26 gru 2021

Rozdział 46

 Spóźnione Wesołych Świąt :)
Nie, nie zapomniałam o was, tylko moja wena przez ostatni czas skupiła się na czymś innym. To nie jest jedyne opowiadanie, które pisze, mam zaczętych już kilka, ale nad nimi pracuje jak złapie mnie na nie wena, lub chcę się rozpisać by złapać natchnienie na to opowiadanie. Nie są one tak długie jak to, maksymalnie na 20 rozdziałów i planuje kiedyś je publikować, pod warunkiem, że prace nad nimi będą zakończone, lub będę blisko końca. A piszę wam o tym, żebyście wiedzieli, skąd tutaj biorą się czasami takie opóźnienia, oraz... Proszę, przeczytajcie rozdział do końca, ponieważ pod rozdziałem, przygotowałam dla mas mały prezent ode mnie.
Miłego czytania :3

Rozdział 46: 

     Minął ponad tydzień. Yuu nadal nie potrafił się pozbierać. Jeśli nie musiał nie wychodził z domu, od nikogo nie odbierał, po prostu chciał być sam. Słowa Ayuko nadal wybrzmiewały echem w jego głowie i czasami się nad nimi zastanawiał, ale zaraz wybuchał śmiechem. Dopiero teraz docierało do niego, że kobieta miała rację. Był zazdrosny, ale nie o Anett, tylko o to, że jest z kimś, a właściwie, że to Kouyou znalazł „miłość swego życia”.  
Tego dnia jak zwykle wrócił z wywiadu, przebrał się w coś luźnego i zaległ na kanapie przed telewizorem. Kiedy po raz kolejny rozbrzmiał jego telefon, po prostu go wyłączył. Przez ostatnie dni ciągle ktoś do niego wydzwaniał albo co gorsza przychodził. Kiedy gitarzysta słyszał dzwonek do drzwi, już nawet nie wstawał by sprawdzić, kto tym razem zakłóca jego spokój.  
Akurat stwierdził, że najlepszym pomysłem będzie sen i już nawet przysypiał, kiedy usłyszał pukanie, nie, walenie do drzwi. Po dwudziestu minutach tego tłuczenia w końcu wstał i otworzył, patrząc wściekłym wzorkiem na perkusistę. 
-No w końcu. Co się z tobą dzieje? -Kai tak po prostu wszedł do mieszkania, mijając, jak gdyby nigdy nic wściekłego Yuu. 
-Nic, po prostu nie mam ochoty z nikim gadać, czy to tak trudno zrozumieć?  
-Yuu, już ponad tydzień, jak wszystkich unikasz. Wiem, to co powiedziała Ayuko było nie na miejscu, ale... 
-Ale miała rację. Tak, jestem zazdrosny, ale o to, że wszyscy wokół układają sobie życie, a ja nadal stoję w miejscu. -Aoi bezsilne opadł na kanapę. 
-Wcale nie stoisz w miejscu, tylko zaczynasz od nowa. -Rzucił Kai z niby uśmiechem na twarzy. 
-Jeszcze lepiej. Wiesz co Yutaka? Jeśli masz tak pierdolić, to lepiej wyjdź. Wiesz, gdzie są drzwi. -Yuu po raz kolejny spojrzał na lidera gniewnym wzrokiem. 
-Aoi, nie pierwsza i może nawet nie ostatnia, a ty zachowujesz się jak zakochany nastolatek. 
-Chciałem, żeby Namiko była ostatnią, nie rozumiesz?! -Nagle gitarzysta się zaśmiał. -No tak, nie rozumiesz, w końcu od kilku ładnych lat jesteś z Ayuko. 
-O to Ci teraz chodzi? Że wam nie wyszło? Stary, takie rzeczy się dzieją, nic na to nie poradzisz. -Zrezygnowany Kai pokręcił głową. Chyba naprawdę nie potrafił rozmawiać z Yuu, tak by mu pomóc. 
-Nie, nie o to. Ayuko dla mnie to przeszłość i nawet cieszę się, że jest z tobą. Chodzi o to, że ty nie rozumiesz, nie wiesz, jak to jest, kiedy ktoś kogo kochasz znika bez słowa, bo stwierdziła, że to nie jest to, czego Ona chce. -Yuu naprawdę chciał już zostać sam, nie miał ochoty nikomu nic tłumaczyć, co wywoływało u niego jeszcze większy gniew. 
-Może i nie rozumiem, ale ogarnij się w końcu. Zamknięcie się w domu i izolowanie się od wszystkich naprawdę Ci nie pomoże. -Stwierdził lider, po czym postanowił wyjść. -Naprawdę radzę Ci w końcu stanąć na nogi, to trudne, wiem, ale nic już z tym nie zrobisz. -Po tych słowach wyszedł, zostawiając gitarzystę z kolejnymi rozmyślaniami. 

     Kiedy się obudził, poczuł jakiś dziwny wewnętrzny chłód. Powoli usiadł na łóżku i jak zwykle spojrzał w stronę śpiącej blondynki, ale tym razem już jej nie było. Powoli wstał i udał się do łazienki. „W końcu ostatni dzień w Polsce” pomyślał, obmywając twarz wodą. Nawet uśmiechnął się pod nosem, chociaż czuł, że problemy mogą się dopiero zacząć, właśnie w Japonii. Kiyomi nadal wypisywała do Anett, która nadal na to nie reagowała w żaden sposób.  
Gdy wrócił do salonu, zastał tam jedynie Mateusza. Od kiedy Kathy i Takanori wyjechali kilka dni wcześniej, w mieszkaniu zrobiło się niesamowicie cicho. 
-A Anett, gdzie wywiało? -Gitarzysta usiadł obok brata wokalistki. 
-Pewnie znowu wzięła gitarę i pojechała popracować. W ogóle wiesz o co chodzi? -Mateusz uniósł brew ku górze.  
-Nic mi nie mówiła, ale od kilku dni tak znika. -Gitarzysta zamyślił się na chwilę, gdy młodszy po prostu wstał. 
-Dobra, ja muszę lecieć, do wieczora. -Rzucił Mateusz i zaraz zniknął w przedpokoju. Jak Kouyou został sam, przygotował sobie kawę i chwycił za swoją gitarę. Niestety, nie mógł długo posiedzieć w samotności. Czasami brakowało mu tego czasu sam na sam ze sobą, by nie robić nic samemu, czy na spokojnie pomyśleć.  
Anett widząc gitarzystę, odstawiła futerał z gitarą i usiadła obok niego, kładąc głowę na jego ramieniu.  
-Ciężki ranek, co? -Uruha spojrzał na blondynkę z lekkim uśmiechem na twarzy.  
-Nie, musiałam tylko coś dokończyć. -Akuma wyprostowała się, sięgając do swojej torby, z której wyjęła swojego laptopa.  
-Dziwi mnie, że gdzieś znikasz, żeby popracować. -Rzucił Kouyou, patrząc jak wokalistka spokojnie, z uśmiechem na twarzy otworzyła laptopa.  
-Potrzebowałam ciszy, spokoju i sprzętu, którego nie trzymam tutaj. -Nagle z głośników komputera wydobył się dźwięk. Zasłuchany Kouyou nawet nie zwrócił uwagi, kiedy Anett wstała, znikając w pokoju. Po chwili jednak wróciła, zajmując wcześniej zajmowane przez siebie miejsce. 
-Czekaj, ty to sama? -Brunet spojrzał na nią. 
-A no, sama. Dlatego nie chciałam pracować w domu, bo byś się wtrącał. A tak swoją drogą... -Anett spokojnie podała mu pudełko. -Chyba nie myślałeś, że zapomniałam.  
-Nie musiałaś. -W odpowiedzi Kouyou dostał jedynie wzruszenie ramionami uśmiechniętej blondynki. Jednak, kiedy otworzył pudełko, kątem oka ponownie na nią spojrzał. Widząc jej zadowoloną minę sam cicho się zaśmiał. -Anett, ale ja wiem, ile On kosztował.  
-Ale coś wspominałeś, że dołączyłbyś go do swojej kolekcji i może w końcu przestaniesz się spóźniać. -Wokalistka się wyszczerzyła, obserwując, jak mężczyzna ostrożnie wyjął srebrny zegarek z pudełka. -I tak sobie pomyślałam, że skoro jesteśmy ostatni dzień w Polsce, to może poszwendamy się po mieście na spokojnie?  
-Wiesz An, to naprawdę dobry pomysł. 

     Obserwowała dziewczynę już od kilku tygodni. Bardzo dobierze wiedziała, kiedy bywała w domu, a kiedy poza nim. Brunetka na szczęście zachowywała się zbyt przewidywalnie –Praca, zakupy, nauka w domu, wieczorne wyjścia do chłopaka i tak całymi tygodniami w kółko. Fakt, czasami zdarzało jej się robić coś innego, ale od kiedy wyjechał jej ojciec, dziewczyna codziennie robiła praktycznie to samo. 
Postanowiła w końcu wyjść z ukrycia i w końcu się z nią spotkać. W sumie to od kilku lat nie stała z córką twarzą w twarz i miała nadzieję, że uda się ją przekonać.  
Temari siedziała nad książkami, chociaż akurat tego dnia strasznie ciężko cokolwiek wchodziło jej do głowy, w dodatku co chwilę przerywał jej Akira kolejnymi wiadomościami. Dzwonek do drzwi ją zaskoczył, przecież nie była z nikim umówiona, a basista wiedział, że dziewczyna chcę poświęcić na naukę, głównie po to, by nie odczuć, że jest rok w plecy. Chociaż przydała by jej się teraz Anett, blondynka jakoś jest w stanie to wszystko zrozumieć.  
W końcu, gdy dzwonek do drzwi wybrzmiał po raz trzeci, postanowiła pójść otworzyć. Całkowicie nie spodziewała się tego, kogo zobaczyła przed drzwiami.  
-Witaj Asami. -Kiyomi uśmiechnęła się delikatnie i od razu weszła do środka. 
-Co ty tu robisz? -Temari patrzyła na kobietę, niczym na złą zjawę, zwiastującą jakieś nieszczęście. -Kouyou, nie ma, jeżeli o to Ci chodzi. -Warknęła, a Kiyomi lekko odwróciła głowę spoglądając na nią kątem oka i ruszyła po schodach na górę. Zrezygnowana młoda brunetka cicho westchnęła i poszła za nią. 
-Akurat chciałam się zobaczyć z tobą, córeczko... 
-Nie mów tak do mnie. Mam Ci przypomnieć, że to ty rzuciłaś pomysłem, by mnie podmienić? Zapomniałaś już, co zrobiłaś mi i ojcu? -Temari zmrużyła powieki, jednak zaraz się odwróciła. -Wyjdź. 
-Mówisz tak, bo teraz jest dobrze. Nie wiesz, co było, kiedy się urodziłaś. -Kiyomi podeszła bliżej Temari, stając przed nią.  
-Wiem wystarczająco. -Dziewczyna odwróciła głowę, ale zaraz spojrzała na matkę. 
-Wiesz, to, co On Ci mówi... 
-Wiem to, co wszyscy mówią! Przecież nie tylko Kouyou to pamięta. -Brunetka wiedziała, że niepotrzebnie się uniosła, ale chciała pozbyć się Kiyomi z domu, próbując pokazać jej, że nie mają o czym rozmawiać.  
-Kochanie, twój ojciec robił wtedy to co chciał, w sumie nadal to robi. Wszystko co inne robił, bo wiedział, że musi. Teraz jest to samo, przygarnął Cię, bo musiał, w końcu wyszło na to, że jest twoim ojcem. Ale nie nacieszysz się tym długo, bo przecież planuje uwić sobie gniazdko z inną. Ja tylko próbuję Cię przed tym chronić. -Kiyomi mówiła to z taką przerażającą pewnością siebie. Kiedy chciała dotknąć córkę, ta się odsunęła, patrząc na nią wzrokiem pełnym nienawiści. 
-Robił i w sumie robi to co kocha i myślisz, że wtedy było mu łatwo rozwijać karierę i zajmować się kilku miesięcznym dzieckiem, bez niczyjej pomocy? To ty wtedy zwiałaś, żeby ułożyć sobie życie, a kiedy Ci się to udało, przypomniałaś sobie o córeczce, chociaż ja wolałabym, żebyś zapomniała o mnie wtedy całkowicie.  
-Asami... 
-Nie Kiyomi, to ty teraz posłuchaj. Jesteś zła za to, że kiedy potrzebowałam pomocy, trafiłam na niego. No, ale ty przecież po śmierci Yumi rozpłynęłaś się w powietrzu, mimo, że byłaś jej najlepszą przyjaciółką. To Kouyou ze mną porozmawiał, to On postanowił zrobić badania, a to, że tu mieszkam? No tak, ty nic nie wiesz. -Temari cicho westchnęła, zastanawiając się, czy powinna powiedzieć kobiecie prawdę. -Kouyou pomagał mi, jeszcze zanim miał pewność, że jest moim ojcem. Po tym jak Hiroto mnie wyrzucił z domu, mieszkałam kątem u znajomych, którzy z mieszkania zrobili melinę, aż w końcu wywalili mnie w środku nocy, bo nie chciałam z nimi znowu imprezować. Kouyou to była jedyna osoba, do której mogłam zadzwonić i nie miał problemu, żeby przyjechać w środku nocy i mnie stamtąd zabrać. Kilka dni później stwierdził, że nie ma sensu, żebym szukała czegoś na szybko i że mogę zostać u niego, dlatego tu mieszkam. Ale Ciebie przecież przy tym wszystkim nie było. A jeżeli chodzi o Anett, to odpuść sobie. Kochają się, a ja nawet się cieszę, że są razem. Tak, pewnie przyjdzie dzień, że założą razem rodzinę, ale wiesz co? Mi to nie przeszkadza. 
-Dziecko, ty nawet nie wiesz co mówisz. Twój ojciec nigdy nikogo nie kochał, na pewno nie Ciebie... -Temari słuchała tych słów z niedowierzaniem, ale nagle coś do niej dotarło. Myśląc chwilę, pokręciła głową, po czym cicho się zaśmiała. 
-Chodzi Ci o to, że On Cię już nie kocha. Wyczułaś to wtedy i próbujesz go zmusić do tego uczucia, dlatego próbujesz rozwalić jego związek z Anett, za wszelką cenę. Miko Ci nie przeszkadzała, chodziło o dziecko. O jego dziecko, z którym ty nie miałabyś nic wspólnego, tylko inna kobieta... -Nagle dziewczyna poczuła piekący ból na policzku. Powoli przyłożyła dłoń do zaczerwienionej skóry, patrząc z przerażeniem na matkę. Czyli to prawda... 

     Ciesząc się słoneczną pogodą, przysiedli przy parkowym stawie, z dala od innych. Wtuleni w siebie patrzyli w wodę, po prostu ciesząc się chwilą. 
-Nie chcesz wracać, prawda? -Zapytał Kouyou, spoglądając kątem oka na Anett.  
-Przez ten miesiąc tutaj też wiele się działo. Można powiedzieć, że zbyt wiele w tak krótkim czasie. -Blondynka cicho westchnęła, spoglądając w niebo. 
-Chodzi Ci o to, że wiem? 
-Kouyou, wiesz po prostu jaka byłam kiedyś i że nie zawsze byłam święta. Ludzie się zmieniają, to niestety prawda. Czasami pod wpływem chwili, a czasami nawet i osoby.  No i mój talent do pakowania się w kłopoty. 
-A myślałem, że tylko Kris ma taki talent. -Uruha się zaśmiał, przytulając mocniej kobietę. Racja, że wcześniej nie spodziewał się po niej tego, czego się dowiedział w ciągu tego krótkiego miesiąca. Wiedział już, dlaczego starała się unikać spotkań ze znajomymi i dlaczego tak bardzo chciała walczyć ze swoją przeszłością.  
-Oj, akurat talent Krisa do pakowania się w kłopoty jest większy, niż mój. W tym przypadku na szczęście. -Anett w tym momencie usłyszała dźwięk powiadomienia, jaki wydobył z siebie jej telefon. Wyjęła go z kieszeni i na spokojnie zaczęła czytać wiadomość. -Cholera, Kiyomi była u Temari.  
-Spokojnie An... 
-Nie rozumiesz? Ona wie, że wracamy, więc zaczęła działać. -Kobieta powoli wstała. -Ale to jest nasze życie, tam, nie tu. -Anett lekko odwróciła głowę w stronę gitarzysty, z lekkim uśmiechem na twarzy. 
-Już się nie boisz? -Uruha również wstał, podchodząc do blondynki.  
-A to coś zmieni, że będę się bać? Musimy iść do przodu, nawet z Kiyomi na karku. -Akuma uśmiechnęła się szerzej, jakby miała się zaraz zaśmiać. 
-Tu masz rację, niczego nie zmienimy. -Kouyou odwzajemnił uśmiech. -Może już wracajmy? Bo jak Kris po raz kolejny za chwilę zadzwoni, gdzie jesteśmy, to osobiście... 
-Go zabijesz. Masz rację, czeka nas znowu wieczorne chlanie, a jutro lecimy. -Anett pokiwała lekko głową z wrednym uśmieszkiem na twarzy. 

     Akira wrócił do pokoju. Może i niepotrzebnie informował Anett o tym, co się stało, ale wolał, by wiedzieli. Kiedy Temari do niego zadzwoniła, nie wahał się ani chwili, tylko od razu przyjechał. Nie mógł uwierzyć, że Kiyomi była zdolna do tego, by uderzyć własną córkę.  
-Jeszcze nie śpisz? -Zapytał, obserwując siedzącą na parapecie dziewczynę.  
-Jakoś nie potrafię. Myśl o tym, co naprawdę nią kieruje nie daje mi spokoju. -Bruneta cicho westchnęła, patrząc przez szybę. Tak bardzo chciała by się mylić, jednak zachowanie jej matki tylko utwierdziło ją w tym przekonaniu. Nie musiała już więcej mówić Kiyomi że wyszła, ta jedynie rzuciła coś pod nosem i sama opuściła dom, a to tylko potwierdziło jej teorię.  
-Kochanie, będę tutaj tak długo jak trzeba. Wiedząc, że tu jestem, nie zbliży się do Ciebie. 
-Nie o to chodzi, coś jeszcze nie pozwala mi spać. Zanim przyjechałeś, coś mnie natchnęło, by ją sprawdzić i... Wiedziałeś, że miała męża? -Dziewczyna spojrzała na basistę, unosząc brew ku górze. 
-Nic o tym nie wiem, Kouyou pewnie też nie. -Akira podszedł bliżej. 
-Rozwiedli się dwa lata temu, ale nie znam powodu. -Temari cicho westchnęła, schodząc z parapetu.  
-Temari, wiem co Ci chodzi po głowie. Nie rób tego, nie powinnaś z nim rozmawiać. -Akira pokręcił głową, patrząc na dziewczynę. Po chwili lekko ją przytulił. 
-Ale On wie coś o niej, czego my nie widzimy. Z jakiegoś powodu się rozwiedli. -Brunetka spojrzała na niego z nadzieją w oczach. 
-Nie wiesz co to za typ, nie wiesz, z jakiego powodu się rozwiedli i lepiej nie wiedzieć, uwierz mi. Nie pojedziesz do niego, a ja osobiście tego dopilnuje.  
-Typ jest policjantem, a łącząc to ze sprawą Miko, nie wydaje Ci się podejrzane? -Temari odsunęła się od niego i usiadła na łóżku, a Akira zaraz obok niej. -Moja matka jest po rozwodzie, nagle i na siłę chce wrócić do mojego ojca i wścieka się na niego za to, że On po tylu latach już jej nie kocha.  
-Tym bardziej jestem przeciwny. Jeżeli chodzi o sprawy związane z Kiyomi, lepiej trzymać się od tego z daleka. 

     Następny ranek tak jak się spodziewali, należał do tych cięższych. Najpierw pośpiech i stres, ponieważ z powodu imprezy dzień wcześniej zaspali, a potem oczekiwanie na lotnisku. Aż w końcu po kolejnych kilkunastu godzinach wylądowali w Tokyo i o dziwo to tym razem Anett przespała cały lot.  Kouyou z racji tego, że zostawił swój samochód na parkingu, postanowił najpierw odwieźć Krystiana i Anett.  
-Coś Cię męczy? -Zapytał gitarzysta, kiedy został sam z kobietą w samochodzie. 
-Poza tym, że czuje się jak na celowniku, to nie. Po prostu, mimo, że przespałam większość lotu, to jestem zmęczona. -Anett uśmiechnęła się słabo.  
-Zaraz będziemy u Ciebie. A tak w ogóle, wiesz czemu Kris od kilku dni prawie nic nie mówi? -Kouyou spojrzał kątem oka na wzdychającą blondynkę. 
-Pokłócił się z Marcinem. W sumie poszło o ognisko i dlaczego Kris go nie zaprosił. Krystian w końcu powiedział co myśli o tym, co Marcin wyprawia i jak wcześniej mi nie wierzył, tak sam na własnej skórze się przekonał, jakim Marcin jest człowiekiem.  
-To znaczy? 
-Jak tylko Marcinowi skończyły się logiczne argumenty, a w sumie nie miał ich wcale, to zaczął go wyzywać. A znasz Krisa... -Anett cicho westchnęła, kierując wzrok na szybę.  
-Oj znam i chyba nie chcę znać szczegółów tej kłótni. -Uruha również westchnął. 
-Ja je znam. -Szepnęła Anett. -Marcin to osoba, która naprawdę nie na prawa wytykać Krisowi jego przeszłości czy błędów.  
-To chyba wiem, o co im poszło. -Rzucił Kouyou, skupiając się na parkowaniu. -No już jesteśmy. 
-Szkoda, że mam tylko trzy godziny, zanim nawiedzi mnie Hitomi. -Jęknęła bezsilnie Anett, otwierając drzwi samochodu. 
    W mieszkaniu Anett wtuliła się w gitarzystę, kiedy ten miał już wychodzić. 
-Teraz nie wiem, czy Cię zatrzymać, czy wystawić za drzwi. -Zaśmiała się cicho. 
-No wiesz, ja tam do jutra mam jeszcze wolne, to ty musisz się dzisiaj zmierzyć z następczynią Miko. -Kouyou również się zaśmiał.  
-Gdyby nie ten wywiad jutro, to też miałabym spokój.  
-Jutro wywiad, a po jutrze już koncert. -Uruha ponownie się zaśmiał, wiedząc, że Anett nie chce o tym słuchać. 
-Kyu, błagam. To będzie katastrofa. Już chyba wolę, żeby Kiyomi mnie dorwała. 
-Przesadzasz. Jesteś przygotowana na wszystko i dasz sobie świetnie radę. 
-Tak, dam, łatwo ci powiedzieć. -Anett powoli odsunęła się od gitarzysty. -Wiesz co? Idź już może lepiej. -W odpowiedzi usłyszała śmiech. 
-Masz rację, chciałbym jednak przeżyć. -Kouyou nadal chichocząc ucałował jej czoło i wyszedł. 

     Obudziła się wtulona w mężczyznę. Kiedy otworzyła oczy, spojrzała w stronę otwartego okna, przez które słyszała ryk silnika samochodu, wjeżdżającego do garażu. Leniwie sięgnęła swojego telefonu, sprawdzając godzinę, przy okazji patrząc na datę. 
-Cholera! -Krzyknęła, podnosząc się. 
-Temari, możesz nie wrzeszczeć z samego rana? -Zaspany Akira obrócił się jedynie na drugi bok. 
-Ale Ojciec już jest. Zapomniałam, że dzisiaj przylatują. -Warknęła Temari, próbując dobudzić basistę, jednak jej słowa skutecznie zadziałały. 
-Cholera, jest źle. -Reita natychmiast zerwał się z łóżka, zbierając swoje ubrania porozrzucane po pokoju i natychmiast zaczął się ubierać. Jednak zaraz oboje usłyszeli otwierające się drzwi do pokoju. 
    Kouyou gdy tylko wszedł na piętro, miał ochotę rozwalić się na kanapie i po prostu zasnąć. Jednak usłyszał jakieś głosy dobiegające z pokoju Temari, więc postanowił do niej zajrzeć, nie spodziewając się tego co zobaczy.  
-Akira?! -Wrzasnął, patrząc na półnagiego przyjaciela. -Kurwa. To mi się śni, prawda? Nie, to mi się nie śni. -Odpowiedział sam sobie, widząc jak owa dwójka patrzy na niego z przerażeniem w oczach. Kouyou wyszedł z pokoju i zakrył twarz w dłoniach, próbując zebrać myśli. Powoli przeszedł do salonu i już miał sięgnąć do barku, kiedy usłyszał za sobą głos basisty. 
-Kouyou, posłuchaj, to nie tak jak myślisz... 
-Skąd ty do cholery wiesz co ja myślę?! -Kouyou odwrócił się momentalnie w jego stronę. -Pieprzysz moją córkę!  
-Mówiłem, że to nie tak. Ja i Temari jesteśmy razem od dwóch miesięcy. -Ta wiadomość jeszcze bardziej wstrząsnęła gitarzystą. 
-I teraz mi dopiero mówisz! Zresztą, to nie ważne, jesteś od niej ponad dwadzieścia lat starszy! Jechałeś ze mną do szpitala, kiedy Kiyomi ją rodziła, przyjaźnimy się od lat... To jest chore. -Kouyou pokręcił głową. -Lepiej wyjdź. 
-Pomiędzy tobą a Anett jest trzynaście lat różnicy i nikomu to nie przeszkadza. Kocham ją i tego nie zmienisz, a nie chcieliśmy Ci wcześniej mówić, bo wiedzieliśmy, że tak zareagujesz... 
-Ale pomiędzy mną, a Anett, jak sam stwierdziłeś, jest trzynaście lat, nie dwadzieścia! I nie obchodzi mnie to, masz trzymać łapy z dala od mojej córki, jasne?! -Po tych słowach Kouyou usiadł na bezsilnie na kanapie, nie zwracając już uwagi na przyjaciela, który dla własnego bezpieczeństwa wolał wyjść. Siedział tak w zamyśleniu, całkowicie zapominając o zmęczeniu i nawet nie wiedział, ile czasu minęło. Z myśli wyrwała go siadająca obok niego Temari. 
-Tato, my się naprawdę kochamy. -Dziewczyna spojrzała na niego zmartwiona. 
-W jednym Akira ma rację, nie powinienem się czepiać różnicy wieku, ale jesteś moją córką i nie chcę, żebyś przez niego cierpiała. -Uruha cicho westchnął, po czym spojrzał na nią kątem oka. -I dlaczego nie powiedziałaś mi od razu?  
-Bo wiedziałam, że się na niego wkurzysz. Chcieliśmy na spokojnie Ci o tym powiedzieć, ale wyszła ta sprawa z Miko, a potem wyjechałeś. -Dziewczyna powoli wstała. -Nie było okazji, ale już wiesz, po sprawie. 
-Temari, nie jest po sprawie. Na Ciebie jestem zły, bo nie powiedziałaś mi od razu, że coś do niego czujesz, a na niego jestem wściekły, że w ogóle się do Ciebie zbliżył... 
-Zabrzmię teraz jak głupia nastolatka, ale... Nie obchodzi mnie to co myślisz. Kocham go i chcę z nim być, czy Ci się to podoba czy nie. -Po tych słowach Temari poszła do swojego pokoju, trzaskając drzwiami. Kouyou westchnął bezsilnie, ale postanowił zostawić to na potem. Powoli zwlekł się z kanapy i udał się do swojej sypialni, mając nadzieję, że szybko zaśnie, a jak się obudzi, to, to wszystko okaże się tylko koszmarem. 

__________

                                                                    >Zapraszam<

Tak, zapraszam do kliknięcia w link i oczywiście dajcie mi znać, co wy na to :)
Do zobaczenia niebawem :3


30 lis 2021

Rozdział 45

 Witam wszystkich :) Wybaczcie mi, że znowu minął miesiąc, od ostatniego rozdziału, w dodatku znowu jest ostatni dzień miesiąca, ale... Przez jakiś czas może tak być. Mam teraz trochę więcej na głowie, przez co nie mam zbyt wiele czasu na pisanie, szczególnie, kiedy czasami rozdział zaczynam po kilka razy ^^'
No, ale już was nie zasmucam i do następnego (Mam nadzieję, że szybciej się wyrobię:))
Miłego czytania :3

Rozdział 45: 
 
Kouyou jeszcze zaspany usiadł na łóżku i spojrzał na śpiącą blondynkę. Powoli wstał i udał się do łazienki, ale gdy tylko przekroczył próg salonu, słyszał za sobą tuptanie psa. 
-Kiko, za chwilę. -Mruknął pod nosem, kiedy pies stanął przed nim. 
-Spokojnie, już z nim byłam. -Rzuciła Rin, na co gitarzysta kiwnął głową i zaraz zniknął w łazience. Przez pół nocy coś nie dawało mu spokoju, ale sam nie wiedział co. Czuł dziwny niepokój, którego sen nie powstrzymał. 
Kiedy wrócił do salonu, na stole czekała już na niego kawa. Podejrzliwie spojrzał na Katherine i Takanoriego.  
-Anett jeszcze śpi? -Zapytał, siadając obok nich. 
-Tak, ale to w końcu jej dzień, niech się wyśpi. -Rin jak gdyby nigdy nic upiła łyk pobudzającego napoju. 
-Jak to jej dzień? -Takanori szybko spojrzał na kalendarz. -Cholera, zapomniałem. To, dlatego tu przyjechaliśmy. 
-Dokładnie tak. -Odpowiedziała czerwonowłosa. -A ty Kyu, coś się tak zwiesił? Też zapomniałeś? -Kobieta uniosła brew ku górze.  
-Rin, masz mnie za idiotę? Jasne, że nie zapomniałem, tyle, że jej prezent utknął w Tokyo. Zresztą nie to mnie martwi.  
-Kiyomi czy Temari? -Takanori spojrzał kątem oka na przyjaciela.  
-Bardziej Kiyomi i Mitsutake. Wiem, że chcą zniechęcić Anett do powrotu do Japonii, a Ona staje się coraz bardziej spokojna... 
-To źle? Chyba dobrze, że to co wyprawia twoja była zaczyna po niej spływać... 
-Rin, znasz ją lepiej od nas i dobrze wiesz, że praktycznie nic po niej nigdy nie spływało, jak to nazwałaś. -Kouyou przerwał Katherine, patrząc w kierunku pokoju.  
-Racja, An zawsze i wszystkim się przejmuje. -Rin cicho westchnęła.  
-Kochanie, On raczej się boi, że Anett sobie jego odpuści. -Takanori cicho się zaśmiał, nie mając pojęcia, że w tym momencie w drzwiach pojawiła się ziewająca Anett.  
-Ruks, ty naprawdę chcesz zaliczyć kopniaka w cztery litery, co? -Blondynka przewróciła oczami i zaraz poszła do łazienki. 
-Bardziej to się boję, co Kiyomi wymyśli jako następne. -Szepnął Kouyou, patrząc w kierunku, gdzie przed chwilą zniknęła wokalistka.  
-Kouyou, ty lepiej myśl co zrobić, żeby się odczepiła. -Wokalista oparł się wygodnie. 
-Takanori, jedyne wyjście, to żebym do niej wrócił, ale to nie wchodzi w grę. Dowodów na jej winy też nie ma. Musimy po prostu poczekać, aż Kiyomi popełni błąd... 

     Wieczorem wrócił do mieszkania. Ku jego zaskoczeniu zastała go cisza, jakby nikogo nie było, a przecież rano Namiko twierdziła, że nie ma żadnych planów na wieczór. Aoi po przejrzeniu każdego z pokoi zasiadł spokojnie w salonie, a w planach miał tylko odpoczynek. Postanowił zadzwonić do kobiety, ale jedynie co usłyszał, to głos automatycznej sekretarki, co oznaczało, że jej telefon był wyłączony, co wydało mu się dziwne, bo Namiko zawsze pilnowała by jej telefon był naładowany.  
Poszedł do kuchni po coś do picia i dopiero w tym momencie zauważył na stole kartkę. Serce Yuu zabiło szybciej, ale pewnie to tylko wiadomość, gdzie poszła. Dopiero kiedy zaczął czytać dotarło do niego jak bardzo się mylił.  

“Yuu przepraszam, że nie miałam odwagi powiedzieć Ci tego w twarz, zarazem dziękuje Ci za wszystko co dla mnie zrobiłeś oraz że pomogłeś mi, kiedy najbardziej tego potrzebowałam. Jednak dla mnie to nie jest “to” i nie potrafię się zmusić. Wiem, nie wymagałeś tego ode mnie, ale nie mogę być z kimś, do kogo nic nie czuje. Ja i Ikki postanowiliśmy spróbować jeszcze raz, przez co muszę wyjechać. Nie szukaj mnie, bo to nie ma sensu. Jeszcze raz przepraszam i dziękuję. ~Namiko.” 

 Yuu stał przez chwilę nie wierząc w to co czyta. Mimo, że cały “liścik” przeczytał już może z pięćdziesiąt razy, nadal nie rozumiał, aż w końcu dotarło. Dotarło do niego, że Namiko nigdy nie była z nim szczera, wykorzystywała jedynie jego uczucia do niej, żeby jej pomagał i to zabolało najbardziej. Kawałek papieru wyrzucił do śmietnika i poszedł do sypialni by upewnić się, czy ten moment na pewno mu się nie śnił, ale nie. Część jej szafy była pusta, co oznaczało, że naprawdę go zostawiła. 

     Kilka godzin później Uruha starał się unikać niewygodnych pytań, ale Anett od razu zauważyła, jak niby dyskretnie jej unikał. Postanowiła po obiedzie wyciągnąć go na spacer z psem, by móc spokojnie porozmawiać. 
-Kouyou, o co Ci chodzi? -Anett zmrużyła niebezpiecznie powieki, patrząc na mężczyznę kątem oka. 
-O nic. Ruki tylko coś palnął bez sensu... 
-Nie o to mi chodzi. Widzę, jak od rana mnie unikasz. -Kobieta mu przerwała, unosząc brew ku górze. 
-A to... -Uruha zaśmiał się cicho, stając w miejscu i drapiąc się po głowie. -Twój prezent utknął w Tokyo bo nie zdążył by dotrzeć do naszego wyjazdu, a nie chciałem, żebyś pytała... -Kouyou szybko ugryzł się w język, chociaż wiedział, że i tak się wygadał. Anett jedynie się zaśmiała i podeszła bliżej niego. 
-Naprawdę, tylko tyle? -Ponownie się zaśmiała, kręcąc głową. -Chyba czuje się już za stara na dostawanie jakiś super prezentów, chociaż zaczynam się bać, co wymyśliłeś, ale... Cieszę się, że tu jesteś i naprawdę mi to wystarcza. -Blondynka delikatnie się uśmiechnęła, chociaż w myślach przeklinała swoje pomysły.  
-Pogadamy jak wrócimy. -Gitarzysta uśmiechnął się szeroko, po czym minął blondynkę i ruszył dalej. 
-Kyu.... -Anett zmrużyła oczy i ruszyła za nim, zaraz go doganiając. 
Kiedy wrócili do mieszkania, Mateusz, który w sumie też dopiero przyszedł, zaczął ich poganiać do wyjścia. 
-Ale gdzie ty chcesz nas wywieźć? -Anett uniosła brew ku górze. 
-Oj, zobaczysz, ale zbieraj się. -Mruknął bezradnie Mateusz. 
-Bez makijażu nigdzie nie idę. -Prychnęła Anett, zamykając się w pokoju.  
-Kobiety... -Westchnął Ruki kręcąc głową. -A w ogóle, to co wymyśliłeś?  
-W sumie to Kris wymyślił, ale zobaczycie na miejscu. Dziewczyny, tylko się pośpieszcie! -Krzyknął na koniec Mateusz siadając na kanapie. 
    Kiedy po godzinie w końcu dotarli na miejsce, Mateusz odwiązał oczy siostry, które jeszcze w mieszkaniu zawiązał, by nie psuć jej niespodzianki. Byli w lesie nad jakimś małym stawem, ale była tam jeszcze mała grupa osób, która przy rozmowie niosła drewno na ognisko. 
-No w końcu jesteście! -Zawołał Kris, podchodząc do nich. Anett szybko się rozejrzała, dostrzegając wśród swoich znajomych Marcina. 
-Nawet tu go zabrałeś ze sobą serio? Nie mogłeś... -Niestety nie zdążyła dokończyć, kiedy usłyszała za sobą kolejny znajomy głos. 
-Cześć. Mam nadzieję, że dużo się nie spóźniłem. -Słysząc te słowa wokalistka niepewnie się odwróciła. Przed nią stał wysoki, dobrze zbudowany długowłosy brunet z brodą, którego ręce pokryte były tatuażami. Blondynka stała tak przez chwilę, mając nadzieję, że serce jej zaraz nie wyskoczy. W końcu przełknęła głośno ślinę i całkowicie olewając mężczyznę, podeszła do reszty znajomych witając się z nimi.  
-Paweł, co ty tu robisz? -Zapytała nagle Rin. 
-Spokojnie, ja go zaprosiłem. -Powiedział Artur podchodząc do nich, chociaż tak naprawdę kłamał, nie miał pojęcia, że przez jedną rozmowę, brunet postanowi przyjść bez zaproszenia. 
-Akuma Cię zabije... -Warknęła czerwonowłosa.  

     Temari z racji tego, że została na chwilę sama, postanowiła zadzwonić do Anett. W końcu to urodziny jej ulubionej przyszłej macochy. Jak dziewczyna uwielbiała tym stwierdzeniem drażnić wokalistkę. Nagle w trakcie rozmowy usłyszała jak głos blondynki się zmienił, jakby posmutniała. 
-Anett, coś się stało? -Zapytała niepewnie Temari. 
-W sumie to nie, ale coś do mnie dotarło. -Anett odpowiedziała spokojnie, na końcu cicho wzdychając. -Tylko, że nie wiem, czy chcę teraz o tym myśleć. 
-Jeżeli coś Cię dręczy, powiedz. -Głos brunetki był łagodny, chociaż przeczuwając co może zaraz usłyszeć, cała drżała. 
-Kiyomi nadal do mnie wypisuje, ale dzisiaj... Napisała, że naprawdę coś między nimi się wydarzyło i ty o tym wiesz, czy to prawda? -Pytanie kobiety sprawiło, że Temari musiała usiąść. Przez tyle czasu zastanawiała się jak jej to powiedzieć, a Kiyomi tak po prostu...  
-Posłuchaj... Od początku chciałam Ci powiedzieć, ale nie wiedziałam jak i naprawdę nie chciałam robić tego przez telefon, ale tak, to prawda. Widziałam, jak się całowali i to nie był zwykły buziak, Kyu sam przyznał, że gdybym wtedy nie przyszła, pewnie skończyli by w łóżku. Przepraszam, że nie powiedziałam Ci wcześniej, ale nie chciałam niszczyć tego co jest między wami. On naprawdę Cię kocha i tyle razy od tego zdarzenia Ci to udowodnił, że jedyne o co Cię proszę, to żebyś go zrozumiała.  
-O dziwo go rozumiem, ale to nie zmienia faktu, że sam dał Kiyomi przewagę. Przepraszam, ale musze kończyć. -W tym momencie blondynka się rozłączyła, a Temari spojrzała na Akirę stojącego w drzwiach. 
-Rozmawiałaś z Anett? -Zapytał. 
-Tak i wszystko zniszczyłam. Kiyomi nawet mnie w to wciągnęła, przez co musiałam powiedzieć An, że wiem.  
-Dobrze zrobiłaś kochanie. Teraz to już zależy od nich co z tym zrobią. -Akira delikatnie objął dziewczynę, pozwalając jej się w siebie wtulić. 

     -Kto to jest? -Zapytał Kouyou, patrząc na wytatuowanego mężczyznę. 
-Paweł i sądząc po reakcji An, to nadal twoja konkurencja. Raczej nie bez powodu tu przyszedł, więc radziłabym Ci nic dzisiaj nie spieprzyć. -Na koniec Katherine mruknęła, również obserwując mężczyznę, jak i pozostałych gości, również tych, który powoli do nich dołączali. 
Anett w tym czasie wyszła z pomiędzy drzew i witając się z znajomymi podeszła do Kyu i Kathy.  
-Kyu, kochanie, możesz na chwilę? -Zapytała z miłym uśmiechem od razu chwytając jego rękę. Gitarzysta zaniepokojony jej pytaniem, a raczej stwierdzeniem “Kyu, kochanie” poszedł za nią na bok. Nawet gdy się zatrzymała i odwróciła się w jego stronę, starała się zachować spokój. W końcu cicho westchnęła, zamykając oczy. 
-Anett, coś się stało? -Kouyou spróbował zbliżyć się do niej bardziej, ale blondynka się odsunęła, otwierając oczy. 
-Tylko powiedz mi prawdę. Całowałeś się z Kiyomi? -Ton, jakim zadała to pytanie zaskoczył bruneta. Kouyou nie wyczuł złości ani smutku, tylko jakby... Dziecięcą ciekawość.  
-Tak, to prawda, ale, to nie... -Uruha próbował coś wytłumaczyć, jednak na marne. Anett nadal stała z przechyloną w bok głową i tym dziecięcym, słodkim wzrokiem wbitym prosto w jego osobę, w końcu mu przerwała.  
-Gdyby Kiyomi mi dzisiaj nie napisała, że Temari o tym wie, gdyby Temari w końcu się nie wygadała, nawet o tym, co sam stwierdziłeś, nadal o niczym bym nie wiedziała. Jeszcze jedno, czy wymykałeś się, żeby się z nią spotkać?  
-Tak, ale to było raz. Chciałem z nią pogadać, żeby dała wam spokój. -Kouyou odpowiedział bez zastanowienia. Dobrze wiedział, że nie było już sensu czegokolwiek ukrywać, a zarazem mógł się spodziewać, jak ta rozmowa się skończy. Widział, jak na twarzy Anett pojawiło się rozczarowanie, jak pokręciła głową, cicho wzdychając, jakby bezsilnie. 
-Czyli to przez siebie... -Anett spojrzała ponownie na gitarzystę. -Całując ją, udowodniłeś jej, że ma szanse. Spotykając się z nią dałeś jej idealną okazję do wypisywania czego chce, o czym wiem, że wiesz, z dnia na dzień z coraz pikantniejszymi szczegółami. Co do spotkania, nie wiem, któremu z was mam wierzyć, bo gdyby nie Temari, nie mielibyśmy nawet o czym rozmawiać. Gdybym dosłownie przed chwilą nie zobaczyła Pawła, nie zrozumiałabym, nie domyśliłabym się, że pomiędzy tobą, a Kiyomi naprawdę musiało coś być, skoro Ona pozwala sobie na wszystko. Tak, to prawda, Ona jest świetną manipulantką, ale to ty wpuściłeś ją do “gry”, wiedziałeś, że groziła mi i Miko, ale pojawiła się, wróciły wspomnienia i uczucia, a Ona wykorzystała okazję, żeby mieć pewność, że nadal coś do niej czujesz. Teraz idealnie manipuluje sytuacją między nami, wiedząc, że któreś z nas w końcu nie wytrzyma. Że albo ja odejdę, albo ty, żebyś z nią był. -Wokalistka na koniec posmutniała. Powoli oparła się o drzewo. Uruha podszedł do niej, na chwilę ją przytulając, by zaraz odsunąć się i spojrzeć jej w oczy.  
-Wiem co chcesz powiedzieć i masz rację. Anett, kocham Cię, ale nadal walczę z uczuciami do niej, a z każdym jej wybrykiem, coraz bardziej jej nienawidzę. Nigdy nie byłbym w stanie kochać jej tak jak kiedyś.  
-Kouyou, ale to przez Ciebie się boję. Tak, to prawda, boje się wrócić do Japonii, bo nie wiem, czy tam przeżyje chociażby dzień. Wiem, w tym przypadku od ręki dostałabym ochronę dwadzieścia cztery godziny na dobę, siedem dni w tygodniu, gdzie nawet palcem spokojnie nie ruszę, ale to udowodni jej, że się boję. Jak ty przy mnie będziesz, da to ten sam efekt... 
-Ty chyba nie... -Kouyou spojrzał na Anett zaskoczony. 
-Nie. Kocham Cię i wiem, że nie pozwolisz jej mnie skrzywdzić, a jedyne wyjście z tej sytuacji, to żyć dalej. Ona będzie, tylko następnym razem powiedz mi prawdę od razu, bo potem nie wiem na czym stoję, nie wiem, czy Ona przypadkiem nie mówi prawdy...  
-An, spokojnie. -Brunet jej przerwał, od razu ją przytulając. -Nie wiem, jak Kiyomi to sobie wyobraża, ale oboje wiemy, że musisz wrócić. W Tokyo będziemy dwa, licząc koncert, trzy dni, potem wyjeżdżamy, a Ona ma pracę, przez co musi zostać i nie jest głupia, by kogoś za nami wysłać, zbyt duże ryzyko, że wszystko się wyda. W trasie od niej odpoczniemy, a potem, obiecuje Ci, że coś wymyślę, a może jakimś cudem sama przez ten czas odpuści. -Nagle do ich uszu dotarła muzyka puszczona przez głośnik.  
-Masz rację, z trasie będzie spokój. Wracajmy, bo zaraz zaczną nas szukać. A... I nie mów nic Rin, bo Ona kiedyś rzeczywiście Cię wykastruje. -Rzuciła An, zmierzając w kierunku ogniska.  

     Nie do końca wiedział, co ma ze sobą w tej sytuacji zrobić. Od kilku godzin chodził po mieście, nawet nie miał ochoty pić, chciał po prostu z kimś pogadać. Jego nogi zaprowadziły go pod dom lidera. Zastanawiając się jeszcze chwilę, w końcu zadzwonił do drzwi. Już myślał, że po prostu ucieknie spod tych drzwi, kiedy Yutaka otworzył. 
-Yuu? A co ty tu robisz o tej porze? -Zaskoczony Kai patrzył na bruneta.  
-Chciałem pogadać. -Po gitarzyście od razu było widać, że coś go gryzie. 
-Wybacz, ale Ayuko uparła się na urządzanie pokoju dla dziecka i zaraz urwie mi łeb. -Kai uśmiechnął się słabo, wiedząc, że zawiódł przyjaciela. 
-Rozumiem... -Aoi już chciał się pożegnać, gdy za perkusistą pojawiła się jego żona. 
-Yuu, coś się stało? -Zapytała Ayuko. 
-Namiko wyjechała, praktycznie bez słowa. -Na te słowa gitarzysty Ayuko chwyciła go za rękę i od razu wciągnęła do środka.  
-Jak bez słowa? -Yutaka otworzył szeroko oczy, kiedy tylko znaleźli się w salonie.  
-Wróciłem, jej nie było. Na stole w kuchni zostawiła mi tylko kartkę. -Gitarzysta usiadł na kanapie, zaraz chowając twarz w dłoniach. -Stwierdziła, że nie miała odwagi powiedzieć mi w twarz, że postanowiła wrócić do swojego byłego i że wyjeżdża. Wykorzystała mnie, kiedy potrzebowała pomocy, a na koniec zniknęła bez słowa. -Yuu pokręcił głową, nie wierząc nawet we własne słowa.  
-Sam jeszcze niedawno mówiłeś, że coś przed tobą ukrywa. -Stwierdził Yutaka, przysiadając na stoliku, naprzeciw gitarzysty.  
-Ale nie myślałem, że tak po prostu odejdzie.  
-Yuu, wiem, to przykre, ale masz rację... Wykorzystała Cię. -Ayuko spojrzała na Yuu. -Tak, to okrutne, ale to prawda. Byłeś jej potrzebny, kiedy straciła pracę i nie miała gdzie mieszkać, a ty byłeś tylko kołem ratunkowym, na czas, aż czegoś nie wymyśli, ale wiesz co? W końcu sobie kogoś znajdziesz. -Na koniec delikatnie się uśmiechnęła. 
-Serio? Myślałem, że Namiko to właśnie ta jedyna, że zostanie, że to już koniec. Wszyscy wokół mnie już kogoś mają, a ja znowu jestem sam. -Aoi cicho westchnął, kręcąc głową. 
-Namiko to nie koniec świata i nie jest jedyną kobietą chodzącą po kuli ziemskiej. -Yutaka wzruszył lekko ramionami.  
-Kai, ty teraz tak poważnie? Myślałem, że ją kocham, myślałem o przyszłości z nią. Nikogo nie skrzywdziłem... 
-Jesteś zazdrosny. -Przerwał mu lider, mrużąc powieki. -Tak naprawdę, teraz chodzi Ci o Kouyou, jesteś zazdrosny, że jest z Anett.  
-Czy zawsze musi chodzić o nich? -Aoi nagle wstał.  
-Nie chodzi o nich, tylko o Ciebie. Starasz się na siłę sobie kogoś znaleźć, by zapomnieć. -Powiedziała spokojnie Ayuko. 
-O Akirze powiesz to samo? -Brunet spojrzał na nich oboje, zaciskając wargi w cienką kreskę.  
-Nie, ale widzę, co ty robisz. Ile znałeś Namiko, kiedy się do Ciebie wprowadziła? Widziałeś, że coś między wami się działo, ale ty nie dopuszczałeś do siebie myśli, że to może się skończyć. Ale się skończyło Yuu, Namiko wyjechała, a ty musisz żyć z tym dalej. -Ayuko na koniec lekko pokręciła głową patrząc na gitarzystę.  

     Blondynka postanowiła trochę odpocząć od tłumu i hałasu. Usiadła nieopodal przy stawie, patrząc w taflę wody. Jednak nie była długo sama. Zaraz przysiadła się do niej o kilka lat młodsza brunetka z niebeskimi pasemkami. 
-Coś nie tak? -Zapytała, patrząc na Anett. 
-Nie, chcę tylko trochę odpocząć. -Blondynka uśmiechnęła się słabo. 
-Za dużo alkoholu i ludzi co? Widzę, że nie umiesz się odnaleźć.  
-Gaja... -Jęknęła Anett, spoglądając na nią kątem oka. -Naprawdę chciałam przetrzeźwieć. Dobra, czuje się tutaj, jakby wyrwana z kontekstu, bo moje życie jest już teraz w Japonii. Nie wiem o czym czasami rozmawiają, bo mnie tutaj nie było i praktycznie z nikim stąd nie rozmawiam. Moi przyjaciele i znajomi, jak i moje życie jest tam. -Anett wzruszyła ramionami.  
-A widziałaś się z Domino? -Brunetka przechyliła głowę w bok. 
-Czasami go odwiedzam. Stwierdził ostatnio, że przeze mnie zatęsknił za graniem na scenie. -Blondynka wraz z brunetką się zaśmiały. -Ale nie rozumiem, co tutaj chcesz porównywać. Domino znam od lat, praktycznie tyle ile znam Krisa, był naszym menadżerem, a dobry kontakt mam z nim do teraz. Chcesz jego porównać do ludzi, których ostatni raz widziałam kilka miesięcy temu, a z niektórymi nie miałam kontaktu z kilka lat. Większość z was nawet nie miała odwagi się do mnie odezwać od kiedy jestem w Japonii i ty się dziwisz, że nie potrafię się odnaleźć? Dobrze mi, ale w moim towarzystwie. Kris sam żałuje tego pomysłu, chciał zorganizować małą imprezę wśród przyjaciół, ale każdy zaczął zapraszać każdego i większość nawet nie wie, dlaczego się spotkaliśmy. -Anett spojrzała błagalnie na dziewczynę, po czym wstała. -Idę się przejść, sama. -Jak powiedziała, tak po prostu się odwróciła i ruszyła przed siebie. Kiedy tylko z Kouyou wrócili do towarzystwa, obiecała sobie, że nie będzie myśleć o sprawie z Kiyomi i tak zrobiła. Zaczęła myśleć o tym, że najchętniej wróciłaby już do domu, ale Kris, czy Kouyou wraz z Takanorim dobrze się bawili, nawet Rin, znalazła wspólny język z niektórymi.  
    Kiedy w końcu zebrała myśli postanowiła wrócić i jakoś jeszcze wytrzymać wśród swoich starych znajomych. Nawet nie zwróciła uwagi, że ktoś ponownie postanowił do niej dołączyć. 
-Dawno się nie widzieliśmy. -Nagle usłyszała głos Pawła, który jakby znikąd pojawił się przed nią.  
-A ty tu jesteś, bo zaprosił Cię Artur, czy jest jeszcze jakiś powód? -Anett spojrzała na niego z widoczną w oczach złością, jednak mężczyzna mógł tego nie zauważyć przez panujący wokół półmrok.  
-Od kiedy ostatnio się widzieliśmy... Zmieniłaś się... 
-Naprawdę? Teraz po kilku latach Ci odpowiadam? Wybacz, ale jakbyś nie zauważył, to już z kimś jestem. -Wokalistka po tych słowach chciała go po prostu wyminąć, ale ten chwycił ją za rękę. 
-Zawsze możesz zmienić zdanie. -Paweł przyciągnął Anett bliżej siebie, niemalże przylegając do jej ciała. 
-Nie mam takiego zamiaru. Wiesz, między Krisem, Marcinem i tobą, a Kouyou jest ogromna różnica, której nie przeskoczysz, nie ważne jakbyś próbował. Jak ostatnio się widzieliśmy, miałeś mnie całkowicie gdzieś, mimo, że siedziałam obok, ty zajmowałeś się tylko swoimi sprawami, nie zwracając na mnie uwagi. Teraz nagle sobie o mnie przypomniałeś? Bo co? Jestem sławna? Daj mi spokój. -Na koniec Anett warknęła, wyrywając się mężczyźnie. Od razu wróciła do zebranej przy ognisku grupy ludzi, podchodząc do Kouyou. 
-Kochanie, coś się stało? -Zapytał zmartwiony gitarzysta, od razu obejmując blondynkę. 
-Nie, nic. Ale tak sobie myślę, że może dokończymy imprezę w domu? -Anett spojrzała na niego tym swoim słodkim spojrzeniem. 
-Na pewno nic się nie stało? -Uruha uniósł brew ku górze, patrząc na Anett.  
-Na pewno, po prostu... -Akuma cicho westchnęła. 
-Rozumiem. -Brunet lekko się uśmiechnął. W sumie też miał dość tych wszystkich ludzi. Szczególnie tych „przypadkowych”. Zaraz zwołał resztę i wspólnie ustalili, że najlepiej będzie wrócić do domu, nawet Kris, któremu obrót sytuacji się nie spodobał.  
Krystian poszedł po swoje rzeczy, po drodze żegnając się z niektórymi. 
-Na prawdę już się zbieracie? -Zapytał Artur, podchodząc do niego. 
-Tak. Wiesz, miało być maksymalnie piętnaście osób, a przyszło drugie tyle. Rozumiem, Paweł to przypadek, ale reszta zaprosiła kogo tylko chciała. Chciałem, żeby były tylko osoby bliskie dla An, a kilku nawet Ona nie zna. Siedzenie tutaj dłużej nie na sensu. -Kris wzruszył ramionami i zaraz dołączył do zbierającej się ekipy. 
-Wybacz An, inaczej to zaplanowałem. -Kris uśmiechnął się słabo, idąc obok blondynki. 
-Nic się nie stało, w końcu to nie twoja wina. -Odpowiedziała An uśmiechając się. 
    Kiedy wrócili do mieszkania, Anett odetchnęła z ulgą. W końcu była tylko wśród osób, z którymi chciała być. Wszyscy zasiedli w salonie z przekąskami i oczywiście alkoholem, a w dobrej atmosferze nie zwrócili nawet uwagi, kiedy nastała noc. 

31 paź 2021

Rozdział 44

 A no witam... Dawno mnie nie było, ale, że aż ponad miesiąc? Jak ten czas szybko leci, kiedy człowiek nie ma czasu na nic. No właśnie, dlatego mnie nie było - brak czasu, brak weny, brak pomysłów na powiązanie wątków i... Z tego powodu ten rozdział wyszedł krótki... Wiem o tym, że nawet na mnie jest krótki, nie bijcie, ale gdybym dalej kombinowała z pierdyliantem nowych pomysłów doczekalibyście się rozdziału dopiero za jakieś... Pół roku? No jakoś tak ^^'Ok, ok, wiem, długo czekaliście, więc już nie przeciągam...
Miłego czytania :3 

Rozdział 44: 

    W sumie to minęły już dwa tygodnie, od kiedy przylecieli do Polski. Kouyou nawet nie zauważył, kiedy ten czas zleciał. Nawet udało mu się, niby przypadkiem posłuchać, jak Anett gra. Niby przypadkiem, ponieważ akurat wyszedł po coś z Mateuszem, a że nie było ich dłużej, to blondynka postanowiła wykorzystać tą chwilę. No i kiedy wrócili, to Kouyou stanął w drzwiach ich pokoju i tak stał, słuchając, z zadowoleniem wymalowanym na twarzy. 
    Przez ostatnie kilka dni Anett zachowywała się nieco dziwnie. Jej ponury nastrój wywołany ostatnimi wydarzeniami w Tokyo, oraz walką z przeszłością nagle zniknął, a jego miejsce zastąpił wiecznie dobry humor i optymistyczne spojrzenie na wszystko. Uruha obserwując, jak jego ukochana nagle rozpromieniała, wiedział już co jest na rzeczy, jednak przeszkodą do całkowitego szczęścia był jej brat. No i tego dnia Mateusz wyjechał na dzień do stolicy, by pozałatwiać jakieś sprawy związane z jego pracą, w związku z tym Anett i Kouyou zostali sami na cały dzień, mając całe mieszkanie do swojej dyspozycji.  
Uruha od samego rana czuł, że coś się święci, kiedy niby to z powodu wysokiej temperatury na zewnątrz wokalistka ubrała na siebie czarny top z większym dekoltem niż zazwyczaj je nosiła, oraz krótkie szorty. Obserwując ją ciągle, nie potrafił się skupić na pracy, a przez tą nieszczęsną operacje, miał nad czym pracować. W końcu zaniósł gitarę do pokoju, odkładając ją na miejsce i zaraz wrócił do zajętej obiadem An.  
-Kochanie... -Objął ją delikatnie od tyłu, ale kobieta zaraz odwróciła się przodem do niego. -Powiedz mi, ale tak szczerze. Ty mi to dzisiaj robisz specjalnie, co? -Zapytał, sadzając wokalistkę na kuchennym blacie. 
-Yhym. -Anett odpowiedziała kiwnięciem głowy, zagryzając przy tym dolną wargę. Cholernie kusząco zagryzając tą dolną wargę. Uruha od razu zaserwował sobie mentalnego plaskacza w twarz dla opamiętania.  
-Widzę, że ładnie Cię wzięło. -Gitarzysta uniósł brew ku górze. 
-Agh, od kilku dni czekam, aż ta menda zostawi nas na dłużej samych. -Stwierdziła blondynka, z niecierpliwością odchylając się na kilka sekund w tył.  
-Na dłużej mówisz? No ja nie wiem. -Uruha pokiwał głową w udawanej zadumie. Z racji tego, że Anett w takich sytuacjach słodko się wkurzała, chciał się jeszcze chwilę z nią podroczyć. 
-Kyu, ty naprawdę chcesz w tej sytuacji dyskutować o tym? -An cicho jęknęła z niezadowoleniem i już chciała zejść z blatu, kiedy brunet ją przytrzymał. 
-No co? Moja ukochana złapała ogromną chcicę, a ja nie wiem, czy temu podołam. -Kouyou wzruszył lekko ramionami, widząc jak Anett patrzy na niego z politowaniem w oczach. 
-Ty sobie jaja robisz. Kyuuuuuu.... -Oburzona spojrzała na niego spod byka.  
-Ja? A skąd? Podchodzę do tego zadania z pełną powagą. -Nagle oboje się zaśmiali, a wokalistka oparła czoło o jego tors. Po chwili jednak podniosła głowę, patrząc mu w oczy.  
-Oj Panie Takashima, grabi Pan sobie. -Po tych słowach Anett poczuła jak Kouyou delikatnie ułożył dłoń na jej szyi i czule ją pocałował. Odwzajemniła z lekkim oporem, bo w końcu, skoro On może się z nim droczyć, to czemu Ona z nim nie? Jednak szybko poddała się pieszczocie, która niespodziewanie została przerwana przez dzwonek do drzwi. Anett zeskoczyła z blatu i psiocząc pod nosem poszła otworzyć. 
-A jak kupowałam to mieszkanie, matka zarzekała się, że w takich sytuacjach będzie warować pod drzwiami i pilnować by nikt nie przeszkadzał, to gdzie Ona teraz jest? -Kouyou słysząc to stwierdzenie z jej ust, zaśmiał się, oczywiście wiedząc, że to był jeden z dowcipów jej rodziny. Jednak szybko przyszło mu zmyć się do pokoju, kiedy tylko Anett otworzyła drzwi. Jak się okazało, nieproszonym gościem była Paulina, która bez słowa przywitania wparowała do środka. 
-Gdzie On jest?! -Brunetka spojrzała wściekle na zdezorientowaną An.  
-Mateusz? Wyjechał rano do Warszawy, przecież mówił Ci o tym od tygodnia. -Rzuciła wokalistka, lekko zdenerwowana.  
-Ta jasne, pewnie do kochanki pojechał, ale ja sobie na niego poczekam. -Paulina usiadła wygodnie na kanapie, od razu wyjmując z torebki pilnik do paznokci. 
-Em, no wiesz... Jesteśmy zajęci. -Anett zmarszczyła czoło, patrząc jak dziewczyna jej brata zaczęła piłować swoje długie paznokcie. Że też Ona swoje obcina dla gitary, a też kiedyś miała takie długie i to naturalne, a nie, że żele czy hybrydy.  
-Nie przeszkadzaj sobie. -Paulina nawet nie podniosła wzroku znad swoich paznokietków.  
-No, będziesz mi przeszkadzać i to tak trochę bardzo. -Ton blondynki lekko się zaostrzył. -Ja i Kyu od dawna nie byliśmy sami, wiesz, tak sam na sam i... No wiesz... -Anett złudnie miała nadzieję, że da kobiecie do zrozumienia, że lepiej, żeby wyszła, ale jej odpowiedź wyprowadziła wokalistkę z równowagi. 
-Nie mam zamiaru oglądać z wami tych waszych chińskich bajek, także naprawdę, za chwilę nie będziecie zwracać na mnie uwagi... -Słysząc te słowa Aneta zacisnęła wargi w cienką kreskę. “Kobieto, mam ochotę odstawić naprawdę niezłego Hentaica, więc rusz tymi swoimi szarymi komórkami i domyśl się, o co mi chodzi... A nie, dobra, nie bez powodu byłaś jedną z najgłupszych lasek w klasie. Jakim cudem ty w ogóle skończyłaś szkołę?” Pomyślała, po czym ciężko westchnęła. 
-Posłuchaj no! To moje mieszkanie i mam ochotę pieprzyć się ze swoim facetem, a twoja obecność będzie mi cholernie przeszkadzać, także... Wypierdalaj! -Od razu wskazała kobiecie kierunek do drzwi. Kouyou, który akurat wyjrzał z pokoju, widział jak Anett wręcz zagotowała się ze złości i nawet miał ochotę się z całej tej sytuacji śmiać, ale wolał obserwować niezauważenie dalszy rozwój sytuacji. 
Paulina na słowa Anety wstała i podeszła do niej, mierząc w jej stronę swoim pilniczkiem.  
-A kto wielce twierdził, że to mieszkanie, to nie burdel? -Brunetka zmrużyła powieki. 
-To moje mieszkanie i akurat ja będę tu robić co chcę. Także wyjdź w końcu, bo za chwilę zmarnujesz mi pół dnia kręcenia facetowi tyłkiem przed nosem. -Anett miała wrażenie, że zaraz złapie ją za te czarne, farbowane kudliska i wyprowadzi, jednak obyło się bez agresji. Paulina grożąc pod nosem, że poskarży się Mateuszowi, jak jego siostra go traktuje, w końcu wyszła.  
Anett słysząc zamykające się drzwi, poszła za nią, by pozamykać je na wszelkie możliwe zamki, by nikt niepowołany już im nie przeszkodził. Kiedy wróciła do salonu, odetchnęła jakby z ulgą.  
-No kochanie, tego bym się po tobie nie spodziewał. -Uruha cicho gwizdnął z podziwu, ale zaraz uniósł ręce w geście poddania, kiedy blondynka spojrzała na niego morderczym wzrokiem. -Ale Cię pocieszę. Twoje pół dnia kręcenia mi tyłkiem przed nosem nie pójdzie na marne, teraz już na pewno nie. -Dodał, obserwując jak Anett upiła łyk wody, patrząc na niego. Spokojnie do niej podszedł, przypierając jej ciało do lodówki. -To na czym skończyliśmy?  

     W końcu dotarł pod zapisany w telefonie adres. Nie sądził, że będzie się tak źle czuł po tak długim locie i jeszcze kilku dodatkowych godzinach za kierownicą, ale w końcu dotarł na miejsce. A to w sumie był dopiero początek podróży. Przed wejściem do klatki odczytał jeszcze sms od Kouyou, żeby trochę przedłużył wyjazd Rin. No, ta dwójka musi się nieźle bawić.  
W końcu pokonał schody na czwarte piętro i zapukał do drzwi. Kiedy czerwonowłosa je otworzyła, szybko trzasnęła nimi, po czym znowu je otworzyła.  
-T...Taka, co ty tu robisz? -Rin nie wierząc własnym oczom, otworzyła je szeroko.  
-Spodziewałem się po tobie więcej entuzjazmu, no ale... Jestem.  
-Takanori... -Niespodziewanie kobieta rzuciła się w ramiona wokalisty. -A już myślałam, że sobie gdzieś sam poleciałeś, kiedy wspominałeś o samolocie.  
-Kochanie, wiesz, że bez Ciebie bym nigdzie nie poleciał. -Ruki nawet cicho się zaśmiał.  
-Tylko wiesz... Moja mama i ojczym wyjechali na większe zakupy, więc ich trochę nie będzie, a ja zaraz musze wyjść na pociąg. -Rin, po wejściu wgłąb mieszkania, spojrzała na walizkę. 
-Wiem, ale nie idziesz na pociąg, tylko pojedziemy samochodem, ale muszę odpocząć. No i Kouyou coś pisał, że są z Anett zajęci i trochę im zajmie. -Wzrok Takanoriego zaraz utknął na widocznym pod cienkim ramiączkiem bluzki, tatuażu kobiety, który ta zaraz zasłoniła zakładając bluzę. Rin odwróciła się w jego stronę z widocznym zmartwieniem na twarzy. 
-No tak, An coś pisała, że Mateusz im ciągle siedzi na głowie, a dzisiaj wyjechał i ma zamiar to wykorzystać. Biedy Kouyou. -Katherine wręcz się zaśmiała. -Napijesz się czegoś. -W odpowiedzi Takanori jedynie kiwnął głową i zaraz poszedł za nią do kuchni. Tam objał ją od tyłu, wtulając się w jej plecy, a twarz schował z zagłębieniu jej szyi.  
-Tęskniłem. -Szepnął cicho. -Ale widzę, że coś Cię gryzie.  
-To nic, po prostu nie byłam przygotowana na to, że przylecisz. -Rin odwróciła się w stronę wokalisty, z lekkim uśmiechem. 
-To znaczy? -Takanori pytająco uniósł brew ku górze. 
-To znaczy, że mogłeś mi dać znać, że przylecisz, przesunęłabym wtedy wyjazd do An o kilka dni. 
-Nic nie mówiłem, bo w końcu to niespodzianka kochanie. Tutaj tylko Kouyou wie o moim przyjeździe. -Takanori wyszczerzył się, a Kathy spojrzała na niego z oczami niczym pięciozłotówki. 
-Przecież jak Anett Cię zobaczy, to Cię zamorduje. -Rzekła czerwonowłosa. -Tylko mi nie mów, że masz zamiar ją teraz jeszcze próbami męczyć.  
-Nie, spokojnie. W końcu jesteśmy na urlopie, co nie? -Ruki zaśmiał się głupkowato, lekko drapiąc się po głowie. W sumie to nawet o tym nie pomyślał. 

     Niepotrzebnie spędził godziny w samochodzie, jadąc tam i z powrotem. Gdyby poinformowali go wcześniej o zmianie terminu spotkania, pewnie od razu by zawrócił, ale nie... Poinformowali go dopiero gdy dotarł na miejsce, mimo, że wiedzieli wcześniej. Szlag by ich wszystkich trafił. W drodze powrotnej jeszcze telefon od jego dziewczyny, skarżącej się na zachowanie jego siostry. Jak On miał jej dość- dziewczyny oczywiście. Anett miała rację, powinien znaleźć sobie kogoś mądrzejszego. A odebrał tylko dlatego, że Paulina wydzwaniała do niego od samego rana i w końcu nie wytrzymał.  
Kiedy dotarł do mieszkania, wszedł cicho i już wiedział, dlaczego jego kochana siostrzyczka tak „brutalnie” wyprosiła Paulinę z mieszkania, w końcu mieli być sami. Z laptopem i słuchawkami na uszach usiadł w salonie. W końcu miał tydzień na dopracowanie swojego projektu. Nagle dotarła do niego cisza z pokoju blondynki. 
-Skończyliście już tam?! -Zawołał z wrednym uśmieszkiem na twarzy. Fakt, musiał chwilę poczekać, aż jego siostra wyszła z pokoju, ale jej mina od razu poprawiła mu cały dzień. 
-Kiedy wróciłeś? -Zapytała blondynka z wyraźnym zaskoczeniem na twarzy, no i oczywiście zażenowaniem. 
-Nie dawno, ale zdążyłem swoje wysłuchać. No siostra, nie wiedziałem... 
-Cicho bądź. -Warknęła Anett, przerywając bratu. 
-Spokojnie, nie powiem ojcu o waszych zabawach. A tak swoją drogą, to nie zapomniałaś o czymś, a właściwie o kimś? -Mateusz uniósł brew ku górze, obserwując jak cała para z blondynki nagle zeszła. 
-Cholera. Rin, miałam ją odebrać z dworca. -Po tych słowach wokalistka spojrzała na zegarek. -Za Chiny ludowe nie zdążę. – W tym momencie po mieszkaniu rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi. -A teraz kogo to licho niesie? -Z potworem nabuzowana An poszła otworzyć drzwi. Kiedy to zrobiła, z jednej strony się ucieszyła, ale z drugiej... Co ta mała wredna blond Chihuahua robiła przed jej drzwiami?! 
-R...Ru...Ruki? -Zaskoczona mina Anett była wystarczająco zabawna, żeby Rin parsknęła śmiechem. Anett wyglądała, jakby całe powietrze z niej uszło, a brew wraz z dolną wargą lekko drgały. 
-Tak, dokładnie. Twój Kat we własnej osobie przybył na miejsce egzekucji. - Wokalista uśmiechnął się szeroko i wszedł do mieszkania, mijając Anett, która odwróciła się za nim. 
-Na mnie nie patrz, sama nie wiedziałam, że przyleci. -Mruknęła Katherine, lekko klepiąc przyjaciółkę po ramieniu.  
-Mój urlop właśnie się skończył, a już zaczęło być tak miło. -Blondynka cicho westchnęła, patrząc jak Takanori powoli zmierza w kierunku salonu. Ten jednak po przywitaniu się z Mateuszem i Kouyou zaraz się wrócił, wychodząc, ponieważ przypomniał sobie o walizkach pozostawionych w samochodzie. 
-Wydaje mi się, że Ruks też chce odpocząć, także spokojnie. -Rzuciła Rin idąc z Anett do salonu. Blondynka jednak weszła do swojego pokoju by trochę tam posprzątać i zrobić miejsce w szafie. Ledwo skończyła, gdy do pokoju wszedł Kouyou wraz z dwójką nowych gości. 
-No Anett, ty jednak minęłaś się z powołaniem, bo byłby z Ciebie świetny dekorator wnętrz. Chociaż... Trochę za dużo Uruhy w tym pokoju. -Zaśmiał się wokalista, od razu czując na sobie wrogie spojrzenie blondynki. 
-A mi się tam podoba. -Kouyou wzruszył ramionami, zarazem posyłając w stronę przyjaciela wredny uśmieszek.  
-Narcyz z Ciebie Kouyou, to już pewne. -Westchnęła Katherine lekko kręcąc głową.   

     Gdy Rin z Takanorim się rozpakowali, dziewczyny udały się na wieczorny spacer z psem. Mateusz w sumie też gdzieś wyszedł, twierdząc, że musi coś załatwić. Kouyou i Takanori zasiedli na kanapie w salonie, mogąc w końcu spokojnie pogadać. 
-Martwisz się? - Zapytał wokalista, kątem oka spoglądając na gitarzystę.  
-W sumie to już nie. An wraca do siebie, z dnia na dzień jest w coraz lepszym humorze. Bardziej to Kiyomi ze swoimi pomysłami mnie przeraża. Nie mówiłem jej jeszcze tego, ale ta cała sprawa z Yakuzą to Mitsutake. -Kouyou cicho westchnął. 
-Kiedy o tym pisałeś, wyglądało to groźnie. - Takanori oparł się wygodnie, spoglądając w sufit. 
-Mikoto zbadał sprawę. Okazuje się, że mimo wyjazdu tej mendy, nadal ma kontakt z Kiyomi. Chyba --Chcieli nastraszyć An, żeby nie chciała wrócić do Japonii.  
-Co za idioci,  Akuma musi wrócić, trasa za niedługo. Przecież gdyby teraz zrezygnowała, to dopiero było by po nas... -Nagle Ruki zauważył, jak Kouyou spogląda na niego kątem oka. -Aaaa, że o to im chodziło, niezłe zagranie. A ty jak się trzymasz? 
-Wiesz... Pierwszy tydzień tutaj jeszcze mnie trzymało, ale chyba cała ta sytuacja z Anett mnie po prostu oderwała od tego. W tym jednym An ma rację, to też jej dotyczy, a wszyscy skupili się na mnie i na Miko. No, ale dość o mnie, lepiej mów, co Ci odbiło nagle tu przyjeżdżać. Rin pewnie chciała Cię zabić za tą niespodziankę. -Uruha cicho się zaśmiał. 
-Etto, no stęskniłem się za Rini. Polecieliście zostawiając nas z całym tym bałaganem przed trasą, więc zrobiłem swoje no i jestem. -Ruki zaśmiał się głupkowato. 
-No wzięło Cię stary, nieźle Cię wzięło. -Brunet wstał i podszedł do lodówki, śmiejąc się pod nosem. 
-A Ciebie to nie wzięło? Jakoś pamiętam jeszcze, jak chciałeś ją tylko przelecieć, a teraz chcesz zakładać z nią rodzinę. No i latasz za nią przez pół świata, bo Ona tego chce. -Blondyn uniósł brew ku górze, patrząc cały czas na przyjaciela. 
-Nie wracajmy do tego co było, a w dodatku ty przeleciałeś pół świata, bo się stęskniłeś za swoją lubą, a An chciała, żebym z nią leciał, niechętnie w dodatku, żeby mnie wyrwać od tego co się stało. -Nagle gitarzysta ponownie się zaśmiał. -Wiesz... W sumie to nas obu nieźle wzięło. 

     Anett i Katherine spacerowały po osiedlu. W tym czasie wokalistka opowiadała przyjaciółce co się działo przez ostatnie kilka dni. 
-... Ja rozumiem, że się zaprzyjaźnili, ale nie muszą wszędzie razem łazić, przez to Kris ciągle go przyprowadza. Ale w sumie ma to też swoje plusy. -Anett spojrzała w tym momencie przed siebie. 
-Czekaj, czekaj. Marcinek i plusy? No An, nie spodziewałam się. -Czerwonowłosa parsknęła śmiechem, a Anett spojrzała na nią kątem oka, unosząc brew ku górze. 
-Marcin chce, żebym do niego wróciła co nie? A to drażni Kouyou, więc Kyu stara się mu zrobić na złość, jeśli wiesz co mam na myśli. -Nagle na twarzy wokalistki zagościł ten jej wredny uśmieszek. 
-Oj, doskonale wiem co masz na myśli. -Kobieta przytaknęła głową. 
-No, a że Kouyou ma więcej za uszami niż nam się wydawało, to musi się starać.  
-Czy mi się wydaje, czy paskuda się z Ciebie robi? -Zapytała Rin, podchodząc z Anett pod dom. Blondynka odpowiedziała tylko krótkim “A no” i powoli otworzyła drzwi. 
Kiedy weszły do mieszkania, pies od razu uciekł w stronę salonu, zadowolony wskakując na kanapę między Takanorim, a Kouyou. 
-O, a co to za słodziaczek? -Ruki lekko się uśmiechnął i zaraz zaczął głaskać psa. 
-Pies Anett, ale z tym słodziakiem bym nie przesadzał, wredny jest. -Rzucił Kouyou, patrząc kątem oka na psa, a ten spojrzał na niego najsłodszym wzrokiem jakim tylko mógł. 
-Nie wredny, tylko inteligentny, ale już zaczyna Cię lubić kochanie. -W tym momencie przed nimi pojawiła się wokalistka, dzierżąca w rękach jakiś ręcznik. -Kiko, a łapki to kto umyje, co? Chodź. -Dodała, a pies niczym sarenka zeskoczył z kanapy i wesoło pobiegł za nią do łazienki.  
-Teraz Cię rozumiem stary, robisz psu konkurencję. -Takanori parsknął śmiechem, o mało samemu nie lądując pod stolikiem ze śmiechu. 
-Z tego co wiem, to Kiko nie jest u was codziennie, więc nie przesadzaj Kyu. -Wtrąciła Rin.  
-Od teraz, przez tydzień z nami będzie, to sami się przekonacie. -Gitarzysta przewrócił oczami. -Lubię tego małego futrzaka, ale ostatnio jest okropnie zazdrosny o nią, czasami nawet nie mogę się do niej zbliżyć, bo zaraz szczeka. 
-Wiesz Kouyou, nie chcę Cię martwić, ale jemu raczej chodzi o to, żebyś się w tym czasie z nim pobawił, a nie tylko mną się zajmował. -W tym momencie Anett ponownie weszła do salonu, a Kiko z rozbiegu wskoczył Kouyou na kolana.  
-An ma chyba rację. -Stwierdziła Katherine i zaraz wszyscy z wyjątkiem Uruhy zaczęli się śmiać.  

  W nocy Kouyou próbował zasnąć, jednak leżący na jego nogach Kiko skutecznie mu to uniemożliwiał. Nawet wolał się nie poruszać, by nie zbudzić śpiącego, jak mu się wydawało, psa. Kiedy w końcu czuł, jak odpływa w objęcia morfeusza, nieświadomie obrócił się w stronę Anett chcąc ją przytulić. Nagle się rozbudził ze strachu, kiedy coś poruszyło się w jego stronę, a nad uchem usłyszał ciche warczenie. Powoli podniósł powiekę, spoglądając na siedzącego obok jego głowy psa. Odetchnął z wielką ulgą, że to jednak tylko mały piesek, ale nie dawało mu spokoju, że Kiko reagował tak za każdym razem, gdy u nich nocował. Kiedy gitarzysta chciał przytulił An, pies zaraz do niego podbiegał i warczał.  
-O co Ci mały chodzi, co? -Kouyou cicho szepnął, drapiąc zwierzaka za uchem. Ten ku jego zdziwieniu położył się zadowolony obok. Brunet przewrócił oczami i sięgając ręką, by objąć An, objął również psa przytulając go do siebie, a Kiko polizał go po ręce i zaraz ułożył się wygodnie wtulając się w niego. No i oczywiście okazało się, że Anett, znowu miała rację, a może po prostu dobrze zna swojego zwierzaka, skoro od razu wiedziała, że ten mały, głupiutki piesek jakby się wydawało, naprawdę jest inteligentny na swój sposób, a przez ten cały czas chodziło mu tylko o odrobinę czułości ze strony gitarzysty. “Reszta na pewno padnie ze śmiechu, kiedy to odkryją” pomyślał Kouyou, w końcu zasypiając.