11 wrz 2022

Rozdział 56

Dzień dobry wieczór. Powoli, bo powoli zbliżam się w końcu do skończenia tego sezonu i stąd mała uwaga tak na początek. Następne dwa rozdziały będą krótsze, niż zazwyczaj, ponieważ kończą mi się wątki zaczęte gdzieś tam w poprzednich sezonach, które mogłabym poruszyć w tym. Z niecierpliwością czekam na dzień, kiedy zacznę pisać czwarty sezon, ponieważ mogę wam zagwarantować, że tam bęęęęęęędzie się działo, oj będzie. No, to już nie przedłużając...
Miłego czytania :3

Rozdział 56: 

     Wieczorem Kouyou postanowił odciążyć Anett, która zajęła się sprzątaniem i poszedł z Kiko na spacer. Zabrał ze sobą również Takanoriego i Akirę, żeby móc spokojnie porozmawiać.  
-Nie dziw się, że była zła. W końcu tydzień się nie odzywałeś. -Powiedział spokojnie Takanori, idąc z dłońmi schowanymi w kieszeniach. -Kathy to by mnie zamordowała za coś takiego.  
-Temari mnie pewnie też. -Dodał Akira.  
-Tak, wiem, z tym nawaliłem. Jednak mam wrażenie, że Anett nie boi się tego, że ją zostawię, tylko nadal obawia się Kiyomi. -Kouyou przystanął na chwilę, dając psu obwąchać kawałek żółtego śniegu. 
-Chwila, czyli, że to pewne? Znaczy, nie zrozum mnie źle, ale czy to dobry moment, żeby decydować się na dziecko? -Takanori nagle spojrzał na gitarzystę jak na wariata.  
-Po prostu wydaje mi się, że to jeden z lepszych momentów. Tak, wiem, że to utrudni sprawy związane z zespołem, ale jeżeli zdecydowalibyśmy się jednak poczekać, możemy znów trafić na trasę czy coś. A tak, najwyżej się opóźni wydanie płyty i tyle. Kiedyś i tak to się stanie. -Uruha ruszył dalej, w ogóle nie zwracając uwagi na pozostałą dwójkę. 
-Kouyou, ale ty mówisz o dziecku, nie o psie czy jakimś innym zwierzaku, tylko o ludzkim dziecku. Masz rację, opóźni się wydawanie, ale co z wywiadami, sesjami? Akuma będzie musiała na jakiś czas zniknąć, a każdy to zauważy, że znowu jesteśmy w piątkę. -Takanori próbował go zrozumieć, jednak miał wrażenie, że gitarzysta podchodzi do tego zbyt lekkomyślnie.  
-Anett po ślubie będzie miała moje nazwisko, część ludzi się zorientuje i to pójdzie dalej. Jasne, że się domyślą co jest grane. -Kouyou tylko wzruszył ramionami idąc dalej. 
-Oboje macie rację. -Zaczął Akira po chwili zastanowienia. -Tylko, że rozmawiamy w trójkę i nie bierzecie pod uwagę zdania Anett, które Kouyou zna. Jeżeli się zdecydowaliście i macie to przemyślane, to super, jednak obawy Takanoriego nie biorą się z niczego. Masz rację Kou, że ludzie się zorientują, tylko czy zespół na tym nie ucierpi.  
-Zrozumcie, że to, że się zdecydowaliśmy, to jedno. To nie jest pstryknięcie palcami i jest, oboje nie wiemy, kiedy się uda, ale mamy obgadane co, w razie jak się już uda, spokojnie. -Uruha wręcz musiał przewrócić oczami.  
-O tym jak to jest najlepiej wie Kai. Fakt, u niego sytuacja jest inna, jednak sam wiesz, jak problematyczne jest to, że Ayuko nie ma.  
-Takanori, brzmisz tak, jakbyśmy nie mogli założyć rodziny i jakby nie dało się tego pogodzić.  
-Zgadzam się, dokładnie tak brzmisz. -Akira potwierdził słowa blondyna, który zaczął zmierzać w kierunku bloku.  
-Dobra, ale jak coś nie wyjdzie, to nie miej potem do mnie pretensji, że nie uprzedzałem. -Rzucił Ruki patrząc w bok z niezadowoloną miną.  

     Dziewczynom udało się w końcu uporządkować mieszkanie po zabawie z dziećmi i zmęczone, ciężko opadły na łóżko w pokoju wokalistki.  
-Ja nadal nie wiem, jak wy widzicie nocowanie tutaj. -Powiedziała Anett leżąc pośrodku. 
-Od razu musisz pesymistycznie do tego podchodzić, pomieścimy się, spokojnie. -Odpowiedziała Kathy, lekko zamykając powieki.  
-W trakcie lotu tutaj myślałam, że zwariuje, także spanie z Akirą na kanapie już nie jest mi straszne. -Słowa Temari sprawiły, że wokalistka od razu się podniosła. 
-Zwariowałaś? Ty i Kathy śpicie w drugim pokoju, a chłopaki niech sobie radzą.  
-Ale ty za to masz przyzwolenie na spanie z Kaczuszką. -Powiedziała Kathy, cicho się śmiejąc.  
-W porównaniu do was, my jesteśmy zaręczeni i to moje mieszkanie. W dodatku, jeżeli chcesz, żeby Uruha zamordował Reite za dobieranie się do jego córki, proszę bardzo, ale ja wolę tego uniknąć. -Anett powoli wstała, słysząc otwierające się drzwi do mieszkania.  
-Kouyou i tak już wie, że sypiamy ze sobą, także spokojnie, mamo.  
-Temari, ile razy mam Ci powtarzać, żebyś tak do mnie nie mówiła. -Warknęła wokalistka wychodząc z pokoju. 
-Tak mamo! -Zawołała Temari śmiejąc się.  
-Kiko! Łapy... -Miauknęła Anett, widząc psa rozsiadającego się na kanapie między Yuu, a Yutaką. Oczywiście pies od razu grzecznie zeskoczył z kanapy wracając do przedpokoju.  
-Jaki wytresowany, a ja myślałem, że będzie bardziej rozpieszczony od Korona. -Zaśmiał się Kai patrząc na psem.  
-Wypraszam sobie, Koron wcale nie jest rozpieszczony. -Burknął oburzony tym stwierdzeniem Takanori.  
-Ale to prawda. Przecież na wszystko mu pozwalasz. -Powiedziała Kathy, wychodząc z pokoju, a za nią Temari.  
-Święte słowa, Koron jest rozpieszczony, ale spokojnie, Kiko też... -Anett przerwała, patrząc na biegnącego w jej stronę psa. -Bo kto jest śliczniutkim, grzeczniutkim pieskiem mamusi, no kto? -Mówiła do psa, biorąc go na ręce i go przytuliła, obdarowując jego małą psią głowę całusami.  
-No, Kiko już czysty, może iść spać. Ej! Bo będę zazdrosny! -Rzucił oburzony Kouyou, kiedy właśnie wszedł do aneksu.  
-Moja dzidzia, nie oddam. -Rudowłosa teatralnie odwróciła się tyłem do narzeczonego, lekko przytupując przy tym nogą, w akompaniamencie śmiechu wszystkich wokół.  
    Była już noc, okolice godziny drugiej i prawie wszyscy już spali. Prawie, bo Kouyou nie dał za wygraną i swoje miejsce na materacu oddał Akirze, wygrywając z nim w papier, kamień, nożyce. Oboje z Anett próbowali zasnąć i nawet nie chodziło o obecność reszty zespołu w mieszkaniu tuż za ścianą, a o włamującego się ciągle przez otwarte drzwi Kiko, któremu zebrało się na zabawę. Zadowolony z siebie, wskoczył na łóżku, dzierżąc piłkę w pyszczku, ale Anett wiedziała jak go szybko zmęczyć. Zaczęła się z nim bawić w “zimno-ciepło”, co rusz chowając psu piłkę, a to pod poduszką, a to pod kołdrą, każąc mu jej ciągle szukać, a gdy znalazł, chowała ją ponownie. Kouyou oczywiście dołączył do zabawy, przez co na zmianę kryli piłkę przed radośnie merdającym ogonem psem. Próbowali się przy tym nie śmiać, szczególnie kiedy Kiko ich obwąchiwał szukając swojej ukochanej zabawki.  
-Dobra Kiko, koniec już. Idź spać. -Szepnęła Anett po kilkunastu minutach zabawy, rzucając w końcu piłką w stronę wyjścia, która na nieszczęście, przelatując przez drzwi wylądowała na materacu z śpiącym Akirą i Yuu. Oczywiście Kiko pobiegł za piłeczką, wskakując na Akirę.  
-Co jest... -Wkurzony niespodziewaną pobudką Akira, powoli wstał, wziął psa na ręce i poszedł do pokoju, gdzie Anett i Kouyou turlali się po łóżku, próbując powstrzymać śmiech.  
-Czy was powaliło? Wiecie która jest godzina? -Basista odłożył psa na łóżku wokalistki.  
-Przepraszam, ale Kiko tak ma. Jak się przebudzi w nocy, a ja jeszcze nie śpię, to sobie przypomina, że It’s time for fun. -Ostatnie słowa Ruda wypowiedziała w stylu sloganu z amerykańskich reklam lat osiemdziesiątych, specjalnie wydłużając ostatnie słowo.  
-Teraz it’s time for sleep. -Burknął Akira, nadal niezadowolony z nagłej pobudki. Obrócił się na pięcie i wyszedł z pokoju, ale Kiko wyczuwając kolejną ofiarę do swoich zabaw, sprawnie zeskoczył z łóżka i podreptał za nim. -O nie, ty stąd spadaj. -Warknął. 
-Akira, śpij już. -Warknął Ruki, cisnący się z liderem na kanapie.  
-Kai nie miał racji, Kiko jest bardziej rozpieszczony. -Basista po raz kolejny zdjął psa, który wcześniej się na niego wdrapał i obrócił się na bok, zakrywając się kołdrą. Jednak psiak nie dawał za wygraną i zaczął go obwąchiwać, czasami liżąc jego policzek. -An, weź go.  
-Nie ma opcji. Dobranoc. -Rzuciła wokalistka, ewidentnie brzmiąca na zadowoloną, że Kiko zajął się dręczeniem kogoś innego.  

     Rano wszystkich zbudził dzwonek do drzwi. Akira po prawie nieprzespanej przez psa nocy stanowczo zaprotestował wstawaniu. Znów nakrył się kołdrą, próbując nie reagować na to co działo się wokół. Kai przypominając sobie, kto to może być, zerwał się z łóżka i pobiegł do drzwi.  
-Kogo licho niesie o tej porze. -Mruknęła wokalistka, idąc za liderem. Oczywiście reszta też narzekała na to, że trzeba wstać, a Akira nadal leżał w zaparte.  
-Cześć, a wy jeszcze śpicie? -Powiedziała Tsune, wchodząc do środka. 
-Cześć Tsune, Hitomi i... Meggy. -Ostatnie Anett powiedziała z niezadowoleniem w głosie, widząc szatynkę.  
-Ja też się cieszę, że Cię widzę. -Odpowiedziała Meg, wrednie się uśmiechając, po czym nie zwracając na nic uwagi przeszła do aneksu. -I ty tak mieszkasz? Niezłe bezguście. -Skomentowała wystrój, po drodze oglądając każde pomieszczenie.  
-Może byś tak buty zdjęła? -Warknęła Ruda, pokazując palcem na mokre ślady, które Meggy po sobie zostawiała.  
-E tam, w takiej norze kto by się tym przejmował. -Rzuciła Meggy, wchodząc w mokrych i brudnych z błota butach na jasny dywan w salonie. Anett w tym momencie się zagotowała.  
-Tu się z tobą nie zgodzę. -Odezwała się Tsune, wraz z Hitomi dołączając do reszty, patrzącej na wyczyny szatynki. -To mieszkanie jest genialnie urządzone. Wiesz An, ty jednak miałaś zostać dekoratorką wnętrz, minęłaś się z powołaniem, oj minęłaś. A ty Meggy skończ się wygłupiać i zachowuj się jak człowiek.  
-A tak w ogóle, to co wy tu robicie? -Anett uniosła brew. 
-Zapomniałaś? Trzeba się twoimi włosami zająć, no i Uruhy też, bo na te jego odrosty to ja już patrzeć nie mogę. -Odpowiedziała wesoło Tsune, pokazując na dzierżącą w dłoni walizkę na kosmetyki.  
-O! A Akumy w czarnych włosach to jeszcze nie widziałem. -Wtrącił Akira wrednym głosem, zbierając się w końcu z materaca. -Ja więcej z wami nie śpię! Ledwo człowiek zaśnie, a już go budzą. -Na słowa basisty jakby znikąd pojawił się obok niego Kiko. -No o tobie mówię, o tobie. -Zwrócił się do psa. 
-Co to za szczur? -Zapytała złośliwie Meggyz patrząc z poirytowaniem na psa. 
-Szczur?!-Krzyknęli wszyscy chórkiem. 
-Wypraszam sobie, to żaden szczur, tylko ukochana dzidzia mojej narzeczonej i należy mu się szacunek. -Oburzony jeszcze blondyn wziął psa na ręce. -Chodź Kiko, ogarnę się tylko i idziemy na spacer, a tą Panią się nie przejmuj, ją możesz gryźć, a ja wiem, jak ty lubisz gryźć po rękach, tylko Ci zabraniają. -I skierował się w stronę łazienki. Reszta buchnęła gromkim śmiechem, ale nie tylko Meg stała jak wryta, Anett również. 
-I pomyśleć, że jakieś pół roku temu toczył wojnę z tym psem... 
    Anett siedziała z farbą na głowie, przeglądając coś na telefonie, Kouyou grzecznie siedział przy nakładaniu farby, a Meggy męczyła się z praniem dywanu, który wcześniej ubrudziła. Reszta, biorąc Kathy za przewodnika, udała się na szybkie zakupy, ponieważ lodówka wokalistki przy takiej ilości osób była niczym pusta.  
-Dziwne...-Mruknęła zamyślona wokalistka z patrząc w ekran telefonu. 
-Coś się stało? -Uruha na tyle ile mógł obrócił głowę, by na nią spojrzeć. 
-Dostałam dziwną wiadomość. -Odpowiedziała Anett, nadal gapiąc się w urządzenie i analizując każde słowo. 
-Od Kiyomi? -Hitomi również na nią spojrzała. 
-Uruha, nie ruszaj się, bo Ci zafarbuję całe czoło na czarno. -Warknęła Tsune. 
-Nie. Chodzi o prawa autorskie. -Odpowiedziała Anett, kiedy akurat dostała wiadomość z linkiem do jakiegoś filmu, który od razu otworzyła. Ekipa zakupowa właśnie weszła z torbami do aneksu, gdy jakiś mężczyzna w trakcie wywiadu przyznawał się, że piosenki z ich pierwszej płyty zostały ukradzione, podając Akume jako głównego ich kompozytora.  
-Czyli z tego powodu większość waszych utworów nagle zniknęła? -Zapytał Kouyou, przypominając sobie o poprzednim zespole wokalistki. 
-Usunęliśmy wszystko, gdzie trzymałam gitarę, piosenki, covery, wszystko. -Odpowiedziała Anett, lekko się krzywiąc. 
-Ale o co chodzi? -Zapytała Hitomi, patrząc po każdym z kolei.  
-To muszę zacząć od początku. Wszystko zaczęło się kilka lat temu, wszyscy poznaliśmy się chodząc do jednego salonu muzycznego, tego należącego do wujka Krisa i jego przyjaciela. Często między zajęciami luźno rozmawialiśmy, powoli się poznając. Ja już wtedy nagrywałam covery, które gdzieś tam latały po internecie, ale ktoś rzucił pomysłem, żeby założyć zespół. Domino, czyli mój poprzedni menadżer, jako że był już w tym obeznany postanowił wziąć nas pod swoje skrzydła, a częścią tego miejsca było studio, gdzie nagrywaliśmy. Ale na przestrzeni tego czasu dwa razy zmienialiśmy perkusistę oraz trzy razy basistę, tylko ja i drugi gitarzysta byliśmy cały czas, dobierając osoby, które dobrze znaliśmy, poza ostatnim basistą, który okazał się zdrajcą. W momencie, kiedy Kris zapadł się pod ziemię, mieliśmy wszystko prawie gotowe, potrzebowaliśmy tylko basisty, więc na szybko wzięliśmy kogoś, kogo nie znaliśmy tak dobrze. Kilka miesięcy później jego drugi, a właściwie pierwszy zespół wydał płytę, a odsłuchując ją nas sparaliżowało. Okazało się, że dołączył do nas tylko po to, by Oni mieli materiały na płytę. My daliśmy mu czas by wszystko ogarnąć, a Oni od razu pobiegli z tym co wykradł do studia. Jedyne czego nie mieli, to Sayonara, bo o tej piosence nikt poza mną i Domino nie wiedział. Uprzedzając wasze pytania, oczywiście, próbowaliśmy coś z tym robić, ale wtedy Mateo, czyli ich wokalista, którego właśnie słyszeliście, oskarżył mnie, że moja gra na gitarze to ściema, że na coverach to nie ja, tylko się pod kogoś podszywam, bo nie było widać twarzy, a na naszych teledyskach tylko trzymam instrument i udaję. Wtedy postanowiliśmy się rozejść, a ja chciałam odpuściłam sobie gitarę i komponowanie oraz postanowiłam się skupić na pracy w poradni, ale miesiąc później odezwaliście się wy.* -Odpowiedziała Anett ze spokojem w głosie. Wszyscy pozostali milczeli, wiedząc, jakie dla wokalistki to było trudne. 
-Co zamierzasz z tym zrobić? -Zapytał Kai, widząc tą dziwną, nagle zadowoloną minę wokalistki. 
-Nic. To prędzej czy później dotrze do Japonii, a jak zaczną pytać, to odpowiem szczerze, że mogę im tylko za to podziękować, ponieważ to dzięki nim jestem tu, gdzie jestem. -Brunetka wzruszyła ramionami. 
-Dobra Anett, pora zmyć tą farbę. -Przerwała im Tsune, spoglądająca na zegarek, a Anette zaraz zniknęła w łazience.  
-Całkowicie o tym zapomniałem. -Mruknął Uruha pod nosem.  
-Nie tylko ty. Dlatego jej tak zależało. -Dodał Takanori.  
-To wy wiedzieliście? -Zapytała zaskoczona Meggy.  
-Wiedzieliśmy, że jakiś zespół był, ale nagle zniknął, mało co zostało z tego co udostępniali, a Akuma prawie zniknęła z social mediów. Przez pracę nad płytą i goniące terminy, nie dopytywaliśmy, co się takiego stało, że w jeden dzień słuch praktycznie o nich zaginął. -Wyjaśnił Yutaka.  
-Masz zamiar to ruszyć? -Zapytał nagle Takanori.  
-Nie, Anett ma rację, to prędzej czy później dotrze do Japonii, a tamtego zespołu już nie ma. Zaczną się pytania, to i zaczną się odpowiedzi, nie ma sensu się wychylać. -Odpowiedział Kai. 
-A mi się wydaje, że przyznali się po to, żeby się wybić. -Zaczął Uruha. -Nie wydaje się to wam dziwne? Anett dzięki nam jest sławna i akurat tuż przed naszym koncertem tutaj wychodzi ta sprawa. Wokół nich zrobi się głośno...  
-Co nakręci im sprzedaż. Skoro Akuma z tym nic nie chce robić, ludzie zaczną się nimi interesować, a po fali krytyki, będą bardziej popularni. -Dokończyła Kathy, wiedząc, co Kouyou miał na myśli.  
-Teraz tym bardziej uważam, że lepiej to zostawić. -Yutaka rozsiadł się na kanapie.  
-Dlatego właśnie nie chcę tego teraz komentować. -Odezwała się Anett, która słyszała całą ich rozmowę. -Nie potrzebujemy teraz negatywnego szumu, a jak zaczną pytać, to usłyszą coś, czego się nie spodziewają.  

    Wieczorem wszyscy zgodnie postanowili trochę wyluzować. W końcu następnego dnia czekał ich powrót do rzeczywistości zwanej życiem w trasie. Kouyou zajął ulubioną pufę swojej narzeczonej, która z niezadowoleniem spoglądała w jego stronę. Nagle wstała, chcąc pójść do pokoju po swój telefon, który właśnie zadzwonił, ale Uruha szybko ją złapał, sadzając kobietę na swoich kolanach.  
-Puszczaj. -Powiedziała Anett, próbując się wyrwać.  
-Nigdzie nie idziesz. -Kouyou uśmiechnął się złośliwie, próbując ucałować jej policzek, jednak Anett cały czas odwracała od niego głowę.  
-Już usadziłeś swoje cztery litery na jej pufie, za późno. -Skomentowała Kathy, patrząc na zakochaną parę brunetów. 
-A Ciebie nikt o zdanie nie pytał. -Anett skierowała na nią swój wzrok, mrużąc przy tym oczy.  
-Złośnica. -Nagle Uruha zaczął ją łaskotać, na co Anett jak poparzona wstała i odsunęła się od niego.  
-To smutne, ale muszę się z tobą zgodzić, Akuma to uparta, wredna... 
-Nie kończ. -Anett przerwała przyjaciółce i zaraz usiadła obok niej.  
-A ja bym chętnie dodała jeszcze kilka pięknych epitetów. -Zażartowała Rin cicho się śmiejąc. 
-Ja natomiast się zastanawiam, dlaczego wolicie gnieść się tutaj, niż wyspać się w hotelu. Jutro jest koncert. -Rzuciła kąśliwie Anett z patrząc po wszystkich. 
-Ponieważ w grupie raźniej, to po pierwsze. A po drugie masz słodkiego psa. -Odpowiedział Yuu, któremu Kiko już wcześniej usadowił się na kolanach.  
-On dzisiaj tutaj nie nocuje, prawda? -Rzucił szybko Reita, patrząc na psa. 
-Prawda, za niedługo idzie do górę, więc masz szansę się wyspać. -Wokalistka wrednie się uśmiechnęła. -A jak Ci się coś nie podoba, to pod blokiem stoi samochód. A nie, to odpada bo mi go na złom wywieziesz.  
-Ty mi tego nie zapomnisz, prawda? Ale musisz przyznać, że to grat. -Akira pokręcił głową. 
-Chyba ty. -Anett z oburzeniem spojrzała na niego.  
-Jak dobrze pamiętam, to z jakiś lekko ponad rok temu byś tak nie powiedziała. -Ruki zamyślił się na chwilę, ale swoimi słowami ściągnął na siebie wściekły wzrok wokalistki i swojej ukochanej. -No co? 
-Prosisz się Takanori, oj prosisz. -Kathy zmrużyła powieki, przechylając głowę w jego stronę. 
-Dobra, wiecie co? -Anett nagle wstała. -Ja zajmuję łazienkę, bo jak wy zaczniecie się zbierać, to już się tam nie dostanę. -Mówiąc do, ruszyła w stronę przedpokoju.  

     Po porannym zamieszaniu, a przecież Anett mówiła, że to zły pomysł by wszyscy u niej zostali, w końcu nawet nie spóźnieni znaleźli się na miejscu.  
Gdzieś w okolicach południa, korzystając z okazji, że Uruha był zajęty, Anett przejęła jego gitarę, żeby na chwilę oderwać się od myśli i stresu.  
-Nie mów, że się nie cieszysz, w końcu Polska. -Nagle Krystian usiadł naprzeciw niej, od razu jej przerywając.  
-Cieszę się, chociaż będę na scenie, nie pod, ale nie to mnie przeraża. -Odpowiedziała Anett, skupiając wzrok na gryfie, dalej uderzając w struny.  
-To co takiego? Bo wiem, że wzięłaś gitarę Uruhy tylko dlatego, że nie chciało Ci się swojej przestrajać, tą solówkę znasz na pamięć, a kaleczysz, jakbyś zapomniała jak się gra. -Kris lekko przechylił głowę w bok, przyglądając się przyjaciółce. 
-No ręce mi latają jak głupie. A przeraża mnie to, że wszystko zaczyna się od nowa. Znowu codziennie będę widzieć Meggy i wysłuchiwać jej zaczepek.  
-Czyli nie chodzi o koncerty?  
-Nie, tylko o to co będzie później... 
-Ej, a co to za przywłaszczenie mojej gitary. -Odezwał się Kouyou, który właśnie stanął za Anett, która na jego głos lekko podskoczyła.  
-Wiesz, że jestem leniem... 
-I grasz jedną z trudniejszych solówek, które wymyśliłem? -Kouyou uniósł brew ku górze.  
-Przestrajać mi się nie chciało. -Miauknęła błagalnie brunetka.  
-Dobra, dobra. I tak zaraz będziesz stroić. -Uruha tylko cicho się zaśmiał, siadając obok niej. Kris widząc, że Anett woli nie kontynuować przy innych tematu, o którym rozmawiali wcześniej, wykręcając się pracą, zostawił ich samych.   
-Co z nią? -Zapytała Kathy, którą akurat mijał.  
-A właśnie sam nie wiem. Znaczy, domyślam się, że próbuje się odstresować, ale mówi, że nie chodzi o koncert. -Wyjaśnił Kris, kątem oka spoglądając na Anett.  
-Rozumiem i chyba wiem co ma na myśli, a bardziej- Kogo. -Kathy również spojrzała w stronę wokalistki.  
-Kiyomi. -Odpowiedzieli sobie nawzajem, z niezadowoleniem wymalowanym na twarzach. 
__________
*Jeżeli ktoś nie pamięta o co chodzi, to zapraszam do prologu :) 

27 sie 2022

Rozdział 55

Witam moi kochani! Jak część z was już wie, wróciłam już z urlopu i działam pełną parą (Na ile praca mi pozwoli oczywiście >.>). Po zakończeniu "Undead Hearts" zaczęłam pracować nad czymś innym, ale wiadomo PIORYTETY... Rozpiska na Wrzesień jeszcze nie jest gotowa, ale myślę, że do końca sierpnia jakiś wstępny koncept na publikacje we wrześniu się pojawi na grupie. Może być też tak, że będą tylko dwa rozdziały w przyszłym miesiącu, ale wszystko zależy od weny w najbliższych dniach.
Także, ja już nie przedłużam i...
Miłego czytania :3 

Rozdział 55: 

    Przez ostatnie tygodnie Anett i Kouyou nie poruszali już tematu Lisy i tym podobnych, po prostu unikając tego jak ognia.
Nastał okres świąteczny, chłopaki wrócili na krótką przerwę do Japonii, a Anett i Kathy zgodnie z planem wróciły do Polski. Z racji tego, że Mateusz z powodu pracy się przeprowadził, Anett miała spokój i nikomu nie musiała się tłumaczyć z nieprzespanych nocy.   
Akurat wyszła z Kiko na popołudniowy spacer. Potrzebowała zimnego, świeżego powietrza, żeby się rozbudzić i zebrać myśli. Fakt, że Kouyou nie odzywał się od kilku dni, ją martwił, szczególnie, że nikt nic nie wiedział.  

    -No szwagier... Wiesz, że przyleciałeś na własną śmierć? -Zapytał Mateusz, widząc Kouyou zmierzającego w jego stronę. 
-Aż tak źle? -Gitarzysta uniósł brew. 
-Już mi się poskarżyła, że nie odzywasz się do niej od kilku dni, dlatego tylko Cię podwożę i spadam. Nie chcę być świadkiem twojej tragicznej śmierci. 
-Tyle, że to wszystko, to część niespodzianki. -Uruha odpowiedział spokojnie, z wrednym uśmiechem na twarzy, widząc minę Mateusza, zwiastującą nieszczęście.
-Stary, ale Ona Cię zabije! Nie odzywasz się prawie tydzień, a potem się pojawiasz, jakby nic się nie stało. -Młodszy otworzył bagażnik, nadal twierdząc, że pomysł gitarzysty do najlepszych nie należał.
-Bo nic się nie stało. A! I twoja siostra nie może mnie zabić, doskonale wiemy, dlaczego. -Kouyou po włożeniu walizki do bagażnika samochodu, wzruszył ramionami.
-Pierścionek nie daje Ci immunitetu, mój drogi. -Brat wokalistki przewrócił jedynie oczami i po zamknięciu bagażnika, wsiadł za kierownicę.  

  Niczego niespodziewająca się Anett, postanowiła zabrać się za pracę. Niestety, ale po niedługim czasie musiała odłożyć stertę kartek i gitarę, gdy usłyszała dzwonek do drzwi, które otworzyła z wyraźnym niezadowoleniem, kiedy odkryła, że to jej kuzynka wraz z córką* postanowiła zakłócić jej spokój. 
Siedziały przy kawie rozmawiając, a kilkuletnia dziewczynka rysowała przy stole, ciągle nasłuchując rozmawiających kobiet. 
-… Już prawie tydzień się nie odzywa, a ja nie mam ochoty się do niego ciągle dobijać. -Powiedziała Anett, tłumacząc, dlaczego nie czuje się ostatnio najlepiej.
-A mi się wydaje, że rzeczywiście ma inną na boku i poszłaś w odstawkę. -Rzuciła kuzynka z wrednym uśmieszkiem na twarzy.
-Monia, wypluj te słowa! On po prostu coś kombinuje i chyba wolę nie wiedzieć co. -Anett cicho westchnęła, po raz kolejny sprawdzając telefon. -Ale mógłby się odezwać.
-Chłopacy są dziwni... -Mruknęła pod nosem dziewczynka, nie odrywając wzroku od kartki.
-Laura, jeszcze sporo przed tobą, skarbie. -Monika cicho się zaśmiała, patrząc w stronę córki, która z naburmuszoną miną wstała od stołu i podeszła do kobiet.
-Ale Ana ma rację. Niby Cię lubią, ale ciągle dokuczają. To niesprawiedliwe. -Oburzyła się dziewczynka, lekko przytupując nogą, na co Anett wraz z kuzynką się zaśmiały.
-W przedszkolu już się pochwaliła, że jej ciocia jest sławna, ma sławnego narzeczonego i tak dalej, a nikt biedaczce nie wierzy, a taki jeden ciągle jej dokucza, więc wiesz. -Wyjaśniła Monika.
-No to jak jutro Cię odprowadzę, to mi pokażesz, który to. -Anett cicho się zaśmiała. 
-Tak w ogóle to dzięki, że młoda może u Ciebie zostać na noc. Z Grześkiem nie mamy ostatnio za dużo czasu dla siebie, a dzisiaj wypada rocznica...
-Rocznica czego? Bo chyba nie ślubu. On był jakoś na wiosnę... Czy na jesień? -Wokalistka udając, że nie pamięta, roześmiała się. Szybko uniknęła ręki kuzynki, która chciała ją pacnąć w głowę za ten żart. 
-Jak się poznaliśmy, halo, nie pamiętasz? -Monika z zadowoleniem obserwowała, jak jej córka bez słowa poszła do pokoju wokalistki, by spokojnie się pobawić zabawkami, które tam zostawiła. -A tak w ogóle, to myśleliście już z tym twoim Kyu o jakimś terminie? Bo o dziecku to już chyba myślicie. 
-Co? -Zaskoczona Anett, spojrzała na nią.
-No kilka dni po twoim przylocie znalazłam u Ciebie test ciążowy, na twoje nieszczęście jak miewam, negatywny. Wiem, że nie bierzesz tabletek od jakiegoś czasu i zagadka sama się rozwiązuje.
-To nie tak... -Ruda rozsiadła się wygodniej, patrząc w sufit. -Po prostu okres mi się spóźniał. To, że nie biorę tabletek, nie oznacza, że się nie zabezpieczamy, a z własnego przykładu wiesz, jak jest, chciałam się tylko upewnić. A tak szczerze, to jeszcze z Kyu nie rozmawialiśmy o tym, tak wiesz... Żeby podjąć konkretną decyzję. 
-To może pora poruszyć ten temat? Widzę, że zegar biologiczny Ci tyka na bobasa. -Monika sama po chwili się zaśmiała.
-Bo tak jest, tylko, to nie takie proste jak Ci się wydaje. Za tydzień dalej ruszamy z trasą, za jakiś miesiąc kończymy światową i wracamy do Japonii. Przed finałem będzie trochę czasu, ale raczej zajmiemy się organizacją ślubu i nie wiem, czy Kyu chciałby myśleć o tym przed ślubem. 
-No to z nim pogadaj, kobieto. A no tak, zapomniałam, olał Cię. W sumie może to i lepiej, bo masz okazję znaleźć sobie młodszego, ale to niweczy twoje plany macierzyńskie. No, chyba, że to ty masz rację i ten twój cały Azjata coś kombinuje, to jak nie chcesz poruszać tego tematu, to go wrób i postaw przed faktem dokonanym. 
-Monika! Jesteś gorsza od Rin, tyle, że w drugą stronę. -Nagle po mieszkaniu rozległ się dzwonek do drzwi. -Kogo znowu niesie? No ja nie skończę dzisiaj tego fragmentu. -Anett leniwie wstała i poszła do przedpokoju, a Monika powoli kroczyła za nią. Ruda nie sprawdzając kto stoi po drugiej stronie, przekręciła zamek i agresywnym ruchem otworzyła drzwi, prędzej spodziewając się któregoś ze swoich znajomych, niż osobę z walizkami, ukrywająca się za bukietem róż. 
-Kyu... Co ty tu... -Wydukała Anett.
-Pomyślałem, że przylecę trochę wcześniej... -Kouyou nawet nie zdążył dokończyć, kiedy Anett się odpaliła. 
-Chwila, moment! Najpierw przez blisko tydzień się nie odzywasz, a teraz przyjeżdżasz sobie do Polski jakby nic się nie stało? Nawet nie potrafiłeś odebrać cholernego telefonu i myślisz, że wszystko jest w porządku?! Mylisz się. -Na koniec ruda zamknęła drzwi, wiedząc, że ma tylko kilka sekund, żeby przeanalizować sytuację. 
-Nic z nie zrozumiałam z tego co mówiliście, ale wnioskuje, że to ten twój pedzio? -Monika uniosła brew. -Czyli nici z planów, spoko, rozumiem, zawiozę Laurę do rodziców, niczym się nie przejmuj, ale ty masz z nim pogadać. 
-O czym? -Nagle oczy Moniki rozszerzyły się, słysząc łamany polski z ust gitarzysty, który właśnie wszedł do mieszkania. Kouyou zdziwiony spojrzał na stojącą brunetkę, po czym cicho westchnął. -Ale nie powiem, niezłe przedstawienie i tak, zasłużyłem sobie.
-Chwila, On... 
-Jego kuzyn jest moim tłumaczem, halo... -Anett przewróciła oczami i powoli odwróciła się w stronę gościa. -Ten, który Cię tu przywiózł bez uprzedzenia mnie, że żyjesz jest martwy.
-Mamo, ale ja nie chcę do dziadków. -Nagle z pokoju wyszła Laura, podchodząc do trójki dorosłych. -A to kto? -Zapytała pięciolatka, patrząc na obcego mężczyznę. 
-Jej dziecko, nie moje! -Rzuciła szybko Anett, widząc zmieszanie na twarzy Kouyou. 
-No ja mam nadzieję. -Uruha cicho się zaśmiał. 
-Ej! Ty masz prawie dorosłą córkę, grabisz sobie. -Miauknęła wokalistka. 
-To jest właśnie chłopak cioci. -Powiedziała Monika, spoglądając na córkę. 
-Aaaa, ale On wcale nie wygląda tak jak na zdjęciach. -Rzuciła Laura, zdecydowanie niezadowolona z odkrytego przez siebie właśnie faktu, a wszyscy pozostali parsknęli śmiechem.  

    Kiedy Monika wraz z Laurą w końcu poszły, mimo, że Anett przekonywała kuzynkę, że pięciolatka może zostać, wokalistka usiadła na kanapie, odpalając papierosa.
-Możesz mi wyjaśnić, co to miało być? -Zapytała, po czym wypuściła dym.
-Myślałem, że się chociaż trochę za mną stęsknisz, jak nie będę się odzywał. -Kouyou usiadł spokojnie obok niej. 
-Martwiłam się! Nawet myślałam, że ty...
-Że kogoś mam? Zwariowałaś? To była część niespodzianki. 
-Bardzo zabawna część. -Ruda lekko się od niego odsunęła, ale Kouyou zaraz znów się do niej przysunął. 
-Kochanie, nie złość się. A o czym miałaś ze mną porozmawiać? -Zapytał, lekko obejmując kobietę ramieniem.
-O niczym. Znaczy... To nie jest odpowiedni moment na tego typu rozmowy. -Anett szybko uciekła wzrokiem od niego. Że też jej kuzynka musiała w międzyczasie pięć razy jej przypomnieć, że ma z nim pogadać o wiadomo czym. 
-An, za chwilę to wariactwo znowu się zacznie i znowu nie będziemy mieli nawet kiedy porozmawiać. Też, dlatego przyjechałem wcześniej, żebyśmy mogli spędzić trochę czasu razem, sam na sam. 
-Ale nie ma o czym rozmawiać. -Mruknęła Anett pod nosem wstając z kanapy. Zgasiła papierosa i przeszła do części kuchennej aneksu, opierając się o blat. Kouyou zaraz podszedł do niej, obejmując ją. 
-A ja widzę, że coś jest. Chodzi o to, co było ostatnio? -Uruha spojrzał jej w oczy, ale An znowu uciekła wzrokiem w bok.
-Mówiłam Ci, nie jestem w ciąży, wszystko się wyjaśniło i jest po sprawie. -Anett ułożyła dłoń na jego torsie, próbując się od niego odsunąć. 
-A mi się wydaje, że właśnie o to chodzi. Czułem, że jest coś na rzeczy, kiedy mi o tym mówiłaś. Anett, naprawdę, możesz mi powiedzieć.
-Wydaje mi się, że to nie jest odpowiedni moment, na poruszanie tej kwestii. -Ruda cicho westchnęła, wiedząc, że teraz od tego nie ucieknie. Kouyou w odpowiedzi ujął palcami jej podbródek i kierując jej twarz w swoją stronę, czule ją pocałował. 
-Myślałem o tym ostatnio i to dość sporo. -Powoli przesunął dłonią po jej policzku. -I doszedłem do wniosku, że nie wiadomo, kiedy nam się uda i wiem, że młodszy już nie będę. 
-Też o tym myślałam i to nie tak, że tego nie chcę. Nie chcę też unikać tej rozmowy, tylko wydaje mi się, że powinniśmy poczekać, aż wrócimy do Japonii. -Wyjaśniła spokojnie ruda. 
-Czyli chodzi Ci o trasę? 
-Między innymi też o trasę. Kouyou, posłuchaj... Tam będziemy wiedzieć więcej. Na razie jesteśmy po prostu zaręczeni, jeszcze nic nie zaczęliśmy załatwiać i nie chcę starać się o dziecko na siłę, szczególnie przed ślubem. 
-Chwila... -Nagle na twarzy blondyna pojawił się dziwny uśmiech. -Nie na siłę, ale się zgadasz. -Jego słowa oświeciły Anett, o co naprawdę chodziło. 
-Ty wredna mendo! -Kobieta lekko go popchnęła, a gitarzysta zaraz się zaśmiał.
-Myślałem, że trochę dłużej Ci zajmie dojście do tego, albo że nie wpadniesz na to w ogóle. 
-Dobra, niech Ci będzie. -Kobieta wskazała palcem w jego stronę z złowrogą miną. -Ale pomyślałeś o tym, co będzie, jak nam się uda przed ślubem?
-A pomyślałem. -Kouyou znów podszedł do niej bliżej, obejmując ją. -I mogę Ci zapewnić, że nie powinnaś się tym martwić, bo to niczego nie zmieni. 
-I przyleciałeś tylko po to, prawda? Czasami jesteś prawdziwą paskudą.  

    Następnego ranka, Anett nie potrafiła się rozbudzić. Snuła się leniwie po mieszkaniu, szukając czegoś, co ją trochę ożywi, a przecież miała dużo do zrobienia. Na szczeście Krystian porwał Kouyou, żeby pozałatwiać jakieś sprawy między nimi. Nagle przypomniała sobie, co obiecała pięciolatce dzień wcześniej. Także siedząc na kanapie i dzierżąc kubek z kawą w dłoni i papierosa w drugiej, patrzyła z nienawiścią w oczach na zegar. W końcu nadeszła pora, że musiała ruszyć swoje cztery litery z kanapy, chociaż najchętniej by nie wychodziła. 
Nie miała daleko, dlatego nawet nie zabierała ze sobą kluczyków do samochodu, a chłodne powietrze od razu ją rozbudziło. Będąc na miejscu, od razu wyczuła na sobie wzrok innych matek czekających na swoje pociechy. Pewnie to ze względu na to, że nikt jej tam prawie nie znał, ale czuła się wystarczająco nieswojo. 
-Ana! -Z rozmyślań, czy ktoś jej przypadkiem nie poznał, wyrwał ją głos podbiegającej do niej Laury. 
-No cześć mała. -Rzuciła, podchodząc do dziewczynki. -Ubieraj się, bo mama pewnie już czeka z obiadem. O ile już wróciła z pracy. -Anett zamyśliła się na chwilę, po czym przykucnęła przy Laurze, by pomóc jej z ubraniem się. Na szczęście pięciolatka była w dobrym humorze i postanowiła współpracować, dzięki czemu bez problemu obie w miarę sprawnie opuściły przedszkole. 
        Monika na szczęście była już w domu, w sumie jej mąż Grzegorz również, ale On po obiedzie schował się w jednym z pokoi, żeby trochę popracować. No i oczywiście nie mogło się przecież obyć bez ploteczek kobiet przy kawie. 
-Zapomniał gumek, czy jak? -Zapytała Monika, kiedy Aneta opowiedziała jej o rozmowie z Kouyou. 
-Nie, nie zapomniał. Tak zdążyłam przeszukać jego rzeczy, tylko wiesz... Faceci niezbyt to lubią. 
-Czekaj, dobrze rozumiem? Powiedział Ci, że chce mieć z tobą dziecko, nie ważne czy przed ślubem, czy po, tylko po to, żeby się nie zabezpieczać, a ty dałaś się w to wkręcić? -Mina Moniki była w tym momencie zabawna, ta jej uniesiona brew i mina bez przekonania. 
-W tym co mówił coś jest. Ja niebezpiecznie zbliżam się do trzydziestki, Kyu jakby nie patrzeć jest sporo ode mnie starszy i raczej nie chodzi mu o to, żeby uwolnić się od prezerwatyw, a o to, że i jemu zegar tyka. 
-Czy ja dobrze słyszę? Ty i pedzio planujecie już dziecko? -Zapytał Grzegorz, schodząc po schodach. 
-Mógłbyś tak o nim nie mówić? -Ruda przesunęła dłonią po swoim czole w zażenowaniu. 
-Halo, facet się maluje. -Grzegorz przysiadł się do nich z satysfakcją wymalowaną na twarzy.
-Ale te uda... A i palce, potrafią zdziałać cuda, oj potrafią. -Anett rozmarzyła się na niby. 
-W sumie, nigdy nie próbowałam z gitarzystą. -Odezwała się Monika, próbując powstrzymać śmiech.
-Gdyby nie fakt, że jesteś zamężna, to bym Ci poleciła, ale skoro wybrałaś sobie biznesmena, żałuj. -Anett również trudno było powstrzymać się od śmiechu.
-Dobra, ja w twoje preferencje seksualnie nie wnikam, ale to na jakim etapie jesteście? -Grzegorz został pokonany przez kobiety, wiedząc, że to co mówiły, mówiły specjalnie by go zdenerwować. 
-Na takim, że zaczęliśmy o tym rozmawiać, nie podjęliśmy konkretnej decyzji, ale zaczęliśmy działać. -Anett nagle głupkowato się uśmiechnęła.
-Ukryłaś przede mną fakt, że po tej rozmowie wylądowaliście w łóżku? -Monika wydała się zbulwersowana tym odkryciem.
-Nie ukryłam, tylko nie zdążyłam dokończyć, bo mi przerwałaś. 
-No dobra, przepraszam. -Monika uniosła lekko ręce do góry i całą trójką zaczęli się śmiać.
-Ale tak szczerze. -Zaczął Grzegorz z poważną miną. -Wydaje mi się, że jemu nie chodzi ani o gumki, ani o dziecko, tylko o Ciebie. Monika zdążyła mi już zdradzić część waszego “życia” i z tego co wiem, to jeszcze do niedawna to nie wychodzilibyście z łóżka, ale przyszła trasa, nie macie zbyt wielu możliwości, więc ja będąc na jego miejscu, w tej sytuacji, też przyleciałbym wcześniej, trochę poużywać, póki bym mógł. 
-Może i masz rację, ale On nie musi mi tego mówić i tak wiem, że myśli o tym od jakiegoś czasu. Kyu trochę żałuje czasu, który stracił z Temari i nie ma już jak tego nadrobić. W dodatku ja już wcześniej zrobiłam krok w tą stronę, nawet mu o tym nie mówiąc, więc mam wrażenie, że Kouyou próbuje odzyskać kontrolę nad tym, co się między nami dzieje. No i jest coś jeszcze, dlaczego o tym myśli. -Anett rozsiadła się wygodniej, spoglądając w sufit. 
-Chodzi o ten wypadek jego byłej? -Zapytała Monika.
-Wydaje mi się, że tak. -An ciężko westchnęła.  

       Kiedy wróciła do mieszkania, drzwi były otwarte. Spokojnie weszła, ale przed sobą w ciemności widziała światło świec wydobywające się z jej pokoju oraz z aneksu. Szybko ściągnęła kurtkę oraz buty i poszła w kierunku światła.
-Kouyou? -Zajrzała w stronę kuchni, gdzie gitarzysta coś przygotowywał. 
-O, już jesteś. -Kouyou podszedł do niej i czule ucałował jej usta na przywitanie, a ruda od razu wyczuła zapach jego perfum. 
-Co jest grane? -Pełna podejrzeń, odsunęła się od niego na krok. 
-Nic, po prostu myślałem, że... -Kouyou ledwo zdążył ułożyć dłoń na jej policzku, kiedy Anett mu przerwała.
-To miłe, naprawdę, ale ja nadal Cię nie rozumiem. Najpierw nie odzywasz się przez prawie tydzień, później przylatujesz tutaj wcześniej, zaczynamy rozmawiać o dziecku i ja po prostu się pogubiłam. 
-Nie odzywałem się, bo nie chciałem Cię martwić. Przez święta dużo się działo, a później chciałem zdemontować w końcu ten przeklęty pokój i coś tam zrobić i wtedy to do mnie wróciło, że przecież miało być całkowicie inaczej. Zacząłem się zastanawiać, czy ma sens, żebym przyleciał wcześniej i zrozumiałem jak bardzo za tobą tęsknie, jak bardzo tęsknie za nami sprzed tego wypadku. 
-Mogłeś mi powiedzieć, zrozumiałabym, przecież wiesz. -Anett spojrzała mu w oczy. 
-Chciałem być z tym sam, poukładać sobie to wszystko. W końcu poza rozłożeniem łóżeczka nie zrobiłem nic, ale jest coś jeszcze. Po tym wszystkim co przeszliśmy, nadal jesteśmy razem i to jest dla mnie najważniejsze. Prawda jest taka, że ten wypadek nas uratował, bo nie przyznasz mi tego w twarz, ale to dziecko przeszkadzało Ci od początku, a za kilka lat odeszłabyś ode mnie, twierdząc, że nie tego chciałaś. Fakt, twoja decyzja o tabletkach była nie fair, ale to był dla mnie sygnał, że o tym myślisz, a skoro tego chcesz, to ja tym bardziej. Chce iść do przodu, nie chce czekać na coś, co i tak się wydarzy. -Gitarzysta lekko ją objął, cały czas patrząc jej w oczy. 
-Po prostu się boję, że coś pójdzie między nami nie tak i zostanę z tym sama. Nie zapominaj, że jest jeszcze Kiyomi, która ciągle coś wymyśla. Ale w jednym masz rację, dziecko samo zdecyduje, kiedy się pojawi.
-Kocham Cię i nie jestem idiotą, żeby Cię zostawić. A teraz jakbyś mogła w końcu przestać o tym myśleć, zrelaksować się i pozwolić mi działać. -Po tych słowach, Kouyou czule ją pocałował, przyciągając kobietę bliżej siebie.  

       Minęło kilka dni, a następny koncert zbliżał się wielkimi krokami. Anett oświecona weną i geniuszem w każdej wolnej od Kouyou chwili pracowała nad piosenką, żeby trochę nadrobić do terminu. Akurat tego dnia musiała odłożyć pracę na później. Już wcześniej obiecała kuzynce i siostrze, że tego popołudnia zajmie się ich dziećmi i miała nadzieję, że Kouyou jej pomoże, ale po jakieś godzinie z tą dwójką musiał nagle wyjść w pilnej sprawie. Wokalistka od razu domyśliła się, że chodzi o Krisa. Oj jak się myliła...
Zabawa właśnie trwała w najlepsze. Fabian, mimo że był dwa lata starszy od Laury i niezbyt przekonany do cioci, po odrobieniu lekcji przyłączył się do zabawy, którą przerwał dzwonek do drzwi. Zdezorientowała Anett, bo przecież Kouyou miał zapasowe klucze, poszła otworzyć, w ogóle nie przejmując się tym, że jej twarz, włosy i sweter umazane były farbą. Kiedy tylko otworzyła drzwi, przełknęła głośno ślinę, widząc znajome twarze.
-No cześć młoda, co tam? -Yuu cicho się zaśmiał. Razem z nim stał Takanori i Kathy, a Akira, Temari, Kouyou i Yutaka walczyli z walizkami. 
-U mnie w porządku, ale co wy tu robicie? Nie mieliście być dopiero jutro? -Anett patrzyła na nich z lekkim przerażeniem w oczach. W końcu jej mieszkanie wyglądało teraz jak po jakieś bitwie. 
-Ale jesteśmy dzisiaj, żeby Cię odwiedzić. -Takanori jedynie się uśmiechnął i od razu wszedł do środka, a za nim cała reszta. 
-Jeżeli chcecie tu nocować, to odpada, nie mam na tyle miejsca. 
-Przecież pokój Mateusza jest wolny, jest kanapa i z tego co pamiętam masz materac, wystarczy napompować. -Rzucił pośpiesznie Kouyou, od razu czując na sobie złowrogi wzrok rudej. 
-Na którym ty za chwilę będziesz spał. Zapomniałeś, że Kiko ma być u nas na noc? A dobrze wiesz, jak On każdego obcego pilnuje. -Anett patrzyła na narzeczonego, jakby ten zwariował.
-Ten słodziak będzie? Świetnie! Chociaż z tego co pamiętam, to ostatnio z Kouyou byli nie rozłączni. -Takanori się wtrącił, a reszta od razu domyśliła się kim był Kiko. 
-E tam, pies nikomu nie przeszkadza, ale ja mam nadzieję, że ten złom pod blokiem to nie Reita. -Powiedział Akira, zbierając na sobie wzrok wszystkich zgromadzonych.
-Uuu, stary, teraz to masz przesrane... -Powiedziała szeptem Kathy, widząc jak Anett zaciska pięści.
-Jak go nazwałeś? -Ruda podeszła do basisty, który zaczął się wycofywać. 
-E no... Przejęzyczyłem się, miałem powiedzieć, że to niezła fura, no... -Reita głupkowato się zaśmiał.
-I tak to sobie zapamiętam i módl się, żeby odpalił, jak będziesz chciał przewieźć nim swój zacny tyłeczek, ta menda jest bardziej mściwa od Ciebie. -Anett niebezpiecznie zmrużyła oczy, po czym się odsunęła, wracając do aneksu.
-A ja widzę, że tu macie niezłe przedszkole. -Skomentował Kai, idący za Rudą.
-Dwójka, w wieku pięciu i siedmiu lat. Jak dobrze, że sobie za niedługo idą, ale wy jesteście. -Anett na początku brzmiała na zadowoloną, ale później ton jej głosu się zmienił, na wręcz rozpaczliwy. 
-Nie martw się, damy sobie radę. -Nagle odezwała się Temari. 
-A ty w ogóle co tu robisz? Co z studiami? -Anett spoglądając na nią, uniosła brew ku górze.
-Kouyou, słyszałeś to? Nie jesteście nawet po ślubie, a Ona już mi matkuje. -Na te słowa córki, Uruha miał ochotę się zaśmiać, ale musiał się powstrzymać, żeby groźby Anett o jego nocy na dmuchanym materacu nie stały się prawdą. -Ale uspokoję Cię, wszystko mam załatwione, nie masz się o co martwić... Mamo. -Złośliwy uśmieszek z twarzy dziewczyny nie znikał, kiedy to mówiła.
-Temari! -Anett poczuła jak ręce jej opadają i już wiedziała, że to będą ciężkie dwa dni przed koncertem. 

__________
* Ja wiem, na koniec pierwszego sezonu, dokładnie w rozdziale 20 była mowa o kilkuletniej kuzynce. Jeżeli ktoś ma właśnie Mindfuck, że coś kojarzy, ale coś nie pasuje, to tłumaczę- To po prostu błąd. Już wtedy to miała być "córka kuzynki", ale Akuma z przeszłości coś pochrzaniła i napisała "kuzynka". 

30 lip 2022

Rozdział 54

 A no dzień dobry, w dzień, kiedy to czytacie! 
Z dobrych wieści, mam tylko tyle, że podczas mojego urlopu w sierpniu mogą pojawiać się jakieś rozdziały. Wszystko w sumie zależy od tego, jak pójdzie mi dzisiaj i przez cały następny tydzień z pisaniem, dlatego będę was o wszystkim informować na bieżąco, na grupie. 
No to ja nie przedłużam
Miłego czytania :3

Rozdział 54: 

     Kilka koncertów później wszystko było niby normalnie. Niby, ponieważ Meggy i Noritoshi naprawdę się dogadali i mieli wspólny plan zatrucia wszystkim życia. Zgodnie z ich planem, Meggy miała wzbudzić czujność Anett zmianą nastawienia do niej, wręcz miała być obrzydliwie miła, a gdzieś kiedyś w tle, tak, żeby nawet się nikt nie zorientował, że wyszło to od Meg, miała rzucić małą plotką, która z czasem miała narastać. A Noritoshi? Miał spokojnie poczekać na odegranie swojej roli w tym planie, nikomu nie zawadzając i tylko zajmując się swoją robotą. A czemu tak? A właśnie dlatego, żeby wszystko wyszło bardzo “rzeczywiście”.  
Początkowym plotkom, że niby Anett zdradza Kouyou z Akirą nikt nie uwierzył, wręcz każdy zaczął z tego żartować. Ale prawdziwa bomba miała dopiero nadejść. Anett wyczuła również fałsz w zachowaniu Meggy, bo nagle szatynka chciała na siłę wkupić się w jej łaski, jakby myślała, że wokalistka zacznie przez to coś podejrzewać. Fakt, Uruha był przy niej cały czas, ale przecież nie wiedziała co się działo, kiedy spała. No i Noritoshi ostatnio strasznie dziwnie się zachowywał, jak nie On, co zauważyli wszyscy i każdy zaczął już spekulować, skąd u niego taka przemiana.  
Tego dnia Anett to wszystko nie dawało już spokoju, jednak nadal nie dawała się ponieść podejrzeniom. Po próbie siedziała na skraju sceny, machając nogami, by jakoś uspokoić się przed koncertem.  
-Tu jesteś! -Zawołał Kris, wyrywając ją z myśli. Ruda odwróciła głowę w jego stronę, unosząc brew w pytającym wyrazie twarzy. 
-A gdzie mam być? Nie mam nic do roboty. -Wzruszyła ramionami, a szatyn usiadł obok niej. 
-Nie wierzę, że podchodzisz do tego z takim spokojem.  
-O czym ty mówisz? -Nagle w głowie Anett zapaliła się czerwona lampka, która natychmiast zniknęła. 
-No chodzi mi o Kouyou. Dowiedziałaś się, że zdradzał Miko i że to nie był ten raz z tobą, tylko, że regularnie zdradzał ją z Meggy, a ty nic. -Kris wręcz się zaśmiał. 
-Bo nawet przez myśl mi nie przeszło, że Kyu mógłby mnie zdradzić. To dotyczyło Miko, nie mnie... 
-Nawet jak się okazało, że ktoś widział go wychodzącego w nocy z pokoju? -Kris nagle jej przerwał. 
-O czym ty mówisz? Ja wiem, że Meggy ostatnio dziwnie się zachowuje, ale Kouyou by mi tego nie zrobił. -Anett zmarszczyła czoło, będąc pewną tego co mówi.  
-A ty jemu? Bo Noritoshi też się ostatnio dziwnie zachowuje, a to raczej twoja zasługa.  
-Niby co masz na myśli? -Ruda nagle spanikowała.  
-Czyli to prawda. Nie dość, że Cię pieprzy, to jeszcze Ci płaci. Nie spodziewałem się tego po tobie An. -Kris nagle wstał, jakby załamany. 
-O czym ty pieprzysz, Kris! -Anett wstała zaraz z nim.  
-Po prostu tak mówią, a po tobie widzę, że to prawda. Nie przejmujesz się Kouyou, bo sama masz coś na sumieniu.  
-Posłuchaj! To z Akirą, okej, było zabawnie, ale Noritoshi?! -Anett nagle poczuła zbierające się łzy. -Przez cały czas próbuje się temu nie ponieść, odrzucam od siebie każdą myśl, że może to prawda, że może Kouyou mnie zdradza tak jak Miko, a ty podejrzewasz mnie o coś takiego? Serio jesteś najgorszym przyjacielem. -Rzuciła An, po czym poszła przed siebie. Szybko schowała się w toalecie, by jakoś się uspokoić i nie zepsuć makijażu, gdy drzwi nagle się otworzyły, a czerwona lampka wróciła. 
-Tutaj jesteś skarbie... 

     Wszyscy od jakiś dwóch godzin dziwnie milczeli, jakby nie chcieli, by czegoś się dowiedział. Ba! Wszyscy byli jakby w szoku. Kouyou dobrze wiedział, że nie chodziło o niego, jak i nie wierzył w nic co podejrzanego usłyszał, wiedząc, że to pewnie Meggy spiskuje. Nawet z nią nie rozmawiał, żeby dodatkowo nie nakręcać Anett w tym wszystkim. 
-Tsune, co jest grane? -Zapytał, kiedy na chwile zostali sami, a kobieta wręcz podskoczyła. 
-Kouyou, posłuchaj, ja chyba nie powinnam. -Brunetka próbowała jakoś wykręcić się z tej rozmowy.  
-Po prostu mi powiedz, co tym razem zapodali i miejmy to za sobą. -Uruha przewrócił teatralnie oczami.  
-Tyle, że to nie plotka Kouyou. Noritoshi i Anett, oni... -Tsune przerwała na chwilę. -Najlepiej będzie, jak Ona sama Ci to powie.  
-Oni co? Tsune, błagam Cię, mam już dość tych waszych plotek. -Zdenerwowany Kouyou wstał.  
-Oni sypiają ze sobą. Sama w to nie wierzyłam, aż nie zobaczyłam, jak Noritoshi wchodził za Anett do toalety. Zresztą jak nie wierzysz, to powinni tam jeszcze być. -Słowa brunetki sprawiły, że Kouyou się zagotował ze złości. 
-I nie poszłaś za nim! Czy wyście powariowali wszyscy! -Jak poparzony pobiegł w wskazanym przez Tsune kierunku, od razu otwierając drzwi... 

     Kiedy tylko usłyszała jego głos, od razu się odwróciła, jednak stał zbyt blisko, a Anett poczuła się sparaliżowana. 
-Skarbie, nie mów, że się mnie wystraszyłaś. -Noritoshi cicho się zaśmiał, kładąc dłoń na jej policzku. 
-Odwal się. -Anett spróbowała go od siebie odsunąć, jednak na marne.  
-Ostatnio byłaś milsza. -Brunet lekko się uśmiechnął, patrząc jej w oczy, a jej przerażenie, jeszcze bardziej go cieszyło.  
-Jakie ostatnio? Zostaw mnie w spokoju, słyszysz. -Ruda spróbowała się jakoś wyrwać, ale tym tylko sprawiła, że wpadła w jego objęcia. 
-Kochanie, przecież mówiłaś mi, że to lubisz. -Noritoshi wyszeptał jej do ucha, czując jak zadrżała z przerażenia, a każdy jej ruch by się uwolnić wykorzystywał przeciwko niej. 
-Puść mnie!  
-Przecież Kouyou się nie dowie, jest zajęty... 
-A co, jeśli Kouyou się dowie? -Nagle oboje spojrzeli na wściekłego gitarzystę.  
    Nawet nie nasłuchiwał, po prostu otworzył drzwi. Nagle przed sobą zobaczył Anett wtuloną w Noritoshiego, który mocno ją obejmował, dłonią ściskając jej pośladek. Kiedy się odezwał, brunet nawet nie odskoczył od kobiety, a nawet uśmiechnął się szerzej. 
-Czyli to prawda. -Kouyou udał załamanego, ale szybko do nich podszedł, rozdzielając ową dwójkę i stając przed Anett. -Wynoś się!  
-No co ja mam Ci powiedzieć? Sama do mnie przyszła i masz rację, niezła jest. -Noritoshi puścił do niego oczko, po czym spokojnie wyszedł, zadowolony, że jego plan się powiódł.  
-Kouyou, to nie tak... -Szepnęła Anett łamiącym się głosem. 
-Nie wierzę... -Kouyou zacisnął wargi, odwracając się do niej.  
-Ja...Ja nie... -Anett próbowała coś wydukać, jednak nagle załkała, chowając twarz w dłoniach. Wiedziała, że nie ważne co powie, Uruha jej w to nie uwierzy, kiedy stało się coś, czego się nie spodziewała. Kouyou po prostu ją przytulił, sprawiając, że już całkiem się rozkleiła. 
-Już dobrze kochanie, jestem tutaj. -Kouyou szepnął cicho, po czym ucałował jej czoło.  
-Ale przecież... -Ruda spojrzała na niego.  
-Nie wierze, że to zrobili. Przez te kilka tygodni Meggy i Noritoshi współpracowali, a te wszystkie plotki, to Oni.  
-Myślałam, że ty też uwierzyłeś.  
-Kochanie, przez ten cały czas nie zwątpiłaś we mnie, więc czemu ja miałbym zwątpić? Jemu tylko nie mogłem pokazać, że nie wierzę, bo by nie odpuścił i znowu musiałbym go niepotrzebnie uszkodzić. Chociaż trochę szkoda, bo nie wie, że niezła, to za mało powiedziane. -Uruha cicho się zaśmiał i delikatnie ją pocałował.  
Nagle do środka wbiegł Kai wraz z menadżerem, Rukim, Rin i całą resztą. 
-Tu jesteście. -Wysapał zadyszany perkusista.  
-Spokojnie, Noritoshi jest cały. -Rzucił szybko Kouyou. 
-A Anett?! -Odezwała się cała gromada jednym chórkiem. 
-Żyje, jak widzicie, jeszcze. -Anett przewróciła oczami. 
-Całe szczęście. No ja wiedziałem, że tak będzie, wiedziałem! -Wrzasnął menadżer, gdzieś odchodząc. -Dobra, koncert za niedługo, a Ciebie młoda trzeba ogarnąć. -Wtrącił Kai, wyciągając Anett za sobą za rękę.  

     Po koncercie w hotelu każdy rozszedł się do swoich pokoi, chociaż zespół był umówiony, by się spotkać w pokoju lidera i omówić zaistniałą sytuację. Kouyou nie chciał zostawiać sam Anett, ale wiedział, że lepiej będzie, kiedy dołączy do nich nieco później. 
-Kyu, dam sobie radę. -Mruknęła Anett, rozczesując mokre włosy.  
-Jak coś to... 
-Tak wiem, telefon mam pod ręką.  
-Dobra, zadzwonię do Ciebie, jak już coś ustalimy. -Kouyou krótko ją pocałował i pełen obaw wyszedł z pokoju. Kiedy dotarł na miejsce, kilka pokoi dalej, pozostała trójka już tam była. Czekali już tylko na lidera, który miał przekazać im wieści. 
-Jeżeli chodzi o Meggy -Zaczął spokojnie Kai, kiedy tylko zamknął za sobą drzwi. -Nie mamy żadnego dowodu, że również za tym stała, także musi zostać... 
-A Noritoshi? -Zapytał Uruha, siadając obok Akiry i Yuu na łóżku. 
-O niego nie musisz się już martwić. My jutro lecimy dalej, a On wraca do Japonii. Po dzisiejszej akcji nie ma już czego zbierać. Jesteśmy w pracy, a trasa to wystarczający stres, nie potrzebujemy dodatkowych nerwów, a On udowodnił, że nadal jest zagrożeniem dla Anett. -Wyjaśnił Yutaka, chodząc w kółko.  
-Ale to nie zmienia faktu, że zostajemy znowu bez asystenta. -Mruknął Aoi pod nosem.  
-Kathy i Takao świetnie dawali sobie radę, teraz też sobie poradzą. -Kai w końcu usiadł, ale nadal wyglądał na zdenerwowanego. 
-Miejmy tylko nadzieję, że Meggy nie nawali jeszcze bardziej. -Mruknął Kouyou pod nosem, patrząc przed siebie. Po chwili przypomniał sobie, że miał zadzwonić do Anett. Wstał nerwowo przeszukując kieszenie. -Cholera, zapomniałem telefonu.  
-No właśnie dziwi mnie, że Anett tu nie ma. -Mruknął Akira cicho pod nosem. 
-Bo się z nią umówiłem, że zadzwonię, jak już coś ustalimy. -Kouyou przewrócił teatralnie oczami, podchodząc do drzwi.  

     Anett siedziała w pokoju, w sumie to leżała na łóżku i gapiła się w sufit. Szybko zorientowała się, że gitarzysta o czymś zapomniał, więc nawet nie wiedziała, czy jest sens czekać. Jednak z wiadomych powodów nie chciała wychodzić z pokoju. Zmęczenie dawało się jej we znaki, kiedy usłyszała pukanie do drzwi. Od razu się zerwała z łóżka, myśląc, że to Kouyou, ale kiedy otworzyła drzwi, przekonała się, jak bardzo się myliła.  
-Meg, a cóż Cię do mnie sprowadza? -Mruknęła wokalistka, wyraźnie niezadowolona z tego widoku. 
-Wiele, ale szczególnie to, jak oboje nawzajem się oszukujecie. -Warknęła Meggy i popychając lekko Anett, weszła wgłąb pokoju, zamykając za sobą drzwi. 
-Niby skąd to wnioskujesz? Wiem, że te wszystkie plotki i sprawa z Noritoshim, to twoja zasługa. -Anett zmrużyła oczy, patrząc na szatynkę.  
-Zastanawia mnie, czy Kouyou kiedykolwiek wspomniał Ci o Lisie... -Meggy przerwała na chwilę, patrząc z satysfakcją, jak ruda lekko przechyliła głowę, próbując sobie coś przypomnieć. -Nie powiedział Ci i mu się nie dziwię. Też bym się tym nie chwaliła, gdybym była takim skurwysynem. 
-Poczekaj. -Anett cicho się zaśmiała. -Nie było Cię na początku naszej znajomości, więc nie wiesz, ale ja doskonale wiem jaki jest Kouyou.  
-Naprawdę? Jesteście zaręczeni, a nadal ma przed tobą tajemnice. Fakt, Miko ostrzegała mnie przed Kiyomi, ale okazuje się, że Ona wie dość sporo. -Meggy w tym momencie ze zwycięskim wyrazem twarzy patrzyła, jak oczy Anett się rozszerzyły, kiedy tylko usłyszała to imię. 
-Żartujesz sobie teraz, prawda? Skoro Miko Cię przed nią ostrzegała, to raczej nie bez powodu. -Ruda szybko skrzyżowała ręce. 
-Spokojnie, znam Lisę dłużej niż Miko, niż kogokolwiek stąd, to Ona mnie tu wkręciła. Fakt, w tej sprawie dzięki Kiyomi wyszły nowe okoliczności i już nie wiem, która historia jest prawdziwa, ale uwierz, że to wszystko co robię, to nie robię tego dla siebie. Miko ostrzegała mnie przed Kiyomi, a ja po prostu ostrzegam Cię przed Kouyou, ty myślisz, że to na poważnie, a On się tobą bawi, jak każdą z nas. 
-Chwila, bo mówisz teraz jakimiś zagadkami. Jeżeli masz coś do mnie, to mi po prostu to powiedz. -Niestety, ale Anett nie otrzymała odpowiedzi, gdy w drzwiach pokoju pojawił się Uruha.  
-Pamiętaj o tym, co Ci powiedziałam. -Rzuciła oschle Meggy i wyszła z pokoju, mijając zaskoczonego gitarzystę. 
-Czego Ona chciała? -Zapytał Kouyou, patrząc z podejrzeniem na Anett. 
-Nic takiego, jakieś głupoty. -Ruda wzruszyła ramionami. Nie chciała mówić Kouyou o tym co mówiła Meggy, głównie ze względu na to, że sama nie rozumiała jej bełkotu. -A jak spotkanie? Bo wiem, że zapomniałeś telefonu. -Przechyliła lekko głowę w bok. 
-Tak, tak wiem, przepraszam. W sumie i tak nie był mi potrzebny, ponieważ postanowiliśmy, że Ci po prostu przekaże, że... -Kouyou przerwał na chwilę z dziwacznym uśmieszkiem na twarzy. -Noritoshi wraca jutro do Japonii. 
-A Meggy? -Anett zapytała jakby z wyrzutem w głosie. 
-Ona niestety zostaje, ale nie powinnaś się nią przejmować. -Kouyou podszedł bliżej niej, od razu ją obejmując.  
-Akurat nie nią się przejmuję, tylko tym, co siedzi w jej głowie... 

     Dla Temari to był ciężki dzień. Najpierw długie godziny na uczelni, a później kilka chwil w pracy. I właśnie to praca była dla niej najbardziej męcząca ze względu na ciągle wściekłą Panią Kierownik. Był już wieczór, młoda dziewczyna zakończyła wszystkie swoje obowiązki i już zbierała się do domu, kiedy po raz kolejny długowłosa brunetka w przesadnym makijażu i z paznokciami przypominającymi szpony, po raz kolejny się przyczepiła.  
-Temari, prosiłam Cię o coś. -Usłyszała brunetka, zakładając swój plecak. 
-Zrobiłam to dwie godziny temu, w sumie zdążyłam zrobić już wszystko. -Rzuciła Temari, nawet się nie odwracając. Chciała już tylko wrócić do domu.  
-Nie wyjdziesz, dopóki... 
-Dopóki co?!- Wściekła dziewczyna zacisnęła pięści, odwracając się na chwilę, tylko po to, by wycedzić kilka słów. -Właśnie wychodzę i przyjmij do wiadomości, że nie wrócę. Znajdź sobie innego niewolnika, ponieważ ja mam dość! -I mijając zaskoczoną kobietę, wyszła. Jeszcze zaczął dzwonić jej telefon, którym miała ochotę rzucić, gdyby się okazało, że to jej ojciec, albo Akira, ciągle sprawdzający, czy dziewczyna jeszcze żyje. Ale nie, kiedy spojrzała na urządzenie, na wyświetlaczu zobaczyła napis “Ikano”.  
-Świetnie, jeszcze ona. -Mruknęła pod nosem, odbierając połączenie. 
-No co z tobą? Gdzie ty jesteś? -Zapytała przyjaciółka.  
-Jak to, gdzie, idę do domu. -Temari się rozejrzała, czując się, jakby ktoś ją obserwował. 
-Przecież mieliśmy się spotkać, zapomniałaś? No nic, to my przyjedziemy do Ciebie, w końcu z tego co wiem, masz wolną chatę, a chłopaki skołowali alkohol.  
-Nie, Ikano, to zły pomysł... Ikano? Ikano! -Załamana brunetka usłyszała tylko dźwięk zerwanego połączenia, kiedy jej przyjaciółka się rozłączyła. A chciała tylko odpocząć w ciszy i samotności.  
Gdy tylko wróciła do domu, szybko zaczęła chować rzeczy, które mogłyby naprowadzić jej znajomych na to, z kim Temari teraz mieszka. Jej tajemnice znała tylko Ikano, która na szczęście jeszcze nikomu się nie wygadała, a dziewczyna miała nadzieje, że to “jeszcze” nadal trwa.  
I nastał ten w ogóle nie wyczekiwany przez nią moment, kiedy rozdzwonił się dzwonek do drzwi. Przewróciła oczami, schodząc na dół, a kiedy tylko tworzyła drzwi, Ikano rzuciła jej się w ramiona. 
-No Temi, tak długo się nie widziałyśmy. A miałaś mnie odwiedzać!  
-No, no, nieźle się urządziłaś. -Powiedział jeden z dwójki chłopaków, którzy weszli wraz z Ikano do środka.  
-Regi, już nie przesadzaj, dom jak dom. -Temari w zakłopotaniu cicho się zaśmiała. Błagając w duchu, żeby tylko ta szalona trójka nie zaczęła przeszukiwać tego domu, zaprowadziła wszystkich na górę do salonu.  
Kiedy już tak sobie siedzieli w piątkę, opróżniając kolejne butelki przyniesione przez gości, Nakato zaczął drażliwy dla brunetki temat jej byłego. Ikano starała się odwieźć chłopaków od tej rozmowy, ponieważ wiedziała, że to może ujawnić tajemnice Temari, jednak na próżno.  
-Wiesz, że ja zbytnio z nim nie gadam, ale z tego co mi raz mówił, to ty go zdradziłaś z w dodatku z jakimś starszym gościem. -Skomentował wspomniany wyżej Nakato, a Temari, starała się w tym momencie by kogoś nie udusić z zimną krwią i miał to być nieobecny Daisuke. 
-To On mnie zdradził i dlatego z nim zerwałam, zresztą... -Brunetka ugryzła się w język, ale Ikano musiała dodać swoje niepotrzebne trzy grosze.  
-No tak, sama mówiłaś, że na twoich oczach dobierał się do Akumy.  
-Do kogo?!- Wyszczerzone oczy chłopaków skierowały się na Temari, czekając na wyjaśnienia. 
-Dzięki Ikano. -Warknęła Temari, wiedząc, że ta wariatka zawsze w jakiś sposób musi puścić parę z ust.  
-No to teraz Ci nie odpuścimy. -Rzucił Regi, udając obrażonego.  
-Ale naprawdę nie ma o czym mówić. -Temari próbowała jakoś ukrócić ten temat, mając nadzieję, że chłopaki uwierzą w to, że się przesłyszeli, ale po chwili dyskusji między nimi z pomocą znów przybyła Ikano, chcąc urwać ten temat, tyle, że niepotrzebnie. 
-A tak w ogóle, to dotarły mnie wieści, że Akuma i twój ojciec są zaręczeni. -Jak to wyznanie wybrzmiało z ust przyjaciółki, Nakato wraz z Regi’m omal nie spadli z kanapy, oczywiście z wrażenia. 
-Ale chwila, ta Akuma? Przecież Ona jest z... Ał. -Nakato natychmiast poczuł kopnięcie w kostkę od Regi’ego, który spojrzał na niego ostrym wzrokiem.  
-Tak, ta Akuma o której myślicie jest z Uruhą, czyli moim biologicznym ojcem. -Wyznała zrezygnowana Temari, na koniec ciężko wzdychając. 
-Przecież mogłaś nam wcześniej o tym powiedzieć normalnie, po co te tajemnice? - Zapytał Regi, patrząc na brunetkę, która z zażenowania zakryła włosami twarz. 
-Bo wiem jak ludzie reagują na takie wieści. Zaraz pojawią się jakieś durne pytania i... 
-Ej, Regi, a myślisz, że Oni tu, na tej kanapie? -Nakato przerwał wypowiedź Temari, ruszając w jakiś dziwny sposób brwiami w stronę przyjaciela. 
-Tak i to nie raz. -Mruknęła brunetka, przykładając palce do nasady swojego nosa. -Właśnie o tym mówiłam.  
-Serio się przejmujesz? Przecież to Nakato, zawsze musi strzelić czymś w nieodpowiednim momencie. -Rzuciła Ikano, próbując uspokoić przyjaciółkę. 
-A mam przypomnieć Ci, o co mnie wypytywałaś, kiedy Ci powiedziałam? -Temari uniosła brew ku górze patrząc na przyjaciółkę. 
-Wypraszam sobie, pytałam jaki Reita jest w łóżku. O Uruhe zapytam Akumy, jak w końcu mnie z nią poznasz. -Ikano się wyszczerzyła. Nagle obie spojrzeli na pozostałą dwójkę, bladych jak ściana. 
-Nie no, Temi szacun, to całkowicie zmienia postać rzeczy. -Powiedział spokojnie Nakato, a Temari w myślach przysięgła sobie, że ich wszystkich kiedyś powybija dla świętego spokoju. 

     Kouyou przebudził się, kiedy Anett po raz kolejny przewróciła się na drugi bok. 
-An, śpisz? -Zapytał szeptem, jednak wiedział, że jeżeli Anett się kręci, to znaczy, że coś dręczy jej myśli i na pewno nie śpi. Z tą wiedzą spokojnie ją objął, a kiedy ruda otworzyła oczy, pomógł jej usiąść. -Co jest? -Zapytał ponownie. 
-To co powiedziała Meg nie daje mi spokoju. -Mruknęła Anett, opierając głowę o jego ramię. 
-A pytałem... -Uruha cicho westchnął. -Co tym razem? 
-O co chodzi z Lisą? -Anett spojrzała ślepo przed siebie. 
-Ja pieprze... -Kouyou powoli wstał, podchodząc do okna. Dla niego ta sprawa była już dawno zakończona i nie chciał do tego wracać, szczególnie nie chciał mówić o tym Anett, nie będąc pewnym jej reakcji.  
-Kouyou, o co chodzi z Lisą? O co Meggy chodzi z tym, że nie robi tego dla siebie? Co jest grane tym razem? -Ruda spojrzała na gitarzystę kątem oka, gdy ten opierając się dłońmi o parapet, patrzył przez okno.  
-Lisa... -Blondyn cicho westchnął i wrócił do łóżka, siadając na nim. -To było lata temu, nawet nigdy nie byliśmy razem. Po prostu się przyjaźniliśmy jeszcze od szkoły, później Ona poznała Mitsutake i tak się z nim zaprzyjaźniłem. Jednak w ich relacji był pewien haczyk: Mitsutake wręcz za nią szalał, a Ona nie chciała z nim być, po prostu, wiedziała, że pod tym względem nie pasują do siebie. Pewnego razu poprosiła mnie o pomoc, przynajmniej do czasu jej wyjazdu do Stanów, który planowała od dawna, a ja głupi się zgodziłem. -Uruha schował twarz w dłoniach. -Gdybym wiedział, jak to się skończy, nigdy bym na to nie poszedł. 
-Ale co się stało? -Anett zbliżyła się do niego i lekko wtuliła się w jego plecy. 
-To był moment, kiedy wszystko było mi jedno, a Ona chciała tylko, żebyśmy przed Mitsutake udawali, że jesteśmy razem. Nie był to dla mnie problem, bo ja niczego od niej nie chciałem, a to były tylko pojedyncze godziny raz czy dwa razy w tygodniu, kiedy pozwalałem jej na więcej, aż do tego felernego wieczoru. Miałem ją tylko odprowadzić, a wylądowaliśmy w jej łóżku. Po tym stwierdziłem, że to zaszło za daleko i chcę to zakończyć, że to nie ma sensu. Mieliśmy tylko udawać, a Ona wykorzystywała sytuację. Po wszystkim wróciłem do siebie, a wtedy mieszkałem jeszcze w mieszkaniu, upiłem się i poszedłem spać. Rano byłem skończony.  
-To za to Mitsutake tak bardzo chciał się na tobie zemścić? -Anett usiadła obok niego. -Przecież to bez sensu. 
-Ona dodała swoje do tej historii, że niby ją wykorzystywałem przez ten cały czas, że to niby nie był jedyny raz i inne bajki o tym, jakim jestem skurwysynem. Oczywiście Mitsu podał to dalej, a ja nie miałem siły tego negować, więc tylko przytaknąłem. Kiedy chciałem z nią to wyjaśnić, okazało się, że w nocy wyjechała, nie zostawiając po sobie śladu. -Kiedy skończył, spojrzał na wokalistkę, która wydawała się być niezbyt specjalnie przejęta tym, co właśnie usłyszała. 
-To o to chodziło Meggy, z tym, że nie wie, która historia jest prawdziwa. -Anett zamyśliła się na chwilę. 
-Przepraszam, wiedziałem wcześniej, że Meggy zna prawdę. To właśnie tym chciała mnie szantażować, ale nie sądziłem, że powie Ci cokolwiek tak szybko. No i mogłem Ci powiedzieć o Lisie wcześniej, ale... 
-To mogło by być za dużo. -Wtrąciła wokalistka, przerywając mu. -I masz rację, ale Meggy nie wie, że ta historia między nami i tak by nigdy nic nie zmieniła. Bo jak? Mam sądzić Cię za coś, co było lata temu i doszukiwać się prawdy jak Ona? Meg jedynie wpuściła mnie na trop, co będzie chciała zrobić dalej...