27 mar 2022

Rozdział 50

 Cześć i czołem! Taa, w czasie tej przerwy za wiele nie napisałam, ale będę się starała nie robić już dłuższych, niezapowiedzianych przerw. W ogóle... 1 marca minęły już dwa lata, od kiedy zaczęłam publikować to opowiadanie i jak sami widzicie, to już pięćdziesiąty rozdział, także, chyba nie idzie mi tak źle, skoro jeszcze nie porzuciłam tego opowiadania, co nie? 
A co do wattpada... Oczywiście od jakiegoś czasu to opowiadanie jest również tam, tyle, że jakoś zapominam ciągle je aktualizować. Jednak widząc wasze zainteresowanie, postanowiłam, że jak tylko wszystko tam ogarnę, to opowiadanie będzie pojawiać się regularnie tam i tutaj. 
Dobra, już nie przedłużając, zapraszam na rozdział :3

Rozdział 50: 
 
Minęło kilka długich tygodni, w sumie to trzy miesiące zleciały tak szybko, że większość miała wrażenie, że minął dopiero tydzień trasy. Kouyou nadal nie powiedział Anett, że słyszał jej rozmowę z Katherine, chociaż niedomówienia między nimi cały czas narastały, a to głównie za sprawką Meggy, która za nic wzięła sobie radę wokalistki.  
    To był dzień ostatniego koncertu tej części trasy, a później miesiąc przerwy ze względu na termin Ayuko i oczywiście ślub Takao. Uruha miał nadzieję, że w tym czasie uda mu się wszystko poukładać z Anett, szczególnie, że nawet ostatnio nie mieli zbyt wiele czasu na rozmowy, jedynie kilka minut w ciągu dnia, kiedy mieli spokój od reszty i nawet nie wiedział, że wokalistka zauważyła, że coś go gryzie.  
Jak zwykle Meggy pracowała nad An, reszta była już gotowa, więc chłopaki porozchodzili się za swoimi obowiązkami. Tsune, Fumi i Hitomi sprzątały, nieświadomie wchodząc na temat tego, co ostatnimi tygodniami chodzi Uruszce po głowie.  
-Nie wiem, ostatnio nawet nie byliśmy bliżej, bo nie ma na to czasu, a co dopiero mówić o poważniejszych rozmowach. -Anett spokojnie odpowiedziała na wcześniejsze pytanie Tsune. 
-A może Cię olewa, bo już mu się znudziłaś? -Wtrąciła Meggy, jak gdyby nigdy nic. 
-Ktoś prosił Cię o zdanie? -Mruknęła Anett. 
-Może i nie, ale wszyscy widzą, jak Uruha trzyma Cię na dystans. Przyznaj, kiedy ostatnio Cię pocałował, ba, kiedy ostatnio Cię chociaż przytulił.  
-Meg, dość. -Warknęła groźne Tsune.  
-No co? Ja tylko mówię, jak jest. Wiem o nim tyle, żeby wiedzieć, że specjalnie ją olewa... 
-Wiesz Meg... -Nagle zaczęła mówić Anett, patrząc groźnym wzrokiem w lustro. -Wyjęczałam jego imię tyle razy, żeby wiedzieć, że nic o nim nie wiesz. Uprzedzałam Cię już, żebyś się nie wtrącała. 
-Tsa, zwykła dziwka myśli, że będzie mi rozkazywać. -Nagle Meg poczuła pieczenie na policzku. Nawet nie zorientowała się, kiedy Anett wstała i odwróciła się w jej stronę. Kładąc dłoń na policzku patrzyła, jak wokalistka wychodzi. 
-Hitomi, idź za nią i od dzisiaj ty się nią zajmujesz, a ty Meggy... Zawiodłam się na tobie. -Powiedziała Tsune, a Hitomi od razu wybiegła za wokalistką. 
-A nie miałam racji. Przecież same opowiadałyście... -Zaskoczona reakcją “przyjaciółek”, szatynka uniosła brew. 
-Nie, nie masz. Miko tak o niej mówiła, bo w końcu Kouyou zdradził ją z Anett, ale ty? Pragnę Ci przypomnieć, że dla niego to ty jesteś zwykłą dziwką, w końcu tylko sypialiście ze sobą. -Tsune nawet na nią nie spojrzała. 
-Tutaj ma rację. W dodatku wiesz, że w twoim przypadku lepiej, żebyś się między nimi nie mieszała. Tsune chciała tylko ją pocieszyć, a ty musiałaś się oczywiście wtrącić. -Stwierdziła Fumi. 
-Chwila, przecież ty też... 
-W żartach! Wcale mi na nim nie zależy, po prostu pracujemy razem. -Fumi na krótko spojrzała na Meg. -Ale z Tsune pamiętamy, jaki horror rozkręciła nam Miko, jak Anett tylko się pojawiła i nikt w zespole nie chce powtórki z rozrywki. 
-Wiesz Meggy, skończyłaś na dzisiaj, więc zejdź mi z oczu. -Warknęła Tsune. 
-A ty co? Wściekasz się, bo nadal nie potrafisz powiedzieć Yuu, co do niego czujesz? -Meggy wybrała sobie idealny moment na to stwierdzenie, widząc zmieszanego Yuu, stojącego w drzwiach, który niemalże natychmiast zniknął. Tsune na szczęście stała tyłem do drzwi, przez co tego nie widziała.  
-Nie, drażni mnie twoje podejście do Anett. Wszyscy ją lubimy i mówiłyśmy Ci, że ma charakterek i dobrze, że w końcu pokazała Ci pazurki. Lepiej już idź. - Po tych słowach Tsune, Meggy postanowiła jednak wyjść. W drzwiach minęła się z Hitomi uspokajającą Anett.  
Przez jakiś czas kręciła się wśród ludzi, jednak każdy zajęty swoją pracą zachowywał się, jakby wiedział, co powiedziała rudej. Pech też chciał, że nigdzie nie potrafiła znaleźć Kouyou, a w sumie to była idealna okazja, by zniechęcić go do wokalistki. Znalazła go w końcu, chodzącego w kółko po korytarzu i rozmawiającego przez telefon. Postanowiła się ukryć i poczekać, aż gitarzysta zakończy rozmowę. Podsłuchała, że rozmawiał z Temari, jednak wiedziała, że Temari to dziewczyna Akiry, więc dlaczego On z nią rozmawiał o zakupach i tym podobnych? Kiedy w końcu zakończył rozmowę, kobieta przyłożyła dłoń do obolałego policzka i wymuszając łzy ruszyła w jego stronę, wpadając na niego niby przypadkiem. 
-Meg, coś się stało? -Kouyou zmarszczył czoło, patrząc na szatynkę. 
-Anett, całkiem jej już odbiło. Dziewczyny zaczęły mówić o tobie, a Ona nagle, tak po prostu mnie uderzyła.  
-Meggy, a Miko nie uprzedzała Cię, że stosowała tą bajeczkę wiele razy? Niestety, to już na mnie nie działa. -Słowa Uruhy sprawiły, że mina kobiety momentalnie zrzedła, ale nadal udawała smutną. 
-Ale Kouyou... -Szybko ułożyła dłoń na jego ramieniu, podchodząc do niego bliżej. -Nie rozumiem, dlaczego z nią jesteś. Dobrze wiesz, że dałabym Ci wszystko czego tylko chcesz, a Ona...  
-Tylko, że to czego ja chcę, jest związane z Anett i skończ te gierki. Byłem przy tym i widziałem co się stało. Akuma nie pobiegła do mnie, tak jak myślisz, tylko wyszła, żeby się uspokoić. A i widziałem, jak podsłuchiwałaś, więc zanim znowu zaczniesz kręcić, uprzedzę Cię, że Temari, tak ta Temari z którą jest Reita, to moja córka, więc Anett ma rację- nic o mnie nie wiesz. -Meg słysząc te słowa, stała przez chwilę w bezruchu, patrząc na niego. Jakby przez chwilę nie docierało do niej, to co mężczyzna przed chwilą powiedział.  
-Ty... Ty masz córkę? -Szatynka cicho się zaśmiała, unosząc brew ku górze. -I Ona niby jest z Akirą? Dobre.  
-Tyle, że to nie żart, a smutna prawda. -Powiedział Kouyou całkowicie poważnie. Można by rzec, że zaraził ją tą powagą. -Jeżeli zastanawiasz się, dlaczego nie powiedziałem Ci o tym wcześniej, to po prostu... Nie jest twoja sprawa, jasne? -Po tych słowach gitarzysta po prostu ją wyminął, idąc dalej. Megg stała jeszcze chwilę w miejscu, analizując każde jego słowo, a szczególnie informację, że ma córkę.  

     Kiedy znalazła chwilę spokoju, schowała się gdzieś między wieszakami pełnymi ubrań. Przysiadła pod ścianą, chowając twarz w dłoniach, oczywiście uważając na makijaż. Niestety nie było jej dane na długo posiedzieć w spokoju, gdy znalazł ją Kouyou.  
-Anett...  
-Wiem, przesadziłam. Pierwszy raz naprawdę nie wytrzymałam. -Wokalistka spojrzała na niego, jakby błagała go o litość. 
-Pierwszy? A ja to co? Nie raz ober... -Kouyou chciał zażartować, ale nagle groźny wzrok Anett go powstrzymał. -Dobra, masz rację. Ale wiesz co? Dobrze zrobiłaś, mnie Meggy też strasznie wkurza, ale niestety ze względu, że jestem facetem, nie wypada mi jej przyłożyć, a bardzo bym czasami chciał. -Mówiąc to, przysiadł obok niej, od razu obejmując ją ręką. 
-Możemy o niej nie mówić? Mamy chyba coś innego do omówienia. -Kouyou czasami bawiło to, jak nastrój Anett się zmieniał. Teraz mówiła z głosem pełnym zmartwienia, zresztą jej oczy też wskazywały na to, że coś ją martwiło.  
-Kochanie, ale niby o czym chcesz rozmawiać? -Uruha zmarszczył czoło, dokładnie jej się przyglądając. 
-Powiesz mi w końcu do cholery, co Ci chodzi po głowie od początku trasy? Jeżeli myślałeś, że nie zauważę, że coś Cię gryzie tyle czasu, to naprawdę masz mnie za idiotkę.  
-An, to nie tak. Po prostu wiem, że jak Ci powiem, to się wkurzysz. -Słowa gitarzysty jeszcze bardziej zaintrygowały kobietę. 
-Kouyou, ty chyba nie... 
-Nie... -Przerwał jej szybko, śmiejąc się głupkowato ze stresu. -Nie zdradziłem Cię. Po prostu... -Uruha głośno westchnął. -Możemy o tym porozmawiać innym razem?  
-Innym razem, wiedząc, że ja wiem, będziesz uciekał od tej rozmowy. Mów, zanim skończy mi się cierpliwość. -Ruda wydała się bardzo poirytowana. -Albo wiesz co? Nie mów, może rzeczywiście lepiej, żebym nie wiedziała. -Anett nagle się podniosła. 
-An... -Kouyou chwycił ją za rękę, wstając za nią. Kobieta odwróciła się w jego stronę, krzyżując ręce, a jej oczy mogłyby ciskać piorunami. -Sam czekałem, aż sama mi powiesz. Nie chciałem, żebyś wiedziała, że już wiem. Wtedy w hotelu po pierwszym koncercie, dzwoniłem do Ciebie, nie wiem, jak to zrobiłaś, że odebrałaś, nie wiedząc o tym, ale przez to słyszałem twoją rozmowę z Kathy. -W tym momencie na twarzy Anett pojawiło się przerażenie.  
-Ile z tego słyszałeś?  
-Wystarczająco, żeby wiedzieć, że nikt przecież nie powiedział, że to ja będę ojcem twoich dzieci, wtedy się rozłączyłem i do teraz nie potrafię uwierzyć, że to powiedziałaś. 
-Kouyou... -Anett poczuła się, jakby opadła z sił. -Gdybyś wytrzymał jeszcze jakieś 10 sekund, wiedziałbyś, że jednak wolałabym, żebyś to był ty. Gdybyś wytrzymał jeszcze chwilę dłużej, wiedziałbyś, że jestem z tobą dlatego, że Cię kocham, idioto.  
-To nie zmienia faktu, że nic mi nie powiedziałaś. -Uruha spojrzał na nią, jakby chciał dać jej do zrozumienia, że nie jest zły, a raczej rozczarowany.  
-I myślisz, że przez ten cały czas nie chciałam Ci powiedzieć? To, że wtedy powiedziałam, że nie byłam gotowa, nie oznacza, że o tym nie myślę. Chciałam Ci powiedzieć, ale zawsze coś się dzieje, a w dodatku drażni mnie Meggy, kiedy próbuje się do Ciebie kleić, jak tylko może. Postanowiłam poczekać, aż będzie między nami trochę spokojniej. -Anett wzruszyła ramionami, chociaż wiedziała, że jej słowa nic tu nie pomogą. Jednak Kouyou skupił się na jej jednym słowie, a szczególnie na tym, że użyła czasu przeszłego. 
-To nie zmienia faktu, że raczej powinienem wiedzieć o tym wcześniej.  
-Odstawiłam je miesiąc temu, nie masz o co się martwić... -Ruda chciała coś jeszcze powiedzieć, jednak przerwał jej Kai.  
-Tu jesteście. Pora zaczynać. -Rzucił szybko lider, po czym odszedł, a pozostała dwójka poszła za nim.  

     Po koncercie zrobiło się jakieś zamieszanie. Kai każdego poganiał, cały czas próbując gdzieś dzwonić. Dopiero po chwili reszta zespołu domyśliła się o co chodzi. 
-Ciekawe, ile miał nieodebranych. -Zaśmiał się Akira, patrząc z boku, jak i reszta na to całe przedstawienie. 
-Yutaka, za dwie godziny będziemy do Tokyo, jeszcze zdążysz. -Rzucił w stronę lidera roześmiany Ruki. 
-Powiedział co wiedział. -Mruknął Kai pod nosem podchodząc do nich.  
-Spokojnie, jeszcze zdążysz zemdleć. -Zaśmiała się Katherine. -Dobra, do busa i jedziemy, jak tak Ci się śpieszy.  
-Rin, nie dziw się, że chłopak się stresuje, w końcu Ayuko miała termin na za tydzień. -Nagle, jakby znikąd odezwała się Anett. Mimo, że cały czas stała przy nich, odezwała się dopiero teraz. Powoli odsunęła się od ściany, o którą się opierała i ruszyła w stronę wyjścia. -To idziecie?  
    W drodze powrotnej, mimo panującego wokół gwaru rozmów, wokalistka milczała, patrząc przez szybę. Uruha domyślił się, czego Anett nie zdążyła powiedzieć i nawet nigdy nie pomyślałby o tym w ten sposób, w końcu Anett by mu tego nie zrobiła. Jednak jej stwierdzenie, że wcześniej nie była gotowa, w jakiś sposób go uspokajało. A może tylko dawało złudną nadzieję, że chociaż trochę jest lepiej.  
A Anett była po prostu zmęczona i starała się chociaż przez chwilę o tym wszystkim nie myśleć- O trasie, o Kouyou czy nawet o Meggy, która na szczęście była już w drodze powrotnej do USA. Chociaż myśl, że za miesiąc znowu ją zobaczy napawała ją niepokojem, ale nie miała już po prostu siły o tym myśleć.  
    Kouyou postanowił odwieźć Anett do domu, jednak ta cisza między nimi go niepokoiła. Stwierdził jednak, że jeszcze chwilę poczeka.  
Wchodząc do mieszkania, wokalistka rzuciła swoją torbę w kąt, marząc już jedynie o śnie. 
-Kouyou, nie musisz zostawać, naprawdę. -Mruknęła cicho, spoglądając na gitarzystę. 
-Wiem, ale mamy coś do dokończenia, no i sporo się tego zebrało w te kilka miesięcy. -Uruha lekko się uśmiechnął.  
-Kyu, naprawdę jestem zmęczona, już ledwo myślę. -Anett spojrzała na niego błagalnym wzrokiem, na co blondyn uśmiechnął się szerzej. 
-Też mam już dość dzisiejszego dnia, ale chcę w końcu wiedzieć, jak to wszystko między nami tak naprawdę wygląda. Wiem, co chciałaś wtedy powiedzieć i nigdy do głowy by mi nie przyszło, że byłabyś w stanie coś takiego mi zrobić, tak, masz tutaj rację, nie jesteś Miko. Po prostu chciałem, żebyś sama mi to powiedziała. Wiem też, że zachowanie Meggy Cię drażni, że Ona doprowadza Cię do furii, ale to za tobą cholernie tęsknie... -W tym momencie Kouyou podszedł do niej bliżej, na chwile ujmując jej twarz w dłonie.  
-Też za tobą tęsknie i nie chcę, byś mnie teraz źle zrozumiał, ale ja nic od Ciebie nie chcę, poza tym, żebyś był. Nie patrzę na to kim jesteś, na to, ile zarabiasz, gdzie mieszkasz czy czym jeździsz, nie obchodzi mnie to. A że inni myślą inaczej? Mam to, gdzieś. Twoje żartobliwe flirty z dziewczynami? W sumie mnie to też bawi, szczególnie, kiedy rzucasz Tsune tekstem o jej pięknych oczach, zawsze specjalnie myląc kolor. Tu nie chodzi o to, że ogólnie jestem zazdrosna, ani o to, że trzymam Cię specjalnie przy sobie z jakiegoś powodu. Tu chodzi o tą jedną, jedyną osobę, która robi wszystko, żeby za każdym razem wyprowadzić mnie z równowagi. -Anett cicho westchnęła, kręcąc głową. -Wiem, że mi nie wierzysz w to, że chciałam Ci powiedzieć, nie dziwię się... -Nagle Kouyou przerwał jej krótkim pocałunkiem.  
-Wierzę Ci. Fakt, mogłem powiedzieć Ci od razu, że wiem. I czasami jesteś zazdrosna, ale w twoim wykonaniu to nawet słodkie.  
-Taa, słodkie... Dopóki kogoś nie zamorduje. -Ruda cicho się zaśmiała. -Przepraszam Cię, ale ja naprawdę już ledwo stoję. -Dodała, udając się w stronę łazienki. 
-Ej... Ale, że sama? -Rzucił pośpiesznie Kouyou, idąc za nią.  

     Następnego dnia obudził ja kolejny dźwięk wiadomości, który wydał z siebie jej telefon. Kiedy otworzyła oczy, upewniła się, że w łóżku jest sama, a przecież pamiętała, że zasnęła w objęciach gitarzysty. Doskonale też wiedziała, czyje były wiadomości, które ją obudziły. To Ayuko i Kai ciągle wysyłający wszystkim kolejne zdjęcia nowonarodzonej Echiko.  
Ruda powoli zwlekła się z łóżka i powoli poczłapała do kuchni, gdzie oczywiście zastała Kouyou. Przez chwilę, oczywiście nie zauważona, przyglądała mu się, kiedy próbował stworzyć jakieś śniadanie. Gitarzysta był też gotowy do wyjścia, a to oznaczało, że wstał o wiele wcześniej.  
Anett nadal niezauważona, po cichu podeszła do niego i obejmując go od tyłu, wtuliła się w jego plecy. 
-Już nie śpisz? -Kouyou cicho się zaśmiał, lekko obracając głowę w jej stronę.  
-To ja powinnam Cię o to zapytać. -Mruknęła cicho wokalistka. 
-Muszę po prostu coś załatwić. No i sprawdzić, czy mój dom jeszcze stoi.  -Uruha się zaśmiał i powoli odwrócił w jej stronę. -Ale spokojnie, cały wieczór mam dla Ciebie. 
-Wieczór powiadasz? -Anett uniosła brew ku górze. -To ja już wiem co Ci chodzi po głowie.  
-Oj tam, od razu, że coś mi chodzi po głowie. Po prostu chcę w końcu spędzić z tobą trochę więcej czasu. Czy to źle? -Kouyou spojrzał na nią z miną zbitego psa. Ruda przewróciła oczami, lekko kręcąc głową.  
-Nie mówię, że źle. Po prostu już dobrze wiem czego się po tobie spodziewać. -Anett się zaśmiała. 
-No dobrze, już nie wnikam, ale ty w końcu na spokojnie coś zjesz. -W tym momencie Kouyou podstawił jej pod nos talerz z kanapkami.  
-Ale nie jestem głodna. -Miauknęła Ruda z niezadowoleniem. 
-Nie wyjdę, dopóki nie zjesz. -Rzucił bezmyślnie Uruha, dopiero po chwili orientując się, co właśnie powiedział.  
-Czyli, że ja nie zjem, a ty mnie nie zostawisz na cały dzień? Mi pasuje. -Anett zaśmiała się złowieszczo, powoli się od niego odsuwając. 
-Wiesz, że nie o to mi chodziło.  
-O to, dokładnie o to. -Rzuciła An szybko w odpowiedzi marudzącemu gitarzyście i udała się do łazienki. 

     Na lotnisku nikt na nią nie czekał- Jak zawsze. Przez tyle lat zdążyła się przyzwyczaić. Dopiero następnego dnia zgodziła się spotkać z... Nikim innym jak Miko. Wieczorem spotkały się w kawiarni, żeby porozmawiać, jednak Meggy coś nie pasowało w zachowaniu jej “przyjaciółki”.  
-...Bronisz jej? -Zapytała szatynka, kiedy po raz kolejny zauważyła, że Miko jest po stronie Anett. 
-W sumie to tak. Tak naprawdę nic mi nie zrobiła, a nawet był moment, że próbowała pomóc. -Odpowiedziała spokojnie blondynka.  
-No ja nie wierzę. Kouyou Cię z nią zdradził, zostawił Cię dla niej, a ty jeszcze jej bronisz? -Oburzona Meggy spojrzała wściekle na blondynkę. 
-Tyle, że to nie do końca jej wina. Kouyou mnie zdradził, bo chciał to zrobić, a zostawił mnie, bo nie chciał ze mną być. Nie zrobił tego dla niej, bo Ona wtedy nawet nie chciała go znać. Tyle, że kiedy dowiedziała się, że byłam w ciąży, chciała by od niej odszedł, dla mnie... 
-Czekaj, ty byłaś w ciąży? -Zaskoczona szatynka otworzyła szeroko oczy. 
-Tak, ale to naprawdę długa historia i... Minęło za mało czasu, bym potrafiła do tego spokojnie wrócić... 
-Ale przecież... -Meggy niemal nie zerwała się z miejsca, ale Miko spojrzała na nią błagalnym wzrokiem. 
-Mówiłam, długa historia. Posłuchaj Meg, dobrze Ci radzę, trzymaj się od tego z daleka... -Miko przerwała na chwilę, cicho wzdychając. -Oni naprawdę się kochają, a każdy wokół chce ich rozdzielić, nawet ty. Wiem, to dziwne, że to mówię, że ja to mówię, bo też nie chciałam, żeby byli razem, ale dla własnego bezpieczeństwa... Po prostu odpuść... 

8 lut 2022

Rozdział 49

 Witam. Wiem, spodziewaliście się rozdziału w weekend, ale wybaczcie, brak czasu i zmęczenie robi swoje... Dlatego korzystam w prawdopodobnie jedyny dzień przy komputerze w tym tygodniu, żeby dodać rozdział i coś wyjaśnić...
W zależności, na ile wystarczy mi gotowych rozdziałów z "Undead Hearts", to opowiadanie zostaje zawieszone najpóźniej do końca marca. W każdą wolną chwilę, czy wolny weekend będę siedziała i starała się wyjść z tego momentu opowiadania, który mnie blokuje, ale na to potrzebuje duuuużo czasu i jeszcze więcej weny. Dlatego będziemy się jak na razie widzieć co tydzień na wattpadzie, do odwołania. 
Do zobaczenia i miłego czytania :3

 
Rozdział 49: 

    ... Całkowicie się tego nie spodziewała, ale nagle poczuła jego pocałunek na ustach. Otworzyła szeroko oczy odsuwając się od niego. 
-Naprawdę wierzyłaś, że wyjdę? -Kouyou cicho się zaśmiał, patrząc jej w oczy. 
-Teraz już w ogóle Cię nie rozumiem. -Anett uciekła wzrokiem. 
-Po prostu nie chcę, byś miała jakiekolwiek wątpliwości... -Kouyou ujął jej twarz w dłonie i kciukami otarł jej łzy, które mimowolnie spływały po jej policzkach.  
-Ty też je masz i jakoś to nie jest problem. -Głos wokalistki nagle się załamał.  
-Bo One nie dotyczą tego, czego chcę. Może to zabrzmi zabawnie, ale cała ta sprawa z Miko coś mi uświadomiła i wcale nie chcę rezygnować z naszych planów. Sam spanikowałem, kiedy mówiłaś, że nie jesteś jeszcze gotowa. Poczułem, że już tego nie chcesz. -Kouyou opuścił lekko głowę, spoglądając na kobietę zza swoich włosów, które opadły na jego twarz. Ruda na te słowa cicho westchnęła. 
-I zamiast powiedzieć mi o tym od razu, urządziłeś sobie jakąś pieprzoną szopkę?! Ty naprawdę sobie żarty ze mnie robisz? -Anett odsunęła się od niego.  
-Właśnie dlatego nie chciałem Ci mówić, wiedziałem, że nie zrozumiesz.  
-Omijając już fakt, że wychodzi na to, że mnie okłamałeś, bo wcale nie chcesz „zwolnić”, potem próbujesz wmówić mi, że to ja mam jakieś wątpliwości... Wiesz co? Teraz? Po tym? Mam i to ogromne. Zawiodłam się na tobie i może to nie pierwszy raz, ale teraz naprawdę... Lepiej będzie jak już pójdziesz. -Kobieta odwróciła głowę, zaciskając wargi. 
-An, ja... 
-Naprawdę, nie chcę Cię już dzisiaj widzieć.  
-Ale... 
-Dam sobie radę, idź już. -Wściekła wokalistka odwróciła się od niego, czekając, aż w końcu usłyszy zamykające się za nim drzwi.  

     Następny dzień, to był istny chaos, szczególnie, że w nocy nie spała zbyt wiele. Próbując jakoś się odnaleźć w tym przed koncertowym cyrku, starała się też na ile mogła unikać Kouyou. Nadal czuła się zawiedziona i nawet po wielu godzinach rozmyślania, nie wiedziała co będzie dalej.  
Nie pomogło jej również pojawienie nowej osoby. Długonoga szatynka zwana Meggy. Kobieta już wcześniej pracowała z chłopakami przy poprzednich światowych trasach, jednak ze względu na brak Miko, Ayuko postanowiła poprosić amerykankę, by ta zaczęła pracę od początku trasy. A dlaczego pojawienie się jej nie pomagało wokalistce? Bo Meg była ładną, zadbaną kobietą, która od początku dnia posyłała w stronę Uruhy charakterystyczne uśmieszki. 
-An, coś Cię gryzie? -Zapytała Kathy, przysiadając się obok uwięzionej pod pędzlem Meggy, Anett. Doskonale wiedziała, że w tym towarzystwie lepiej będzie rozmawiać po polsku. 
-Kyu mnie gryzie. On mnie kiedyś doprowadzi do szału. -Wokalistka spojrzała kątem oka na przyjaciółkę, z racji tego, że nie mogła ruszyć głową. -Wczoraj odstawił jakąś idiotyczną szopkę, sam nie wie o co, a to naprawdę było niepotrzebne. 
 -Faceci. Oni zawsze muszą sobie sami problemy wymyślać? Szczególnie kaczuszka. -Rin rozbawiona pokręciła głową. 
-Powiedziałam mu tylko, że jeszcze nie jestem gotowa, żebyśmy zwolnili. On najpierw się ze mną zgadza, a na następny dzień stwierdza, że jednak nie, bo On nie chce zmieniać swoich planów i w ogóle to ja mam jakieś wątpliwości, a On nie chcę tracić czasu na coś, co nie ma sensu. Po prostu myślałam wczoraj, że go uduszę. -Anett westchnęła z bezradności.  
-Wiecie, ja też tu jestem. -Wtrąciła Meggy niezadowolona z tego, że nie rozumiała ich rozmowy. 
-Wiesz, to nasze prywatne sprawy, o których wiedzieć nie musisz. -Rzuciła szybko Kathy, uśmiechając się wrednie. -A tak wracając, wy chyba nie... 
-Niestety, twoje marzenie nie zostało spełnione. -Anett szybko przerwała przyjaciółce. 
-Od razu moje marzenie. Po prostu wiesz co o tym myślę i tyle. -Rin wzruszyła ramionami po czym powoli wstała. -Ale unikając go nie załatwisz tematu, tyle Ci powiem. Dobra, ja idę przypilnować reszty. 
-Tak, tak, szczególnie przypilnuj swojego Ruksia. -Odpowiedziała wrednie wokalistka, machając Rin, żeby ta już poszła.  

     Kiedy skończyły pracę, a przed zespołem został już jedynie koncert, Meg nadal nie rozumiała, o co chodziło wokalistce i jej “asystentce od siedmiu boleści”. Postanowiła podpytać swoje dawne przyjaciółki, czyli Tsune i Fumi, całkowicie olewając obecność Hitomi. 
-...Z tego co zrozumiałam, to pokłócili się z Uruhą, ale to raczej nic poważniejszego. -Jedna z brunetek wzruszyła ramionami. 
-Tsune, jak tak możesz? -Skrytykowała zaraz Fumi, a Hitomi dokładnie im się przyglądała.  
-Po prostu uważam, że to ich sprawa i radziłabym od ich związku trzymać się jak najdalej. Dobrze Ci radzę Meg, to jest zbyt pogmatwane, żeby zrozumieć tą dwójkę. -Tsune najpierw skrytykowała Fumi wzrokiem, a potem delikatnie uśmiechnęła się w stronę Meggy.  
-Tsune ma rację. Akuma ma charakterek, gorszy od Miko. -Wtrąciła nagle Hitomi.  
-Tylko, że ja i Miko się przyjaźnimy. -Meg uśmiechnęła się w stronę Hitomi. 
-Taa, zaprzyjaźniłyście się, kiedy chciałaś jej odebrać faceta. Ja w sumie nadal nie rozumiem, co wy wszystkie w nim takiego widzicie, ale nie mi oceniać. -Tsune spojrzała po każdej z zebranych dziewczyn z błagalnym wyrazem twarzy. 
-Chodzi mi tylko o to... 
-Hitomi, nie ważne o co Ci chodzi, a ty Meggy trzymaj się od niego jak najdalej, szczególnie, że widziałam jak Ci te twoje zielone oczka zaświeciły na jego widok. I nie wmówisz mi, że o nim zapomniałaś. Wasze macice powariowały, że tak za nim ganiacie? Nie ważne, nie chcę wiedzieć. -Po tych słowach Tsune wyszła, unosząc ręce ku górze, a Meg gwizdnęła, oglądając się za nią. 
-A tej co się stało? -Szatynka cicho się zaśmiała. 
-Facet jej życia znowu jest wolny, ale nadal nie zwraca na nią uwagi. -Odpowiedziała Fumi, jakby sama do siebie. 
-Ona nadal choruje na Yuu? -Meg uniosła brew.  
-Niestety, tak.  
-To wszystko jasne, czemu się tak wścieka. -Meggy zamyśliła się na chwilę, mrużąc przy tym lekko oczy, a zarazem układając w głowie pewien plan.  

     Do koncertu została godzina, a Anett ciągle gdzieś znikała. Kouyou w końcu udało się wyciągnąć od Krisa, gdzie rudowłosa zniknęła kilka minut wcześniej, ale przed tym i od niego musiał się nasłuchać. W końcu znalazł ją na palarni i w sumie przyszedł by minutę później i znowu straciłby okazję do rozmowy. Akuma akurat miała wychodzić, kiedy stanął przed nią. 
-An, nie możemy tak dłużej... -Zaczął, patrząc na nią. 
-Ja nadal nie wiem co mam Ci powiedzieć. -Anett spojrzała na niego tym swoim smutnym wzrokiem. -Nie rozumiem, dlaczego, nie wiem po co Ci to wczoraj było. Chciałeś, żebym Ci coś udowodniła?... 
-Anett, zanim się rozpędzisz. -Kouyou szybko jej przerwał. -Masz rację, powinienem powiedzieć Ci od razu, ale wiedziałem, że jak CI powiem, ty zaczniesz patrzeć na to wszystko inaczej i jeszcze więcej się między nami zepsuje. Widzę, że Cię tracę i nie rozumiem, dlaczego, ale zaczynam się przed tym bronić.  
-Kyu. -Akuma cicho się zaśmiała. -Widzisz nie to co powinieneś. Tak naprawdę, to w tym wszystkim od początku brakuje mi Ciebie. Od samego początku zajmujesz się wszystkim wokół, tylko nie nami. Gdyby tak nie było, zrozumiałbyś mnie i nie potrzebowałbyś jakichkolwiek dowodów na to, czy chcę z tobą być. Kocham Cię i to powinno być dla Ciebie jasne, ale nadal nie rozumiem, dlaczego mnie okłamałeś, zamiast powiedzieć mi od razu co myślisz. Szczerze, to decyzja teraz należy do Ciebie, czy chcesz być w końcu ze mną, czy nadal obok mnie, bo jeżeli to drugie, to masz rację... Nie ma sensu dłużej tego ciągnąć. -Anett już miała wyjść, kiedy Uruha chwycił ją za rękę. 
-Przepraszam. Wiem, że dużo razy nadużyłem twojego zaufania i równie wiele razy się na mnie zawiodłaś. Nie chcę się kłócić, szczególnie o coś, na co już nie mamy wpływu...  
-Już nie mamy?...-Ruda cicho powtórzyła, mrużąc powieki. 
-Przecież nie mam wpływu na to, kiedy będziesz gotowa.  
-Masz i to większy, niż Ci się wydaje. -Kobieta delikatnie się uśmiechnęła, po czym czule ucałowała jego usta. -Chodźmy, bo zaraz zaczną nas szukać.  

     Wszystko szło zgodnie z planem, można by rzec, że nawet za dobrze i zbyt szybko. Anett mimo hałasów wokół i muzyki słyszała i czuła bicie swojego serca, a raczej walenie. Czuła też, jak cała drży, mając wrażenie, że zaraz ucieknie, ale nagle na scenie nastała ciemność. W końcu taki był plan, a rudowłosa wiedziała, że nie ma już odwrotu.  
-Pierwszy raz jest najgorszy, ale dasz radę, a potem będzie już tylko lepiej. -Nagle usłyszała głos schodzącego ze sceny Takanoriego, który poklepał ją po ramieniu. Anett w odpowiedzi pokiwała mu głową, nadal patrząc przed siebie. 
-Chciałaś, to masz. -Warknęła sama do siebie, wzięła głęboki wdech, po którym wyszła na scenę. 
    Niedługo później było już po wszystkim. Po kilku godzinach stali już w hotelowym holu, odbierając klucze do pokojów.  
-Mam być w pokoju z Kouyou? Jego wycieczki do Anett nie dadzą mi spać. -Pierwszy ze swoim niezadowoleniem odezwał się Yuu. 
-O to się akurat nie martw, bo ja mam na głowie Rin. -Ruda wrednie się uśmiechnęła.  
-Hym, czyli mając pokój z Takanorim też mogę spać spokojnie. -Akira cicho się zaśmiał. 
-Słyszałem. -Rzucił swoim niezadowolonym głosem Ruki.  
-Hej, z pretensjami to nie do mnie. Ayuko wszystko planowała, ja nic nie mogę na to poradzić. -Kai z bezradną miną pokręcił głową. 
-A ty to jakaś księżna, że śpisz sam? -Zapytał wokalistka z podejrzliwą miną na twarzy. 
-Chciałbym, ale jestem z wami. -Warknął Kai z jeszcze większym niezadowoleniem, niż reszta kilka sekund wcześniej. 
-Chwila... -Zaczął Aoi. -Dwie dwójki i jedna trójka, o co chodzi tak naprawdę? -Nagle wzrok wszystkich skupił się na liderze, który ciężko westchnął. 
-To tylko dzisiaj, przeżyjecie. Tak jak już mówiłem, z pretensjami kieruje do Ayuko, ale Ona jest ostatnio strasznie nerwowa, więc nie radzę. -Po słowach lidera, wszyscy pomarudzili pod nosami i rozeszli się po pokojach. 
    -Niech zgadnę, ze względu na mnie i Kouyou będziesz mi siedzieć na głowie całą trasę, prawda? -Zapytała wokalistka, kiedy z Katherine weszły do pokoju.  
-Można tak powiedzieć. Ktoś was musi pilnować. -Kathy uśmiechnęła się wrednie. 
-Nie jesteśmy dziećmi. -Warknęła Anett, siadając na łóżku, nie zwracając nawet uwagi, że wyjmując wyciszony telefon z kieszeni spodni, przez przypadek odebrała połączenie. Z racji tego, że wokalistka od razu ułożyła urządzenie ekranem do dołu na łóżku, obie nie zauważyły tego faktu.  
-To, kiedy mu powiesz, że postanowiłaś odstawić tabletki? -Czerwonowłosa lekko przechyliła głowę w bok patrząc na przyjaciółkę. 
-Skąd ty o tym...Rin. -Anett jęknęła bezsilnie. -Wiesz, że w tym nie chodzi o niego i właśnie dlatego nie chcę mu na razie o tym mówić.  
-Ale zwiększasz ryzyko, powinien wiedzieć. -Kathy jeszcze raz spojrzała na nią błagalnym wzrokiem. 
-I mam mu robić nadzieję? Teraz, po tym co zrobił wczoraj? -An nagle wstała.  
-Z tego co widziałam, to mu wybaczyłaś.  
-Nie wybaczyłam. -Warknęła ruda. -Po prostu zostawiłam to tak jak jest i zobaczę co będzie dalej. Tyle, że mam dość powtarzania mu jednego i tego samego, jak i mam dość wysłuchiwania od niego jednego i tego samego, bo od początku, cały czas jest tak samo. Kouyou w jednym ma rację, to między nami się sypie. -Na koniec Anett ciężko westchnęła.  
-Nie wydaje mi się, żeby między wami było cały czas tak samo, skoro podejmujesz tak ważne decyzje, szczególnie teraz. -Kathy teatralnie przewróciła oczami.  
-Podejmuje je ze względu na siebie, nie na niego. Nie wiem jak dalej to wszystko się potoczy, ale przecież nikt nie powiedział, że to właśnie Kouyou będzie ojcem moich dzieci... 
    Kouyou w tym momencie się rozłączył. Powoli odłożył telefon i westchnął bezsilnie. 
-Zrozumiałeś cokolwiek z tego? -Yuu spojrzał na niego, unosząc brew. 
-Zrozumiałem wszystko i nie wiem, dlaczego odebrała, ale raczej miałem tego nie słyszeć. -Po tych słowach Uruha usiadł na łóżku. 
-A tak w wielkim skrócie? -Aoi zapytał, chociaż widząc minę blondyna, nie był pewien, czy chce zaspokajać swoją ciekawość. 
-W wielkim skrócie jestem skończony. -Kouyou zaśmiał się głupkowato. -Jestem tylko ciekaw, kiedy to postanowiła.  
-Wiesz co? Idź pod prysznic, a ja sam im powiem o spotkaniu. -Yuu po tych słowach wstał ciężko wzdychając i powoli podszedł do drzwi, wychodząc. 
        -… Chociaż, wolałabym, żeby tak było. -Anett zmarszczyła czoło patrząc na Kathy. 
-Próbuję, ale nadal nie rozumiem, dlaczego ty w ogóle z nim jesteś.  
-Wiem, najchętniej byś go wykastrowała i odesłała do najgorszych czeluści piekielnych, ale ja go kocham i dlatego z nim jestem. -Ruda posłała przyjaciółce wredny uśmieszek, po czym udała się do łazienki.  
-Ej, ja jeszcze z tobą nie skończyłam! -Rin zawołała za nią, jednak na próżno. Odetchnęła ciężko, rozkładając się na łóżku, ale zaraz musiała wstać, słysząc pukanie do drzwi. Gwałtownie otworzyła drzwi, jednak spodziewała się zupełnie kogoś innego. -Yuu? -Zapytała zaskoczona. 
-Taa, za godzinę widzimy się u chłopaków w pokoju, przekaż Anett. -Aoi uśmiechnął się słabo i już miał odejść, kiedy powstrzymał go głos czerwonowłosej. 
-Co kombinujecie?  
-Nic. Po prostu to pierwszy koncert tej trasy i pierwszy koncert An, więc trzeba oblać ten sukces. -Mężczyzna wzruszył ramionami, zostawiając zdezorientowaną Katherine. 
-Że wy jeszcze macie siłę... 

     Mino siedziała z niezadowoloną miną na łóżku i obserwowała, pakującego się Takao. Niezbyt była zadowolona, że jej narzeczony musi wyjeżdżać na kilka miesięcy przed ich ślubem. 
-Naprawdę musisz jechać? -Mruknęła z niezadowoleniem w głosie. 
-Tak muszę, taka praca i za to mi płacą. Mino, wszystko jest już dopięte na ostatni guzik, a nasz ślub jest w przerwie, między częściami trasy, więc o co Ci chodzi tym razem? -Takao odwrócił się w jej stronę, unosząc brew ku górze. Oj, jak mu się ta jej mina nie podobała. Od razu wyczuł kłopoty. Mino nadęła policzki, a jej oczy wyglądały, jakby miała z nich ciskać w niego piorunami.  
-Anett, Katherine, Hitomi i wszystkie inne... -Brunetka nie zdołała dokończyć, kiedy przerwał jej śmiech mężczyzny.  
-Naprawdę? Znowu jesteś zazdrosna? Dobrze wiesz, że żadna inna poza tobą mnie nie interesuje. -Takao spokojnie usiadł obok niej i objął ją ramieniem. -Szczególnie, że za niedługo się pobieramy.  
-Wcale nie jestem zazdrosna. -Mino nagle wstała, oburzona.  
-Oh, naprawdę? A sama kilka sekund wcześniej... 
-Takao! -Brunetka tupnęła nogą.  
-No dobra, dobra, ja nic nie mówię. -Takao przewrócił oczami. -Ale jechać muszę i nie możesz mnie zatrzymać. -Patrząc na narzeczoną uśmiechnął się delikatnie i powoli wstał, podchodząc do niej. -Ja też będę tęsknił. -Szepnął cicho i delikatnie ją pocałował. 

     Na miejscu wszystko zaczęło się wymykać spod kontroli. Szczególnie, kiedy Meggy postanowiła do nich dołączyć i usiadła obok Kouyou. Wszyscy zebrani pijąc swoje trunki, śmiali się i rozmawiali o czymkolwiek, byleby przez chwilę nie myśleć o pracy. Jedynie Uruha więcej milczał niż zwykle, zastanawiając się, czy powinien powiedzieć wokalistce o tym, że przez przypadek słyszał jej rozmowę z Katherine i już o wszystkim wie... W sumie to nie o wszystkim, bo tak naprawdę nie miał pojęcia o niczym. Nagle coś wyrwało go z tego zamyślenia, a dokładnie to damska dłoń na jego udzie. “Cholera, kolejna...” Warknął w myślach, mając nadzieję, że Anett siedząca przy drugim końcu stolika tego nie zauważyła. Szybko zdjął dłoń Meg ze swojej nogi i wstał, by wyjść na zewnątrz zapalić.  
Niestety, Anett kątem oka zauważyła tą sytuację i już miała pójść za nim, kiedy zielonooka szatynka ją uprzedziła. 
-Co za menda. -Syknęła wokalistka pod nosem, patrząc za kobietą.  
-Amerykański temperament, jak u Miko. -Wtrąciła siedząca obok niej Tsune. Sala była zajęta tylko przez nich, więc nikt obcy na szczęście tego nie widział, ale Anett martwiło, że tą scenę z wyjściem widział każdy, z którymi pracowali. Ruda wiedziała, że nie może teraz wyjść, chociaż wewnętrznie gotowała się ze złości. 
-Dawno się nie widzieliśmy. -Meggy powoli podeszła do gitarzysty.  
-Meg, mogłabyś więcej tak nie robić? -Uruha warknął, spoglądając na nią z ukosa. -Nie chcę mieć przez Ciebie jeszcze większych problemów niż już mam. Miko i Kiyomi na głowie mi wystarczają. 
-No tak, Miko coś wspominała, kiedy przyleciała na staż. Ale ja widzę, że z Anett tylko udajecie przed wszystkimi szczęśliwą parę, a tak naprawdę, coś wam nie wychodzi. -Meggy cicho się zaśmiała, uśmiechając się słodko. Nagle stanęła przed nim i objęła go w szyi. -Ale w końcu... Coś mi kiedyś obiecałeś.  
-Niby co? -Kouyou od razu odsunął ją od siebie. -Ubzdurałaś coś sobie. Od początku mówiłem Ci jasno, jak sprawa wygląda, że chodziło tylko o seks. Najpierw Miko, teraz An... 
-Z Miko się zaprzyjaźniłam, ale wy naprawdę byliście razem tacy szczęśliwi... 
-Meg. -Uruha ponownie warknął, przerywając jej. -Jeżeli chcesz się mieszać, dam Ci dobrą radę... Spakuj się i wracaj do siebie. Nie potrzebujemy powtórki z rozrywki ani ja, ani tym bardziej An.  
-Czyli, że Ona nic o nas nie wie? -Meggy ponownie się zaśmiała. 
-Już wiem. Tsune zdążyła mi na szybko wyjaśnić sytuację. -Nagle obok nich pojawiła się Anett ze swoim najsłodszym możliwym uśmiechem na twarzy, a Kouyou od razu wyczuł kłopoty. -Wiesz Meggy, Kouyou nie ma obowiązku spowiadać mi się z każdej kobiety, z którą sypiał, no chyba, że łączyło ich coś więcej... A skoro do teraz o tobie nawet nie wspomniał to... Odpowiedź nasuwa się sama. -Ruda delikatnie wtuliła się w gitarzystę, a ten jej dziwny uśmieszek nie znikał.  
-An... -Zaczął Kouyou. 
-Kochanie, mógłbyś? -Wokalistka spojrzała na niego, a potem na drzwi, dając mu do zrozumienia, żeby lepiej wrócił do środka.  
-Wolałbym... 
-Ja jednak wolałabyś, żebyś zostawił nas same. -Nagle głos rudej już nie był słodki, tylko ostry, a atmosferę między kobietami można by spokojnie kroić. Kouyou w odpowiedzi kiwnął i postanowił się ewakuować. 
-Nie wierzę, że zrobiłaś z niego pantofla. -Rzuciła Meg. 
-Nie, nie zrobiłam, po prostu Kouyou wie, kiedy się wycofać. Wiesz Meggy, miałam cały dzień, by się czegoś o tobie dowiadywać, ale nie sądziłam, że jesteś tak bezczelna, by posuwać się do takich zagrań na oczach jego ukochanej. Radzę Ci, żeby to się nie powtórzyło, ponieważ nie mamy już cierpliwości do takich jak ty. -Ostatnie zdanie Anett wycedziła przez zęby, po czym odwróciła się na pięcie i wróciła do środka.  
Meggy stała jeszcze przez chwilę zaskoczona tym, co się przed chwilą stało. Fakt, Miko opowiadała jej o Anett, a szatynka nie rozumiała, dlaczego tamta nagle zaczęła ją lubić. Szczególnie, że wokalistka okazała się psychicznie być kruchą osóbką z ogromnym temperamentem.  
Kiedy wróciła do reszty, Anett siedziała już obok Kouyou i gdy tylko się pojawiła, ruda wysłała jej ostrzegawcze spojrzenie. No, nie tylko Ona, bo wszyscy zebrani.  

24 sty 2022

Rozdział 48

A no witam tutaj w końcu w tym nowym roku. Przepraszam, że tak długo czekaliście na ten rozdział, ale wiecie... Utknęłam... To już piąta wersja tego rozdziału i cieszę się, że ostatnia, ale... Zabijecie mnie za zakończenie, to już wiem, ale nie mogłam inaczej. Wiem, nie było mnie dwa tygodnie ani tu, ani na wattpadzie, jednak wybaczcie, brak czasu (Bo ostatnie tygodnie to tylko praca i sen) i brak weny, a tam też mam kilka koncepcji do pozmieniania ^^'
No nic, już nie przedłużam, chociaż mam prośbę, dajcie mi znać, jak według was powinna zakończyć się sprawa z końca rozdziału (Bo niezdecydowana dupa ze mnie)
Miłego czytania :3

Rozdział 48: 

    -...Usłyszałam, że Kouyou ma w planach mi się oświadczyć. Wiesz coś o tym? -Anett z podejrzaną miną spojrzała na Ayuko, siadając obok niej. 
-Nie, nic o tym nie wiem. -Brunetka miała nadzieję, że Anett nie zorientuje się, że kłamie, w końcu to Ona pomagała Kouyou wybrać pierścionek.  
-Nie ważne. -Ruda pokręciła głową. -Pewnie powiedział to, żeby w końcu się odczepiła, ale ja spanikowałam. Dotarło do mnie, że chcę, jestem gotowa, ale nie teraz, że to za szybko. No i rzeczywiście wyszłam, a teraz nie mam odwagi nawet odebrać od niego telefonu. -Na koniec cichuteńko westchnęła, chowając twarz w dłoniach. 
-Kobieto, facet twoich marzeń, chce Ci się oświadczyć, a ty przed nim uciekasz? Masz coś z głową, czy jak? -Ayuko otworzyła szeroko oczy, przyglądając się młodszej. 
-Po prostu... Mimo, że Miko już nie ma, tego dziecka nie ma, ja nadal czuję, że to wszystko między nami pędzi, a ja omijam coś bardzo ważnego. 
-Po prostu, to mu to powiedz. -Słowa Ayuko sprawiły, że Anett spojrzała na nią jak na idiotkę. 
-Poważnie? Chciałabyś na jego miejscu usłyszeć coś takiego. Wiesz kochanie, cieszę się, że jesteśmy razem i chcę kiedyś zostać twoją żoną, ale nie wiem, kiedy, bo coś jest ważniejsze od Ciebie, a ja nawet nie wiem co. Poważnie? -Mina wokalistki diametralnie się zmieniła, na jedną z tych błagających o litość. 
-Ty się po prostu boisz. Ja rozumiem, że Kouyou, to pierwszy facet, do którego czujesz coś więcej od kilku ładnych lat i boisz się, że coś pójdzie nie tak. Boisz się, że ominie Cię w życiu coś, na co i tak nie masz wpływu, to normalne. Tym bardziej powinnaś z nim pogadać. -Mina Ayuko również należała do tych błagalnych, ponieważ nie sądziła, że o taki problem może chodzić. 
-Chce po prostu zwolnić, cieszyć się tym co jest zanim przejdziemy dalej. Pierścionek to wszystko zmieni. Zaczniemy planować co dalej, tyle, że to już nie będą plany na przyszłość ogólnie, tylko na coś, co rzeczywiście się stanie i nawet będziemy wiedzieć, kiedy.  
-Teraz, to sama robisz sobie pod górkę, powiedz mu i tyle. A i zapomniałam Ci przypomnieć... -Zaczęła Ayuko, słysząc otwieranie drzwi za pomocą kluczy. -Że nie odbierając, sama zrzucisz go sobie na głowę, a to On jest właścicielem mieszkania, więc ma klucze. Jakoś sobie poradzisz. -Uśmiechnęła się wrednie, spoglądając na Kouyou, wchodzącego do mieszkania. -Szkoda, no, ale ploteczki koniecznie dokończymy jutro. -Ayuko wstała i mijając gitarzystę, wyszła, w między czasie za jego plecami pokazując Anett, by ta po rozmowie do niej zadzwoniła.  
-An, co się z tobą dzieje? -Zapytał Uruha, podchodząc do wokalistki. 
-Przepraszam, spanikowałam. -Rzuciła cicho Anett. 
-Chyba nie chodzi Ci o to, co powiedziała Kiyomi. -Brunet na spokojnie usiadł obok niej. 
-Nie, chodzi o to, co powiedziałeś ty. Czuje, że to wszystko między nami nabiera zbyt szybkiego tempa. Chcę zwolnić, odpocząć od problemów i nacieszyć się tym, co jest teraz. -Anett z niepewnością w oczach spojrzała na niego. 
-Ayuko mówiłaś coś innego. 
-Długo podsłuchiwałeś?  
-Wiesz kochanie, cieszę się, że jesteśmy razem i chcę kiedyś zostać twoją żoną, ale nie wiem, kiedy, bo coś jest ważniejsze od Ciebie, a ja nawet nie wiem co.- Powtórzył gitarzysta, chicho się przy tym śmiejąc. 
Ej! -Anett o mały włos nie palnęła by go w głowę, powstrzymując się w ostatniej chwili. 
-Tak, chciałem to zrobić, ale to było przed wypadkiem Miko. Wtedy liczył się każdy tydzień, ale nie chodziło o nas, tylko o dziecko. Przecież sama wiesz, że planowaliśmy wziąć ślub zaraz po trasie. Ale w jednym masz rację, po tym wszystkim sam stwierdziłem, że lepiej będzie poczekać, zwolnić. A powiedziałem to Kiyomi, bo myślałem, że odpuści, ale nie. Powinniśmy odpocząć, nawet tak trochę od siebie... 
-Ty chyba nie... 
-Zwariowałaś. -Kouyou się zaśmiał. -Gdybym Cię zostawił z takiego powodu, byłbym najgłupszym człowiekiem na świecie. Chodzi mi o to, że przez ostatni miesiąc cały czas byliśmy razem, a ja uwielbiam jak za mną tęsknisz. -Dodał wrednym tonem, mrużąc przy tym oczy.  
-Nawet tam zdążyłam za tobą zatęsknić, tyle że... Źle mnie dzisiaj zrozumiałeś i nie mów mi, że nie. Widziałam te twoje iskierki w oczach. -Anett sama w tym momencie się zaśmiała. 
-A to o to Ci chodziło. Chyba się już starzeje. -Uruha objął wokalistkę z chytrym uśmieszkiem na twarzy.  
 
     Temari postanowiła tą noc spędzić nie u Akiry, jak pewnie domyślałby się tego jej ojciec, a u przyjaciółki, z którą w sumie dawno się nie widziała. Widząc wiadomość od Kouyou, zaniepokoiła się. Przez jakiś czas starała się tym nie przejmować, ale kiedy skończył się oglądany przez dziewczyny film, Temari ponownie spojrzała w telefon. 
-Wiesz co Ikano? Ja chyba jednak wrócę do domu. -Powiedziała brunetka, odkładając telefon na stolik. -Ojciec napisał, że mogę wracać, a ja mam dziwne przeczucie, że będę musiała go przypilnować przed robieniem głupot.  
-W sumie, to wiesz, że jeszcze nie powiedziałaś mi, kto jest twoim biologicznym ojcem?  -Ikano spojrzała na przyjaciółkę, która ze zrezygnowaniem westchnęła. 
-Wolę tego nie rozpowiadać. -Temari spojrzała na nią z zrezygnowaniem.  
-Przyjaźnimy się od kiedy pamiętam, a ty nie chcesz mi powiedzieć czegoś tak ważnego? Nie chcesz mi powiedzieć, kim jest twój biologiczny ojciec, nie chcesz mi powiedzieć, kim jest twój nowy facet, z którym ostatnio spędzasz całe dnie. Temari, co się dzieje? -Dziewczyna spojrzała na nią zaniepokojona, nie spodziewając się w ogóle tego co za chwilę usłyszy. 
-Moim ojcem jest Uruha, a facetem Reita, zadowolona? Tylko błagam, nie mów o tym nikomu.  
-No weź powiedz, a nie żarty sobie robisz. -Ikano przewróciła oczami w teatralny sposób. 
-Ale ja właśnie powiedziałam Ci prawdę. O Kouyou nie chce mówić, bo nie chcę, żeby się wydało, że ma dziecko, a Akira... No sama wiesz, nikt tego nie zrozumie. -Kiedy brunetka spojrzała na przyjaciółkę, omal się nie zaśmiała. Ikano mogła spokojnie zbierać szczękę z podłogi. 
-No to nieźle się u Ciebie pozmieniało. Chociaż, na twoim miejscu, to wolałabym, żeby było na odwrót. -Odezwała się dziewczyna po chwili przetwarzania nowych informacji. 
-Przypomnę Ci, że Uruha jest zajęty, to oficjalne przecież. -Mruknęła Temari pod nosem.  
-Czyli, to tak serio? A ja myślałam, że tylko nakręcają fanów. Wiesz, sprzedaż i tak dalej... 
-Są razem od kilku miesięcy i chyba się właśnie pokłócili, dlatego lepiej będzie, jak wrócę do domu. -Zrezygnowana brunetka powoli wstała.  
-Weź, raczej się nie pozabijają. -Rzuciła Ikano, próbując jakoś przekonać przyjaciółkę, by została. 
-To pewne, że się nie pozabijają, ale znam już Kouyou na tyle dobrze, żeby wiedzieć, że potrafi mieć durne pomysły. -Temari wzięła swój telefon do rąk. Jeszcze raz sprawdziła wiadomość, a raczej godzinę, o której przyszła. -W sumie pisał ponad godzinę temu. Zadzwonię i zorientuje się co się dzieje. -Po tych słowach dziewczyna wyszła z pokoju przyjaciółki i od razu zadzwoniła. Fakt, musiała chwilę poczekać, zanim gitarzysta odebrał. -Coś się stało? -Zapytała od razu. 
-Kiyomi się stała, ale już nie ważne. Wybacz, nie mam czasu. -Gdzieś w wypowiedzi Uruhy usłyszała jakby śmiech. Czyli, że się nie pokłócili.  
-Aha, czyli przenieśliście imprezę do mieszkania. -Mruknęła do telefonu przewracając przy tym oczami. 
-Można tak powiedzieć. 
-Dobra, to już wam nie przeszkadzam. -Temari szybko się rozłączyła i wróciła do pokoju przyjaciółki. -Wiesz co? Jednak zostanę, potrzebuje chwili spokoju od tych wariatów. -Po tych słowach ponownie usiadła na łóżku, obok dziewczyny. 
-Aż tak źle? -Ikano uniosła brew patrząc na brunetkę. 
-Nie, w sumie to bardzo dobrze i tak, mam chatę wolną, jak się okazuje, ale nie chcę znowu siedzieć w domu.  
-Przed chwilą sama chciałaś wracać. 
-Nie chciałam, wyczułam po prostu kłopoty. I miałam rację, ale to nie to, co myślałam. Mój ojciec na noc nie wróci, to pewne, a mi się nie chce siedzieć samej i myśleć. Wolę posiedzieć kimś z mojego towarzystwa i nie myśleć, w końcu na myślenie będę miała całe trzy miesiące. -Brunetka wzruszyła ramionami, spoglądając kątem oka na przyjaciółkę.  
 
    Następnego ranka Anett stała oparta o kuchenny blat, trzymając w ręku kubek z kawą, kiedy Kouyou podszedł do niej i delikatnie ucałował jej czoło. 
-Nie wyspana? -Zapytał, sięgając po swoją kawę. 
-Ktoś w końcu nie dał mi spać. -Anett spojrzała na gitarzystę kątem oka, mrużąc przy tym oczy, a Kouyou jedynie się uśmiechnął, ukazując jej swoje zęby. 
-Sama chciałaś. -Mruknął, opierając się o blat obok niej. Anett oparła głowę o jego rękę, tłumiąc dłonią ziewnięcie.  
-Niektórych decyzji w życiu jednak będę żałować. -Ruda odłożyła pusty już kubek. -Musimy się już zbierać. -Dodała, idąc w stronę drzwi. 
-Wiem, wiem. -Uruha pokręcił głową, po czym szybko dopił kawę i poszedł za nią. -Potem tak, jak się umawialiśmy?  
-Jedziemy tutaj, pakuje się i jedziemy do Ciebie. Ale bez przeszkadzania. -Anett spojrzała na niego groźnie, sięgając po swoją bluzę. 
-Ręce będę trzymał przy sobie, obiecuje. -Kouyou uśmiechnął się wrednie, otwierając drzwi.  
        Po wywiadzie, kiedy wrócili do studia, Akira miał nadzieję, że uda mu się pogadać z Kouyou. Na szczęście Anett miała jeszcze coś do ugadania z Hitomi, a Uruha musiał czekać. 
-Kouyou... -Zaczął Akira, patrząc na siedzącego w fotelu przyjaciela.  
-Tak wiem. To nie tak jak myślę, wszystko wygląda inaczej, kochasz ją i tak dalej, ale jedno musisz mi przyznać, sypiasz z moją córką. -Kouyou wydał się niewzruszony obecnością basisty i jedynie przechylił się w stronę lustra, sprawdzając, jak tam jego włosy. 
-Jeszcze do niedawna nie wiedziałeś, że żyje, a teraz wściekasz się... 
-Co z tego, że nie wiedziałem? Nadal jest moim dzieckiem i nie chcę, by znowu cierpiała przez nieodpowiedniego faceta. -Kouyou spojrzał na niego kątem oka. 
-O co Ci teraz chodzi? -Basista podszedł do niego bliżej.  
-Tylko i wyłącznie o to, czy wiesz co robisz? Temari jest jeszcze młoda i głupia, a Daisuke jest tego przykładem.  
-Chwila, patrzysz na mnie przez pryzmat jej byłego? -Akira pokręcił głową w niedowierzaniu. Wiedział o Daisuke, wiedział, dlaczego Temari z nim zerwała, ale nadal nie rozumiał, o co miał do niego pretensje jego przyjaciel.  
-Nie. Po prostu nie wiem, jak mam teraz na Ciebie patrzeć. Czy nadal, jak na przyjaciela, czy jednak jak na przyszłego zięcia. Jeżeli coś pójdzie między wami nie tak, nie wiem, po której stronie mam być. Przyjaźnimy się od lat, a boje się, że przez twój związek z moją córką, to się diametralnie zmieni. -Kouyou ponownie spojrzał w lustro. Nie chciał nikomu mówić o swoich obawach, ale wiedział też, że nie miał w tej chwili wyjścia. Akira słuchając gitarzysty kiwnął głową, po czym stanął przed nim, opierając się o ścianę.  
-To o to Ci chodzi. Racja, o tym nie pomyślałem, ale nie mogę jej teraz zostawić, tylko dlatego, że się przyjaźnimy. -Reita skrzyżował ręce na wysokości swojej klatki piersiowej. 
-Zostawmy to tak jak jest, Akira... Dużo o tym myślałem i sami zobaczymy, jak wyjdzie... 
-Ta, nawet wiem, kiedy o tym myślał. -Nagle jakby znikąd pojawiła się Akuma. Z wrednym uśmieszkiem na twarzy podeszła do gitarzysty, a ten spojrzał na nią z przerażeniem w oczach. Nie wiedział, ile z tej rozmowy kobieta usłyszała.  
-Niby kiedy? -Zapytał rozbawiony miną gitarzysty Akira.  
-Oj, nie chcesz wiedzieć. -Anett również cicho się zaśmiała. 
-Ej, to wcale nie tak! -Kouyou lekko się oburzył. -Akira, przyjacielu, zapamiętaj jedno- Niezadowolona kobieta, to zła kobieta. -Kouyou wskazał basistę palcem przez krótką chwilę.  
-Czy ty musisz wszystko sprowadzać do łóżka? -Anett uniosła brew ku górze. -Ja wcale nie jestem zła... Blondyneczko. -Przy ostatnim słowie wokalistki, Reita głośno się zaśmiał. 
-Ty się nie śmiej, Ona mi teraz nie da żyć. -Uruha udał, że płacze, ale to wywołało jedynie kolejny chichot ze strony Akiry i Anett.  
-Trzeba było kochanie nie zaczynać. -Rzuciła Anett, patrząc na niego spod przymrużonych powiek. 
-A właśnie, bo bym zapomniał... -Reita cicho westchnął. -Kouyou, pogadałbyś z Yuu? Nie jest z nim ostatnio najlepiej. 
-Dzisiaj raczej nie dam rady. Pojechał już do domu, a ta oto Lady urwie mi głowę, bo wiem o co chodzi... -Uruha niepewnie, kątem oka spojrzał w stronę Anett, która w tej właśnie chwili zrozumiała, o co gitarzyście chodzi. Wokalistka kiwała głową, z nieciekawą miną patrząc na gitarzystę.  
-Dobra, koniec zebrania! -Rzuciła Hitomi, wchodząc do środka. -Pora w końcu to zmyć.  
-Nareszcie, już myślałem, że o mnie zapomniałaś. -Uruha się uśmiechnął, nie spodziewając się co jeszcze go czeka. 
-Ale to jeszcze nie koniec, mój drogi. -Brunetka uśmiechnęła się wrednie do niego. 
-To my idziemy. -Wtrącił basista, a Anett zgodziła się z nim, kiwając głową w stronę drzwi, po czym oboje wyszli, zostawiając Kouyou samego na pastwę Hitomi.  
 
     Dowiadując się, dlaczego to jego Akira prosił, by porozmawiał z Yuu, postanowił jednak nie czekać. Odwiózł Anett do mieszkania i mając nadzieję, że nie zjedzie mu ta rozmowa zbyt długo, od razu do niego pojechał. Stojąc przed drzwiami, spodziewał się, że gitarzysta od razu mu nie otworzy. Wiedział, że Aoi poza pracą niechętnie z kimkolwiek rozmawiał.  
-Stary, no weź, wiem, że tam jesteś.  
-Nie dasz mi teraz spokoju, co nie? -Zapytał Yuu, otwierając nagle drzwi. 
-Dokładnie, nie dam Ci spokoju. -Kouyou uśmiechnął się szeroko, wchodząc do mieszkania. 
-Czyli już wiesz... 
-Że Namiko zwiała... Co tak patrzysz, nazwij rzeczy po imieniu. -Kouyou rozłożył bezradnie ręce idąc do salonu, gdzie zasiadł wygodnie na kanapie. Yuu zamknął drzwi i poszedł za nim. Patrząc na młodszego, wiedział już, że Uruha tak po prostu nie odpuści.  
-Nie musisz przypominać, po prostu. -Aoi usiadł obok niego. -Posłuchaj, nie wiem co Ci nagadali, wiem za to co sobie wymyślili i to nie jest tak. Po prostu chce być sam, chcę sobie wszystko na nowo poukładać w głowie.  
-Od razu się domyśliłem, ale za długo już to układasz Yuu. -Nagle Uruha mu przerwał, patrząc przed siebie. Nie chciał wracać do tamtych wspomnień, chociaż ostatnio przecież sporo o tym myślał. -Kiyomi wtedy też zniknęła bez słowa, a mój świat zawalił się jeszcze bardziej. Wtedy ktoś mądry powiedział mi, że nie warto rozdrapywać tego jeszcze bardziej i to byłeś ty, Yuu. Tobie Namiko chociaż zostawiła list, w którym napisała, dlaczego odeszła. 
-Wtedy nie wiedziałem, jak to jest, a teraz, kiedy już wiem, nie jestem już taki mądry. Czasami budzę się z nadzieją, że Ona tu nadal jest, ale po chwili dociera do mnie, że to nie był sen i że Namiko naprawdę mnie zostawiła, a ja dochodzę do wniosku, że nie chcę zaczynać znowu od nowa. -Yuu cicho westchnął, sięgając po paczkę papierosów leżących na stoliku przed nimi. 
-To zabawne, bo w sumie to nie tak dawno, słyszałem to od An. A teraz boję się, że i Ona zniknie. Staram się z całych sił przytrzymać ją przy sobie, ale zaczynam zauważać, że łączy nas już tylko łóżko. W końcu przyjdzie dzień, kiedy i Ona to zauważy, znudzi jej się to i odejdzie. -Kouyou nerwowo przygryzł wargę.  
-Nie wiem jaki to ma związek ze mną, ale wydaje mi się, że powinieneś zrobić kolejny krok, by tego nie zauważyła. -Yuu zaciągnął się ponownie dymem papierosowym, spoglądając kątem oka na blondyna, który patrząc w sufit, poszedł w jego ślady i odpalił papierosa.  
-Chciałem, ale zwlekałem z tym za długo, aż w końcu Ona się dowiedziała i wczoraj stwierdziła, że chce zwolnić i z tym poczekać. A przecież jeszcze dwa miesiące temu wszystko wyglądało zupełnie inaczej. Po wypadku Miko obserwuje z dnia na dzień, jak jej uczucia do mnie gasną, a kiedy powiedziała Ayuko, że nie chce tego teraz, ponieważ czuje, że mija ją coś ważnego, sam spanikowałem. Taki to ma związek z tobą, An i ja, oboje nie chcieliśmy zaczynać tego wszystkiego od nowa, ale prawda jest taka, że nie wiesz, kiedy coś się zacznie, ani kiedy się zakończy, nie masz nawet pojęcia JAK, a unikanie ludzi to najgorszy sposób na układanie myśli, jaki mogłeś sobie wybrać, bo zrzuciłeś na siebie całą uwagę. Jeśli chcesz układać myśli i życie, to lepiej wmieszać się w tłum, wtedy nikt nie zwraca na Ciebie uwagi.  
-Może łatwiej by mi było wmieszać się w tłum, kiedy wszyscy nie myśleli by, że chodzi o Ciebie i o Anett. Wiem, że mnie wykorzystała i doskonale wiem, dlaczego, nietrudno było mi się domyślić. Mam dość wysłuchiwania, że chodzi o to, że jest z tobą, a ja coś do niej czuję, bo to nieprawda. Jedna noc nie oznacza tego, że kiedykolwiek coś do niej czułem, jedynie jestem w stanie ją zrozumieć, dlaczego to zrobiła i już dawno jej to wybaczyłem. Namiko nie jestem w stanie wybaczyć, że wykorzystała fakt, że ją kocham. Próbuję ją znienawidzić, ale nie potrafię i masz rację, to trwa za długo. -Yuu cicho odetchnął jakby z ulgą. W końcu wyrzucił z siebie przed kimś, co chodzi mu po głowie od odejścia kobiety. 
-Wiem o tym co zrobiła Anett, ale twój problem polega na tym, że porównujesz obie te sytuacje, mimo, że są kompletnie różne. Anett chciała coś tym osiągnąć, a zarazem utrzeć mi nosa, a Namiko potrzebowała tylko bezpiecznego schronienia do czasu, aż będzie mogła zniknąć. Fakt, że nie potrafiła powiedzieć Ci tego w twarz, oznacza tylko, że nie miała dowagi się przyznać, że przez cały czas nic do Ciebie nie czuła. -Kouyou jak zwykle w takich sytuacjach miał rację, co Yuu potwierdził, kiwając głową. 
-A ty przyznasz w końcu Anett co chodzi Ci po głowie? Czy też stchórzysz i będziesz ją oszukiwał do samego końca? -Aoi spojrzał na niego wymownie. 
-Wiesz dobrze, że gdybym jej powiedział, to oznaczało by koniec między nami. Anett chce zwolnić, a ja w sumie się z nią zgodziłem, bo co miałem zrobić? Powiedzieć jej, że czuje się za stary na te gierki? Chce w końcu założyć rodzinę, ale chce tego z kimś, kto jest pewny, że też tego chce, a Anett ma nagle jakieś wątpliwości. -Kouyou nerwowo zgasił papierosa. Yuu był jedyną osobą, która wiedziała, dlaczego sytuacja z Miko była Kouyou na rękę, ale musiał wtedy przypilnować, by Anett od niego nie odeszła. Wtedy nie musiałby jej niczego tłumaczyć.  
-I naprawdę potrzebujesz do tego pierścionka na jej palcu, albo co gorsza, obrączki? Skoro nie przez Miko ani przez Kiyomi, to dlaczego Ci się z tym teraz tak pali? -Yuu nie potrafił go w tym momencie zrozumieć, a jeszcze bardziej po tym, co właśnie powiedział. 
-Bo nie chcę czekać, tylko po to, by powiedziała mi, że nic z tego. Nie chcę znowu tracić czasu na coś, co się nie uda, wolę sam to zakończyć, zanim Ona to zrobi... 
-Kouyou, nie mówisz teraz poważnie. Ona Cię kocha i nie wmówisz mi, że tak nie jest. Po tym wszystkim jest z tobą. -Yuu patrzył na Kouyou z niedowierzaniem. 
-Gdyby naprawdę mnie kochała, nie spanikowała by... 
 
    Anett była już spakowana i czekała już tylko na Kouyou. Akurat paliła na balkonie, nie przeczuwając w ogóle, że pędzący pociąg zwany jej związkiem z gitarzystą za chwilę może się wykoleić. Kiedy Uruha przekroczył próg mieszkania, zmartwiona kobieta podeszła do niego. 
-Coś się stało? Długo Cię nie było. -Kiedy w odpowiedzi Kouyou delikatnie ucałował jej czoło, od razu wyczuła, że coś jest nie tak.  
-Nie... Znaczy tak... An, posłuchaj... -Dla Kouyou wszystko było łatwiejsze, kiedy nie było jej obok. -Wiesz, że cały czas próbuje Cię rozgryźć, a ta cała wczorajsza sytuacja wcale mi w tym nie pomaga. Widzę, jak się ode mnie odsuwasz. Czy ty nadal chcesz ze mną być? -Pytanie Kouyou sprawiło, że nogi się pod Anett ugięły. Spojrzała na niego jak na idiotę, błagalnym wzrokiem.  
-Kouyou, skąd pomysł, że nie chcę? Wcale się nie odsuwam. To ty ciągle czytasz między wierszami i nie potrzebnie. Kocham Cię i nie wyobrażam sobie, żebyśmy... 
-Sama powiedziałaś, że omija Cię coś ważnego, a ja nie chcę Cię blokować. Nie chcę czekać tylko po to, żebyś za jakiś czasu powiedziała mi, że to koniec. -Uruha cały czas mówił spokojnie, ale dlaczego Akuma czuła się, jakby rozpadała się na kawałki. Powoli docierał do niej sens tego co mówił, a w jej oczach pojawiło się przerażenie. 
-Dlaczego to ty mnie teraz odsuwasz?  
-Nie odsuwam, po prostu chcę wiedzieć. Spanikowałaś, a to oznacza, że masz wątpliwości co do naszego związku, a tym bardziej naszej przyszłości. Nie chcę tracić czasu na coś, co nie ma sensu. Jeżeli jest tak, że nie jesteś pewna, to lepiej zakończyć to teraz... -Kouyou urwał, patrząc jak szczęka Anett lekko drży. Kobieta kręciła głową w niedowierzaniu. Przez chwilę zbierała słowa, a napływające do jej oczu łzy, wcale jej w tym nie pomagały.  
-Ty sobie ze mnie teraz żartujesz, prawda? Po tych kilku miesiącach, po tym wszystkim, co się między nami działo nawet wcześniej, chcesz bym teraz, już była pewna naszej przyszłości na sto procent? A co, jeśli to ty stwierdzisz, że jednak tego nie chcesz? Jeśli to ja straciłam ten czas wierząc w coś, co nie ma sensu? -Anett ponownie pokręciła głową.  
-Kochanie, nie chcę, byś mnie źle zrozumiała... 
-A można Cię teraz dobrze zrozumieć?! Gdyby nie Kiyomi ja bym nie wiedziała, ty byś nie wiedział i nie było by teraz tej rozmowy. Czy nadal miałbyś wątpliwości? -Akuma spojrzała na Kouyou, jakby znała odpowiedź. Uruha natomiast uciekł wzrokiem. Nie spodziewał się, że Anett spojrzy na to w ten sposób. 
-Szczerze? To dzięki temu dowiedziałem się, co myślisz. Dowiedziałem się, że jest coś ważniejszego ode mnie, ale ty nawet nie wiesz co, lub kto to jest. Skoro sama nie wiesz czego chcesz... 
-Ja wiem, czego chce i wiem, że Cię kocham i chcę być z tobą, ale... -Anett spojrzała na niego z rezygnacją w oczach. -Ale jeśli ty chcesz to teraz zakończyć, to po prostu wyjdź... I już nie wracaj do mojego życia...