27 mar 2021

Rozdział 33

 A dzień dobry moi mili. Wiem, znowu kazałam wam czekać i w sumie... No nie mam wam zbyt wiele do powiedzenia. Jedynie tyle, że mogę wam obiecać, że kolejny rozdział będzie w terminie, albo wcześniej i będzie dłuższy :) (Tak, Akumę coś postraszyło, bo po nocach nic innego nie robi, tylko pisze. A nie, czasami jeszcze pracuje, przepraszam).
Jak zwykle przypominam o GRUPIE no i oczywiście...
Miłego czytania :3

Rozdział 33: 
 
Przez chwilę siedział nieruchomo, patrząc z zaskoczeniem w oczach na przyjaciela. Dopiero po kilku długich sekundach pokręcił głową, wychodząc z szoku. 
-Przecież jestem z An. -Gitarzysta zmarszczył czoło. -Czyli to o to Ci chodzi...- Przerwał patrząc jak szatyn wstał i przeszedł się po swoim pokoju.  
-Przepraszam. Dlatego właśnie chciałem się trzymać z daleka. Błagam, nie mów nic Anett. -Kris przy wypowiadaniu ostatnich słów oparł się o ścianę. 
-Jak ty to sobie wyobrażasz? Po pierwsze kocham Anett, a po drugie Miko... -Uruha nagle przerwał, coś sobie uświadamiając. Na chwilę schował twarz w dłoniach powoli kręcąc głową. -To moja wina. Gdybym wtedy nie palną, że po rozstaniu z Miko wolałbym już się związać z facetem, ale ja nie wiedziałem, że ty... Do mnie... 
-Kouyou, ja wiem, że wtedy to było takie głupie gadanie. Cały czas życzyłem i życzę wam jak najlepiej, chociaż miałem taką cichą nadzieję, że wam nie wyjdzie. -Kris westchnął i ponownie usiadł obok gitarzysty.  
-Kristian, posłuchaj mnie teraz uważnie, bo powiem to całkowicie szczerze. Gdyby z jakiegoś powodu byśmy się z Anett rozstali, wolałbym być sam. Nie tylko Ona miała wątpliwości, kiedy dowiedziała się o ciąży Miko, ja też zastanawiałem się, czy jest sens dalej w to brnąć, ponieważ nie chcę jej skrzywdzić. -Kouyou westchnął cicho, ale postanowił kontynuować. -Ale ją kocham i nie ważne co musiałbym zrobić, nie chcę jej stracić.  
-Kouyou, dbaj o nią. Bo naprawdę drugiej takiej nie znajdziesz. -Kris poklepał bruneta po ramieniu z delikatnym uśmiechem na twarzy.   
-A ty zacznij zachowywać się normalnie, bo to unikanie nas do Ci nie wychodzi. - W tym momencie oboje się zaśmiali. 

        Tej nocy szatynka nie potrafiła zasnąć i to nie przez jej brata śpiącego w tym samym pokoju na materacu. Cały czas myślała o sytuacji z Mitsutake, a dodatkowo ciągle wracała do niej sprawa z Miko. W końcu nie wytrzymała i udała się do kuchni, żeby zapalić.  
Ledwo odpaliła papierosa patrząc przez okno, a zaraz usłyszała znajomy dźwięk zapalniczki, a kiedy spojrzała za siebie, zobaczyła swoją mamę. 
-Nie śpisz? -Zapytała Anett, unosząc brew ku górze. Uważnie obserwowała jak kobieta usiadła przy stole, przyciągając popielniczkę bliżej siebie. 
-Wiesz która godzina jest w Polsce? Nie wiem jak Ci dwaj umieją tak mocno spać o tej porze. A ty dziecko? Czemu nie śpisz?  
-Zmiana czasu, wiem. Miałam podobnie na początku, z dwa dni nie spałam, żeby się przestawić. -Anett w odpowiedzi cicho się zaśmiała i również usiadła przy stole. -A nie umiem zasnąć, bo cały czas myślę.  
-Chodzi o byłą tego twojego... -Na te słowa szatynka w odpowiedzi jedynie pokiwała głową.  
-Dokładnie. Wiesz mamo... Między mną, a Kouyou wszystko jest jasne, chcemy być razem, ale Miko nie odpuści tak po prostu. Nawet nie chcę wiedzieć, jaki jest jej następny pomysł, żeby Kyu do niej wrócił. -Anett zaciągnęła się dymem opierając głowę o ścianę i lekko przymykając powieki.  
-Jakby na to nie spojrzeć, będą mieli dziecko, ale przecież podjęliście decyzje i mam nadzieję, że słuszną. -Z racji tego, że było ciemno, Anett słysząc słowa swojej mamy, mogła jedynie się domyślić, że ta lekko się uśmiechnęła.  
-Ledwo przylecieliśmy, a wy już spiskujecie po nocach. -Nagle do uszu kobiet dotarł głos Mateusza.  
-Ledwo przyjechałeś, a już się wszystkiego czepiasz. -Mruknęła Anett pod nosem, patrząc na posturę swojego brata. Brunet oparł się o kuchenny blat, po chwili na nim siadając. 
-Siostra, zmądrzej wreszcie... 
-Mateusz. -Mężczyzna zaraz został skarcony przez ich matkę. 
-No co? Robi co chcę, w ogóle nie myśląc o konsekwencjach, a wy ją jeszcze dopingujecie. -Brunet cały czas mówił z niezadowoleniem w głosie.  
-Mati, ale jestem dorosła. A ojciec nie zareagował tak jak ty byś tego chciał, bo o wszystkim wiedzą. A po drugie, Uruha może tu być, kiedy chce i robić co chce, bo to jego mieszkanie... Fuck.- Wokalistka zaklęła pod nosem, kiedy dotarło do niej, że jej brat akurat nie wiedział kim jest Kouyou. No tak, starszy braciszek nie da jej teraz żyć... Że się nie domyślił wcześniej. 
-Czekaj, ty i... - Mateusz nie musiał kończyć, bo w ciemnościach dostrzegł, jak jest siostra kiwa twierdząco głową.  
-Dobra dzieci, pokłócicie się rano. A teraz idźcie grzecznie spać, bo ty Aneta chyba wcześnie wstajesz. -Starsza kobieta odezwała się, mówiąc spokojnie. Znała swoje dzieci i wiedziała, że ta rozmowa zaczynała prowadzić do poważnej kłótni. 
-Prawda, w dodatku wywiad. -Anett westchnęła ciężko gasząc papierosa, po czym wstała. -Dobranoc. -Rzuciła szybko po czym udała się do swojego pokoju.  
-A ty daj jej spokój. -Warknęła ich matka zaraz po tym jak Anett zniknęła za drzwiami swojego pokoju. 
-Postaram się... 

        Następnego ranka, tak jak się umówili, Kouyou przyjechał po Anett. Nadal nie wiedział, czy powinien mówić kobiecie o tym co wydarzyło się poprzedniego wieczora, jednak miał poczucie, że Anett powinna wiedzieć, dlaczego jej przyjaciel dziwnie się zachowuje, ale przecież Ona też nie mówi mu wszystkiego.  
Szatynka w trakcie drogi również zauważyła, że coś gryzie Kouyou, bo cały czas milczał. W końcu postanowiła zapytać. 
-Kyu, coś się stało?  
-Nic, poza tym, że jesteśmy razem, a ja o tobie nic nie wiem. Nic nie mówiłaś, że masz brata. -Uruha nie ukrywał swojego niezadowolenia. W sumie to była jedyna sprawa, do której mógł się przyczepić, mimo, że Kris poprzedniego dnia opowiedział mu o jeszcze kilku faktach, o których gitarzysta nie miał pojęcia.  
-Przepraszam, jakoś tak wyszło. Wiesz, że nie lubię mówić o rodzinie. -Anett opuściła lekko głowę, kierując wzrok w stronę mężczyzny.  
-Kris uważa, że jesteście zżyci ze sobą, więc to dziwne, że nic o nim nie mówisz. -Szatynka słysząc słowa gitarzysty przewróciła oczami.  
-Kris i Mateusz się nie cierpią, dlatego nie wie, że Mati po tym jak narzeczona go zostawiła, stał się wrednym, czepiającym się wszystkiego dupkiem. W dodatku powrót Sylwii najbardziej się na nim odbił. -Anett oparła głowę o zagłówek. -A jak rozmowa z Krisem? -Dodała, lekko przymykając powieki. W tym momencie Kouyou zacisnął pięści na kierownicy, słysząc to niewygodne pytanie.  
-Pocałował mnie. -Gitarzysta szybko podjął decyzję, żeby powiedzieć Anett o tym co się wydarzyło dzień wcześniej, jednak nie spodziewał się jej reakcji. 
-Wiedziałam. -Anett się zaśmiała, kręcąc głową.  
-Chwila, to, skoro wiedziałaś, czemu wysłałaś mnie? -Kouyou uniósł brew ku górze, kątem oka spoglądając w stronę szatynki, która jedynie wzruszyła ramionami.  
-Przecież mi nic nie powie, a w szczególności nic związanego z tobą.  
-W sumie... Masz rację. I jesteśmy już na miejscu. -Rzucił krótko Kouyou, parkując samochód. 
        W trakcie przygotowań do wywiadu panowało spore zamieszanie, przez które wokalistka nawet nie wiedziała za co się zabrać. Podczas krótkiej chwili spokoju, zauważyła nad zbyt zadowoloną Rin, co wywołało u Anett niemałe zaskoczenie. 
-Mam wrażenie, że Cię podmienili Kathy. -Stwierdziła szatynka, siadając obok przyjaciółki. Dopiero po kilku sekundach zauważyła nowe kolczyki czerwonowłosej. -No tak. Niech zgadnę, Takanori?  
-Żebyś wiedziała, że tak. Nie wiem czemu, ale mam takie dziwne wrażenie, że... 
-Zakochałaś się. -Anett przerwała Kathy z pełną powagą w głosie, patrząc przed siebie. Po chwili wokalistka jednak się zaśmiała. -Gratulacje i na Ciebie przyszła pora. 
-No nie wiem. -Rin skwitowała krótko, kręcąc głową. -Nie jestem pewna, czy Takanori to właściwy facet. 
-Rin, głupoty gadasz. Lepiej bierz się za niego, zanim inna się zakręci. -Szatynka lekko poklepała Rin po ramieniu. -Ale jak jeszcze nie masz pewności, to potrzymaj go jeszcze kilka dni w niepewności, tylko nie za długo, bo Ci zwieje. Dobra, Kai wzywa. -Po tych słowach Akuma wstała i poszła w kierunku zespołu, który zaczynał chyba jakaś naradę. 
Najpierw wszyscy spoglądali po sobie, by zaraz ich wzrok skierowany został na lidera. Ten jedynie westchnął i zaczął: 
-Wiem czego będą dotyczyły pytania i... Anett, niestety, ale najwięcej z nich będzie dotyczyło Ciebie, ale na to raczej jesteś przygotowana. Jest jeszcze jedna bardzo ważna kwestia, o której już rozmawialiśmy z Takanorim... -Kai przerwał na chwilę, skupiając wzrok na Anett i Kouyou. -Chodzi o waszą dwójkę. Razem z Rukim uznaliśmy, że to kiedyś może wyjść na jaw, więc nie ma sensu tego ukrywać, zarazem nie wydajcie się od razu. -Po tych słowach wokalistka i gitarzysta spojrzeli na chwilę na siebie, oboje zaskoczeni tym co usłyszeli. 
-Czekaj, jak ty niby to widzisz? -Zapytał zaskoczony Uruha, patrząc na przyjaciela jak na debila. 
-Chodzi o to, że odpowiedzi mają być na okrętkę, wiesz... Że niby nie, ale jednak tak. -Wtrąciła Anett, w zamyśleniu analizując sytuację i jak z niej najlepiej wyjść. 
-No, to wszystko mamy jasne. A teraz do roboty! - Rzucił lider i wszyscy razem udali się w wyznaczonym przez niego kierunku.  
-Dasz radę skarbie. -Akuma usłyszała za sobą głos Kouyou, a gdy spojrzała na niego, ten spokojnie się uśmiechał. 
-Wywiad nie jest emitowany na żywo, więc może nie będzie tak źle. - Anett lekko się skrzywiła, czując jak stres do niej wraca. Miała największą ochotę zawrócić, wrócić do domu i ukryć się przed światem, jednak nie było już odwrotu. W sumie to już od dawna nie było odwrotu. 

        W trakcie wywiadu wszystko szło dobrze. Pytania dotyczące płyty czy trasy koncertowej przejmował Ruki wraz z Kaiem, a reszta grzecznie kiwała głowami. Anett siedziała między Yuu, a Kouyou, cały czas czekając na najgorsze. Ale przecież to nie jej pierwszy wywiad w ogóle, więc czym się tak stresowała? Te wszystkie pytania znała już na pamięć, a odpowiedzi miała w małym palcu, no, do pewnego momentu...  
Temat wywiadu powoli zszedł na temat nowej, młodej wokalistki i wszystko szło zgodnie z planem, aż do pytania o jej prawdopodobny związek z kimś z zespołu. Anett już miała z automatu spojrzeć na Kouyou, ale w ostatniej chwili się powstrzymała. Przecież taki ruch mógłby naprowadzić ludzi na to, jaka jest prawda. Nastała niezręczna cisza i niestety nikt nie miał pojęcia jak właściwie ją przerwać, a szatynka musiała wziąć odpowiedź na swoje barki. 
-Nie no, skądże. -Zaśmiała się cicho. -Pracujemy razem i w sumie tylko tyle mnie z kimkolwiek łączy.  
-Wiecie, prawda jest taka, że Akuma prywatnie jest upartą zołzą. -W tym momencie odezwał się Kouyou, a Anett myślała, że go udusi. „Debil, no debil po prostu” pomyślała, ale zaraz widząc jego minę domyśliła się, do czego gitarzysta zmierza. 
-Powiedział ten, co najwięcej się czepia. Nie tylko ja w tym zespole jestem uparta. -Anett udała poddenerwowanie słowami gitarzysty jednak całkowicie nie spodziewała się tego co usłyszy za chwilę.  
-Jednak fani uważają, że wasza dwójka najlepiej do siebie pasuje. -Słowa kobiety lekko zamurowały wokalistkę, która zmuszała się, by zareagować naturalnie.  
-No gdzie... My razem? -Akurat jakoś tak wyszło, że Akuma i Uruha powiedzieli to samo w tym samym czasie, wskazując na siebie nawzajem. Reszta wybuchła śmiechem na tą scenę.  
-To mógłby być nawet zabawne. -Skomentował Kai, próbując zakończyć ten niezręczny moment.  

        W końcu wyszli na parking. Anett wraz z Kouyou podeszli do jego samochodu w milczeniu. 
-Dobra robota. Nawet nie wyszło źle. -Stwierdził Yutaka podchodząc do nich.  
-Wyszło okropnie. Dobrze, że menadżer nie zabił nas na miejscu. -Powiedziała cicho Anett, patrząc na perkusistę.  
-Szczerze, to nawet jest zadowolony, że tak to wyszło. Nikt nadal nie wie o was, mogą mieć jedynie podejrzenia, a o to przecież chodzi. -Powiedział Kai z uśmiechem na twarzy. -Idę, bo Ayuko ostatnio coś nie lubi czekać. -Dodał udając się w stronę swojego samochodu. 
-Widzisz, mówiłem, że nie ma się czym przejmować. -Kouyou mówiąc to otworzył Anett drzwi do samochodu, zarazem całując krótko jej policzek. 
Nikt jednak nie spodziewał się, że cały czas ktoś ich obserwował. Mitsutake od rana miał ową dwójkę na oku, a nawet udało mu się zrobić kilka zdjęć. Dobrze pamiętał, co gitarzysta mu powiedział, ale przecież nie mógł stracić idealnej okazji, by trochę namieszać w jego życiu. A wystarczyło tylko zdobyć twarde dowody na to, że Uruha romansuje z młodą wokalistką, w sumie to mógł spokojnie każdemu wmówić, że to przez łóżko gitarzysty Anett dostała się do zespołu. 
Nagle usłyszał dźwięk swojego telefonu. Tak jak myślał, dzwoniła brunetka, która wkręciła go w to wszystko i tylko po to, by dowiedzieć się, czy coś ma na Kouyou. Niestety przez tą rozmowę nie zwrócił uwagi, kiedy samochód gitarzysty zniknął z parkingu. 
-I tak znajdę to czego szukam, Kou-san. -Mitsutake uśmiechnął się pod nosem, patrząc przed siebie. 

         Kiedy weszła do mieszkania, ogarnęła ją spora niepewność. Z jakiegoś powodu wolała by chyba spędzić ten dzień z ukochanym niż z rodziną. Z jej pokoju dobiegało brzmienie jej gitary- Mateusz, jej ojciec siedział w salonie przed swoim komputerem- jak zwykle, a mama szykowała obiad w kuchni. Olewając męska część rodziny poszła do pomieszczenia, z którego wydobywał się piękny zapach. 
-Jesteś już. -Kobieta uśmiechnęła się na widok córki. 
-Tak, jestem. -Szatynka usiadła przy stole, opierając głowę o ścianę. 
-Niewyspana? 
-Zmęczona. -Wtrąciła Anett, byle by nie słuchać kazań. -A Oni cały dzień siedzą na tyłkach? 
-Mateusz w sumie wstał jakaś godzinę temu, a ojciec... Tak, to co zawsze. -Słysząc odpowiedź wokalistka ciężko westchnęła wstając. Udała się do swojego pokoju, głośno zamykając za sobą drzwi. 
-Struny wymień młoda. -Brunet na chwilę podniósł głowę, by spojrzeć na siostrę. 
-Wiem, nie mam czasu się tym zająć. -Anett usiadła przy biurku i chwytając za gryf, odebrała bratu gitarę, odkładając ją od razu na miejsce. 
-Przecież masz ludzi od tego. -Rzucił Mateusz z niezadowoleniem. 
-Którzy mają swoją robotę. Ogarniesz się w końcu? Znowu śpisz do późna i całe dnie siedzisz nad gitarami. -Szatynka spojrzała na bruneta z troską. 
-Po prostu wtedy nie myślę nad tym co zrobiła.  
-Stary, nie jesteś pierwszym facetem, którego narzeczona zdradzała. -Mimo, że wokalistka sama to powiedziała, jej słowa ją uderzyły.  
-I co z tego... Hej, młoda. -Brunet pomachał Anett ręką przed oczami, widząc, że ta się zamyśliła. 
-Nie nic. Po prostu coś do mnie dotarło. -Szatynka pokręciła szybko głową. 
-Że ten twój związek z Uruhą jest bez sensu? -Mateusz się zaśmiał pod nosem, patrząc jak jego siostra się wkurza. 
-Nie, właśnie, że ma sens. -Anett wystawiła język w jego stronę. Nagle usłyszała dzwonek do drzwi, a wiedząc, że nikt ich nie otworzy, pobiegła do przedpokoju. Spoglądając przez wizjer zdziwiła się. 
-Kouyou? -Zapytała zaskoczona tuż po tym jak otworzyła gitarzyście drzwi.  
-Temari jak zwykle wywiało, a nie chce mi się siedzieć samemu. -Uruha uśmiechał się, wchodząc do mieszkania. Szatynka westchnęła spoglądając w kierunku kuchni.  
-Akurat trafiłeś na obiad. A Miko mi Ciebie nie porwie? -Anett uniosła brew, z lekkim uśmiechem na twarzy. 
-Z tego co wiem, jest dzisiaj zajęta. -Odpowiedział gitarzysta, odwzajemniając uśmiech kobiety. 
        Po obiedzie, który na szczęście odbył się w ciszy, Aneta, Mateusz i Kouyou zasiedli w pokoju wokalistki, a jej rodzice udali się na poobiednią drzemkę.  
Siedzieli w trójkę rozmawiając o wszystkim i o niczym. W sumie to dwójka brunetów po prostu się poznawała, a szatynka siedziała cicho przed swoim laptopem. Słysząc, że dwójka mężczyzn w miarę się dogaduje, ubrała słuchawki, by obejrzeć jakiś filmik w Internecie.  
-Dzięki, że nas olewasz. -Rzucił Mateusz, zarazem rzucając w siostrę poduszką. Wokalistka spojrzała na ową dwójkę siedząca na jej łóżku i uniosła brew, zdejmując słuchawkę. 
-Dogadujecie się, więc po co jestem wam potrzebna?  
-Widzisz Kouyou, ma Cię gdzieś. -Na słowa Mateusza oboje się zaśmiali, a kobieta patrzyła na nich jak na dwójkę idiotów.  
-Wiecie? Mnie to zaczyna przerażać. Najpierw Kris, teraz Mati... 
-Chwila, masz kontakt z Krisem. -Nagle przerwał jej młodszy brunet. 
-No, nawet pracujemy razem, ale to nie moja sprawka. -Mówiąc to, Anett wskazała na Kouyou.  
-Miałaś trzymać się od niego z daleka. -Mateusz wydawał się wyraźnie niezadowolony tą informacją. 
-Ja i Kris się przyjaźnimy. Twoje zdanie w tym temacie jakoś mnie nie interesuje. -Akuma jak to miała w zwyczaju po prostu wzruszyła ramionami. -Wiecie, mam pomysł. -Dodała, zdejmując słuchawki i zamykając klapę laptopa. -Kouyou, jak myślisz, Takao da się porwać na miasto? 
-Jeżeli doliczysz mu to do godzin pracy to tak. -Kouyou zażartował, doskonale rozumiejąc co wokalistka miała na myśli.  
-Dobra, to dzwoń niego, a my idziemy budzić tą dwójkę. -Anett uśmiechnęła się pod nosem wstając od biurka. 
-Czekaj, co ty masz na myśli? -Mateusz wydał się przerażony pomysłem siostry, skoro tak się uśmiechała. 
-Idziemy na miasto, zwiedzać. -Rzuciła Anett, chwytając brata za rękę, by przeprowadzić go za sobą do sypialni przez ukryte w szafie przejście. Kouyou jedynie pokręcił głową, sięgając po swój telefon.  

         Kilka godzin później całą szóstką spacerowali po mieście. Takao okazał się być świetnym przewodnikiem wycieczki- Jak dobrze, że Mino wyjechała do jakiejś ciotki i brunet nie miał nic do roboty. Rodzeństwo Wolskich szło z tyłu, obserwując swoich rodziców i kuzynów Takashima, co chwilę z czegoś żartując.  
-Jesteśmy gorsi niż dzieci na wycieczce szkolnej w gimnazjum. -Skomentowała szatynka, starając się utrzymać powagę.  
-W gimnazjum nie było za wiele wycieczek. -Mateusz wzruszył ramionami, niechętnie wracając wspomnieniami do czasów szkolnych.  
-To chyba u Ciebie. -Rzuciła Anett, spoglądając na brata kątem oka.  
-A teraz szczerze. Co Cię tak gryzie? -Odezwał się brunet, upewniając się, że reszta jest wystarczająco daleko, by nikt nie usłyszał o czym rozmawiają.  
-Jak być zdradzonym, ty i Sylwia wiecie najlepiej. Ale czasami mam wrażenie, że gorzej jest być tym, który został wciągnięty w zdradę. -Szatynka mówiąc to, cały czas patrzyła przed siebie, lekko mrużąc powieki. 
-O czym ty teraz mówisz? -Mateusz był zaskoczony słowami Anett, chociaż powoli docierało do niego, o co mogło jej chodzić. -Chodzi o Kouyou. To przez niego ostatnio w Polsce byłaś taka smutna. -Brunet zmarszczył czoło, oczekując od siostry odpowiedzi.  
-Był wtedy z Miko i co najgorsze, ja o tym wiedziałam. Potem mimo wszystko wina za ich rozstanie spadła na mnie, w dodatku okazało się, że Miko jest w ciąży. My po prostu chcieliśmy być razem, mimo, że ktoś... -W tym momencie wokalistka spojrzała w stronę Uruhy. -Wybrał nietypowe rozwiązania do chronienia mnie. Ale widzę, że się dogadujecie.  
-Zawsze musisz się mieszać w jakieś dziwaczne relacje. Ale Kouyou jest nawet spoko, ale pamiętaj...  
-Wystarczy, że spadnie mi włos z głowy, a go znienawidzisz, wiem Mati, wiem. -Anett przerwała bratu, widząc jago zaciskającą się pięść. Po chwili oboje się zaśmiali.  
-Hej, a wy idziecie? -Zawołał Kouyou, patrząc na roześmianą dwójkę.  
-Tak, już. Przecież jak coś, wiem, jak wrócić do domu. A po drugie, zadzwoniłabym. -Kobieta z uśmiechem na twarzy podeszła do gitarzysty i stając na palcach ucałowała jego policzek. 
-Kochanie, nie poznaje Cię dzisiaj. -Kouyou sam się zaśmiał, obejmując szatynkę. 
-Ale zakochane gołąbki, idziemy. -Pogonił ich Mateusz, ciągnąc siostrę za rękę.  
-Ej! Ty to mnie możesz przetrzymywać z tyłu?  
-Bo ja tu za przyzwoitkę robię! -Oburzony Matusz po chwili się zaśmiał, jak i cała reszta.  
I można by rzec, że w takim roześmianym nastroju spędzili wspaniały wieczór, nawet nie spodziewając się, że już za niedługo wszystko może się diametralnie zmienić. 

13 mar 2021

Rozdział 32 (+18)

 Dzień dobry wieczór :)
Tak wiem, prawie miesiąc minął od poprzedniego rozdziału i wiele się działo w między czasie (W tym 1 marca minął rok od powstania tego bloga) i mimo wielu planów, niestety nie dałam rady nic dodać wcześniej. Wiecie, praca, praca i jeszcze raz praca... No i problemy z weną oraz dopracowywanie pomysłów. Oczywiście będę się starać wam to wynagrodzić, jednak nic nie mogę obiecać jak zwykle. 
Oczywiście zapraszam was na grupę na facebook'u i...
(EDIT: Zapomniałam! Chciałam was również poinformować, że postanowiłam zmienić dzień publikacji rozdziałów na sobotę. Wiecie, na piątki jakoś nie potrafię się wyrobić, a z racji tego, że soboty mam już raczej luźne, wygodniej mi będzie dodawać rozdziały w szósty dzień tygodnia)
Miłego czytania :3

Rozdział 32: (+18) 
 
-Przecież oboje wiemy do czego to prowadzi, więc już nic nie mów. -Anett po dosłownie kilku sekundach go pocałowała, a gitarzysta bez wahania odwzajemnił jej pocałunek, mimo tego, że zaskoczyła go przejęciem inicjatywy. Ostrożnie ułożył dłonie na jej talii, czując jak opuszki jej palców skupią skórę na jego policzkach, a potem szyi. Przez chwilę wodził tak rękoma wzdłuż jej boków, by zaraz powolnym ruchem ułożyć ją na kanapie, tak by leżała pod nim.  
-Nie moja wina, że wysyłasz mi sprzeczne sygnały, skarbie. -Uruha uśmiechnął się wrednie pod nosem, patrząc na twarz ukochanej.  
-Czy możesz w końcu przestać gadać i zająć się swoją robotą. -Wysyczała przez zęby zniecierpliwiona szatynka, której dłoń pewnym ruchem znalazła się pod jego koszulką. Kouyou jedynie zaśmiał się pod nosem i zbliżył wargi do jej ucha. 
-Jeżeli moją robotą nazywasz zadawalanie Ciebie... -Wyszeptał cicho kuszącym głosem, ale przerwał, czując jak wokalistka próbuje mu się wyrwać, pewnie po to by mu przyłożyć. Przytrzymał ją, ujmując jej talię, a zaraz szybko ujął jej nadgarstki. -To z wielką przyjemnością sprawię, że będziesz mnie jeszcze błagać o więcej. -Dokończył, kierując następnie swoje usta na jej szyję. Kiedy leniwie skubał wargami jej skórę poczuł jak kobieta zadrżała, wciągając powietrze. Kouyou uniósł kącik ust w lekkim uśmiechu czując jak bardzo jest zniecierpliwiona.  
Anett przez chwilę próbowała uwolnić ręce z jego uścisku, jednak bezskutecznie. Dopiero po chwili, gdy gitarzysta podniósł się, by powrócić do pieszczenia jej ust swoimi mogła swobodnie działać. Szybko pozbyła się jego koszulki, rzucając ją gdzieś za sofę, by zaraz wodzić opuszkami palców po jego nagim torsie. Mężczyzna nie pozostawał jej dłużny, gdy chwilę później i jej koszulka wylądowała gdzieś w kącie. Przez chwilę ją obserwował, a Anett przyglądała się temu, z jakim pożądaniem na nią patrzy. W jego oczach widziała coś, czego nie widziała nigdy wcześniej ani u nikogo, przez co głośno przełknęła ślinę. Poza pożądaniem i o dziwo troską widziała, jakby się przed czymś hamował, tylko nie była pewna, czy chce się dowiedzieć przed czym. Szybko poczuła jego dłoń pod swoimi plecami, sięgającą do zapięcia jej stanika. Zawahał się.  
Mimo, że ponownie składał na jej szyi leniwe, acz czułe pocałunki, chwilę trwał w bezruchu- Jakby się zastanawiał. Kobieta podniosła się lekko, opierając się na łokciach, by trochę dopomóc gitarzyście w kolejnym kroku. Brunet widząc jak szatynka chętnie nakłania go do kolejnego ruchu, bez dalszej zwłoki pozbył się górnej części jej bielizny. Pewnym ruchem ujął jej pierś w dłoń, czując jak jej skóra była już rozgrzana, a przecież to dopiero początek, jeszcze nic takiego nie zrobił. Dłonią masował jej pierś, drażniąc palcami sutek. Kolejny świst wdychanego powietrza usłyszał, kiedy wargami ujął drugi sutek, by móc bawić się nim swoim językiem.  
Dla Anett ta chwila mogła by trwać wiecznie. Nie chciała, żeby przerywał chociaż na moment. Jednak po zbyt krótkiej dla niej chwili, mimo jej niezadowolenia, Kouyou podniósł się, ciągnąc ją za sobą. Ponownie siedziała na jego kolanach, czując jak jego wargi znowu przywarły do jej szyi, od czasu do czasu skubiąc płatek jej ucha, a jego dłonie ponownie ujęły jej piersi. Szatynka sunęła dłonią w dół po jego torsie, zatrzymując ją na jego kroczu. Po raz kolejny miała okazję poczuć, jak wpływa na mężczyznę.  
-An... Przeszkadzasz... -Wyszeptał brunet, kiedy poczuł pieszczoty z jej strony. Chwycił jej nadgarstek, próbując powstrzymać ją od ruchów jej dłoni, jednak na marne. A On czuł, że zaraz zwariuje. Sprawiając, że objęła go nogami szybko wstał, zajmując jej usta swoimi. Tuż przed wejściem do sypialni, oparł ją jeszcze o ścianę, by móc upewnić się, że kobieta na pewno tego chce.  
-Kouyou, ja chcę Ciebie. Prawdziwego Ciebie. -Anett przerwała tą niewygodną ciszę między ich głębokim oddechem, czując jego dłoń na swojej szyi. Mówiąc to, patrzyła mu w oczy, obserwując, jak obawy, które go hamowały w końcu puszczają. Była już pewna, że to zrobią, nie było już odwrotu. Ale oboje chcieli, żeby to było naprawdę... 

     Kobieta odwzajemniła pocałunek, jednak nie trwał on długo. Kathy szybko odsunęła się od wokalisty, uciekając od niego wzrokiem. 
-Przepraszam. -Szepnęła, jakby zastanawiając się, co się właśnie stało. Od samego początku, gdy tylko zauważyła ten słodki wzrok wokalisty kierujący w jej stronę, postanowiła, że nie pójdzie mu tak łatwo. Chciała po prostu, żeby się postarał, porządnie postarał.  
-Nic się przecież nie stało. Późno już, odprowadzę Cię. -Takanori uśmiechnął się delikatnie pod nosem. Pewnym ruchem objął czerwonowłosą, na co ta o dziwo się zgodziła.  
Oboje szli spokojnym krokiem prosto pod blok, w którym mieszkała Kathy. Kiedy czerwonowłosa podeszła do drzwi, jakby niepewnie uśmiechnęła się w stronę mężczyzny. 
-Dziękuje. To był wspaniały wieczór. -Po tych słowach Rin delikatnie cmoknęła jego policzek i zaraz zniknęła za drzwiami.  
Takanori stał jeszcze przez chwilę, zastanawiając się nad tym, co się właśnie wydarzyło. Musiał przyznać, że kobieta go zaskoczyła, nie spodziewał się, że wykona jakiekolwiek ruch do przodu. Bo przecież ten niby zwykły buziak w policzek znaczył dla niego wiele. W końcu ruszył w stronę okolicy, w której mieszkał, całą drogę zastanawiając się, co jeszcze może zrobić, by przekonać Katherine do siebie. Czasami nawet śmiał się pod nosem ze swoich głupich pomysłów. Gdzieś w połowie drogi dotarło do niego, że Rin robi to specjalnie, ale On postanowił się nie poddawać. Dla niego Kathy była inna od tych wszystkich kobiet, które spotykał na swojej drodze. Wcale nie była trudna czy niedostępna, po prostu najprawdopodobniej postanowiła pobawić się w znaną mu dobrze grę. A jeszcze nie tak dawno przecież wkurzał się na Uruhę, za jego gierki z Anett.   
Kiedy w końcu dotarł do swojego mieszkania, postanowił na spokojnie usiąść i dokładnie przemyśleć swój plan. Jeszcze nie było na tyle późno, żeby nie mógł niczego załatwić, chociaż... Najważniejszą część niespodzianki mógł załatwić dopiero rano.  

     Kiedy ułożył kobietę na łóżku, od razu pochylił się nad nią. Zaczął od obdarowywania skóry jej dekoltu czułymi pocałunkami, schodząc coraz niżej i niżej. Anett wplotła palce w jego włosy, delektując się jego pieszczotami. Dla Kouyou oczywiście było to przyjemne, ale cholernie mu przeszkadzało, a bardzo nie lubił jak mu się przeszkadza. A skoro szatynka stwierdziła, że chcę go „prawdziwego” ... Tylko co by tu wymyślić? 
W przeciwieństwie do kobiety miał na sobie jeszcze spodnie. Nie myśląc wiele pozbył się swojego paska, którym związał jej nadgarstki nad jej głową. Ku jego zdziwieniu jej się to spodobało. Czy już wspominał, że ją kocha?  
Jedynym co zdobiło ciało Anett były majtki, ale przecież to nie problem. Jedna chwila mu wystarczyła, by w końcu leżała pod nim naga. W końcu mógł ponownie delektować się tym jakże pięknym dla niego widokiem. Kouyou podziwiał przez chwilę jej ciało, wodząc dłonią po jej udzie, dokładnie obserwując każdą jej reakcję, dokładnie wsłuchując się w każdy jej oddech czy pomruk. W sumie niewiele brakowało, by w końcu usłyszał jej słodki jęk. Przesunął opuszkami palców wzdłuż jej ciała, by następnie lekko rozchylić jej uda. Powolnym ruchem powiódł palcem po jej kobiecości, kończąc na łechtaczce. Anett zadrżała pod wpływem fali podniecenia, a z jej ust wydobył się głośniejszy pomruk. Poza palcem mężczyzny starannie pieszczącym jej czułe miejsce, poczuła jego wargi obejmujące jej sutek. Westchnęła, lekko się wyginając, ale przez związane ręce nie mogła nic za bardzo zrobić, tylko z jakiegoś powodu jeszcze bardziej ją to podniecało. Uruha zaczął pieścić językiem jej skórę, zaczynając od piersi, a kończąc na podbrzuszu. Spojrzał na szatynkę ukradkiem, gdy składał pocałunki na jej udach, po to by za chwilę przesunąć po niej językiem. Ten ruch wywołał u wokalistki długo wyczekiwany przez mężczyznę jęk, który wydarł się z jej ust. Brunet skupił się na pieszczeniu jej łechtaczki, cały czas wsłuchując się w jej pojękiwania. Powoli wsunął w nią palec, wywołując u kobiety kolejny głośniejszy jęk.  
Anett czuła jak jej ciało ogarniają kolejne fale podniecenia, którym się po prostu poddawała. Każdy, nawet najmniejszy ruch gitarzysty doprowadzał ją do szaleństwa. Wiedziała, że Kouyou nie da jej nawet chwili wytchnienia. Mimowolnie zaczęła rytmicznie poruszać biodrami, zachęcając go jeszcze bardziej do działania, a zarazem jakby pokazując, że go chce. Kouyou przez chwilę bawił się, na kilka sekund przerywając pieszczoty, a potem do nich wracając i tak kilka razy. Doskonale słyszał jej pomruki niezadowolenia, gdy przestawał, jednak późniejsze dźwięki zachwytu były dla niego cudowne. 
W końcu poczuł, że zaraz nie wytrzyma, ale Anett była tak bliska szczytu, że postanowił dać jej jeszcze trochę czasu. Wystarczyła mu chwila, by doprowadzić szatynkę do orgazmu. Postanowił dać jej kilka sekund oddechu, zarazem przygotowując kobietę na ciąg dalszy. W końcu przez fakt, że związał jej ręce, musiał poradzić sobie sam. 
-Gotowa? -Wokalistka nawet nie zwróciła uwagi, kiedy usłyszała kuszący głos Kouyou wprost do jej ucha, a z jej ust wykradł się głośny jęk, kiedy poczuła go w sobie.  

     Rin wchodząc do mieszkania zastała ciszę. Powoli zdjęła płaszcz odwieszając go na miejsce i buty, po czym weszła w głąb mieszkania. Gabriela pewnie już spała, co w sumie ucieszyło czerwonowłową- Nie musiała opowiadać jej o spotkaniu z Takanorim. Mogła na spokojnie pomyśleć o tym, co wydarzyło się w trakcie spotkania. W sumie to wokalista wyznał jej miłość.  
Biorąc prysznic, cały czas myślała nad słowami blondyna, nad tym, że niby traktuję ją poważnie. Ale przecież to facet, jeżeli naprawdę mu zależy to się postara, o to mogła być spokojna. Było jednak coś, co jej nie opuszczało, ta jedna myśl, że przecież coś do niego czuje. Po prostu chciała być pewna, że Ruki na nią zasługuje. Wolała się wycofać niż później cierpieć. Ciągle błądziła myślami nad tym, co powinna zrobić, do tego stopnia, że spędzało jej to sen z powiek, a przecież od rana miała tyle pracy. Nawet przez moment myślała, czy nie poradzić się An, ale przecież jej przyjaciółka to cholerna romantyczka, jak tylko się zakocha to zapomina o całym świecie. Chociaż z Kouyou jest inaczej. Rin nie potrafiła dokładnie wyczuć tego co jest między nimi i również tego chciała uniknąć dla samej siebie. W końcu udało jej się zasnąć, chociaż za oknem już zaczynało świtać. 

     Anett drżała jeszcze przez chwilę, uspokajając oddech. Spojrzała na Kouyou, który właśnie pojawił się w drzwiach. Obserwowała jak podszedł i położył się obok niej, od razu ujmując ją w swoje objęcia. Poczuła jego usta na swoim czole i jak na chwilę zastygł w bezruchu. Anett podniosła głowę by spojrzeć mu w oczy, a Kouyou spokojnie ułożył dłoń na jej policzku.  
-Mówiłem już, że Cię kocham? - Wyszeptał gitarzysta, delikatnie się uśmiechając. 
-Nie, chyba, raczej nie. -Szatynka lekko wysunęła język w jego stronę, a Kouyou wykorzystując okazję, szybko chwycił go zębami.  
-Kochanie, nie kuś, bo rano nie wstaniesz. -Te słowa Kouyou skierował wprost do jej ucha, ponownie mówiąc tym swoim głębokim, lecz kuszącym głosem. Anett dobrze zrozumiała co miał na myśli, ze względu na godzinę.  
-Zapomniałam, że jesteś długodystansowcem. -Kobieta zaśmiała się cicho. 
-Jeszcze wielu rzeczy nie wiesz... -Uruha ułożył się wygodnie, nadal przytulając kobietę do siebie.  
-Raczej wielu rzeczy się nie spodziewam. 
-Ja się tego po tobie też nie spodziewałem, skarbie. -Gitarzysta uśmiechnął się pod nosem, mocniej przytulając szatynkę do siebie. Ta jedynie wtuliła się w niego, powoli zamykając powieki. Wsłuchując się w bicie jego serca po prostu zasnęła. 
    Kiedy się obudził, nikogo obok nie było. Anett musiała wstać wcześniej i jakimś cudem go nie obudzić. Gdy spojrzał na zegarek dochodziło południe, chyba najwyższa pora by wstać. Leniwym korkiem poszedł do łazienki, gdzie, jak się spodziewał przebywała wokalistka. Kouyou z wrednym uśmieszkiem na twarzy postanowił zakłócić jej spokój podczas przebywania pod prysznicem. Po prostu wszedł do kabiny, obejmując ukochaną, składając pocałunek na jej ramieniu. 
-Kouyou, już wstałeś? -Anett odwróciła się do niego z uśmiechem na twarzy.  
-Mogłaś mnie obudzić, to bym Ci pomógł. 
-Oj, już wiem jakbyś mi pomógł. W dodatku tak słodko spałeś, że nie miałam serca Cię budzić. -Anett ucałowała jego policzek. 
-A ty chciałaś zostać sama. - Kouyou zaśmiał się pod nosem i już miał ją pocałować, kiedy usłyszeli dzwonek do drzwi. -Spodziewasz się kogoś? -Oboje spojrzeli w stronę drzwi z zaskoczeniem na twarzach. 
-Nie, z nikim się nie umawiałam. -Anett szybko opuściła kabinę, okryła się ręcznikiem i wyszła z łazienki. Poprawiając ręcznik podeszła do drzwi i bez upewnienia się, kto stoi po drugiej stronie, chwyciła za klamkę i otworzyła drzwi.  
-Suprise!- Nagle szatynka zobaczyła przed sobą wyższego od siebie, niewiele starszego bruneta.  
-M... Mati, co ty tu robisz? -Po tym pytaniu Anett spojrzała nerwowo za siebie, patrząc na pozostałości w salonie po wieczorze dnia poprzedniego.  
-No wpadliśmy z rodzicami odwiedzić moją ukochaną siostrzyczkę. Starzy zaraz przyjdą, rozmawiają jeszcze na dole z Rin i tym Kakao,czy jakoś tak. -Brunet z szerokim uśmiechem na twarzy wszedł do środka, całkowicie ignorując niezadowolenie swojej siostry z jego obecności w tym momencie.  
-Takao... -Anett poprawiła brata, zaraz zaciskając wargi w cienką kreskę.  
-Tak, tak, dokładnie. Domyślam się, że nie jesteś sama, skoro jesteś tak wrogo nastawiona. -Rzucił brunet spoglądając w stronę stojących na stoliku pustych kieliszków, jak i butelek po winie.  
-Całkowicie nieodpowiedni moment... -Wokalistka wysyczała przez zęby placem wskazując w stronę drzwi z łazienki. Jednak żadne z rodzeństwa nie zdążyło zareagować, gdy w wskazanych wcześniej drzwiach pokazał się Kouyou, odziany jedynie w ręcznik. 
-Anett, jakiś problem? - Gitarzysta niestety nie doczekał się odpowiedzi, kiedy wzrok wszystkich zebranych skierował się na rodziców szatynki, którzy właśnie weszli do mieszkania. 

     Kiedy Katherine wstała, Gigi jeszcze spała. Czerwonowłosa mogła na spokojnie się ogarnąć przed wyjściem i coś na szybko zjeść. Takao zjawił się punktualnie, więc oboje bez problemu zdążyli przybyć na lotnisko by odebrać rodzinę An. Że musiała się zgodzić, by to była niespodzianka. Przecież An-chan ją zabije za takie konspiracje, jeszcze w dodatku z jej braciszkiem.  
Na szczęście bez jakichkolwiek możliwych opóźnień odwieźli rodzinę Anett na miejsce i mogła wrócić do domu, by móc urządzać się dalej.  
Jednak, gdy przekroczyła próg mieszkania, przez chwilę się zastanawiała czy otworzyła odpowiednie drzwi. Przedpokój, salon i jej pokój wypełnione były bukietami i koszami pełnymi kwiatów. Zresztą, dwójka mężczyzn wniosła jeszcze jeden ogromny kosz i kilka bukietów. Nie były to same róże, ale kobieta miała wrażenie, że Takanori zwariował i wykupił kilka kwiaciarni. Tak, Takanori, bo przecież kto inny wpadł by na tak absurdalny pomysł? Uśmiechnęła się pod nosem, z myślą, że Kouyou nie zrobił czegoś takiego dla Anett, tylko Takanori dla niej. Nagle przy jednym z bukietów zauważyła karteczkę z przyczepionym do niej pudełkiem. Postanowiła najpierw przeczytać karteczkę, z nadzieją, że będzie wiedziała czego spodziewać się w pudełku. 

 "Mam nadzieję, że niespodzianka Ci się podoba. A to dopiero początek, kochanie...” 

 Kathy zaśmiała się pod nosem. Teraz już była pewna, że to Takanori wpadł na ten pomysł. Delikatnie otworzyła pudełko, a jej oczom ukazały się piękne, srebrne kolczyki. Niczym małe dziecko od razu pobiegła je przymierzyć. Nawet nie zwróciła uwagi na nieobecność Gabrieli, po prostu cieszyła się niespodzianką. Dopiero po chwili się zreflektowała, a jej myśli zaczęły błądzić. Czuła, że zależy jej na mężczyźnie, ale czy powinna tak szybko... 
Rin w końcu chwyciła za swój telefon i wysłała jedynie sms’a do Rukiego z podziękowaniem za miłą niespodziankę.  

     Anett, kiedy tylko Uruha poszedł się ubrać, musiała wytłumaczyć całą tą “żenującą” sytuacje przed jej rodzicami i bratem. W sumie poszło jej to łatwiej niż się spodziewała, jednak wiadomo- “niesmak pozostał”. Kiedy gitarzysta opuścił łazienkę, szatynka szybko ją zajęła, by móc w końcu ogarnąć się do takiego stopnia, by wyglądać w końcu jak człowiek, przy okazji oddelegując gitarzystę do kuchni, by przygotował w tym czasie coś do jedzenia.  
Kouyou nie musiał długo czekać na towarzystwo w kuchni. Zaraz dołączył do niego brat szatynki wraz z jego niezadowoloną miną na twarzy. Uruha spojrzał kątem oka na bruneta, który również mu się przyglądał, opierając się o ścianę.  
-Tylko nie wmawiaj mi, że ją kochasz. -Mateusz zmrużył powieki, nie spuszczając wzroku z sylwetki gitarzysty.  
-Tylko, że to prawda. -Kouyou nawet się nie zająknął, kierując swój wzrok ponownie na mężczyznę. Z jednej strony się nie dziwił, jednak nie podobał mu się ton młodszego oraz jego wyraz twarzy.  
-I ile czasu pozawracasz jej głowę? Miesiąc, dwa? 
-Do końca życia, jeśli mi pozwoli. -Kouyou odpowiedział z wrednym uśmieszkiem na twarzy.  
-Mateusz, odpuść. -Nagle do kuchni weszła również wokalistka, zaraz karcąc wzrokiem swojego brata. -A i rodzice coś od Ciebie chcieli. -Anett uśmiechnęła się wrednie, obserwując, jak jej brat z niezadowoleniem wychodzi z kuchni.  
-An, przepraszam. Nie chciałem, żeby tak wyszło. -Uruha podszedł do wokalistki, lekko ją obejmując. 
-Nic się nie stało. Oboje nie wiedzieliśmy, że przyjadą. -Kobieta czule ucałowała jego usta, po czym objęła go w szyi. -Ale mam do Ciebie sprawę. Pogadałbyś z Krisem? Mam wrażenie, że od kiedy wie o nas, jakoś dziwnie się zachowuje.  
-Ależ oczywiście kochanie, ale najpierw śniadanie. - Odpowiedział Kouyou z uśmiechem na twarzy, całując szatynkę w czoło. 

     Anett miała rację, On też to zauważył. Kouyou nie wahał się ani chwili, ponieważ rozumiał, dlaczego szatynka poprosiła o to akurat jego. Brunet wiedział, że kobieta chce spędzić czas z swoją rodziną, skoro już przyjechali na drugi koniec świata. Postanowił ten czas wykorzystać. Zrobił większe zakupy, ponieważ lodówka od dłuższego czasu co chwilę świeciła pustkami. Wieczorem postanowił pojechać do szatyna, by z nim porozmawiać. 
Gdy podjechał pod dom, w którym Kris mieszkał ze swoim wujkiem, nagle poczuł dziwną niepewność. A dokładniej nie był pewien, czy chce wiedzieć, dlaczego Kris od kilku dni dziwnie się zachowuje. W końcu stojąc przed drzwiami, które szatyn otworzył, nie miał już drogi ucieczki.  
-Kouyou, nie pisałeś, że chcesz się widzieć. -Kris uniósł brew zaskoczony obecnością gitarzysty.  
-Taka nagła sprawa wypadła. Masz czas? Chyba musimy pogadać. - Kouyou z większą niepewnością wszedł do środka.  
-No, akurat nie mam nic lepszego do roboty. -Szatyn wzruszył jedynie ramionami i zaprowadził gitarzystę do swojego pokoju. -Więc, co jest takie ważne, że zostawiłeś An w spokoju? -Powiedział mężczyzna zamykając za sobą drzwi.  
-Właściwie to Anett mnie na Ciebie nasłała. Zresztą, oboje zauważyliśmy, że od jakiegoś czasu dziwnie się zachowujesz. -Powiedział Uruha, rozkładając się wygodnie na łóżku szatyna. Kris od razu usiadł obok niego, ciężko wzdychając.  
-Po prostu nie chcę wam przeszkadzać. Cieszę się, że wam się udało... -Szatyn na krótką chwilę uciekł wzrokiem, po czym znowu spojrzał na gitarzystę, który właśnie się wyprostował.  
-Ale to nie oznacza, że masz nas unikać. -Kouyou spojrzał błagalnie na przyjaciela.  
-To nie tak Kyu... -Słysząc głos szatyna, gitarzysta obserwował, jak ten spogląda na niego, jakby się czegoś obawiał. Tylko dlaczego jego twarz zbliżała się do jego? Kouyou po chwili otrzymał odpowiedź, kiedy poczuł wargi szatyna na swoich... 

15 lut 2021

Rozdział 31

 Witam moi mili. Wiem, długo czekaliście na rozdział, jednak o wszystkim co powodowało opóźnienia pisałam na grupie O TUTAJ. Także jeżeli chcecie być na bieżąco ze sprawami dotyczącymi rozdziałów to zapraszam :) 
Nie będę się już rozpisywać co wywołało u mnie tak nagłą, długą przerwę (Uwierzcie, niczego takiego nie planowałam), wystarczy, że dołączycie do grupy i dowiecie się wszystkiego. 
Jeszcze jedna uwaga. Wiem, że będziecie mi marudzić, że rozdział jest krótki... Wybaczcie, ale z pewnych powodów, które będą w kolejnym rozdziale, nie mogłam go przedłużyć o kolejne treści. Ale postaram się, żeby kolejne były już dłuższe :)
Miłego czytania :3

Rozdział 31: 
   
       -Czekaj... Radzisz mi, żebym zaciągnął twoją najlepszą przyjaciółkę do łóżka?  
-Może... Tak... -Kathy wymownie spojrzała na Uru i skierowała się w stronę drzwi. -A i szykujemy dla An niespodziankę na jutro. Tak mówię, żebyś nie był zdziwiony, jakby nie miała dla Ciebie czasu przez najbliższy tydzień. -Po tych słowach czerwonowłosa wyszła, a Kouyou stał jak stał z tym swoim kubkiem pełnym kawy, a gdy wyszła, ciężko westchnął.  
 
        Przez fakt, że pewna zapominalska gapa znowu czegoś zapomniała, musieli się wrócić. Anett czekała na Kaia na korytarzu i przez przypadek do jej uszu dotarła rozmowa Katherine z Kouyou. Na szczęście Yutaka zdążył zabrać to czego zapomniał i udali się razem do wyjścia, zanim Kathy wyszła z pomieszczenia.  
        Po powrocie do mieszkania, wokalistka cieszyła się samotnością. Mogła w końcu na spokojnie przebrać się w coś luźnego, wyjąc alkohol i w spokoju, bez niczyjego gadania się upić. O tak, to był plan idealny. Już kobieta zmierzała do swojego pokoju w celu przebrania się, gdy zadzwonił dzwonek do drzwi, co ją zaskoczyło, ponieważ nie była z nikim umówiona. Tak, nawet z Kouyou się nie umawiała. Po prostu chciała spędzić ten wieczór sama. No, ale najwyraźniej nie było jej dane. Z ciężkim westchnięciem podeszła do drzwi, ale gdy je otworzyła, przeżyła kolejne, niemałe zaskoczenie.  
-Mitsutake? -Szepnęła, patrząc na mężczyznę.  
-Cześć Anett. Dawno Cię nie widziałem. -Szatyn bez żadnych skrupułów wszedł do mieszkania z niby “miłym” uśmiechem na twarzy.  
-Bo ostatnio jestem bardzo zajęta i... Co ty tu w ogóle robisz? -Anett nie ukrywała niezadowolenia z obecności mężczyzny. 
-Mówiłem, dawno Cię nie widziałem i chciałem porozmawiać. -Mitsutake niebezpiecznie zbliżył się do wokalistki.  
-Teraz nagle chcesz się przyjaźnić? -Zachowanie sąsiada przerażało szatynkę, jednak postanowiła zachować zimną krew i jakoś pozbyć się nieproszonego gościa z mieszkania. 
-A myślałem, że będziesz bardziej grzeczna. -Dłoń szatyna nagle znalazła się na policzku kobiety. Anett zaraz ściągnęła jego dłoń i odsunęła się. 
-Bo co? Znowu napiszesz jakiś cholerny artykuł na mój temat?  
-Nie mów mi, że to nie była prawda moja droga. O tobie i Kouyou też wiem. -Mitsutake nie dając za wygraną podążył za Anett, próbując znowu się zbliżyć.  
-Może i prawda, ale przedstawiona w nieodpowiedni sposób. A co do mnie i Kouyou... Nic między nami nie ma, zresztą, nie powinno Cię to interesować. -Anett już miała ruszyć w stronę drzwi, ale kiedy tylko się odwróciła, Mitsutake chwycił ją za rękę, przyciągając do siebie. 
-I tak wiem. Może i między wami nic nie ma, ale wiem po co prawie codziennie tu przychodzi. Nawet przed przyjaciółkami się nie kryjesz. -Szatyn się zaśmiał, mocno chwytając jej podbródek. -Przyznaj się, że dostałaś się do zespołu, tylko dlatego, że dałaś dupy komu trzeba, a teraz regularnie obsługujesz naszego drogiego Kou.  
-Nikomu nic nie dawałam! -W tym momencie szatynka wyrwała się z jego uścisku. -I nie daje... I gówno Cię obchodzi, kiedy i po co Kouyou do mnie przychodzi, to jego mieszkanie, nie zapominaj. -Anett pomasowała swoją obolałą szczękę, patrząc na gotującego się ze złości dziennikarza.  
-Moja droga, chcesz czy nie i tak będziesz moja...  
-Coś ty powiedział? -Ani Anett, ani Mitsutake nie zauważyli, kiedy drzwi do mieszkania się otworzyły, a stał w nich sam Kouyou. Spokojnie zamknął za sobą drzwi i z wściekłą miną podszedł do młodszego. Ale nagle się zatrzymał, spoglądając na Anett, po czym ją objął. -To bez sensu An, kiedyś i tak się dowiedzą. Posłuchaj Mitsu, to moje mieszkanie i mogę tutaj być, kiedy i ile chcę. I tak, to prawda, ja i Anett jesteśmy razem, ale... -W tym momencie podszedł do szatyna, chwytając go za koszulkę. -Po starej dobrej znajomości wiem, że nikomu nie piśniesz o tym słówka. -Puścił go, nadal patrząc mu w oczy. -A jak zobaczę jakikolwiek artykuł na ten temat, to od razu będę wiedział do kogo uderzyć. A i jeszcze jedno, co do tego co już napisałeś. Ładnie wyskrobiesz oświadczenie z wyjaśnieniem każdego zarzutu, chyba, że stać Cię na odszkodowania, bo wydawca właśnie przed chwilą Cię wydał.  
-Kouyou, nie sądziłem, że jesteś taki głupi. Lepiej uważaj, bo ta twoja sielanka za niedługo może się skończyć. -Po tych słowach Mitsutake po prostu wyminął gitarzystę i wyszedł.  
-Kyu, co ty tu robisz? -Rzuciła Anett, patrząc na gitarzystę. 
-Chciałem pogadać i widzę, że wybrałem odpowiedni moment. -Uruha delikatnie się uśmiechnął i objął kobietę.  
-Poradziłabym sobie. -Anett odwzajemniła uśmiech, obejmując go w szyi.  
-Właśnie widziałem. Każdy do Ciebie po prostu lgnie. Chyba, że już szukasz sobie innego. -Te słowa bardzo nie spodobały się Anett. Kobieta od razu odsunęła się od gitarzysty. Patrzyła na niego przez chwilę, czując jak jej szczęka drży.  
-Naprawdę? Przy tym wszystkim wyjeżdżasz mi tu jeszcze z jakąś cholerną zazdrością! Serio?! -Szatynka zasłoniła twarz dłonią, którą zaraz zdjął Kouyou, podnosząc lekko jej głowę za podbródek. 
-Kochanie, przepraszam. Po prostu nie potrafię sobie wyobrazić, co by było gdybyś mnie zostawiła, a co dopiero... -Uruha na chwilę zacisnął wargi, po czym westchnął. -Wiem, nawaliłem po całości, ale chcę być przy tobie, a zarazem Cię chronić. Trzymam Miko z dala od Ciebie jak tylko mogę, ale cierpi na tym nasz związek. Nic nie poradzę na to, że z ciążą jest coś nie tak i w sumie do teraz myślałem, że ma jakąś paranoje, ale naprawdę ktoś ją obserwuje. Robię to wszystko, żeby Cię chronić, ale też mam już tego dość, nie potrafię znieść, kiedy się tak ode mnie odsuwasz.  
-Kouyou, gdybym chciała Cię zostawić, zrobiłabym to już dawno. Fakt, nadal nad tym myślę, ale tylko ze względu na Miko. Może po prostu przestań to robić, przestań mnie chronić. Po prostu w końcu bądź... 
 
        Katherine mimo zmęczenia cieszyła się na spotkanie z Takanorim. Już trzy godziny wcześniej zaczęła się przygotowywać. Gabriela zajmowała się swoimi sprawami, chociaż głownie było to pisanie z Takemi. Kiedy ciemnowłosa zobaczyła Kathy w sukience, ślęczącą nad makijażem, zaczęła się zastanawiać, czy o czymś nie zapomniała. 
-Nie mówiłaś, że wychodzisz. -Rzuciła Gigi stając w drzwiach do pokoju Rin.  
-Umówiłam się. Ale nic więcej Ci nie powiem. -Kathy spojrzała kątem oka na ciemnowłosą, zastanawiając się, dlaczego zgodziła się, by te dwa tygodnie pomieszkała mu niej. A no tak, chciała, żeby Anett i Kouyou mieli jednak trochę przestrzeni dla siebie, a Gigi... Jak Rin zdążyła zauważyć, bardzo lubi wtrącać się w nie swoje sprawy i wpychać się w nieodpowiednie momenty, no cóż.  
-Po prostu myślałam, że o czymś zapomniałam. Ale wyglądasz cudownie. Randka? -Gabriela uśmiechnęła się do Kathy, przyglądając jej się.  
-Może tak, może nie. Nie twoja sprawa. -Rin przewróciła oczami.  
-Jak chciałaś, żebym została u An, mogłaś powiedzieć. -Ciemnowłosa wzruszyła ramionami.  
-A nie uważasz, że Aneta i Kouyou potrzebują trochę spokoju i przestrzeni? Wystarczy, że Miko przeszkadza.  
-A więc to o to Ci chodzi. -Gigi weszła w głąb pokoju i usiadła na łóżku czerwonowłosej.  
-An nie powie wprost o co jej chodzi. Po prostu chce być teraz sama, nie zdziwiłabym się, gdyby nawet Uru dzisiaj wygoniła. -Rin spojrzała na Gigi. 
-Po prostu chyba przyjechałam w nieodpowiednim momencie.  
-To nie tak. Żadna z nas, nawet An nie wiedziała, że tak będzie. Po prostu Ona chce sobie poradzić z tym po swojemu. -Nagle Rin spojrzała na swój telefon w celu sprawdzenia godziny. -Cholera, muszę już iść. 
-A powiesz mi chociaż gdzie idziesz? -Gabi w zabawny sposób zacisnęła swoje wargi ze sobą i spojrzała na Rin robiąc duże oczy.  
-Jak wszystko się uda, to opowiem Ci jutro. -Kathy mówiąc to podeszła do drzwi, pokazując kobiecie kiwnięciem głową, że czas by wyszła. Kiedy opuściły jej pokój, Rin chwyciła za swój płaszcz, torebkę i zaraz wyszła bez jakichkolwiek wyjaśnień.  
 
        Mitsutake usłyszał dzwonek do drzwi. Wiedział kto przyszedł i dlatego poszedł szybko otworzyć, by nikt z sąsiadów nie widział jego gościa. Kobieta, wyglądająca na nieco starszą od niego, bez ogródek weszła do jego mieszkania.  
-I jak tam nasze sprawy. -Zapytała kobieta, kierując się w stronę salonu.  
-Przyznał się, że jest z tą młodą, ale zaczął mi grozić.  Tylko, że nadal nie rozumiem, dlaczego tak Ci zależy, żeby mu to rozwalić.-Mitsutake po chwili usiadł naprzeciw niej. 
-Po prostu zaczął interesować się sprawą, która, jeśli wyjdzie na jaw, pozbędzie nas luksusowego życia. -Kobieta uśmiechnęła się wrednie pod nosem. 
-Kto żyje w luksusach, ten żyje. -Warknął szatyn, pokazując swoje niezadowolenie. 
-Mitsutake, siedzenie całymi wieczorami w samochodzie też mnie nie bawi, tym bardziej, że ta blondi się zorientowała, że ktoś ją obserwuje. -Kobieta się zamyśliła, wygodniej opierając się plecami o sofę. -Nawet nie wiesz, jak bardzo żałuje, że wtedy posłuchałam Yumi, a tym bardziej, że postanowiłam jej pomóc. Ale jeszcze ich odzyskam, tylko muszę znaleźć odpowiedni moment, by namieszać mu w życiu. 
-Zrozum, nie wiem czy to dobry pomysł. On do Ciebie nie wróci... 
-Nie będzie miał wyjścia... -Kobieta ponownie wysłała w kierunku Mitsutake swój chytry uśmieszek. 
 
        Kouyou wypuścił w końcu Anett z swoich objęć. Nie chciał tego, ale przecież nie mógł dyskutować z jej głodem. Mimo, że wokalistka nie miała ochoty na towarzystwo, postanowił w końcu o nią zadbać, tym bardziej, że nie wiedział, co knuje Mitsutake.  
-Ale kochanie, mówiłam Ci już, że dam sobie radę. -Szatynka delikatnie uśmiechnęła się w jego stronę.  
-O nie, nie. Dzisiaj jestem cały twój... -Gitarzysta cicho się zaśmiał, idąc za kobietą w stronę kuchni. 
-Czyżby na pewno? -Anett spojrzała na niego, gdy usłyszała dzwonek jego telefonu. Kouyou wyciągnął urządzenie z kieszeni, od razu odrzucając połączenie. Jak oboje się domyślali, dzwoniła Miko.  
-Mówiłem. Miko sobie poradzi. -Brunet wzruszył ramionami, a Anett cicho westchnęła mamrocząc po swojemu pod nosem. 
-Ja przy was się nawet w samotności upić nie mogę. -Szatynka pokręciła głową, przewracając oczami. 
-Co ty tam znowu marudzisz kochanie? -Uruha minął kobietę w przejściu, uśmiechając się.  
-Marudzę, że wolałabym jednak zostać sama. Miałam już plany. -Anett skrzyżowała swoje ręce, patrząc na gitarzystę. Ten spojrzał na butelkę wina stojącą na kuchennym blacie.  
-Takie plany? Randka z winem? Zaskakujesz mnie. -Brunet zmrużył niebezpiecznie powieki, jakby chciał pokazać, że jest zazdrosny. Szatynka ponownie westchnęła, wiedząc, że będzie musiała tłumaczyć się mężczyźnie. 
-Chciałam w końcu, w spokoju pomyśleć. Tym bardziej, że słyszałam twoją rozmowę z Kathy. -Kobieta na chwilę uciekła wzrokiem. -Czasami mam wrażenie, że Ona zna mnie lepiej, niż ja sama siebie.  
-An-chan... Ja nie jestem tutaj... -Kouyou próbował coś z siebie wydusić, patrząc na szatynkę. W końcu przysunął ją do siebie, delikatnie kładąc dłonie na jej talii.  
-Wiem. Chodzi po prostu o to, że ma rację, a ja tak po prostu nie potrafię się przestawić. -Wokalistka ponownie uciekła wzrokiem, ale Kouyou ujął lekko jej podbródek, kierując twarz kobiety w swoją stronę.  
-Po prostu powinnaś porządnie odpocząć. -Mężczyzna stwierdził krótko, uśmiechając się. Powoli w głowie układał plan doskonały, gdy nagle zrobiło się całkowicie ciemno. Oboje rozejrzeli się, stwierdzając, że znowu nastąpiła nagła awaria prądu.  
-Dobra, ja i tak idę się przebrać. -Rzuciła Anett, włączając latarkę w swoim telefonie i skierowała się do łazienki, a Kouyou? A Kouyou jakby olśniło, gdy ponownie spojrzał w kierunku alkoholu. Postanowił wykorzystać brak prądu na swoją korzyść.  
 
        Czerwonowłosa czekała przed galerią, rozglądając się dookoła. Jak długo czekała, tak nigdzie w okolicy nie widziała wokalisty. Lekko tupała nogami, przeklinając pod nosem, że postanowiła ubrać sukienkę w ten zimny wieczór.  
-Piękna jak zawsze. -Nagle usłyszała znajomy głos. Gdy spojrzała przed siebie, zobaczyła wesoło uśmiechającego się blondyna.  
-Spóźniłeś się. -Mruknęła, trzęsąca się z zimna Kathy.  
-Nie, to ty przyszłaś za wcześnie. -Takanori jedynie cicho się zaśmiał i zaraz obejmując kobietę, poprowadził ją do środka.  
        Wewnątrz roiło się od wielu obrazów różnych artystów. Katherine w spokoju i w wielkim skupieniu przemierzała kolejne pomieszczenia galerii, pełne wspaniałych prac. Takanori natomiast z pełną uwagą przyglądał się kobiecie. Podziwiał każdy jej najmniejszy ruch, jakby chciał nauczyć się ich na pamięć. Starał się, by kobieta nie zauważyła z jakim pożądaniem ją obserwował, jednak coraz trudniej mu było ukryć fakt, jak bardzo mu się podobała.  
-Takanori... -Nagle do jego uszu dotarł jej głos. Musiał szybko się otrząsnąć z wrażenia, jakie na nim wywoływała. -Mógłbyś przestać się tak na mnie gapić. To jest okropnie... Krępujące. -Czyżby wokalista zauważył rumieniec na jej twarzy. Pokręcił w rozbawieniu głową.  
-Katherine, dla mnie jesteś najpiękniejszym arcydziełem w wszechświecie. -No tak, musiał się wysilić na najgorszy możliwy tekst w tej sytuacji. Kathy stała, patrząc z zaskoczeniem na Rukiego. Nie spodziewała się, że z ust człowieka piszącego tak wspaniale teksty usłyszy tak błachy tekst. Wręcz się zaśmiała, nie wiedząc co powinna odpowiedzieć.  
-Takanori... Ja... -Kathy uciekła wzrokiem, czując jak policzki jej płoną od rumieńców. Zaraz poczuła jego dłoń na swojej rozgrzanej do czerwoności skórze.  
-Spokojnie, to tylko spotkanie. -Ruki uśmiechnął się delikatnie, zaraz zabierając dłoń z jej policzka.  
 
        Jak postanowił, tak zrobił. Wiedział, gdzie Anett trzyma swoje ulubione świeczki i nie zawahał się ich użyć do oświetlenia salonu. Zaraz na stoliku pojawiły się puste kieliszki i schłodzone wino. Oby tylko Rin miała rację. Miał nadzieję, że w końcu uda mu się zbliżyć do ukochanej.  
Anett przebrała się w coś luźniejszego i wyszła z łazienki. Zaskoczona rozejrzała się po pomieszczeniu. Światło świec wprowadziło ten miły, romantyczny, lecz kojący nastrój. Nawet nie zdążyła dostrzec szkła na stoliku, gdy mężczyzna podszedł do niej od tyłu i ją objął.  
-Kouyou, naprawdę nie musisz tu ze mną siedzieć. -Wyszeptała, wtulając się plecami w jego tors. 
-Ale chcę. Ty masz się tylko zrelaksować, w końcu na to zasłużyłaś. -Kouyou uśmiechnął się pod nosem i powoli zaprowadził Anett do sofy, po czym napełnił kieliszki. Jeden z nich podał kobiecie i usiadł obok niej, -Zasłużyłaś kochanie. -Wyszeptał uśmiechając się do niej.  
-Niby czym takim? -Szatynka się zaśmiała, słuchając odgłosu jaki wydobyło stykające się ze sobą szkło.  
-Ciężką pracą, oczywiście. No i oczywiście twoją bezgraniczną miłością do mnie.  
-No ja nie wiem czy moja miłość do Ciebie jest taka bezgraniczna. -Anett się zaśmiała, po czym upiła łyk wina, uważnie przyglądając się gitarzyście. Obserwowała jak mężczyzna po wypiciu wina odłożył kieliszek, wstał i podszedł do niej od tyłu. Położył dłonie na jej ramionach i zaczął ja masować.  
-Jesteś strasznie spięta. –Uruha miał wrażenie, że masuje kamienie, a nie mięśnie kobiety.  
-Praca, Miko, ty... Długo by wymieniać. -Wokalistka zmrużyła oczy, skupiając się na jego dotyku.  
-Potrafisz chociaż na chwilę się zamknąć i odprężyć. -Kouyou warknął na chwilę przykładając dłoń do jej ust. Po chwili wrócił do masowania jej ramion. -No od razu lepiej...  
 
        Po obejrzeniu wystawy, postanowili przejść się po mieście. Przez większość czasu milczeli. Ponieważ obojgu zabrakło odwagi. Chociaż w przypadku wokalisty, to ta odwaga dotyczyła raczej tego, żeby znowu nie palnął czegoś głupiego. Rin czuła się już powoli zmęczona tą ciszą, dlatego postanowiła ją przerwać.  
-A nie martwi Cię, że ktoś nas zobaczy? 
-Niby kto taki? -Takanori uniósł brew ku górze, zaskoczony pytaniem czerwonowłosej. Zaraz jednak domyślił się, o co kobiecie chodzi.  -Nie, spokojnie. Gdyby ktoś nas obserwował, to bym zauważył. Ale ciekawscy to raczej polują na Anett, nie na mnie. -Ruki cicho się zaśmiał.  
-No i co Cię tak śmieszy? Przecież Ona jest z Kouyou. -Kathy od razu spojrzała w jego stronę.  
-Tak, a Kouyou nie da jej zrobić krzywdy, o to się nie bój. A nawet jakby “ktoś” nas zauważył, to co z tego? Poza pracą też mam życie. -Wokalista pewny siebie wyszczerzył kły, od razu słysząc śmiech kobiety. Sam również się roześmiał.  
-W sumie to dobrze, można by zwariować, spodziewając się, że na każdym kroku ktoś celuje w twoją stronę z aparatu. -Kobieta po tych słowach zamyśliła się na chwilę. 
-Jakbym miał się tym ciągle przejmować, to musiałbym zapomnieć o prywatnym życiu, romansach... 
-Nagle wokalista ugryzł się w język. Jednak Rin dokładnie wsłuchiwała się w jego słowa.  
-Czyli to też traktujesz jak romans. -Kobieta jakby trochę posmutniała.  
-To nie tak... -Takanori zatrzymał się, chwytając ją za rękę. -To, że tu jesteś, to podobna historia co z Anett, tyle, że przeze mnie. Anett wspominała o tobie, a kiedy zobaczyłem twoje zdjęcia... No sama wiesz... -Takanori szybko uciekł wzrokiem.  
-Nie, nie wiem. -Głos Rin był jakby oschły. Chciała po prostu usłyszeć wszystko, co wokalista miał jej do powiedzenia, nie lubiła niedomówień. Ruki pokręcił głową i podszedł do niej bliżej.  
-Co mam Ci mówić więcej? Zakochałem się i naprawdę traktuje to poważnie. -Ponownie ułożył dłoń na policzku kobiety. Delikatnie przesunął kciukiem po jej skórze, zbliżając się do niej jeszcze bardziej.  
-Taka, tylko, że ja nie wiem, czy powinniśmy. Przecież pracujemy razem. -Rin spojrzała blondynowi w oczy. Całkowicie nie spodziewała się takich wyznań z jego strony. Nie była też pewna swoich uczuć. Przecież starała się zbytnio nie zwracać swojej uwagi na niego, a jednak dała mu się zaprosić.  
-I co z tego? W dodatku pracujesz z Anett, nie ze mną... -Blondyn postanowił nie tłumaczyć nic dalej. Po prostu bez zastanowienia ją pocałował. 
 
        Kobieta zamruczała cicho, mrużąc oczy. Czuła jak cała się rozpływa pod wpływem dotyku mężczyzny, a przecież to był zwykły masaż, co nie?  Kiedy jednak poczuła jak Kouyou zdejmuje dłonie z jej ramion, miauknęła z niezadowoleniem. 
-Pusta. -Uruha pomachał butelką, tuż po tym jak reszta jej zawartości napełniła ponownie kieliszki.  
-Chcesz mnie udobruchać, upić i wykorzystać. -Anett zaśmiała się pod nosem, obierając kieliszek od mężczyzny, po czym upiła łyk czerwonego trunku.  
-Po prostu chcę Cię rozpieszczać moja droga. -Kouyou przesunął dłonią po jej policzku, spoglądając jej w oczy.  
-Wątpliwe są twoje słowa. -Szatynka wzruszyła ramionami, delikatnie się uśmiechając. Kouyou przyglądał jej się uważnie, próbując wyrzucić z tyłu głowy słowa Katherine, przecież nie chciał tak po prostu... Jednak szatynka nadal tak cholernie na niego działała.  
-Żałuję tylko, że straciłem tyle czasu na te głupie gierki i oszukiwanie samego siebie. 
-O czym teraz mówisz? -Wokalistka uniosła brew ku górze. Myślała, że teraz już pójdzie z górki.  
-Chodzi o to, że gdyby nie moja głupota, gdybym powiedział Ci od razu co do Ciebie czuje, nie było by tej całej sprawy z Miko. -Brunet pochylił się, całując delikatnie jej czoło.  
-Ale jest i już tego nie zmienimy. Ale chyba już zapomniałeś co było w między czasie. -Anett powoli tracąc cierpliwość, uśmiechnęła się kusząco.  
-Co takiego? Bo chyba zapomniałem. -Tym razem to Kouyou uniósł brew, nie spodziewając się takiej reakcji ze strony Anett, która wahała się jeszcze przez chwilę odkładając kieliszek, by następnie usiąść okrakiem na jego kolanach.  
-Przecież oboje wiemy do czego to prowadzi, więc już nic nie mów....