie po pączkach. No dobra, nie do końca “po”, ponieważ został jeszcze jeden. Uruha niewiele myśląc, po prostu sięgnął po tego ostatniego pączka. 
-URUHA!!- Usłyszał za sobą, kiedy wbił swoje zęby w ciasto. Powoli się odwrócił i zauważył stojącą za nim, wściekłą Rin. Przez chwilę patrzył na nią, unosząc brew ku górze, nie rozumiejąc, o co czerwonowłosa się wścieka. -Zostawić sobie ostatniego pączka, to ta kacza menda przyjdzie i Ci go zje...- Kathy mamrotała coś wściekle po polsku, niebezpiecznie zbliżając się do gitarzysty.  
-Em... To twoje? Nie wiedziałem. -Kouyou uniósł ręce w geście poddania się, po czym biorąc szybko kolejnego gryza, opuścił pomieszczenie, ale Rin nie odpuszczając, pobiegła za nim. Ruki, który właśnie wyszedł na korytarz, obserwował dokładnie całą sytuację, jak Kathy ganiała za Uruhą z mordem w oczach. Nagle w głowie wokalisty zrodził się plan. 
 
          Takao i Takemi od samego rana dzielnie pomagali Gabrieli przenieść rzeczy dziewczyn do nowego mieszkania czerwonowłosej. W sumie to chodziło o wniesienie i złożenie “kilku” niezbędnych mebli, a reszta rzeczy to tak przy okazji.  
-Dziewczyny, dacie sobie radę? -Zapytał brunet, patrząc na kobiety niosące pudła. Sam właśnie wracał po kolejne pudła z półkami. Jak dobrze, że mieszkanie Kathy jest na drugim piętrze, a nie jak stare mieszkanie kuzyna bliźniaków- na piątym, dobrze, że chociaż winda tam jest. Takao zaśmiał się na samą myśl. 
-Nie, spokojnie, damy radę. Ale trzeba będzie jakoś wnieść tą szafę. -Odpowiedziała Takemi, stawiając pudło w przedpokoju.  
-Będziemy musieli w trójkę to pownosić. -Stwierdziła Gigi, poprawiając szybko swoje włosy, które musiała spiąć, by jej nie przeszkadzały przy wnoszeniu pudeł.  
-Tylko, że chyba nie wyrobimy się z tym wszystkim dzisiaj. -Takao podrapał się po głowie, zastanawiając się nad tym, jak zdążyć ze wszystkim na czas. 
-Spokojnie, dzisiaj jeszcze zostajemy u Anett. -Gabriela delikatnie się uśmiechnęła. 
-Wiecie... Najwyżej pomożesz nam, na ile zdążysz, a z resztą damy sobie radę. W końcu jesteśmy dorosłe. -Takemi się zaśmiała i od razu skierowała się w stronę schodów, by iść po kolejne pudła. Takao nie był do końca pewien, czy powinien zostawiać kobiety same, szczególnie widząc, jak jego siostra “ukradkiem” spogląda na przyjaciółkę wokalistki.  
 
          Krystian przełączał kolejne kabelki w trakcie dłuższej przerwy, a Anett siedziała, brzdąkając na gitarze Uruhy. Byli sami, ale Kris jakoś nie potrafił zacząć jakiejkolwiek rozmowy. Szatynka myślami błądziła gdzieś indziej, dlatego też się nie odzywała. Ale w którymś momencie, gdy znowu się pomyliła, zauważyła, jak szatyn spogląda na nią kątem oka.  
-Co Ci znowu nie pasuje? -Zapytała kobieta.  
-Po prostu już widzę minę wściekłego Kouyou kiedy odkryje, że macasz jego ukochaną. -Szatyn się roześmiał, podchodząc do przyjaciółki. -Ej! -Krzyknął, unikając lecącej w jego stronę kostki. Anett, jak gdyby nigdy nic wstała, odłożyła ostrożnie gitarę na miejsce, spokojnie podeszła do szatyna i podniosła rzuconą wcześniej kostkę z podłogi.  
-To będzie wściekły na mnie, nie na Ciebie. -Wokalistka uśmiechnęła się wrednie w stronę przyjaciela.  
-A tak w ogóle... -Zaczął szatyn, obserwując, jak kobieta wróciła na swoje miejsce. -To jak tam między tobą, a Kouyou? -Dokończył, siadając obok niej. 
-Byłoby świetnie, ale Miko. Nadal się zastanawiam, dlaczego ciągnę to dalej. -Anett na koniec jedynie cicho westchnęła. Nie czuła potrzeby, żeby się zwierzać mężczyźnie, ale zauważyła jego dziwne zachowanie w ciągu ostatnich kilku dni. Też nie chciała mówić mu za dużo, w ogóle nie chciała, by ktokolwiek wiedział, co tak naprawdę myśli o całej tej sytuacji.  
-Aaa... Rozumiem. Jeżeli ciągniesz to dalej, to znaczy, że nadal widzisz sens. Albo nadal jesteś głupią idiotką, która na siłę nie chce być sama. -Te słowa Krisa zaskoczyły wokalistkę, która uniosła brew ku górze, patrząc na niego. Nie, nie trafił w żaden czuły punkt, po prostu nie sądziła, że zacznie wyciągać jej przeszłość, w dodatku przeciwko niej samej.  
-Dzięki Kris, jak ty coś powiesz... -Powiedziała Anett wstając, po czym wyszła, zostawiając szatyna samego. Tak teraz miała całkowitą pewność, że coś jest na rzeczy. Nawet domyślała się co takiego jej przyjacielowi chodzi po głowie, ale postanowiła na razie to zostawić. Miała wystarczająco swoich “problemów”, którymi musiała koniecznie się zająć. 
 
          Kiedy reszta korzystała z dłuższej przerwy, a Anett i Kris sobie “rozmawiali” na sali prób, Takanori postanowił wcielić swój plan w życie. Wiedział, dlaczego Rin tak bardzo wściekła się na Kouyou, że chciała go wykastrować osobiście... A nie chwila, to był jeden z powodów, ale Ruki postanowił wykorzystać okazję na swoją korzyść. Szybko udał się na parking i wsiadł do swojego samochodu, by szybko udać się do swojej ulubionej cukierni. Po lekko ponad dwudziestu minutach wrócił zadowolony z siebie w pudłem “najlepszych w mieście” pączków i od razu udał się do biura Ayuko, gdzie na jego szczęście Kathy siedziała sama. 
-Hej, masz chwilę? -Zapytał, chowając pudełko za plecami.  
-Jak widać, nie bardzo. -Odpowiedziała Rin najspokojniej jak potrafiła, w ogóle nie podnosząc wzroku znad sterty papierów. Takanori podsunął jej pod nos otwarte pudełko pełne pączków.  
-Wszystkie dla Ciebie, tylko nie przyznawaj się, że je masz, bo znowu przyjdzie ta “kacza menda” jak go nazywacie. -Wokalista uśmiechnął się, a Katherine zaśmiała się, słysząc jego próbę mówienia po polsku.  
-Ty w ogóle wiesz co to oznacza? -Kathy w końcu spojrzała na blondyna, powstrzymując śmiech.  
-Obie tak na niego mówicie, więc to pewnie nic miłego. -Wokalista z głupkowatym uśmieszkiem na twarzy podrapał się po głowie, a czerwonowłosa jedynie westchnęła.  
-Użyj słownika. -Rzuciła Rin wracając do pracy.  
-A tak w ogóle... -Zaczął Takanori, sięgając do tylnej kieszeni swoich spodni. -Taka inna wredota mi coś wspominała i pomyślałem, że może dałabyś się zaprosić? -Swoimi słowami Takanori sprawił, że Kathy ponownie na niego spojrzała.  
-O czym ty teraz mówisz? -Zapytała, patrząc na bilety, które jej podał. -Anett powiedziała Ci o wystawie. -Pokręciła głową w niedowierzaniu.  
-No coś wspominała, że bardzo chcesz iść, więc pomyślałem, że może chciałabyś się wybrać ze mną jutro wieczorem? -Takanori wzruszył ramionami i zrobił krok w tył dla własnego bezpieczeństwa. Kathy patrzyła na wejściówki dłuższą chwilę, jakby się zastanawiając, przez co Ruki tracił na swojej pewności.  
-W sumie, nie mam jutro wieczorem już lepszego do roboty, więc czemu nie. -Rin odpowiedziała spokojnie, posyłając w stronę wokalisty spokojny, miły uśmiech. Takanori przez pierwsze kilka sekund nie wierzył słowom, które właśnie usłyszał.  
-Dobrze, to resztę omówimy później, bo muszę już wracać do reszty. -Ruki czując jak kolana się pod nim uginają, postanowił jak najszybciej wrócić do prób. Kiedy opuścił biuro asystentek odetchnął szczęśliwy z ulgą i pewnym krokiem ruszył w stronę sali prób.  
 
          Kobiety wróciły razem do domu, ale ku ich zdziwieniu, nie zastały Gabrieli w mieszkaniu. Chwilę jeszcze rozmawiały o zaproszeniu Takanoriego, ponieważ Anett usilnie starała się, by przyjaciółka tylko nie zaczęła tematu jej i Kouyou.  
-Podobasz mu się, co się dziwisz? -Powiedziała szatynka, wyciągając z górnej kuchennej szafki talerze.  
-Ale musiałaś powiedzieć mu o wystawie? W ogóle czy musiałaś mu pomagać? -Katherine patrzyła błagalnie na przyjaciółkę.  
-Nie miał pomysłu, gdzie Cię zaprosić. -Anett wzruszyła ramionami, zabierając się za przygotowanie czegoś do jedzenia, chociaż ze względu na porę, na obiad nie było szans, a raczej na kolację. -Zawsze mogłaś odmówić. -Stwierdziła, dodając do swojej wypowiedzi po chwili.  
-No wiem, że mogłam, ale jest w nim coś takiego... -Rin się zamyśliła, po czym obie zaczęły się śmiać. Po niedługiej chwili do domu zawitała również Gabriela, która zdążyła idealnie na posiłek, który minął im w znakomitych humorach. 
          Anett szybko zwinęła się do swojego pokoju, zostawiając przyjaciółki same. Kiedy wokalistka przez dłuższy czas do nich nie wracała, kobiety zaczęły się trochę niepokoić. Obie ostatni wieczór spędzały w mieszkaniu szatynki i miały raczej nadzieje na spędzenie tego czasu w trójkę. 
-Wiesz co? Pójdę z nią pogadać. -Stwierdziła Katherine powoli wstając z kanapy. 
-Też mogę z nią pogadać. Wy w sumie razem pracujecie, więc nie wiem czy cokolwiek Ci powie. -Gigi przyglądała się Rin podchodzącej do drzwi prowadzących do pokoju Anett.  
-Wiesz, jednak znam ją kilka lat dłużej, a przez to, że razem pracujemy, widzę więcej, a Ona nie może tak po prostu cały czas siedzieć sama w pokoju i wszystkich unikać tylko dlatego, że Miko jest w ciąży z Kouyou. -Po tych słowach czerwonowłosa otworzyła drzwi, za którymi zaraz zniknęła.  
Anett siedziała na parapecie patrząc przez okno. Wyglądała na zamyślona, co dodatkowo zaniepokoiło Rin. Czerwonowłosa powoli podeszła do niej. 
-Anett, co się dzieje? Miałaś się tylko przebrać, a siedzisz tu już ponad godzinę.  
-Bo mam już tego dość, to mnie przerasta. -Anett cicho westchnęła i spojrzała na przyjaciółkę. -Nie chodzi o Ciebie i Gigi, tylko o sytuację z Kyu. -Akuma postanowiła nic na razie nikomu nie mówić o swoich podejrzeniach co do Krystiana, w końcu nadal nie była stu procentowo pewna co do swoich domysłów.  
-Ale jest z tobą. Fakt, niezbyt zadowala mnie ten fakt po tej całej historii, którą słyszałam i po tym jak się okazało, że zrobił dziecko swojej byłej, ale Anett... Nie zostawił Cię, kiedy się dowiedział i nie pozwolił Ci odejść. -Kathy usiadła naprzeciw An, delikatnie ujmując jej dłoń w geście pocieszenia. 
-Wiem Rin, wiem. Ale wiesz co w tym wszystkim jest najśmieszniejsze? Że marzy mi się taki romans z prawdziwego zdarzenia....  
-Przecież jesteś z Kouyou. -Rin wręcz zrobiła duże oczy.  
-Niby tak i to o niego chodzi. Jesteśmy razem już jakieś trzy tygodnie, a jeszcze nie mieliśmy okazji tak naprawdę się do siebie zbliżyć... -Szatynka znowu nie mogła dokończyć przez zaskoczenie Rin. 
-Nie sądzisz, że to trochę jednak za wcześnie?  
-Nie chodzi o seks Rin... Tylko... No wiesz. -Szatynka uciekła wzrokiem w głąb pokoju. 
-No tak. Chociaż w sumie Yuu i Akirze nie kazałaś długo czekać. -Czerwonowłosa się zaśmiała i wstała.  
-Dzisiaj powiedziałam Uru, że lepiej będzie nie pokazywać innym, że między nami jest dobrze, ale myślę, że lepiej będzie jednak to zakończyć. -Akuma skuliła się, chowając twarz w kolanach, tak bardzo nie chciała pokazywać swojej słabości, ale już nie potrafiła.  
-Dla własnego dobra, nawet nie próbuj, bo was oboje ukatrupię. -Rin chwyciła Anett za rękę i ciągnąc ją za sobą, żeby zeszła z parapetu. -I kończysz o tym myśleć. Posiedzimy w trójkę, napijemy się czegoś i pooglądamy jakieś głupie filmy. A potem grzecznie spać, bo jutro czeka Cię ciężki dzień moja droga.  
-Masz rację, jutro czeka mnie ponownie ten koszmar. -Anett ponownie westchnęła i zaraz za przyjaciółką wyszła z pokoju. Ale mimo dobrej zabawy w towarzystwie swoich przyjaciółek i małej dawki alkoholu nie mogła przestać myśleć o Krystianie, Kouyou i Miko.  
 
          Rano dziewczynę obudził głos jej ojca. Niemal jak poparzona opuściła swoje łóżko, próbując udawać, że zaspała. No tak, zaspała, bo miała opuścić dom, zanim Uruha wstanie, by myślał, że poszła na poranne wykłady. Kiedy po ogarnięciu się w łazience weszła do kuchni, Kouyou siedział przy stole z kubkiem kawy, opierając głowę o swoją dłoń. Nie wyglądał najlepiej, dlatego Temari wiedziała, że nie powinna dodawać mu zmartwień. Tyle, że nie wiedziała, że już za późno. 
-Znowu całą noc myślałeś o Anett? -Zapytała młoda, nastawiając ekspres.  
-Od jak dawna nie studiujesz? -Kouyou zapytał wprost, patrząc na córkę.  
-Czyli Anett Ci powiedziała. -Temari nie była zadowolona z własnej myśli, ale przecież skąd indziej jej ojciec miałby wiedzieć? 
-Nie. Ona akurat nie wtrąca się w nasze sprawy. Zostawiłaś wczoraj na stole swoją otwartą pocztę z listem z uczelni, że zostałaś skreślona z listy studentów. Centralnie na wierzchu. -Mężczyzna upił łyk kawy, cały czas patrząc na nią. Temari w tym czasie usiadła naprzeciw niego. Ale musiała przyznać, że kamień spadł jej z serca, wiedząc, że to jednak nie szatynka ją wydała, tylko sama przez pośpiech zostawiła po sobie ślad.  
-Nie szło mi na Prawie za dobrze. Oblałam kilka ważnych egzaminów i postanowiłam się poddać. Ale spokojnie. Od nowego roku chcę zacząć inny kierunek, a do tego czasu znajdę jakąś pracę. -Brunetka patrzyła na Kouyou tym swoim słodkim, lecz błagalnym wzrokiem. Uruha ciężko westchnął.  
-Wolałbym, żebyś skupiła się na nauce, ale dobrze. Wiem, że nie ty wybierałaś sobie kierunek, ale następnym razem jak zrobisz coś takiego, to Ci nie daruje. -Kouyou wskazał palcem w jej stronę, po czym się zaśmiał. 
-Dobrze tato. A teraz powiesz mi, jak z Anett?  
-Prędzej czy później i tak mnie zostawi. Wolałbym, żeby to było prędzej, mam już dość tego stresu. 
-Chcesz to zakończyć? -Wypowiedź gitarzysty zaskoczyła dziewczynę.  
-Nie, poczekam, ale mam chociaż czas się przygotować. Kocham Anett, ale nie wiem co się z nią dzieje. Jest asertywna, potrafi walczyć o swoje, ale jeżeli chodzi o Miko, to się poddaje bez jakiejkolwiek walki.  
-Bo chodzi o dziecko, a nie o Miko. Przyznaj, że żadna kobieta nie wygra z dzieckiem. -Temari obserwowała, jak Kouyou zacisnął wargi, ciężko myśląc. -Poddajesz się?  
-Nie. Nie chce się poddać i wcale tak nie jest, jak mówisz, nie z Anett. Nawet nie wiesz, jak rośnie moja ochota, żeby zacząć wojnę z Miko o to, że to nie moje dziecko i że go nie uznam. Jestem w stanie zrobić wszystko, tylko, żeby Anett ode mnie nie odeszła. -Po tych słowach westchnął ciężko i spojrzał na zegarek. -Dobra, ja musze iść. Dzisiaj naprawdę nie mogę się spóźnić.  
-Mam nadzieje, że prezent jej się spodoba. -Temari uśmiechnęła się delikatnie. 
-A ja mam nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze. -Uruha szybko pożegnał się z córką, zebrał swoje rzeczy i w ciągu niecałej minuty nie było po nim nawet śladu.  
 
          Całą piątką czekali już na parkingu przy jednym z samochodów. Dzięki Takao znali już wynik egzaminu, więc mogli spokojnie przygotować się na świętowanie, chociaż nawet nie mogli się domyślać reakcji Anett na to, co całą piątką wspólnie wymyślili.  
Właśnie zauważyli samochód bruneta, parkujący nieopodal, a po chwili Takao wraz z Anett w milczeniu wysiedli. 
-A wasza piątka co znowu wykombinowała? -Anett spojrzała na każdego po kolei, po czym pokręciła głową, cicho chichocząc. -Macie za dużo nadprogramowej kasy i nie wiecie co z nią robić?  
-Po prostu wiedzieliśmy, że egzamin będzie dla Ciebie formalnością, dlatego się złożyliśmy, żebyś w końcu mogła jeździć sama. -Yutaka jako pierwszy się odsunął stając za szatynką, a reszta ruszyła w jego ślady. Anett patrzyła przez chwilę z niedowierzaniem na samochód, który stał przed nią. Nowy, czerwony Suzuki Ignis, tylko, skąd wiedzieli... No tak, racja, wiedzieli. Powoli podeszła bliżej oglądając swoje nowe cudo z każdej strony, ale jej uwagę najbardziej przykuło logo zespołu na masce.  
-Powariowaliście... -Szatynka mruknęła cicho pod nosem, cały czas uśmiechając się niczym głupek.  
-Logo to był pomysł Takanoriego, uparł się. -Kouyou podszedł do wokalistki i delikatnie ją objął. -Ale jesteś już oficjalnie wokalistką the GazettE i nie możesz jeździć byle czym.  
-Tylko pokemonem? -Na ten żart Anett wszyscy razem głośno się zaśmiali. -No dobra, to kto ma kluczyki? -Akuma wręcz potarła dłońmi, nie mogąc doczekać się przejażdżki. Kai wyciągnąć kluczyki z kieszeni kurtki, przez chwilę machając nimi Anett przed nosem, tłumacząc zasady bezpieczeństwa takie jak zachowanie prawidłowej prędkości. Reita i Uruha niemal nie turlali się po ziemi ze śmiechu, ponieważ znając styl jazdy wokalistki, uważali, że słowa lidera są zbędne... Bo Akuma i tak zrobi po swojemu! 
 
          Ruki i Kai postanowili pojechać razem z Anett, by przypilnować, żeby wokaliści zdążyli na wywiad. Akira i Kouyou zajęli pomieszczenie socjalne, pojąc się kolejnymi dawkami kawy.  
-Co? Nieprzespana noc? -Basista się zaśmiał, patrząc na gitarzystę kątem oka. 
-Można tak powiedzieć. Cały czas myślę o tym, jak najbardziej załagodzić tą sytuację. Żeby Miko nie miała czego się przyczepić i żeby Anett była spokojniejsza. -Uruha mówiąc to, cały czas patrzył przed siebie. 
-Bo niepotrzebnie pozwalasz Miko robić ze sobą co Ona zechce. A potem się dziwisz, że Anett jest zła. Chcesz uspokoić Anett? Przestań latać za Miko, nie ważne co by się miało dziać... 
-W sumie Akira ma rację, ale jest coś jeszcze. -Nagle w drzwiach pojawiła się Rin, przerywając wypowiedź Reity.  
-A ty nie miałaś mieć dzisiaj wolnego, żeby się urządzić, czy coś? -Akira skrzyżował ręce, przyglądając się kobiecie, która tak po prostu pozwoliła sobie mu przerwać. Lubił Rin, ale chyba nie tylko jego kobieta czasami przerażała.  
-Tak, mam wolne, ale chciałam porozmawiać z Kouyou na neutralnym gruncie. -Kathy kiwnęła głową w stronę drzwi, dając basiście do zrozumienia, że powinien wyjść. 
-No dobra, tylko nie bij. -Akira śmiejąc się uniósł ręce do góry i wyszedł, zostawiając tą dwójkę samą. 
-Niezły pomysł z tym samochodem, ale tym jej nie przekupisz. -Rin podeszła do bruneta u siadła na blacie.  
-Akurat to nie mój pomysł. Kai i Ruki... -Uruha szybko pokręcił głową, wiedząc, że nie ma sensu tego tłumaczyć. -O co w tym wszystkim chodzi?  
-O Ciebie rzecz jasna. -Kathy jak to miała w zwyczaju w towarzystwie Uruhy, uśmiechnęła się wrednie. -Cały czas latasz za Miko. A tak naprawdę, od kiedy jesteś z An, kiedy ostatnio spędziliście wieczór razem? Dobra, nie odpowiadaj, wiem. Od kiedy wyszła sprawa z Miko, to w ogóle. -Kouyou wyczuł ta pogardę w głosie Katherine, chociaż, może to bardziej był jad niż pogarda. Wiedział, że czerwonowłosa za nim nie przepada. 
-Tylko, że jak oleje Miko i coś się stanie, to cała wina spadnie na Anett... -Gitarzysta próbował się jakoś wybronić, ale Rin była szybsza. 
-To też wiem i Anett też wie. Tylko jakby Ci to powiedzieć? Wiesz co mi wczoraj powiedziała?  Że marzy jej się romans z prawdziwego zdarzenia. Anett jest cholernie samotna i na tym powinieneś się skupić, bo ktoś sprzątnie Ci ją sprzed nosa. -Rin w końcu odwróciła wzrok od gitarzysty.  
-Tylko jak mam to zrobić? Jak tylko próbuje się do niej zbliżyć, odsuwa się ode mnie. -Kouyou cicho się zaśmiał. Myślał, że dla Rin to wszystko wydaje się takie banalne, ale wiedział, że chyba nie było sposobu, żeby udobruchać Anett.  
-Bo ja olewasz, to Ona się odsuwa. Zamiast olewać Miko, olewasz An. Weź Miko powiedz “papa”, rzuć ją na drugi, trzeci, czy nawet czwarty plan i zajmij się swoją kobietą, ty cholerny kaczysynie. -Ostatnie słowa Rin wywarczała przez zęby, starając się w jakikolwiek sposób dotrzeć swoimi słowami do Uruhy. 
-Rin, mogłabyś... 
-Nie. -Kobieta mu przerwała i stanęła przed nim. -Będziesz musiał na początek się trochę jej naprzykrzyć, żeby pokazać jej jak bardzo Ci jednak zależy. A i taka mała rada ode mnie... Anett jest kobietą i ma swoje potrzeby, a skoro jesteście razem, to raczej ty jesteś od ich zaspokajania. -Słowa Katherine uderzyły Kouyou z ogromna siłą. Raczej nie takich rad spodziewał się ze strony czerwonowłoej. 
-Czekaj... Radzisz mi, żebym zaciągnął twoją najlepszą przyjaciółkę do łóżka? -Brunet zmarszczył zaskoczony czoło, nadal nie wierząc w to co przed chwilą usłyszał. 
-Może... Tak...  

__________
Witam was w nowym roku! :)
Miałam trochę inny plan co do publikacji rozdziałów, ale wiecie... Ciocia wena się obraziła, ale cieszę się, że w końcu się udało. 
Weszliśmy w ten nowy rok z rozdziałem 30tym i mam nadzieję, że w tym roku na tym blogu pojawi się więcej niż 31 rozdziałów (Oczywiście o prolog chodzi :)) 
Jest coś jeszcze, a dokładnie chodzi o te dwa linki, które podałam wam przed rozdziałem. Wraz z nowym rokiem podjęłam decyzję o podjęciu jakiś nowych aktywności dotyczących blogów i kontaktu ze mną. Na grupie, jak i na twitterze mam zamiar na bieżąco informować was o tym co się dzieje, oraz...Zresztą sami zobaczycie. Dlatego serdecznie was zapraszam do przyłączania się do naszego małego czytelniczego grona :)
Do następnego :3

Grupa na FB   Twitter

25 gru 2020

Rozdział 29

Pamiętajcie, by odebrać Prezent :3

 Rozdział 29: 
 
          Kiedy odwiózł Miko, postanowił pojeździć jeszcze trochę po mieście i ochłonąć, mając nadzieję, że kobieta w końcu zrozumiała to, co ciągle jej powtarzał. Nie wiedział, ile czasu mu to zajęło, może godzinę, a może dwie, po prostu nie wiedział co ma ze sobą zrobić. W końcu postanowił, że chociaż spróbuje porozmawiać z Anett na spokojnie, bez zbędnych emocji. Przecież musiał ją uspokoić. Nie, musiał uspokoić siebie, bo nadal obawiał się najgorszego.  
Na miejscu, wchodząc do windy, spotkał kogoś znajomego, a konkretnie swojego starego sąsiada. Mitsutake był od niego kilka lat młodszy, a Kouyou po wyprowadzce, wiedział jedynie, że mężczyzna wyjechał za granicę. Do tego dnia myślał, że na stałe, ale w sumie, nigdy się tym nie interesował. 
-No kogo ja widzę. Dom jednak okazał się za duży na samotne życie? -Zapytał młodszy, uśmiechając się w stronę gitarzysty. 
-Nie. Po prostu odwiedzam czasami stare kąty. -Mimo, że w windzie byli sami, Kouyou musiał uważać na słowa. Mitsutake był dziennikarzem, który zdążył gitarzyście ukazać swoje umiejętności wchodzenia w czyjeś życie w trybie incognito. Chociaż nie z tego powodu, że wredna hiena mieszkała naprzeciw niego pod koniec ich znajomości się pokłócili. Nie, powód był inny, chociaż skoro chodzi o dwóch mężczyzn, to większość ludzi na świecie by się domyśliło, że poszło o kobietę. Akurat ten fakt został już dawno zapomniany przez Kouyou, raczej chodziło o artykuł, który pojawił się kilka dni później. Dlatego dziennikarzy zawsze nazywał hienami- Byli w stanie udawać przyjaciół, byle tylko mieć ciekawy materiał na temat czyjegoś prywatnego życia. A jeżeli Mitsutake wrócił do Tokyo i znajdował się blisko Anett, Uruha węszył kłopoty. Media muszą się czegoś domyślać.  
-Niech zgadnę. Chodzi o tą słodką szatynkę? -Zapytał mężczyzna, a jego uśmiech nie znikał, a jego wzrok stawał się coraz bardziej przenikliwy.  
-Nie twoja sprawa. -Warknął Kouyou. 
-Oh Kouyou, wróciłem kilka tygodni temu, po prostu nie mieliśmy okazji się spotkać. Ale wiem, że to Ona tam mieszka i że bardzo często ją odwiedzasz, a nawet zostajesz na noce. -Czy Mitsutake swoim tonem głosu chciał wyśmiać próbę gitarzysty ukrycia przed nim czegokolwiek? Możliwe.  
W końcu wysiedli na piątym piętrze. Mitsutake podszedł do drzwi naprzeciwko tych, które prowadziły do mieszkania Kouyou.  
-Kouyou, zapomniał byś w końcu. Mówiłem Ci już, że ten artykuł, to nie ja. -Powiedział spokojnie młodszy, wyciągając klucze z kieszeni swojej kurtki.  
-Tak, jasne. Tylko ty wiedziałeś o tamtej sytuacji. Tylko ty tam byłeś. -Kouyou ponownie warknął w odpowiedzi i zapukał do drzwi. Nie czekał długo, aż Kris mu otworzył i nagle sobie przypomniał, że to nie najlepszy moment na poważne rozmowy... 
          Mężczyzna wszedł do swojego mieszkania i od razu sięgnął po telefon. Zdjemując buty i kurtkę wybrał numer i od razu zadzwonił. Po chwili, po drugiej stronie usłyszał kobiecy głos. 
-Mitsutake? Mam nadzieję, że to coś ważnego. -Odezwała się kobieta, a po tonie jej głosu można było poznać, że nie była zadowolona. Czyżby w czymś jej przeszkodził. 
-Nie uwierzysz. Spotkałem Kouyou i wiem, gdzie mieszka jego dziewczyna. O tamtej blondi zapomnij. 
-O, to bardzo interesujące. Mów co wiesz. -Głos w słuchawce nagle stał się miły, dając wrażenie, że kobieta jest zainteresowana tym, co mężczyzna miał jej do powiedzenia. 
-Mieszka naprzeciw mnie. Wiesz, jego stare mieszkanie. Taka słodka szatynka, zresztą, jak pół świata, znasz ją. -Odpowiedział z uśmiechem na twarzy, zarazem siadając na kanapie. 
-Jesteś pewien? -Zapytał głos po drugiej stronie. 
-Tak, teraz już jestem pewien. 
-Pamiętasz nasz plan... 
-Tak, pamiętam. Na dniach zdam Ci raport. -Po tych słowach Mitsutake się rozłączył, chowając telefon do kieszeni swoich spodni. Nigdy nie żałował, że ją spotkał, w końcu mieli wspólnego wroga, którym był Kouyou. Nie do końca rozumiał, dlaczego Ona chciała się na nim mścić, przecież już to zrobiła lata temu, jednak coś nie dawało kobiecie spokoju i pewnie jak to Ona, się nie myliła. 
 
          Rozmowę Anett i Temari przerwało wołanie Krisa z salonu. Zaskoczona wokalistka od razu poszła w jego stronę. Nie ukrywała uśmiechu, widząc Kouyou.  
-Myślałam, że już nie przyjedziesz. -Powiedziała Anett, podchodząc do gitarzysty. Ten, gdy odwiesił swoją kurtkę, objął ją w pasie, cmokając jej czoło na przywitanie. Gdy kobieta lekko uniosła głowę, czule pocałował jej usta. Po chwili oboje spojrzeli na Krystiana, który palcem wskazywał na nich na zmianę.  
-Coś się wydarzyło, jak mnie nie było? -Na pytanie szatyna, Anett i Kouyou spojrzeli na siebie i już mieli coś powiedzieć, ale ktoś ich uprzedził.  
-Tak, Uruha legalnie rucha Akumę. -Powiedziała Rin po polsku, na co prawie wszyscy, bo poza Kouyou i Temari wybuchli śmiechem. 
-Naprawdę was to tak bawi? -Kouyou uniósł brew ku górze.  
-Ty to zrozumiałeś?!- Rin zrobiła duże oczy, nie wierząc w to, co usłyszała. 
-Em, bo nie zdążyłam wam powiedzieć. -Zaczęła szatynka. -Takao uczy Kouyou polskiego i... Ja mu wczoraj tłumaczyłam te żarty. Ale wczoraj sam się z tego śmiałeś. -Ostatnie zdanie skierowała do gitarzysty. 
-Bo nie bawi mnie to w kontekście naszego związku kochanie. -Uruha odpowiedział spokojnie, z wrednym uśmieszkiem na twarzy.  
-Dobra, wracając. No to, skoro jakimś cholernym cudem jesteście razem, to mam prośbę. Nie męczcie singli. -Rzucił Kris, wracając na swoje miejsce na kanapie.  
-Myślisz o tym samym co ja? -Anett spojrzała na Kouyou kątem oka, a ten bez zastanowienia ujął jej podbródek, by za chwilę po raz kolejny raz złożyć na jej wargach pocałunek.  
-Ej! - Zawołała reszta, chociaż od razu rozległ się ich śmiech. Jednak Anett i Kouyou w ogóle się tym nie przejęli. 
          Czas mijał szybko w dobrej atmosferze. Nawet Gigi po chwili się wyluzowała i zaczęła zachowywać się normalnie, nie zwracając już uwagi, że przecież Uruha siedzi razem z nimi. W pewnym momencie, po raz kolejny, ku niezadowoleniu Rin, wykrzykującej “Rzuciłabyś w końcu to świństwo!!!!”, Anett, Kris i Kouyou, czyli trójka palaczy udała się na balkon, żeby nie zatruwać reszty. Znaczy Anett została na chwilę zatrzymana przez narzekającą przyjaciółkę. 
-Jeżeli An nie wie co ma ze sobą robić, to jest jeden sposób... -Krystian uśmiechnął się złowieszczo pod nosem. -Każ jej zagrać w FNAF’a, wtedy zacznie robić wszystko, żeby tego nie ruszyć. - Dokończył, nie zwracając uwagi, że nie byli z Kouyou sami. Anett pokazała Kouyou, żeby nie mówił Krystianowi, że stoi za nim, po czym obniżyła swój głos, by brzmieć jak najbardziej męsko, byle by powiedzieć: 
-I always come back. -Na co Kris pisnął odskakując w stronę gitarzysty, omal nie pakując się w jego ramiona. Z przerażaniem w oczach patrzył na śmiejącą się wokalistkę. 
-To nie śmieszne! Mordercę dzieci Ci się zachciało udawać! -Krzyki Krisa chyba pół osiedla słyszało i rozumiało, bo nie zmienił języka na polski. Anett wręcz popłakała się ze śmiechu, widząc jego reakcję. 
-Ja chyba muszę sprawdzić, w co wy dzieci gracie. -Odrzekł Kouyou, kiedy spokojny już Kris odsunął się od niego.  
-Tak, tak. Zniszcz sobie psychikę, będziesz taki jak my. Nie polecam. -Odpowiedziała Anett z wrednym uśmieszkiem na twarzy. Zaraz jednak zadzwonił telefon gitarzysty. Kouyou odszedł kilka kroków by odebrać, a Anett i Kris zajęci rozmową nawet nie myśleli by cokolwiek podsłuchać. Szatynka kątem oka zauważyła, że mężczyzna miotał się między złością, a zawiedzeniem. Kiedy Uruha skończył rozmowę, schował telefon i podszedł do nich gasząc papierosa. 
-Muszę iść... 
-Coś się stało? -Przerwała mu Anett, gdy tylko Kouyou cmoknął jej policzek. 
-Miko dzwoniła, coś nie tak... Zresztą, później Ci wyjaśnię. -Po tych słowach brunet wyszedł niczym poparzony, a po kilku minutach opuścił mieszkanie. Anett patrzyła przez chwilę zaskoczona na balkonowe drzwi, unosząc brew ku górze. Miko zadzwoniła, a On tak po prostu wyszedł. Chyba potrzebowała chwili by to przemyśleć.  
Nagłe wyjście Kouyou nie odjęło wieczorowi zabawy i śmiechu, jednak wokalistka czuła się cholernie niepewnie. Udając przed przyjaciółmi swoją wewnętrzną walkę, postanowiła na razie nikomu nic nie mówić. Przecież ten jeden telefon znowu rozpieprzył jej kochany porządek w jej myślach. 
 
          Rano, jak to rano jeszcze nie każdy się zjechał do pracy. W sumie brakowało tylko Kouyou i o dziwo Takanoriego, a Ayuko ze względu na badania miała dojechać później. Yutaka wraz z Yuu trochę znudzeni codziennością, długo myśleli, kogo by tu wyciągnąć na wieczorne wyjście, no i wymyślili. Ich ofiarą padł niepijący Akira. Siedzieli na sali prób w trójkę, przez chwilę w ciszy, jednak Reita widząc na sobie dziwny wzrok pozostałej dwójki, czuł się nie swojo. 
-Akira, słuchaj, bo jest sprawa. -Zaczął Kai z wrednym uśmieszkiem na twarzy. 
-Bo tak myśleliśmy, czy nie dałbyś się wyciągnąć wieczorem? -Dokończył Yuu, ukazując basiście swoje zęby w uśmiechu.  
-O nie, nie! Wiecie, że nie pije! Kouyou sobie weźcie. -Zaprotestował Reita, krzyżując ręce. Patrzył na ich zawiedzione miny, omal sam się nie zaśmiał.  
-Kouyou ma na głowie Miko i Anett, nie da się wyciągnąć. A Takanori jakoś ostatnio bardzo zajęty. -Zaśmiał się lider, podchodząc do basisty i klepiąc go po ramieniu.  
-Oj weź, przecież Cię nie upijemy. -Aoi spróbował uspokoić przyjaciela, jednak nadal jego uśmiech był zbyt podejrzany dla basisty. 
-Tak, nie dość, że nic nie zapamiętam, to jeszcze rano kac nie da mi żyć. Na zwykłe chlanie z wami nie idę, po drugie mam plany na wieczór. -Akira wzruszył jedynie ramionami i już miał coś dodać, gdy na korytarzu rozległ się jakiś hałas. No dobra, hałas to może przegięcie, po prostu dwie osoby radośnie do siebie krzyczały. Kiedy w trójkę wyjrzeli na korytarz, zobaczyli Takao, który witał się z jakąś dziewczyną.  
-A On nie ma narzeczonej? -Zapytał Reita szeptem, widząc jak owa dwójka nie potrafiła się od siebie rozdzielić.  
-No ma, a to... To na pewno nie Ona... -Yuu zaśmiał się pod nosem i już miał coś dopowiedzieć, kiedy dziewczyna witająca się z Takao odwróciła się w ich stronę, a cała trójka mogła spokojnie zbierać szczęki z podłogi. Kobieta była niemalże kopią Takao, tyle, że żeńską. Wzrost, twarz... No gdyby była facetem, była by jego wiernym klonem.  
-Cieszę się, ale właściwie, co tu robisz Takemi? -Zapytał młodszy brunet, idąc z kobietą w ich stronę. 
-Przyjechałam. Zakończyłam projekt we Francji i wróciłam do kraju. Chyba raz na kilka lat mogę was odwiedzić. No a co u was? Rodzice mówili, że w końcu się zaręczyłeś braciszku... -Ostatnie słowa kobiety uspokoiły lidera, gitarzystę i basistę. To nie był żaden damski klon, tylko jego siostra.  
-Tak, to prawda. Zaraz wszystko Ci opowiem. O cześć chłopaki. A Kouyou jeszcze nie ma? -Zapytał Takao z uśmiechem na twarzy. -A no tak, bym zapomniał. To jest Takemi, moja siostra bliźniaczka, dopiero co wróciła z Europy.  
-Taa, cześć... -Wypalili na raz całą trójką, a Takao uniósł brew ku górze. Czyżby Oni się zarumienili? “Co za debile” -pomyślał, śmiejąc się w myślach. 
-Em, a co do twojego pytania, to coś go zatrzymało. I z tego co się orientuje, to Anett go najpierw przejmie. -Powiedział Kai, nagle łapiąc powagę. 
-Kim jest Anett? -Zapytała Takemi, obracając głowę w stronę swojego brata.  
-Anett to Akuma no i... Dziewczyna naszego kuzyna. -Takao ostatnie zdanie wyszeptał jej na ucho. -Musiał coś przeskrobać, bo ich słowa oznaczają, że się na niego wścieka. -Dodał również szeptem. 
-A ja myślałam, że jest zaręczony z Miko. -Młodsza brunetka uniosła brew, patrząc na pozostałą czwórkę. 
-Naprawdę Ci wszystko siostrzyczko zaraz wyjaśnię. To chyba mniej skomplikowane niż mi się wydaje.  
-Braciszku, nie musisz traktować mnie jak dziecka! Przypominam, że jestem 10 minut od Ciebie starsza. -Takemi skrzyżowała ręce na wysokości swoich piersi, tupiąc nerwowo nogą. 
 
          Kiedy dojechał do studia po nieprzespanej nocy, postanowił od razu porozmawiać z Anett. Coś do jego uszu dotarło, że jego kuzynka przyjechała, ale były sprawy ważne i ważniejsze. Kiedy wszedł do środka, szatynka stała przy oknie, jakby się nad czymś zastanawiając.  
-An, skarbie, przepraszam Cię. Musiałem jechać. -Gitarzysta powoli i niepewnie podszedł do kobiety i już miał ją objąć, kiedy ta odwróciła się w jego stronę. 
-Wiem, Miko jest w szpitalu. Ale powiedz mi, tak będzie za każdym razem? Zadzwoni do Ciebie, a ty od razu do niej polecisz? -Anett nie była zła, lecz zawiedzona, a Kouyou nie był z tego zadowolony. Wolałby, żeby wokalistka była na niego wściekła, żeby wrzeszczała na niego na pół wytwórni, ale nie... Anett była spokojna, opanowana, zawiedziona, a smutek w jej oczach zmienił jej piękne tęczówki w zimny lód. 
-Anett, to nie tak. -Gitarzysta westchnął. -Miko jest tutaj sama. W tej sytuacji ma tylko mnie, zrozum.  
-I dlatego musisz lecieć na każde jej zachowanie. Przecież na tylu wspaniałych przyjaciół... -Anett pokręciła głową, odsuwając się od niego, a przez myśl Uruhy przeszło jedynie, jak powiedzieć jej prawdę o Miko.  
-Kochanie, z Miko... -Zaczął niepewnie zbierając myśli. -Miko naprawdę jest tutaj sama. Poza nami, czyli poza pracą nie ma żadnych znajomych, a tym bardziej przyjaciół, znasz ją przecież. Po drugie, Miko urodziła się w Stanach, cała jej rodzina tam jest. Wiem tylko tyle, że jej dziadkowie za młodu tam wyjechali no i tak zostało. Jednak, kiedy Miko postanowiła wyjechać do Japonii, w sumie jak już wyjechała, wyrzekli się jej. Próbowała złapać z nimi kontakt, dogadać się, ale Oni nie chcą jej znać. Nawet jak ostatnio planowaliśmy ślub, to próbowała... -Kouyou cicho westchnął. -Dlatego zrozum, Miko w tej sytuacji poza mną nie ma nikogo. Ani rodziny, ani przyjaciół. -Mężczyzna spróbował raz jeszcze ją objąć, jednak Anett ponownie się odsunęła, patrząc na niego z niezadowoleniem.  
-Nie może być tak, że polecisz za nią na każde jej tupnięcie nogą. Przypomnę Ci, że sama wrobiła się w to dziecko! -W końcu. W końcu Kouyou usłyszał jej krzyk i szczerze? Odetchnął z ulgą.  
-Ty chyba nie sugerujesz... -Zaczął, jednak widząc jak mina Anett diametralnie się zmieniła, od razu pożałował tych słów.  
-Nie, nic nie sugeruje. To, że ty ją zdradziłeś, nie znaczy, że Ona zdradzała Ciebie. Przecież to byłoby głupie i nielogiczne, gdyby chcąc Cię odzyskać, zdradzałaby Cię. -Ton głosu kobiety również się zmienił, był bardziej ostry. Anett szybko odwróciła głowę w bok, zagryzając dolną wargę. -To twoje dziecko i oboje, przepraszam, w trójkę o tym dobrze wiemy. -Dodała po chwili. Kouyou odwrócił się na chwilę, zakrywając oczy dłonią, by na chwilę zebrać myśli. 
-Ja rozumiem Miko, ale ty też zaczniesz mi to wypominać?  
-A ty jak wypominasz mi fakt, że zdradziłam Akirę, prawie na każdym kroku, to jest dobrze! -Wykrzyczała wokalistka, wcale nie ukrywając gniewu. W środku wręcz cała się gotowała.  
-Nawet nie wiesz jak teraz żałuje. Zrobiłem to, bo kocham Ciebie, nie ją. Ale gdybym wiedział, nawet bym wtedy nie przyjeżdżał. -Kouyou powiedział to spokojnie. Zbyt spokojnie, nawet dla niego. Wzruszył ramionami, obserwując, jak cała złość z Anett schodzi, jak wraca smutek. Nie powinien był jej tego mówić, bo to nie była prawda. -A wyjaśnisz mi, dlaczego powiedziałaś Miko, że jeżeli chce... -Nawet nie dokończył. Akuma pokręciła głową, ponownie zagryzając wargę. Chwilę milczała, zaciskając pięści. 
-Bo tak jest. Znasz moje zdanie na ten temat i sam widzisz jak świetnie wykorzystuje swoją sytuację. Myślisz, że ile razy się pokłócimy? Będziemy się kłócić cały czas, dlatego lepiej to skończyć...  
-O, tutaj są nasze gołąbeczki. -Powiedział Takao, wchodząc, jak gdyby nigdy nic do pokoju. -Em, my chyba nie w porę. -Dodał, widząc miny Anett i Kouyou.  
-Nie, wszystko okej, pogadajcie sobie. -Powiedziała szatynka po czym po prostu wyszła. Uruha zamknął na chwilę oczy cicho wzdychając.  
-Cześć Takemi. Co ty tu robisz? -Gitarzysta spojrzał zaskoczony na kuzynkę, po czym przytulił ją na przywitanie. 
-A, Europa mi się znudziła, więc wróciłam do Japonii. Ale widzę, że u was się dzieje pod moją nieobecność. -Odpowiedziała brunetka z uśmiechem na twarzy. 
-Tak, wybaczcie, ale mały kryzys...- Kouyou miał już wyjść, kiedy kuzyn chwycił go za rękę. 
-Stary, daj jej ochłonąć. Jak teraz pójdziesz, będzie jeszcze gorzej. -Stwierdził Takao, przyglądając się starszemu. 
-Młody, skończyliśmy na tym, że to koniec. Gorzej już być nie będzie. 
-Nie dokończyła. Daj jej chwilę, porozmawiajcie na spokojnie wieczorem. Miko teraz nie ma w pracy, więc nie będzie mieszać. -Stwierdził Takao. 
-Obyś miał rację... -Kouyou ciężko westchnął siadając na kanapie. 
-Kłopoty w raju? -Zapytała brunetka siadając obok kuzyna.  
-Taa...  
 
          Kiedy Ayuko tylko pojawiła się w studiu, zwołała pilne zebranie. Jedyne co było wiadomo, to to, że jeżeli asystentka zwołuje ich w takim trybie, to nie oznacza to nic dobrego. Siedzieli już grzecznie w szóstkę, wraz z Rin i Takao. Ayuko na samym wejściu nie wyglądała na zadowoloną, tym bardziej, że rzuciła tylko jakimś magazynem na stół stojący pośrodku.  
-Co to jest? -Zapytał Takanori, biorąc papier do rąk. 
-Właściwie, to jest moje pytanie. Możecie mi to wyjaśnić? -Ayuko skrzyżowała rękę, patrząc jak Aoi odbiera wokaliście magazyn.  
-” Prawdziwy talent, czy słodki dodatek”. -Przeczytał tytuł, po czym spojrzał po reszcie. -Chodzi o Anett. 
-Ja nic o tym nie wiem. -Anett uniosła ręce ku górze w geście poddania się.  
-Tego się domyślam, że nikt z nas nie autoryzował tego artykułu... -Ayuko zaczęła, powoli siadając obok męża. -Dlatego pytam, skąd to się wzięło w gazecie. 
-Z tego co ja widzę, to raczej czyjeś rozmyślania nad tym, dlaczego i jak Akuma dostała się do zespołu, a informacje na jej temat to albo wyssane z palca, albo jakieś rzeczy, które można w internecie znaleźć, jak się poszuka. Chociaż... -Aoi cicho się zaśmiał. -Znaleźli nawet informację o mieście skąd pochodzisz Anett.  
-Co? Przecież nikt tego nigdzie oficjalnie nie podawał. -Wokalistka zaraz pochyliła się w stronę gitarzysty, zabierając od niego lekturę.  
-I tak tego nie przeczytasz. -Rzucił Kouyou pod nosem, a Anett zamaszystym ruchem przystawiła mu czasopismo przed twarz. 
-To czytaj mądralo. -Szatynka przewróciłam oczami. 
-Musimy to wyjaśnić. Znajdźcie to, co kompletnie nie zgadza się z prawdą... 
-A wiadomo kto to napisał? -Kouyou przerwał asystentce, nie odrywając wzroku. Miał wrażenie, że doskonale zna ten styl pisania, który należał do Mitsutake.  
-Niestety, nie podpisał się prawdziwym nazwiskiem, a wydawca nie chce zdradzić danych tej osoby. Ale pracujemy nad tym.  
-Ta, no jasne. -Mruknął Kouyou pod nosem. 
 
          -To wróć z Akirą, a ja wrócę później, muszę coś jeszcze załatwić. -Anett pożegnała się z Kathy przed windą i zaraz udała się do pomieszczenia, w którym przebywał gitarzysta. -Dalej nad tym siedzisz? -Zapytała, siadając obok leżącego na kanapie Kouyou.  
-Wiem kto to napisał... -Uruha podniósł się, zaraz obejmując kobietę. -I niestety, większość jego przypuszczeń się zgadza z prawdą.  
-A możemy to na chwilę zostawić i wrócić do naszej rozmowy? -Anett spojrzała mu w oczy, unosząc lekko brew ku górze.  
-Myślałem, że powiedziałaś co chciałaś. 
-Nie dokończyłam przez Takao. Chodziło mi o to, że Miko nie da nam spokoju. 
-Za jakiś czas jej się znudzi. Razem damy radę. -Uruha po prostu przytulił kobietę.  
-Obyś miał rację Kyu... -Wyszeptała Anett, wtulając się w niego i zamykając oczy. Tak, siedzenie do późna ze znajomymi i cały dzień ciężkich prób powoli dawały się we znaki.  
-Zaraz mi tutaj zaśniesz. -Kouyou się zaśmiał, powoli gładząc dłonią po jej włosach. 
-To po prostu daj mi spać. -Mruknęła szatynka pod nosem, układając wygodniej głowę, opartą o jego tors. 
-Jedziemy do domu, powinnaś w końcu odpocząć. A... I uważaj na Mitsutake, dobrze? -Na jego słowa Anett lekko uniosła głowę i spojrzała na niego unosząc jedynie jedną powiekę.  
-Nie lubisz go, co?  
-Tak, nie lubię go i to jego artykuł. -Uruha lekko ucałował jej czoło i powoli wstał. -Zbieramy się. - Uśmiechnął się, patrząc na wstającą z kanapy powoli Anett. A jeszcze przed chwilą miał niemalże pewność, że ją stracił.  

__________
Wesołych świąt :)
Wiem, spóźnione, przepraszam, ale natłok spraw związanych ze świętami sprawiły, że nie wyrobiłam się w planach. No, ale... Pisałam, że na święta się pojawię? No to jak obiecałam... W prezencie macie ode mnie Oneshot'a, którego obiecałam za fakt, że nie będzie rozdziału z rocznicy. Mam nadzieję, że chociaż tam będziecie żywsi w dziale komentarzy, bo w sumie pierwszy raz pisałam jednopartówkę xD No i mam nadzieje, że przez to wybaczycie mi, że ten rozdział jest krótszy :)
Do końca roku jeszcze się odezwę, o to się nie martwcie. 
Także ten... Miłego czytania, bo macie co i szczęśliwej reszty świąt :3