8 lut 2022

Rozdział 49

 Witam. Wiem, spodziewaliście się rozdziału w weekend, ale wybaczcie, brak czasu i zmęczenie robi swoje... Dlatego korzystam w prawdopodobnie jedyny dzień przy komputerze w tym tygodniu, żeby dodać rozdział i coś wyjaśnić...
W zależności, na ile wystarczy mi gotowych rozdziałów z "Undead Hearts", to opowiadanie zostaje zawieszone najpóźniej do końca marca. W każdą wolną chwilę, czy wolny weekend będę siedziała i starała się wyjść z tego momentu opowiadania, który mnie blokuje, ale na to potrzebuje duuuużo czasu i jeszcze więcej weny. Dlatego będziemy się jak na razie widzieć co tydzień na wattpadzie, do odwołania. 
Do zobaczenia i miłego czytania :3

 
Rozdział 49: 

    ... Całkowicie się tego nie spodziewała, ale nagle poczuła jego pocałunek na ustach. Otworzyła szeroko oczy odsuwając się od niego. 
-Naprawdę wierzyłaś, że wyjdę? -Kouyou cicho się zaśmiał, patrząc jej w oczy. 
-Teraz już w ogóle Cię nie rozumiem. -Anett uciekła wzrokiem. 
-Po prostu nie chcę, byś miała jakiekolwiek wątpliwości... -Kouyou ujął jej twarz w dłonie i kciukami otarł jej łzy, które mimowolnie spływały po jej policzkach.  
-Ty też je masz i jakoś to nie jest problem. -Głos wokalistki nagle się załamał.  
-Bo One nie dotyczą tego, czego chcę. Może to zabrzmi zabawnie, ale cała ta sprawa z Miko coś mi uświadomiła i wcale nie chcę rezygnować z naszych planów. Sam spanikowałem, kiedy mówiłaś, że nie jesteś jeszcze gotowa. Poczułem, że już tego nie chcesz. -Kouyou opuścił lekko głowę, spoglądając na kobietę zza swoich włosów, które opadły na jego twarz. Ruda na te słowa cicho westchnęła. 
-I zamiast powiedzieć mi o tym od razu, urządziłeś sobie jakąś pieprzoną szopkę?! Ty naprawdę sobie żarty ze mnie robisz? -Anett odsunęła się od niego.  
-Właśnie dlatego nie chciałem Ci mówić, wiedziałem, że nie zrozumiesz.  
-Omijając już fakt, że wychodzi na to, że mnie okłamałeś, bo wcale nie chcesz „zwolnić”, potem próbujesz wmówić mi, że to ja mam jakieś wątpliwości... Wiesz co? Teraz? Po tym? Mam i to ogromne. Zawiodłam się na tobie i może to nie pierwszy raz, ale teraz naprawdę... Lepiej będzie jak już pójdziesz. -Kobieta odwróciła głowę, zaciskając wargi. 
-An, ja... 
-Naprawdę, nie chcę Cię już dzisiaj widzieć.  
-Ale... 
-Dam sobie radę, idź już. -Wściekła wokalistka odwróciła się od niego, czekając, aż w końcu usłyszy zamykające się za nim drzwi.  

     Następny dzień, to był istny chaos, szczególnie, że w nocy nie spała zbyt wiele. Próbując jakoś się odnaleźć w tym przed koncertowym cyrku, starała się też na ile mogła unikać Kouyou. Nadal czuła się zawiedziona i nawet po wielu godzinach rozmyślania, nie wiedziała co będzie dalej.  
Nie pomogło jej również pojawienie nowej osoby. Długonoga szatynka zwana Meggy. Kobieta już wcześniej pracowała z chłopakami przy poprzednich światowych trasach, jednak ze względu na brak Miko, Ayuko postanowiła poprosić amerykankę, by ta zaczęła pracę od początku trasy. A dlaczego pojawienie się jej nie pomagało wokalistce? Bo Meg była ładną, zadbaną kobietą, która od początku dnia posyłała w stronę Uruhy charakterystyczne uśmieszki. 
-An, coś Cię gryzie? -Zapytała Kathy, przysiadając się obok uwięzionej pod pędzlem Meggy, Anett. Doskonale wiedziała, że w tym towarzystwie lepiej będzie rozmawiać po polsku. 
-Kyu mnie gryzie. On mnie kiedyś doprowadzi do szału. -Wokalistka spojrzała kątem oka na przyjaciółkę, z racji tego, że nie mogła ruszyć głową. -Wczoraj odstawił jakąś idiotyczną szopkę, sam nie wie o co, a to naprawdę było niepotrzebne. 
 -Faceci. Oni zawsze muszą sobie sami problemy wymyślać? Szczególnie kaczuszka. -Rin rozbawiona pokręciła głową. 
-Powiedziałam mu tylko, że jeszcze nie jestem gotowa, żebyśmy zwolnili. On najpierw się ze mną zgadza, a na następny dzień stwierdza, że jednak nie, bo On nie chce zmieniać swoich planów i w ogóle to ja mam jakieś wątpliwości, a On nie chcę tracić czasu na coś, co nie ma sensu. Po prostu myślałam wczoraj, że go uduszę. -Anett westchnęła z bezradności.  
-Wiecie, ja też tu jestem. -Wtrąciła Meggy niezadowolona z tego, że nie rozumiała ich rozmowy. 
-Wiesz, to nasze prywatne sprawy, o których wiedzieć nie musisz. -Rzuciła szybko Kathy, uśmiechając się wrednie. -A tak wracając, wy chyba nie... 
-Niestety, twoje marzenie nie zostało spełnione. -Anett szybko przerwała przyjaciółce. 
-Od razu moje marzenie. Po prostu wiesz co o tym myślę i tyle. -Rin wzruszyła ramionami po czym powoli wstała. -Ale unikając go nie załatwisz tematu, tyle Ci powiem. Dobra, ja idę przypilnować reszty. 
-Tak, tak, szczególnie przypilnuj swojego Ruksia. -Odpowiedziała wrednie wokalistka, machając Rin, żeby ta już poszła.  

     Kiedy skończyły pracę, a przed zespołem został już jedynie koncert, Meg nadal nie rozumiała, o co chodziło wokalistce i jej “asystentce od siedmiu boleści”. Postanowiła podpytać swoje dawne przyjaciółki, czyli Tsune i Fumi, całkowicie olewając obecność Hitomi. 
-...Z tego co zrozumiałam, to pokłócili się z Uruhą, ale to raczej nic poważniejszego. -Jedna z brunetek wzruszyła ramionami. 
-Tsune, jak tak możesz? -Skrytykowała zaraz Fumi, a Hitomi dokładnie im się przyglądała.  
-Po prostu uważam, że to ich sprawa i radziłabym od ich związku trzymać się jak najdalej. Dobrze Ci radzę Meg, to jest zbyt pogmatwane, żeby zrozumieć tą dwójkę. -Tsune najpierw skrytykowała Fumi wzrokiem, a potem delikatnie uśmiechnęła się w stronę Meggy.  
-Tsune ma rację. Akuma ma charakterek, gorszy od Miko. -Wtrąciła nagle Hitomi.  
-Tylko, że ja i Miko się przyjaźnimy. -Meg uśmiechnęła się w stronę Hitomi. 
-Taa, zaprzyjaźniłyście się, kiedy chciałaś jej odebrać faceta. Ja w sumie nadal nie rozumiem, co wy wszystkie w nim takiego widzicie, ale nie mi oceniać. -Tsune spojrzała po każdej z zebranych dziewczyn z błagalnym wyrazem twarzy. 
-Chodzi mi tylko o to... 
-Hitomi, nie ważne o co Ci chodzi, a ty Meggy trzymaj się od niego jak najdalej, szczególnie, że widziałam jak Ci te twoje zielone oczka zaświeciły na jego widok. I nie wmówisz mi, że o nim zapomniałaś. Wasze macice powariowały, że tak za nim ganiacie? Nie ważne, nie chcę wiedzieć. -Po tych słowach Tsune wyszła, unosząc ręce ku górze, a Meg gwizdnęła, oglądając się za nią. 
-A tej co się stało? -Szatynka cicho się zaśmiała. 
-Facet jej życia znowu jest wolny, ale nadal nie zwraca na nią uwagi. -Odpowiedziała Fumi, jakby sama do siebie. 
-Ona nadal choruje na Yuu? -Meg uniosła brew.  
-Niestety, tak.  
-To wszystko jasne, czemu się tak wścieka. -Meggy zamyśliła się na chwilę, mrużąc przy tym lekko oczy, a zarazem układając w głowie pewien plan.  

     Do koncertu została godzina, a Anett ciągle gdzieś znikała. Kouyou w końcu udało się wyciągnąć od Krisa, gdzie rudowłosa zniknęła kilka minut wcześniej, ale przed tym i od niego musiał się nasłuchać. W końcu znalazł ją na palarni i w sumie przyszedł by minutę później i znowu straciłby okazję do rozmowy. Akuma akurat miała wychodzić, kiedy stanął przed nią. 
-An, nie możemy tak dłużej... -Zaczął, patrząc na nią. 
-Ja nadal nie wiem co mam Ci powiedzieć. -Anett spojrzała na niego tym swoim smutnym wzrokiem. -Nie rozumiem, dlaczego, nie wiem po co Ci to wczoraj było. Chciałeś, żebym Ci coś udowodniła?... 
-Anett, zanim się rozpędzisz. -Kouyou szybko jej przerwał. -Masz rację, powinienem powiedzieć Ci od razu, ale wiedziałem, że jak CI powiem, ty zaczniesz patrzeć na to wszystko inaczej i jeszcze więcej się między nami zepsuje. Widzę, że Cię tracę i nie rozumiem, dlaczego, ale zaczynam się przed tym bronić.  
-Kyu. -Akuma cicho się zaśmiała. -Widzisz nie to co powinieneś. Tak naprawdę, to w tym wszystkim od początku brakuje mi Ciebie. Od samego początku zajmujesz się wszystkim wokół, tylko nie nami. Gdyby tak nie było, zrozumiałbyś mnie i nie potrzebowałbyś jakichkolwiek dowodów na to, czy chcę z tobą być. Kocham Cię i to powinno być dla Ciebie jasne, ale nadal nie rozumiem, dlaczego mnie okłamałeś, zamiast powiedzieć mi od razu co myślisz. Szczerze, to decyzja teraz należy do Ciebie, czy chcesz być w końcu ze mną, czy nadal obok mnie, bo jeżeli to drugie, to masz rację... Nie ma sensu dłużej tego ciągnąć. -Anett już miała wyjść, kiedy Uruha chwycił ją za rękę. 
-Przepraszam. Wiem, że dużo razy nadużyłem twojego zaufania i równie wiele razy się na mnie zawiodłaś. Nie chcę się kłócić, szczególnie o coś, na co już nie mamy wpływu...  
-Już nie mamy?...-Ruda cicho powtórzyła, mrużąc powieki. 
-Przecież nie mam wpływu na to, kiedy będziesz gotowa.  
-Masz i to większy, niż Ci się wydaje. -Kobieta delikatnie się uśmiechnęła, po czym czule ucałowała jego usta. -Chodźmy, bo zaraz zaczną nas szukać.  

     Wszystko szło zgodnie z planem, można by rzec, że nawet za dobrze i zbyt szybko. Anett mimo hałasów wokół i muzyki słyszała i czuła bicie swojego serca, a raczej walenie. Czuła też, jak cała drży, mając wrażenie, że zaraz ucieknie, ale nagle na scenie nastała ciemność. W końcu taki był plan, a rudowłosa wiedziała, że nie ma już odwrotu.  
-Pierwszy raz jest najgorszy, ale dasz radę, a potem będzie już tylko lepiej. -Nagle usłyszała głos schodzącego ze sceny Takanoriego, który poklepał ją po ramieniu. Anett w odpowiedzi pokiwała mu głową, nadal patrząc przed siebie. 
-Chciałaś, to masz. -Warknęła sama do siebie, wzięła głęboki wdech, po którym wyszła na scenę. 
    Niedługo później było już po wszystkim. Po kilku godzinach stali już w hotelowym holu, odbierając klucze do pokojów.  
-Mam być w pokoju z Kouyou? Jego wycieczki do Anett nie dadzą mi spać. -Pierwszy ze swoim niezadowoleniem odezwał się Yuu. 
-O to się akurat nie martw, bo ja mam na głowie Rin. -Ruda wrednie się uśmiechnęła.  
-Hym, czyli mając pokój z Takanorim też mogę spać spokojnie. -Akira cicho się zaśmiał. 
-Słyszałem. -Rzucił swoim niezadowolonym głosem Ruki.  
-Hej, z pretensjami to nie do mnie. Ayuko wszystko planowała, ja nic nie mogę na to poradzić. -Kai z bezradną miną pokręcił głową. 
-A ty to jakaś księżna, że śpisz sam? -Zapytał wokalistka z podejrzliwą miną na twarzy. 
-Chciałbym, ale jestem z wami. -Warknął Kai z jeszcze większym niezadowoleniem, niż reszta kilka sekund wcześniej. 
-Chwila... -Zaczął Aoi. -Dwie dwójki i jedna trójka, o co chodzi tak naprawdę? -Nagle wzrok wszystkich skupił się na liderze, który ciężko westchnął. 
-To tylko dzisiaj, przeżyjecie. Tak jak już mówiłem, z pretensjami kieruje do Ayuko, ale Ona jest ostatnio strasznie nerwowa, więc nie radzę. -Po słowach lidera, wszyscy pomarudzili pod nosami i rozeszli się po pokojach. 
    -Niech zgadnę, ze względu na mnie i Kouyou będziesz mi siedzieć na głowie całą trasę, prawda? -Zapytała wokalistka, kiedy z Katherine weszły do pokoju.  
-Można tak powiedzieć. Ktoś was musi pilnować. -Kathy uśmiechnęła się wrednie. 
-Nie jesteśmy dziećmi. -Warknęła Anett, siadając na łóżku, nie zwracając nawet uwagi, że wyjmując wyciszony telefon z kieszeni spodni, przez przypadek odebrała połączenie. Z racji tego, że wokalistka od razu ułożyła urządzenie ekranem do dołu na łóżku, obie nie zauważyły tego faktu.  
-To, kiedy mu powiesz, że postanowiłaś odstawić tabletki? -Czerwonowłosa lekko przechyliła głowę w bok patrząc na przyjaciółkę. 
-Skąd ty o tym...Rin. -Anett jęknęła bezsilnie. -Wiesz, że w tym nie chodzi o niego i właśnie dlatego nie chcę mu na razie o tym mówić.  
-Ale zwiększasz ryzyko, powinien wiedzieć. -Kathy jeszcze raz spojrzała na nią błagalnym wzrokiem. 
-I mam mu robić nadzieję? Teraz, po tym co zrobił wczoraj? -An nagle wstała.  
-Z tego co widziałam, to mu wybaczyłaś.  
-Nie wybaczyłam. -Warknęła ruda. -Po prostu zostawiłam to tak jak jest i zobaczę co będzie dalej. Tyle, że mam dość powtarzania mu jednego i tego samego, jak i mam dość wysłuchiwania od niego jednego i tego samego, bo od początku, cały czas jest tak samo. Kouyou w jednym ma rację, to między nami się sypie. -Na koniec Anett ciężko westchnęła.  
-Nie wydaje mi się, żeby między wami było cały czas tak samo, skoro podejmujesz tak ważne decyzje, szczególnie teraz. -Kathy teatralnie przewróciła oczami.  
-Podejmuje je ze względu na siebie, nie na niego. Nie wiem jak dalej to wszystko się potoczy, ale przecież nikt nie powiedział, że to właśnie Kouyou będzie ojcem moich dzieci... 
    Kouyou w tym momencie się rozłączył. Powoli odłożył telefon i westchnął bezsilnie. 
-Zrozumiałeś cokolwiek z tego? -Yuu spojrzał na niego, unosząc brew. 
-Zrozumiałem wszystko i nie wiem, dlaczego odebrała, ale raczej miałem tego nie słyszeć. -Po tych słowach Uruha usiadł na łóżku. 
-A tak w wielkim skrócie? -Aoi zapytał, chociaż widząc minę blondyna, nie był pewien, czy chce zaspokajać swoją ciekawość. 
-W wielkim skrócie jestem skończony. -Kouyou zaśmiał się głupkowato. -Jestem tylko ciekaw, kiedy to postanowiła.  
-Wiesz co? Idź pod prysznic, a ja sam im powiem o spotkaniu. -Yuu po tych słowach wstał ciężko wzdychając i powoli podszedł do drzwi, wychodząc. 
        -… Chociaż, wolałabym, żeby tak było. -Anett zmarszczyła czoło patrząc na Kathy. 
-Próbuję, ale nadal nie rozumiem, dlaczego ty w ogóle z nim jesteś.  
-Wiem, najchętniej byś go wykastrowała i odesłała do najgorszych czeluści piekielnych, ale ja go kocham i dlatego z nim jestem. -Ruda posłała przyjaciółce wredny uśmieszek, po czym udała się do łazienki.  
-Ej, ja jeszcze z tobą nie skończyłam! -Rin zawołała za nią, jednak na próżno. Odetchnęła ciężko, rozkładając się na łóżku, ale zaraz musiała wstać, słysząc pukanie do drzwi. Gwałtownie otworzyła drzwi, jednak spodziewała się zupełnie kogoś innego. -Yuu? -Zapytała zaskoczona. 
-Taa, za godzinę widzimy się u chłopaków w pokoju, przekaż Anett. -Aoi uśmiechnął się słabo i już miał odejść, kiedy powstrzymał go głos czerwonowłosej. 
-Co kombinujecie?  
-Nic. Po prostu to pierwszy koncert tej trasy i pierwszy koncert An, więc trzeba oblać ten sukces. -Mężczyzna wzruszył ramionami, zostawiając zdezorientowaną Katherine. 
-Że wy jeszcze macie siłę... 

     Mino siedziała z niezadowoloną miną na łóżku i obserwowała, pakującego się Takao. Niezbyt była zadowolona, że jej narzeczony musi wyjeżdżać na kilka miesięcy przed ich ślubem. 
-Naprawdę musisz jechać? -Mruknęła z niezadowoleniem w głosie. 
-Tak muszę, taka praca i za to mi płacą. Mino, wszystko jest już dopięte na ostatni guzik, a nasz ślub jest w przerwie, między częściami trasy, więc o co Ci chodzi tym razem? -Takao odwrócił się w jej stronę, unosząc brew ku górze. Oj, jak mu się ta jej mina nie podobała. Od razu wyczuł kłopoty. Mino nadęła policzki, a jej oczy wyglądały, jakby miała z nich ciskać w niego piorunami.  
-Anett, Katherine, Hitomi i wszystkie inne... -Brunetka nie zdołała dokończyć, kiedy przerwał jej śmiech mężczyzny.  
-Naprawdę? Znowu jesteś zazdrosna? Dobrze wiesz, że żadna inna poza tobą mnie nie interesuje. -Takao spokojnie usiadł obok niej i objął ją ramieniem. -Szczególnie, że za niedługo się pobieramy.  
-Wcale nie jestem zazdrosna. -Mino nagle wstała, oburzona.  
-Oh, naprawdę? A sama kilka sekund wcześniej... 
-Takao! -Brunetka tupnęła nogą.  
-No dobra, dobra, ja nic nie mówię. -Takao przewrócił oczami. -Ale jechać muszę i nie możesz mnie zatrzymać. -Patrząc na narzeczoną uśmiechnął się delikatnie i powoli wstał, podchodząc do niej. -Ja też będę tęsknił. -Szepnął cicho i delikatnie ją pocałował. 

     Na miejscu wszystko zaczęło się wymykać spod kontroli. Szczególnie, kiedy Meggy postanowiła do nich dołączyć i usiadła obok Kouyou. Wszyscy zebrani pijąc swoje trunki, śmiali się i rozmawiali o czymkolwiek, byleby przez chwilę nie myśleć o pracy. Jedynie Uruha więcej milczał niż zwykle, zastanawiając się, czy powinien powiedzieć wokalistce o tym, że przez przypadek słyszał jej rozmowę z Katherine i już o wszystkim wie... W sumie to nie o wszystkim, bo tak naprawdę nie miał pojęcia o niczym. Nagle coś wyrwało go z tego zamyślenia, a dokładnie to damska dłoń na jego udzie. “Cholera, kolejna...” Warknął w myślach, mając nadzieję, że Anett siedząca przy drugim końcu stolika tego nie zauważyła. Szybko zdjął dłoń Meg ze swojej nogi i wstał, by wyjść na zewnątrz zapalić.  
Niestety, Anett kątem oka zauważyła tą sytuację i już miała pójść za nim, kiedy zielonooka szatynka ją uprzedziła. 
-Co za menda. -Syknęła wokalistka pod nosem, patrząc za kobietą.  
-Amerykański temperament, jak u Miko. -Wtrąciła siedząca obok niej Tsune. Sala była zajęta tylko przez nich, więc nikt obcy na szczęście tego nie widział, ale Anett martwiło, że tą scenę z wyjściem widział każdy, z którymi pracowali. Ruda wiedziała, że nie może teraz wyjść, chociaż wewnętrznie gotowała się ze złości. 
-Dawno się nie widzieliśmy. -Meggy powoli podeszła do gitarzysty.  
-Meg, mogłabyś więcej tak nie robić? -Uruha warknął, spoglądając na nią z ukosa. -Nie chcę mieć przez Ciebie jeszcze większych problemów niż już mam. Miko i Kiyomi na głowie mi wystarczają. 
-No tak, Miko coś wspominała, kiedy przyleciała na staż. Ale ja widzę, że z Anett tylko udajecie przed wszystkimi szczęśliwą parę, a tak naprawdę, coś wam nie wychodzi. -Meggy cicho się zaśmiała, uśmiechając się słodko. Nagle stanęła przed nim i objęła go w szyi. -Ale w końcu... Coś mi kiedyś obiecałeś.  
-Niby co? -Kouyou od razu odsunął ją od siebie. -Ubzdurałaś coś sobie. Od początku mówiłem Ci jasno, jak sprawa wygląda, że chodziło tylko o seks. Najpierw Miko, teraz An... 
-Z Miko się zaprzyjaźniłam, ale wy naprawdę byliście razem tacy szczęśliwi... 
-Meg. -Uruha ponownie warknął, przerywając jej. -Jeżeli chcesz się mieszać, dam Ci dobrą radę... Spakuj się i wracaj do siebie. Nie potrzebujemy powtórki z rozrywki ani ja, ani tym bardziej An.  
-Czyli, że Ona nic o nas nie wie? -Meggy ponownie się zaśmiała. 
-Już wiem. Tsune zdążyła mi na szybko wyjaśnić sytuację. -Nagle obok nich pojawiła się Anett ze swoim najsłodszym możliwym uśmiechem na twarzy, a Kouyou od razu wyczuł kłopoty. -Wiesz Meggy, Kouyou nie ma obowiązku spowiadać mi się z każdej kobiety, z którą sypiał, no chyba, że łączyło ich coś więcej... A skoro do teraz o tobie nawet nie wspomniał to... Odpowiedź nasuwa się sama. -Ruda delikatnie wtuliła się w gitarzystę, a ten jej dziwny uśmieszek nie znikał.  
-An... -Zaczął Kouyou. 
-Kochanie, mógłbyś? -Wokalistka spojrzała na niego, a potem na drzwi, dając mu do zrozumienia, żeby lepiej wrócił do środka.  
-Wolałbym... 
-Ja jednak wolałabyś, żebyś zostawił nas same. -Nagle głos rudej już nie był słodki, tylko ostry, a atmosferę między kobietami można by spokojnie kroić. Kouyou w odpowiedzi kiwnął i postanowił się ewakuować. 
-Nie wierzę, że zrobiłaś z niego pantofla. -Rzuciła Meg. 
-Nie, nie zrobiłam, po prostu Kouyou wie, kiedy się wycofać. Wiesz Meggy, miałam cały dzień, by się czegoś o tobie dowiadywać, ale nie sądziłam, że jesteś tak bezczelna, by posuwać się do takich zagrań na oczach jego ukochanej. Radzę Ci, żeby to się nie powtórzyło, ponieważ nie mamy już cierpliwości do takich jak ty. -Ostatnie zdanie Anett wycedziła przez zęby, po czym odwróciła się na pięcie i wróciła do środka.  
Meggy stała jeszcze przez chwilę zaskoczona tym, co się przed chwilą stało. Fakt, Miko opowiadała jej o Anett, a szatynka nie rozumiała, dlaczego tamta nagle zaczęła ją lubić. Szczególnie, że wokalistka okazała się psychicznie być kruchą osóbką z ogromnym temperamentem.  
Kiedy wróciła do reszty, Anett siedziała już obok Kouyou i gdy tylko się pojawiła, ruda wysłała jej ostrzegawcze spojrzenie. No, nie tylko Ona, bo wszyscy zebrani.  

24 sty 2022

Rozdział 48

A no witam tutaj w końcu w tym nowym roku. Przepraszam, że tak długo czekaliście na ten rozdział, ale wiecie... Utknęłam... To już piąta wersja tego rozdziału i cieszę się, że ostatnia, ale... Zabijecie mnie za zakończenie, to już wiem, ale nie mogłam inaczej. Wiem, nie było mnie dwa tygodnie ani tu, ani na wattpadzie, jednak wybaczcie, brak czasu (Bo ostatnie tygodnie to tylko praca i sen) i brak weny, a tam też mam kilka koncepcji do pozmieniania ^^'
No nic, już nie przedłużam, chociaż mam prośbę, dajcie mi znać, jak według was powinna zakończyć się sprawa z końca rozdziału (Bo niezdecydowana dupa ze mnie)
Miłego czytania :3

Rozdział 48: 

    -...Usłyszałam, że Kouyou ma w planach mi się oświadczyć. Wiesz coś o tym? -Anett z podejrzaną miną spojrzała na Ayuko, siadając obok niej. 
-Nie, nic o tym nie wiem. -Brunetka miała nadzieję, że Anett nie zorientuje się, że kłamie, w końcu to Ona pomagała Kouyou wybrać pierścionek.  
-Nie ważne. -Ruda pokręciła głową. -Pewnie powiedział to, żeby w końcu się odczepiła, ale ja spanikowałam. Dotarło do mnie, że chcę, jestem gotowa, ale nie teraz, że to za szybko. No i rzeczywiście wyszłam, a teraz nie mam odwagi nawet odebrać od niego telefonu. -Na koniec cichuteńko westchnęła, chowając twarz w dłoniach. 
-Kobieto, facet twoich marzeń, chce Ci się oświadczyć, a ty przed nim uciekasz? Masz coś z głową, czy jak? -Ayuko otworzyła szeroko oczy, przyglądając się młodszej. 
-Po prostu... Mimo, że Miko już nie ma, tego dziecka nie ma, ja nadal czuję, że to wszystko między nami pędzi, a ja omijam coś bardzo ważnego. 
-Po prostu, to mu to powiedz. -Słowa Ayuko sprawiły, że Anett spojrzała na nią jak na idiotkę. 
-Poważnie? Chciałabyś na jego miejscu usłyszeć coś takiego. Wiesz kochanie, cieszę się, że jesteśmy razem i chcę kiedyś zostać twoją żoną, ale nie wiem, kiedy, bo coś jest ważniejsze od Ciebie, a ja nawet nie wiem co. Poważnie? -Mina wokalistki diametralnie się zmieniła, na jedną z tych błagających o litość. 
-Ty się po prostu boisz. Ja rozumiem, że Kouyou, to pierwszy facet, do którego czujesz coś więcej od kilku ładnych lat i boisz się, że coś pójdzie nie tak. Boisz się, że ominie Cię w życiu coś, na co i tak nie masz wpływu, to normalne. Tym bardziej powinnaś z nim pogadać. -Mina Ayuko również należała do tych błagalnych, ponieważ nie sądziła, że o taki problem może chodzić. 
-Chce po prostu zwolnić, cieszyć się tym co jest zanim przejdziemy dalej. Pierścionek to wszystko zmieni. Zaczniemy planować co dalej, tyle, że to już nie będą plany na przyszłość ogólnie, tylko na coś, co rzeczywiście się stanie i nawet będziemy wiedzieć, kiedy.  
-Teraz, to sama robisz sobie pod górkę, powiedz mu i tyle. A i zapomniałam Ci przypomnieć... -Zaczęła Ayuko, słysząc otwieranie drzwi za pomocą kluczy. -Że nie odbierając, sama zrzucisz go sobie na głowę, a to On jest właścicielem mieszkania, więc ma klucze. Jakoś sobie poradzisz. -Uśmiechnęła się wrednie, spoglądając na Kouyou, wchodzącego do mieszkania. -Szkoda, no, ale ploteczki koniecznie dokończymy jutro. -Ayuko wstała i mijając gitarzystę, wyszła, w między czasie za jego plecami pokazując Anett, by ta po rozmowie do niej zadzwoniła.  
-An, co się z tobą dzieje? -Zapytał Uruha, podchodząc do wokalistki. 
-Przepraszam, spanikowałam. -Rzuciła cicho Anett. 
-Chyba nie chodzi Ci o to, co powiedziała Kiyomi. -Brunet na spokojnie usiadł obok niej. 
-Nie, chodzi o to, co powiedziałeś ty. Czuje, że to wszystko między nami nabiera zbyt szybkiego tempa. Chcę zwolnić, odpocząć od problemów i nacieszyć się tym, co jest teraz. -Anett z niepewnością w oczach spojrzała na niego. 
-Ayuko mówiłaś coś innego. 
-Długo podsłuchiwałeś?  
-Wiesz kochanie, cieszę się, że jesteśmy razem i chcę kiedyś zostać twoją żoną, ale nie wiem, kiedy, bo coś jest ważniejsze od Ciebie, a ja nawet nie wiem co.- Powtórzył gitarzysta, chicho się przy tym śmiejąc. 
Ej! -Anett o mały włos nie palnęła by go w głowę, powstrzymując się w ostatniej chwili. 
-Tak, chciałem to zrobić, ale to było przed wypadkiem Miko. Wtedy liczył się każdy tydzień, ale nie chodziło o nas, tylko o dziecko. Przecież sama wiesz, że planowaliśmy wziąć ślub zaraz po trasie. Ale w jednym masz rację, po tym wszystkim sam stwierdziłem, że lepiej będzie poczekać, zwolnić. A powiedziałem to Kiyomi, bo myślałem, że odpuści, ale nie. Powinniśmy odpocząć, nawet tak trochę od siebie... 
-Ty chyba nie... 
-Zwariowałaś. -Kouyou się zaśmiał. -Gdybym Cię zostawił z takiego powodu, byłbym najgłupszym człowiekiem na świecie. Chodzi mi o to, że przez ostatni miesiąc cały czas byliśmy razem, a ja uwielbiam jak za mną tęsknisz. -Dodał wrednym tonem, mrużąc przy tym oczy.  
-Nawet tam zdążyłam za tobą zatęsknić, tyle że... Źle mnie dzisiaj zrozumiałeś i nie mów mi, że nie. Widziałam te twoje iskierki w oczach. -Anett sama w tym momencie się zaśmiała. 
-A to o to Ci chodziło. Chyba się już starzeje. -Uruha objął wokalistkę z chytrym uśmieszkiem na twarzy.  
 
     Temari postanowiła tą noc spędzić nie u Akiry, jak pewnie domyślałby się tego jej ojciec, a u przyjaciółki, z którą w sumie dawno się nie widziała. Widząc wiadomość od Kouyou, zaniepokoiła się. Przez jakiś czas starała się tym nie przejmować, ale kiedy skończył się oglądany przez dziewczyny film, Temari ponownie spojrzała w telefon. 
-Wiesz co Ikano? Ja chyba jednak wrócę do domu. -Powiedziała brunetka, odkładając telefon na stolik. -Ojciec napisał, że mogę wracać, a ja mam dziwne przeczucie, że będę musiała go przypilnować przed robieniem głupot.  
-W sumie, to wiesz, że jeszcze nie powiedziałaś mi, kto jest twoim biologicznym ojcem?  -Ikano spojrzała na przyjaciółkę, która ze zrezygnowaniem westchnęła. 
-Wolę tego nie rozpowiadać. -Temari spojrzała na nią z zrezygnowaniem.  
-Przyjaźnimy się od kiedy pamiętam, a ty nie chcesz mi powiedzieć czegoś tak ważnego? Nie chcesz mi powiedzieć, kim jest twój biologiczny ojciec, nie chcesz mi powiedzieć, kim jest twój nowy facet, z którym ostatnio spędzasz całe dnie. Temari, co się dzieje? -Dziewczyna spojrzała na nią zaniepokojona, nie spodziewając się w ogóle tego co za chwilę usłyszy. 
-Moim ojcem jest Uruha, a facetem Reita, zadowolona? Tylko błagam, nie mów o tym nikomu.  
-No weź powiedz, a nie żarty sobie robisz. -Ikano przewróciła oczami w teatralny sposób. 
-Ale ja właśnie powiedziałam Ci prawdę. O Kouyou nie chce mówić, bo nie chcę, żeby się wydało, że ma dziecko, a Akira... No sama wiesz, nikt tego nie zrozumie. -Kiedy brunetka spojrzała na przyjaciółkę, omal się nie zaśmiała. Ikano mogła spokojnie zbierać szczękę z podłogi. 
-No to nieźle się u Ciebie pozmieniało. Chociaż, na twoim miejscu, to wolałabym, żeby było na odwrót. -Odezwała się dziewczyna po chwili przetwarzania nowych informacji. 
-Przypomnę Ci, że Uruha jest zajęty, to oficjalne przecież. -Mruknęła Temari pod nosem.  
-Czyli, to tak serio? A ja myślałam, że tylko nakręcają fanów. Wiesz, sprzedaż i tak dalej... 
-Są razem od kilku miesięcy i chyba się właśnie pokłócili, dlatego lepiej będzie, jak wrócę do domu. -Zrezygnowana brunetka powoli wstała.  
-Weź, raczej się nie pozabijają. -Rzuciła Ikano, próbując jakoś przekonać przyjaciółkę, by została. 
-To pewne, że się nie pozabijają, ale znam już Kouyou na tyle dobrze, żeby wiedzieć, że potrafi mieć durne pomysły. -Temari wzięła swój telefon do rąk. Jeszcze raz sprawdziła wiadomość, a raczej godzinę, o której przyszła. -W sumie pisał ponad godzinę temu. Zadzwonię i zorientuje się co się dzieje. -Po tych słowach dziewczyna wyszła z pokoju przyjaciółki i od razu zadzwoniła. Fakt, musiała chwilę poczekać, zanim gitarzysta odebrał. -Coś się stało? -Zapytała od razu. 
-Kiyomi się stała, ale już nie ważne. Wybacz, nie mam czasu. -Gdzieś w wypowiedzi Uruhy usłyszała jakby śmiech. Czyli, że się nie pokłócili.  
-Aha, czyli przenieśliście imprezę do mieszkania. -Mruknęła do telefonu przewracając przy tym oczami. 
-Można tak powiedzieć. 
-Dobra, to już wam nie przeszkadzam. -Temari szybko się rozłączyła i wróciła do pokoju przyjaciółki. -Wiesz co? Jednak zostanę, potrzebuje chwili spokoju od tych wariatów. -Po tych słowach ponownie usiadła na łóżku, obok dziewczyny. 
-Aż tak źle? -Ikano uniosła brew patrząc na brunetkę. 
-Nie, w sumie to bardzo dobrze i tak, mam chatę wolną, jak się okazuje, ale nie chcę znowu siedzieć w domu.  
-Przed chwilą sama chciałaś wracać. 
-Nie chciałam, wyczułam po prostu kłopoty. I miałam rację, ale to nie to, co myślałam. Mój ojciec na noc nie wróci, to pewne, a mi się nie chce siedzieć samej i myśleć. Wolę posiedzieć kimś z mojego towarzystwa i nie myśleć, w końcu na myślenie będę miała całe trzy miesiące. -Brunetka wzruszyła ramionami, spoglądając kątem oka na przyjaciółkę.  
 
    Następnego ranka Anett stała oparta o kuchenny blat, trzymając w ręku kubek z kawą, kiedy Kouyou podszedł do niej i delikatnie ucałował jej czoło. 
-Nie wyspana? -Zapytał, sięgając po swoją kawę. 
-Ktoś w końcu nie dał mi spać. -Anett spojrzała na gitarzystę kątem oka, mrużąc przy tym oczy, a Kouyou jedynie się uśmiechnął, ukazując jej swoje zęby. 
-Sama chciałaś. -Mruknął, opierając się o blat obok niej. Anett oparła głowę o jego rękę, tłumiąc dłonią ziewnięcie.  
-Niektórych decyzji w życiu jednak będę żałować. -Ruda odłożyła pusty już kubek. -Musimy się już zbierać. -Dodała, idąc w stronę drzwi. 
-Wiem, wiem. -Uruha pokręcił głową, po czym szybko dopił kawę i poszedł za nią. -Potem tak, jak się umawialiśmy?  
-Jedziemy tutaj, pakuje się i jedziemy do Ciebie. Ale bez przeszkadzania. -Anett spojrzała na niego groźnie, sięgając po swoją bluzę. 
-Ręce będę trzymał przy sobie, obiecuje. -Kouyou uśmiechnął się wrednie, otwierając drzwi.  
        Po wywiadzie, kiedy wrócili do studia, Akira miał nadzieję, że uda mu się pogadać z Kouyou. Na szczęście Anett miała jeszcze coś do ugadania z Hitomi, a Uruha musiał czekać. 
-Kouyou... -Zaczął Akira, patrząc na siedzącego w fotelu przyjaciela.  
-Tak wiem. To nie tak jak myślę, wszystko wygląda inaczej, kochasz ją i tak dalej, ale jedno musisz mi przyznać, sypiasz z moją córką. -Kouyou wydał się niewzruszony obecnością basisty i jedynie przechylił się w stronę lustra, sprawdzając, jak tam jego włosy. 
-Jeszcze do niedawna nie wiedziałeś, że żyje, a teraz wściekasz się... 
-Co z tego, że nie wiedziałem? Nadal jest moim dzieckiem i nie chcę, by znowu cierpiała przez nieodpowiedniego faceta. -Kouyou spojrzał na niego kątem oka. 
-O co Ci teraz chodzi? -Basista podszedł do niego bliżej.  
-Tylko i wyłącznie o to, czy wiesz co robisz? Temari jest jeszcze młoda i głupia, a Daisuke jest tego przykładem.  
-Chwila, patrzysz na mnie przez pryzmat jej byłego? -Akira pokręcił głową w niedowierzaniu. Wiedział o Daisuke, wiedział, dlaczego Temari z nim zerwała, ale nadal nie rozumiał, o co miał do niego pretensje jego przyjaciel.  
-Nie. Po prostu nie wiem, jak mam teraz na Ciebie patrzeć. Czy nadal, jak na przyjaciela, czy jednak jak na przyszłego zięcia. Jeżeli coś pójdzie między wami nie tak, nie wiem, po której stronie mam być. Przyjaźnimy się od lat, a boje się, że przez twój związek z moją córką, to się diametralnie zmieni. -Kouyou ponownie spojrzał w lustro. Nie chciał nikomu mówić o swoich obawach, ale wiedział też, że nie miał w tej chwili wyjścia. Akira słuchając gitarzysty kiwnął głową, po czym stanął przed nim, opierając się o ścianę.  
-To o to Ci chodzi. Racja, o tym nie pomyślałem, ale nie mogę jej teraz zostawić, tylko dlatego, że się przyjaźnimy. -Reita skrzyżował ręce na wysokości swojej klatki piersiowej. 
-Zostawmy to tak jak jest, Akira... Dużo o tym myślałem i sami zobaczymy, jak wyjdzie... 
-Ta, nawet wiem, kiedy o tym myślał. -Nagle jakby znikąd pojawiła się Akuma. Z wrednym uśmieszkiem na twarzy podeszła do gitarzysty, a ten spojrzał na nią z przerażeniem w oczach. Nie wiedział, ile z tej rozmowy kobieta usłyszała.  
-Niby kiedy? -Zapytał rozbawiony miną gitarzysty Akira.  
-Oj, nie chcesz wiedzieć. -Anett również cicho się zaśmiała. 
-Ej, to wcale nie tak! -Kouyou lekko się oburzył. -Akira, przyjacielu, zapamiętaj jedno- Niezadowolona kobieta, to zła kobieta. -Kouyou wskazał basistę palcem przez krótką chwilę.  
-Czy ty musisz wszystko sprowadzać do łóżka? -Anett uniosła brew ku górze. -Ja wcale nie jestem zła... Blondyneczko. -Przy ostatnim słowie wokalistki, Reita głośno się zaśmiał. 
-Ty się nie śmiej, Ona mi teraz nie da żyć. -Uruha udał, że płacze, ale to wywołało jedynie kolejny chichot ze strony Akiry i Anett.  
-Trzeba było kochanie nie zaczynać. -Rzuciła Anett, patrząc na niego spod przymrużonych powiek. 
-A właśnie, bo bym zapomniał... -Reita cicho westchnął. -Kouyou, pogadałbyś z Yuu? Nie jest z nim ostatnio najlepiej. 
-Dzisiaj raczej nie dam rady. Pojechał już do domu, a ta oto Lady urwie mi głowę, bo wiem o co chodzi... -Uruha niepewnie, kątem oka spojrzał w stronę Anett, która w tej właśnie chwili zrozumiała, o co gitarzyście chodzi. Wokalistka kiwała głową, z nieciekawą miną patrząc na gitarzystę.  
-Dobra, koniec zebrania! -Rzuciła Hitomi, wchodząc do środka. -Pora w końcu to zmyć.  
-Nareszcie, już myślałem, że o mnie zapomniałaś. -Uruha się uśmiechnął, nie spodziewając się co jeszcze go czeka. 
-Ale to jeszcze nie koniec, mój drogi. -Brunetka uśmiechnęła się wrednie do niego. 
-To my idziemy. -Wtrącił basista, a Anett zgodziła się z nim, kiwając głową w stronę drzwi, po czym oboje wyszli, zostawiając Kouyou samego na pastwę Hitomi.  
 
     Dowiadując się, dlaczego to jego Akira prosił, by porozmawiał z Yuu, postanowił jednak nie czekać. Odwiózł Anett do mieszkania i mając nadzieję, że nie zjedzie mu ta rozmowa zbyt długo, od razu do niego pojechał. Stojąc przed drzwiami, spodziewał się, że gitarzysta od razu mu nie otworzy. Wiedział, że Aoi poza pracą niechętnie z kimkolwiek rozmawiał.  
-Stary, no weź, wiem, że tam jesteś.  
-Nie dasz mi teraz spokoju, co nie? -Zapytał Yuu, otwierając nagle drzwi. 
-Dokładnie, nie dam Ci spokoju. -Kouyou uśmiechnął się szeroko, wchodząc do mieszkania. 
-Czyli już wiesz... 
-Że Namiko zwiała... Co tak patrzysz, nazwij rzeczy po imieniu. -Kouyou rozłożył bezradnie ręce idąc do salonu, gdzie zasiadł wygodnie na kanapie. Yuu zamknął drzwi i poszedł za nim. Patrząc na młodszego, wiedział już, że Uruha tak po prostu nie odpuści.  
-Nie musisz przypominać, po prostu. -Aoi usiadł obok niego. -Posłuchaj, nie wiem co Ci nagadali, wiem za to co sobie wymyślili i to nie jest tak. Po prostu chce być sam, chcę sobie wszystko na nowo poukładać w głowie.  
-Od razu się domyśliłem, ale za długo już to układasz Yuu. -Nagle Uruha mu przerwał, patrząc przed siebie. Nie chciał wracać do tamtych wspomnień, chociaż ostatnio przecież sporo o tym myślał. -Kiyomi wtedy też zniknęła bez słowa, a mój świat zawalił się jeszcze bardziej. Wtedy ktoś mądry powiedział mi, że nie warto rozdrapywać tego jeszcze bardziej i to byłeś ty, Yuu. Tobie Namiko chociaż zostawiła list, w którym napisała, dlaczego odeszła. 
-Wtedy nie wiedziałem, jak to jest, a teraz, kiedy już wiem, nie jestem już taki mądry. Czasami budzę się z nadzieją, że Ona tu nadal jest, ale po chwili dociera do mnie, że to nie był sen i że Namiko naprawdę mnie zostawiła, a ja dochodzę do wniosku, że nie chcę zaczynać znowu od nowa. -Yuu cicho westchnął, sięgając po paczkę papierosów leżących na stoliku przed nimi. 
-To zabawne, bo w sumie to nie tak dawno, słyszałem to od An. A teraz boję się, że i Ona zniknie. Staram się z całych sił przytrzymać ją przy sobie, ale zaczynam zauważać, że łączy nas już tylko łóżko. W końcu przyjdzie dzień, kiedy i Ona to zauważy, znudzi jej się to i odejdzie. -Kouyou nerwowo przygryzł wargę.  
-Nie wiem jaki to ma związek ze mną, ale wydaje mi się, że powinieneś zrobić kolejny krok, by tego nie zauważyła. -Yuu zaciągnął się ponownie dymem papierosowym, spoglądając kątem oka na blondyna, który patrząc w sufit, poszedł w jego ślady i odpalił papierosa.  
-Chciałem, ale zwlekałem z tym za długo, aż w końcu Ona się dowiedziała i wczoraj stwierdziła, że chce zwolnić i z tym poczekać. A przecież jeszcze dwa miesiące temu wszystko wyglądało zupełnie inaczej. Po wypadku Miko obserwuje z dnia na dzień, jak jej uczucia do mnie gasną, a kiedy powiedziała Ayuko, że nie chce tego teraz, ponieważ czuje, że mija ją coś ważnego, sam spanikowałem. Taki to ma związek z tobą, An i ja, oboje nie chcieliśmy zaczynać tego wszystkiego od nowa, ale prawda jest taka, że nie wiesz, kiedy coś się zacznie, ani kiedy się zakończy, nie masz nawet pojęcia JAK, a unikanie ludzi to najgorszy sposób na układanie myśli, jaki mogłeś sobie wybrać, bo zrzuciłeś na siebie całą uwagę. Jeśli chcesz układać myśli i życie, to lepiej wmieszać się w tłum, wtedy nikt nie zwraca na Ciebie uwagi.  
-Może łatwiej by mi było wmieszać się w tłum, kiedy wszyscy nie myśleli by, że chodzi o Ciebie i o Anett. Wiem, że mnie wykorzystała i doskonale wiem, dlaczego, nietrudno było mi się domyślić. Mam dość wysłuchiwania, że chodzi o to, że jest z tobą, a ja coś do niej czuję, bo to nieprawda. Jedna noc nie oznacza tego, że kiedykolwiek coś do niej czułem, jedynie jestem w stanie ją zrozumieć, dlaczego to zrobiła i już dawno jej to wybaczyłem. Namiko nie jestem w stanie wybaczyć, że wykorzystała fakt, że ją kocham. Próbuję ją znienawidzić, ale nie potrafię i masz rację, to trwa za długo. -Yuu cicho odetchnął jakby z ulgą. W końcu wyrzucił z siebie przed kimś, co chodzi mu po głowie od odejścia kobiety. 
-Wiem o tym co zrobiła Anett, ale twój problem polega na tym, że porównujesz obie te sytuacje, mimo, że są kompletnie różne. Anett chciała coś tym osiągnąć, a zarazem utrzeć mi nosa, a Namiko potrzebowała tylko bezpiecznego schronienia do czasu, aż będzie mogła zniknąć. Fakt, że nie potrafiła powiedzieć Ci tego w twarz, oznacza tylko, że nie miała dowagi się przyznać, że przez cały czas nic do Ciebie nie czuła. -Kouyou jak zwykle w takich sytuacjach miał rację, co Yuu potwierdził, kiwając głową. 
-A ty przyznasz w końcu Anett co chodzi Ci po głowie? Czy też stchórzysz i będziesz ją oszukiwał do samego końca? -Aoi spojrzał na niego wymownie. 
-Wiesz dobrze, że gdybym jej powiedział, to oznaczało by koniec między nami. Anett chce zwolnić, a ja w sumie się z nią zgodziłem, bo co miałem zrobić? Powiedzieć jej, że czuje się za stary na te gierki? Chce w końcu założyć rodzinę, ale chce tego z kimś, kto jest pewny, że też tego chce, a Anett ma nagle jakieś wątpliwości. -Kouyou nerwowo zgasił papierosa. Yuu był jedyną osobą, która wiedziała, dlaczego sytuacja z Miko była Kouyou na rękę, ale musiał wtedy przypilnować, by Anett od niego nie odeszła. Wtedy nie musiałby jej niczego tłumaczyć.  
-I naprawdę potrzebujesz do tego pierścionka na jej palcu, albo co gorsza, obrączki? Skoro nie przez Miko ani przez Kiyomi, to dlaczego Ci się z tym teraz tak pali? -Yuu nie potrafił go w tym momencie zrozumieć, a jeszcze bardziej po tym, co właśnie powiedział. 
-Bo nie chcę czekać, tylko po to, by powiedziała mi, że nic z tego. Nie chcę znowu tracić czasu na coś, co się nie uda, wolę sam to zakończyć, zanim Ona to zrobi... 
-Kouyou, nie mówisz teraz poważnie. Ona Cię kocha i nie wmówisz mi, że tak nie jest. Po tym wszystkim jest z tobą. -Yuu patrzył na Kouyou z niedowierzaniem. 
-Gdyby naprawdę mnie kochała, nie spanikowała by... 
 
    Anett była już spakowana i czekała już tylko na Kouyou. Akurat paliła na balkonie, nie przeczuwając w ogóle, że pędzący pociąg zwany jej związkiem z gitarzystą za chwilę może się wykoleić. Kiedy Uruha przekroczył próg mieszkania, zmartwiona kobieta podeszła do niego. 
-Coś się stało? Długo Cię nie było. -Kiedy w odpowiedzi Kouyou delikatnie ucałował jej czoło, od razu wyczuła, że coś jest nie tak.  
-Nie... Znaczy tak... An, posłuchaj... -Dla Kouyou wszystko było łatwiejsze, kiedy nie było jej obok. -Wiesz, że cały czas próbuje Cię rozgryźć, a ta cała wczorajsza sytuacja wcale mi w tym nie pomaga. Widzę, jak się ode mnie odsuwasz. Czy ty nadal chcesz ze mną być? -Pytanie Kouyou sprawiło, że nogi się pod Anett ugięły. Spojrzała na niego jak na idiotę, błagalnym wzrokiem.  
-Kouyou, skąd pomysł, że nie chcę? Wcale się nie odsuwam. To ty ciągle czytasz między wierszami i nie potrzebnie. Kocham Cię i nie wyobrażam sobie, żebyśmy... 
-Sama powiedziałaś, że omija Cię coś ważnego, a ja nie chcę Cię blokować. Nie chcę czekać tylko po to, żebyś za jakiś czasu powiedziała mi, że to koniec. -Uruha cały czas mówił spokojnie, ale dlaczego Akuma czuła się, jakby rozpadała się na kawałki. Powoli docierał do niej sens tego co mówił, a w jej oczach pojawiło się przerażenie. 
-Dlaczego to ty mnie teraz odsuwasz?  
-Nie odsuwam, po prostu chcę wiedzieć. Spanikowałaś, a to oznacza, że masz wątpliwości co do naszego związku, a tym bardziej naszej przyszłości. Nie chcę tracić czasu na coś, co nie ma sensu. Jeżeli jest tak, że nie jesteś pewna, to lepiej zakończyć to teraz... -Kouyou urwał, patrząc jak szczęka Anett lekko drży. Kobieta kręciła głową w niedowierzaniu. Przez chwilę zbierała słowa, a napływające do jej oczu łzy, wcale jej w tym nie pomagały.  
-Ty sobie ze mnie teraz żartujesz, prawda? Po tych kilku miesiącach, po tym wszystkim, co się między nami działo nawet wcześniej, chcesz bym teraz, już była pewna naszej przyszłości na sto procent? A co, jeśli to ty stwierdzisz, że jednak tego nie chcesz? Jeśli to ja straciłam ten czas wierząc w coś, co nie ma sensu? -Anett ponownie pokręciła głową.  
-Kochanie, nie chcę, byś mnie źle zrozumiała... 
-A można Cię teraz dobrze zrozumieć?! Gdyby nie Kiyomi ja bym nie wiedziała, ty byś nie wiedział i nie było by teraz tej rozmowy. Czy nadal miałbyś wątpliwości? -Akuma spojrzała na Kouyou, jakby znała odpowiedź. Uruha natomiast uciekł wzrokiem. Nie spodziewał się, że Anett spojrzy na to w ten sposób. 
-Szczerze? To dzięki temu dowiedziałem się, co myślisz. Dowiedziałem się, że jest coś ważniejszego ode mnie, ale ty nawet nie wiesz co, lub kto to jest. Skoro sama nie wiesz czego chcesz... 
-Ja wiem, czego chce i wiem, że Cię kocham i chcę być z tobą, ale... -Anett spojrzała na niego z rezygnacją w oczach. -Ale jeśli ty chcesz to teraz zakończyć, to po prostu wyjdź... I już nie wracaj do mojego życia... 

31 gru 2021

Rozdział 47

 Szczęśliwego Nowego Roku! 
A już myślałam, że przez dwie osoby gadające mi nad głową się nie wyrobię jeszcze w tym roku (Tak Cyzia, tak Sephi, o was mówię! Za błędy Oni przepraszają). Ale się wyrobiłam, by zakończyć go w nadziei, że następny będzie lepszy dla mojej weny. Jutro pojawi się Pierwszy rozdział Undead Hearts na wattpadzie, mam nadzieję, że czekacie z niecierpliwością.
No, to ja idę na napoje z procentami, a wam jak zwykle życzę...
Miłego Czytania :3

Rozdział 47: 

     Postanowiła wykorzystać fakt, że jej ojciec spał i pożyczyć jego samochód. Zdołała zdobyć adres mężczyzny, ale nie mogła pojechać wcześniej przez Akirę, który ją pilnował i przez brak samochodu, by szybko to załatwić. W drodze zastanawiała się nad każdym swoim słowem, chociaż nie była pewna, czy kogokolwiek zastanie. Kiedy zaparkowała przed niewielkim domem na obrzeżach Yokohamy, poczuła, jak jej dłonie zaczęły drżeć. Już miała wysiadać, kiedy z domu wybiegł chłopak, kilka lat młodszy od niej, a za nim wyszedł mężczyzna, którego widziała na zdjęciach. 
-Ume, wracaj!  
-Mam was dość! Ciebie i matki! Obiecała, że w końcu przyjedzie, ale jak zwykle ma mnie gdzieś, ty tak samo! -Krzyknął chłopak, przebiegając obok samochodu. Temari odczekała chwilę, nie rozumiejąc sytuacji, która miała miejsce przed chwilą, ale jeżeli ten mężczyzna to były mąż Kiyomi...  
Szybko odsunęła od siebie tą myśl i w końcu wysiadła. Niepewnie podeszła do drzwi, szybko znajdując dzwonek. Nie musiała długo czekać. 
-Pan Otaru Reino? -Zapytała brunetka, patrząc na mężczyznę. 
-Tak, skąd wiesz? I kim ty jesteś? -Mężczyzna wydawał się oburzony. 
-Jestem Temari, chciałam porozmawiać o Kiyomi. -Słysząc te słowa mężczyzna otworzył szerzej oczy, ale od razu wpuścił dziewczynę do środka. 
-Czego chcesz... Chwila, ty jesteś córką Yumi? -Zapytał wysoki szatyn, przyglądając się Temari. 
-Nie. Tak naprawdę jestem córką Kiyomi. -W tym momencie na te słowa mężczyzna się zatrzymał i spojrzał na dziewczynę. 
-Kiyomi ma jedno dziecko i to nasz syn. -Rzekł oburzony szatyn. Gdy znaleźli się w salonie, oboje przysiedli przy stoliku, chociaż Temari była coraz bardziej mniej pewna, czy powinna kontynuować rozmowę, w końcu ta reakcja na wieść kim jest nie wzięła się znikąd. 
-Domyślam się, że o mnie nie wspominała, w końcu się mnie pozbyła. Ale próbuje zrozumieć to, co robi teraz z moim życiem, dlatego chciałam z Panem porozmawiać.  
-Tylko, że ja nie rozumiem, co chciałabyś wiedzieć. -Mężczyzna pokręcił głową, czując się, jakby był w jakieś ukrytej kamerze. 
-To może ja zacznę od początku. -Temari ciężko westchnęła po czym zaczęła. Opowiedziała mu wszystko po kolei od dnia wypadku, do dnia obecnego. O wypadku Miko oraz o nękaniu Anett. Otaru na spokojnie wysłuchał tego, co dziewczyna miała do powiedzenia. Udało mu się nawet ułożyć wszystko w logiczną całość, chociaż nie był pewien, czy jest w stanie pomóc dziewczynie.  
-O sprawie Miko wiem. Mimo, że po rozwodzie się przeprowadziłem, czasami pomagam przy sprawach w Tokyo. Do tej sprawy też mnie wezwali, ale bardzo szybko kazali ją zakończyć, a po kilku dniach jak chciałem sprawdzić, co ostatecznie ustalili, nie było po tym żadnego śladu. -Mężczyzna cicho westchnął i wstał. -Nie wiem, jak Ci pomóc. Od śmierci Yumi, Kiyomi się rozpłynęła, czasami wysyła mi tylko wiadomości, że w końcu przyjedzie do Ume, ale nie przyjeżdża. Tak samo dzisiaj. To był dla niego naprawdę bardzo ważny dzień, obiecała, że będzie, ale nie przyjechała. -Szatyn ponownie westchnął, w ogóle nie wiedząc, że jego syn w międzyczasie wrócił do domu i schowany, słuchał ich rozmowy. 
-A dlaczego się rozwiedliście? -Temari uniosła brew ku górze, mając nadzieję, że mężczyzna jej odpowie. 
-Bo miałem już dość. Poznaliśmy się, kiedy zaczynałem pracować w policji, ale szybko piąłem się w górę, szczebel po szczeblu i po latach zrozumiałem. Kiyomi dzięki mnie zdobywała znajomości, a dzięki jej znajomością ja awansowałem. Ona ma znajomości wszędzie, gdzie potrzebuje- media. szpitale, policja, mafia... Odkryłem to, kiedy natrafiłem na pewną sprawę kilka lat temu, która była idealnie tuszowana, a na koniec sprzątnięta, tak jak sprawa Miko. Wtedy natrafiłem na trop tego, co robiła przez te wszystkie lata i postanowiłem to zakończyć. Nie chcę, by kojarzyli mnie z nią, kiedy to wszystko się wyda, nie chcę, żeby Ume kiedykolwiek się dowiedział, za ile morderstw jest odpowiedzialna jego matka. Szpital, w którym zmarła Yumi znalazł jakieś nieprawidłowości w jej leczeniu i szukają, ale bezskutecznie, bo wszystko zostało dokładnie sprzątnięte i wiem, że to sprawka Kiyomi. Temari, nie wiem, jak Ci pomóc, po prostu nie mam jak, ale gdybyś miała jakiś dowód na Kiyomi, daj mi znać, osobiście zajmę się tą sprawą. 
-Powiedziałeś, mafii? -To jedno słowo w całej wypowiedzi wystraszyło dziewczynę, a raczej udowodniło, że te pogróżki w stronę Anett to nie żarty.  
-Tak, dobrze się z nimi dogaduje, a Oni skutecznie usuwają jej ślady. W dodatku zawsze wykorzystuje innych, nigdy sama nie brudzi sobie rąk, tylko każe komuś zrobić coś za nią, dlatego Kiyomi jest... Nieuchwytna. Niestety, ale dopóki jej nie zatrzymają, nie pozbędziecie się jej, a żeby ją zatrzymali, musiała by popełnić błąd, którego nie popełniła ani razu przez te wszystkie lata. -Otaru uciekł wzrokiem w bok. Sam miał ochotę złapać Kiyomi i jakoś móc udowodnić jej wszystkie winy, ale wiedział, że to niemożliwe. Nie chciał też dawać dziewczynie niepotrzebnych nadziei, dlatego wolał uprzedzić ją zawczasu, że to co chce osiągnąć, jest niemal niemożliwe.  
    Po rozmowie z Otaru wróciła do domu, upewniając się, że Kouyou nadal śpi i nie zauważył braku samochodu. Czuła, że musi z kimś porozmawiać, ale Akira odpadał, bo przecież zabraniał jej tam jechać, a jej ojciec pewnie zaczął by wymyślać jakieś durne sposoby na pozbycie się Kiyomi, a co gorsza, zdecyduje się odejść od Anett. Tak, Anett była najlepszą osobą, w końcu też była w to zaplątana. Temari postanowiła iść do niej pieszo, by podczas spaceru przemyśleć to, co dokładnie ma jej powiedzieć. 

     -Hitomi, coś jeszcze? -Zapytała Anett, kiedy kobieta skończyła suszyć jej włosy. 
-Tak, na dzisiaj koniec. -Hitomi delikatnie się uśmiechnęła, ale w jej uśmiechu było coś... Dziwnego. Anett przechyliła lekko głowę w bok, patrząc na brunetkę jakby z błagalną miną. 
-To mogłabyś już się zebrać? Jestem cholernie zmęczona. -Rzuciła wokalistka, gdy nagle usłyszała pukanie do drzwi. Marudząc pod nosem poszła otworzyć. -Temari?  
-Em, cześć. Masz chwilę? -Dziewczyna od razu weszła do mieszkania.  
-Chciałam odpocząć, ale widzę, że coś się stało. -Anett przyjrzała się Temari, unosząc brew ku górze. Zaraz jednak kiwnęła głową w bok, by dziewczyna powstrzymała się z mówieniem. Kiedy Hitomi opuściła mieszkanie Temari już dłużej nie wytrzymała. 
-Mój ojciec jest idiotą! Przyłapał mnie z Akirą i się wkurzył. Ale przyczepił się tylko tego, że Akira jest ode mnie sporo starszy. A druga sprawa jest taka, że... Dowiedziałam się, że Kiyomi miała męża i rozmawiałam z nim dzisiaj. Reita nie chciał, żebym tam jechała, ale musiałam się dowiedzieć, dlaczego się rozwiedli. -Temari przysiadła na kanapie, a Anett zaraz obok niej. 
-Dobra, sprawę z Akirą zostawmy na później. Mogłaś powiedzieć, pojechałabym z tobą. W końcu był z Kiyomi, nie wiadomo co to za człowiek. -Anett spojrzała zmartwiona na dziewczynę. 
-Otaru jest spoko. Powiedział mi to co wie o Kiyomi i tu jest problem. Ma znajomości wszędzie, gdzie potrzebuje, a tamten telefon z pogróżkami to nie był żart. Ona naprawdę nawet w mafii ma swoich ludzi. -Głos Temari się załamał, a jej ręce zadrżały. Anett za to cicho westchnęła, czując, że jest w poważnych tarapatach. 
-Temari, spokojnie, tobie nic nie zrobi. Wiesz, myślałam o tym dużo i lepiej będzie się nią nie przejmować, może sama odpuści. -Ta nadzieja w głosie wokalistki wcale nie uspokoiła ich obu. 
-A jeżeli nie? -Dziewczyna nagle się podniosła. -Anett, jesteś w niebezpieczeństwie i to wszystko przeze mnie. Gdybym się nie pojawiła... -Temari przerwała, kiedy wokalistka wstała i spokojnie ją przytuliła. 
-To nie twoja wina. Dobrze, że tu jesteś i nie poradzisz nic na to, że Kiyomi czegoś chce. Przecież nie interesowała się tobą, kiedy Yumi zmarła, nie było jej, kiedy pojawiłaś się w życiu Kouyou, więc to nie przez Ciebie się pojawiła. Zostaw to mnie i Kouyou, damy sobie z nią radę. -Anett delikatnie się uśmiechnęła. 
-Kiyomi chodzi o to, że Kouyou jej nie kocha o to jest taka wściekła. Na siłę chce, żeby On ją pokochał i zostawił Ciebie. Chciała pozbyć się Miko nie dlatego, że kiedyś coś między nimi było, a dlatego, że to ty miałaś zająć się tym dzieckiem. -Temari spojrzała na Anett, która zaczęła się zastanawiać. -A tak w ogóle, to w rudym Ci lepiej. 
-Temari, nie zmieniaj tematu, ale dziękuję. -Anett cicho westchnęła. -Posłuchaj, przyznaje się, ta kobieta mnie przeraża, ale nie jest w stanie nikogo zmusić do miłości, a tym bardziej Kouyou. Mógł odejść do Miko, ale tego nie zrobił, a ja mam już dość obawiania się, co będzie dalej, co Ona znowu wymyśli. Chciałabym, żeby dała nam w końcu spokój i może to się kiedyś stanie. I okej, dobrze wiedzieć, ale już więcej się nie narażaj. Nic dziwnego, że Akira nie chciał Cię do niego puścić... A właśnie, jeżeli o Akirę chodzi... 
-Sama teraz zmieniasz temat. -Rzuciła oburzona Temari. 
-Lepiej usiądź, bo ta część rozmowy nie będzie dla Ciebie zbyt przyjemna. -Tym razem głos Anett wydał się oschły, przez co dziewczyna postanowiła ją posłuchać. Obie usiadłby na kanapie, a wokalistka nabrała powietrza. -W Polsce, po tym jak mi powiedziałaś, myślałam o tym, jak przygotować Kouyou na tą informację i szczerze? Nie da się. Jemu nie chodzi o różnicę wieku między wami, tylko o to, ile ty masz lat. Wiem, wydaje Ci się to niesprawiedliwe, bo pomiędzy mną, a Kouyou też jest spora różnica wieku, ale między nami też jest duża różnica. Ja mam dwadzieścia osiem lat, ty za kilka miesięcy kończysz dwadzieścia, w twoim przypadku związek z taką różnicą wieku wiąże się z wieloma wyrzeczeniami z twojej strony. Wiem co mi powiesz, domyślam się, że Akira stwierdził, że poczeka, ale ile? Rok, dwa? Tylko, czy za ten rok, czy dwa będziesz gotowa? A nawet jeśli będziesz, to czy za kilka kolejnych lat nie będziesz żałować, że nie wykorzystałaś swojego życia tak jakbyś tego chciała? Różnica między nami dwiema nie polega tylko na wieku, polega też na tym, że ja już się wyszalałam i jestem pewna, że czeka mnie już tylko nudne, statyczne życie u boku męża z gromadką dzieci, ale na to jestem już przygotowana, a ty? I nie chodzi mi o to, żebyś go teraz zostawiła. Chodzi mi o to, czy jesteś gotowa, w razie czego, w tym wieku rzucić wszystko, żeby z nim być. Czy jesteś gotowa przeskoczyć etap, na którym jesteś, na etap, na którym jestem ja, postarzyć się mentalnie o kilka lat i nigdy tego nie żałować.  
-Mówisz, jakbyś była moją matką. -Słowa Anett dały Temari sporo do myślenia. Fakt, wcześniej myślała o tym, ale nigdy nie spojrzała na tą sprawę pod tym kątem. 
-Mówię tak, bo się o Ciebie martwię. Wiem, że sprawa z Daisuke jakoś na Ciebie wpłynęła oraz to co się stało, a teraz szukasz czegoś bardziej stabilnego czy pewnego. Nie wątpię w to, że go kochasz, po prostu ani ja, ani Kouyou nie chcemy, żebyś potem cierpiała przez nagłe, nieprzemyślane decyzje. -Anett spojrzała na dziewczynę zmartwiona, po czym nagle uciekła wzrokiem w bok. 
-Skoro tak mówisz, to odpowiedz mi na jedno pytanie. Jesteś z Kouyou, ponieważ go kochasz, czy dlatego, że chcesz czegoś bardziej stabilnego? 
-Chyba bardziej rozchwianego, więc odpowiedź nasuwa Ci się sama. Ale dobra, pogadam z nim o tym, ale nie za darmo. -Wokalistka przewróciła oczami. 
-Niech zgadnę, wolna chata na całą noc. -Temari spojrzała na Anett kiwającą w tym momencie głową. -Wy jesteście niemożliwi.  
-Temari! -Ruda się zaśmiała. -To będzie bardzo długa rozmowa, przy której lepiej, żeby Cię nie było. A jeśli chcesz, by dodatkowo chociaż odrobinę wam odpuścił, a w sumie to Akirze, to muszę odwrócić jego uwagę od problemu. A żeby odwrócić jego uwagę od problemu, trzeba go czymś zająć, a znając twojego ojca... Cholera, w co ja się pakuję. -Po tych słowach wokalistki, to Temari się zaśmiała.  
-Aż tak źle? -Zapytała młodsza. 
-Nie, po prostu wolałabym używać swoich argumentów w innych celach, niż pomaganie tobie. 
-Przyznaj się, że za nim “tęsknisz” i chcesz mieć pewność, że wam nie przeszkodzę. Przecież wiem, że w Polsce nie mieliście zbyt wiele czasu “dla siebie”. -Temari ponownie się zaśmiała, kręcąc głową. A to Anett uważała się za taką dorosłą.  
-Dobra, masz mnie. -Ruda z niezadowoloną miną spojrzała w bok. 
-Dlaczego od razu nie powiesz, że chcesz wykorzystać sytuację, żeby zaciągnąć mojego ojca do łózka? 
-Poważnie, tobie mam o tym mówić? -W tym momencie Anett sama się zaśmiała, jednak zaraz poczuła dłoń Temari na swoim ramieniu. 
-Wiesz, cieszę się, że mam po swojej stronie osobę, która potrafi idealnie udobruchać mojego ojczulka. -Brunetka nadal się śmiejąc, powoli wstała. 
-Temi, nie przesadzaj. -Anett spojrzała na nią z błagalną miną.  
-Tylko jego nie zapomnij o tym poinformować. Dobra, to ja idę, do jutra. -Temari niemalże od razu wyszła z mieszkania. Anett cicho westchnęła spoglądając na zegarek. Postanowiła się najpierw trochę zdrzemnąć, gdyż zmęczenie samo zamykało jej oczy. 

     Zaspana Kathy powoli zwlekła się z łóżka, słysząc kolejny dzwonek do drzwi. Nie chciała, żeby dobijająca się osoba obudziła Takanoriego, który po podróży nie miał siły by wracać do siebie.  
Przecierając powieki, powoli otworzyła drzwi, przed którymi stała Gabriela.  
-Gigi, co ty tu robisz? -Zapytała zaskoczona czerwonowłosa patrząc na kobietę. 
-Cześć. W sumie to szukam An. Byłam u niej, ale nie otwiera, telefonu też nie odbiera. -Gabierla cicho westchnęła, mając nadzieję, że Rin jej pomoże. 
-Kilka godzin temu przylecieliśmy, a znając jej plan dnia, pewnie dopiero teraz położyła się spać by odpocząć. Wybacz, ale nawet Uruszce by nie otworzyła.  
-Była w Polsce? -Na to pytanie Katherine wciągnęła powietrze i przez chwilę nie oddychała, zbierając myśli. 
-Nie obraź się za to co powiem Gigi, ale... Od twojego wyjazdu się do niej nie odezwałaś, trochę od tamtego czasu jednak minęło i tak, była w Polsce, ale skąd ty masz to wiedzieć? Nie masz czasu jej nawet odpisać, a teraz przychodzisz do mnie, myśląc, że nie mam innych rzeczy do roboty, tylko niańczyć Anetę? Daruj sobie. -Kathy już miała zamknąć drzwi, kiedy Gigi je przytrzymała. 
-Właśnie dlatego chciałam się z nią spotkać, żeby ją przeprosić.  
-Nie wiem, czy będzie chciała z tobą rozmawiać teraz. Wiesz, sporo się działo przez ten czas, ale przecież nie masz o niczym pojęcia. I ty twierdzisz, że jesteś jej przyjaciółką.  
-Nie wiem o co Ci chodzi, chciałam z nią tylko pogadać, ale dzięki za informację. -Gabriela uśmiechnęła się słabo i odeszła od drzwi z ponurą miną. Kathy cicho wzdychając zamknęła drzwi i wróciła do pokoju, zastając Takanoriego gapiącego się w sufit.  
-Kto Cię nawiedza? -Zapytał jakby zazdrosny. 
-Gigi przypomniała sobie o An. Nic ważnego. -Rin się zaśmiała, zaraz kładąc się obok niego. -No już, nie masz o co być zazdrosny.  
-No ja nie wiem kochanie. Jeszcze ktoś mi Ciebie zabierze i co ja wtedy z tym zrobię? -Ruki przytulił Kathy, spoglądając na nią. 
-Będziesz musiał się z tym pogodzić. -Czerwonowłosa uśmiechnęła się wrednie. -A teraz mnie nie budzić do jutrzejszego ranka. 

     Anett słysząc nastawiony przez siebie wcześniej budzik w telefonie, miała ochotę roztrzaskać urządzenie o ścianę. Powoli zwlekła się z łóżka, bo przecież obiecała, a przez to wszystko, przez te dwie godziny nawet nie zasnęła. Po rozmowie z Temari zaczęła się zastanawiać, czy nie pomyliła się co do siebie. Czy przypadkiem to nie jest tak, że związek z Kouyou wszystko diametralnie przyśpiesza. Czuła się, jakby stała nad jakąś przepaścią, od której nie ma odwrotu. Wcześniej pchała ją w stronę tej przepaści Miko i jej dziecko, a teraz? Sama nie wiedziała. 
Minęła kolejna godzina, zanim była gotowa do wyjścia, potem chwila w samochodzie i już była przed domem niczego niespodziewającego się gitarzysty. Kouyou siedział na kanapie w salonie, trzymając w ręce otwarte pudełko z pierścionkiem i zastanawiając się co dalej. Kiedy usłyszał dzwonek do drzwi, szybko zamknął pudełko, kładąc je na komodzie za jakąś figurką i schodząc na dół, zaczął się zastanawiać, jak Temari przeżyła ten miesiąc, skoro ciągle zapomina kluczy. Kiedy otworzył drzwi i zobaczył Anett, gwizdnął. 
-No, no. Rzeczywiście w rudym Ci do twarzy. -Rzucił, z wrednym uśmieszkiem na twarzy. -Ale, że już się stęskniłaś?  
-Serio? Wszyscy teraz będą się włosów czepiać? -Anett przewróciła oczami, wchodząc do środka. -Nie, nie stęskniłam się. Temari u mnie była. -Powiedziała, mijając gitarzystę. Za chwilę była już na piętrze, gdzie usiadła na kanapie. 
-Już musiała polecieć się poskarżyć, a nic mu nawet nie zrobiłem. -Kouyou poczuł się oburzony tym faktem. Myślał, że uda mu się porozmawiać z córką i wytłumaczyć jej, jego obawy. Spokojnie usiadł obok Anett.  
-Przecież wiem, że chodzi Ci o to, że Temari jest młoda, ma przed sobą całe życie, a związała się z kimś o wiele starszym. A nie, przepraszam, chodzi o to, że to Akira, mam Cię. -Ruda cicho się zaśmiała. 
-Tak, masz mnie. Ale nie mam zielonego pojęcia, jak mam jej to wytłumaczyć. -Brunet spojrzał na wokalistkę.  
-Już jej to wytłumaczyłam. Jak z nią rozmawiałam, widziałam, że wie co robi, chociaż zasiałam w niej ziarno niepewności, więc będzie musiała to przemyśleć jeszcze raz. Jeżeli po tym nadal będą razem, to znaczy, że jest pewna tego co robi. -Anett uśmiechnęła się delikatnie, zarazem robiąc błagalną minę. 
-Wiesz, że jesteś cudowna kochanie? -Uruha od razu ucałował jej czoło. 
-Tak, tak wiem, już to gdzieś dzisiaj słyszałam. -Wokalistka ponownie się zaśmiała.  
-Ale skoro Temari u Ciebie była i to pewnie jakiś czas temu, a do teraz nie wróciła, to znaczy, że się z nią ugadałaś, żeby nie wracała do jutra. -Gitarzysta uniósł wzrok ku górze, patrząc na kobietę, która szybko uciekła wzrokiem w bok. 
-Dobra, teraz ty mnie masz. 
-Czyli upiekłaś dwie pieczenie na jednym ogniu. Ale teraz powiedz mi tak szczerze... 
-Co wy dzisiaj wszyscy? Jakiś dzień szczerości macie? -Wtrąciła Anett, jednak Kouyou od razu ją przytulił. 
-Nie, po prostu chcę coś wiedzieć. Od jakiegoś czasu próbuję Cię wyczuć, zrozumieć, dotrzeć do Ciebie i chyba już wiem. Wiem, że masz swoje potrzeby i w sumie jestem od ich spełniania... 
-A One z czasem rosną... -Wtrąciła Anett, ale nie zdążyła tego przemyśleć. Widząc minę Kouyou wiedziała, że zrozumiał to całkowicie inaczej, niż Ona by chciała. Musiała teraz utrzymać twarz i spróbować wyjść z tej sytuacji. Uruha natomiast wyczuł idealną okazję. W sumie nie tak to sobie wyobrażał, ale skoro już tyle razy zaprzepaścił okazję, teraz nie mógł. Przecież Ona sama... 
Nagle tą chwilę przerwał dzwonek do drzwi. Zaskoczony gitarzysta poszedł otworzyć, a Anett palnęła sobie w czoło. Doskonale wiedziała, co Kouyou zrozumiał przez jej słowa i dopiero teraz do niej dotarło, że kłamała... Wcale nie była gotowa. Słysząc głosy na dole poszła do kuchni, by napić się wody. 
-Kiyomi? -Zapytał zaskoczony brunet, otwierając drzwi. 
-Długo Cię nie było. -Kobieta bez ogródek weszła do środka, z tym swoim wrednym uśmieszkiem na twarzy. Od razu udała się na górę, wiedząc doskonale, że gitarzysta nie jest sam. 
-Możesz mi wytłumaczyć, co ty tu do cholery robisz? -Gitarzysta nie ukrywał oburzenia, a już całkowicie poczuł się zdezorientowany, kiedy kobieta objęła go w szyi i przylgnęła do niego swoim ciałem. 
-Po prostu się stęskniłam kochanie... -W tym momencie rozległ się dźwięk tłuczonego szkła. Tak, to Anett widząc całą tą scenkę upuściła szklankę, którą chwilę wcześniej trzymała. 
-To ja może lepiej wyjdę. -Anett kiwnęła głową w stronę Kouyou, próbując mu coś tym przekazać. Mając nadzieję, że Kiyomi się nie połapie, tylko udała, że wychodzi, a tak naprawdę została przy schodach.  
-Czyli, że wy dalej. -Kobieta się zaśmiała, kręcąc głową. -Jakiś ty głupi.  
-Kiyomi, mam tego dość. Nie spieprzysz mi życia, tylko dlatego, że tego chcesz. -Kouyou odsunął się od niej. Kobieta powoli przeszła się po pokoju, a jej uwagę przykuła jedna rzecz na komodzie. Pewnie sięgnęła po pudełko, które otworzyła. 
-Ty tak na poważnie? -Zaśmiała się, wiedząc, że Anett tak naprawdę nie wyszła, przecież ta mała dziwka by sobie tak po prostu nie odpuściła. -Chcesz się jej oświadczyć?  
-To nie twoja sprawa, ale tak. Kocham ją i chce z nią być. Czemu Ciebie to tak bawi? -Kouyou wiedział, że skoro Anett to słyszy, będzie musiał się grubo tłumaczyć.  
-Bo nie jest pierwsza i oboje wiemy, że nie jest ostatnia. Przyznaj, ile kobiet przewinęło się przez twoje łózko. Przyznaj w końcu, że Anett jest dla Ciebie tylko zabawką, którą chcesz przy sobie zatrzymać pierścionkiem...- Nagle Kiyomi uśmiechnęła się szerzej, słysząc w końcu to co chciała usłyszeć. 
Anett wiedziała, że to co mówiła, nie było prawdą, ale wieść o tym, że Kouyou planuje się jej oświadczyć, sprawiła, że spanikowała. Dodając dwa do dwóch zrozumiała, czemu Kouyou od jakiegoś czasu, gdy są sami, czasami był strasznie zdenerwowany. Postanowiła wyjść, wrócić do domu, ochłonąć i pomyśleć.  
-Oboje wiemy, że tak nie jest. Już raz zniszczyłaś całe moje życie, bo nie chciałaś ze mną być i nie rozumiem, dlaczego teraz jesteś gotowa zrobić to ponownie, żebym znowu zaczął Cię kochać. -Kouyou słyszał przez okno, jak Anett odjechała sprzed jego domu, ale całkowicie nie spodziewał się tego, co usłyszy za chwilę. 
-Próbuje Cię przed nią ochronić. Wiem, że to się wam w końcu nie uda, znam takie jak Ona. Przed tobą jest w stanie to ukryć, ale nie przede mną -Po tych słowach Kiyomi się uśmiechnęła i tak po prostu sobie poszła. W końcu jej cel na ten wieczór został osiągnięty.  
Kouyou stał jeszcze chwilę w miejscu, nie wiedząc co  Kiyomi miała na myśli. Po krótkiej chwili spróbował zadzwonić do Anett, ale kiedy po raz piąty odrzuciła jego połączenie, napisał do Temari, że może wracać do domu. Spróbował jeszcze kilka razy dodzwonić się do wokalistki, jednak na marne, ciągle uparcie odrzucała jego połączenia. Wiedział, że ma dwie opcje. Mógł zostawić tą sprawę na kolejny dzień, albo mógł pojechać do mieszkania, ale to wiązało by się z ryzykiem, że Anett zaraz go wyrzuci. Przemyślał to na spokojnie i postanowił zaryzykować. W końcu nie wiedział, dlaczego kobieta tak naprawdę wyszła.  

     Wchodząc do domu, zorientowała się, że nikogo nie ma. Cicho westchnęła, stwierdzając, że jej mąż pewnie znowu będzie pracował do nocy, jak to miał w zwyczaju przed każdą trasą, by wszystko zapiąć na ostatni guzik. Spojrzała na zegarek i w sumie nie było za późno, by kogoś odwiedzić, bo przecież nie będzie sama siedzieć w domu. Spróbowała jeszcze do niej zadzwonić i na szczęście odebrała, ale twierdząc, że chce być sama. Ayuko wyczuwając kłopoty jeszcze szybciej wsiadła do samochodu i po kilkunastu minutach już stała przed drzwiami do mieszkania Anett.  
-Ayuko, mówiłam Ci, że chcę być sama. To nie ma związku ani z zespołem, ani trasą. -Rzuciła ruda, wpuszczając kobietę do mieszkania. 
-To, co powiedziałaś, oznaczało, że masz jakiś problem do przegadania, a ja i tak siedziałabym sama w domu, więc wiesz... 
-No nie tak do końca sama. -Anett spojrzała na nią błagalnie, a potem na jej brzuch, zarazem zamykając drzwi. -Masz rację, spanikowałam.  
-Wiedziałam, że chodzi o Kouyou. Co tym razem? -Ayuko wygodnie zasiadła na kanapie, rozkładając się, niczym wielka szefowa. 
-Sprawa z Temari i Akirą wyszła na jaw, obiecałam Temi, że z nim pogadam, a w trakcie rozmowy powiedziałam coś, co Kyu zrozumiał całkowicie inaczej niż powinien. Potem przerwała nam Kiyomi, a ja udając, że wychodzę usłyszałam, że Kouyou ma w planach mi się oświadczyć...